23-11-2018, 22:50
22.11.2018r.
Jestem przy jakimś opuszczonym zajeździe przy autostradzie z kilkoma osobami. Stoimy tam nie wiem po co. Mam w rękach kawałki metalowych słupków parkingowych i nimi macham. Ktoś przyjeżdża i drze się na kogoś co odpierdala. Potem podchodzi do mnie i robi to samo. Następnie odjeżdżają i zostaje mały niezgaszony motorek. Biorę go i targam do naszej grupki. Mam przeczucie, że to może być jakaś pułapka albo może wybuchnąć, ale za bardzo mnie to nie obchodziło.
Impreza, tłum ludzi. Ciocia mnie woła, bo telefon do mnie. Mówi, że chyba chodzi o dotacje z unii. Biorę słuchawkę, ale słabo słychać, więc wychodzę na zewnątrz. Tam też ktoś do mnie zagaduje, jakby nie zwracali uwagi, że rozmawiam. Przeszkadza mi to. W końcu okazuje się, że telefon dotyczy ogólnie sztuki i nie byłem tym zainteresowany. Nie podobało mi się, że zawracają mi głowę czymś tak błachym. Wróciłem do środka. Przy stoliku, widziałem jak ktoś maluje abstrakcyjne oko. Narząd wzroku był niebieski, a wokół niego były czerwone, pomarańczowe, żółte i zielone zawijasy. Chyba chodziło o roślinność. W tłumie widziałem Izę, chciałem ją poprosić, aby zrobiła mi zdjęcie oka, takie jak ona ma, ale uznałem, że nie zrobię tego, bo za słabo się znamy.
23.11.2018r.
Idę po coś na pole, jednak moją uwagę przykuwają zające. Jest mały i duży szkodnik. Biorę kij w nadzeji, że chociaż małego uda mi się ubić zanim uciekną. Uderzam małego i łapię w rękę. Jednak dziwi mnie, że ten duży nie ucieka, a nawet się do mnie łasi. Biorę, więc obydwóch za uszy i zanoszę do domu. Zapewne, by poszły na pasztet, ale miałem dylemat co z nimi zrobić. Myślałem, że mama pomoże mi w wyborze, jednak migała się od odpowiedzi.
Jestem przy jakimś opuszczonym zajeździe przy autostradzie z kilkoma osobami. Stoimy tam nie wiem po co. Mam w rękach kawałki metalowych słupków parkingowych i nimi macham. Ktoś przyjeżdża i drze się na kogoś co odpierdala. Potem podchodzi do mnie i robi to samo. Następnie odjeżdżają i zostaje mały niezgaszony motorek. Biorę go i targam do naszej grupki. Mam przeczucie, że to może być jakaś pułapka albo może wybuchnąć, ale za bardzo mnie to nie obchodziło.
Impreza, tłum ludzi. Ciocia mnie woła, bo telefon do mnie. Mówi, że chyba chodzi o dotacje z unii. Biorę słuchawkę, ale słabo słychać, więc wychodzę na zewnątrz. Tam też ktoś do mnie zagaduje, jakby nie zwracali uwagi, że rozmawiam. Przeszkadza mi to. W końcu okazuje się, że telefon dotyczy ogólnie sztuki i nie byłem tym zainteresowany. Nie podobało mi się, że zawracają mi głowę czymś tak błachym. Wróciłem do środka. Przy stoliku, widziałem jak ktoś maluje abstrakcyjne oko. Narząd wzroku był niebieski, a wokół niego były czerwone, pomarańczowe, żółte i zielone zawijasy. Chyba chodziło o roślinność. W tłumie widziałem Izę, chciałem ją poprosić, aby zrobiła mi zdjęcie oka, takie jak ona ma, ale uznałem, że nie zrobię tego, bo za słabo się znamy.
23.11.2018r.
Idę po coś na pole, jednak moją uwagę przykuwają zające. Jest mały i duży szkodnik. Biorę kij w nadzeji, że chociaż małego uda mi się ubić zanim uciekną. Uderzam małego i łapię w rękę. Jednak dziwi mnie, że ten duży nie ucieka, a nawet się do mnie łasi. Biorę, więc obydwóch za uszy i zanoszę do domu. Zapewne, by poszły na pasztet, ale miałem dylemat co z nimi zrobić. Myślałem, że mama pomoże mi w wyborze, jednak migała się od odpowiedzi.





