11-11-2018, 12:12
11.11
W zasadzie to śniło mi się dzisiaj multum rzeczy związanych z połowinkami które miały miejsce przedwczoraj, ale zbyt urywkowe i w sumie nieciekawe więc pominę tą część.
Obudziłem się w środku nocy, wstałem z łóżka. Zauważyłem, że na fotelu obok leży mój rudy kot. Obok niego znajdował się kolejny o identycznej budowie ale o umaszczeniu w zebereki. Odwróciłem się i również za sobą ujrzałem mojego kota i jego sobowtóra więc w sumie było ich czterech. Zbyt abstrakcyjne żeby w głowie nie pojawiło się podejrzenie, że coś tu nie gra, wykonałem test rzeczywistości.
LD
Podekscytowany wyleciałem przez okno. Jak zwykle kontrola lotu sprawiała trochę kłopotu, bo prędkość była o jakieś trzy razy za szybka niż gdybym tego chciał. Trochę się z tym posiłowałem i w miarę udało mi się to wyregulować. Znajdowałem się na osiedlu w okolicy mojego domu i szkoły gdzie odbywa się większość moich świadomych snów, możliwe że snów w ogóle. Pomyślałem więc, że tym razem spróbuję zawędrować w jakieś inne, nieznane miejsce. Po odleceniu niezbyt dużej odległości w linii prostej zauważyłem, że świat się kończy w bardzo regularny sposób oddzielony linią za którą jest tylko pustka i ciemność, jak gdyby cały teren był prostokątem zawieszonym w przestrzeni. Bardzo przypomina to niezrenderowany świat w grze. Ten motyw wielokrotnie pojawiał się już w moich ld, trochę tak jakbym wychodził poza przygotowany scenariusz snu przez to, że się uświadomiłem. Za każdym razem omijałem tę pustkę, ale tym razem postanowiłem sprawdzić gdzie dotrę jeżeli w nią wlecę. Spodziewałem się, że w końcu natrafię na jakieś materialne miejsce lub po prostu będę bez końca szybował w nicości, ale stało się coś zgoła innego. Nie oddaliłem się zbyt daleko, bo już po kilku sekundach sen się zaciął i wszystko wraz ze mną stanęło w miejscu. Stan ten trwał kilka sekund po czym wyrzuciło mnie ze snu, niczym crash w grze.
Tutaj nie mam zielonego pojęcia, czy na prawdę się obudziłem i po krótkiej chwili zasnąłem, czy wciąż byłem we śnie i po prostu obudziłem się w nim w swoim łóżku, ale nie ma to znaczenia. W każdym razie znów leżałem w łóżku przykryty kocem. Nagle z drugiego końca pokoju dobiegł mnie dosyć przerażający krzyk. Wykonałem test rzeczywistości, dla pewności ze trzy razy. Znowu śnie. Pomimo strachu pomyślałem, że nie mam zamiaru znowu marnować świadomego snu. Uspokoiłem się i nakierowałem emocje na bardziej pozytywne tory. Cisza. Przez dłuższą chwile próbowałem rozpalić światło w pokoju, jednak jedyne co z tego wyszło to delikatne, jasne kule energii które nie rozwiały ani trochę panującej ciemności. Pomyślałem, że po prostu znowu wyjdę przez okno, bo na zewnątrz nic mi nie zagraża, w przeciwieństwie do ciemnych korytarzy i zakamarków domu gdzie moja wyobraźnia ma pełne pole do popisu do psikusów. Wstałem z łóżka, podszedłem do okna. Obok mnie pojawił się jakiś niepokojąco wyglądający dzieciak i zaczął krzyczeć, ale wyśmiałem go i gdzieś sobie poszedł. Poleciałem nad dobrze znane mi miejsce nad rzeczką. Wstał dzień, było bardzo jasno. Postanowiłem sprawdzić jak to jest we śnie pod kątem możliwości fizycznych. Próbowałem ustać na rękach, czego w świecie realnym nie potrafię. Nie ma szans. Następnie sprawdziłem jak będzie robić mi się pompeczki. Realność tego bardzo mnie zdumiała. Było praktycznie tak samo jak w normalnym świecie, nawet czułem lekki dyskomfort w barku który jakiś czas temu był kontuzjowany. Wszystko to było prawdziwe do tego stopnia, że stwierdziłem, że nie będę próbował robić burpeesów które też były w planach zanim się nie rozgrzeje, bo jeszcze coś sobie zrobię.
A dalej to już klasyk, przyzywane panienki, wpływanie na ich wolę i hejże hola, tym razem jednak podszedłem do tego mądrzej z nabytym doświadczeniem i było fajnie. Na koniec pamiętam, że znajdowałem się w jakimś fantastycznym zamku i ćwiczyłem tam wpływanie na postacie swoją wolą.
Teraz już na pewno mogę powiedzieć, że coś jest na rzeczy w związku z imprezami a śnieniem. To znaczy za każdym razem najwięcej i najintensywniejsze przeżycia związane ze snami przypadają na drugą noc po piciu, to znaczy nie ta, w której kładę się jeszcze pod wpływem alkoholu a ta następna, dzień po. Zastanawiam się jednak czy wpływ ma na to sam alkohol czy mocne przeżycia i emocje w związku z imprezą.
W zasadzie to śniło mi się dzisiaj multum rzeczy związanych z połowinkami które miały miejsce przedwczoraj, ale zbyt urywkowe i w sumie nieciekawe więc pominę tą część.
Obudziłem się w środku nocy, wstałem z łóżka. Zauważyłem, że na fotelu obok leży mój rudy kot. Obok niego znajdował się kolejny o identycznej budowie ale o umaszczeniu w zebereki. Odwróciłem się i również za sobą ujrzałem mojego kota i jego sobowtóra więc w sumie było ich czterech. Zbyt abstrakcyjne żeby w głowie nie pojawiło się podejrzenie, że coś tu nie gra, wykonałem test rzeczywistości.
LD
Podekscytowany wyleciałem przez okno. Jak zwykle kontrola lotu sprawiała trochę kłopotu, bo prędkość była o jakieś trzy razy za szybka niż gdybym tego chciał. Trochę się z tym posiłowałem i w miarę udało mi się to wyregulować. Znajdowałem się na osiedlu w okolicy mojego domu i szkoły gdzie odbywa się większość moich świadomych snów, możliwe że snów w ogóle. Pomyślałem więc, że tym razem spróbuję zawędrować w jakieś inne, nieznane miejsce. Po odleceniu niezbyt dużej odległości w linii prostej zauważyłem, że świat się kończy w bardzo regularny sposób oddzielony linią za którą jest tylko pustka i ciemność, jak gdyby cały teren był prostokątem zawieszonym w przestrzeni. Bardzo przypomina to niezrenderowany świat w grze. Ten motyw wielokrotnie pojawiał się już w moich ld, trochę tak jakbym wychodził poza przygotowany scenariusz snu przez to, że się uświadomiłem. Za każdym razem omijałem tę pustkę, ale tym razem postanowiłem sprawdzić gdzie dotrę jeżeli w nią wlecę. Spodziewałem się, że w końcu natrafię na jakieś materialne miejsce lub po prostu będę bez końca szybował w nicości, ale stało się coś zgoła innego. Nie oddaliłem się zbyt daleko, bo już po kilku sekundach sen się zaciął i wszystko wraz ze mną stanęło w miejscu. Stan ten trwał kilka sekund po czym wyrzuciło mnie ze snu, niczym crash w grze.
Tutaj nie mam zielonego pojęcia, czy na prawdę się obudziłem i po krótkiej chwili zasnąłem, czy wciąż byłem we śnie i po prostu obudziłem się w nim w swoim łóżku, ale nie ma to znaczenia. W każdym razie znów leżałem w łóżku przykryty kocem. Nagle z drugiego końca pokoju dobiegł mnie dosyć przerażający krzyk. Wykonałem test rzeczywistości, dla pewności ze trzy razy. Znowu śnie. Pomimo strachu pomyślałem, że nie mam zamiaru znowu marnować świadomego snu. Uspokoiłem się i nakierowałem emocje na bardziej pozytywne tory. Cisza. Przez dłuższą chwile próbowałem rozpalić światło w pokoju, jednak jedyne co z tego wyszło to delikatne, jasne kule energii które nie rozwiały ani trochę panującej ciemności. Pomyślałem, że po prostu znowu wyjdę przez okno, bo na zewnątrz nic mi nie zagraża, w przeciwieństwie do ciemnych korytarzy i zakamarków domu gdzie moja wyobraźnia ma pełne pole do popisu do psikusów. Wstałem z łóżka, podszedłem do okna. Obok mnie pojawił się jakiś niepokojąco wyglądający dzieciak i zaczął krzyczeć, ale wyśmiałem go i gdzieś sobie poszedł. Poleciałem nad dobrze znane mi miejsce nad rzeczką. Wstał dzień, było bardzo jasno. Postanowiłem sprawdzić jak to jest we śnie pod kątem możliwości fizycznych. Próbowałem ustać na rękach, czego w świecie realnym nie potrafię. Nie ma szans. Następnie sprawdziłem jak będzie robić mi się pompeczki. Realność tego bardzo mnie zdumiała. Było praktycznie tak samo jak w normalnym świecie, nawet czułem lekki dyskomfort w barku który jakiś czas temu był kontuzjowany. Wszystko to było prawdziwe do tego stopnia, że stwierdziłem, że nie będę próbował robić burpeesów które też były w planach zanim się nie rozgrzeje, bo jeszcze coś sobie zrobię.
A dalej to już klasyk, przyzywane panienki, wpływanie na ich wolę i hejże hola, tym razem jednak podszedłem do tego mądrzej z nabytym doświadczeniem i było fajnie. Na koniec pamiętam, że znajdowałem się w jakimś fantastycznym zamku i ćwiczyłem tam wpływanie na postacie swoją wolą.
Teraz już na pewno mogę powiedzieć, że coś jest na rzeczy w związku z imprezami a śnieniem. To znaczy za każdym razem najwięcej i najintensywniejsze przeżycia związane ze snami przypadają na drugą noc po piciu, to znaczy nie ta, w której kładę się jeszcze pod wpływem alkoholu a ta następna, dzień po. Zastanawiam się jednak czy wpływ ma na to sam alkohol czy mocne przeżycia i emocje w związku z imprezą.





