19-10-2018, 16:31
Dość szybko pojawił się tu wpis od założenia dziennika
.
Pisze bez żadnego przygotowania czy notatek więc będę improwizował. Z góry przepraszam za możliwą nieczytelność tego wpis.
Po lekcjach poszedłem z moimi kumplami na szkolną siłownię trochę się rozładować po tych wszystkich nudnych i niepotrzebnych wiadomości wpajanych nam na siłę do głów.
Mieliśmy dostęp tylko do paru przyrządów i niestety w ich gronie nie znalazła się ławeczka ze sztangą, która przechodziła naprawę.
Biegaliśmy na bieżni. Była domyślnie nastawiona na ćwiczenia pod maraton, ale uzgodniliśmy, że nie będziemy nic zmieniać.
Bieganie można było porównać do biegania pod dość stromą górę. Wytrzymaliśmy około 25-40 min
Potem poszliśmy pograć w pokera i piłkarzyki a na koniec poszliśmy do sali kinowej.
Ktoś rzucił jakiś tytuł filmu z końca sali i zaczęliśmy oglądać.
Film był po prostu jednym wielkim nieporozumieniem
. Szczerze to mało mnie to obchodziło, bo szybko usnąłem.
(Tak tu zaczyna się opis snu
)
Znajduje się w jakimś pomieszczeniu, wygląda jak mój pokój... Jest jakiś inny. Nie wiem, czy to ma sens, ale wydawał mi się bardziej prawdziwy, nie ważne, na co spojrzałem, po prostu czułem radość, błogi spokój, połączony z przyjemnym odgłosem uderzania kropel deszczu o szyby.
Wystarczy wsłuchać się chwilę, aby uświadomić sobie, że to na pozór nic nieznaczący deszcz układa się w piękną melodię.
Patrzyłem się na szybę, krople spływały w dość poukładany i regularny sposób. Patrzyłem się ślepo w szybę bez celu, bez... Bez niczego? Patrzyłem się, bo chciałem... Chciałem poczuć nic? Szukałem swojego rodzaju spokoju i odcięcia. Długo się patrzyłem na szybę, aż w końcu deszcz ustał i pokazało się słońce. Wyszedłem na dwór, po drodze znalazłem stary plac zabaw. Bawiła się na nim dwójka dzieci. Malutka dziewczynka ubrana na biało i równie mały chłopiec ubrany na czarno.
Najwidoczniej zwróciłem ich uwagę.
Obraz robił się coraz bardziej czarny.
Czułem lekkie mrowienie w nogach.
Dzieci uciekły, gdy tylko mnie zobaczyły.
Zobaczyłem coś na wzór wielkiej kuli ognia.
Starałem się uciec.
Przez to, że opadłem cały z sił, co jakiś czas upadałem na kolana ze zmęczenia. Biegłem coraz wolniej, ponieważ robiło się coraz bardziej stromo. Czułem gorąco na plecach, a jednocześnie wbiegałem na jakąś górę, która z każdym krokiem staje się coraz bardziej stroma. W końcu nie dałem rady.
Upadłem i zacząłem zjeżdżać z całej góry. Rozpaczliwie próbowałem się złapać jakiegoś większego kamienia, by przestać spadać. Cała góra była nimi (kamieniami) pokryta. Od tego zjeżdżania nie miałem już prawie skóry na klatce piersiowej a moje kolana wręcz były "przesiąknięte krwią".
W końcu złapałem się jakiegoś kamienia i zacząłem biec dalej. Adrenalina we mnie wręcz buzowała jednak to i tak nie pomagało na zmęczenie...
Wymęczony, we krwi i pocie. Biegnę, by uniknąć tego, co i tak nastanie. Staram się biec, ale uciekam tak długo, że moje nogi już odmawiają posłuszeństwa. Wiem, że to nie ma sensu... Upadłem na kolana ze zmęczenia. Cały obraz przed oczami zrobił się cholernie jasny.
Zauważyłem wielką kulę ognia zmierzającą w moją stronę. Nie zastanawiałem się, co zaraz się stanie, popłynęła mi łza po policzku. Zdążyłem jeszcze zacisnąć mocno wargę i spojrzałem jeszcze chwilę z nostalgią na niebo, które zaczęło przybierać krwisty, czerwony kolor.
Przypuszczam, że tu sen się skończył.
Był to naprawdę wyraźny sen i nie wiem, dlaczego, ale bardzo mi się spodobał.
Ten moment, gdy biegam i czuję tę adrenalinę... no coś pięknego po prostu
.
Najgorsze było to, że zostawili mnie samego i musiałem się tłumaczyć sprzątaczce, dlaczego śpię w sali kinowej.
To było najgorsze 2 minuty mojego życia.
.Pisze bez żadnego przygotowania czy notatek więc będę improwizował. Z góry przepraszam za możliwą nieczytelność tego wpis.
Po lekcjach poszedłem z moimi kumplami na szkolną siłownię trochę się rozładować po tych wszystkich nudnych i niepotrzebnych wiadomości wpajanych nam na siłę do głów.
Mieliśmy dostęp tylko do paru przyrządów i niestety w ich gronie nie znalazła się ławeczka ze sztangą, która przechodziła naprawę.
Biegaliśmy na bieżni. Była domyślnie nastawiona na ćwiczenia pod maraton, ale uzgodniliśmy, że nie będziemy nic zmieniać.
Bieganie można było porównać do biegania pod dość stromą górę. Wytrzymaliśmy około 25-40 min
Potem poszliśmy pograć w pokera i piłkarzyki a na koniec poszliśmy do sali kinowej.
Ktoś rzucił jakiś tytuł filmu z końca sali i zaczęliśmy oglądać.
Film był po prostu jednym wielkim nieporozumieniem
. Szczerze to mało mnie to obchodziło, bo szybko usnąłem.(Tak tu zaczyna się opis snu
)Znajduje się w jakimś pomieszczeniu, wygląda jak mój pokój... Jest jakiś inny. Nie wiem, czy to ma sens, ale wydawał mi się bardziej prawdziwy, nie ważne, na co spojrzałem, po prostu czułem radość, błogi spokój, połączony z przyjemnym odgłosem uderzania kropel deszczu o szyby.
Wystarczy wsłuchać się chwilę, aby uświadomić sobie, że to na pozór nic nieznaczący deszcz układa się w piękną melodię.
Patrzyłem się na szybę, krople spływały w dość poukładany i regularny sposób. Patrzyłem się ślepo w szybę bez celu, bez... Bez niczego? Patrzyłem się, bo chciałem... Chciałem poczuć nic? Szukałem swojego rodzaju spokoju i odcięcia. Długo się patrzyłem na szybę, aż w końcu deszcz ustał i pokazało się słońce. Wyszedłem na dwór, po drodze znalazłem stary plac zabaw. Bawiła się na nim dwójka dzieci. Malutka dziewczynka ubrana na biało i równie mały chłopiec ubrany na czarno.
Najwidoczniej zwróciłem ich uwagę.
Obraz robił się coraz bardziej czarny.
Czułem lekkie mrowienie w nogach.
Dzieci uciekły, gdy tylko mnie zobaczyły.
Zobaczyłem coś na wzór wielkiej kuli ognia.
Starałem się uciec.
Przez to, że opadłem cały z sił, co jakiś czas upadałem na kolana ze zmęczenia. Biegłem coraz wolniej, ponieważ robiło się coraz bardziej stromo. Czułem gorąco na plecach, a jednocześnie wbiegałem na jakąś górę, która z każdym krokiem staje się coraz bardziej stroma. W końcu nie dałem rady.
Upadłem i zacząłem zjeżdżać z całej góry. Rozpaczliwie próbowałem się złapać jakiegoś większego kamienia, by przestać spadać. Cała góra była nimi (kamieniami) pokryta. Od tego zjeżdżania nie miałem już prawie skóry na klatce piersiowej a moje kolana wręcz były "przesiąknięte krwią".
W końcu złapałem się jakiegoś kamienia i zacząłem biec dalej. Adrenalina we mnie wręcz buzowała jednak to i tak nie pomagało na zmęczenie...
Wymęczony, we krwi i pocie. Biegnę, by uniknąć tego, co i tak nastanie. Staram się biec, ale uciekam tak długo, że moje nogi już odmawiają posłuszeństwa. Wiem, że to nie ma sensu... Upadłem na kolana ze zmęczenia. Cały obraz przed oczami zrobił się cholernie jasny.
Zauważyłem wielką kulę ognia zmierzającą w moją stronę. Nie zastanawiałem się, co zaraz się stanie, popłynęła mi łza po policzku. Zdążyłem jeszcze zacisnąć mocno wargę i spojrzałem jeszcze chwilę z nostalgią na niebo, które zaczęło przybierać krwisty, czerwony kolor.
Przypuszczam, że tu sen się skończył.
Był to naprawdę wyraźny sen i nie wiem, dlaczego, ale bardzo mi się spodobał.
Ten moment, gdy biegam i czuję tę adrenalinę... no coś pięknego po prostu
.Najgorsze było to, że zostawili mnie samego i musiałem się tłumaczyć sprzątaczce, dlaczego śpię w sali kinowej.
To było najgorsze 2 minuty mojego życia.
2018-10-19





