04-10-2018, 18:41
04.10
Włóczyłem się z kilkoma nieznajomymi mi w świecie realnym ludźmi, wyglądali na młodych nastolatków. Chodziliśmy po jakiś opuszczonych, względnie ciekawych miejscach. Nasz kolejny cel był jakąś ruiną w której niewiele było. Przejście do tego miejsca było odgrodzone bramą z drutem kolczastym na górze. Byłem przeciwny wchodzenia tam, ale najbardziej charyzmatyczny chłopak z grupy stwierdził, że idziemy. Pomógł wejść dziewczynom, w zasadzie wniósł je jedną ręką. Doszliśmy do centrum ruin, lecz kątem oka zauważyłem zmierzającą do nas dwójkę ochroniarzy. Każdy próbował się schować za jakimś obiektem, ale na niewiele się to zdało. Każdy oprócz wcześniej wspomnianego chłopaka, który siedział na kamieniu i nawijał jakieś życiowe rapsy. Dwójka zmierzających mężczyzn okazała się jednak nie być ochroniarzami, byli to zwykli dosyć groźnie wyglądający faceci w średnim wieku. Chciałem już zacząć się tłumaczyć, ale zauważyłem, że nie zwracają na nas uwagi, a poświęcają ją tylko temu chłopakowi. Przemknąłem bokiem i obserwowałem sytuacje. Jeden z facetów nazwał siebie bratem chłopaka i zaczął go wyzywać, potem popychać, kłócili się. Zaczął gnieść łokciem jego głowę że ten aż wyłysiał. Nagle stwierdziłem, że znam fabułę tego, co się właśnie dzieje. Ten chłopak zostanie zabity. Stwierdziłem, że nie chce tego oglądać, obejrzałem się, czy ktoś jeszcze chcę opuścić lokal, ale wszyscy wpatrywali się w scenę skupieni w bez ruchu. Odszedłem i wspiąłem się z powrotem na bramę. W ostatniej chwili udało mi się wdrapać na górę, bo na dole pojawił się zombie który próbował chwycić moją nogę. Spojrzałem na to, co znajduje się po drugiej stronie bramki. Na dole było pełno zombie. Sytuacja wyglądała na bez wyjścia, ale pomyślałem, że przecież gram w The Walking Dead, czyli jakoś musi dać się przejść dalej, muszę się tylko dokładnie rozejrzeć. Rzeczywiście obok na poziomie mojej głowy w ciemności była pozioma drabinka która aż prosiła by przejść po niej wisząc, a na końcu się podciągnąć. Zawiesiłem się na pierwszym szczeblu, sprawdziłem co jest nad drabinką. Chwyciłem jakiś przedmiot który kształtem i dotykiem przypominał paczkę chusteczek. Pomyślałem, że jak znam tę grę to to miejsce jest idealne na jakiegoś jumpscare i zapewne zaraz mnie on czeka. Powiedziałem, że w takim razie odpuszczam, wychodzę. Obudziłem się.
---
Wszedłem do pokoju generała, byłem żołnierzem. Obok niego stał mój wierny przyjaciel i kumpel, również z jednostki. Postanowiłem zdradzić dowódcy gdzie znajduje się baza wojskowa Stanów Zjednoczonych, mimo że organizacja która powiedziała mi o tym kilka miesięcy wcześniej zakazała mi tego robić. Przyjaciel który też był tego wszystkiego świadom wzrokiem wyrażał aprobatę. Powiedziałem generałowi, że znam jej lokalizacje, uświadomiłem sobie jednak, że zapomniałem gdzie to jest i muszę jeszcze raz dowiedzieć się tego od organizacji która mi to zdradziła. Generał był zadowolony, powiedział, że to bardzo przydatne. Miałem już wychodzić, chwyciłem za klamkę, ale przypomniałem sobie, że z pokoju dowódcy nie można wychodzić bez jego pozwolenia. Puściłem klamkę i odwróciłem się z powrotem. Spytał się mnie gdzie się wybieram. Odpowiedziałem, że do domciu oczywiście. Generał wybuchł złością i wyperswadował głośną wulgarną wiązankę na temat braku dyscypliny i bezużyteczności jego podwładnych. Przyzwyczajony do zachowania generała jak gdybym służył w tej jednostce od lat odpowiedziałem tylko żwawo "Tak jest generale!" na co ten odpowiedział "wypierdalać". Wyszedłem z pokoju. Obudziłem się.
Włóczyłem się z kilkoma nieznajomymi mi w świecie realnym ludźmi, wyglądali na młodych nastolatków. Chodziliśmy po jakiś opuszczonych, względnie ciekawych miejscach. Nasz kolejny cel był jakąś ruiną w której niewiele było. Przejście do tego miejsca było odgrodzone bramą z drutem kolczastym na górze. Byłem przeciwny wchodzenia tam, ale najbardziej charyzmatyczny chłopak z grupy stwierdził, że idziemy. Pomógł wejść dziewczynom, w zasadzie wniósł je jedną ręką. Doszliśmy do centrum ruin, lecz kątem oka zauważyłem zmierzającą do nas dwójkę ochroniarzy. Każdy próbował się schować za jakimś obiektem, ale na niewiele się to zdało. Każdy oprócz wcześniej wspomnianego chłopaka, który siedział na kamieniu i nawijał jakieś życiowe rapsy. Dwójka zmierzających mężczyzn okazała się jednak nie być ochroniarzami, byli to zwykli dosyć groźnie wyglądający faceci w średnim wieku. Chciałem już zacząć się tłumaczyć, ale zauważyłem, że nie zwracają na nas uwagi, a poświęcają ją tylko temu chłopakowi. Przemknąłem bokiem i obserwowałem sytuacje. Jeden z facetów nazwał siebie bratem chłopaka i zaczął go wyzywać, potem popychać, kłócili się. Zaczął gnieść łokciem jego głowę że ten aż wyłysiał. Nagle stwierdziłem, że znam fabułę tego, co się właśnie dzieje. Ten chłopak zostanie zabity. Stwierdziłem, że nie chce tego oglądać, obejrzałem się, czy ktoś jeszcze chcę opuścić lokal, ale wszyscy wpatrywali się w scenę skupieni w bez ruchu. Odszedłem i wspiąłem się z powrotem na bramę. W ostatniej chwili udało mi się wdrapać na górę, bo na dole pojawił się zombie który próbował chwycić moją nogę. Spojrzałem na to, co znajduje się po drugiej stronie bramki. Na dole było pełno zombie. Sytuacja wyglądała na bez wyjścia, ale pomyślałem, że przecież gram w The Walking Dead, czyli jakoś musi dać się przejść dalej, muszę się tylko dokładnie rozejrzeć. Rzeczywiście obok na poziomie mojej głowy w ciemności była pozioma drabinka która aż prosiła by przejść po niej wisząc, a na końcu się podciągnąć. Zawiesiłem się na pierwszym szczeblu, sprawdziłem co jest nad drabinką. Chwyciłem jakiś przedmiot który kształtem i dotykiem przypominał paczkę chusteczek. Pomyślałem, że jak znam tę grę to to miejsce jest idealne na jakiegoś jumpscare i zapewne zaraz mnie on czeka. Powiedziałem, że w takim razie odpuszczam, wychodzę. Obudziłem się.
---
Wszedłem do pokoju generała, byłem żołnierzem. Obok niego stał mój wierny przyjaciel i kumpel, również z jednostki. Postanowiłem zdradzić dowódcy gdzie znajduje się baza wojskowa Stanów Zjednoczonych, mimo że organizacja która powiedziała mi o tym kilka miesięcy wcześniej zakazała mi tego robić. Przyjaciel który też był tego wszystkiego świadom wzrokiem wyrażał aprobatę. Powiedziałem generałowi, że znam jej lokalizacje, uświadomiłem sobie jednak, że zapomniałem gdzie to jest i muszę jeszcze raz dowiedzieć się tego od organizacji która mi to zdradziła. Generał był zadowolony, powiedział, że to bardzo przydatne. Miałem już wychodzić, chwyciłem za klamkę, ale przypomniałem sobie, że z pokoju dowódcy nie można wychodzić bez jego pozwolenia. Puściłem klamkę i odwróciłem się z powrotem. Spytał się mnie gdzie się wybieram. Odpowiedziałem, że do domciu oczywiście. Generał wybuchł złością i wyperswadował głośną wulgarną wiązankę na temat braku dyscypliny i bezużyteczności jego podwładnych. Przyzwyczajony do zachowania generała jak gdybym służył w tej jednostce od lat odpowiedziałem tylko żwawo "Tak jest generale!" na co ten odpowiedział "wypierdalać". Wyszedłem z pokoju. Obudziłem się.





