28-09-2018, 07:57
Znalazłem się pod balkonem jakiegoś domu w którym mieszkała moja koleżanka. Dom był jasnokremowy, lśniący i ogólnie w śnie było ciepłe łagodne, uspokajające światło, ale niezbyt intensywne. Sen był spokojny, ale brakowało mu tej energii, podwyższonej percepcji co we wcześniejszych przedświadomytch snach. W każdym bądź razie kiedy znalazłem się pod tym balkonem uświadomiłem sobie, że śnię. Dalej akcja snu toczyła się normalnie i szybko utraciłem świadomość, dlatego po pewnym czasie znów poszedłem pod ten balkon aby odzyskać świadomość tego, że śnię. W dalszej części snu, który stal się bardziej dynamiczny i wzrosła moja percepcja byłem w miasteczku na wschodzie gdzie mieszkałem w hotelu i zajmowałem się czymś ważnym związanym ze snem. Do hotelu przyszła moja znajoma i powiedziała mi, że muszę zachować czujność bo tej nocy grasują hakerzy snu i jeśli nie zachowam świadomości by ochronić wszystkich znajomych może nas spotkać krzywda. Odpowiedziałem jej aby się nie przejmowała bo moja percepcja jest silna i chronię wszystkich w tym mieście i takie tam. Sen trwał dość długo i utrzymywałem tę podwyższoną percepcję skupiając się tylko na tym więc nie myślałem o tym, ze to sen bo nie mogłem się rozpraszać a więc nie był to już ld. Jasną świadomość tego, że śnię miałem tylko dwa razy pod tym balkonem przez jakiś czas.
Obudziłem się ok 6,15 i po kwadransie położyłem się ponownie. Zacząłem się relaksować i najpierw poczułem błogość w ciele a potem uświadomiłem sobie, że nie mogę się ruszać - miło było w tym stanie, ale nie mogłem zasnąć choć od czasu do czasu pojawiały się jakby króciutkie sny, ale nie mogłem w nich pozostać bo powracałem do tego błogiego stanu. Po chwili doszedłem do wniosku, że jednak nie zasnę i postanowiłem wstać okazało się, że nie leżałem tak kilka minut jak mi się wydawało, ale całą godzinę :-)
Myślę, że to iż tak nędznie wyszło wynika z tego, że wczoraj miałem wyjątkowo męczący dzień tak, że cały obolały ledwo dowlokłem się do łóżka, zasnąłem późno i jeszcze zamiast się zrelaksować próbowałem czytać książkę zanim zrozumiałem, że to w moim stanie bez sensu i zasnąłem. To aż dziwne, że w drugiej części snu potrafiłem utrzymywać podwyższoną percepcję przez długi czas, ale w porównaniu do poprzednich dni gdzie ta percepcja wręcz wibrowała nie było to nic niezwykłego.
Obudziłem się ok 6,15 i po kwadransie położyłem się ponownie. Zacząłem się relaksować i najpierw poczułem błogość w ciele a potem uświadomiłem sobie, że nie mogę się ruszać - miło było w tym stanie, ale nie mogłem zasnąć choć od czasu do czasu pojawiały się jakby króciutkie sny, ale nie mogłem w nich pozostać bo powracałem do tego błogiego stanu. Po chwili doszedłem do wniosku, że jednak nie zasnę i postanowiłem wstać okazało się, że nie leżałem tak kilka minut jak mi się wydawało, ale całą godzinę :-)





