27-09-2018, 07:56
27.09
Jechałem jak zwykle pociągiem do pobliskiego miasta na trening. Stanął on trochę w innym miejscu niż zwykle, ale nie był to problem, bo w gruncie rzeczy bliżej miejsca w którym czekam na trenera. Napisałem do niego, że już jestem. Nie odpisywał, ale na chodniku pojawiła się moja nauczycielka angielskiego z poprzedniego roku. Powiedziała, że dzisiaj to ona zabierze mnie na siłownie. Zgodziłem się i wsiadłem do jej helikoptera. Wystartowaliśmy. We wnętrzu helikoptera zaczęły dziać się dziwne rzeczy, pojawiły się jakieś dwie postacie w dziwnych strojach, które zamknęły mnie w jakimś pomieszczeniu pomimo oporu. Lot trwał dużo dłużej, niż powinien. Wyrzucili mnie na zatłumionej plaży w jakimś wielkim mieście. Na początku myślałem, że jestem nad morzem, jednak było to po prostu duże jezioro z falami. Pomyślałem "jasna cholera, porwano mnie" i zacząłem panikować. Wyjąłem telefon, 52%. Bateria jednak bardzo szybko spadała, po pół minuty było już 25. Pokombinowałem coś w opcjach żeby zmniejszyć zużycie baterii, trochę pomogło, ale na oko i tak zostało mi może z 15 minut użytkowania. Spytałem się ludzi obok gdzie ja jestem. Odpowiedzieli, że w Dwodwie. Sprawdziłem google maps, okazało się, że Dwodwo znajduje się na dosłownie drugim końcu Polski. Chodziłem w kółko chaotycznie zastanawiając się co ja teraz zrobię. Zacząłem opowiadać swoją historie grupie ludzi znajdujących się obok. Niektórzy się śmiali, niektórzy przejęli albo to i to. Dobrze rozmawiało mi się z jednym chłopakiem, zaproponował mi, że może mnie odwieźć do Warszawy, stamtąd rodzice będą mieli dużo bliżej. W końcu udało mi się dodzwonić do mamy. Opisałem sytuacje, była w szoku, ale zgodziła się na ten plan. Nadeszła noc, wsiadałem do samochodu. Obudziłem się, dawno już nie czułem takiej ulgi, że coś było tylko snem
Jechałem jak zwykle pociągiem do pobliskiego miasta na trening. Stanął on trochę w innym miejscu niż zwykle, ale nie był to problem, bo w gruncie rzeczy bliżej miejsca w którym czekam na trenera. Napisałem do niego, że już jestem. Nie odpisywał, ale na chodniku pojawiła się moja nauczycielka angielskiego z poprzedniego roku. Powiedziała, że dzisiaj to ona zabierze mnie na siłownie. Zgodziłem się i wsiadłem do jej helikoptera. Wystartowaliśmy. We wnętrzu helikoptera zaczęły dziać się dziwne rzeczy, pojawiły się jakieś dwie postacie w dziwnych strojach, które zamknęły mnie w jakimś pomieszczeniu pomimo oporu. Lot trwał dużo dłużej, niż powinien. Wyrzucili mnie na zatłumionej plaży w jakimś wielkim mieście. Na początku myślałem, że jestem nad morzem, jednak było to po prostu duże jezioro z falami. Pomyślałem "jasna cholera, porwano mnie" i zacząłem panikować. Wyjąłem telefon, 52%. Bateria jednak bardzo szybko spadała, po pół minuty było już 25. Pokombinowałem coś w opcjach żeby zmniejszyć zużycie baterii, trochę pomogło, ale na oko i tak zostało mi może z 15 minut użytkowania. Spytałem się ludzi obok gdzie ja jestem. Odpowiedzieli, że w Dwodwie. Sprawdziłem google maps, okazało się, że Dwodwo znajduje się na dosłownie drugim końcu Polski. Chodziłem w kółko chaotycznie zastanawiając się co ja teraz zrobię. Zacząłem opowiadać swoją historie grupie ludzi znajdujących się obok. Niektórzy się śmiali, niektórzy przejęli albo to i to. Dobrze rozmawiało mi się z jednym chłopakiem, zaproponował mi, że może mnie odwieźć do Warszawy, stamtąd rodzice będą mieli dużo bliżej. W końcu udało mi się dodzwonić do mamy. Opisałem sytuacje, była w szoku, ale zgodziła się na ten plan. Nadeszła noc, wsiadałem do samochodu. Obudziłem się, dawno już nie czułem takiej ulgi, że coś było tylko snem





