23-09-2018, 06:57
23/09
Byłem ze znajomymi w jakimś klubie, byliśmy w nim tylko my, była noc i kompletna ciemnica, bawiliśmy się i tańczyliśmy.
Znalazłem się w szatni mojej szkoły z moim bliskim kolegą, wciąż było bardzo ciemno, bawiliśmy się tam, chyba coś paliliśmy. Potem opowiedzieliśmy koleżance kolegi, że spędziliśmy noc w szatni.
Pojawiłem się na bardzo dobrze znanej mi działce kumpla, na której jutro a w zasadzie dzisiaj będziemy robić grilla. W dalszym ciągu wyglądało to na środek nocy. Zaczęli schodzić się zaproszeni. Kumpel na starcie powiedział do koleżanki, że rozmowa coś się nie układa, ale powiedziałem, że to totalnie normalne na samym początku. Usiedliśmy pod daszkiem, kolega próbował rozpalić zapałkę, ale mu się to nie udawało. Powiedziałem, że ja mam sposób i rzeczywiście jakimś pokrętnym działaniem zrobiłem to. Przypomniałem sobie, że zostawiłem na drzewie bluzę kilka metrów dalej w totalnej ciemnicy. Postanowiłem po nią pójść, w przejściu stał mój dobry kumpel który zagradzał mi przejście. Pomyślałem sobie nagle, że przecież śnie, więc mogę sprawić żeby zniknął i zaraz się pojawił. Kumpel zniknął, a mi w tym momencie mocno zwężyło się pole widzenia. Próbowałem udać się po bluzę ale jakieś niewidzialne ręce i nogi zaczęły mi w tym przeszkadzać. Ciągnęły mnie na różne strony, podkładały nogi. Walczyłem z tym i posuwałem się naprzód, ale w końcu były silniejsze i już leciałem na glebe. Przebudziłem się, ale nie do końca. Widziałem swój pokój, ale czułem, że jakieś ręce trzymają moją szyję, barki, ciało i nie mogę się ruszyć. Po kilku sekundach się wyrwałem i obudziłem. Pomyślałem, że dobra, wracamy do tego nieco zaciekawiony. Bardzo szybko z powrotem zacząłem wchodzić w stan pół snu, bo już po kilkunastu sekundach zacząłem słyszeć trzeszczenie, jakby głośne zakłócenia w uszach i poczułem, ze coś przycisnęło kołdrę do moich pleców (lezałem na boku). Chciałem w tym trwać, ale nie wytrzymałem zbyt długo, było to zbyt niepokojące.
Byłem ze znajomymi w jakimś klubie, byliśmy w nim tylko my, była noc i kompletna ciemnica, bawiliśmy się i tańczyliśmy.
Znalazłem się w szatni mojej szkoły z moim bliskim kolegą, wciąż było bardzo ciemno, bawiliśmy się tam, chyba coś paliliśmy. Potem opowiedzieliśmy koleżance kolegi, że spędziliśmy noc w szatni.
Pojawiłem się na bardzo dobrze znanej mi działce kumpla, na której jutro a w zasadzie dzisiaj będziemy robić grilla. W dalszym ciągu wyglądało to na środek nocy. Zaczęli schodzić się zaproszeni. Kumpel na starcie powiedział do koleżanki, że rozmowa coś się nie układa, ale powiedziałem, że to totalnie normalne na samym początku. Usiedliśmy pod daszkiem, kolega próbował rozpalić zapałkę, ale mu się to nie udawało. Powiedziałem, że ja mam sposób i rzeczywiście jakimś pokrętnym działaniem zrobiłem to. Przypomniałem sobie, że zostawiłem na drzewie bluzę kilka metrów dalej w totalnej ciemnicy. Postanowiłem po nią pójść, w przejściu stał mój dobry kumpel który zagradzał mi przejście. Pomyślałem sobie nagle, że przecież śnie, więc mogę sprawić żeby zniknął i zaraz się pojawił. Kumpel zniknął, a mi w tym momencie mocno zwężyło się pole widzenia. Próbowałem udać się po bluzę ale jakieś niewidzialne ręce i nogi zaczęły mi w tym przeszkadzać. Ciągnęły mnie na różne strony, podkładały nogi. Walczyłem z tym i posuwałem się naprzód, ale w końcu były silniejsze i już leciałem na glebe. Przebudziłem się, ale nie do końca. Widziałem swój pokój, ale czułem, że jakieś ręce trzymają moją szyję, barki, ciało i nie mogę się ruszyć. Po kilku sekundach się wyrwałem i obudziłem. Pomyślałem, że dobra, wracamy do tego nieco zaciekawiony. Bardzo szybko z powrotem zacząłem wchodzić w stan pół snu, bo już po kilkunastu sekundach zacząłem słyszeć trzeszczenie, jakby głośne zakłócenia w uszach i poczułem, ze coś przycisnęło kołdrę do moich pleców (lezałem na boku). Chciałem w tym trwać, ale nie wytrzymałem zbyt długo, było to zbyt niepokojące.





