20-09-2018, 12:08
20.09.
Idę z kolegą do osoby, która ogarnia nam serwer Counter Strike’a. Rozmawiamy, że trzeba mu powiedzieć, że strona jest bardzo słaba i trzeba ją poprawić. Następnie siadamy przy komputerze i gramy na czas. Gdy czas mija to się zmieniamy. Potem jedziemy samochodem i widzimy jak jedno auto wykonując dziwny manewr strąca lusterko innemu samochodowi. Kolega mówi, że to nie jest wina tego kierowcy. Ja jestem przekonany, że tak i zaczynamy się o to kłócić.
Siedzę w limuzynie na tylnim siedzeniu. Stoimy pod hotelem i mamy zasłonięte okna firankami. Za kierownicą siedzi czarnoskóry “szef, król, celebryta” jak zwał tak zwał, a reszta to jego służba. Mimo, że jesteśmy jego służbą to mamy dość luźne relacje. Mówię do niego, żeby wyszedł to go powitają, bo jak ja wyjdę to mnie uznają za tego kogo oczekują. Pan mówi do mnie, żebym wyszedł i otworzył mu drzwi. Wychodzę więc z limuzyny i zostaję odrazu powitany przez azjatkę w średnim wieku. Macham do szefa w geście “a nie mówiłem”. Zostaję wprowadzony do hotelu. Azjatka pyta się mnie co chciałbym zjeść podając 3 dania, których nazw już nie pamiętam. Odpowiadam, że to nie robi mi różnicy. Potem razem z szefem wchodzimy po schodach i słyszymy, że są do schody dla służby i żaden “wojownik”, jeszcze po nich nie chodził.
Idę z kolegą do osoby, która ogarnia nam serwer Counter Strike’a. Rozmawiamy, że trzeba mu powiedzieć, że strona jest bardzo słaba i trzeba ją poprawić. Następnie siadamy przy komputerze i gramy na czas. Gdy czas mija to się zmieniamy. Potem jedziemy samochodem i widzimy jak jedno auto wykonując dziwny manewr strąca lusterko innemu samochodowi. Kolega mówi, że to nie jest wina tego kierowcy. Ja jestem przekonany, że tak i zaczynamy się o to kłócić.
Siedzę w limuzynie na tylnim siedzeniu. Stoimy pod hotelem i mamy zasłonięte okna firankami. Za kierownicą siedzi czarnoskóry “szef, król, celebryta” jak zwał tak zwał, a reszta to jego służba. Mimo, że jesteśmy jego służbą to mamy dość luźne relacje. Mówię do niego, żeby wyszedł to go powitają, bo jak ja wyjdę to mnie uznają za tego kogo oczekują. Pan mówi do mnie, żebym wyszedł i otworzył mu drzwi. Wychodzę więc z limuzyny i zostaję odrazu powitany przez azjatkę w średnim wieku. Macham do szefa w geście “a nie mówiłem”. Zostaję wprowadzony do hotelu. Azjatka pyta się mnie co chciałbym zjeść podając 3 dania, których nazw już nie pamiętam. Odpowiadam, że to nie robi mi różnicy. Potem razem z szefem wchodzimy po schodach i słyszymy, że są do schody dla służby i żaden “wojownik”, jeszcze po nich nie chodził.





