29-08-2018, 13:59
Widzę w oddali lecący helikopter. Ledwo go dostrzegam, ale widoczność się poprawia, bo leci w moją stronę. Po chwili dostrzegam jeszcze 3 inne helikoptery. Już mają przelecieć obok mnie, ale z drugiej strony pojawiają się policyjne helikoptery i ich zatrzymują, ponieważ lecą w nich nielegalni imigranci. Wyskakują oni z helikopterów i zaczynają uciekać. Nagle okazuje się, że jestem jednym z murzynów, którzy mają za zadanie ich łapać. Zostają nam rzucone pistolety, młotki i inna broń biała - wszystko plastikowe w kolorze zielonym. Chwytam za plastikowy nóż do masła metrowej wielkości i ruszam w pościg. Najpierw szukam uciekinierów, a po znalezieniu jednego, biegnę za nim bezproblemowo przeskakując przez 1,5m ogrodzenie. Potem osoba, którą ścigałem zamienia się w zająca i bardzo trudną go złapać. Umyka mi i wchodzi małą luką do budynku, co uniemożliwia mi dalsze podążanie za nim.
Jestem w domu, leżę w łóżku. Przychodzi brat cioteczny i pyta się czy mam jakiś alkohol. Trochę myślę, że nie powinien pić z samego rana, ale w sumie mam na to wyjebane. Wskazuje mu barek w którym znajduje kilka butelek. Mówię mu, żeby wziął coś napoczętego i nie otwierał zamkniętych butelek. Bierze whisky i nalewa sobie kieliszek. Mówię mu, że ja piję z spritem albo z sokiem jabłkowym. On dolał sobie wody, co mnie trochę zdziwiło. Potem poszedłem do kuchni. Było tu kilka osób. Sprzątałem laptopa i jakaś dziewczyna zapytała czy może wejść na facebook’a, bo jest na wsi i dawno nie wchodziła. Dałem jej swój telefon, myśląc czy nie lepiej się najpierw wylogować, ale uznałem, że i tak nie mam nic do ukrycia.





