23-08-2018, 20:08
(fragment snu który zapomniałem) Dzieci w zamian za to, że dobrze sobie poradziły otrzymały nagrodę. Poszliśmy razem na strzelnicę. Broń ładowało się ciekłym azotem. Każdy musiał wziąć w rękawiczkach pojemnik z azotem i nalać sobie do magazynka. Jednemu z azotu wyskoczył pająk i wszedł w ciało.
Nagle jestem w świecie po apokalipsie. Mam pająka, którego używam do polowań. Jest szybki, zwinny i zabójczy. Dzięki niemu udaje mi się zdobyć cenne pożywienie w tym świecie. Jednak używanie go jest zakazane. Podczas jednego polowania zjawia się pomarańczowy dostawczak, który oznacza kłopoty. Wsiadam w swój dostawczak i zaczynam uciekać w stronę dużego kontenera. Chcę wyjechać z jego drugiej strony, ale tam też już nadjeżdża policja. Zawracam więc w nadziei, że jakoś mi się uda i na szczęście znajduję lukę, którą udaje mi się uciec. Po drodze mijam kilku znajomych, którzy są jednakowo ubrani w schludne ciuchy. Potem dojeżdżam do swojego terenu. Rosną tam drzewka i zajmuję się nimi. Pod drzewkami leżał nawóz, który mieszałem z ziemią i zastanawiałem się skąd się tu wziął. Podczas pracy słyszę dzieci wołające o pomoc. W pierwszej chwili chcę się zerwać na pomoc, ale po sekundzie uświadamiam sobie, że to tylko przynęta, aby dać się złapać w pułapkę.





