23-08-2018, 07:42
Agata mówi mi ze śmiechem, że kupiła sobie pokoik w kościele. Dziwi mnie to bo przecież nie jest chrześcijanką, ale jedziemy na wschód do miejscowości gdzie jest ten kościół. Wchodzimy do kościoła, jest to duży, mroczny stary kościół. Skręcamy w lewo w boczną nawę. Jest tam coś w stylu stylizowanego bocznego ołtarza po bokach którego są duże płyty z czarnego marmuru. Kościelny naciska coś przy jednej z płyt i otwiera się tajne przejście do pokoiku. Agata mówi, że tam jest ten pokój i odchodzi.
Idę wzdłuż tej nawy podziwiając detale architektoniczne, wszystko jest niesamowicie wyraziste, trwałe, ale atmosfera jest jakaś mroczna.
Zaczynają się zbierać ludzie na nabożeństwo więc chcę iść do tego pokoiku, ale okazuje się, że nie mam pojęcia jak otworzyć przejście. Aby upewnić się, że to ta płyta jeszcze raz przechodzę cała nawę uważnie przyglądając się wszystkim detalom. W końcu dochodzę do wniosku, że musi to być ta płyta przy bocznym ołtarzu, ale nadal nie mam pojęcia jak otworzyć przejście. Jest już dużo ludzi i sytuacja robi się niezręczna. Dodatkowo jest mi zimno w stopy. Przepycham się do tej płyty i siadam przy niej, myślę: Trudno muszę przesiedzieć tu mszę, albo czekać aż Agata wróci i otworzy przejście.
W kościele jest tłum ludzi, przepycha się do mnie otyła kobieta i wprasowuje mnie w róg, normalnie pewnie bym się obruszył, ale przynajmniej jest mi cieplej.
Sen był niezwykle wyrazisty i trwały mimo iż trwał długo nie zmienił się w nim nawet najmniejszy detal jak w najwyższej klasy ld. Atmosfera jednak była ciężka i nie czułem się dobrze w tym kościele.0
Obudziłem się na chwilkę po tym śnie i nie otwierając oczu zacząłem go powtarzać w myśli aby sobie utrwalić i w pewnym momencie znów znalazłem się w kościele uświadamiając sobie, że śnię. Kościół w którym się znalazłem był inny, jaśniejszy i przypominał kościół z mojego dzieciństwa. Wszystko również było bardzo wyraziste jak to w dobrym ld i czułem się zrelaksowany i wesoły. Jedynie atmosferę trochę psuło to, że byłem w kościele więc musiałem zachowywać się z powagą i takie tam. Obok mnie była moja przyjaciółka z mężem. Również starali się zachowywać powagę choć było to trochę komiczne i przychodziło im z trudem. Podobnie jak we wcześniejszym śnie przeszedłem się nawą podziwiając szczegóły architektoniczne. Kiedy wróciłem do miejsca gdzie stali moi przyjaciele, przy czymś w rodzaju ołtarza ze zdziwieniem stwierdziłem, ze na środku stoi duża butelka wina obrócona korkiem do dołu. Teraz rozumiałem wesołość przyjaciół cieszyli się, ze jak się skończy msza to sobie pójdziemy poimprezować.
Obróciłem butelkę by poprawić korek i wówczas okazało się, ze wino jest gazowane i pryska na wszystkie strony. Koleżanka próbowała to opanować, ale nie dało się więc wszyscy zaczęliśmy się chichrać i skończyła się sztuczna atmosfera powagi.
W kolejnym śnie znów znalazłem się w kościele w bocznej nawie. Tym razem był to jakiś kościół w Krakowie, atmosfera nudna, ale musiałem siedzieć bo byłem z bratanicami, które ubrane były w białe sukienki jak do komunii, siedziało tam też wiele ich koleżanek. Siedziałem i nudziłem się zachowując dobrą minę do złej gry kiedy przyszedł jakiś ksiądz. Wśród dziewczynek zaczął się rejwach widać był to nielubiany ksiądz. Pomyślałem, ze zachowują się nieodpowiednio bo nie tylko krzyczały, udawały, że się boją, ale po kolei zaczęły wychodzić z kościoła i zapanowało zamieszanie atmosfera powagi prysła. Miałem nadzieję, że też wyjdę z siostrzenicami, mimo iż nie wypadało.
Mam zagwozdkę bo nie rozumiem znaczenia tych snów a są one odpowiedzią na pytanie jak mam się odstresować.
==============
We wszystkich trzech snach jestem w miejscu w którym nie chcę być ani nie muszę być, jednak jestem w nim przez wzgląd na różne osoby: Sąsiadkę Agatę, przyjaciół, bratanice. Tym miejscem jest kościół, który kojarzy mi się, ze sztywnością, sztucznością, wyrachowaniem, robieniem tego co wypada, co inni od nas oczekują.
Okazuje się, że w każdym tym przypadku to tylko moje myślenie, że uważam, ze inni oczekują, że powinienem tam być i zachowywać się tak a nie inaczej. W pierwszym śnie sąsiadka mnie olewa i gdzieś sobie Idze a ja męczę się w kościele. W drugim śnie przyjaciele ledwo utrzymują powagę, a kiedy tryska wino atmosfera rozładowywuje się i przestajemy udawać. W trzecim śnie bratanice zmywają się z kościoła i tylko ja jak głupek myślę, że nie wypada choć ze wszystkich mam najmniejszą ochotę tam być. Czyli źródłem stresu jest próba zadowolenia innych i robienia tego co wypada a przy tym jest to tylko moje myślenie więc powinienem olać konwenanse i robić to na co mam ochotę a nie tylko uwolnię się od stresu, ale będę się dobrze bawił :-)
Okazuje się, że w każdym tym przypadku to tylko moje myślenie, że uważam, ze inni oczekują, że powinienem tam być i zachowywać się tak a nie inaczej. W pierwszym śnie sąsiadka mnie olewa i gdzieś sobie Idze a ja męczę się w kościele. W drugim śnie przyjaciele ledwo utrzymują powagę, a kiedy tryska wino atmosfera rozładowywuje się i przestajemy udawać. W trzecim śnie bratanice zmywają się z kościoła i tylko ja jak głupek myślę, że nie wypada choć ze wszystkich mam najmniejszą ochotę tam być. Czyli źródłem stresu jest próba zadowolenia innych i robienia tego co wypada a przy tym jest to tylko moje myślenie więc powinienem olać konwenanse i robić to na co mam ochotę a nie tylko uwolnię się od stresu, ale będę się dobrze bawił :-)





