12-08-2018, 10:28
Dziś pierwszy sen był równie piękny jak wczoraj. Wędrowaliśmy z kumplem po górach wszędzie były piękne widoki, wspaniałe szczyty pokryte lasami, cudowne słońce i olśniewające kolory. Wiele się tam nie działo poza cudownym zachwytem przyrodą. Po tym śnie obudziłem się zrelaksowany, szczęśliwy i zadowolony o 1,30. Czułem się świetnie, ale co robić w nocy? Położyłem się spać :-)
Kolejny sen tej nocy był długi i rozbudowany. Zaczął się koło kościoła, jakoś nie podobało mi się to miejsce więc ruszyłem w stronę domu. Idąc minąłem zakonnicę była ubrana w brązowy habit a w miejscu twarzy ziała czerń. Budziła niepokój, ale jakoś ją wyminąłem i poszedłem dalej.
Następnie spotkałem grupę ludzi związanych z kościołem pomagającym niepełnosprawnym dzieciom więc przyłączyłem się do nich. Ruszyliśmy na północny wschód i dotarliśmy do jakiegoś dziwnego osiedla. Nie czułem się tam na miejscu, ale robiłem dobrą minę do złej gry. Zaproszono mnie do jakiegoś domu gdzie było dużo dziwnych dzieci. Ogólnie było dziwnie i nie czułem się tam bezpiecznie.
Stamtąd cała grupą ruszyliśmy na wschód przez jakieś wioski, szedłem na przedzie koło szefa tej grupy. W pewnym momencie po lewej stronie zobaczyłem ogromnego martwego jastrzębia. Jego skrzydła miały co najmniej po dwa metry zaś głowa przypominała nieco głowę sowy. Był nie tylko ogromny, ale i piękny, olśniewający. Był niesamowicie wyrazisty na tle tego snu i przyciągał uwagę – chciałem do niego podejść, ale obawiałem się, że zdradzę się przed grupą.
Przewodnik powiedział, że to oni zamordowali jastrzębia bo latał nad ich polem. Wściekłem się i powiedziałem: „Jak mogliście, przecież jastrzębie są pod ochroną, to zbrodnia i zostaniecie ukarani. Czy gdybym ja zamordował Cię bo wszedłeś na moje pole było by to w porządku?”
Potem poszliśmy dalej na północ i dotarliśmy do obskurnej osady tam rozdzieliłem się z grupą i zajmowałem się grupą dziwnych dzieci, których było mi szkoda.
Kolejny sen tej nocy był długi i rozbudowany. Zaczął się koło kościoła, jakoś nie podobało mi się to miejsce więc ruszyłem w stronę domu. Idąc minąłem zakonnicę była ubrana w brązowy habit a w miejscu twarzy ziała czerń. Budziła niepokój, ale jakoś ją wyminąłem i poszedłem dalej.
Następnie spotkałem grupę ludzi związanych z kościołem pomagającym niepełnosprawnym dzieciom więc przyłączyłem się do nich. Ruszyliśmy na północny wschód i dotarliśmy do jakiegoś dziwnego osiedla. Nie czułem się tam na miejscu, ale robiłem dobrą minę do złej gry. Zaproszono mnie do jakiegoś domu gdzie było dużo dziwnych dzieci. Ogólnie było dziwnie i nie czułem się tam bezpiecznie.
Stamtąd cała grupą ruszyliśmy na wschód przez jakieś wioski, szedłem na przedzie koło szefa tej grupy. W pewnym momencie po lewej stronie zobaczyłem ogromnego martwego jastrzębia. Jego skrzydła miały co najmniej po dwa metry zaś głowa przypominała nieco głowę sowy. Był nie tylko ogromny, ale i piękny, olśniewający. Był niesamowicie wyrazisty na tle tego snu i przyciągał uwagę – chciałem do niego podejść, ale obawiałem się, że zdradzę się przed grupą.
Przewodnik powiedział, że to oni zamordowali jastrzębia bo latał nad ich polem. Wściekłem się i powiedziałem: „Jak mogliście, przecież jastrzębie są pod ochroną, to zbrodnia i zostaniecie ukarani. Czy gdybym ja zamordował Cię bo wszedłeś na moje pole było by to w porządku?”
Potem poszliśmy dalej na północ i dotarliśmy do obskurnej osady tam rozdzieliłem się z grupą i zajmowałem się grupą dziwnych dzieci, których było mi szkoda.





