Zagubiony Dziennik Snów
#6
Kalosze, Dinozaur, Nocowanie, Ukryte Miasto
21.11.2015 – 15:01

W łazience przeglądam się w lustrze, lekko się przestraszyłem, bo moja twarz jest dziwna i mam wielkie ciemne oczy bez białek. Po odejściu od zlewu zauważam, że lampka, której w rzeczywistości nie ma w tamtym miejscu, ciemnieje, gaśnie i robi się czarna. Wylewa się z niej płyn, spływa do jasno żółtych gumowych kaloszy, które niby były mojego zmarłego dziadka, a których nigdy nie widziałem. Odstawiam je w inne miejsce, aby się nie wybrudziły.

Uciekamy przed wielkim jaszczurem. Nie mogę biec. Kładę się na polnej ścieżce. Chyba mnie nie zauważył.

Śni mi się, że budzę. Przebieram się i idę zanieść brudne rzeczy do kosza na ubrania. Nie mogę znaleźć kosza, jest tylko nieznany mi kosz na śmieci, jest w nim muszla klozetowa i inne śmieci. Rozglądam się i dopiero teraz widzę, że przecież nocowałem nie w swoim domu, śmieję się, że no tak. Chociaż tak naprawdę nie wiem, gdzie jestem i jak się tam znalazłem. Przy tym koszu jest stolik, przy którym siedzi dawny kolega z gimnazjum i z kimś rozmawia. Idę korytarzem, spotykam mamę i siostrę. Mówię im o tym, że zapomniałem, że przecież tam poszliśmy nocować. Wracam się do łóżka. Pająk chodzi mi po swetrze, strzepuję go, ale nie chce zlecieć, zdejmuję, więc sweter i kładę na łóżko. (Następnego dnia jak byłem w bibliotece, po ulotkach chodził taki sam pająk jak ten ze snu.)

Leżę na łóżku, to łóżko znajduje się na polu ze zbożem. Dziewczyna mówi, że nie możemy iść do sklepu po mięso, ponieważ tam za budką stoi jakiś niebezpieczny psychol. Mówię jej, że szedłem tamtędy i był tam ktoś raczej normalny, idziemy więc. Chciałem wtedy polatać i nagle na kilka sekund znalazłem się w białych skłębionych chmurach. Uznałem jednak, że to złudzenie i wróciłem. Z mojego ciała rozchodziły się przezroczyste energetyczne nici, dzięki którym mogłem przemieszczać przedmioty i walczyć. To była bardziej moja wyobraźnia niż prawdziwa wizja senna, więc przestałem. To było w jakiejś wiosce, dalej szliśmy przez miasteczko. Przez chwilę jestem jestem niby Harrym Potterem, a ona Hermioną. Uciekamy przed czymś, albo przed kimś, chyba jakimiś złymi istotami rządzącymi tamtym miejscem. Wspinamy się w ciemności. Tamto poprzednie, to było podziemne miasto. Na górze przy wyjściu na zewnątrz, leżą różne rzeczy, m.in. szary papier toaletowy. Otwieram klapę i wychodzimy na zewnątrz. Jest dzień. To miasto także jest jakieś dziwne, wydaje się oddzielnym światem, takim jakby pomiędzy snami. Kobieta wychodzi z mieszkania i krzyczy na mnie, że tutaj nie wolno nosić butów ze skóry i pyta się czy ja nic nie wiem o mieszkańcach tego miasta. Przypomina mi się, że niby miałem ten sen już kilka razy kiedyś. Mówię, że ja wszystko wiem. Przechodzimy, a raczej przeskakujemy na drugą stronę ulicy, ponieważ jest tam przepaść. Idziemy w dół wąską uliczką. Potem zakręcamy i idziemy dalej w tą samą stronę. Spotykamy inną kobietę. Pytam się czy nic nie pamięta, odpowiada, że nie. Mówię jej, że ten sen powtarzał już się wiele razy, pewnie mieszkańcy tego miasta mają resetowaną pamięć. Stoimy przy dużym oknie, za szybą widać coś jak plac zabaw, są tam drewniane drabinki, odnoszę wrażenie, że jest tam przeszłość. W tle las. Chodzą świnie i inne zwierzęta. Widzę metalową drabinę na ścianie, prowadzącą zapewne na dach, gdzie jest antena i chyba jakieś urządzenia. Mamy tam się dostać, by pomóc mieszkańcom miasta. Mam w pamięci, że poprzednio dwa razy mi się nie udało i sen kończył się strasznie. Wracamy do tej klapy z przejściem do podziemnego świata. Mam zabrać kilka rzeczy, dziewczyna mówi, że mam wziąć ze sobą gaz i już idzie dalej uliczką. Szuka tych wszystkich rzeczy, dzwoni komórka, tam leżąca. Przyszedł do mnie sms z życzeniami, najpierw wydaje mi się, że to od mojej siostry, ale jednak od jakiegoś kolegi z klasy z imieniem na S, zastanawiam się kto to ten kolega i przez to szukanie rzeczy i myślenie o co chodzi z tą wiadomością budzę się...


Budzik, Zamykają Się Drzwi
22.11.2015 – 13:55

Stoję na trybunach, jest mecz koszykówki. Ktoś podstawia mi nogę, przewracam się. Siedząc na podłodze nie widzę dokładnie grających, ponieważ widok zakrywa wielki ekran telewizora ustawiony po środku.

Biegnę bardzo szybko, aż przeskakuję nad ludźmi idącymi chodnikiem. Chcę jak najszybciej kupić to czekoladowe ciasto.

Patrzę w lustro, mam jakiś wąski nos i małe dziurki.

Dwa czarne pająki chodzą na przedpokoju, jeden po podłodze, drugi po ścianie.

Budzę się w nieznanym mi mieszkaniu. Gra głośna muzyka. Próbuję wyłączyć radio, okazuje się, że to jednak budzik dzwoni. Nie mogę wyłączyć tego budzika, bo nie ma żadnych przycisków. Idę do innego pokoju, jest tam ciocia.

Później, chyba w tym samym mieszkaniu, jestem kimś innym (obserwatorem?), pomieszczenie jest zalewane wodą, zasuwają się szczelnie drzwi. Wkładam chyba kartę, albo wystukuję kod, udaje się otworzyć drzwi. W następnym pomieszczeniu tak samo i wydostaję się na zewnątrz.


Światła Na Nocnym Niebie
23.11.2015 – 17:27

Większość zdarzeń dzieje się w nocy. Kobieta wychodzi z domu, zostawia jakieś monety. Jest tam kilka fałszywych pięciozłotówek. W stole jest kilka okrągłych miejsc na monety, mam zamiar użyć te monety, aby zamienić je na prawdziwe. Przenosi mnie do sklepu z mięsem, kupuję, daję fałszywe 5zł. Sklepikarka nie oddaje, nie wiem nawet dlaczego miałaby mi oddać tą monetę. Jest tam sąsiad, karze jej oddać, a ta mi oddaje monetę.

Chodzę w miejscu przy lesie. Niedaleko jest kościół. Idę leśną ścieżką, płynie tam strumyk. Docieram do jakiegoś budynku, chyba szpitalu. Grupą wychodzimy na zewnątrz, jest ciemno, noc. Dochodzimy do innego lasku. Nagle dzieje się coś strasznego, z nieba spadają różne odłamki. Niedaleko nas spada mały kamyk. Dziewczyna biegnie żeby go sobie wziąć. Mówię żeby zostawiła, bo spada tam coś ogromnego, czarna kamienna bryła, wielka jak pół bloku. Wszyscy chowamy się do lasu. Widać, że to zatrzymuje się na wysokich wieżowcach i je uszkadza, niektóre się przechylają, przy uderzeniu słychać głośny huk. Na szczęście nie dociera do mojego mieszkania. Wychodzimy by lepiej widzieć, a to odskakuje w naszą stronę i dalej, potem znowu wraca turlając się. Jeden z naszej grupy stoi na drodze tej czarnej bryły i wygaduje jakieś głupoty. Krzyczę do niego co on robi, przecież go zgniecie. Kamlot wyłania się zza samochodów. Widać, że to kamienny pojazd w kształcie kuli, w którym ktoś siedzi. Wychodzi z pojazdu, a czarny bryło pojazd się kurczy, pewnie wkłada go do kieszeni. Wszyscy wtedy wychodzimy z lasu i idziemy do niego. Wracamy razem do szpitala (to jest chyba psychiatryczny szpital). Patrzę na chmury i dwa światła podobne do komet, z warkoczami. Miały kolor chyba niebieski i fioletowy lub zielony. Pokazuję je przybyszowi. On mówi, że to iluzja, że to tacy sami podróżnicy jak on. Nagle widać świetliste sylwetki, które się śmieją. I tak mu nie wierzę. Otwieramy drzwi, oddaję mu srebrny klucz, sobie zostawiam drugi mniejszy. W środku już kładę się na podłodze na brzuchu i się unoszę, tamten razem z kimś innym pomagają mi wstać, ale nie mogę się unosić w powietrzu w pozycji pionowej. Coś tam się potem dzieje, wychodzę na zewnątrz innym wyjściem, z drugiej strony. Idę chodnikiem. Na tym chodniku malują coś jak graffiti. Obok mnie przelatuje dziewczyna, trochę jakby wyrzucona jakimś wybuchem, ale ląduje na nogach. Podbiegam do niej, biorę ją na ręce i zanoszę z powrotem do łóżka. Miała ze sobą małe dziecko, albo zwierzątko, może pluszowe.

Na koniec było coś dziwnego. Byłem obserwatorem. Mężczyzna (chyba to ten przybysz z kosmosu) przechodzi przez okno na zewnątrz. Zatrzymuje się przed przepaścią. Tam jest astral, ale miejsce, gdzie lądują zmarli za karę. Dwóch takich zamienił w dwie papierowe rolki. Jednemu coś odkleił i rzucił w tą przestrzeń. Drugiemu zakleił miejsce, gdzie powinny być oczy i śmiał się z tego, że będzie już zawsze niewidomy, bo nie będzie mógł tego odkleić, ponieważ nie ma rąk, i go także wyrzucił. Miało się odczucie, że jest to dodatkowy kawałek filmu, taki jaki czasem jest jeszcze po napisach.


Prezent
25.11.2015 – 17:01

Wchodzę z kimś do lasu. Atakują nas dziwne stwory, wielkie podłużne robale.

Jest ciemno w jakimś pomieszczeniu. Siedzę przy długim stole złożonym z ławek. W miejscu, gdzie siedzę ławki są krzywo ustawione, próbuję je wyrównać. Przede mną siedzi nieznajoma kobieta, ubrana na czarno, chyba zakapturzona. Jest czarownicą. Ma ona setki lat. Mówię jej, że i tak jest młodsza od poprzedniczki, która siedziała, gdzieś dalej przy tym samym stole.

Jest słoneczny dzień. Leżę na łóżku, na dworze. Obserwuję drzewa w lesie. Ktoś idzie obok drzewa z prawej strony. Przenosi mnie przed blok. Widzę jak ktoś, chyba bezdomny, zaczyna sikać, ale od razu przewraca się na trawę, pewnie mocno upity. Po chwili podchodzi do mnie i coś gada. Postanawiam wstać już z łóżka. Idą koledzy, z jednym z nich idziemy do mieszkania. Rodzice i siostra ubierają się do wyjścia. Najpierw jednak oglądają w komórce nagranie z parku. Filmik jest bardzo głośny. Kolega nagle mówi, że już czas rozpakować dla mnie prezent i rozpakowuje. Przed rozpakowaniem był wielkości, co najwyżej albumu do zdjęć, a teraz, gdy leży na podłodze okazuje się być wielkim pudłem. Przechodzimy do kuchni z tym prezentem. Na górze leżą jakieś gazety, czy książki o planetach, pod spodem pełno pudełek z klockami lego różnych wielkości. Oprócz tego jest tam wiele płyt cd z nagraniami związanymi tematycznie z klockami lego.

Końcówka programu. Dwie kobiety stoją obok domku w kształcie kuli. Tam mieszka mężczyzna, które je zdradził. One chcą się zemścić na nim. Zaczynają szybko biec i z okrzykiem skaczą przez szybę, która się rozbija. Spowolnienie i widać jak odłamki szkła przemieszczają im się po twarzach.

Zapowiedź innego programy. Kobieta skacze i ląduje na podłodze. Jej ciało zapada się w tej płynnej podłodze, ma być na pewien czas przechowane. W tym samym czasie jest wyjmowany jej mózg bez jakiegokolwiek przecinania czaszki. Maszyna wyjmuje mózg, a ten przenika przez ścianki czaszki. Oglądając to we śnie, myślałem, że to chyba grafika komputerowa 3D.


Schodki
27.11.2015 – 21:29

Biegłem przez chwilę, gdzieś na dworze, aż dobiegłem do schodków na końcu chodnika.

Usłyszałem głos, który mówił coś jak "He is certainly in wake up period time."


Robotnicy, Złodzieje
28.11.2015 – 14:36

Dzień, świeci mocno słońce. Roboty przy ulicy zostały zakończone, a teraz będą robić coś obok bloku, gdzie mieszkam. Przyjechała wielka biała ciężarówka. Zasłoniła cały widok. Nie wiem jak wjechała przez żywopłot i w ogóle jak się tu zmieściła na trawniku. Wystają z niej jakieś pręty, które włażą mi aż do pokoju, przez co nie mogę zamknąć okna. Udaje mi się wypchnąć i przesunąć ciężarówkę w lewo. Mogę już zamknąć okno. Na trawniku przed moim oknem jest ciocia. Mnie też jakoś nagle przenosi na trawnik. Podlewamy roślinki zielonym wężem ogrodowym, a nie jak zwykle, konewką. O czymś tam rozmawiamy. Po chwili przenosi mnie na balkon. Są ze mną rodzice. Na trawnik przyszli robotnicy. Mówię, że tą różę to pewnie znowu zetną, a i pozostałe rośliny także poniszczą.

Mam w prawej kieszeni dużo pieniędzy. Przychodzą jacyś źli ludzie nie wiem kim oni są, ale wiem, że trzeba jak najszybciej uciekać. Wybiegam z mieszkania, biegnę jak najszybciej na następny przystanek. W połowie drogi spowalnia mnie jakiś starszy pan, może bezdomny, jestem pewien, że chce mnie okraść i pilnuję prawej kieszeni. Tamten mnie okrąża. Jest z nim chłopak, jego pomocnik. Nie pamiętam już czy udało mi się dotrzeć na przystanek autobusowy.


Krypta, Ptasie Pióro
30.11.2015 – 20:50

Nieznajomi ludzie chodzą po mieszkaniu, leżą w łóżkach, nie wiem co oni tu robią. Czyżby migranci?

W podziemiach w ciemnej krypcie są koty, przynajmniej trzy. Wiem, że gdyby pójść głębiej, to spotkałoby się ogromne pająki, które mogłyby pożreć te koty. Mam jednak trochę świadomości, że to sen i zamykam drzwi, może później zajrzę co się dzieje z kotami.

Jest na korytarzu niewidzialny stwór, który chodzi po ścianie. Też przebiegam po ścianie myśląc o jakimś jedzeniu.

Czytam tekst. Neo, w postaci dwóch emotikonek, tłumaczy o tym, że w snach są miejsca niewyraźne i są bardziej realistyczne. Mówi też coś o duszy.

W okienku przewijają się animowane obrazki. Na jednym dziewczyna otwiera oczy i robi minę. Ktoś mówi, że to jest parodia jakiejś autorki.

Dzień, biegnę plażą w stronę morskiej fali. Mam zamiar zanurzyć się w wodzie.

Na dworze znajduję ptasie pióro. Wkładam je we włosy, niby udając Indianina. Idę ścieżką. W trawie, obok po lewej stronie, znajduję jeszcze dwa długie pióra, jedno chyba jest zamoknięte, macham nim, aby się wysuszyło. Spotykam dziewczynę i pokazuję jej te pióra. Bierze mnie za rękę. Idziemy w stronę skarpy w lesie. Schodzimy schodami, mającymi kilka ogrodzonych siatką poziomów. Na każdym poziomie trzeba przejść na druga stronę po deskach. Na jednym zakręcie drogę zastawia jakieś czerwone rozwalone urządzenie. Idę pierwszy, jednak czekam, aż przeciśnie tam się dziewczyna. Zeszliśmy w końcu na sam dół. Chciałem przejść przez obwodnicę i pójść chodnikiem obok lasu, ale powiedziała, że aż tak daleko to nie potrzebujemy iść.


Ranny Leży W Lesie
05.12.2015 – 15:13

Dzisiaj opiszę mój dawny, stary sen. W tym śnie znajduję się głęboko w lesie. Jest wojna. Pod drzewem leży ranny, umierający żołnierz. Pilnuję go, wołam o pomoc. Nikogo nie ma nigdzie. Po chwili opuszczam to miejsce, mężczyzna jest już i tak martwy. Biegnę przez las. Natrafiam na wrogie wojsko. Uciekam. Ktoś strzela w moją stronę, ale jestem już daleko. Wychodzę na polanę. Jest tam dużo wielkich drapieżnych jaszczurów, chyba dinozaurów. Aby im uciec, przyciągam do siebie kolana i w tej embrionalnej pozycji, bardzo szybko się unoszę w niebo. Muszę tylko panować nad tym, aby nie wylecieć za wysoko, poza atmosferę ziemską. Miałem wtedy lęk wysokości.


Idzie Lis Po śniegu
06.12.2015 – 14:24

Idę chodnikiem przy ulicy. Wszędzie napadało pełno śniegu. Skądś wracam. Niedaleko, po lewej stronie, idzie duży pomarańczowy lis. Idzie ścieżką w stronę odwrotną niż ja. Obserwuję go jak przechodzi przez ulicę, na drugą stronę. Też przechodzę na drugą stronę ulicy. Idzie po tamtej stronie ulicy po chodniku dwóch, chyba uczniów wracających ze szkoły. Zwracam ich uwagę na lisa. Patrzymy co on tam robi. Zębami wyrwał, ze skrzynki zawieszonej na ścianie, kabel z przedłużaczem. Skrył się za ścianą budynku. Szedł w stronę lasu. Śmieję się, że to jest Firefox i idzie do lasu założyć internet. Idę za nim. Zatrzymuje się i patrzy w moją stronę. Ma gęste, bardzo ładne futro. Głaszczę go i wchodzimy do lasu.


Miotacz Ognia
08.12.2015 – 15:16

Jestem w szkole, jest lekcja, wyciągam rzeczy z plecaka, zeszyty. Nie pamiętam za wiele co się działo w klasie. Po lekcji idę schodami na górę. Teraz jest to inny budynek. Wchodzę do pomieszczenia na samej górze. Jest tam zabójca, snajper. Ma miotacz ognia. W dole widać pagórki, a dalej miasto. Już zaczął podpalać, spalił kilka domków. Usłyszałem, że ten miotacz ma zasięg czterech kilometrów. Zabrałem mu broń, inaczej spaliłby całe miasto. Okazało się, że jest to tłusty grubas. Namawiał mnie, abym wziął narkotyk. Mówię wymijająco, że może później (tak na prawdę nie mam zamiaru brać żadnych narkotyków) i wychodzę przez drzwi na klatkę schodową. Wychodząc widziałem jeszcze jak jednemu dawano zastrzyk z narkotykiem, chyba go to bolało. Grubas też wychodzi, ale ja szybko zbiegam po schodach. Znowu jestem w budynku szkolnym. Dziewczyna, chyba trochę starsza ode mnie, bierze mnie za rękę i prowadzi głównym korytarzem na parterze. Na końcu korytarza się zatrzymujemy. Za biurkiem siedzi pani, oddaję jej kurtkę i plecak. Z prawej strony jest wejście, gdzie ta dziewczyna chce, abym z nią poszedł, zasłania je róg korytarza. Pani sprzed biurka pyta się co bym napisał na koniec, mówi chyba też o jakimś sprawdzianie. Myślę sobie, że nie będę nic pisał, przecież nie chodzę do szkoły. Nie wiedziałem nawet o co chodzi, gdzie mnie dziewczyna chciała zaprowadzić, nikt mi nic nie wyjaśnia. Może mnie chce oszukać? Poprosiłem, aby oddano mi kurtkę i plecak i poszedłem stamtąd. Później pomyślałem, że może trzeba było zobaczyć co tam było, ale było już za późno. Nagle zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Wszyscy, gdzieś biegli, uciekali przed czymś. Wszedłem do windy (której w tamtej szkole nigdy nie było i nie ma), ale od razu wyszedłem, bo nie wiedziałem czemu mam tam samemu jechać na górę. Zamiast mnie wsiadł ktoś inny, a gdy winda znikała, wskoczył jeszcze ktoś, ale go zmiażdżyło, czy sprasowało. W ogóle wszyscy ci co biegali, byli jacyś szaleni, sami idioci. Zauważyłem, że nie zabrałem jednak kurtki, ani plecaka. Chciałem wrócić na główny korytarz, przechodziłem przez korytarze i schodami. Nie mogłem jednak dotrzeć tam, gdzie chciałem. Co chwilę, zmieniała się konfiguracja korytarzy i przejść, co nie pozwalało mi się wydostać. W końcu trafiłem do ciemnych podziemi. Było tam dużo osób. Poczułem jednak silny niepokój, przestraszyłem się ich. Wiedziałem, że są to jakby wampiry, albo jakieś roboty, które chcą mnie skrzywdzić. Zacząłem się wspinać po deskach ustawionych tam, niektóre z nich same ponosiły się w górę, trochę wyglądało to jak z gry komputerowej. Nie miało to i tak sensu, więc się zatrzymałem. Z trzech stron byłem otoczony przez nich. Były tam albo lustra, albo były to sobowtóry, ponieważ z każdej z trzech stron stała grupka identycznych osób. Już ktoś wskakiwał za mną, byli bardzo szybcy. Pomyślałem, że zeskoczę na sam dół, aby im uciec. Tak zrobiłem i w locie uciekłem im budząc się ze snu.


Pobita, Czerwony Latawiec, Jazda Naokoło Szkoły
09.12.2015 – 11:06

Znowu sen w szkole. Wychodzimy z klasy, ale niektóre osoby, w tym i ja, siadają na korytarzu na krzesłach. Jedna grubsza dziewczyna siedziała przy drzwiach. Chodziła w podstawówce do tej samej klasy. Na ścianie był zawieszony telewizor. Raz pojawił się widok na las, widać było jeden czerwony latawiec. Pomyślałem, że też chciałbym mieć taki. Potem były dziewczyny z anime "K-ON!", trochę to wyglądało jak w autobusie, śmiechy, atmosfera urodzinowa, słodycze. Rzeczywiście się tam znalazłem i kilka osób z klasy. Mieliśmy plansze do gry, albo tablety czy książki, graliśmy z jakimś szalonym facetem. Jego tablet dymił. On niby wygrał, scena znowu zmienia się na korytarz w szkole. On pobił tą grubszą dziewczynę, rzucając ją na podłogę i uciekł. Wcześniej jeszcze kilka razy przychodziło i oglądało anime, była to wersja kinowa. Po prawej stronie miałem kogoś cienki zeszyt. Potem wstałem i poszedłem w prawo korytarzem. W łóżku miałem prysznic i się myłem. Czułem wodę. Znowu przeniosło mnie do szkoły. Był tam na korytarzu prysznic, sprawdziłem, woda była ciepła. W innej części szkoły, ale jakby tej samej, czekałem, była to jednocześnie przychodnia. Chciałem się czegoś spytać lekarki, ona powiedziała, że nie będzie odpowiadać. Poszedłem więc stamtąd i wyszedłem na zewnątrz. Słoneczna pogoda. Wyjechałem rowerem z lasu. Długo jeszcze widziałem las. Za jakiś czas widok zaczął się zmieniać, łąki, ziemiste ścieżki. Zaczął się teren szkolny. Chciałem tą szkołę objechać naokoło. Wjechałem między budynki. Były tam przedstawienia, chyba dla młodszych uczniów. Przy ogrodzeniu stał ktoś przebrany za Kapelusznika. Wystrój na około jak z "Alicji w krainie czarów". Dalej jak jechałem rowerem, zobaczyłem, kogoś innego przebranego za Zorro, pobiegł i przeskoczył przez ogrodzenie na zewnątrz. Wyjechałem w lewo na chodnik. Były tam tumy ludzi. W jednym miejscu zbierali produkty dla biednych dzieci, które tam były. Zauważyłem płyny, środki czyszczące. Pojechałem dalej dzwoniąc zielonym dzwonkiem. Trudno było nim dzwonić, bo był wgnieciony i dzwoniło się od dołu. Dzwonek był wgnieciony przez wypadek (chociaż nie miałem w rzeczywistości wypadku). Skręciłem znowu w lewo. To był teren szkolny, ale widać było zieleń, był tam park. Szła tam piękna dziewczyna, miała ciemne włosy. Jadąc rowerem objąłem ją rękoma. Uśmiechnęła się lekko do mnie. Chwilę tak jechałem i nagle się obudziłem. Zadzwonił budzik.


Czarna Studnia, Odsłanianie Okna
13.12.2015 – 14:16

Kolega, który chodził do podstawówki do tej samej klasy, miał z kimś w jakiejś sprawie spotkanie. Działo się to, na którymś z pięter wysokiego budynku. Nie wiem o co tam chodziło, ale wyskoczyłem przez okno. Spadaliśmy grupą, w dół głębokiej ciemnej studni. Byliśmy chyba martwi. Ktoś mówił, że nasze dusze są podobne do robaków, a stwory zamieszkujące dno studni zjedzą je. W końcu, gdy wylądowaliśmy prawie na dnie studni, zaczęliśmy schodzić niżej. Po ścianach łaziły wielkie robale podobne do ośmiornic. Nie mogliśmy wrócić na górę, wiec zszedłem niżej. Na ścianach studni były półki z książkami, jedną ciężką książką, którą wziąłem z półki po prawej stronie, zrzuciłem z siebie ośmiornicę, spadła na sam dół. Na dole nie było wcale tak ciemno, zapalone było światło. Zauważyłem inną ośmiorniczkę pływającą w wannie po lewej stronie. Te stwory były strażnikami, albo zwierzątkami domowymi właścicieli dna studni. Zszedłem niżej, na prawą stronę. Była tam wnęka z ustawioną tablicą. Kredą napisałem w górnym lewym rogu "The End", żeby panowie podziemi wiedzieli, że tam byłem, i że to koniec ich rządów. W prawym rogu napisałem "Cassiopaea". Nie wiem czemu. Poniżej narysowałem uśmiechniętą minkę. Niżej zauważyłem, że wcześniej ktoś napisał samą literę C. Po środku był rysunek. Ktoś kto go narysował podpisał się i napisał, że ma 99 lat. Przez to, że w tym śnie uwierzyłem w zjadanie duszy przez te potwory ośmiornice, nie poszedłem sprawdzić co było dalej za wanną, a wiem że było przejście do następnych pomieszczeń.

Pada śnieg, a mi się śni lato. W tym śnie stoję przed zasłoniętym oknem. Odsłaniam, świeci słońce, jest ciepło. Po chwili okno, znowu jest zasłonięte, ciemno. Znowu odsłaniam, patrzę na trawnik, letni dzień. W ogóle nie podejrzewam, że to jest sen, myślę, że dzieje się to na prawdę, jest dosyć realistycznie. Znowu odsłaniam okno. Dziwne rzeczy widzę. Przyszli robotnicy i rozkopali ziemię. Szukam roślinek, drzewek, ale nie ma, wszystko zniszczyli, rozkopali cały trawnik. Odsłaniam ponownie zasłoniętą roletę. Sceneria się zmieniała. Z trawnikiem wszystko w porządku, jednak budka elektryczna została przebudowana, ma teraz taki nowoczesny wygląd, jest niższa. Po kilku następnych odsłonięciach dostaję więcej świadomości i wyskakuję przez okno na trawnik, szybko nie wciąga z powrotem do pokoju. Znowu zasłonięte okno. Tym razem po odsłonięciu jednej rolety, musiałem odsłonić jeszcze jedną znajdującą się pod spodem i jeszcze jedną i jeszcze…aż zza rolety zaczęła przebijać się światło słoneczne i mogłem odsłonić ostatnią roletę. Z trawnikiem było chyba wszystko w porządku. Otworzyłem okno i wyskoczyłem na zewnątrz. Nie pamiętam czy, gdzieś poszedłem, zmienił się sen, czy się już obudziłem. Czy to były wizje przyszłości?


Tygrys
16.12.2015 – 16:03

Wracałem z jakiegoś miejsca, szedłem niedaleko budynku polną ścieżką. Nagle zauważyłem, że podąża za mną tygrys. Bardzo się przestraszyłem i jak tylko wszedł przez otwarte szklane drzwi szybko pobiegłem. Trafiłem do szkoły. Wchodziliśmy właśnie do klasy. Powiedziałem wszystkim, że tam jest groźny tygrys i trzeba się jak najszybciej schować. Zdziwiłem się bardzo, bo dwie osoby wracały z tego samego miejsca, a za nimi ten tygrys. Przez chwilę był to prawdziwy, ale zmienił się w kreskówkowego tygrysa. Dwie dziewczyny trzymały go za łapy i tak sobie szły. W klasie staliśmy w kółku. Jeden z kolegów miał pistolet i w kogoś celował, udawał, że strzela i śmiał się. Dla mnie nie było to zbyt śmieszne. Miałem podobny sen, tylko było to w autobusie. Ktoś szedł i zatrzymał się i celował z pistoletu w siedzącego. Miała to być jakaś próba.

W następnym śnie czekamy znowu na nauczycielkę, już na inną lekcję. Pomagam koleżance zapiąć czarną bluzkę. Kawałek czegoś plastikowego spada na podłogę. Kolega z innej klasy woła mnie, mam poprawić kocyk czy poduszkę na dużym krześle, na którym miał usiąść ksiądz. Nie zdążyłem. Nie rozumiem czemu sam nie mógł poprawić. Wracam, mam za paskiem pieniądze, setki i pięćdziesiątkę. Pytają się czy je tam dostałem. Mówię, że nie, to nasz nauczycielka dała mi na przechowanie, a jak przyjdzie, będę musiał oddać. Musiałem się wytłumaczyć, ponieważ też pewnie, by chcieli dostać jakieś pieniądze.

Coś pisałem rysikiem na dotykowym smartfonie. Pokazałem siostrze jak wyraźnie mi wyszło na tym małym ekraniku. Potem okazało się, że pisałem to ołówkiem na zwykłej kartce.

Na plaży (nie wiem czy nad morzem czy nad jeziorem) siedzi dziewczyna z chłopakiem. Mała rybka czy inne zwierzątko wpływa do wody. Chłopak chce je uratować przed większą rybą, o której on wie, że tam jest. Dziewczyna zatrzymuje go mówiąc, że to normalne, że zwierzęta się zjadają. Chyba jednak pobiegł do wody. Później sen zrobił się bez sensu.


Lot Na Inną Planetę
20.12.2015 – 14:31

Nie wiem z jakiego powodu, ale wyglądało to zachęcająco, wbijam szpadel w zlew kuchenny i kopię. Obok mnie jest mama. Pewnie jest niezadowolona z tego co robię ze zlewem. Otwieram przejście do ciemnej jaskini. Pierwsze co rzuca mi się w oczy to stosy papierów toaletowych i wiele innych rzeczy, różne "skarby". Trochę jakby ta jaskinia pomieszała się z Biedronką. W ciemnych podziemiach jedziemy teraz w kilka osób kolejką. Jakaś dziwna dziewczyna, niby znajoma, siedzi naprzeciwko nas. Ze złości na nas, kieruje negatywną energię w swoim kierunku, zamienia po kolei kawałki swojego ciała, aż cała zmienia się w zieloną jaszczurzycę. Po chwili czuć ciągnięcie do góry. Z niej zrobił się bardziej on. Ktoś mówi, że używa go do robienia "selfie" statkiem kosmicznym, aby móc wylecieć w przestrzeń kosmiczną. Trochę to głupie. Prawie urywa mu głowę. W między czasie pokazuje się coś, bardziej jak nagranie, w czym widać lecące zza budynków zwykłe samoloty i samoloty kosmiczne (albo statki kosmiczne), możliwe, że niektóre były pilotowane przez obcych. W końcu wylądowaliśmy na innej planecie. Na początku idziemy jakby po mapie, a nie po rzeczywistej ziemi. Mówię, że tu już na pewno nie będzie jaszczurów, ale zauważam rysunek na tej mapie przedstawiający coś jaszczurowatego, ale może to była jakaś rzeka. Wchodzimy do lasu, z mapy w rzeczywiście wyglądający świat. Okazuje się, że teraz idę z mamą. Idziemy leśną ścieżką. Docieramy do miejsca, gdzie lecą dziwnie obco wyglądające pszczoły. Miały coś wystającego i wyglądały raczej na połączenie pszczoły z pająkiem, robiły też pajęczynę. Trochę się przestraszyłem i pobiegłem. Pszczoła nic mi nie zrobiła, poleciała tylko dalej. Przy drodze stała tablica z mapą, była wypisana nazwa planety i ludu (nie pamiętam tych nazw). Ludzie wyglądali normalnie jak ludzie na Ziemi. Powitało nas kilka dzieci. Jako, że przybyliśmy pierwszy raz na tą planetę, musieliśmy iść do szkoły. W lesie było wejście. W klasie, gdy już usiadłem przy ławce, spotkałem kolegę z podstawówki. Śmiałem się, że nie dawno skończyliśmy szkołę, a teraz znowu zaczynamy szkołę. Później sen się zmienia (lub po prostu zapomniałem tej części), po wyjściu ze szkoły trafiam na bagna, albo gdzieś przy jeziorze. Była mowa o tym, że każdy może wziąć po dwie dziewczyny. Ktoś tam miał w ciężarówce jedną dziewczynę i się tam zatrzymał. Nie wiem za bardzo o co chodziło, przeniknąłem wtedy tą ciężarówkę, widziałem tą dziewczynę, chyba się trochę mnie przestraszyła, może myślała, że jestem duchem.

W innym śnie grupą idziemy po jakichś ciemnych pomieszczeniach. Chyba to było związane z tą szkołą, wycieczka z klasą czy coś takiego. Schodzimy po ciemnych schodkach. Widać tam chyba jakąś świątynię. Wielkie kolorowe witraże, jeden duży przedstawiał jakąś postać, chyba króla czy kogoś podobnego, porusza się, zmienia. Koleżanka stojąca obok mnie mówi, że to na pewno nie jest oryginał, ponieważ ma narysowane kontury.


Sól
23.12.2015 – 13:49

Wchodzę do lasu znajdującego się niedaleko bloku. W dużej mrocznej sali jest rozmowa o czymś. Zjawiają się dwie dziewczynki. Jedna jest zakrwawiona. Ma być przeprowadzony rytuał lub jakiś eksperyment związany z tymi dziewczynkami. Trzeba przynieść dużo soli. Sól chroni przed niższymi formami astralnymi, absorbuje negatywną energię. Ma przybyć także jakiś wyższy byt astralny, który ocali te dziewczynki. Idę z kimś po sól, schodzimy po drewnianych spiralnych schodach. Poprzez budynek (połączenie szkoły i chyba kościoła) przechodzimy na zewnątrz na drugi koniec osiedla. Przed blokami ktoś kręci się na kole jak na karuzeli, taki trochę solny DJ: joł!, mam sól!. Koło nie jest, jak wygląda, z lodu, ale z soli. On tą sól ściera na proszek. My idziemy dalej za róg bloku. Wydobywamy dużo soli, cały wielki wór. Tam za blokiem mocno świeci słońce. Z jednej strony bloku jest zima, a z drugiej lato. W oddali widać las i góry, są tam domki, na pewno znajdzie się, gdzieś i jezioro. Mówię, że chciałbym tam zamieszkać. Wracamy z worem soli. Przedwcześnie na sali gimnastycznej został włączony mechanizm przypominający domino, zakręcił i zatrzymał się w połowie. Okazało się, że soli jest o wiele za mało niż potrzeba. Zbiegłem znowu schodami tym razem sam. W miejscu jakby kościelnym, było kilka kupek żółtej soli. Zaniosłem ją, ale nie była zbyt dobra. Ktoś inny, kto był zły, a chciał się polepszyć, pobiegł ze mną pomóc mi przynieść sól z tego samego co poprzednio miejsca z widokiem na górski krajobraz. Raz się pomyliliśmy i wzięliśmy wór mąki, wróciliśmy się i zapakowaliśmy sól. Wróciliśmy, siedziałem na krześle w sali lekcyjnej z innymi uczniami. Mówiłem im, że wszystko się uda. Przyszły te dwie dziewczynki, powiedziały, że przyjdzie bogini i je obroni. Później śniło mi się coś o wycieczce, jeździe pociągami, zamawianiu sernika. Z trzema kolegami z liceum poszedłem do ciastkarni. Oni coś już jedli. Ja miałem trudność z zamówieniem ciasta. Nie wiedziałem jak powiedzieć "poproszę sernik" po japońsku, nie wiem po co, bo wystarczyło po polsku...


Bateria, Koszmary We śnie
24.12.2015 – 13:01

W ciemną noc leżę sobie w łóżku, ale już za chwilę czuję, że będzie się coś działo. Szybko chwytam wyłącznik do lampki, wiem już jednak, że się nie zapali, błyska raz i gaśnie. Próbuję jeszcze pstrykać, ale nie zapala się. W pokoju poruszają się jakieś cienie i światła, trochę jest to niepokojące. Zasypiam i budzę się, oczywiście jest to fałszywe przebudzenie. Kilka razy zasypiam i budzę się, za każdym razem nie da się zapalić lampki. Siadam na łóżku. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się radiowy DJ. Zakłada mi słuchawki, mówi mi, że pokaże mi jak to jest w studiu radiowym. W słuchawkach mam dwie dźwięko-wizje. W lewej słuchawce jest słoneczna plaża, lekko szumi woda, a w prawej studio radiowe. Gra bardzo głośna muzyka, jest dyskoteka, tańczy grupka półnagich mężczyzn do muzyki techno trance. Prowadzący studio robi jakieś bezsensowne gestykulacje, nuci niby do tej głupiej muzyki. Uważam, że jest zdecydowanie za głośno i, że chce odwrócić moją uwagę co się dzieje w pokoju. Na chwilę przełączam się na wizję plażową i zdejmuję słuchawki. Udaje mi się wstać z łóżka. Pojawia się matowe światło, pół pokoju zalewa jakiś srebrny metaliczny płyn, prawie mnie dosięga, chce mnie złapać. Wydostaję się z pokoju. Bardzo się wtedy bałem. W reszcie mieszkania jest jasno, dzień. Nie wiem czy to było wcześniej, czy się kładę jeszcze raz, ale teraz znajduję się w pokoju siostry, chociaż łóżko jest moje. Jej łóżko jest obrócone o 90 stopni. Rodzice i siostra wracają ze sklepu, siostra zagląda do pokoju, ale nie mogę wstać z łóżka. W końcu jednak udaje mi się wybiec z pokoju. Za mną leci wielka paluszkowa bateria. Oprócz mnie w pokoju nie było nikogo, więc się zdziwiłem kto to we mnie rzuca baterią. Mówię do taty, że prawie dostałem w głowę ciężką baterią. Tata mówi, że pewnie wziąłem ze sklepu. Ja wiem, że w ogóle takich wielkich to nikt nie produkuje. Mama mówi, że rzeczywiście widziała jak bateria leci w moją stronę. Siostra za to mówi, że tam coś chyba jednak jest. Wokół baterii widać było ciemną ziemię, albo okruszki jakiegoś ciasta i chyba trochę piasku (może z tej plaży?), a na ścianie pod oknem chodziła czarna mrówka, ale nic o niej nikomu nie mówię. Wszystko to wydawało się takie straszne. Później w tym śnie tata mówi do mnie, że to pewnie jakieś złe pole elektromagnetyczne i ułożenie łóżka także jest niedobre. Na końcu tego snu widzę jak siostra siedzi na swoim łóżku i układa jakieś rzeczy, przygotowuje się do spania. Dopiero wtedy mówię jej o tym złym srebrzystym płynie, który mnie zaatakował. Wydaje się być obojętna. Nagle, nawet nie zauważam kiedy, łóżko jej zmienia się w podobne do mojego. Siostra wyłożyła je całe poduszkami. Myślę wtedy, że też będzie miała koszmary.


Kula
25.12.2015 – 14:11

Nieznane mi miejsce, szare wysokie ściany i sufit. Wokół pełno ludzi. Leci przezroczysty pojazd w kształcie kuli. Widać w środku ludzi. Kula przenika ścianę i znika. Informuję o tym wszystkich. Nikt nie zwrócił ta to uwagi, tylko jedna dziewczyna. Wiedzieliśmy, że tamci w kuli są wrogo nastawieni do ludzi tutaj się znajdujących. Mieliśmy pomóc tym ludziom się stąd wydostać, niestety tamci źli nasłali na nas agentów i uciekliśmy sami. Wyszliśmy przez drzwi i zeszliśmy przez niskie metalowe schody. Z daleka obserwowali nas agenci wrogiej organizacji. Miałem przez dłuższą chwilę problem z butami i jakimś urządzeniem. Po założeniu butów i chyba jakiegoś małego pojazdu podobnego o deskorolki opuściliśmy to miejsce zjeżdżając spiralnie wokół budynku. Na jednym odcinku tunelu było ciemno. Spojrzałem się do tyłu na dziewczynę, ta oznajmiła mi wzrokiem, że mam jechać, więc pojechałem. Jechało się na plecach lub na brzuchu.

Znajduję się w obcym mi mieszkaniu. Pokój połączony jest z łazienką i kuchnią. Na kogoś tam miałem czekać.

Otwieram szufladę. Jest tam mała plastikowa kolejka z wagonikami. Do kolejki i wagoników można było włożyć świeczkę i postawić na tort urodzinowy.

Wybiegłem ze szkoły. Większość osób uciekało drogą po lewej stronie, postanowiłem uciekać prawą stroną, między blokami. Wóz ciągnęły konie. Wskoczyłem na niego, cały węgiel wysypałem przy drzewach. Nie widziałem koni. Tak dojechałem niedaleko domu. Zeskoczyłem z wozu i pobiegłem za blok.


Spiralne Schody I Podziemia, Trzy Cytryny
27.12.2015 – 15:12

W klasie robiliśmy ćwiczenia. Trzeba było dopasować do siebie różne zdania i numery. Wybraliśmy zadanie nr 3, te trudniejsze.

Staliśmy na klatce schodowej, zwykłe białe schody. Ktoś nam zabraniał schodzić na dół. On pójdzie sam, my mamy tutaj czekać. Powiedziałem mu, że pieniądze w plecaku mam dobrze zabezpieczone i nic im się nie stanie. Poszedł. Po chwili jednak zdecydowaliśmy się także pójść. Zeszliśmy na sam dół spiralnymi ciemnymi schodami. Było dosyć głęboko. Znaleźliśmy się w podziemiach, była tam różne przejścia, piwnice. Tamten co nam zakazał schodzić przyglądał się czarnemu pająkowi, nie zauważył nas. Wszyscy się rozbiegli po ciemnych, mrocznych korytarzach. Było coś o tym, że są tam straszne rzeczy, jakieś czary, dziwne stwory, nic z tego nie widziałem. Zawołałem wszystkich i powiedziałem, że już czas wracać. Tamten nadal siedział i wpatrywał się w pająka, znowu nie zauważył nas. Wróciliśmy na górę zanim zaczęły się koszmary.

Stałem w sklepie przy kasie. Już miałem płacić, gdy zauważyłem, że trzy cytryny w koszu są bardzo malutkie, za małe. Poszedłem zamienić na większe. Niestety nie znalazłem już cytryn. Wszystkie chyba zostały już wykupione. Musiałem wziąć te trzy malutkie.

Jakiś duży słoneczny pokój, miał ściany pomalowane na zielono. Ktoś kłócił się, że trzeba było od razu wszystko zrobić w jednym kolorze, a nie niektóre elementy są na zielono, a część na różowo.

Była mowa o tym, że dziki znowu za jakiś czas wrócą i poniszczą trawnik. Dzików nie widziałem.


Elektrownia
29.12.2015 – 15:31

Razem z tatą (albo z kimś innym, nie wiem?) lecimy naszym samolotem nad jakimś miejscem w Afryce. Widzę samolot z zewnątrz jako obserwator, patrzę z tyłu z góry. Nie widzę wnętrza samolotu. Lądujemy i dalej jedziemy samochodem. Samochód także widzę z tyłu. To miejsce wygląda na naukowe, badawcze mini miasto. Wiem, że jest tam elektrownia atomowa, czy coś w tym rodzaju. Wszystko jest jasne, szaro białe, nawet uliczki są białe. Nie widziałem tam nikogo, pewnie wszyscy są w budynkach. Jedziemy prosto już dosyć długo, niestety nie możemy się zatrzymać, bo widocznie zepsuły się hamulce. Przed nami coś przypominającego basen, ale, bez wody. Samochód wznosi się nad basenem i przelatuje nad nim. Nie wiem już jak, ale się w końcu zatrzymujemy. Nie pamiętam co tam robimy, teraz wracamy. Pokazuje się wizja, bardziej nagranie. Ktoś mówi, że teraz wszyscy chcą to robić, uwielbiają ten trik, chociaż jest to niebezpieczne. I pokazuje, jedzie samochodem w miejscu, gdzie było jezioro. Przy brzegu, jak wyjeżdża, zahacza przodem samochodu o coś wystającego, pewnie kamień. Tyłem samochód wylatuje w powietrze, obraca się do przodu kilka razy i ląduje na ziemi, jeszcze tylko podskakuje i jedzie dalej. My już w tym czasie wracamy samolotem. Widzę z góry trasę jaką przebyliśmy, mam ją zapamiętać, żeby później być w stanie tam wrócić. Spotykamy kogoś innego, także lecącego samolotem. Dogadujemy się, aby zawrócić w stronę tej elektrowni. Lądujemy i idziemy na piechotę. Przechodzimy przez jakieś niskie struktury. Jest tam doczepiony tekst informujący o tym, że to pierwsza tego rodzaju zamknięta elektrownia. Co oznaczało, że jest zamknięta, to było niejasne. Jeszcze pisało o tym, że w razie ataku jest tam nanobroń. Ktoś wypróbowywał to i kilka razy uderzył obiekt, ale ta nanobroń była inteligentna i wiedziała, że tylko ktoś wypróbowuje to czy zareaguje i nie została aktywowana. Dalej siedział za oknem strażnik. Mieliśmy go o coś zapytać.

Kawałki Mięsa, Putin Pomaga, Autobus
02.01.2016 – 16:48

Siedzę z dziewczyną na krzesłach, gdzieś na korytarzu. Dziewczyna karmi mnie kawałkami mięsa. Jestem bardzo zadowolony, lubię ją. We śnie wiem, że jest to dawna znajoma, która dopiero co skądś wróciła. Prawdopodobnie ma już męża. Po obudzeniu się nie pamiętam jej twarzy, nie wiem nawet kto to mógłby w ogóle być w rzeczywistości.

W domu są jacyś ludzie, którzy tylko ciągle przeszkadzają. Chowam się do łazienki, aby naprawić jakieś urządzenie. Inni chcą poprzeszkadzać, narobić tylko hałasu. Po chwili jednak wchodzi Putin. Jest bardzo spokojny i opanowany. Wie co robić. Szybko też zamyka drzwi żeby tamci nie mogli wejść. Wie też jak naprawić to urządzenie i pomaga mi w naprawie. Urządzenie miało ekran, myślałem, że to nagranie, okazało się, że pokazuje widok na jakieś miejsce w mieście w czasie rzeczywistym. Przenosi mnie tam.

Stoję przy ulicy. Przewracam niską zaspę śniegu na ulicę. Naokoło śnieg już topniał. Potem jadę autobusem. Są tam trzy dziewczyny. Jedna, jasnowłosa, jest nauczycielką od języka angielskiego. Dają mi zeszyty czy coś podobnego, czego niby nie chciałem się nauczyć. Autobus się zatrzymuje. Chcę wysiąść, nauczycielka prosi mnie, żebym jednak chwilę poczekał, wychodzi i przyprowadza znajomą, która ma ciemne włosy. Te dziewczyny, niby są trzy, ale jednak stoją w dokładnie tym samym miejscu przy oknie, tak jakby to była jedna dziewczyna, tylko zmieniały się i pokazywały jej różne aspekty. Jedziemy dalej...


Skrzynia, Latarka I Ucieczka, Tłuścioch Atakuje
03.01.2016 – 15:08

Działo się wiele, niestety pierwszą większą część snu urwało, zapamiętałem tylko końcówkę. Biegnę ciemnym tunelem, chyba torami pociągu, albo obok. Skaczę co chwilę na kilka metrów. Niedaleko jest peron, ktoś tam stał, strażnicy, albo policja. Pilnowali wielkiej metalowej czarnej skrzyni, w środku pewnie różne kosztowności. Gdy przebiegam obok nich, oni mnie zauważają. Są pewni, że chcę ukraść skrzynkę, mnie to wcale nie obchodzi. Nagle jeden z nich rzuca we mnie tą skrzynią. Nie wiem nawet jak udało mu się podnieść taki wielki ciężar. Uciekam, skrzynka co chwila mnie dogania, ale za każdym razem robię unik i uciekam. W końcu znudziła mnie ta bieganina, skaczę wysoko, wznosi mnie na kilka pięter. Ląduję na mostku wznoszącym się nad torami. Chodzą po nim ludzie. Jest to połączenie z jakimś budynkiem. Trochę futurystyczny widok. Winda stoi otwarta, ktoś z niej wcześniej wyszedł, chyba się zacięła.

Leżę w nocy na łóżku, jak to zwykle bywa w nocy. W rzeczywistości mam już inne łóżko, odwrotnie ustawione, ale we śnie leżę w starym łóżku. Na poręczy leży gruby przedmiot, okazuje się, że to latarka. Zapalam ją, mruga słabym światłem, kilka razy próbuję, za każdym razem zapala się na krótko słabym światłem. Rzucam ją w stronę drzwi. Zapalam lampkę wiszącą na ścianie nad łóżkiem, nie działa w ogóle. Czuję, że ktoś na mnie leży. Ten ktoś wręcz rozlewa się na moim ciele. Po kilku próbach udaje mi się go od siebie odlepić i zrzucić. Nie wiem dokładnie, w którym momencie we śnie, ten gościu robi się taki plastelinowy i można go podłączyć do prądu, leci z niego powietrze jak z suszarki do włosów. Zaciągam go na balkon i wyrzucam na zewnątrz na trawnik, aby więcej nie wracał do mojego pokoju. Wiem, że to sen, albo mam częściową tego świadomość. Uciekam przed nim. Tamten stoi w miejscu i krzyczy czemu biegnę, że i tak mnie dogoni i pobije. Wszędzie jest pusto, chciałem przebiec na drugą stronę ulicy, ale pomyślałem, że i tak by mi nikt nie pomógł tam. Zamiast tego skręcam w lewą stronę za bloki. Myślę, że w lesie nie będzie mnie szukał i wchodzę ścieżką do lasu. Jakaś siła mnie łagodnie tam przyciąga i muszę zejść na dół po skarpie. Drzewa są tam ogromne, większe niż w rzeczywistości. Zrzuca mnie ze skarpy, jest wysoko, trafiam na drzewo. Zeskakuję z gałęzi na gałąź. Słysze głos kobiety opowiadającej o tym jak najlepiej schodzić po drzewach. Raz prawie spadłem, ale chwyciłem się cienkiej gałązki i obkręciłem się na drugą stronę drzewa, znalazłem następny stopień. Z niektórych drzew wyrastały odgałęzienia jak w kaktusach. W końcu znalazłem się na samym dole. Dalej nie było obwodnicy, tak jak się spodziewałem, tylko jakaś sala kinowa, albo sportowa. Szedłem wzdłuż siedzeń. Jakiś grubas jadł hamburgera i śmiał się z dowcipu, który sam opowiedział. Była tam też kobieta (inna niż głos tej z lasu) w średnim wieku także śmiejąca się z tego co tamten jej powiedział. Chyba mnie nie zauważyli. Poszedłem, między krzesłami, schodami na górę. Wszedłem do korytarza.

Idę na górę jakiegoś budynku, jestem kimś innym, chociaż bardziej jestem obserwatorem tego kogoś. Ma on jakiś projekt religijny do zrobienia. On czy ja jedziemy windą kilka pięter. Wchodzimy do krótkiego wąskiego korytarzyka. Na około jest pełno drzwi, na końcu korytarza okno i stół z krzesłami. Siadamy tam czekając na kogoś. Dziwne, jestem wysoko na którymś piętrze, a przez okno widać, że to parter. Kilka metrów za oknem widać ścianę innego wysokiego budynku, cała jest pomalowana w gryzmołach-grafitty, przeważają kolory różowe. Od tego budynku oddziela nas wąska poniszczona uliczka. Rośnie na niej trochę trawy i chwastów. Powiedziałem do kogoś, że ta trawa to robi chyba za łąkę. Ten się bardzo oburzył na to co powiedziałem i zaczął gadać. Lepiej nie rozmawiać z takimi, bo mają nieźle pomieszane w głowach. Wyszedłem stamtąd. Już jak wyszedłem na schody, słyszałem, że jakaś kobieta rozmawia z nimi, że moja praca to plagiat. W ogóle nie interesował mnie żaden religijny projekt i nic takiego nie wykonałem, więc nie wiedziałem o co chodzi. Spotkałem tą kobietę niżej na schodach. Jakby co podtrzymywałem, że wszystko z tym w porządku. Ona pewnie chciała mnie tam zatrzymać. Po chwili zacząłem biec. Okazało się, że ze mną jest jakiś mój pomocnik. Na dole inna pani zamykała jak nam się wydawało drzwi. Śmiała się z nas, bo to były tylko dwa telewizory firmy "exit", zakupione dla klubu. Zajęcia się skończyły i blokowała je kluczem, a wyjście jest po lewej stronie. Wybiegliśmy z budynku. Na zewnątrz szło pełno ludzi. Tamten kogoś zauważył. To był grubas w okularach. Grubas go złapał i pobił, a teraz biegł w moją stronę. Chciałem się z nim bić, ale coś mi powiedziało, że lepiej nie. Zacząłem biec, kilka razy się obracałem za siebie, ale ten tłuścioch mnie doganiał. Skoczyłem wysoko ponad budynek i się obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:37
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:44
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:50
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:56
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:01
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:04
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:08
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:12
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Onejronauta - 26-07-2018, 17:01

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Kys - Dziennik snów Kys 56 22,204 04-09-2026, 21:13
Ostatni post: Kys
  dziennik snów doysoyk Doysoyk 35 7,340 20-01-2026, 21:30
Ostatni post: Doysoyk
  Dziennik snów Sennego Spacerowicza Dream Walker 323 182,320 18-01-2026, 22:35
Ostatni post: Dream Walker
  Dziennik snów Kilera Jestem Kiler 476 103,067 27-07-2025, 21:33
Ostatni post: Jestem Kiler
  Dziennik snów Zupyztrupa Zupaztrupa 16 2,571 14-08-2024, 10:03
Ostatni post: Zupaztrupa

Skocz do:

UA-88656808-1