25-07-2018, 23:01
Małe Ludziki, Telekinetyczna Koszykówka, Drzwi
03.09.2015 – 13:26
Byłem w jakimś nieznanym mi domu. Było ciemno, chyba noc. Nie wiem jak tam się znalazłem. Była ze mną mama. Wiedziałem, że było tam jakieś zagrożenie. Szybko stamtąd uciekliśmy. Szliśmy chodnikiem wzdłuż ulicy, gdzieś na mieście. Nie wiem czy to była noc czy dzień. Czuć było atmosferę niebezpieczeństwa. Po jakimś czasie, zamiast mamy, szła ze mną jakaś inna dziewczyna. Chyba nawet niosłem ją przez jakiś czas na rękach. Po dłuższym czasie doszliśmy do jakiegoś dużego budynku. Po prawej stronie na dole siedziała recepcjonistka. Poszliśmy na górę, było to dosyć wysoko. Wystawał tam koniec wielkiej ciemnej rury, jakby czarnej studni do zsypywania różnych rzeczy. Bałem żeby ona tam nie wpadła. Pojawiał się w tej rurze co jakiś czas mały ludzik, ale go nie widziałem zbyt dokładnie, bo chował się w cieniu tej rury. Nagle chwycił ją i wpadła na sam dół, chociaż to chyba nie była już tamta dziewczyna tylko kawałek galaretki w dziwnym kształcie. Po chwili z tej ruro studni wylazł łańcuch takich samych dziwnych
galaretowatych kształtów. Oni, te małe ludziki chcieli to, niby tą dziewczynę, w jakiś sposób kopiować. Aby do tego nie dopuścić, miałem odciąć pierwszy oryginalny kształt. Niestety się nie udało i całość powędrowała na dół wzdłuż rury. Też szybko pobiegłem na sam dół. Okazało się, że są tam malutkie drzwiczki prowadzące do świata tych małych ludzików. Wiem, że tam chodziły, ale nie widziałem ich wyraźnie. Było tam tak kolorowo, dużo zieleni. Mieli tam chyba swoją fabrykę. Ze znalezienia tamtej dziewczyny chyba nic nie wyszło. Drzwiczki były za małe, abym mógł przez nie się przedostać.
W innym śnie znalazłem się na sali od w-fu. Oprócz mnie była tam tylko jedna osoba. Pojawiła się piłka do koszykówki. Tamten zaczął ją kozłować i rzucać do koszy. Zabierałem mu ją co chwilę za pomocą telekinezy, poruszałem nią w powietrzu na różne sposoby. Tamtemu to raczej nie przeszkadzało, nie zwracał na to uwagi, nawet chyba mnie nie widział. Potem pomagałem mu trafiać do kosza. Zeszło się dużo uczniów, niektórych pamiętałem z podstawówki. Patrzyli się jak tamten za każdym razem trafia do kosza. Innym także pomagałem. Śmiałem się trochę i chyba po chwili zauważyli, że to ja poruszam tą piłką i kierują ją do kosza. Poszliśmy na ławkę. Sen się chyba zmienił, byłem obserwatorem. Widziałem jak kierowca wiezie w samochodzie jakiegoś mężczyznę. Gdy zatrzymali się przed bramą domu, mówi: - wyjdź żono na przeciw nam, yyy, Marzeno! - Robi się wtedy samo szare tło. Słyszę tylko rozmowę tego mężczyzny, który siedział z tyłu w samochodzie. Mówi do żony, aby podpisała papiery rozwodowe. Coś mu ona odpowiada, ale tego już nie słyszę. Zmienia się znowu sen. Leżę w łóżku. Kotki chyba chodzą przed drzwiami. Wstaję i podchodzę do okna. Na trawniku widzę, że wszystkie małe drzewka, tuje i inne rośliny, zostały przesadzone w inne miejsce. Rosną teraz w rzędzie, równolegle do żywopłotu. Znalazłem się na trawniku, ale po drugiej stronie, przed balkonem, jest dzień. Za pomocą myśli podnoszę i poruszam kamykami. Mam w tym śnie trochę więcej świadomości i zastanawiam się czy w rzeczywistości też, by można z łatwością, używać telekinezy, dochodzę do tego, że tak. Wchodzę balkonem do domu. Stoi przy drzwiach balkonowych dziewczyna, której nie potrafię rozpoznać. Pytam się jej czy ona nie jest z rodziny. Coś tam odpowiada, tłumaczy mi i już po chwili całujemy się z języczkiem. Przechodzę do innego snu. Widzę jezioro, a za nim siedzą na krzesełkach ustawionych na błotnistej ziemi jacyś panowie. Mówią mi z daleka, że pod wodą znajduje się rosyjska scena filmowa. Wiem, że woda jest zimna, i że jezioro jest bardzo głębokie, więc nie zaglądam co tam się znajduje zalanego pod powierzchnią. Szybko przepływam na drugi brzeg. Za nimi rozciąga się jakieś pole zasypane śniegiem. Może później tam pójdę zobaczyć, a tym czasem wracam do nich. Stało tam wielkie szklane okno. Jak płynąłem w ich stronę to widziałem, że jest poprzedzielane na małe okienka. Teraz widzę, że z tej strony jest to gładkie, pojedyncze szkło, zamocowane w srebrnej, metalowej ramie. Były to chyba jednak drzwi. Włożyłem w nie ręce. Trochę to trwało, aż przeszły na wylot, ponieważ szkło było bardzo grube i gęste. Kilka razy tak wkładałem i wyjmowałem ręce z tego szkła, aż otworzyłem te drzwi. Gdy wyjąłem już ręce, z jednej strony jeszcze szkło się wygładzało. Tamci dziwili jak ja to robię. Obróciłem się w drugą stronę i chciałem teraz pójść na to zasypane śniegiem, zimowe pole. Jednakże, ktoś głośno zatrzasnął tamte drzwi i się chyba przez to obudziłem.
Na Trawniku, Podziemny Korytarz
07.09.2015 – 14:04
Patrzę przez okno w moim pokoju. Na trawniku są ci spod trójki i depczą kwiaty. Zacząłem pukać w szybę, aby przestali niszczyć rośliny. Po chwili widzę, że jednak tylko przesadzali w inne miejsce. Ponadto, za chwilę zebrał się skądś duży tłum ludzi, którzy zaczęli wsadzać więcej różnych roślin. Tyle nawsadzali roślinek, że prawie nie było pustego miejsca na trawniku z samą trawą. Nawet byłem zadowolony, że za darmo zasadzili tyle roślin na trawniku przed moim oknem. Powiedziałem o tym mamie i wytłumaczyła mi, że to coś związanego ze zmianami granic na dzielnicy i wszyscy mogą się zajmować trawnikiem jakim tylko chcą. Później siedzę przed komputerem. System ma dziwny interfejs, jest w szarych kolorach, a na dole znajduje się szeroki pasek. Na pasku nie ma przycisku menu, tylko jakieś skróty do panelu sterowania i kilku innych miejsc. Były po środku tego paska, także dwa wahadełka, albo zębatki czy wskazówki. Nie wiem do czego służyły, ale trochę nimi poruszałem. Ekran by chyba dotykowy. Poszedłem do kuchni. Przyszły dwie panie. Myślałem, że do mnie, ale się okazało, że już u mnie były wcześniej. Teraz przyszły do mojej siostry. Zadawały jakieś pytania i dały ankietę do wypełnienia. Sen przeskoczył do podziemnego korytarza. Była tam jedna z tych pań z małym chłopczykiem, ta grubsza. Uczniowie z gimnazjum dokuczali im, mówili na nich nieładnie i tamta kobieta położyła się na ławce i chyba płakała. Tamci poszli do wyjścia. Był tam też duży tłum innych ludzi, pewnie także uczniowie z gimnazjum. Bardzo się na tamtych zezłościłem, krzyczałem na nich pytając jak tak mogli zrobić. Byłem wtedy jakoś wyżej od nich, chyba jechałem na rowerze, ale rower był
niewidzialny. Wróciłem się na chwilę z powrotem. Tamta kobieta nadal leżała, miała depresję. Przyszedł do niej ten mały chłopczyk. Nie wracałem do głównego wyjścia i wyszedłem sam bocznymi drzwiami na zewnątrz. Świeciło słońce.
Podróż Tunelami Wodnymi
08.09.2015 – 12:57
Była noc. W moim pokoju paliła się lampka (tak mi się bynajmniej wydaje). Stare łóżko, które kiedyś miałem, teraz znowu się pojawiło, odwrotnie ustawione niż aktualne. Przy łóżku stała piękna kobieta z jakimś małym człowieczkiem. Wpatrywali się w wąską szczelinę pomiędzy łóżkiem a podłogą. Powiedziała mi, że tamtędy właśnie się udamy. Pytam się jej, że niby jak mamy się tam zmieścić. Odpowiedziała, że w nocy, każdy kto się zbliży do szczeliny, zostanie pomniejszony. I rzeczywiście, jak się do niej przybliżyliśmy, zostaliśmy natychmiastowo zmniejszeni i mogliśmy tam wejść. Znaleźliśmy się w jakichś tunelach całkowicie wypełnionych wodą. Dołączyło do nas wiele innych osób. Płynęliśmy pod wodą dość długo. Oddychanie nie sprawiało trudności, każdy mógł oddychać swobodnie po wodą. W końcu, gdzieś dotarliśmy. Były tam podwójne schody w kształcie piramidy. Pobiegłem i z jednej strony wszedłem na górę po tych schodach. Po schodach spływało dużo wody. Chciałem się poślizgać i ześlizgiwałem czy raczej spływałem po tej wodzie w dół. Była tam jakaś dziewczyna i ona też chciała się tak bawić. Niestety nie udało się jej tak jak mi, przez co była trochę potłuczona. Siedziała teraz na dole schodów. Tymi wodnymi schodami schodził starszy pan. Mówił, że to przeze mnie to się jej stało. Nie wiem dlaczego, ale przecież nie kazałem jej robić tego samego co ja. Później w tym śnie siedzę przed telewizorem, chyba w dużym pokoju, możliwe, że w jakimś nieznanym mi mieszkaniu. Poprzednie zdarzenia uznałem za film, jeden odcinek jakiegoś serialu. Opowiedziałem o tym siostrze. Powiedziała mi, że posiada książkę, która ma podobną fabułę i pokazała mi ją. Ta książka była raczej jakimś komiksem z rysunkami jakby rysowanymi przez dzieci. Niby uznałem, że rzeczywiście ten film na pewno powstał na podstawie tej książki, chociaż wcale nie była podobna o filmu. Zagapiłem się, bo już piętnaście minut trwał następny odcinek. Nie mogłem niestety znaleźć tego kanały, na którym był ten serial. Przełączałem raz w jedną, a raz w drugą stronę. W końcu znalazłem. Było chyba ileś tam minut po siedemnastej. W tym filmie była tamta kobieta co wcześniej. Mówiła coś głośno do jakichś ludzi, a może śpiewała. Działo się to na wyspie. Było to chyba jakieś fantasy. Na niebie przelatywał statek kosmiczny. Chyba wciągnęło mnie wtedy do tego snu-filmu. Jakaś mała latająca maszyna, podobna do samochodziku, przelatywała po spodzie tamtego statku. Przecinał jego spód! W końcu, gdy przecięła, trochę wyszło z tego różnych rzeczy, a tamci co byli w środku jakoś to przytrzymali rękoma i latający statek kosmiczny jednak się nie rozpadł. W środku siedziałem w bogato ozdobionym pokoju. Przede mną siedział chyba kapitan, coś mi mówił. Bawiłem się figurkami stojącymi na tym stole. Chyba spadaliśmy. Trafiliśmy w drzewa na tej wyspie. Miały bardzo duże liście. Nie jestem pewien, ale w tym lesie był chyba Gandalf.
Kilkakrotne Nieprawdziwe Przebudzenia, Dziwne Zdarzenia
12.09.2015 – 13:23
Wydawało m się, że obudziłem się w nocy, ale to był paraliż przysenny. Czułem lekki niepokój, kiedyś bym się bardzo tego bał. Leżałem na lewym boku. Po prawej stronie czułem czyjąś obecność. Próbowałam się obudzić na prawdę. Za każdym razem budziłem się we śnie. Czasami udawało mi się wstać i dotrzeć do drzwi, czy trochę po za do kuchni. Za którymś razem zacząłem poruszać prawą niefizyczną ręką w stronę, gdzie była ta obecność. Szło mi to na prawdę bardzo powoli, jakbym poruszał się w bardzo gęstym płynie i kilka razy zaczynałem od nowa. W końcu się udało i wstałem. I znowu się "obudziłem". Działo się to wiele razy, aż w końcu za którymś razem mogłem się wydostawać trochę dalej. Było ciemno jak to w nocy. Chodziłem po mieszkaniu. Kierowałem się w stronę dużego pokoju. Czułem jakbym się poruszał w nieważkości i chyba unosiłem się nisko nad podłogą. Już w dużym pokoju zakręciłem ręką wokół siebie, dzięki czemu uniosłem się nad podłogą i zakręciłem się wokół własnej osi. Spodobało mi się to i poruszałem się jeszcze przez jakiś czas w ten sposób. Nagle ze ściany wyszedł ktoś i szedł w moją stronę. Przeszedł prze ze mnie. Był to chyba duch, a może tylko wizja jakiegoś światła poruszającego się w moją stronę. Znowu znalazłem się w łóżku. Czułem, że ta obecność jest jakąś energią, która wchodzi we mnie poprzez różne części mojego ciała. Nie wiem czy to było coś dobrego czy złego. Było tego tak dużo, że myślałem, że nie wytrzymam i chciałem już obudzić się na prawdę. Jednak znowu zasnąłem-obudziłem się. W tej części snu wszystko działo się bardzo szybko, jakby w takim przyśpieszeniu. Poszedłem do ubikacji. Udało mi się zapalić światło, co zazwyczaj nie udaje się we snach. Gdy już chciałem sikać, spojrzałem na muszlę klozetową krótko krzycząc, tak jakoś z gniewem, bo zauważyłem, że coś jest jednak nie tak. Niby było wszystko bardzo rzeczywiste i myślałem, że już rzeczywiście się obudziłem, ale jednak było to trochę w dziwny sposób rozmazane. Nagle muszla zaczęła się rozwalać, kafelki wokół także poodpadały. Wszędzie wylewała się woda, a razem z nią różnokolorowe ryby, które były raczej zdechłe. Najbardziej rzuciły mi się te pomarańczowe. Szybko wyszedłem z ubikacji, tylko przymknąłem ją i chciałem zamknąć, ale na miejsce klamki wskoczyła pomarańczowa rybka. Pobiegłem korytarzem do dużego pokoju i się wróciłem. Zauważyłem, że w pokoju mojej siostry jest jasno, wszędzie była noc, tylko tam był dzień, chyba rano. W łóżku nie leżała moja siostra, ani też kotka, jakaś tylko straszna postać z wielkimi wyłupiastymi oczami. Przestraszyłem się. Zacząłem ją dusić, ale po chwili wybiegłem. Wyszedłem drzwiami na klatkę schodową. Poszedłem do góry na drugie piętro. Chciałem pójść pod dziewiątkę, zobaczyć co jest tam w tym śnie. Przeszedłem przez drzwi i chwilę panowała ciemność. Jak zrobiło się jaśniej to poszedłem dalej. Chociaż nie byłem tam nigdy w rzeczywistości to i tak wydawało mi się, że jest tam trochę za dużo korytarzy i pokoi. Byli tam jacyś ludzie. Nagle ktoś złapał mnie za ręce. Przestraszyłem się trochę, chciałem się wyrwać z uścisku i uciec. Jednak się uspokoiłem. Wydawał się ten ktoś podobny do mnie, a nawet wyglądał tak samo jak ja. Wyglądało to trochę jak moje odbicie, jakbym opierał się rękoma o lustro, chociaż w tamtym korytarzu nie było żadnego lustra. Jakoś tak pomyślałem wtedy, że to jestem ja z przyszłości, który komunikuje się ze sobą/mną z teraz, poprzez sen. O coś się pytałem, ale nie pamiętam, jego/mnie odpowiedzi także nie zapamiętałem.
Żółte Motyle, Podziemny Kanał, Monety
15.09.2015 – 14:19
Idę uliczką przy małym lasku. Wyrywam jakieś chwasty. Przechodzę przez ulicę. Sprzedawca wychodzi z budki sklepowej. Wsadzam jedną roślinkę przy krawężniku i idę do domu. Przed drzwiami do klatki schodowej wsadzam drugiego chwasta między popękany chodnik.
Noc, oglądam coś w telewizji, albo na laptopie. Przeglądam kwadratowe obrazki, chyba okładki płyt CD. Nagle włącza się bardzo głośno piosenka. Piosenka miała słowa, a zazwyczaj jak mam sen z muzyką jest to sama muzyka, bez słów i na dodatek tak jak, by tej muzyki nie było, albo bardzo przyciszona, albo głośna, ale zazwyczaj to jakiś hałas. Tym razem było inaczej, piosenka była wyraźna, słowa były po japońsku. Szybko jednak wyłączam, aby nikogo nie obudzić.
Był dzień, świeciło słońce. Szedłem drogą, po której dwóch stronach widziałem las. Po obu stronach, nad trawą, latało mnóstwo żółtych motyli. Miałem problemy z utrzymaniem prosto głowy, co chwilę opadała w dół i widziałem tylko piaszczystą ścieżkę. Ciągle musiałem się wysilać, aby patrzeć do przodu. Po chwili skręciłem w lewą stronę i chciałem zanurkować w trawę. Nie mogłem się już podnieść. Zauważyłem jeszcze, że przy ścieżce nie był sam las, były także bloki mieszkalne i się obudziłem.
Szedłem między blokami. Oprócz mnie szli inni ludzie. Szło mi się jakoś bardzo ciężko, niewygodnie, jakbym jednocześnie leżał i szedł. Chciałem zawołać czy nie ma kogoś z oobe z forum, ale nie zdążyłem i się obudziłem.
Ścigałem się z trzema kolegami. Miałem jednocześnie takie wrażenie, że jadę rowerem, ale widziałem, że tylko biegnę, a raczej szybko idę. Znowu ciężko było mi się poruszać. Na dodatek biegli oni w stronę kościoła, a nie chciało mi się tam iść, i tak bym był ostatni. Skręciłem na lewo do szkoły. Biegłem korytarzami, po schodach, wchodziłem do sal. Niektórzy dziwili się co ja tam robię, m.in. dwie dziewczyny siedzące na ławce pod ścianą. Pobiegłem do góry i nie wiem jak trafiłem do czyjegoś mieszkania. Panował tam półcień. Chodziłem po tym mieszkaniu, było tam w jednej części bardzo ciemne miejsce, którego się trochę bałem, ale jednak po chwili tam zajrzałem. Szło się tam spiralnymi schodami do góry. Chociaż było ciemno i nic nie było widać, wiedziałem, że na łóżku leży dziewczyna. Wziąłem ją na ręce celem zabrania ze sobą. Gdy już schodziłem tymi spiralnymi schodami, ktoś mnie zauważył, pewnie ktoś z jej rodziny, i sen się urwał.
Jadę rowerem po trawie. W dole widać las i domy. Są tam też małe budynki, jakieś fabryki. Szukam domu wymyślonej dziewczyny. Zjeżdżam górką na dół.
Idę z kolegą korytarzem. Dzieje się to jednocześnie w szkole i tak jakby, gdzieś na dworze, jakby obrazy nakładały się na siebie. Doszliśmy do miejsca, gdzie stał mój rower. Kolega mówi, że nie mógł wziąć roweru, bo coś tam z nim się stało. Po chwili dochodzimy do miejsca, gdzie jest inny rower, nie wiem czy jego, czy mój, a może kogoś innego. Było coś tam o kradzieży roweru. Potem inny kolega z poprzedniej pracy, tłumaczy coś w klasie pokazując swój zeszyt, że cofnął się w czasie, co miały by tłumaczyć jego notatki i rysunek. Rysunek przedstawiał coś jakby linię czasu, w jednym miejscu oddzieloną prostokątem (czyli niby z tego, czy do tego momentu w czasie się cofnął), a na dalszej części strzałki były wypisane lata od do. Jednocześnie wydawało mi się, że to nie ten kolega tylko ja to tłumaczyłem. Nagle (a może i nie tak nagle) znaleźliśmy się wszyscy w podziemiach, gdzie wypływała woda. Był to podziemny kanał. Szliśmy tak przy szarej ścianie, aby się nie zmoczyć, gdy nagle zauważyliśmy jakieś wielkie dziwne stwory. Były to zmutowane zwierzęta. I one na nas zaczęły polować (chociaż trochę tak biernie, bo wcale nie ruszały się ze swoich miejsc). Schowaliśmy się pod podziemną półką. Wyżej był czerwony potwór z długą szyją. Schylił się i zajrzał pod spód, tam gdzie się skryliśmy. Jestem pewien, że kogoś schwytał i zabrał ze sobą. Szybko stamtąd wybiegłem. Zatrzymałem się przy okrągłym miejscu, z którego wypływała mętna woda. Ktoś z góry podawał mi kilka kartek, ale wpadły do wody i płynęły w lewo. Nie chciałem wchodzić do wody, bo mogły być tam w niej te niebezpieczne stwory. Jednak udało mi się jakoś chwycić te kartki. Położyłem je na kamiennej podłodze, aby wyschły. Przyszła nauczycielka (chyba od historii) i powiedziała, że niewiele osób pisało sprawdzian, chyba nawet tylko ja, i napisałem bardzo dobrze, tylko z kilkoma błędami.
Kiedyś śniło mi się wiele razy jak w szkole (gimnazjum) schodziłem schodami, tam gdzie normalnie jest szatnia i znajdowałem tunele pełne wody. Lubię wodę w snach, pływałem w tych ciemnych tunelach, ale za każdym razem po jakimś czasie odczuwałem głęboki niepokój, a pod koniec widziałem w oddali jakąś ciemną czarną postać, której się panicznie bałem. Szybko się do mnie, albo ja do niej się przybliżałem i się budziłem. Wydaję mi się, że to ten sam tunel, kanał wodny.
Leżałem w łóżku. Walczyłem prawą ręką z małym szarym jaszczurowatym ludzikiem. Bardzo ciężko i powoli poruszało mi się tą ręką. A na dodatek ten jaszczur był pewnie wytworem wyobraźni podczas paraliżu przysennego. Po prawej stronie leżała rzeczywiście moja szara bluza.
Jestem w sklepie ze sprzętem elektronicznym. Oglądam dwa tablety. Jeden jest czarny, a drugi biały. Oba nazywają się Google Pixel. Biorę ten biały. Włączyła się mapa. przesuwam ją w różne strony. Chcę wyjść do głównej strony i włączyć przeglądarkę internetową. Zamiast tego włącza mi się widok na dom, chyba znajduje się tam, gdzie byłem poprzednio nie daleko lasu. Wchodzę jakoś w to zdjęcie. Prze budynkiem stoi mężczyzna w garniturze. Mówi coś o tym, że tu powinno mieć portfele ze skóry w miedzi i pokazuje swój portfel. Też pokazuję mu mój portfel i mówię, że jest lepszy, bo ma już około dwudziestu lat i się nie rozlatuje. Wchodzę za aktorką do środka. Jest to chyba hotel. Idę na górę, wchodzę przez, któreś drzwi. W środku, w krótkim korytarzyku, leży na podłodze ogromna ilość monet, a także papierowych pieniędzy. Patrzę na ścianę po prawej stronie, na obrazki zdjęcia. Dowiaduję się, że każdy kto tam wchodzi zostawia trochę pieniędzy na podłodze. Nigdzie nie pisze, że nie można tych pieniędzy zabrać ze sobą. Podchodzę do recepcji. Siedzą tam pani recepcjonistka i pan recepcjonista przy wysokim biurku. Mam za coś zapłacić piętnaście, a może siedemnaście złotych. Pytam się tej kobiety czy mogę zapłacić tymi pieniędzmi co leża na korytarzu. Mówi, że regulamin tego nie zabrania. Więc idę i biorę parę monet. Niektóre są jakieś dziwne, stare i muszę i tak zapłacić większą część ze swoich pieniędzy. Trochę się niepokoję, bo ta kobieta wzięła mi na jakiś czas cały mój portfel. Po chwili mi go oddała. Wyciągam jeszcze 1zł, i zauważam, że to chyba specjalna edycja. Po dwóch stronach monety jest odtwarzana animacja w niebieskich kolorach. Dziwię się, że tak może to działać bez prądu, ale daję tą złotówkę recepcjoniście. Okazuje się, że mam dać im jeszcze około trzy i pół sucharka. Daję im.
Gra I Wróble
17.09.2015 – 14:27
Śniło mi się jak jesteśmy z kolegą w piwnicy. Układaliśmy deski. Potem usiedliśmy w ciemnym miejscu i przypominaliśmy sobie grę. Pokazał się ekran i widać było motorek jeżdżący po przeszkodach. Gra nazywała się ElastoMania.
Była lekcja. W klasie na sali siedzieli koledzy i koleżanki z podstawówki, gimnazjum i może także z liceum. Zajęcia prowadził nauczyciel od techniki/informatyki, który uczył klasy z podstawówki i gimnazjum. Siedziałem z tyłu w środkowym rzędzie za koleżanką z pracy. Kolega z prawego rzędu przy ścianie przesiadł się do przodu w środkowym rzędzie. Przesiadłem się na jego wcześniejsze miejsce. Ktoś wrócił z łazienki, uśmiechnięty. Drzwi pozostały otwarte. Też musiałem iść. Nauczyciel nie zabraniał wychodzić w trakcie lekcji. Wszedłem do łazienki, zobaczyłem jednak znaczek na drzwiach informujący o tym, że to damska. Przeszedłem do męskiej. Gdy już miałem sikać, zobaczyłem po prawej stronie kątem oka coś dziwnego co mi się nie zgadzało. Na podłodze chodziły i podskakiwały wróble (później ktoś powiedział jakąś inną nazwę, więc może były to ptaki podobne do wróbli). Nagle jeden zaczął mnie atakować. Złapałem go i odrzuciłem, wracał za każdym razem. Nie udało mi się załatwić, bo musiałem wyjść z łazienki. Wróbel podążył za mną. Chwyciłem go i tak trzymałem. Wracając zauważyłem, że nauczyciel wychodzi, pewnie lekcja się już skończyła. Wszedłem do sali. Byli tam już inni uczniowie, ze starszej klasy. Rzuciłem tego wróbla do dziewczyny z czarnymi włosami. Powiedziałem jej, że jak wyjdę i zamknę drzwi niech go wyrzuciła go za okno. Odpowiedziała, że nie ma nic przeciwko, ale jednak odrzuciła mi go z powrotem. Chyba się , więc nie dogadaliśmy. Znowu się rzucił na mnie z dziobem.
Straszne Pokoje, Wielka Szkoła, Przezroczyste Pantofelki
19.09.2015 – 13:19
Noc, ciemno, atmosfera grozy. Byłem z siostrą w jakimś nieznanym budynku w ciemnym pokoju. Na podłodze porozrzucane różne rzeczy, walizki torby, buty. Czuć było coś takiego, że jak szybko stamtąd nie wyjdziemy, to stanie się coś złego. Wzięliśmy tylko kilka swoich rzeczy, siostra torbę, a ja buty. Kilka razy wychodziliśmy z tego pokoju i przechodziliśmy do podobnego po prawej stronie. Tam też było ciemno i pełno różnych rzeczy na podłodze, także coś zabraliśmy stamtąd. Wróciliśmy do pokoju po lewej stronie. Tam zaczęło robić się strasznie, jakieś zakapturzone postacie, które widziałem, że znajdują się w oddali, jakby dalej niż sięgał pokój, szły w naszą stronę. Wyszliśmy stamtąd, ale za chwilę znowu się tam wróciliśmy, bo czegoś zapomnieliśmy wziąć. Przybiegł jakiś brązowy małpiszon (czyżby yeti?) i uciekł z powrotem. Potem przyszła inna małpa mająca jasne futro. Okazało się, że to duży pokój. Był teraz jasny dzień. Wychodząc z pokoju, ta małpa złapała mnie za nadgarstek i nie chciała puścić. Siostra uciekła w podskokach, powiedziała do mnie jak sobie chcesz. Pomyślałem, że ta małpa jest głupia i kazałem jej biec za tamtym małpiszonem, pobiegła. Poszedłem przez przedpokój, a ona stał już na drugim końcu przy lustrach. Wskazałem jej jeszcze raz kierunek i pobiegła. Udało się w końcu wydostać na zewnątrz.
W następnym śnie, albo i jakiejś kontynuacji poprzedniego, idę sobie (raczej na początku jako obserwator) z kilkoma osobami. To jest pokój wyżej niż ten poprzedni - duży pokój. Wygląda jak pokój dziecka. Naokoło zabawki. Pół cień, pół światło, kolorowo. Były tam na podłodze figurki w kształcie zwierzątek. Jak się jedną podniosło to można tamten pokój niżej było obserwować przez otwór. Jedna większa postać (postacie te były kolorowe) kazała czerwonej gadającej papudze patrzeć przez otwór co się w tym pokoju działo. Przyszedł żołnierz z policjantami. Gdy papuga wychylała się z dziury, złapał ją i chyba zabił lub prawie zabił. Zabrałem mu tą papugę i uciekłem z pokoju. W tym śnie wierzyłem, że mam zdolności uzdrawiające. Za chwilę wróciłem się i położyłem papugę na stole. Dziwne, bo wyglądała teraz jak z dwóch kawałków drewna. Jednak znów ożyła.
Było też coś ze stroną internetową, którą przeglądałem, z kimś się chyba komunikowałem. Ale o co dokładnie chodziło to nie wiem.
Na dworze niedaleko szkoły był festyn. Jakiś mały człowieczek mówił, że nie może pozwolić, aby tamten co wybudował tą wysoką wieże, aż do chmur, wygrał z nim w jakimś tam szkolnym konkursie. Tamten uczeń stał na samej górze tej wieży. Byłem obserwatorem we śnie. Ten mały poleciał na górę wieży i zabrał coś co wyglądało na pluszową magiczną różdżkę. Ta wieża była obwieszona (trochę podobna byłą do karuzeli) różnymi wielkimi pluszowymi zabawkami. Jak zlatywał na dół to ruszał i przekrzywiał każdą, co niby miało uszkodzić wieżę. Sen przechodzi do wnętrza tej szkoły. Na korytarzach tłum, chyba przerwa. Nagle wbiega ten dziwny mały człowieczek. Zabieram mu tą różdżkę, poruszam czymś za pomocą telekinezy. Tamten dziwi się, że tak potrafię i ucieka. Rzucam zabawką, potrafię to robić i bez jakiejś tam bezużytecznej różdżki. Inni się nie dziwią, ponieważ też potrafią podobne rzeczy. Zauważam, że ta szkoła jest ogromna, w wielu miejscach zamiast zwykłych okien są kolorowe witraże. Niektórzy chyba ścigają tamtego ludzika, ale za bardzo tego nie widzę, bo wybiegli na zewnątrz. Przyszła dziewczyna z rudymi włosami. Idę razem z nią i jej kolegami. Weszliśmy do pomieszczenia, które było chyba laboratorium. Tamci siedzą w wannach zanurzeni w jakimś płynie. Ona chyba daje im zastrzyk. Ma to ich prawdopodobnie zrelaksować i dać im siłę. Wychodzą, wydaje mi się, że co od siebie jeszcze odrywają, rurki czy coś. Pytam się dziewczyny po co robią taki dziwne rzeczy. Idziemy na zewnątrz na teren szkoły. Na dachu jednej z wież szkoły coś jest. Mógłbym tam polecieć, ale nagle łapie mnie lęk wysokości (którego zazwyczaj nie mam). Jeden z nich leci na samą górę i przynosi tą rzecz. Daje ją dziewczynie. To są przezroczyste buty. Ona mówi mi, że to są pantofelki zostawione od zimy. Wracamy do szkoły. Idziemy schodami po prawej na dół, tam gdzie powinna być szatnia (trochę to wygląda jak tunel dworca). Nagle z lewej strony, gdzie właśnie idę, sufit robi się niższy, że prawie uderzam się głową. Ktoś się śmieje. Skręcam na prawo. Idziemy ruchomymi schodami na samą górę. Gubię ich. Inne dziewczyny zjeżdżają schodami jak po zjeżdżalni na placu zabaw.
Próbuję także wrócić tymi schodami, ale nie mogę się zmieścić. Idę więc dalej trafiam do sali komputerowej, ale jest tam ina klasa (ta sama co we śnie z wróblami). Żeby tam wejść trzeba było przejść najpierw przez mniejszą salkę. Stało tam dwóch facetów, którzy tam pracowali. Wcześniej jeszcze byłem przy ciemnym wejściu do kina, ale pomyślałem, że tam ich nie będzie. Ktoś pilnował wejścia. Zdziwiłem się, że w szkole jest kino, ale to bardzo duża szkoła to pomyślałem, że może być. Kiedyś co podobnego mi się śniło i tam był nawet wielki basen. Wracam się do schodów. Zwykłymi schodami na szczęście idzie ktoś z "mojej" klasy. Idziemy jednak do kina i tam wszyscy właśnie siedzą. Oglądamy film, w którym ktoś oblewa się wiadrem wody, coś tam o wszach czy innych robalach we włosach.
W innym śnie jestem z jakimś starszym dziadkiem, Japończykiem, w chatce. Ta chata znajduje się bardzo wysoko. Leci balon. Chwytam go. Okazuje się, że to balon, który jest dziewczyną. Niestety ucieka z niej powietrze. Mam ją napompować własnym oddechem. Nie udaje się. Sen się jakby n chwilę urywa. Patrzę prze okienko. Przylatuje zabawkowy samolocik. Okazuje się, że ta balonowa dziewczyna zamieniła się w niego.
Katastrofa, Zadanie
21.09.2015 – 13:00
Grupą poszliśmy, gdzieś chyba na boisko. Skądś zaczęło się sypać, była lawina, zsuwały się wielkie kamienie. Uciekaliśmy przez całą dzielnicę. Później opowiadałem o tym innemu znajomemu, którego tam wtedy nie było. Powiedziałem mu, że z pół góry się osunęło. Na początku trochę mi nie wierzył, ale poszliśmy tam i wiedział już, że to prawda. Wszędzie były zniszczenia.
Czekam z innymi przy drzwiach, aż przyjdzie nauczycielka. Było już po przerwie, ale jeszcze nie przyszła, więc dokańczałem zadanie. Miałem plastikową tabliczkę wielkości A4, na której była płaskorzeźba przedstawiająca rzekę, jezioro i góry. Oparłem ją na ławce. Rzekę i jezioro wypełniałem masłem. Było trochę za dużo to zabrałem trochę i zlizałem z noża. Zastanawiałem się czy się nie rozpuści i schowałem do plecaka. Przyszłą nauczycielka od języka angielskiego (z liceum). Mówiła, że była na spotkaniu, a teraz idzie jeszcze na kawę. Weszliśmy do sali, drzwi zostały otwarte. Była to klasa, podobnie jak w poprzednich snach, złożona z uczniów z podstawówki, gimnazjum i liceum. Mieliśmy rozwiązywać zadanie matematyczne z wiązane z geografią z górami.
Straszne Zdarzenia W Szkole
24.09.2015 – 13:26
To jest chyba korytarz szkolny (znowu coś w szkole, chociaż już od dawna nie chodzę do żadnej szkoły). Ten korytarz przenika się jednak z dużym pokojem w mieszkaniu. Na korytarzu siedzę na ławce przy ścianie. W dużym pokoju jest włączony telewizor. Nagle zauważam, że mam na sobie damskie o ciuchy. Idę do łazienki, aby się przebrać. Nie jest to łazienka w mieszkaniu, ale także nie jest to szkolna. Zdejmuję górę i wracam. Przychodzą jakieś dziewczyny. Okazuje się, że mam jeszcze dół – jasnobrązową spódnicę, zdejmuję ją, pod spodem mam granatowe piżamy. Coś się stało z ustawieniami w telewizorze. Zmieniam je, poprawiam, wygląda to jakby wchodziło się w telegazetę. Tata przełącza na wiadomości. Ustawienia się nie zapisały i jeszcze raz wchodzę do tej telegazety w przezroczystym trybie, że widać jednocześnie program. Wciskam mały przycisk na pilocie i telewizor resetuje się, ekran robi się czarny, pisze coś, że trzeba czekać. Znowu wchodzę w menu ustawień, trochę podobne do menu w jakiejś grze komputerowej z samochodami, elementy menu to części samochodu. Klikam na jeden, chyba na drzwiczki, trochę to wygląda jak gdyby nie znajdowało się to na ekranie telewizora, ale już gdzieś indziej, na zewnątrz. Przenosi mnie do tego co jest pokazywane na ekranie i zaczyna się dalsza część snu.
Wchodzimy we trzech do budynku, prawdopodobnie szkoły. Jeszcze przez chwilę widzę ekran jakby nagrywania kamerą, ale zaraz się rozpływa. Ze mną jest znajomy, który jest młodszy ode mnie, wraz z jakimś jego kolegą, młodszym od niego. Schodzimy schodami w dół, do podziemi.
Wiemy, że tam nie powinniśmy się znajdować, ponieważ kiedyś obcy tam zaciągali ludzi i coś złego z nimi robili. Spoglądam na drzwi, obok których przechodzimy, na ich zamek, coś tam pamiętam, że trzeba naprawić. Cofamy i idziemy w stronę małych schodków, miały one może trzy albo pięć stopni. Tamten młodszy kolega znajomego już się ulotnił. Pod ścianami stoją różne figurki rzeczywistej wielkości, przedstawiające obcych. Byli trochę podobni do zwierzoludzi z anime "Shinsekai Yori", niektóre miały sztylety. My wchodzimy po tych schodkach. Są tam dwa zamknięte wejścia, po lewej i po prawej stronie. Nagle słychać, że ktoś lub coś puka za drzwiami w dziwny, strasznie niepokojący sposób. Później się dowiem, że tam była krypta, czy grobowiec.
Myślimy, że to może ci księża, którzy tam mieszkają. Mówię, że to raczej u góry hałasuje. Jednak idziemy stamtąd, żeby nas nikt nie zobaczył, gdyby przez przypadek przechodził przez te drzwi. Idziemy schodami na górę. Gasną wszystkie światła i robi się ciemno, co najwyżej trochę światła dociera przez okna, a i to już mało, bo robi się powoli wieczór, może jeszcze awaryjne czerwone się palą. Wszędzie słychać taki dziwny dźwięk, coś jak umbum UMBUM umbum UUUUUUUUUUU
umbum umbum UMBUM UUUUUUUUUUU… i tak przez cały czas. Wszyscy chyba uciekli z tej szkoły, albo po prostu mają lekcje. Idziemy przez korytarz, jest bardzo strasznie, na końcu stoi starucha z wielkim nożem, wiemy, że choć stara to jest bardzo szybka i nie uda się nam przejść.
Patrzymy na drugą stronę i na inny korytarz, tam też stoi podobna istota, trochę przypomina to "Silent Hill". Może te figurki nie były martwe. Wchodzimy schodami wyżej. Przed nami schodami zbliża się zombie, zawracamy, jest już na dole, krzyczę do kolegi, że jest za nim, pewnie zeskoczył jakoś ze schodów lub jest to inny zombi. Idziemy do dalszych schodów, prowadzących na najwyższe piętro. Gdy wchodzę na schody, budzę się. Jeszcze przez chwilę po obudzeniu się nam stracha.
Mam nastawić budzik na trochę później, na dziewiątą, nastawiam, przychodzi ciocia, muszę już wstawać, okazało się, że to był sen.
Stoję w kuchni. Wygrałem 5 milionów złotych w dużym lotku. W kuchni jest ze mną dziewczyna, która ma niby wypłacić wygraną. Idziemy do mojego pokoju, na łóżko i się kochamy. Myślę, że może się z nią podzielę.
Zbliża się wieczór. Jestem przy dalszym bloku, obok którego, znajduje się ogrodzone boisko do koszykówki, są tam dzieci. Zbieram butelki walające się na trawniku. Tam są ludzie, którym niby nie przeszkadzają śmieci przed blokiem. Rzucam butelki przed drzwi bloku i uciekam śmiejąc się. Tak biegnę między blokami, zauważam coś dziwnego w oddali. Na drzewach w lesie jest wielki biały napis, nie zapamiętuję tekstu. Jakichś dwóch mężczyzn, którzy dopiero co wysiedli z samochodu, stoi tam i na coś czeka. Mówię do niego, niech spojrzy tam i zobaczy co to za dziwny napis. Idziemy w stronę lasu, po prawej stronie także widzę ruszający się napis. Gdy dochodzę do tego wielkiego napisu las znika. Robi się zamiast nocy, dzień. Okazuje się, że to były wielkie szare promy-budynki płynące po rzece w prawą stronę. Jest tam niedaleko restauracja. Niby przed czymś uciekam, lecę w chmury, rozstawiam ręce na boki, kręcę się wokół własnej osi, spadam poprzez chmury, ląduję jednak w to samo miejsce. Wychodzi kelnerka, chcę ją objąć, ale zmienia się w kelnera i rezygnuję.
W następnym śnie przychodzi do domu jakiś zbój ze swoimi ludźmi. Chcę kogoś zabić, pytam się po co. Mówię mu, że byłem tam w podziemiach. Ten się dziwi, mówi, że przecież jest tam grobowiec. Idziemy razem do tej strasznej szkoły. Budzę się.
Zniszczony Budynek, Wielki Wilczur
25.09.2015 – 13:17
Idę wewnątrz nieznanego mi budynku, wszędzie gruz. Trochę wygląda to jak gra komputerowa. Były tam stwory, które atakowały, ale poruszały się bardzo powoli, więc byłem spokojny. Trafiłem do jedynego pomieszczenia w tym budynku, które nie zostało zniszczone. Było tam wiele osób, widziałem tam przejście na zewnątrz, gdzie świeciło słońce. W tej sali głosowali za czymś, też zagłosowałem nawet dwoma rękoma, bo to było podwójne głosowanie, coś związane z jedzeniem, podszedłem do półek i powiedziałem, że jeszcze sobie dołożę. Za drzwi wyszła moja siostra, bo tam także była z jakiegoś powodu. Zawołałem, aby jak najszybciej weszła i zamknęła drzwi, bo ten potwór komputerowy podobny do wielkiego psa się zbliża. Weszła i zamknęła drzwi. Słychać było dobijanie się stwora do drzwi. Podłoga zaczęła się przekręcać, podniosła się prawie o 90 stopni, ale o dziwo nikt nie zaczął spadać. Wyszedłem na zewnątrz tymi drugimi drzwiami.
W dalszej części snu siedzę sobie na ławce przed uliczką. Z mojej lewej siedzi jakiś gruby, czy duży facet. Opierał się o ławkę prawą ręką, tak że stykał się ze mną i mnie uwierało. Dziwiłem się, że w tym filmie można rozglądać się w lewą i prawą stronę tak jakby było to nagrane w 360 stopniach i interaktywne. Zauważyłem, że przy stole na środku uliczki siedzą jakieś dziewczyny. Jedną znam, druga to blondynka, aktorka grająca postać w serialu "Heroes". Już nie mogłem wytrzymać i wstałem z tej ławki, nie wiem nawet po co tam siedziałem. Widziałem, że wstały, szliśmy poprzez sklepy, obraz na chwilę się zamazał. Sen przeskakuje, stoję, gdzieś przy ścianie, czekam, robi się ciemno. Przychodzą te dziewczyny i idziemy ścieżkami pomiędzy drzewami i płotami. Byli tam policjanci czy jacy tacy podobni, może wojskowi. Kazały mi sprawdzić czy jest coś nie tak. Odpowiedziałem im, że nie mam super mocy tak jak one, to niech one sobie sprawdzają i wtedy ten niby policjant w białym ubraniu wstał z trawy i coś tam do nas krzyczał. Poszliśmy w jego stronę. Nagle przybiegł wielki czarny wilczur, chyba jego. Chciał mnie ugryźć, ale nie wiadomo skąd miałem w ręku torbę żwirku dla kotów i się nią zasłaniałem.
Małe Wysepki, Przejście Pomiędzy Półkami
26.09.2015 – 12:01
Znajdowałem się, gdzieś bardzo wysoko, w chmurach. Na około znajdowało się pełno małych wysepek, które wyglądały jak kawałki podłogi. Na jednej było miejsca co najwyżej dla dwóch osób. Wszystko było niestabilne, trzeba było uważać, aby nie spaść z chyboczącej się wysepki. Mówiłem tym ludziom, co tam mieszkali, że przez kłótnie i wojny tworzą się podziały tych wysepek i niedługo nawet jedna osoba się nie zmieści na pojedynczej wysepce. Później przemawiały przeze mnie, do tych ludzi, istoty z wyższego wymiaru - Kasjopejanie, mówiła poprzez mnie istota o kobiecym głosie, prawdopodobnie po japońsku.
Stałem przed otwartą szafeczką z półkami, między tymi półkami było przejście. Była tam właśnie dziewczyna, zaklinowała się i nie mogła przejść, trochę jak Alicja w krainie czarów. Jakoś udało mi się jej pomóc i wyszła stamtąd. Coś tam potem jej tłumaczyłem o tym, że coś podobne do zlew, leżące na tej szafce powinno leżeć tak, a nie inaczej, pokazałem jej jak, ale zostawiłem tak jak było do tej pory.
Znowu w klasie. Nie miałem odrobionych lekcji. Nauczycielka od polskiego pomagała mi w robieniu ćwiczeń z języka angielskiego.
Dwie Grupy
30.09.2015 – 17:32
Był dzień. Wędrowałem z jakąś napotkaną dziewczyną i jej znajomym, chociaż tego znajomego chyba wcale tam nie było, pewnie go sobie tylko wyobrażałem. Weszliśmy, do któregoś z bloków, nie był to ten, w którym mieszkam, do mieszkania numer jeden, drzwi były zostawione otwarte i nikogo nie było w środku. Nie wiem dlaczego weszliśmy do nie naszego mieszkania, czy przed kimś się ukrywaliśmy? W pokoju o czymś rozmawialiśmy. Po chwili usłyszeliśmy hałas, ktoś wchodził właśnie przez drzwi. Było ich chyba trzech. Oni także tutaj nie mieszkali, coś zabrali ze sobą i wyszli, jeden z nich się na nas spojrzał. Trochę poczekaliśmy i wtedy też wyszliśmy stamtąd. Pamiętam, że w moim pokoju była druga szafka z książkami, obok drzwi. Widziałem kilka nowych grubych książek (niby dostałem je na urodziny) z ciekawymi okładkami, pomyślałem, że będę miał co czytać. W dalszej części snu widać rzekę ludzi, podzieloną na dwie grupy, noc. Idę z jedną z tych grup, tej z tyłu. Obie te grupy mają swoje, odrębne ideologie, głosują na co innego. W tamtej z przodu widziałem, że trzymają napisy z trzema postulatami, zapamiętałem jeden z nich, chcieli obalić edukację. Chyba ktoś z tamtej drugiej grupy dał mi takie same kolorowe okrągłe "lizaki" z napisami, bo teraz ja także je trzymałem. Idąc z dworu, weszliśmy do wielkiego sklepu. Idąc, zauważyłem jakieś bardzo drogie obudowy do komputerów, pokazałem je komuś. Doszliśmy do klatki schodowej, gdzie była winda. Mieliśmy po kilka osób do niej wchodzić. Chyba wszedłem razem z tą dziewczyną i częścią tej drugiej grupy. Okazało się, że w windzie jest przejście na zewnątrz. Wszyscy zaczęli wychodzić na dzienne światło. I się wtedy obudziłem.
Zabójczyni
01.10.2015 – 12:53
W pierwszej części snu, której niestety nie pamiętam zbyt dobrze (drugiej części w sumie także nie zapamiętałem w całości
, uciekam przed jakimiś złymi ludźmi, chyba nawet wampirami. Nie wiem czy uciekam sam czy jestem razem z kimś jeszcze. Uciekam ulicami miasta, wydaje mi się, że padał deszcz. Zatrzymuję się przed przystankiem autobusowym i czekam.
Teraz jestem, gdzieś w podziemiach jakby szkolnego budynku, ale połączonego z jakimiś sklepami i mieszkaniami. Mało światła , półcień. Wyżej, po lewej stronie jest sala, w której siedzą uczniowie. Widzę ich, ponieważ z tej strony są także okna. Jest tam jedna dziewczyna, siedząca z przodu, ubrana chyba na pomarańczowo, nie widzę jej twarzy. Z tyłu siedzi inna, która przebrała się jak tamta i udaje ją, bo chce aby wszyscy myśleli, że ona jest tamtą dziewczyną, chce być z jakiegoś powodu w tamtej klasie. Uśmiecha się do mnie. Tam, gdzie stoję jest naokoło kilka drzwi, przy których stoi kilka osób. Chowają się, bo przychodzi dziwna dziewczyna (inna niż tamte dwie), chce nas pozabijać. Krąży wokoło przy drzwiach, zastanawiając się kogo najpierw by zabić. Wychodzi na to, że jej pierwszym celem stałem się ja. Wszyscy wychodzą, ja uciekam przez drzwi prowadzące na zewnątrz. Jest dzień, trafiłem na łąkę z wysoką trawą. Tamta się zbliża. Nie mogę biec, mogę tylko szybko iść, i to nie przodem. Twarzą zwrócony do niej, cofam się. Ona co chwilę rzuca czymś w moją stronę, ale się uchylam i nie trafia. Wiem już, że to jest zatruta strzałka. Po którymś razie, gdy ona rzuca udaje mi się złapać tą strzałkę i natychmiastowo odrzucam w jej stronę, trafiam, a ta pada prawie martwa. Rzuca jeszcze raz, ale nie trafia, wtedy już rzeczywiście umiera. Wszyscy wychodzą na górę zobaczyć czy mi się udało. Potem idę dalej, okazuje się, że to działo się na wysokim pagórku. Widzę siebie w zaokrąglonym szklanym pojeździe latającym. Dalej jest strażnik pilnujący zjeżdżalni. Rzucam jakimiś rzeczami w niego, wpada na zjeżdżalnię, zmienia się w kartę telefoniczną, która zjeżdża na sam dół. Też zjeżdżam na tej zjeżdżalni. Gdy znajduję się na dole, zbieram jakieś swoje rzeczy. Karty telefonicznej nie ma, ktoś ją zabrał, został tylko odciśnięty ślad w ziemi. Przenoszę się do swojego łóżka.
Jakiś gościu siedzi po prawej stronie obok łóżka. Prawdopodobnie jest w moim wieku, ubrany cały na czarno, nie widzę jego twarzy. Coś tam gada, ale o czym to nie wiem. Pytam się, gdzie jest karta telefoniczna. Tamten zachowuje się raczej agresywnie i wciąż o czymś gada. W pewnej chwili widzę, że ma założone moje krótkie spodenki i inne ubranie, potem znowu jest ubrany cały na czarno. Ciągle coś do mnie mówi, kręcąc się na podłodze. Krzyczę do niego, aby oddał kartę telefoniczną (nie wiem o co mi chodzi, bo nie jest mi potrzebna żadna karta telefoniczna). Zamachuję się ręką na niego i wtedy znika, a ja się budzę.
Pająk, Kamyk I Chmurki
02.10.2015 – 12:35
Był ciepły letni dzień. Poszliśmy na plażę. Weszliśmy do wody, gdzieś w zacisznym miejscu, niedaleko drzew. Odbijaliśmy i podawaliśmy sobie piłkę. Nagle coś tam się stało, jeden z naszej grupy zamienił się w dużego czarnego pająka. Udawaliśmy, że nic się takiego nie stało. Potem ten pająk zmalał. Miał przeskakiwać raz z jednej osoby na następną, trochę tak jakbyśmy mieli mu służyć, bo był naszym przyjacielem. Sen przeszedł do mieszkania. Ten pająk zrobił sobie pajęczynę na przedpokoju, tamci się na to tylko patrzyli. Zbliżył się do mnie i wskoczył na mnie. Pobiegłem szybko do łazienki i oglądałem się w lustrze. Szedł mi po szyi w górę, to była chyba czarna wdowa.
W końcu ugryzł mnie i zleciał martwy do zlewu. Nie wiem czy jad doszedł do krwi. W kuchni szukałem witamin, robiąc sobie przy okazji kanapki. Było tam dużo nieznajomych ludzi. Nic mi się w końcu nie stało od tego ugryzienia. W domu okazało się, że był oszust, który coś nam ukradł i teraz ucieka. Moja mama (chociaż może to była jakaś inna kobieta, nieznajoma bardziej) pobiegła go złapać, też wybiegłem z domu. Był tam akurat policjant, Japończyk, zawołaliśmy, aby łapał tego z niebieską torbą. Złapał go i zabrał mu tą torbę. W torbie były jakieś mniejsze torebki chyba z jedzeniem, które miały ukrywać to co było na dnie, czyli ciężki zwój liny. Zdziwiłem się, że w ogóle mieliśmy taką linę.
Z przodu po lewej stronie ktoś powoli biegnie. Też biegnę razem z nim. Skręcamy w lewo, pomiędzy bloki. Jest tam ścieżka z kamyków zalana wodą, chyba tam płynął strumyk. Chcę się zanurzyć w tej wodzie, albo chociaż położyć na powierzchni. Nie udaje mi się, zawisam nisko w powietrzu i się zatrzymuję. Zaczyna się betonowy chodnik, podnoszę się i idę. Idę za blok w prawą stronę. Jest tam blisko las i obwodnica. Znalazłem jakiś dziwny kamyk. Myślę, że to jakaś istota, mówię do tego "zabierz mnie do twojego świata". Nigdzie się nie przenoszę, ale zaczynam się unosić w powietrzu, trzymając się tego kamyka. Pojawiają się małe chmurki stopnie. Wchodzę po nich coraz wyżej, ale nie dochodzę do żadnego miejsca, budzę się.
Zombi Na Placu Zabaw, Chochliki
03.10.2015 – 13:51
Słoneczny dzień, patrzę się z balkonu (parter) na plac zabaw. Jacyś dziwni ludzie się tam kręcą. Nagle dotarło do mnie, że są to zombi! Jeden z nich chodzi w piaskownicy. Zauważają mnie i idą w moją stronę. Mam w ręku coś podłużnego, kijek czy coś podobnego. Trzymam się tego i lecę. Jednak kobieta-zombi dosięga mnie ręką. Okazuje się, że wleciałem do mieszkania i unoszę się niezbyt wysoko, bo przy suficie. Zeskakuję na podłogę, biegnę tyłem w stronę łazienki. Ta kobieta zombi ma dosyć dużą świadomość jak na zombi, może jest wampirzycą. Rzuca we mnie nożem, trafia w pierś. Czuję ból i wyciągam nóż, nic się mi nie stało, ponieważ ostrze wbiło się powierzchownie i zatrzymało na kości. Udaje mi się tą zombi chwycić tak, aby mnie nie ugryzła, zaciągam ją do balkonu i wyrzucam na zewnątrz.
Najpierw przeglądałem jakieś książki, miały chyba obrazki, ilustracje. Przeniosło mnie, gdzie indziej. Stałem, na którymś z wyższych pięter bloku. Patrzyłem się przez okno klatki schodowej, widok był na ulicę. Z daszku poniżej zeskakiwały jakieś małe ludziki, krasnoludki. Skakały w dół na lampy. Na lampach siedziały żółwie, a na jednym z nich stał mały ludzik podobny do jaszczura. Sen przeniósł się do mojego pokoju. Leżałem na łóżku. Po mojej prawej stronie był ten szary jaszczurowaty chochlik. Walczyłem z nim jedną ręką, chciałem go złapać i zrzucić z łóżka. Ugryzł mnie. Ugryzienie czułem jakby było kocie. W końcu obudziłem się. Pewnie znowu to byłą moja szara bluza, którą widziałem kątem oka, zamieniona w stworka podczas paraliżu przysennego.
Pająki Z Jeziora
05.10.2015 – 13:28
Stoję nad brzegiem jeziora, niedaleko mnie idzie jakiś mężczyzna. Z jeziora wyłania się piękna kobieta, ubrana w jasną suknię, idzie na sam środek jeziora. Tamten idzie za nią, i ja także. Gdy się zatrzymujemy na środku wody, tamten facet chce ją pocałować. Zapragnąłem też ją pocałować. Żadnemu z nas się nie udaje, bo ta kobieta tak jakoś dziwnie nas wymija i nie możemy na nią natrafić. Robi się zbliżenie na kobietę. Z wody wyłazi czarny pająk. Skacze na nią i idzie po jej szyi, wgryza się i tak zostaje. Wiem, że ten pająk jest pasożytem, który ją kontroluje. Szybko idę w stronę brzegu, myśląc, że pewnie w jeziorze jest dużo więcej takich pająków. Wychodząc z wody, zauważam, że na skarpetach między palcami siedzi pełno zwiniętych pająków. Zdejmuję skarpety, zrzucając jednocześnie pająki. Rozprostowują się i rozbiegają naokoło po trawie. Chcę je wszystkie porozgniatać, ale uciekają. Jest tam kotka. Zabieram ją do środka domku, ponieważ ją też mogłyby pogryźć. Za nami przylazł jeden pająk. Znaleźliśmy się w sypialni obok łazienki. Kotka kręci się wokoło, polując na pająka. Prawie udało mi się go rozgnieść, ale w ostatniej chwili uciekł. Gdzieś się schował.
Świat Podziemny
16.10.2015 – 09:03
Wydaje się mi, że jestem w kuchni, ale jest to raczej inne mieszkanie, może nawet połączenie dwóch rożnych. Wchodzę do jednego małego pomieszczenia jest tam wiele różnych rzeczy, jasno. Niby to jest ubikacja i jest tam moja mama, która jak wchodzę zasłania się kocykiem czy jakąś inną wiszącą zasłonką, ale nie wygląda to pomieszczenie na ubikację, a mamy w ogóle tam nie widzę. Przechodzę do pomieszczenia obok, także małego, trochę jest ciemniej. Są tam szare obdrapane ściany, jak w piwnicy. Na środku są dwa stosy, jeden to puste plastikowe pudełka po płytach, drugi po kasetach. Na ścianie są różne napisy, rzuca mi się Heapearion (trochę przekręcone, powinno być Hyperion) i włącza mi się senna, nie prawdziwa pamięć. W tej pamięci ten pokoik nie jest szary i zrujnowany, jest tam kuzynka cioteczna, która mówi, mam takie bynajmniej wrażenie, "a przecież tak", niby związane z tymi pudełkami lub tytułem książki. Na chwilę jakby z tej niby pamięci przechodzę w sen, który dzieje się właśnie w tym czasie, który był pokazany we wspomnieniu, ale nie pamiętam dalszej części snu-pamięci. Wracam i wychodzę z tego pomieszczenia. Możliwe, że ten pokój był po jakiejś katastrofie z przyszłości.
W dalszej części snu wychodzę na balkon. Chociaż tak na prawdę wychodzę drzwiami od razu na trawę, ale i tak tego nie rozpoznaję. Dwie kotki też wyszły. Nie chcę żeby, gdzieś uciekły i staram się je zawrócić do domu, ale myślę, że zatrzymają się przed płotkiem balkonu. Oczywiście żadnego płotku nie było, bo nie był to balkon, tylko trawnik, a granica między tym nieprawdziwym balkonem a resztą obszaru sennego istniała tylko w mojej sennej wyobraźni. Kotki wyszły dalej. Jedna w piachu zrobiła kupę, a druga obok niej siku i pobiegła dalej w prawą stronę. Zatrzymała się w krzakach przy klatce bloku na przeciwko balkonu i też robiła kupę. Teraz jak zobaczyłem to się okazało, że wszedłem z innego mieszkania, tego przy piaskownicy, a ta klatka schodowa znajduje się przed prawdziwym moim balkonem. Zauważyłem, że kotka syczy i macha na inne zwierzę o podobnej do niej wielkości, nie był to kot tylko jakieś dzikie zwierze. Pogoniłem je i uciekło dalej chodnikiem w stronę schodków. Kotka znajdowała się w jakichś kłujących chwastach. Chwilę się zawahałem, bo czułem pajęczynę, która była nie widoczna, i zacząłem wyrywać osty i inne roślinki. Poczułem jak kolec zahaczył mi o skórę. Wokół mnie było kilka kolegów i koleżanek z podwórka, nadal dzieci jakby nie rośli. Jeden znajomy mówił, że tam leżą te nieprawdziwe zapachowe dolary. Nie było tam banknotów, ale kilka białych kwiatków. Wyrywając je wyciągałem kawałki drewna.
Dałem komuś kawałek, bo to było dziwne, chociaż taki mały kawałek, a był bardzo ciężki, ważył może kilka kilogramów. Wyciągnąłem jeszcze kilka. Pozostał jeszcze duży pniak, z wysiłkiem, ale udało się go mi wyciągnąć (w rzeczywistości taki pniak jest na trawniku przed balkonem). Po tym jak go wyciągnąłem naszym oczom ukazało się przejście wgłąb, takie jakby kamienne schody. Na środku schodka leżało sobie dwa zł. Znajomy zażartował, że dawaj te dwa złote, a ja powiedziałem, że nie, bo siedem złotych, ponieważ leżało tam na dole jeszcze pięć złotych, i schowałem monety do lewej kieszeni spodni. Świeciło słońce tak jakby to był wieczór, miałem niby odkurzyć mieszkanie, więc powiedziałem koledze, że może wrócimy tu o szesnastej, a na razie przykryliśmy dziurę tym korzeniem. Znowu kierowałem się do innego mieszkania, ale i tak mimo to trafiłem do swojego.
Był jasny dzień, chociaż wiedziałem, że to już ciemna noc. Mama stała przed moim pokojem, coś tam do mnie mówiła uśmiechając się. Powiedziałem żeby na chwilę przestała o tym mówić, ale jak to bywa z postaciami ze snu nie mogłem się dogadać jakby coś niewidzialnego odgradzało nasze głosy. W końcu udało mi się, opowiedziałem jak to kotki jedna obok drugiej się załatwiły na piachu i się śmialiśmy.
Potem znowu wróciłem do tej dziury, podobna była trochę do studni. Znajomy już na mnie czekał. Zeszliśmy na dół, ale się, jakoś tak jakby rozeszliśmy myślami. Miałem pamięć wizję jak to inni tam biegali po tych podziemiach i natykali się na potwory. Wiedziałem dzięki temu, które miejsca omijać. Biegłem przed siebie. To było podziemne miasto, a nawet i cały podziemny świat. Było ich chyba trzech, jedna kobieta, zauważyli mnie Lecieli w jakiejś maszynie. Jeden z nich już wylądował. Był to chyba zarządca tego świata czy miasta. Dotarłem na plażę. Niby to były podziemia, ale jednak świeciło słońce, było ciepło. Zatrzymałem się i przewróciłem na piasek odgrodzony i jakoś specjalnie nazywany przez tamtego. Leżąc tak w ciepłym przyjemnym piasku, myślałem, że pewnie będę cały w piachu. Wstałem i okazało się, że ten wydzielony pasek na plaży to specjalny piasek, który nie wchodzie między obrania i do butów. Przybiegł znajomy, zapytałem się go czy pozostali też przyszli, ale nie odpowiedział. Rozmawiał z tym mężczyzną, że niby tam przyszedł po to, aby usunąć ząb jedynkę. Pokazał się widok mojej siostry, i że też miała tylko połówkę zęba, chociaż w rzeczywistości ma wszystkie zęby. Na tym sen się zakończył.
Fale Energii
17.10.2015 – 16:06
Pamiętam wsadzanie choinki do ziemi przed moim oknem.
Z poprzednich snów to pojawiło się dużo ludzi, gdzieś na parkingu czy w takim podobnym miejscu. Byli zamknięci pod niewidzialnymi kopułami. Podniesiono jedną i drugą większą kopułę. Przyszło więcej ludzi, w tym kilku ciemnoskórych. Byli to prawdopodobnie migranci. Mogli iść przez otwarty chodnik. Dwoje z nich, mężczyzna i kobieta skręcili w prawą stronę, w stronę, gdzie nikt inny nie poszedł.
Znalazłem kilka książek. W jednej z nich wszystkie strony były nie po kolei. Starałem się tak poprzekładać je, aby ułożyć w kolejności. Niestety było to trudne zadanie, strony się powtarzały, były ponoć z innych książek tego samego autora, które pojawiały się w miesięcznikach. Znalazłem się na tyle autobusu. Popatrzyłem chwilę przez szybę. Po środku wystawało coś czerwonego, jakaś przedziałka czy coś. Miałem w ręku starą grubą książkę, nie wiem czy to była ta sama. Uderzyłem kilkakrotnie grzbietem książki chyba o siedzenie. Spomiędzy kartek wyleciało pełno kurzu, brudu i wylazły robale.
Z dzisiejszych snów to pamiętam od tego jak byłem obserwatorem. Stałem na ścieżce czy chodniku. Przylazł taki Harry Potter-zombi. Miał z tyłu pleców skrzydełka. Pytał kogoś o to jak tamtędy przejść, ponieważ górą było o wiele szybciej niżby miał schodzić na sam dół i iść okrężną drogą. Wszedł do wieży przez okienny otwór i poleciał do góry.
Pamiętam też coś o jeździe autobusem i wysiadaniu z niego, ale pamięć tego snu jest mętna nie wiem o co tam chodziło.
Jestem w szkolnym długim korytarzu, na samym dole. Jest słabo oświetlony, półmroczny, ale wszystko doskonale widać. Chodzi tam dużo osób, raczej uczniów. Panuje atmosfera podniecenia, wszyscy się z czegoś cieszą. Nagle odkrywam, że potrafię się unosić w powietrzu. Na stojąco, nisko przy podłodze na plecach lub na brzuchu mogę się unosić. Inni też mają różnego rodzaju moce. Po chwili znowu jest wszystko jak przedtem, nie mogę się unosić w powietrzu, ani używać telekinezy, inni także nie mogą. Po chwili znowu "przypływa" ta energia. Pojawia się moja siostra, przyszła z koleżankami. Na środku korytarza otwierają się przezroczyste szklane drzwi, siostra idzie przechodzi na drugą stronę. Jedna z jej koleżanek ciągnie mnie za rękaw i, gdzieś prowadzi. Pokazuję jej jak latam, ale po chwili znowu energia zanika. Ta energia przychodzi jakby falami, ale każda jest większa i trwa dłużej. We wnęce siedzi dwóch chłopaków. Do siadam się do nich. Przychodzi znowu fala energii. Okazuje się, że oprócz super mocy daje ona także superinteligencję. W tym momencie wynajdują oni technologie baterii elektrycznych, które by działały na jednym ładowaniu może i z kilka miesięcy. Proponuję im, że niech zbudują takie kwantowe baterię, które byłyby niewyczerpalne, ale nad nami stoi jakiś robot, który nas pogania i fala energii kończy się. Na szczęście udało im się dużo tych baterii narobić i wystarczą na długo. Potem przychodzi ciotka, mówi mi żebym lepiej znalazł jakąś normalną pracę, bo co będzie jak ta energia przestanie się pojawiać. Pomyślałem, że może rzeczywiście nie powinienem na niej tylko polegać. Chłopacy mówią, że dostaliśmy od kogoś, chyba od Unii Europejskiej 10000zł dotacji na nasz projekt, cieszymy się. Przypływa znowu następna fala energii, tym razem na bardzo długo. Przeklikuje mnie do innej sceny we śnie. Wychodzę z klasy na korytarz znajdujący się wyżej. Pusto, nikogo tam nie ma. Czuć teraz niepokój, strach. Przy schodach stoją bardzo agresywne, niebezpieczne psy. Szczekają na mnie, wiem, że one pilnują schodów. Idę na drugi koniec korytarza do drugich schodów. Tam też pilnują psy, tyle, że na są na łańcuchu, ale nic to nie daje, bo łańcuch jest długi. Próbuję zeskoczyć między schodami na dół, tam też czeka groźny czarny pies. Szybko wznoszę się z powrotem i ten z góry chyba mnie dosięga i chwyta za nogawkę. Unoszą się wyżej przy ścianie aż po sufit. Wilczur skacze, warczy, szczeka na mnie, ale nie dosięga mnie. Idę korytarzem znowu w drygą stronę. Robi się surrealistycznie. Stoję na półce czy jakimś wysokim kamiennym stopniu przy ścianie, trochę jak w jaskini. Przychodzą jakieś psowate istoty, rozumiem, że oni są z przyszłości, albo innego wymiaru. Jeden z nich tłumaczy jak rozwiązali problem agresji ich gatunku. Pokazuje się widok, jakby odtwarzał się filmik, jak mały chłopczyk ludzkopsi znajduje lecący w kierunku niego zielony balonik w kształcie serca. Coś tam dzieje się więcej i kończy się scena. Wszystko powraca do normy, tamci pomagają mi zejść schodami, a może po prostu zabierają tamte stróżujące psy. Schodząc tak schodami spotykam kolegę T. z podstawówki. Jest on razem z kilkoma młodszymi dziećmi. On i te dzieci niosą różnokolorowe balony, zauważam zwłaszcza te zielone w kształcie serca. Balonów jest tak dużo i gęsto, że zajmują cały korytarz od podłogo do sufitu. Czuć znowu radość. Mówię idźmy do przedszkolaków. Idziemy i jak jesteśmy w następnym korytarzem wychodzą setki uczniów. Strasznie ciężko się idzie. Przy końcu korytarza z lewej jest wąskie przejście prowadzące do szatni i sal gimnastycznych, a po prawej stronie dalsza część korytarza. Myślę, że nie uda mi się i będę musiał wejść przez drzwi razem ze wszystkimi. Na szczęście udaje mi się wyskoczyć i przebiec po ścianie w prawą stronę. Tam idą te dzieci pustym korytarzem. Prowadzi je ktoś podobny do postaci z jakiegoś anime. Ktoś inny zostawia dziewczynkę w jakimś wielkim worku, chyba na śmieci albo na gruz, lub może jakieś szkolne rzeczy. Zabieram dziewczynkę ze sobą. Chwytam ją, i jako że panuje inna grawitacja niż zwykle, tamta kręci się chwile w powietrzu, i wtedy sadzam ją na plecy "na barana". Idziemy razem za pozostałą grupą. Tamten z przodu nuci jakąś piosenkę coś jak "taka mała (albo niemała?) rzecz, a połączyła się…" Innym wzrokiem widzę jakby w przybliżeniu, jak tamta dziewczynka, którą on prowadzi ma takie niewidzialne normalnie macki energetyczne wystające jak warkocze z głowy i pleców. Ma ich 7. Dziewczynka, którą ja niosę, ma ich aż 21. Widzę jak tamten przechodzi z tamtą dziewczynką i innymi dziećmi prze drzwi na końcu korytarza i przez następne wewnątrz sali. Też wchodzę i dziewczynka, którą niosłem schodzi ze mnie. Sen się kończy. Nie kończy się dlatego, że coś mnie obudziło, kończy się, ponieważ jest to po prostu koniec tego snu.
Skakanie Do Wody
20.10.2015 – 12:04
Lato, gorący słoneczny dzień. Wskakujemy z wysokości do ciepłej, przyjemnej wody i płyniemy pod wodą, po czym się wynurzamy. Po jakimś czasie statek opływa wyspę i zatrzymujemy się w podobnym miejscu. Tam też wskakujemy do wody i pływamy. Nie wiem czy rzeczywiście to była wyspa, była mowa o tym, że to rosyjskie ziemie.
Komputery, Autobus, Pająk
13.11.2015 – 12:46
Są jakieś zajęcia w sali z komputerami. Siedzę przy ławce na środku sali, wokół mnie biurka z komputerami. Jedna z osób ma taki malutki komputerek, pewnie tablet. Czekam, aż dostanę miejsce i swój komputer.
Czekam na autobus. Przyjeżdża, ale to nie mój, wsiadają do niego ludzie. Przyjeżdża mój i wchodzę do środka. Nie siadam nigdzie, stoję do następnego przystanka. Wsiadają te same osoby co do poprzedniego autobusu, kobieta i dwie dziewczynki. Przechodzę na tył autobusu, w końcu nie siadam nigdzie, bo zostały zajęte już ostatnie wolne siedzenia. Dziewczynki mówią coś po japońsku. Gdy dojeżdżam do celu, wysiadam. Nie wiem co to za miejsce. Idę dalej zobaczyć co tam jest. Przeskakuję przez przepaść, ledwie udaje mi się przeskoczyć. Okazuje się, że jest to Wielki Mur Chiński. Jest mocno podniszczony. Chodzą tam turyści. Chcę szybko biec, ale poruszam moimi rzeczywistymi ramionami i rękami w łóżku, przez co się budzę.
Jestem w kuchni, jest tam moja mama i siostra. Nagle zauważam, że coś jest nie tak z rośliną, która została postawiona na stole. To duży pająk się wspina po doniczce. Chcę go złapać, ale gdzieś znika, zrobił pajęczynę i zsuwa się z sufitu. Cofam się, aby go widzieć, spada na podłogę i znowu go nie ma. Czuję jednak coś pod nogawką. Idzie mi po nodze do góry. Budzę się.
Widok Z Okna
16.11.2015 – 15:27
Patrzę przez okno, jest jasno, pada deszcz. Pomiędzy kroplami spadają szklane kulki. Widzę na niebie dużo różnych planet, albo księżyców.
03.09.2015 – 13:26
Byłem w jakimś nieznanym mi domu. Było ciemno, chyba noc. Nie wiem jak tam się znalazłem. Była ze mną mama. Wiedziałem, że było tam jakieś zagrożenie. Szybko stamtąd uciekliśmy. Szliśmy chodnikiem wzdłuż ulicy, gdzieś na mieście. Nie wiem czy to była noc czy dzień. Czuć było atmosferę niebezpieczeństwa. Po jakimś czasie, zamiast mamy, szła ze mną jakaś inna dziewczyna. Chyba nawet niosłem ją przez jakiś czas na rękach. Po dłuższym czasie doszliśmy do jakiegoś dużego budynku. Po prawej stronie na dole siedziała recepcjonistka. Poszliśmy na górę, było to dosyć wysoko. Wystawał tam koniec wielkiej ciemnej rury, jakby czarnej studni do zsypywania różnych rzeczy. Bałem żeby ona tam nie wpadła. Pojawiał się w tej rurze co jakiś czas mały ludzik, ale go nie widziałem zbyt dokładnie, bo chował się w cieniu tej rury. Nagle chwycił ją i wpadła na sam dół, chociaż to chyba nie była już tamta dziewczyna tylko kawałek galaretki w dziwnym kształcie. Po chwili z tej ruro studni wylazł łańcuch takich samych dziwnych
galaretowatych kształtów. Oni, te małe ludziki chcieli to, niby tą dziewczynę, w jakiś sposób kopiować. Aby do tego nie dopuścić, miałem odciąć pierwszy oryginalny kształt. Niestety się nie udało i całość powędrowała na dół wzdłuż rury. Też szybko pobiegłem na sam dół. Okazało się, że są tam malutkie drzwiczki prowadzące do świata tych małych ludzików. Wiem, że tam chodziły, ale nie widziałem ich wyraźnie. Było tam tak kolorowo, dużo zieleni. Mieli tam chyba swoją fabrykę. Ze znalezienia tamtej dziewczyny chyba nic nie wyszło. Drzwiczki były za małe, abym mógł przez nie się przedostać.
W innym śnie znalazłem się na sali od w-fu. Oprócz mnie była tam tylko jedna osoba. Pojawiła się piłka do koszykówki. Tamten zaczął ją kozłować i rzucać do koszy. Zabierałem mu ją co chwilę za pomocą telekinezy, poruszałem nią w powietrzu na różne sposoby. Tamtemu to raczej nie przeszkadzało, nie zwracał na to uwagi, nawet chyba mnie nie widział. Potem pomagałem mu trafiać do kosza. Zeszło się dużo uczniów, niektórych pamiętałem z podstawówki. Patrzyli się jak tamten za każdym razem trafia do kosza. Innym także pomagałem. Śmiałem się trochę i chyba po chwili zauważyli, że to ja poruszam tą piłką i kierują ją do kosza. Poszliśmy na ławkę. Sen się chyba zmienił, byłem obserwatorem. Widziałem jak kierowca wiezie w samochodzie jakiegoś mężczyznę. Gdy zatrzymali się przed bramą domu, mówi: - wyjdź żono na przeciw nam, yyy, Marzeno! - Robi się wtedy samo szare tło. Słyszę tylko rozmowę tego mężczyzny, który siedział z tyłu w samochodzie. Mówi do żony, aby podpisała papiery rozwodowe. Coś mu ona odpowiada, ale tego już nie słyszę. Zmienia się znowu sen. Leżę w łóżku. Kotki chyba chodzą przed drzwiami. Wstaję i podchodzę do okna. Na trawniku widzę, że wszystkie małe drzewka, tuje i inne rośliny, zostały przesadzone w inne miejsce. Rosną teraz w rzędzie, równolegle do żywopłotu. Znalazłem się na trawniku, ale po drugiej stronie, przed balkonem, jest dzień. Za pomocą myśli podnoszę i poruszam kamykami. Mam w tym śnie trochę więcej świadomości i zastanawiam się czy w rzeczywistości też, by można z łatwością, używać telekinezy, dochodzę do tego, że tak. Wchodzę balkonem do domu. Stoi przy drzwiach balkonowych dziewczyna, której nie potrafię rozpoznać. Pytam się jej czy ona nie jest z rodziny. Coś tam odpowiada, tłumaczy mi i już po chwili całujemy się z języczkiem. Przechodzę do innego snu. Widzę jezioro, a za nim siedzą na krzesełkach ustawionych na błotnistej ziemi jacyś panowie. Mówią mi z daleka, że pod wodą znajduje się rosyjska scena filmowa. Wiem, że woda jest zimna, i że jezioro jest bardzo głębokie, więc nie zaglądam co tam się znajduje zalanego pod powierzchnią. Szybko przepływam na drugi brzeg. Za nimi rozciąga się jakieś pole zasypane śniegiem. Może później tam pójdę zobaczyć, a tym czasem wracam do nich. Stało tam wielkie szklane okno. Jak płynąłem w ich stronę to widziałem, że jest poprzedzielane na małe okienka. Teraz widzę, że z tej strony jest to gładkie, pojedyncze szkło, zamocowane w srebrnej, metalowej ramie. Były to chyba jednak drzwi. Włożyłem w nie ręce. Trochę to trwało, aż przeszły na wylot, ponieważ szkło było bardzo grube i gęste. Kilka razy tak wkładałem i wyjmowałem ręce z tego szkła, aż otworzyłem te drzwi. Gdy wyjąłem już ręce, z jednej strony jeszcze szkło się wygładzało. Tamci dziwili jak ja to robię. Obróciłem się w drugą stronę i chciałem teraz pójść na to zasypane śniegiem, zimowe pole. Jednakże, ktoś głośno zatrzasnął tamte drzwi i się chyba przez to obudziłem.
Na Trawniku, Podziemny Korytarz
07.09.2015 – 14:04
Patrzę przez okno w moim pokoju. Na trawniku są ci spod trójki i depczą kwiaty. Zacząłem pukać w szybę, aby przestali niszczyć rośliny. Po chwili widzę, że jednak tylko przesadzali w inne miejsce. Ponadto, za chwilę zebrał się skądś duży tłum ludzi, którzy zaczęli wsadzać więcej różnych roślin. Tyle nawsadzali roślinek, że prawie nie było pustego miejsca na trawniku z samą trawą. Nawet byłem zadowolony, że za darmo zasadzili tyle roślin na trawniku przed moim oknem. Powiedziałem o tym mamie i wytłumaczyła mi, że to coś związanego ze zmianami granic na dzielnicy i wszyscy mogą się zajmować trawnikiem jakim tylko chcą. Później siedzę przed komputerem. System ma dziwny interfejs, jest w szarych kolorach, a na dole znajduje się szeroki pasek. Na pasku nie ma przycisku menu, tylko jakieś skróty do panelu sterowania i kilku innych miejsc. Były po środku tego paska, także dwa wahadełka, albo zębatki czy wskazówki. Nie wiem do czego służyły, ale trochę nimi poruszałem. Ekran by chyba dotykowy. Poszedłem do kuchni. Przyszły dwie panie. Myślałem, że do mnie, ale się okazało, że już u mnie były wcześniej. Teraz przyszły do mojej siostry. Zadawały jakieś pytania i dały ankietę do wypełnienia. Sen przeskoczył do podziemnego korytarza. Była tam jedna z tych pań z małym chłopczykiem, ta grubsza. Uczniowie z gimnazjum dokuczali im, mówili na nich nieładnie i tamta kobieta położyła się na ławce i chyba płakała. Tamci poszli do wyjścia. Był tam też duży tłum innych ludzi, pewnie także uczniowie z gimnazjum. Bardzo się na tamtych zezłościłem, krzyczałem na nich pytając jak tak mogli zrobić. Byłem wtedy jakoś wyżej od nich, chyba jechałem na rowerze, ale rower był
niewidzialny. Wróciłem się na chwilę z powrotem. Tamta kobieta nadal leżała, miała depresję. Przyszedł do niej ten mały chłopczyk. Nie wracałem do głównego wyjścia i wyszedłem sam bocznymi drzwiami na zewnątrz. Świeciło słońce.
Podróż Tunelami Wodnymi
08.09.2015 – 12:57
Była noc. W moim pokoju paliła się lampka (tak mi się bynajmniej wydaje). Stare łóżko, które kiedyś miałem, teraz znowu się pojawiło, odwrotnie ustawione niż aktualne. Przy łóżku stała piękna kobieta z jakimś małym człowieczkiem. Wpatrywali się w wąską szczelinę pomiędzy łóżkiem a podłogą. Powiedziała mi, że tamtędy właśnie się udamy. Pytam się jej, że niby jak mamy się tam zmieścić. Odpowiedziała, że w nocy, każdy kto się zbliży do szczeliny, zostanie pomniejszony. I rzeczywiście, jak się do niej przybliżyliśmy, zostaliśmy natychmiastowo zmniejszeni i mogliśmy tam wejść. Znaleźliśmy się w jakichś tunelach całkowicie wypełnionych wodą. Dołączyło do nas wiele innych osób. Płynęliśmy pod wodą dość długo. Oddychanie nie sprawiało trudności, każdy mógł oddychać swobodnie po wodą. W końcu, gdzieś dotarliśmy. Były tam podwójne schody w kształcie piramidy. Pobiegłem i z jednej strony wszedłem na górę po tych schodach. Po schodach spływało dużo wody. Chciałem się poślizgać i ześlizgiwałem czy raczej spływałem po tej wodzie w dół. Była tam jakaś dziewczyna i ona też chciała się tak bawić. Niestety nie udało się jej tak jak mi, przez co była trochę potłuczona. Siedziała teraz na dole schodów. Tymi wodnymi schodami schodził starszy pan. Mówił, że to przeze mnie to się jej stało. Nie wiem dlaczego, ale przecież nie kazałem jej robić tego samego co ja. Później w tym śnie siedzę przed telewizorem, chyba w dużym pokoju, możliwe, że w jakimś nieznanym mi mieszkaniu. Poprzednie zdarzenia uznałem za film, jeden odcinek jakiegoś serialu. Opowiedziałem o tym siostrze. Powiedziała mi, że posiada książkę, która ma podobną fabułę i pokazała mi ją. Ta książka była raczej jakimś komiksem z rysunkami jakby rysowanymi przez dzieci. Niby uznałem, że rzeczywiście ten film na pewno powstał na podstawie tej książki, chociaż wcale nie była podobna o filmu. Zagapiłem się, bo już piętnaście minut trwał następny odcinek. Nie mogłem niestety znaleźć tego kanały, na którym był ten serial. Przełączałem raz w jedną, a raz w drugą stronę. W końcu znalazłem. Było chyba ileś tam minut po siedemnastej. W tym filmie była tamta kobieta co wcześniej. Mówiła coś głośno do jakichś ludzi, a może śpiewała. Działo się to na wyspie. Było to chyba jakieś fantasy. Na niebie przelatywał statek kosmiczny. Chyba wciągnęło mnie wtedy do tego snu-filmu. Jakaś mała latająca maszyna, podobna do samochodziku, przelatywała po spodzie tamtego statku. Przecinał jego spód! W końcu, gdy przecięła, trochę wyszło z tego różnych rzeczy, a tamci co byli w środku jakoś to przytrzymali rękoma i latający statek kosmiczny jednak się nie rozpadł. W środku siedziałem w bogato ozdobionym pokoju. Przede mną siedział chyba kapitan, coś mi mówił. Bawiłem się figurkami stojącymi na tym stole. Chyba spadaliśmy. Trafiliśmy w drzewa na tej wyspie. Miały bardzo duże liście. Nie jestem pewien, ale w tym lesie był chyba Gandalf.
Kilkakrotne Nieprawdziwe Przebudzenia, Dziwne Zdarzenia
12.09.2015 – 13:23
Wydawało m się, że obudziłem się w nocy, ale to był paraliż przysenny. Czułem lekki niepokój, kiedyś bym się bardzo tego bał. Leżałem na lewym boku. Po prawej stronie czułem czyjąś obecność. Próbowałam się obudzić na prawdę. Za każdym razem budziłem się we śnie. Czasami udawało mi się wstać i dotrzeć do drzwi, czy trochę po za do kuchni. Za którymś razem zacząłem poruszać prawą niefizyczną ręką w stronę, gdzie była ta obecność. Szło mi to na prawdę bardzo powoli, jakbym poruszał się w bardzo gęstym płynie i kilka razy zaczynałem od nowa. W końcu się udało i wstałem. I znowu się "obudziłem". Działo się to wiele razy, aż w końcu za którymś razem mogłem się wydostawać trochę dalej. Było ciemno jak to w nocy. Chodziłem po mieszkaniu. Kierowałem się w stronę dużego pokoju. Czułem jakbym się poruszał w nieważkości i chyba unosiłem się nisko nad podłogą. Już w dużym pokoju zakręciłem ręką wokół siebie, dzięki czemu uniosłem się nad podłogą i zakręciłem się wokół własnej osi. Spodobało mi się to i poruszałem się jeszcze przez jakiś czas w ten sposób. Nagle ze ściany wyszedł ktoś i szedł w moją stronę. Przeszedł prze ze mnie. Był to chyba duch, a może tylko wizja jakiegoś światła poruszającego się w moją stronę. Znowu znalazłem się w łóżku. Czułem, że ta obecność jest jakąś energią, która wchodzi we mnie poprzez różne części mojego ciała. Nie wiem czy to było coś dobrego czy złego. Było tego tak dużo, że myślałem, że nie wytrzymam i chciałem już obudzić się na prawdę. Jednak znowu zasnąłem-obudziłem się. W tej części snu wszystko działo się bardzo szybko, jakby w takim przyśpieszeniu. Poszedłem do ubikacji. Udało mi się zapalić światło, co zazwyczaj nie udaje się we snach. Gdy już chciałem sikać, spojrzałem na muszlę klozetową krótko krzycząc, tak jakoś z gniewem, bo zauważyłem, że coś jest jednak nie tak. Niby było wszystko bardzo rzeczywiste i myślałem, że już rzeczywiście się obudziłem, ale jednak było to trochę w dziwny sposób rozmazane. Nagle muszla zaczęła się rozwalać, kafelki wokół także poodpadały. Wszędzie wylewała się woda, a razem z nią różnokolorowe ryby, które były raczej zdechłe. Najbardziej rzuciły mi się te pomarańczowe. Szybko wyszedłem z ubikacji, tylko przymknąłem ją i chciałem zamknąć, ale na miejsce klamki wskoczyła pomarańczowa rybka. Pobiegłem korytarzem do dużego pokoju i się wróciłem. Zauważyłem, że w pokoju mojej siostry jest jasno, wszędzie była noc, tylko tam był dzień, chyba rano. W łóżku nie leżała moja siostra, ani też kotka, jakaś tylko straszna postać z wielkimi wyłupiastymi oczami. Przestraszyłem się. Zacząłem ją dusić, ale po chwili wybiegłem. Wyszedłem drzwiami na klatkę schodową. Poszedłem do góry na drugie piętro. Chciałem pójść pod dziewiątkę, zobaczyć co jest tam w tym śnie. Przeszedłem przez drzwi i chwilę panowała ciemność. Jak zrobiło się jaśniej to poszedłem dalej. Chociaż nie byłem tam nigdy w rzeczywistości to i tak wydawało mi się, że jest tam trochę za dużo korytarzy i pokoi. Byli tam jacyś ludzie. Nagle ktoś złapał mnie za ręce. Przestraszyłem się trochę, chciałem się wyrwać z uścisku i uciec. Jednak się uspokoiłem. Wydawał się ten ktoś podobny do mnie, a nawet wyglądał tak samo jak ja. Wyglądało to trochę jak moje odbicie, jakbym opierał się rękoma o lustro, chociaż w tamtym korytarzu nie było żadnego lustra. Jakoś tak pomyślałem wtedy, że to jestem ja z przyszłości, który komunikuje się ze sobą/mną z teraz, poprzez sen. O coś się pytałem, ale nie pamiętam, jego/mnie odpowiedzi także nie zapamiętałem.
Żółte Motyle, Podziemny Kanał, Monety
15.09.2015 – 14:19
Idę uliczką przy małym lasku. Wyrywam jakieś chwasty. Przechodzę przez ulicę. Sprzedawca wychodzi z budki sklepowej. Wsadzam jedną roślinkę przy krawężniku i idę do domu. Przed drzwiami do klatki schodowej wsadzam drugiego chwasta między popękany chodnik.
Noc, oglądam coś w telewizji, albo na laptopie. Przeglądam kwadratowe obrazki, chyba okładki płyt CD. Nagle włącza się bardzo głośno piosenka. Piosenka miała słowa, a zazwyczaj jak mam sen z muzyką jest to sama muzyka, bez słów i na dodatek tak jak, by tej muzyki nie było, albo bardzo przyciszona, albo głośna, ale zazwyczaj to jakiś hałas. Tym razem było inaczej, piosenka była wyraźna, słowa były po japońsku. Szybko jednak wyłączam, aby nikogo nie obudzić.
Był dzień, świeciło słońce. Szedłem drogą, po której dwóch stronach widziałem las. Po obu stronach, nad trawą, latało mnóstwo żółtych motyli. Miałem problemy z utrzymaniem prosto głowy, co chwilę opadała w dół i widziałem tylko piaszczystą ścieżkę. Ciągle musiałem się wysilać, aby patrzeć do przodu. Po chwili skręciłem w lewą stronę i chciałem zanurkować w trawę. Nie mogłem się już podnieść. Zauważyłem jeszcze, że przy ścieżce nie był sam las, były także bloki mieszkalne i się obudziłem.
Szedłem między blokami. Oprócz mnie szli inni ludzie. Szło mi się jakoś bardzo ciężko, niewygodnie, jakbym jednocześnie leżał i szedł. Chciałem zawołać czy nie ma kogoś z oobe z forum, ale nie zdążyłem i się obudziłem.
Ścigałem się z trzema kolegami. Miałem jednocześnie takie wrażenie, że jadę rowerem, ale widziałem, że tylko biegnę, a raczej szybko idę. Znowu ciężko było mi się poruszać. Na dodatek biegli oni w stronę kościoła, a nie chciało mi się tam iść, i tak bym był ostatni. Skręciłem na lewo do szkoły. Biegłem korytarzami, po schodach, wchodziłem do sal. Niektórzy dziwili się co ja tam robię, m.in. dwie dziewczyny siedzące na ławce pod ścianą. Pobiegłem do góry i nie wiem jak trafiłem do czyjegoś mieszkania. Panował tam półcień. Chodziłem po tym mieszkaniu, było tam w jednej części bardzo ciemne miejsce, którego się trochę bałem, ale jednak po chwili tam zajrzałem. Szło się tam spiralnymi schodami do góry. Chociaż było ciemno i nic nie było widać, wiedziałem, że na łóżku leży dziewczyna. Wziąłem ją na ręce celem zabrania ze sobą. Gdy już schodziłem tymi spiralnymi schodami, ktoś mnie zauważył, pewnie ktoś z jej rodziny, i sen się urwał.
Jadę rowerem po trawie. W dole widać las i domy. Są tam też małe budynki, jakieś fabryki. Szukam domu wymyślonej dziewczyny. Zjeżdżam górką na dół.
Idę z kolegą korytarzem. Dzieje się to jednocześnie w szkole i tak jakby, gdzieś na dworze, jakby obrazy nakładały się na siebie. Doszliśmy do miejsca, gdzie stał mój rower. Kolega mówi, że nie mógł wziąć roweru, bo coś tam z nim się stało. Po chwili dochodzimy do miejsca, gdzie jest inny rower, nie wiem czy jego, czy mój, a może kogoś innego. Było coś tam o kradzieży roweru. Potem inny kolega z poprzedniej pracy, tłumaczy coś w klasie pokazując swój zeszyt, że cofnął się w czasie, co miały by tłumaczyć jego notatki i rysunek. Rysunek przedstawiał coś jakby linię czasu, w jednym miejscu oddzieloną prostokątem (czyli niby z tego, czy do tego momentu w czasie się cofnął), a na dalszej części strzałki były wypisane lata od do. Jednocześnie wydawało mi się, że to nie ten kolega tylko ja to tłumaczyłem. Nagle (a może i nie tak nagle) znaleźliśmy się wszyscy w podziemiach, gdzie wypływała woda. Był to podziemny kanał. Szliśmy tak przy szarej ścianie, aby się nie zmoczyć, gdy nagle zauważyliśmy jakieś wielkie dziwne stwory. Były to zmutowane zwierzęta. I one na nas zaczęły polować (chociaż trochę tak biernie, bo wcale nie ruszały się ze swoich miejsc). Schowaliśmy się pod podziemną półką. Wyżej był czerwony potwór z długą szyją. Schylił się i zajrzał pod spód, tam gdzie się skryliśmy. Jestem pewien, że kogoś schwytał i zabrał ze sobą. Szybko stamtąd wybiegłem. Zatrzymałem się przy okrągłym miejscu, z którego wypływała mętna woda. Ktoś z góry podawał mi kilka kartek, ale wpadły do wody i płynęły w lewo. Nie chciałem wchodzić do wody, bo mogły być tam w niej te niebezpieczne stwory. Jednak udało mi się jakoś chwycić te kartki. Położyłem je na kamiennej podłodze, aby wyschły. Przyszła nauczycielka (chyba od historii) i powiedziała, że niewiele osób pisało sprawdzian, chyba nawet tylko ja, i napisałem bardzo dobrze, tylko z kilkoma błędami.
Kiedyś śniło mi się wiele razy jak w szkole (gimnazjum) schodziłem schodami, tam gdzie normalnie jest szatnia i znajdowałem tunele pełne wody. Lubię wodę w snach, pływałem w tych ciemnych tunelach, ale za każdym razem po jakimś czasie odczuwałem głęboki niepokój, a pod koniec widziałem w oddali jakąś ciemną czarną postać, której się panicznie bałem. Szybko się do mnie, albo ja do niej się przybliżałem i się budziłem. Wydaję mi się, że to ten sam tunel, kanał wodny.
Leżałem w łóżku. Walczyłem prawą ręką z małym szarym jaszczurowatym ludzikiem. Bardzo ciężko i powoli poruszało mi się tą ręką. A na dodatek ten jaszczur był pewnie wytworem wyobraźni podczas paraliżu przysennego. Po prawej stronie leżała rzeczywiście moja szara bluza.
Jestem w sklepie ze sprzętem elektronicznym. Oglądam dwa tablety. Jeden jest czarny, a drugi biały. Oba nazywają się Google Pixel. Biorę ten biały. Włączyła się mapa. przesuwam ją w różne strony. Chcę wyjść do głównej strony i włączyć przeglądarkę internetową. Zamiast tego włącza mi się widok na dom, chyba znajduje się tam, gdzie byłem poprzednio nie daleko lasu. Wchodzę jakoś w to zdjęcie. Prze budynkiem stoi mężczyzna w garniturze. Mówi coś o tym, że tu powinno mieć portfele ze skóry w miedzi i pokazuje swój portfel. Też pokazuję mu mój portfel i mówię, że jest lepszy, bo ma już około dwudziestu lat i się nie rozlatuje. Wchodzę za aktorką do środka. Jest to chyba hotel. Idę na górę, wchodzę przez, któreś drzwi. W środku, w krótkim korytarzyku, leży na podłodze ogromna ilość monet, a także papierowych pieniędzy. Patrzę na ścianę po prawej stronie, na obrazki zdjęcia. Dowiaduję się, że każdy kto tam wchodzi zostawia trochę pieniędzy na podłodze. Nigdzie nie pisze, że nie można tych pieniędzy zabrać ze sobą. Podchodzę do recepcji. Siedzą tam pani recepcjonistka i pan recepcjonista przy wysokim biurku. Mam za coś zapłacić piętnaście, a może siedemnaście złotych. Pytam się tej kobiety czy mogę zapłacić tymi pieniędzmi co leża na korytarzu. Mówi, że regulamin tego nie zabrania. Więc idę i biorę parę monet. Niektóre są jakieś dziwne, stare i muszę i tak zapłacić większą część ze swoich pieniędzy. Trochę się niepokoję, bo ta kobieta wzięła mi na jakiś czas cały mój portfel. Po chwili mi go oddała. Wyciągam jeszcze 1zł, i zauważam, że to chyba specjalna edycja. Po dwóch stronach monety jest odtwarzana animacja w niebieskich kolorach. Dziwię się, że tak może to działać bez prądu, ale daję tą złotówkę recepcjoniście. Okazuje się, że mam dać im jeszcze około trzy i pół sucharka. Daję im.
Gra I Wróble
17.09.2015 – 14:27
Śniło mi się jak jesteśmy z kolegą w piwnicy. Układaliśmy deski. Potem usiedliśmy w ciemnym miejscu i przypominaliśmy sobie grę. Pokazał się ekran i widać było motorek jeżdżący po przeszkodach. Gra nazywała się ElastoMania.
Była lekcja. W klasie na sali siedzieli koledzy i koleżanki z podstawówki, gimnazjum i może także z liceum. Zajęcia prowadził nauczyciel od techniki/informatyki, który uczył klasy z podstawówki i gimnazjum. Siedziałem z tyłu w środkowym rzędzie za koleżanką z pracy. Kolega z prawego rzędu przy ścianie przesiadł się do przodu w środkowym rzędzie. Przesiadłem się na jego wcześniejsze miejsce. Ktoś wrócił z łazienki, uśmiechnięty. Drzwi pozostały otwarte. Też musiałem iść. Nauczyciel nie zabraniał wychodzić w trakcie lekcji. Wszedłem do łazienki, zobaczyłem jednak znaczek na drzwiach informujący o tym, że to damska. Przeszedłem do męskiej. Gdy już miałem sikać, zobaczyłem po prawej stronie kątem oka coś dziwnego co mi się nie zgadzało. Na podłodze chodziły i podskakiwały wróble (później ktoś powiedział jakąś inną nazwę, więc może były to ptaki podobne do wróbli). Nagle jeden zaczął mnie atakować. Złapałem go i odrzuciłem, wracał za każdym razem. Nie udało mi się załatwić, bo musiałem wyjść z łazienki. Wróbel podążył za mną. Chwyciłem go i tak trzymałem. Wracając zauważyłem, że nauczyciel wychodzi, pewnie lekcja się już skończyła. Wszedłem do sali. Byli tam już inni uczniowie, ze starszej klasy. Rzuciłem tego wróbla do dziewczyny z czarnymi włosami. Powiedziałem jej, że jak wyjdę i zamknę drzwi niech go wyrzuciła go za okno. Odpowiedziała, że nie ma nic przeciwko, ale jednak odrzuciła mi go z powrotem. Chyba się , więc nie dogadaliśmy. Znowu się rzucił na mnie z dziobem.
Straszne Pokoje, Wielka Szkoła, Przezroczyste Pantofelki
19.09.2015 – 13:19
Noc, ciemno, atmosfera grozy. Byłem z siostrą w jakimś nieznanym budynku w ciemnym pokoju. Na podłodze porozrzucane różne rzeczy, walizki torby, buty. Czuć było coś takiego, że jak szybko stamtąd nie wyjdziemy, to stanie się coś złego. Wzięliśmy tylko kilka swoich rzeczy, siostra torbę, a ja buty. Kilka razy wychodziliśmy z tego pokoju i przechodziliśmy do podobnego po prawej stronie. Tam też było ciemno i pełno różnych rzeczy na podłodze, także coś zabraliśmy stamtąd. Wróciliśmy do pokoju po lewej stronie. Tam zaczęło robić się strasznie, jakieś zakapturzone postacie, które widziałem, że znajdują się w oddali, jakby dalej niż sięgał pokój, szły w naszą stronę. Wyszliśmy stamtąd, ale za chwilę znowu się tam wróciliśmy, bo czegoś zapomnieliśmy wziąć. Przybiegł jakiś brązowy małpiszon (czyżby yeti?) i uciekł z powrotem. Potem przyszła inna małpa mająca jasne futro. Okazało się, że to duży pokój. Był teraz jasny dzień. Wychodząc z pokoju, ta małpa złapała mnie za nadgarstek i nie chciała puścić. Siostra uciekła w podskokach, powiedziała do mnie jak sobie chcesz. Pomyślałem, że ta małpa jest głupia i kazałem jej biec za tamtym małpiszonem, pobiegła. Poszedłem przez przedpokój, a ona stał już na drugim końcu przy lustrach. Wskazałem jej jeszcze raz kierunek i pobiegła. Udało się w końcu wydostać na zewnątrz.
W następnym śnie, albo i jakiejś kontynuacji poprzedniego, idę sobie (raczej na początku jako obserwator) z kilkoma osobami. To jest pokój wyżej niż ten poprzedni - duży pokój. Wygląda jak pokój dziecka. Naokoło zabawki. Pół cień, pół światło, kolorowo. Były tam na podłodze figurki w kształcie zwierzątek. Jak się jedną podniosło to można tamten pokój niżej było obserwować przez otwór. Jedna większa postać (postacie te były kolorowe) kazała czerwonej gadającej papudze patrzeć przez otwór co się w tym pokoju działo. Przyszedł żołnierz z policjantami. Gdy papuga wychylała się z dziury, złapał ją i chyba zabił lub prawie zabił. Zabrałem mu tą papugę i uciekłem z pokoju. W tym śnie wierzyłem, że mam zdolności uzdrawiające. Za chwilę wróciłem się i położyłem papugę na stole. Dziwne, bo wyglądała teraz jak z dwóch kawałków drewna. Jednak znów ożyła.
Było też coś ze stroną internetową, którą przeglądałem, z kimś się chyba komunikowałem. Ale o co dokładnie chodziło to nie wiem.
Na dworze niedaleko szkoły był festyn. Jakiś mały człowieczek mówił, że nie może pozwolić, aby tamten co wybudował tą wysoką wieże, aż do chmur, wygrał z nim w jakimś tam szkolnym konkursie. Tamten uczeń stał na samej górze tej wieży. Byłem obserwatorem we śnie. Ten mały poleciał na górę wieży i zabrał coś co wyglądało na pluszową magiczną różdżkę. Ta wieża była obwieszona (trochę podobna byłą do karuzeli) różnymi wielkimi pluszowymi zabawkami. Jak zlatywał na dół to ruszał i przekrzywiał każdą, co niby miało uszkodzić wieżę. Sen przechodzi do wnętrza tej szkoły. Na korytarzach tłum, chyba przerwa. Nagle wbiega ten dziwny mały człowieczek. Zabieram mu tą różdżkę, poruszam czymś za pomocą telekinezy. Tamten dziwi się, że tak potrafię i ucieka. Rzucam zabawką, potrafię to robić i bez jakiejś tam bezużytecznej różdżki. Inni się nie dziwią, ponieważ też potrafią podobne rzeczy. Zauważam, że ta szkoła jest ogromna, w wielu miejscach zamiast zwykłych okien są kolorowe witraże. Niektórzy chyba ścigają tamtego ludzika, ale za bardzo tego nie widzę, bo wybiegli na zewnątrz. Przyszła dziewczyna z rudymi włosami. Idę razem z nią i jej kolegami. Weszliśmy do pomieszczenia, które było chyba laboratorium. Tamci siedzą w wannach zanurzeni w jakimś płynie. Ona chyba daje im zastrzyk. Ma to ich prawdopodobnie zrelaksować i dać im siłę. Wychodzą, wydaje mi się, że co od siebie jeszcze odrywają, rurki czy coś. Pytam się dziewczyny po co robią taki dziwne rzeczy. Idziemy na zewnątrz na teren szkoły. Na dachu jednej z wież szkoły coś jest. Mógłbym tam polecieć, ale nagle łapie mnie lęk wysokości (którego zazwyczaj nie mam). Jeden z nich leci na samą górę i przynosi tą rzecz. Daje ją dziewczynie. To są przezroczyste buty. Ona mówi mi, że to są pantofelki zostawione od zimy. Wracamy do szkoły. Idziemy schodami po prawej na dół, tam gdzie powinna być szatnia (trochę to wygląda jak tunel dworca). Nagle z lewej strony, gdzie właśnie idę, sufit robi się niższy, że prawie uderzam się głową. Ktoś się śmieje. Skręcam na prawo. Idziemy ruchomymi schodami na samą górę. Gubię ich. Inne dziewczyny zjeżdżają schodami jak po zjeżdżalni na placu zabaw.
Próbuję także wrócić tymi schodami, ale nie mogę się zmieścić. Idę więc dalej trafiam do sali komputerowej, ale jest tam ina klasa (ta sama co we śnie z wróblami). Żeby tam wejść trzeba było przejść najpierw przez mniejszą salkę. Stało tam dwóch facetów, którzy tam pracowali. Wcześniej jeszcze byłem przy ciemnym wejściu do kina, ale pomyślałem, że tam ich nie będzie. Ktoś pilnował wejścia. Zdziwiłem się, że w szkole jest kino, ale to bardzo duża szkoła to pomyślałem, że może być. Kiedyś co podobnego mi się śniło i tam był nawet wielki basen. Wracam się do schodów. Zwykłymi schodami na szczęście idzie ktoś z "mojej" klasy. Idziemy jednak do kina i tam wszyscy właśnie siedzą. Oglądamy film, w którym ktoś oblewa się wiadrem wody, coś tam o wszach czy innych robalach we włosach.
W innym śnie jestem z jakimś starszym dziadkiem, Japończykiem, w chatce. Ta chata znajduje się bardzo wysoko. Leci balon. Chwytam go. Okazuje się, że to balon, który jest dziewczyną. Niestety ucieka z niej powietrze. Mam ją napompować własnym oddechem. Nie udaje się. Sen się jakby n chwilę urywa. Patrzę prze okienko. Przylatuje zabawkowy samolocik. Okazuje się, że ta balonowa dziewczyna zamieniła się w niego.
Katastrofa, Zadanie
21.09.2015 – 13:00
Grupą poszliśmy, gdzieś chyba na boisko. Skądś zaczęło się sypać, była lawina, zsuwały się wielkie kamienie. Uciekaliśmy przez całą dzielnicę. Później opowiadałem o tym innemu znajomemu, którego tam wtedy nie było. Powiedziałem mu, że z pół góry się osunęło. Na początku trochę mi nie wierzył, ale poszliśmy tam i wiedział już, że to prawda. Wszędzie były zniszczenia.
Czekam z innymi przy drzwiach, aż przyjdzie nauczycielka. Było już po przerwie, ale jeszcze nie przyszła, więc dokańczałem zadanie. Miałem plastikową tabliczkę wielkości A4, na której była płaskorzeźba przedstawiająca rzekę, jezioro i góry. Oparłem ją na ławce. Rzekę i jezioro wypełniałem masłem. Było trochę za dużo to zabrałem trochę i zlizałem z noża. Zastanawiałem się czy się nie rozpuści i schowałem do plecaka. Przyszłą nauczycielka od języka angielskiego (z liceum). Mówiła, że była na spotkaniu, a teraz idzie jeszcze na kawę. Weszliśmy do sali, drzwi zostały otwarte. Była to klasa, podobnie jak w poprzednich snach, złożona z uczniów z podstawówki, gimnazjum i liceum. Mieliśmy rozwiązywać zadanie matematyczne z wiązane z geografią z górami.
Straszne Zdarzenia W Szkole
24.09.2015 – 13:26
To jest chyba korytarz szkolny (znowu coś w szkole, chociaż już od dawna nie chodzę do żadnej szkoły). Ten korytarz przenika się jednak z dużym pokojem w mieszkaniu. Na korytarzu siedzę na ławce przy ścianie. W dużym pokoju jest włączony telewizor. Nagle zauważam, że mam na sobie damskie o ciuchy. Idę do łazienki, aby się przebrać. Nie jest to łazienka w mieszkaniu, ale także nie jest to szkolna. Zdejmuję górę i wracam. Przychodzą jakieś dziewczyny. Okazuje się, że mam jeszcze dół – jasnobrązową spódnicę, zdejmuję ją, pod spodem mam granatowe piżamy. Coś się stało z ustawieniami w telewizorze. Zmieniam je, poprawiam, wygląda to jakby wchodziło się w telegazetę. Tata przełącza na wiadomości. Ustawienia się nie zapisały i jeszcze raz wchodzę do tej telegazety w przezroczystym trybie, że widać jednocześnie program. Wciskam mały przycisk na pilocie i telewizor resetuje się, ekran robi się czarny, pisze coś, że trzeba czekać. Znowu wchodzę w menu ustawień, trochę podobne do menu w jakiejś grze komputerowej z samochodami, elementy menu to części samochodu. Klikam na jeden, chyba na drzwiczki, trochę to wygląda jak gdyby nie znajdowało się to na ekranie telewizora, ale już gdzieś indziej, na zewnątrz. Przenosi mnie do tego co jest pokazywane na ekranie i zaczyna się dalsza część snu.
Wchodzimy we trzech do budynku, prawdopodobnie szkoły. Jeszcze przez chwilę widzę ekran jakby nagrywania kamerą, ale zaraz się rozpływa. Ze mną jest znajomy, który jest młodszy ode mnie, wraz z jakimś jego kolegą, młodszym od niego. Schodzimy schodami w dół, do podziemi.
Wiemy, że tam nie powinniśmy się znajdować, ponieważ kiedyś obcy tam zaciągali ludzi i coś złego z nimi robili. Spoglądam na drzwi, obok których przechodzimy, na ich zamek, coś tam pamiętam, że trzeba naprawić. Cofamy i idziemy w stronę małych schodków, miały one może trzy albo pięć stopni. Tamten młodszy kolega znajomego już się ulotnił. Pod ścianami stoją różne figurki rzeczywistej wielkości, przedstawiające obcych. Byli trochę podobni do zwierzoludzi z anime "Shinsekai Yori", niektóre miały sztylety. My wchodzimy po tych schodkach. Są tam dwa zamknięte wejścia, po lewej i po prawej stronie. Nagle słychać, że ktoś lub coś puka za drzwiami w dziwny, strasznie niepokojący sposób. Później się dowiem, że tam była krypta, czy grobowiec.
Myślimy, że to może ci księża, którzy tam mieszkają. Mówię, że to raczej u góry hałasuje. Jednak idziemy stamtąd, żeby nas nikt nie zobaczył, gdyby przez przypadek przechodził przez te drzwi. Idziemy schodami na górę. Gasną wszystkie światła i robi się ciemno, co najwyżej trochę światła dociera przez okna, a i to już mało, bo robi się powoli wieczór, może jeszcze awaryjne czerwone się palą. Wszędzie słychać taki dziwny dźwięk, coś jak umbum UMBUM umbum UUUUUUUUUUU
umbum umbum UMBUM UUUUUUUUUUU… i tak przez cały czas. Wszyscy chyba uciekli z tej szkoły, albo po prostu mają lekcje. Idziemy przez korytarz, jest bardzo strasznie, na końcu stoi starucha z wielkim nożem, wiemy, że choć stara to jest bardzo szybka i nie uda się nam przejść.
Patrzymy na drugą stronę i na inny korytarz, tam też stoi podobna istota, trochę przypomina to "Silent Hill". Może te figurki nie były martwe. Wchodzimy schodami wyżej. Przed nami schodami zbliża się zombie, zawracamy, jest już na dole, krzyczę do kolegi, że jest za nim, pewnie zeskoczył jakoś ze schodów lub jest to inny zombi. Idziemy do dalszych schodów, prowadzących na najwyższe piętro. Gdy wchodzę na schody, budzę się. Jeszcze przez chwilę po obudzeniu się nam stracha.
Mam nastawić budzik na trochę później, na dziewiątą, nastawiam, przychodzi ciocia, muszę już wstawać, okazało się, że to był sen.
Stoję w kuchni. Wygrałem 5 milionów złotych w dużym lotku. W kuchni jest ze mną dziewczyna, która ma niby wypłacić wygraną. Idziemy do mojego pokoju, na łóżko i się kochamy. Myślę, że może się z nią podzielę.
Zbliża się wieczór. Jestem przy dalszym bloku, obok którego, znajduje się ogrodzone boisko do koszykówki, są tam dzieci. Zbieram butelki walające się na trawniku. Tam są ludzie, którym niby nie przeszkadzają śmieci przed blokiem. Rzucam butelki przed drzwi bloku i uciekam śmiejąc się. Tak biegnę między blokami, zauważam coś dziwnego w oddali. Na drzewach w lesie jest wielki biały napis, nie zapamiętuję tekstu. Jakichś dwóch mężczyzn, którzy dopiero co wysiedli z samochodu, stoi tam i na coś czeka. Mówię do niego, niech spojrzy tam i zobaczy co to za dziwny napis. Idziemy w stronę lasu, po prawej stronie także widzę ruszający się napis. Gdy dochodzę do tego wielkiego napisu las znika. Robi się zamiast nocy, dzień. Okazuje się, że to były wielkie szare promy-budynki płynące po rzece w prawą stronę. Jest tam niedaleko restauracja. Niby przed czymś uciekam, lecę w chmury, rozstawiam ręce na boki, kręcę się wokół własnej osi, spadam poprzez chmury, ląduję jednak w to samo miejsce. Wychodzi kelnerka, chcę ją objąć, ale zmienia się w kelnera i rezygnuję.
W następnym śnie przychodzi do domu jakiś zbój ze swoimi ludźmi. Chcę kogoś zabić, pytam się po co. Mówię mu, że byłem tam w podziemiach. Ten się dziwi, mówi, że przecież jest tam grobowiec. Idziemy razem do tej strasznej szkoły. Budzę się.
Zniszczony Budynek, Wielki Wilczur
25.09.2015 – 13:17
Idę wewnątrz nieznanego mi budynku, wszędzie gruz. Trochę wygląda to jak gra komputerowa. Były tam stwory, które atakowały, ale poruszały się bardzo powoli, więc byłem spokojny. Trafiłem do jedynego pomieszczenia w tym budynku, które nie zostało zniszczone. Było tam wiele osób, widziałem tam przejście na zewnątrz, gdzie świeciło słońce. W tej sali głosowali za czymś, też zagłosowałem nawet dwoma rękoma, bo to było podwójne głosowanie, coś związane z jedzeniem, podszedłem do półek i powiedziałem, że jeszcze sobie dołożę. Za drzwi wyszła moja siostra, bo tam także była z jakiegoś powodu. Zawołałem, aby jak najszybciej weszła i zamknęła drzwi, bo ten potwór komputerowy podobny do wielkiego psa się zbliża. Weszła i zamknęła drzwi. Słychać było dobijanie się stwora do drzwi. Podłoga zaczęła się przekręcać, podniosła się prawie o 90 stopni, ale o dziwo nikt nie zaczął spadać. Wyszedłem na zewnątrz tymi drugimi drzwiami.
W dalszej części snu siedzę sobie na ławce przed uliczką. Z mojej lewej siedzi jakiś gruby, czy duży facet. Opierał się o ławkę prawą ręką, tak że stykał się ze mną i mnie uwierało. Dziwiłem się, że w tym filmie można rozglądać się w lewą i prawą stronę tak jakby było to nagrane w 360 stopniach i interaktywne. Zauważyłem, że przy stole na środku uliczki siedzą jakieś dziewczyny. Jedną znam, druga to blondynka, aktorka grająca postać w serialu "Heroes". Już nie mogłem wytrzymać i wstałem z tej ławki, nie wiem nawet po co tam siedziałem. Widziałem, że wstały, szliśmy poprzez sklepy, obraz na chwilę się zamazał. Sen przeskakuje, stoję, gdzieś przy ścianie, czekam, robi się ciemno. Przychodzą te dziewczyny i idziemy ścieżkami pomiędzy drzewami i płotami. Byli tam policjanci czy jacy tacy podobni, może wojskowi. Kazały mi sprawdzić czy jest coś nie tak. Odpowiedziałem im, że nie mam super mocy tak jak one, to niech one sobie sprawdzają i wtedy ten niby policjant w białym ubraniu wstał z trawy i coś tam do nas krzyczał. Poszliśmy w jego stronę. Nagle przybiegł wielki czarny wilczur, chyba jego. Chciał mnie ugryźć, ale nie wiadomo skąd miałem w ręku torbę żwirku dla kotów i się nią zasłaniałem.
Małe Wysepki, Przejście Pomiędzy Półkami
26.09.2015 – 12:01
Znajdowałem się, gdzieś bardzo wysoko, w chmurach. Na około znajdowało się pełno małych wysepek, które wyglądały jak kawałki podłogi. Na jednej było miejsca co najwyżej dla dwóch osób. Wszystko było niestabilne, trzeba było uważać, aby nie spaść z chyboczącej się wysepki. Mówiłem tym ludziom, co tam mieszkali, że przez kłótnie i wojny tworzą się podziały tych wysepek i niedługo nawet jedna osoba się nie zmieści na pojedynczej wysepce. Później przemawiały przeze mnie, do tych ludzi, istoty z wyższego wymiaru - Kasjopejanie, mówiła poprzez mnie istota o kobiecym głosie, prawdopodobnie po japońsku.
Stałem przed otwartą szafeczką z półkami, między tymi półkami było przejście. Była tam właśnie dziewczyna, zaklinowała się i nie mogła przejść, trochę jak Alicja w krainie czarów. Jakoś udało mi się jej pomóc i wyszła stamtąd. Coś tam potem jej tłumaczyłem o tym, że coś podobne do zlew, leżące na tej szafce powinno leżeć tak, a nie inaczej, pokazałem jej jak, ale zostawiłem tak jak było do tej pory.
Znowu w klasie. Nie miałem odrobionych lekcji. Nauczycielka od polskiego pomagała mi w robieniu ćwiczeń z języka angielskiego.
Dwie Grupy
30.09.2015 – 17:32
Był dzień. Wędrowałem z jakąś napotkaną dziewczyną i jej znajomym, chociaż tego znajomego chyba wcale tam nie było, pewnie go sobie tylko wyobrażałem. Weszliśmy, do któregoś z bloków, nie był to ten, w którym mieszkam, do mieszkania numer jeden, drzwi były zostawione otwarte i nikogo nie było w środku. Nie wiem dlaczego weszliśmy do nie naszego mieszkania, czy przed kimś się ukrywaliśmy? W pokoju o czymś rozmawialiśmy. Po chwili usłyszeliśmy hałas, ktoś wchodził właśnie przez drzwi. Było ich chyba trzech. Oni także tutaj nie mieszkali, coś zabrali ze sobą i wyszli, jeden z nich się na nas spojrzał. Trochę poczekaliśmy i wtedy też wyszliśmy stamtąd. Pamiętam, że w moim pokoju była druga szafka z książkami, obok drzwi. Widziałem kilka nowych grubych książek (niby dostałem je na urodziny) z ciekawymi okładkami, pomyślałem, że będę miał co czytać. W dalszej części snu widać rzekę ludzi, podzieloną na dwie grupy, noc. Idę z jedną z tych grup, tej z tyłu. Obie te grupy mają swoje, odrębne ideologie, głosują na co innego. W tamtej z przodu widziałem, że trzymają napisy z trzema postulatami, zapamiętałem jeden z nich, chcieli obalić edukację. Chyba ktoś z tamtej drugiej grupy dał mi takie same kolorowe okrągłe "lizaki" z napisami, bo teraz ja także je trzymałem. Idąc z dworu, weszliśmy do wielkiego sklepu. Idąc, zauważyłem jakieś bardzo drogie obudowy do komputerów, pokazałem je komuś. Doszliśmy do klatki schodowej, gdzie była winda. Mieliśmy po kilka osób do niej wchodzić. Chyba wszedłem razem z tą dziewczyną i częścią tej drugiej grupy. Okazało się, że w windzie jest przejście na zewnątrz. Wszyscy zaczęli wychodzić na dzienne światło. I się wtedy obudziłem.
Zabójczyni
01.10.2015 – 12:53
W pierwszej części snu, której niestety nie pamiętam zbyt dobrze (drugiej części w sumie także nie zapamiętałem w całości
, uciekam przed jakimiś złymi ludźmi, chyba nawet wampirami. Nie wiem czy uciekam sam czy jestem razem z kimś jeszcze. Uciekam ulicami miasta, wydaje mi się, że padał deszcz. Zatrzymuję się przed przystankiem autobusowym i czekam.Teraz jestem, gdzieś w podziemiach jakby szkolnego budynku, ale połączonego z jakimiś sklepami i mieszkaniami. Mało światła , półcień. Wyżej, po lewej stronie jest sala, w której siedzą uczniowie. Widzę ich, ponieważ z tej strony są także okna. Jest tam jedna dziewczyna, siedząca z przodu, ubrana chyba na pomarańczowo, nie widzę jej twarzy. Z tyłu siedzi inna, która przebrała się jak tamta i udaje ją, bo chce aby wszyscy myśleli, że ona jest tamtą dziewczyną, chce być z jakiegoś powodu w tamtej klasie. Uśmiecha się do mnie. Tam, gdzie stoję jest naokoło kilka drzwi, przy których stoi kilka osób. Chowają się, bo przychodzi dziwna dziewczyna (inna niż tamte dwie), chce nas pozabijać. Krąży wokoło przy drzwiach, zastanawiając się kogo najpierw by zabić. Wychodzi na to, że jej pierwszym celem stałem się ja. Wszyscy wychodzą, ja uciekam przez drzwi prowadzące na zewnątrz. Jest dzień, trafiłem na łąkę z wysoką trawą. Tamta się zbliża. Nie mogę biec, mogę tylko szybko iść, i to nie przodem. Twarzą zwrócony do niej, cofam się. Ona co chwilę rzuca czymś w moją stronę, ale się uchylam i nie trafia. Wiem już, że to jest zatruta strzałka. Po którymś razie, gdy ona rzuca udaje mi się złapać tą strzałkę i natychmiastowo odrzucam w jej stronę, trafiam, a ta pada prawie martwa. Rzuca jeszcze raz, ale nie trafia, wtedy już rzeczywiście umiera. Wszyscy wychodzą na górę zobaczyć czy mi się udało. Potem idę dalej, okazuje się, że to działo się na wysokim pagórku. Widzę siebie w zaokrąglonym szklanym pojeździe latającym. Dalej jest strażnik pilnujący zjeżdżalni. Rzucam jakimiś rzeczami w niego, wpada na zjeżdżalnię, zmienia się w kartę telefoniczną, która zjeżdża na sam dół. Też zjeżdżam na tej zjeżdżalni. Gdy znajduję się na dole, zbieram jakieś swoje rzeczy. Karty telefonicznej nie ma, ktoś ją zabrał, został tylko odciśnięty ślad w ziemi. Przenoszę się do swojego łóżka.
Jakiś gościu siedzi po prawej stronie obok łóżka. Prawdopodobnie jest w moim wieku, ubrany cały na czarno, nie widzę jego twarzy. Coś tam gada, ale o czym to nie wiem. Pytam się, gdzie jest karta telefoniczna. Tamten zachowuje się raczej agresywnie i wciąż o czymś gada. W pewnej chwili widzę, że ma założone moje krótkie spodenki i inne ubranie, potem znowu jest ubrany cały na czarno. Ciągle coś do mnie mówi, kręcąc się na podłodze. Krzyczę do niego, aby oddał kartę telefoniczną (nie wiem o co mi chodzi, bo nie jest mi potrzebna żadna karta telefoniczna). Zamachuję się ręką na niego i wtedy znika, a ja się budzę.
Pająk, Kamyk I Chmurki
02.10.2015 – 12:35
Był ciepły letni dzień. Poszliśmy na plażę. Weszliśmy do wody, gdzieś w zacisznym miejscu, niedaleko drzew. Odbijaliśmy i podawaliśmy sobie piłkę. Nagle coś tam się stało, jeden z naszej grupy zamienił się w dużego czarnego pająka. Udawaliśmy, że nic się takiego nie stało. Potem ten pająk zmalał. Miał przeskakiwać raz z jednej osoby na następną, trochę tak jakbyśmy mieli mu służyć, bo był naszym przyjacielem. Sen przeszedł do mieszkania. Ten pająk zrobił sobie pajęczynę na przedpokoju, tamci się na to tylko patrzyli. Zbliżył się do mnie i wskoczył na mnie. Pobiegłem szybko do łazienki i oglądałem się w lustrze. Szedł mi po szyi w górę, to była chyba czarna wdowa.
W końcu ugryzł mnie i zleciał martwy do zlewu. Nie wiem czy jad doszedł do krwi. W kuchni szukałem witamin, robiąc sobie przy okazji kanapki. Było tam dużo nieznajomych ludzi. Nic mi się w końcu nie stało od tego ugryzienia. W domu okazało się, że był oszust, który coś nam ukradł i teraz ucieka. Moja mama (chociaż może to była jakaś inna kobieta, nieznajoma bardziej) pobiegła go złapać, też wybiegłem z domu. Był tam akurat policjant, Japończyk, zawołaliśmy, aby łapał tego z niebieską torbą. Złapał go i zabrał mu tą torbę. W torbie były jakieś mniejsze torebki chyba z jedzeniem, które miały ukrywać to co było na dnie, czyli ciężki zwój liny. Zdziwiłem się, że w ogóle mieliśmy taką linę.
Z przodu po lewej stronie ktoś powoli biegnie. Też biegnę razem z nim. Skręcamy w lewo, pomiędzy bloki. Jest tam ścieżka z kamyków zalana wodą, chyba tam płynął strumyk. Chcę się zanurzyć w tej wodzie, albo chociaż położyć na powierzchni. Nie udaje mi się, zawisam nisko w powietrzu i się zatrzymuję. Zaczyna się betonowy chodnik, podnoszę się i idę. Idę za blok w prawą stronę. Jest tam blisko las i obwodnica. Znalazłem jakiś dziwny kamyk. Myślę, że to jakaś istota, mówię do tego "zabierz mnie do twojego świata". Nigdzie się nie przenoszę, ale zaczynam się unosić w powietrzu, trzymając się tego kamyka. Pojawiają się małe chmurki stopnie. Wchodzę po nich coraz wyżej, ale nie dochodzę do żadnego miejsca, budzę się.
Zombi Na Placu Zabaw, Chochliki
03.10.2015 – 13:51
Słoneczny dzień, patrzę się z balkonu (parter) na plac zabaw. Jacyś dziwni ludzie się tam kręcą. Nagle dotarło do mnie, że są to zombi! Jeden z nich chodzi w piaskownicy. Zauważają mnie i idą w moją stronę. Mam w ręku coś podłużnego, kijek czy coś podobnego. Trzymam się tego i lecę. Jednak kobieta-zombi dosięga mnie ręką. Okazuje się, że wleciałem do mieszkania i unoszę się niezbyt wysoko, bo przy suficie. Zeskakuję na podłogę, biegnę tyłem w stronę łazienki. Ta kobieta zombi ma dosyć dużą świadomość jak na zombi, może jest wampirzycą. Rzuca we mnie nożem, trafia w pierś. Czuję ból i wyciągam nóż, nic się mi nie stało, ponieważ ostrze wbiło się powierzchownie i zatrzymało na kości. Udaje mi się tą zombi chwycić tak, aby mnie nie ugryzła, zaciągam ją do balkonu i wyrzucam na zewnątrz.
Najpierw przeglądałem jakieś książki, miały chyba obrazki, ilustracje. Przeniosło mnie, gdzie indziej. Stałem, na którymś z wyższych pięter bloku. Patrzyłem się przez okno klatki schodowej, widok był na ulicę. Z daszku poniżej zeskakiwały jakieś małe ludziki, krasnoludki. Skakały w dół na lampy. Na lampach siedziały żółwie, a na jednym z nich stał mały ludzik podobny do jaszczura. Sen przeniósł się do mojego pokoju. Leżałem na łóżku. Po mojej prawej stronie był ten szary jaszczurowaty chochlik. Walczyłem z nim jedną ręką, chciałem go złapać i zrzucić z łóżka. Ugryzł mnie. Ugryzienie czułem jakby było kocie. W końcu obudziłem się. Pewnie znowu to byłą moja szara bluza, którą widziałem kątem oka, zamieniona w stworka podczas paraliżu przysennego.
Pająki Z Jeziora
05.10.2015 – 13:28
Stoję nad brzegiem jeziora, niedaleko mnie idzie jakiś mężczyzna. Z jeziora wyłania się piękna kobieta, ubrana w jasną suknię, idzie na sam środek jeziora. Tamten idzie za nią, i ja także. Gdy się zatrzymujemy na środku wody, tamten facet chce ją pocałować. Zapragnąłem też ją pocałować. Żadnemu z nas się nie udaje, bo ta kobieta tak jakoś dziwnie nas wymija i nie możemy na nią natrafić. Robi się zbliżenie na kobietę. Z wody wyłazi czarny pająk. Skacze na nią i idzie po jej szyi, wgryza się i tak zostaje. Wiem, że ten pająk jest pasożytem, który ją kontroluje. Szybko idę w stronę brzegu, myśląc, że pewnie w jeziorze jest dużo więcej takich pająków. Wychodząc z wody, zauważam, że na skarpetach między palcami siedzi pełno zwiniętych pająków. Zdejmuję skarpety, zrzucając jednocześnie pająki. Rozprostowują się i rozbiegają naokoło po trawie. Chcę je wszystkie porozgniatać, ale uciekają. Jest tam kotka. Zabieram ją do środka domku, ponieważ ją też mogłyby pogryźć. Za nami przylazł jeden pająk. Znaleźliśmy się w sypialni obok łazienki. Kotka kręci się wokoło, polując na pająka. Prawie udało mi się go rozgnieść, ale w ostatniej chwili uciekł. Gdzieś się schował.
Świat Podziemny
16.10.2015 – 09:03
Wydaje się mi, że jestem w kuchni, ale jest to raczej inne mieszkanie, może nawet połączenie dwóch rożnych. Wchodzę do jednego małego pomieszczenia jest tam wiele różnych rzeczy, jasno. Niby to jest ubikacja i jest tam moja mama, która jak wchodzę zasłania się kocykiem czy jakąś inną wiszącą zasłonką, ale nie wygląda to pomieszczenie na ubikację, a mamy w ogóle tam nie widzę. Przechodzę do pomieszczenia obok, także małego, trochę jest ciemniej. Są tam szare obdrapane ściany, jak w piwnicy. Na środku są dwa stosy, jeden to puste plastikowe pudełka po płytach, drugi po kasetach. Na ścianie są różne napisy, rzuca mi się Heapearion (trochę przekręcone, powinno być Hyperion) i włącza mi się senna, nie prawdziwa pamięć. W tej pamięci ten pokoik nie jest szary i zrujnowany, jest tam kuzynka cioteczna, która mówi, mam takie bynajmniej wrażenie, "a przecież tak", niby związane z tymi pudełkami lub tytułem książki. Na chwilę jakby z tej niby pamięci przechodzę w sen, który dzieje się właśnie w tym czasie, który był pokazany we wspomnieniu, ale nie pamiętam dalszej części snu-pamięci. Wracam i wychodzę z tego pomieszczenia. Możliwe, że ten pokój był po jakiejś katastrofie z przyszłości.
W dalszej części snu wychodzę na balkon. Chociaż tak na prawdę wychodzę drzwiami od razu na trawę, ale i tak tego nie rozpoznaję. Dwie kotki też wyszły. Nie chcę żeby, gdzieś uciekły i staram się je zawrócić do domu, ale myślę, że zatrzymają się przed płotkiem balkonu. Oczywiście żadnego płotku nie było, bo nie był to balkon, tylko trawnik, a granica między tym nieprawdziwym balkonem a resztą obszaru sennego istniała tylko w mojej sennej wyobraźni. Kotki wyszły dalej. Jedna w piachu zrobiła kupę, a druga obok niej siku i pobiegła dalej w prawą stronę. Zatrzymała się w krzakach przy klatce bloku na przeciwko balkonu i też robiła kupę. Teraz jak zobaczyłem to się okazało, że wszedłem z innego mieszkania, tego przy piaskownicy, a ta klatka schodowa znajduje się przed prawdziwym moim balkonem. Zauważyłem, że kotka syczy i macha na inne zwierzę o podobnej do niej wielkości, nie był to kot tylko jakieś dzikie zwierze. Pogoniłem je i uciekło dalej chodnikiem w stronę schodków. Kotka znajdowała się w jakichś kłujących chwastach. Chwilę się zawahałem, bo czułem pajęczynę, która była nie widoczna, i zacząłem wyrywać osty i inne roślinki. Poczułem jak kolec zahaczył mi o skórę. Wokół mnie było kilka kolegów i koleżanek z podwórka, nadal dzieci jakby nie rośli. Jeden znajomy mówił, że tam leżą te nieprawdziwe zapachowe dolary. Nie było tam banknotów, ale kilka białych kwiatków. Wyrywając je wyciągałem kawałki drewna.
Dałem komuś kawałek, bo to było dziwne, chociaż taki mały kawałek, a był bardzo ciężki, ważył może kilka kilogramów. Wyciągnąłem jeszcze kilka. Pozostał jeszcze duży pniak, z wysiłkiem, ale udało się go mi wyciągnąć (w rzeczywistości taki pniak jest na trawniku przed balkonem). Po tym jak go wyciągnąłem naszym oczom ukazało się przejście wgłąb, takie jakby kamienne schody. Na środku schodka leżało sobie dwa zł. Znajomy zażartował, że dawaj te dwa złote, a ja powiedziałem, że nie, bo siedem złotych, ponieważ leżało tam na dole jeszcze pięć złotych, i schowałem monety do lewej kieszeni spodni. Świeciło słońce tak jakby to był wieczór, miałem niby odkurzyć mieszkanie, więc powiedziałem koledze, że może wrócimy tu o szesnastej, a na razie przykryliśmy dziurę tym korzeniem. Znowu kierowałem się do innego mieszkania, ale i tak mimo to trafiłem do swojego.
Był jasny dzień, chociaż wiedziałem, że to już ciemna noc. Mama stała przed moim pokojem, coś tam do mnie mówiła uśmiechając się. Powiedziałem żeby na chwilę przestała o tym mówić, ale jak to bywa z postaciami ze snu nie mogłem się dogadać jakby coś niewidzialnego odgradzało nasze głosy. W końcu udało mi się, opowiedziałem jak to kotki jedna obok drugiej się załatwiły na piachu i się śmialiśmy.
Potem znowu wróciłem do tej dziury, podobna była trochę do studni. Znajomy już na mnie czekał. Zeszliśmy na dół, ale się, jakoś tak jakby rozeszliśmy myślami. Miałem pamięć wizję jak to inni tam biegali po tych podziemiach i natykali się na potwory. Wiedziałem dzięki temu, które miejsca omijać. Biegłem przed siebie. To było podziemne miasto, a nawet i cały podziemny świat. Było ich chyba trzech, jedna kobieta, zauważyli mnie Lecieli w jakiejś maszynie. Jeden z nich już wylądował. Był to chyba zarządca tego świata czy miasta. Dotarłem na plażę. Niby to były podziemia, ale jednak świeciło słońce, było ciepło. Zatrzymałem się i przewróciłem na piasek odgrodzony i jakoś specjalnie nazywany przez tamtego. Leżąc tak w ciepłym przyjemnym piasku, myślałem, że pewnie będę cały w piachu. Wstałem i okazało się, że ten wydzielony pasek na plaży to specjalny piasek, który nie wchodzie między obrania i do butów. Przybiegł znajomy, zapytałem się go czy pozostali też przyszli, ale nie odpowiedział. Rozmawiał z tym mężczyzną, że niby tam przyszedł po to, aby usunąć ząb jedynkę. Pokazał się widok mojej siostry, i że też miała tylko połówkę zęba, chociaż w rzeczywistości ma wszystkie zęby. Na tym sen się zakończył.
Fale Energii
17.10.2015 – 16:06
Pamiętam wsadzanie choinki do ziemi przed moim oknem.
Z poprzednich snów to pojawiło się dużo ludzi, gdzieś na parkingu czy w takim podobnym miejscu. Byli zamknięci pod niewidzialnymi kopułami. Podniesiono jedną i drugą większą kopułę. Przyszło więcej ludzi, w tym kilku ciemnoskórych. Byli to prawdopodobnie migranci. Mogli iść przez otwarty chodnik. Dwoje z nich, mężczyzna i kobieta skręcili w prawą stronę, w stronę, gdzie nikt inny nie poszedł.
Znalazłem kilka książek. W jednej z nich wszystkie strony były nie po kolei. Starałem się tak poprzekładać je, aby ułożyć w kolejności. Niestety było to trudne zadanie, strony się powtarzały, były ponoć z innych książek tego samego autora, które pojawiały się w miesięcznikach. Znalazłem się na tyle autobusu. Popatrzyłem chwilę przez szybę. Po środku wystawało coś czerwonego, jakaś przedziałka czy coś. Miałem w ręku starą grubą książkę, nie wiem czy to była ta sama. Uderzyłem kilkakrotnie grzbietem książki chyba o siedzenie. Spomiędzy kartek wyleciało pełno kurzu, brudu i wylazły robale.
Z dzisiejszych snów to pamiętam od tego jak byłem obserwatorem. Stałem na ścieżce czy chodniku. Przylazł taki Harry Potter-zombi. Miał z tyłu pleców skrzydełka. Pytał kogoś o to jak tamtędy przejść, ponieważ górą było o wiele szybciej niżby miał schodzić na sam dół i iść okrężną drogą. Wszedł do wieży przez okienny otwór i poleciał do góry.
Pamiętam też coś o jeździe autobusem i wysiadaniu z niego, ale pamięć tego snu jest mętna nie wiem o co tam chodziło.
Jestem w szkolnym długim korytarzu, na samym dole. Jest słabo oświetlony, półmroczny, ale wszystko doskonale widać. Chodzi tam dużo osób, raczej uczniów. Panuje atmosfera podniecenia, wszyscy się z czegoś cieszą. Nagle odkrywam, że potrafię się unosić w powietrzu. Na stojąco, nisko przy podłodze na plecach lub na brzuchu mogę się unosić. Inni też mają różnego rodzaju moce. Po chwili znowu jest wszystko jak przedtem, nie mogę się unosić w powietrzu, ani używać telekinezy, inni także nie mogą. Po chwili znowu "przypływa" ta energia. Pojawia się moja siostra, przyszła z koleżankami. Na środku korytarza otwierają się przezroczyste szklane drzwi, siostra idzie przechodzi na drugą stronę. Jedna z jej koleżanek ciągnie mnie za rękaw i, gdzieś prowadzi. Pokazuję jej jak latam, ale po chwili znowu energia zanika. Ta energia przychodzi jakby falami, ale każda jest większa i trwa dłużej. We wnęce siedzi dwóch chłopaków. Do siadam się do nich. Przychodzi znowu fala energii. Okazuje się, że oprócz super mocy daje ona także superinteligencję. W tym momencie wynajdują oni technologie baterii elektrycznych, które by działały na jednym ładowaniu może i z kilka miesięcy. Proponuję im, że niech zbudują takie kwantowe baterię, które byłyby niewyczerpalne, ale nad nami stoi jakiś robot, który nas pogania i fala energii kończy się. Na szczęście udało im się dużo tych baterii narobić i wystarczą na długo. Potem przychodzi ciotka, mówi mi żebym lepiej znalazł jakąś normalną pracę, bo co będzie jak ta energia przestanie się pojawiać. Pomyślałem, że może rzeczywiście nie powinienem na niej tylko polegać. Chłopacy mówią, że dostaliśmy od kogoś, chyba od Unii Europejskiej 10000zł dotacji na nasz projekt, cieszymy się. Przypływa znowu następna fala energii, tym razem na bardzo długo. Przeklikuje mnie do innej sceny we śnie. Wychodzę z klasy na korytarz znajdujący się wyżej. Pusto, nikogo tam nie ma. Czuć teraz niepokój, strach. Przy schodach stoją bardzo agresywne, niebezpieczne psy. Szczekają na mnie, wiem, że one pilnują schodów. Idę na drugi koniec korytarza do drugich schodów. Tam też pilnują psy, tyle, że na są na łańcuchu, ale nic to nie daje, bo łańcuch jest długi. Próbuję zeskoczyć między schodami na dół, tam też czeka groźny czarny pies. Szybko wznoszę się z powrotem i ten z góry chyba mnie dosięga i chwyta za nogawkę. Unoszą się wyżej przy ścianie aż po sufit. Wilczur skacze, warczy, szczeka na mnie, ale nie dosięga mnie. Idę korytarzem znowu w drygą stronę. Robi się surrealistycznie. Stoję na półce czy jakimś wysokim kamiennym stopniu przy ścianie, trochę jak w jaskini. Przychodzą jakieś psowate istoty, rozumiem, że oni są z przyszłości, albo innego wymiaru. Jeden z nich tłumaczy jak rozwiązali problem agresji ich gatunku. Pokazuje się widok, jakby odtwarzał się filmik, jak mały chłopczyk ludzkopsi znajduje lecący w kierunku niego zielony balonik w kształcie serca. Coś tam dzieje się więcej i kończy się scena. Wszystko powraca do normy, tamci pomagają mi zejść schodami, a może po prostu zabierają tamte stróżujące psy. Schodząc tak schodami spotykam kolegę T. z podstawówki. Jest on razem z kilkoma młodszymi dziećmi. On i te dzieci niosą różnokolorowe balony, zauważam zwłaszcza te zielone w kształcie serca. Balonów jest tak dużo i gęsto, że zajmują cały korytarz od podłogo do sufitu. Czuć znowu radość. Mówię idźmy do przedszkolaków. Idziemy i jak jesteśmy w następnym korytarzem wychodzą setki uczniów. Strasznie ciężko się idzie. Przy końcu korytarza z lewej jest wąskie przejście prowadzące do szatni i sal gimnastycznych, a po prawej stronie dalsza część korytarza. Myślę, że nie uda mi się i będę musiał wejść przez drzwi razem ze wszystkimi. Na szczęście udaje mi się wyskoczyć i przebiec po ścianie w prawą stronę. Tam idą te dzieci pustym korytarzem. Prowadzi je ktoś podobny do postaci z jakiegoś anime. Ktoś inny zostawia dziewczynkę w jakimś wielkim worku, chyba na śmieci albo na gruz, lub może jakieś szkolne rzeczy. Zabieram dziewczynkę ze sobą. Chwytam ją, i jako że panuje inna grawitacja niż zwykle, tamta kręci się chwile w powietrzu, i wtedy sadzam ją na plecy "na barana". Idziemy razem za pozostałą grupą. Tamten z przodu nuci jakąś piosenkę coś jak "taka mała (albo niemała?) rzecz, a połączyła się…" Innym wzrokiem widzę jakby w przybliżeniu, jak tamta dziewczynka, którą on prowadzi ma takie niewidzialne normalnie macki energetyczne wystające jak warkocze z głowy i pleców. Ma ich 7. Dziewczynka, którą ja niosę, ma ich aż 21. Widzę jak tamten przechodzi z tamtą dziewczynką i innymi dziećmi prze drzwi na końcu korytarza i przez następne wewnątrz sali. Też wchodzę i dziewczynka, którą niosłem schodzi ze mnie. Sen się kończy. Nie kończy się dlatego, że coś mnie obudziło, kończy się, ponieważ jest to po prostu koniec tego snu.
Skakanie Do Wody
20.10.2015 – 12:04
Lato, gorący słoneczny dzień. Wskakujemy z wysokości do ciepłej, przyjemnej wody i płyniemy pod wodą, po czym się wynurzamy. Po jakimś czasie statek opływa wyspę i zatrzymujemy się w podobnym miejscu. Tam też wskakujemy do wody i pływamy. Nie wiem czy rzeczywiście to była wyspa, była mowa o tym, że to rosyjskie ziemie.
Komputery, Autobus, Pająk
13.11.2015 – 12:46
Są jakieś zajęcia w sali z komputerami. Siedzę przy ławce na środku sali, wokół mnie biurka z komputerami. Jedna z osób ma taki malutki komputerek, pewnie tablet. Czekam, aż dostanę miejsce i swój komputer.
Czekam na autobus. Przyjeżdża, ale to nie mój, wsiadają do niego ludzie. Przyjeżdża mój i wchodzę do środka. Nie siadam nigdzie, stoję do następnego przystanka. Wsiadają te same osoby co do poprzedniego autobusu, kobieta i dwie dziewczynki. Przechodzę na tył autobusu, w końcu nie siadam nigdzie, bo zostały zajęte już ostatnie wolne siedzenia. Dziewczynki mówią coś po japońsku. Gdy dojeżdżam do celu, wysiadam. Nie wiem co to za miejsce. Idę dalej zobaczyć co tam jest. Przeskakuję przez przepaść, ledwie udaje mi się przeskoczyć. Okazuje się, że jest to Wielki Mur Chiński. Jest mocno podniszczony. Chodzą tam turyści. Chcę szybko biec, ale poruszam moimi rzeczywistymi ramionami i rękami w łóżku, przez co się budzę.
Jestem w kuchni, jest tam moja mama i siostra. Nagle zauważam, że coś jest nie tak z rośliną, która została postawiona na stole. To duży pająk się wspina po doniczce. Chcę go złapać, ale gdzieś znika, zrobił pajęczynę i zsuwa się z sufitu. Cofam się, aby go widzieć, spada na podłogę i znowu go nie ma. Czuję jednak coś pod nogawką. Idzie mi po nodze do góry. Budzę się.
Widok Z Okna
16.11.2015 – 15:27
Patrzę przez okno, jest jasno, pada deszcz. Pomiędzy kroplami spadają szklane kulki. Widzę na niebie dużo różnych planet, albo księżyców.





