25-07-2018, 22:56
Czapka Taneczna
10.06.2015 – 14:20
Trawnikiem przed klatką schodową szła gruba dziewczyna. Miała założoną błękitną opaskę/czapkę. Siostra powiedziała mi, że takie czapki dostaje się i można dopiero nosić po ukończeniu szkoły tańca. Idziemy za tą dziewczyną. Wchodzi do budki sklepowej. Przenosi mnie w inne miejsce. Jestem teraz obserwatorem w ciężarówce czy autobusie. Prowadzi kobieta. Jest tam też jej syn. Wewnątrz pojazdu panuje półmrok, wszystko jest czarno białe. Wiem, że na tyłach samochodu trzymają trupa. Z przodu siedzi jakaś dziewczyna, możliwe, że to ta w niebieskiej czapce. Tylko ona nie jest czarno biała i ma kolorowe ubranie. Mówi, że nie może już tego znieść, a tamta kobieta odpowiada jej, że za chwilę odstawią tą ciężarówkę, albo może chodziło tylko, że tego trupa gdzieś zostawią.
Piwnica Na Piętrze
12.06.2015 – 11:26
Wchodzę do budki sklepowej, w której znajduje się sklep spożywczy nazywający się "sklep". Kładę sprzedawczyni na ladzie 10zł i po drugiej stronie na półce wybieram jedzenie dla kota. Jest zapakowane w wąskim podłużnym opakowaniu, w nazwie ma "soft". W ręku mam 20zł w dwóch banknotach po 10zł. Biorę z lady tamto 10zł, a daję inne, z tych dwóch banknotów. Wychodzę ze sklepu.
Idę do góry klatką schodową. Ściany i schody pomalowane są na biało. Nie wiem co to za budynek, w którym jestem, ale prawdopodobnie byłem w nim wiele razy w snach. Zatrzymuję się, na którymś piętrze. Jest tam ciemna piwnica (dziwne, bo przecież piwnice to się raczej znajdują niżej niż parter, a tutaj na drugim, czy trzecim piętrze). Wchodzę, zatrzymuję się, gdzieś po środku tej piwnicy. Wiem, że coś robiłem ze skrzynką z gazem. Otwierałem ją, a później ją zamknąłem. Nie wiem czy coś tam z niej zabrałem, czy zostawiłem w niej. Nagle czuję, że zbliża się ktoś kogo jest ta piwnica. Wybiegam na klatkę schodową. Nie zdążyłem zamknąć piwnicy, więc zauważy, że tam byłem. Aby uciec, teleportuję się niedaleko mojego mieszkania, ale już po chwili ściąga mnie z powrotem. Przychodzi tam jakiś starszy pan, ogląda tą skrzynkę, ale nie mówi nic, że coś zrobiłem złego. Zostaję tam na jakiś czas. Pojawia się moja siostra. Część tej piwnicy jest nasza i są tam, poukładane w prostokąt jakieś mąki, cukry, jedzenie dla kotów. Po prawej stronie stoją cztery papierowe torby, chyba koloru czerwonego. Mogłyby to być prezenty urodzinowe dla kogoś. W tym śnie wiem, że są to wygrane z konkursu, odbywającego się w jakimś markecie. Wszystkie te rzeczy stoją tam już od wielu lat. Wysypuję wszystko z jednej torby, jakieś plastikowe badziewiaste zabawki i słodycze. Coś tam przypomina mi się, że mam zepsutą procę i znajdę tu taką samą, ale nową. W rzeczywistości nie miałem nigdy procy. Siostra bierze jedną torbę i schodzi na dół. Następnie oglądam opakowania z tego jedzenia dla kotów i mąki, albo cukru. Jedno ma datę ważności bardzo daleką na dwa tysiące sto któryś rok. Drugie ma w końcówce 44. Mówię tamtemu panu, że wtedy trzeba by się cofnąć w czasie czy co, bo to by mógł być 1944, ale może to być także 2044. To i tak była by jakaś bardzo długa ważność. Schodzę na dół po schodach jest tam impreza chyba urodzinowa. Właściciel tej piwnicy też jest już na dole. Pytam się go czy mogę coś jeszcze sprawdzić w tej piwnicy, kiwa głową, że tak. Wracam tam. Przyszedł jakiś mężczyzna z córką i synem. Zabierają różne rzeczy. Mówię, że to jest prywatna własność, ta piwnica, a oni tutaj kradną. Potem jednak daję dziewczynce jedną z tych czterech toreb, a rozsypane rzeczy wkładam z powrotem do drugiej papierowej torby z zamiarem zabrania jej ze sobą. A na to tamta dziewczynka się pyta co ja chcę z tym zrobić i mówi mi, że nie wolno tego zabierać stąd, bo to jest jej.
Narkotyki, Taksówka, Dziura W Chmurach
16.06.2015 – 12:49
Przy oknach był jeden rząd ławek. Siedziałem w jednej z przodu niedaleko drzwi. W głębi pomieszczenia były łóżka. Na środku była wolna przestrzeń, ewentualnie stolik lub coś podobnego. W ławkach oprócz mnie siedziało kilka osób. Wiem, że to było miejsce zajmowane przez gangsterów. Chodziło tam niedaleko tych łóżek parę prostytutek. Przyniesiono strzykawki z narkotykiem. Kilka osób siedzących w ławkach i niektóre z tych prostytutek wbijało sobie igły z tym narkotykiem i przytrzymywane, aby nie upadły na podłogę zasypiały. Ja nie brałem narkotyku, bo nie chciałem stracić świadomości. Kolega siedzący w ławce za mną, też nie chciał tego, tłumacząc się, że potem bolały by go plecy. Zostały na tace dwie strzykawki. Przyszedł policjant.
Miał jakiś zestaw pytań zapisanych w notatniku. Miałem zeznawać w sprawie jakiegoś
przestępstwa, chyba morderstwa, tamten kolega także. Była tam też jakaś pani, pewnie też policjantka. Interesowała ją zwłaszcza odpowiedź na pytanie numer dwa. Potem pamiętam, że byłem u ortodonty i wiedziałem, że nie mogę wtedy i nie chcę wracać i odpowiadać na pytania. Później oglądałem się w łazience w mieszkaniu. Patrzyłem na zęby i przez chwilę nie było aparatu, po chwili się pokazał, ale zęby wyglądały jakoś dziwnie. Po za tym jak na sen, wszytko w lustrze wyglądało zwyczajnie.
Ktoś chciał jechać taksówką. Miał niby umówioną na konkretną godzinę w konkretnym miejscu. Tłumaczył, że w tym mieście można iść na taksówkę tylko w dwóch miejscach, a on się już spóźnił i w ogóle nie wie, gdzie są te miejsca. Mówię mu, że to nie prawda. Może sobie zamówić taksówkę na jakąkolwiek godzinę i w jakimkolwiek miejscu, a nie tylko w tych dwóch.
Coś też śniło mi się z kubkami. Ktoś miał kubek z nadrukowanym samym tłem, a mój kubek miał za to jeszcze dodatkowo piramidę.
Idę piaszczystą drogą. Po lewej stronie jest las, a po prawej łąka z zeschniętą żółtą trawą. Jedzie w moją stronę duży czarny samochód, chyba wojskowy, a może jednak gangsterski. Zajmował całą szerokość drogi. Nie mogę skoczyć zbyt wysoko, tak jak to zwykle robiłem w snach, skaczę tylko na ten samochód i podczas, gdy jedzie ja przez niego przebiegam i zeskakuję. Dobiegam do skraju lasu, który znajduje się niedaleko bloku, w którym mieszkam. Wygląda inaczej niż zwykle. Jest tam ładny duży plac zabaw, obsypany na około świeżą czarną ziemią. Część drzew także jest obsypana w ten sam sposób czarną ziemią. Na ławce na tym placu zabaw siedziało dwóch gangsterów. Jeden silnie umięśniony pobiegł w prawą stronę w las. Drugi, ubrany w czarny garnitur, wstał z ławki, powoli do mnie podszedł. Uśmiechając się coś do mnie mówił, ale niestety nie pamiętam o co chodziło. Od początku jak znalazłem się na tym placu zabaw widziałem, że na niebie jest pełno gęstych chmur. W jednym miejscu w chmurach była bardzo głęboka dziura, która prawie wchodziła w przestrzeń kosmiczną. Wyglądało to bardzo ciekawie. Nie pamiętam tego dokładnie, ale były tam chyba jakieś kolory, możliwe też, że było widać gwiazdy. Zwróciłem mu uwagę, żeby tam popatrzył. Coś tam mówił, ale nie usłyszałem, po czym sobie poszedł. Pamiętam jeszcze, że to ja pobiegłem w las tamtym gangsterem, tak jakbym sterował postacią w grze komputerowej.
Koszmar, Ucieczka W śniegu, Wyspa
19.06.2015 – 13:29
Z jakiegoś powodu rodzice kazali mi pójść do kościoła, chociaż normalnie to nie chodzę, ale we śnie jednak poszedłem. Usiadłem w ławce z kolegą po lewej stronie, potem przesunąłem się na prawą stronę ławki, aby zobaczyć, że siedzę już sam na tej ławce. Zaczęło się. Nie było żadnego księdza, tylko dziwna kobieta. Przyłożyła do mojej twarzy, jakby mikrofon, śmierdzącego kapcia, że niby coś tam mam mówić, może się spowiadać. Nie wytrzymałem i wybiegłem z płaczem z kościoła. Gdy znalazłem się na zewnątrz musiałem uciekać, bo wszyscy byli wrodzy, przeciwko mnie. Nagle znalazłem się na chodniku obok trzech budek sklepowych na przeciwko budynku, gdzie mieszkam. Zaatakował mnie jakiś bezdomny dziad podobny do sprzedawcy z jednego z tych sklepów. Gonił mnie, chciał mnie chyba bić. Wykrzykiwał do mnie, że zapłacę za to co zrobiłem. Zająłem na chwilę jego uwagę tym, że podałem mu jakieś znalezione małe urządzenie i spytałem go do czego to służy. Ten to zaczął oglądać, a ja już trochę odbiegłem, ale nagle zorientował się, że zrobiłem to dla zmyłki i znowu zaczął mnie gonić. Odzyskałem trochę świadomości i chcąc uciec zamierzałem polecieć do góry. Odbiłem się, niewiele zobaczyłem, bo wciągnęło mnie z ogromną szybkością. Przeleciałem przez coś podobnego do tej dziury w chmurach z poprzedniego snu. Ale to był błąd. Trafiłem do jeszcze gorszego koszmaru. Było to w nieznanym budynku na wysokim piętrze. Po środku pokoju był jakiś mężczyzna, bynajmniej wydawało mi się, że to mężczyzna. Nie było widać jego twarzy i tak jakby w ogóle nie miał przez chwilę głowy. To było straszne. Ta istota sparaliżowała mnie, przez co nie mogłem się poruszyć. Miałem tylko czekać aż coś tam ułoży, włączy jakieś urządzenie. Wywoływała ta istota tak wielki przestrach, wydawało mi się wręcz, że nawet jak się obudzę to to coś mnie dopadnie. Zauważyłem, że okno za mną było lekko uchylone.
Udało mi się poruszyć, ale bardzo powoli. Gdy byłem już przy oknie, tamto zauważyło co robię. Już miałem wyskoczyć przez okno i uciec, jednakże chwycił mnie za nogi i zaciągnął na środek tamtego pokoju. Na szczęście w tym samym momencie sen się zakończył.
Zasłaniałem żaluzje dużego okna. Ozdoby zawieszone na szybie trochę w tym przeszkadzały. Chciałem w odwrotną stronę przekręcić i żaluzje z drugiego okna zaczęły się odsłaniać. Podszedłem do tego drugiego okna, dziwiąc się dlaczego inne żaluzje nie powiązane z tamtymi poruszają się same z siebie, chociaż przekręcałem żaluzje tylko w oknie obok. Któreś z okien się nawet otworzyły. Kotka wskoczyła na parapet i wyskoczyła. Zauważyłem, że okna zamiast tak jak zwykle są obok siebie, teraz są naprzeciwko siebie i można widzieć z okna w kuchni w okno sypialni, przez to powstała wąska wnęka z trawnikiem. Wyskoczyłem za kotką, ponieważ była już noc, a nie chciałem, aby się gdzieś zapodziała. Kotka była całkowicie oblepiona śniegiem, nawet powieki miała w śniegu. W którymś miejscu śnieg z niej zniknął. Krążyłem za nią wokół budynku. Nagle się okazało, że kotka zmieniła się małą trochę grubszą dziewczynkę. Znaleźliśmy się na peronie, chociaż nigdzie obok bloków nie powinno być pociągów. Chciałem za nią pobiec. Mogłem jednak jedynie za nią powoli iść i gdy już byłem w połowie drogi do niej, ta biegła trochę dalej. Aż doszliśmy do jakiegoś przejścia czy bramy i sen się urwał.
Był dzień. Z inny ludźmi znalazłem się w lesie. To była wyspa jak w serialu "Lost". Szedłem z kimś, gdy nagle coś zobaczyliśmy. Na piaszczystej drodze ktoś stał. Trochę się przestraszyliśmy, bo to musiał być chyba duch. Tamta druga osoba uciekła z powrotem. Ja chwile tak zostałem. Ten duch rzucił jakby projekcję na pobliski pagórek. Pokazała się na tym pagórku twarz i zaczęła się ciąć noże, cała we krwi. Wtedy sam także uciekłem. W którymś momencie wyobrażałem sobie, że żyjąc na takiej wyspie trzeba chodzić na plażę żeby się umyć. Szedłem z kimś tunelem takim z piachu i kamieni. Potem stałem ukryty za białą zasłoną w jakimś wielkim jasnym pomieszczeniu. Nagle ktoś odkrył tą zasłonę wiedziałem, że to była kobieta demon. Była ubrana cała na biało w białym kapturze. Nie było widać jej twarzy. Kazała mi stamtąd wychodzić. Trochę się opierałem, ale w końcu musiałem stamtąd wyjść. Zobaczyłem, że w całej tej sali stało pełno kobiet, tak samo jak ta, ubranych na biało i przyglądało mi się. Wyprowadziła mnie z tego pomieszczenia na zewnątrz i znaleźliśmy się w miejscu, gdzie wychodziłoby się od fryzjera. Tamta kobieta poszła, gdzieś w lewą stronę. Zostawiła ze mną młodszą od niej dziewczynę. Zdjęła ona kaptur, dzięki czemu mogłem zobaczyć jej twarz. Była bardzo ładna. Miała jasne włosy. Wchodziliśmy o sklepu i nagle znaleźliśmy się w tym tunelu, którym wcześniej z kimś szedłem. Wróciliśmy nim na wyspę. Razem z dziewczyną natrafiliśmy na tamtego niby ducha. Przyszedł także tamten co się przestraszył i uciekł. Tamten duch czymś go dotknął co niby miało go ustabilizować, aby został w tej rzeczywistości czy coś tam. Potem coś do nas mówił, czego za bardzo to nie pamiętam.
Urywki Z Różnych Snów
22.06.2015 – 14:15
W moim pokoju zamiast okna były drzwi prowadzące do ogrodu. Właśnie skądś wróciłem. Za mną przyszła tymi drzwiami jakaś dziewczyna. Mówiła, żebyśmy wracali spać. Przy tym spaniu zobaczyłem jakby koniec zanikającej drogi oświetlonej matowym żółtym światłem, które wywoływało takie charakterystyczne uczucie, którego nie potrafię opisać. Był może tam jakiś portal, przez który przechodząc, przechodziło się do snu. W między czasie dziewczyna usiadła na kanapie. Tłumaczyłem jej, coś o reinkarnacji, że miałem wiele różnych inkarnacji na ziemi i nie chcę znowu wracać tam i spać i tracić znowu świadomość. Jednocześnie powiedziałem do niej "zrobię ci dziecko". Była w pokoju jeszcze starsza kobieta. Poprosiliśmy, aby wyszła na chwilę. Zaczęliśmy się kochać na tej kanapie, z tym tylko, że nie chciała, abym dotykał jej sutków.
Dzwoni do mnie ktoś z pracy. Prosi, abym jeszcze przyszedł na jeden dzień. Mam im w czymś pomagać, chyba ubierać choinkę. Widzę biuro, jest wieczór.
Idę halą lub galerią handlową. Mam plakat ze zdjęciem jakiegoś mężczyzny. Chyba go poszukuję. Pokazuje go pracownikowi sklepu i pytam się czy go widział. Odpowiada, że nie.
Leżę na łóżku i żuję cukierka-gąbkę. Zaczyna mi chrzęścić kamyczek. Boję się, że uszkodzę sobie zęby, więc wyjmuję gąbkę z buzi i kładę ją na pufę stojącą przy łóżku.
Jestem za drugim blokiem ze znajomymi. Idę na chwilę sprawdzić coś przed moim balkonem. Gdy dochodzę do lampy na rogu trawnika, tak jakby owiewa mnie całego pajęczyna. Wracam się.
Przemieszczam się przez ciemną przestrzeń kosmiczną. Docieram do asteroidy lub do komety. Są w niej szczeliny, przez które widać żółty płyn w głębi komety. Trochę przypominał zupę z tłuszczem. Zanurzam ręce w ten płyn, lewą rękę w lewą dziurę, a prawą rękę w dziurę po prawej stronie. Przy tym mam dziwne uczucie jakby lewa ręka nie do końca należała do mnie. Chciałem wejść cały do wnętrza, ale niestety szczeliny były za wąskie. Obejrzałem sobie całą tą asteroidę. Było nudno. Zrobiłem parę kroków i już zobaczyłem całość, taki mały była ta kometa. Znudziło mi się tam i zeskoczyłem ciemność. Bardzo szybko znalazłem się na ziemi. Wracałem do domu chodnikiem. Przypomniało mi się, że jakoby, w którymś z wcześniejszych snów miałem iść inną drogą, aby zobaczyć co tam jest. Dzień był ponury, wisiały na niebie szare chmury. Szybko przeszedłem chodnik. Chodziły tam chyba psy. Miałem iść w stronę, gdzie znajdują się sklepy, jednakże środowisko we śnie uległo zmianie, jak to się często dzieje w snach. Dotarłem do piaszczystego kanionu. Byli tam chuligani, albo ja tak zinterpretowałem ludzi tam siedzących. Myślałem, żeby zawrócić, ale jednak poszedłem dalej. Po chwili znowu się zmienił widok, wszystko zrobiło się po prostu wyraźniejsze. Szedłem schodami za dziewczyną w czarnej kurtce. Gdy weszliśmy już na górę zauważyłem, że jest to miejsce widokowe, a może nawet coś jak molo nad morzem, szło drewnianymi deskami. Dziewczyna szła w lewą stronę. Zawołałem, aby poczekała na mnie i obróciła się w moją stronę. Gdy do niej dotarłem przytuliliśmy się do siebie.
Powrót Koleżanki, Autobus Y
23.06.2015 – 13:02
Znowu byłem podstawówce, albo raczej w gimnazjum. Było po przerwie i czekaliśmy przed salą. Przyszła jakaś dziewczyna (wiem, że nazywała się Dominika), a za nią nauczycielka od fizyki. Mówiła coś do wszystkich, a w szczególności do mnie, o tej dziewczynie. Zrozumiałem, że chodziło o to, że tamta dziewczyna długo była chora, a teraz w końcu wróciła do szkoły. Nie wiedziałem tak na prawdę o co chodzi, bo ta dziewczyna nie była wcale chora, ani nie miała żadnego wypadku, ani nic podobnego. Gdy weszliśmy do sali usiadła ona w pierwszej ławce z przodu po lewej stronie przy oknie. Chciałem usiąść za nią w drugiej ławce, ale kolega mnie ubiegł wcześniej. Usiadłem, więc z tyłu sam w przedostatniej.
Miałem wracać trolejbusem 23 lub 27. Czekałem i nagle zauważyłem, że przejechał dalej. Myślałem, że to R, chociaż nie miałem biletu na ten autobus, ale biegłem dalej. Potem, gdy się na chwilę zatrzymał zobaczyłem, że to jest jednak Y, którego w rzeczywistości nie ma. Chociaż nie chciałem nim jechać to i tak biegłem, bo tak zrobiło mi się przyjemnie biegnąc. Zatrzymałem się, ponieważ był tam zaparkowany samochód, którego z jakiegoś sennego powodu nie mogłem obejść.
Rybki Koi
25.06.2015 – 18:24
Było dziwne miejsce. Każdy z nas miał, kilka kart które miały być programami komputerowymi. Powiedziałem, że mam takie a takie programy i, że ta dziewczyna ma także zimową przeglądarkę do stron internetowych. Na co ona, skoro tak, to żebym je zainstalował. Zacząłem, więc instalować tą "zimową przeglądarkę". Pokazało się dużo świecących pomarańczowych kulek w powietrzu. Miały one pokazywać postęp instalacji. Po chwili przemieniły się one w małe pomarańczowe ryby koi, pływające w wannie. Po krótkiej chwili urosły jeszcze bardziej, sięgały aż do kolan, a to puste pomieszczenie, tą wielką salę, zalała woda. Podczas, gdy program się instalował, po woli każda ryba robiła się mniej pomarańczowa, aż przezroczysta, aby w końcu zdechnąć i pływać do góry brzuchem, co miało świadczyć o postępie instalacji, że ten kolor pomarańczowy był danymi przelewanymi na dysk twardy. Gdy większość ryb padło skierowałem się do wyjścia. Przed drzwiami przypłynęła jeszcze ostatnia wielka ryba. Wziąłem ją i wyszedłem szklanymi drzwiami. Miałem ją jeszcze wsadzić do urządzenia zawieszonego na ścianie przy drzwiach i włożyć jak kartę do bankomatu.
Kosmiczne Kable
30.06.2015 – 12:54
Widziałem ogromne czarne kable-tunele, wijące się w przestrzeni kosmicznej. Były to połączenia między różnymi planetami. A wewnątrz nich jeździły superszybkie pociągi.
Dwie Książki, Dzikusy
04.07.2015 – 12:15
W dużym pokoju w szafce ze szklanymi drzwiczkami, której w rzeczywistości już od wielu lat tam nie ma, bo są nowe szafy, znalazłem dwie książki. Jedna to była prawdopodobnie jakaś lekka fantastyka lub romans, miała jasną różową okładkę. Postanowiłem najpierw przeczytać tą drugą, ponieważ była krótsza. Leżała w głębi szafki. To był horror. Miała czarną okładkę z rysunkiem jakiejś dziwnej postaci. Miała tytuł "Tabor", autora nie pamiętam.
Idę sobie wodą. Na brzegu biegają ludzie. Wiem, że są to obcy sprowadzeni z innej planety, tyle że wyglądają tak samo jak ludzie. Są to dzikusy, polują dzidami na zwierzęta. Nagle mnie zauważyli. Inni ludzie, którzy byli ze mną uciekli. Ja nigdzie nie uciekałem, wiedziałem, że nic mi nie zrobią. Gdy się zjawili, siedziałem w wodzie i się opierałem plecami o kamienną ścianę. Nagle odezwał się głos ich boga, który im coś wytłumaczył. Byli raczej przyjaźni. Jeden z nich dziwił się co to ja dziwnego robię. Odpowiedziałem mu, że to tylko woda i pokazałem jeszcze raz jak ściskam wodę w dłoni. Była tam także staruszka, którą wcześniej przygarnęli do siebie. Siedziała w wodzie przed laptopem. Jeden z dzikusów złapał laptopa. Powiedziałem, żeby nim nie rzucał, więc delikatnie go odstawił na ziemię albo na wodę, już nie wiem, gdzie to było. Powiedziałem tej staruszce, aby go nauczyła liter na tym laptopie. Ta mu jednak włączyła jakąś grę. Chciałem, żeby nie włączała im żadnych brutalnych strzelanek, ponieważ mogli by chcieć w rzeczywistości takie bronie i się zabijać. Niech im włączy jakąś sportową grę, wyścigi czy coś. Ta im włączyła jakąś grę z samochodami, ale okazało się, że w niej byli policjanci, a gangsterzy w samochodach do nich strzelali. Przez chwilę byłem jakby w tej grze. Nagle przyszła do mnie ciocia. I chciała mi dać dwie książki. Spostrzegłem, że to te same z poprzedniego snu. Szybko zerknąłem na opis tego horroru.
Na wewnętrznej okładce było coś o ostrej akcji i o ostrych porównaniach. Książka ta była o ufo, które wpadło do Bałtyku. Jednak nie wziąłem tych książek, ponieważ miałem wypożyczone już inne, które zacząłem czytać.
Obce światełka
05.07.2015 – 11:55
Była ciemna noc. Patrzę przez jakieś okno, które nie znajduje się w moim mieszkaniu, chociaż jednocześnie jest to okno kuchenne. Widok jest zupełnie inny niż w rzeczywistości. Widzę, drzewa znajdujące się z drugiej strony bloku po drugiej stronie ulicy. To jest taki mini las, tyle, że we śnie jest o wiele większy i chyba na dodatek płynie tam strumyk. Na ławkach przed tym laskiem, siedzą ludzie. Niektórzy wstają i idą w moją stronę. Wydaje mi się jednak, że mnie nie widzą, bo chociaż patrzę na to miejsce, to tak na prawdę tego okna nie ma po tamtej stronie. Jest to jakby widzenie na odległość. Patrzę się teraz na niebo. Jest tam wiele gwiazd, które nagle zaczynają się poruszać.
Niektóre są czerwone. Jestem wtedy pewien, że to statki obcych i wiem, że jak na nie patrze to oni mnie także widzą. Zbliżają się w moją stronę. Po za tym zauważam, że w powietrzu w tym lesie zaczyna latać pełno kolorowych światełek. Niektóre są niebieskie i fioletowe. Wtedy pomyślałem, aby się przejść po tym lesie wśród tych światełek i idę czy raczej płynę razem z tym oknem, bo nie przechodzę tam przez to okno tylko jakby steruje widokiem. Las zrobił się mniejszy, przynajmniej o połowę, jakby go ktoś powycinał. Po nadto zaczynam się trochę niepokoić, gdyż łącze te światełka z obcymi. Myślę, że ci obcy są bardzo groźni i wysłali te światełka, aby się do mnie dostać. Patrzę przez to okno i widzę jak te światełka chcą się dostać do mnie do środka. Przychodzi mi do głowy myśl, że mogą one po prostu zamienić się w kolorowy gaz i przedostać się prze szczeliny w oknie. Wtedy uciekam z przed okna korytarzem w stronę łazienki, chyba z zamiarem wyjścia drzwiami z mieszkania, ale tego już nie pamiętam.
Dziwne Schody, Nowa łazienka
06.07.2015 – 12:51
Sen pamiętam dopiero od połowy, a może nawet to jest prawie końcówka. Idę, wręcz biegnę razem z kolegą schodami na górę. To pewnie jest budynek szkolny, ale nie jestem pewny. Widzę, że dziewczyna z chłopakiem także idą na górę. I wtedy przyśpieszamy. Kolega Już jest na górze, ale od razu się cofa, nawet można by powiedzieć, że skacze pomiędzy schodami na sam dół. Ja zdziwiony, bo na tej górze w sumie nic nie ma, droga jest nawet jakby zablokowana zagiętą poręczą i trzeba by przejść pod lub nad nią. Zauważam, że owszem jestem w jakimś budynku, tyle że jednocześnie wygląda to tak jakby całe schody były wyrwane z konstrukcji budynku i nie było ścian, chociaż jednocześnie ten budynek był, a ściany i drzwi były przezroczyste. To trochę tak jakby można było sobie wybrać fragment rzeczywistości, dziwne…
Nie wiem czy nadal to ten sam sen czy inny, ale jestem razem z rodzicami, w którymś miejscy chyba tego samego budynku. Coś tam słyszę o sklepie Biedronka, chyba mamy tam iść, a może po prostu znajdujemy się nie daleko. Muszę się niestety wrócić, bo zachciało mi się siku (chociaż wcale mi się nie chciało). Szybko biegnę, wchodzę korytarzem w podziemia budynku, zakręcam raz w prawą raz w lewą stronę. Idzie tam jakiś dziadek, a może i dwóch lub nawet grupa starszych ludzi. Chciałem iść w inną stronę, gdzie myślałem, że znajduje się winda. Tamten dziadek wskazuje mi jednak inną drogę, więc biegnę w prawą stronę i docieram do głównego korytarza. Widzę łazienki, jednakże cofam się, tamten dziadek powiedział, że jest wybudowana nowa czysta łazienka. Chciałem ją zobaczyć. Niestety to była zbyt nowoczesna łazienka jak na mnie, drzwi można było zamykać z przodu, ale z tyłu, ani po bokach nie było ścian, przez co wszystko można zobaczyć. Zrezygnowałem wtedy już z wchodzenia do łazienki.
Goniły Mnie Wampiry
14.07.2015 – 13:46
Uciekałem przed wampirami (przynajmniej tak m się wydawało, że to były wampiry). Było ich kilku, chyba czterech ubranych na czarno. Uciekałem miejscami z wielu różnych snów. Pamiętając, gdzie się mniej więcej znajdują, omijałem zagrożenia. W pewnym momencie znalazłem się w bardzo zatłoczonym miejscu, które było połączeniem szkolnego korytarza z dworcem i możliwe, że także salą gimnastyczną. Po lewej stronie zobaczyłem coś, jakiegoś wielkiego szarego stwora, bardziej przypominał robota niż żywą istotę. Prawdo podobnie atakował ludzi zebranych wokoło.
Natychmiastowo skręciłem w drugą stronę do drzwi. Wiele miejsc mijałem, ale niestety nie pamiętam. Pod koniec snu wchodziłem do jakiegoś budynku po schodach. Tamci niestety mnie dogonili, o czymś krótko rozmawialiśmy (chyba). Nie wiem czy tamci mnie wypuścili, czy to mi się udało uciec. Wszystko i tak pewnie pomieszałem, bo sen był długi i o wiele bardziej złożony niż to co napisałem.
W innym śnie siedzę przy stole w trakcie czyjegoś przyjęcia urodzinowego. Jest tam dawny kolega z podstawówki. Chyba coś jem, pewnie ciasto. Wstajemy i przechodzimy na drugą stronę stołu. On ma zawieszony na szyi odtwarzacz mp3. Ja mam swoje słuchawki, które chce on wypróbować. Słyszę muzykę, choć wiem, że ma odłączone słuchawki. Mówię mu o tym, a on też mi coś odpowiada, ale co to nie wiem, bo mówi, ale jednak jak by nic nie mówił. Bierze ode mnie słuchawki i rozciąga je z całej siły z dwóch stron. Boję się, że mi je połamie. Chwilę ma założone je na głowie, po czym mi oddaje. Zakładam je i sprawdzam czy się nie uszkodziły. Ustawiam je tak, aby były krótsze. Na szczęście działają.
Czarne Ufo, Okrąg Supermana, Czekolada Z Patelni
15.07.2015 – 17:50
Znowu szedłem poprzez, tym razem ciemny, dworcowy korytarz, gdzie znajdowały się różne sklepy. W ziemi są dwa podobne wgłębienia. Kształtem przypominały >ten< i >ten< krąg w zbożu. Niedaleko nich stoją ludzie. Przylatuje czarny pojazd obcych, albo jakiś wojskowy. W między czasie widzę co się dzieje na plaży. Jest zachód słońca. W ogóle dzieje się dużo różnych rzeczy, chaos. Ktoś robi w piachu niedaleko wody krąg, chyba miał kształt spiralny. Tego kto tam biegał i tworzył ten krąg kojarzę z Supermanem. Także chcę mieć swój krąg. Opieram się jakoś rękami o piasek, a nogami jak cyrklem robię koła, później biegam na około pogłębiając. Chociaż wydaje mi się, że to była jedynie moja wyobraźnia, gdy zastanawiałem się jak wykonać taki krąg i oczywiście trwało to wyobrażenie krótką chwilę. Nie wiem czy się wracam, czy to się urywa i cofa film, ponieważ znowu powtarza się ta scena z ciemnymi wgłębieniami w kształcie spodu tego latającego obiektu. Ludzie ci są przyciągani przez te wgłębienia albo prze ten pojazd. Wchodzą, a może wpadają do środka na sam dół. Wiem, że to są lądowiska tych obiektów. I właśnie wtedy jak wszyscy weszli, obiekt latający wpasowuje się tam i ląduje. Słyszę krzyki miażdżonych ludzi. Szybko, aby nikt mnie z tego pojazdu nie zauważył, oddalam się stamtąd. Idę za dwoma paniami. Wchodzimy po schodach do budynku stojącego niedaleko. Stoję razem z innymi pośrodku kolorowego korytarza. Z boku po prawej stronie stoi duży cienki telewizor na biurku. Słyszę jak tamte panie karzą komuś kto tam pracuje zabrać stamtąd dzieci, bo "my tu programujemy tablety". Potem przechodzę pokojem, w którym stoi ten ładny monitor, do dużej sali, chyba gimnastycznej. Mamy znaleźć sobie miejsce oznaczone pierwszą literą ze swojego imienia. Widzę kolegę z gimnazjum. Za bardzo nie wiem o co tam chodzi. Obracam się, a potem znowu patrzę na niego i już stoi ktoś z innej szkoły. W tej sali były wywieszone, jak ubranie do suszenia, kolorowe obrazy lub plakaty, na linach. Każdy obrazek był stanowiskiem dla jednej osoby. Szukałem litery M. Znalazłem obrazek nie na środku sali, ale na ścianie. Miała to być niby nauka programowania. Później, albo to była dalsza kontynuacja snu, albo po przebudzeniu śni mi się, że stoję przed drzwiami do klatki schodowej. Były tam dwie dziewczyny, które szybko stamtąd odchodzą, nawet mnie nie zauważyły. Wołam do nich, aby mi otworzyły, nie wiem po co, bo i tak po chwili wystukuję kod i wchodzę. Leżę w łóżku. Mama przychodzi i włącza telewizor (w rzeczywistości w moim pokoju nie ma telewizora). Coś do mnie mówi, chyba która godzina, albo o tym co pokazują w telewizji. Wychodzi z pokoju. Wołam ją, żeby wyłączyła, bo nie chcę mi się jeszcze wstawać. Ten telewizor jest na dodatek zawieszony na suficie. Widzę w nim różne kolorowe obrazki, nie są zbyt wyraźne. Chyba jest tam pokazana godzina, ale też nie pamiętam jaka to była. W końcu wstaję i wyłączam. Siadam przy stole w kuchni. Na przeciwko mnie jakiś dzieciak rozpuszcza na patelni tabliczkę czekolady. Daje mi, żebym wypił. Wlewam do szklanki. Ten się dziwi, że nie piję od razu z patelni… W szklance zauważam, że jest pełno drobnych odłamków szkła i nawet jakieś inne śmieci. Nawet nie posmakowałem, wylałem do śmietnika. Jeszcze trochę zostało czekolady do rozpuszczenia, ale niestety trzeba było już iść.
Lodowe Ciasto
18.07.2015 – 13:21
Wszędzie było pełno śniegu. Siedziałem sobie na dworze, gdzieś przed blokiem przy lodowym stole. Na stole kubek, talerzyk, a nawet ciasto (chyba muffinka) były zrobione z lodu. Wydaje mi się, że to ja zrobiłem to, przynajmniej to ciastko z lodu. Przychodzi kolega i siada do stołu. Nie poznaje mnie. Mówię do niego po imieniu i go witam. Wtedy mnie poznaje. Po chwili wstaję i stoję z boku przy stole. Przychodzi bezdomny i siada na moim miejscu. Nie zauważa nas. Czymś się zdenerwował, pewnie tym, że jedzenie nie jest prawdziwe, tylko z lodu.
Dziewczyna, Las, Obcy Idą Nocą, Ucieczka
20.07.2015 – 17:48
Już dawno nie miałem takich zakręconych, długich snów. Były bardzo złożone i dlatego opiszę tylko po części, bo wiele niestety nie pamiętam, a i jak zwykle miesza mi się kolejność. Przed spaniem wypiłem miętę pomieszaną z melisą i miłorzębem.
Nie wiem jak to się rozpoczęło, bynajmniej chodziło o to, że z jakąś niedawno spotkaną dziewczyną miałem pójść do lasu, chyba na spacer. Ten las znajduje się niedaleko mojego bloku. W pewnym sensie już jesteśmy przy lesie. Patrzę się w dół, tam ma być już ta dziewczyna. W dole jest ulica, a za tą ulicą drugi większy las. Wtedy dopiero idziemy w stronę lasu. Jesteśmy już za blokiem, i gdy docieramy do wejścia do lasu, jacyś faceci ubrani na czarno zatrzymują się samochodem niedaleko nas i patrzą. Nagle ze słonecznego dnia robi się ciemna noc. Widać gwiazdy, planety, wygląda to bardzo dziwnie, kolorowo jak na zdjęciach. Mówię dziewczynie, a także tym w samochodzie, żeby spojrzeli na niebo. Musimy wejść wyżej, ponieważ zbliżają się obcy. Biorę dziewczynę na ręce i wchodzę na murek. Ci obcy są mali, może mają pół metra wzrostu lub nawet i mniej. Przypominają insekty, może modliszki i są przezroczyste (prawdopodobnie są z astrala). Po tym jak już poszli sobie, znowu robi się bardzo słoneczny dzień. Mówię jednemu z tych dwóch z samochodu, że oni też musieli to widzieć. Ten tylko się śmiał wchodząc do samochodu. Drugi nic nie mówił, był poważny. Mówię mu, że może jednak to był tylko sen.
Tych dwóch skojarzyło mi się ze snem sprzed wielu lat. W tym śnie jestem w głębokim lesie (innym niż w aktualnie opisywanym śnie). Jest tam lodówka i chcę coś zjeść (lub może szafka z różnymi dziwnymi rzeczami). Potem jak wychodzę z lasu, zaczynam biec, uciekając przed jakąś straszną czarownicą, która jest wielkim potworem, chociaż jej wcale nie widziałem. Jak jeż przebiegłem przez ulicę to się robi raczej śmiesznie niż strasznie, ponieważ biegnie w moją stronę stado szalonych krów. Cofam się do ulicy i wtedy przyjeżdża podobny, a może taki sam czarny samochód. W środku jacyś gangsterzy, chyba od tej czarownicy. Opuszczają szybę, coś tam do mnie mówią i odjeżdżają.
A teraz w tym śnie, jak ci odjeżdżają, idę chodnikiem, widzę przejście między blokami. Pod wpływem impulsu biorę, dodatkowo inną dziewczynę przechodzącą obok mnie, na ręce. Ona się wyrywa, ale ten wilczur, którego trzymam już na rękach, szczeka na nią i ta jednak zostaje z mną. Trochę dziwne, że zapomniałem wtedy, że już miałem na rękach tamtą poprzednią dziewczynę, a nie żadnego psa wilczura. Skąd on się tam wziął? Ale nic, idę dalej i tam jest leśna skarpa. Wchodzę po schodach do góry i idę na zjeżdżalnię. Oprócz nas jest tam wiele innych osób. Ta zjeżdżalnia jest bardzo wąska, ma białe ściany. Trochę to przypomina jakąś ubikację. Zjeżdżam kawałek i się zatrzymuję. To naprawdę wygląda na muszlę w ubikacji, widać nawet brązową kupę w niektórych miejscach. Wiele osób już przed nami tam zjechało przeciskając się przez to. Ostrożnie tam się też przeciskam, bo trzymam przecież na rękach dziewczynę i tego psa. Otwór jest zablokowany jakimiś kostkami, które wtedy kojarzę w dziwny sposób ze esemesem - spamem reklamowym. Na szczęście to coś zlatuje i możemy swobodnie zjechać na sam dół. Udało się… Dotarliśmy do miejsca przed lasem, do tego samego co wcześniej, gdy była noc. Tyle, że teraz stoi tam mnóstwo malutkich domków. Idziemy w prawą stronę. Dziewczyna już sama idzie i mówi o tym kto te domki zbudował. Co z psem to nie wiem, już o nim w tamtym momencie nie pamiętam. Nie wiem w końcu czy my byliśmy w tym lesie czy nie. Ale jesteśmy w domu. Są tam inne dziewczyny. Trochę to może jest rzeczywiście przemieszane z lasem. Idę do, któregoś pokoju. Inna dziewczyna straszy mnie niby, swoją "techniką oddychania", czyli sycząc i dysząc. Idę stamtąd.
Pokazuję jak unoszę się w powietrzu. Tamta dziewczyna, której szukałem za chwilę przychodzi do mnie. Teraz znajdujemy się chyba w zupełnie innym domu. Poszliśmy schodami na górę. Na kanapie siedzi jeszcze inna dziewczyna (była piosenkarką), usiadłem obok niej. Przy oknie stała moja ciocia. O czymś rozmawiają. Po czym ta dziewczyna siedząca na kanapie chce opowiedzieć mi o książce, którą czytała. Ta książka była z 1988 roku, więc się nią zainteresowałem. Nic nie rozumiałem co do mnie mówiła, więc dała mi fioletoworóżową słuchawkę do lewego ucha, a sobie zostawiła drugą w prawym uchu. Choć grała głośna muzyka na jedno ucho, zacząłem ją rozumieć. Mówiła w języku angielskim. Na koniec powiedziała "kup i przeczytaj". Niestety nic z tego nie pamiętam o czym była ta książka. Chciałem jej zapisać adresy dwóch ciekawych stron. Nie wiadomo skąd się tam wzięła moja siostra. Stanęła za mną i chciała żebym się pośpieszył. Miałem trudności zapisaniem, litery ciągle się jakoś przestawiały, przekreślałem i zaczynałem od nowa. Po za tym zapisywałem to chyba na okładce tamtej książki. Wiem, że sen miał być o wiele dłuższy, ale przez to zapisywanie się obudziłem. Było po czwartej godzinie.
Druga seria snów z tej nocy. Pierwszej połowy oczywiście nie pamiętam. W trzech, oprócz mnie jest dziewczyna z chłopakiem, uciekamy przed policją, albą gangsterami (może to ci sami z poprzedniego snu). Wchodzimy drzwiami do klatki schodowej jakiegoś bloku. Znajdujemy się od razu na samej górze zamiast na dole. Zbiegając na dół dzwonimy do wszystkich mieszkań, aby nam pomogli. Na parterze nie uciekamy jednak przez drzwi na zewnątrz, ponieważ prawdopodobnie tamci myślą, że tak zrobimy. Dziewczyna z chłopakiem decydują się wejść do pierwszego mieszkania na dole. To było jednak gorsze. Przebiegamy przez wszystkie pokoje i chcemy wyjść oknem. Jest wysoko (tak, tym razem to jest parter, który znajduje się na samej górze), ale na ścianie widzimy dużo wystających, kolorowych półek. Schodzimy po ścianie, okazuje się, że jest tam pełną szuflad z kłódkami. Ja oczywiście zauważam 10 groszy przyczepione do jednej z kłódek. Odrywam je razem z kłódka. I tu się zaczyna. Słyszymy jakiś głęboki dudniący głos. Na tej ścianie oprócz nas był wielki czarny pająkowaty stwór. Miał przynajmniej cztery odnóża i ręce. Zaczął się do nas zbliżać po tej ścianie. Ja rzucam w niego kłódką z dziesięciogroszówką, ale to już nic nie daje. Już zerwałem kłódkę i tylko to się liczy. Goni nas. Wybiegamy w słoneczny dzień za blok. Jest tam jakiś parking i chyba drzewa. Kiedyś byłem we śnie w tym samy miejscu. Były tam dzikie psy przed, którymi uciekałem. To była niby przyszłość. Spytałem się wtedy grubej dziewczyny stojącej na przystanku autobusowym, czy mają maszynę do podróży w czasie, odpowiedziała, że tak.
Jeszcze wtedy biegła na mnie lwica, kopnąłem ją z całej siły. A teraz ten pająkostwór biegnie znowu na nas. Zaczęliśmy się bać jeszcze bardziej, bo tamten strasznie głośno krzyczy. Myślimy, że to jest jakiś szaleniec. Okazuje się, że goni go pies wilczur (znowu chyba ten sam co go niosłem na rękach w poprzednim śni). My szybko wchodzimy z powrotem do ciemnych drzwi. Tym razem przechodzimy balkonem na trawnik. Są tam jakieś dzieciaki. Jest tam dziura w ziemi, którą zasypują wsadzając uprzednio trawę z doniczki. Trawa jest zżółknięta. Pokazuję im. Suchą trawą przysypuję dla zabawy pień zostawiony przez wycięte drzewko. Stoi tam dziewczyna i teraz zamiast traw, rzucam na nią po jednej róży, tyle na nią narzucałem, że nie może ruszać rękoma, by nie wypadły jej te róże. Mam jeszcze jedną i wkładam jej do ręki. Coś tam mówi, że tak nie powinno się robić i idzie w stronę drzwi.
Jeszcze śniło mi się jak pojechałem daleko autobusem po jakieś gazety (tak jak bym nie mógł pójść do któregoś sklepu niedaleko). Ten sklep miał tylko gazety. Sam nie wiedziałem jakie chcę wybrać i w ogóle po co mi gazety. Myślałem o jakimś fantasy, ale wziąłem jedną o komputerach. Wyszedłem, bo nie było sprzedawcy. Był na papierosie, stał przed drzwiami. Wchodzimy razem do środka. Ten daje mi paczkę z magazynu. Mówi, że mogę zobaczyć to. Pytam się jego czemu nie ma na opakowaniu chociaż miniatury żeby wiedzie co jest zapakowane. Nic tam nie było podpisane w tych paczkach. Tak się chyba skończył sen. Chyba nic nie kupiłem...
Znowu Pies, łazienka, Chodzenie Na Bosaka
27.07.2015 – 14:08
Znowu pojawił się pies. Wydawał się raczej przyjazny. Tym razem pokazał się w hipnagogu, widać było tylko jego kontury. Leżałem wtedy w łóżku i chyba miałem paraliż przysenny. Ten wilczur ocierał się swoimi ustami o moje. Powtarzało to się kilkanaście razy.
Wyszedłem balkonem na dwór. Przechodząc przez trawnik, żywopłot rozsunął się jak ruchome drzwi.
Byłem w łazience, gdy nagle wyczułem coś złego, ktoś obcy chciał się dostać do łazienki. Po chwili wyjrzałem szybko przez drzwi i je zamknąłem. Stał tam jakiś mężczyzna w średnim wieku z chińskim kapeluszem. Wiedziałem, że oprócz niego są inni źli ludzie, gdzieś poukrywani. Szybko chwyciłem za prysznic, chcąc postraszyć go wodą, ale niestety za każdym razem jak podnosiłem słuchawkę prysznica ciśnienie wody słabło. W końcu jednak wyszedłem z łazienki. Nikogo nie było przed drzwiami. Zobaczyłem, że w pokoju siostry leży na łóżku moja mama, która właśnie się obudziła i przy niej stoi ten doktorek w chińskim kapeluszu i coś do niej mamrocze. Poszedłem dalej przez przedpokój do dużego pokoju. Była tam reszta osób, którzy nie wydawali się już jacyś źli. Otworzyłem balkon i wpuściłem kotkę do domu. Na balkonie i wszędzie na dworze leżało pełno śniegu. Wróciłem się do drzwi i wyszedłem klatką schodową na zewnątrz. Klatka schodowa była inna niż w rzeczywistości, większa i jakby wzięta z zupełnie innego budynku. Szedłem z jakąś dziewczyną. Przez drzwi wchodziła druga moja kotka. Miała dziwnie zdeformowaną głowę. Otworzyłem jeszcze raz drzwi, aby sprawdzić czy rzeczywiście tak wyglądało, niestety tak. Ale pomyślałem, że w snach mogą występować takie wizualne deformacje. Później chodziłem z tą dziewczyną do różnych miejsc. Między innymi byliśmy, gdzieś w pobliżu lasu, gdzie było chyba jezioro i płynęła rzeczka. Chodziliśmy wszędzie bez butów, na bosaka. Wchodziliśmy do wody, a także przechodziliśmy przez płytki strumyk z brudną wodą, prawie jak samo błoto. Weszliśmy do nieznanego dużego budynku. Był tam czarny kot w akwarium z rybkami. Mówię do dziewczyny, że nie oddycha, szybko zdejmuję szybkę zakrywającą akwarium. Nagle wylewa się woda z rybami. Uciekamy, aby nas nie zauważyli właściciele rybek, a kot chyba da już sobie radę się wydostać. Miałem teraz szukać innej dziewczyny, dziewczyny z anime z innego snu, ale znalazłem się na drugim końcu dzielnicy i wiedziałem, że przed końcem snu nie zdążę tam dojść, a już znaleźć miejsce, gdzie mieszka tamta dziewczyna to już na pewno bym nie zdążył. Przeszedłem, więc przez ulicę i wszedłem o tego wielkiego czarnego nowo wybudowanego (przynajmniej we śnie, bo w rzeczywistości nie ma tam takiego dziwnego) budynku. Wszedłem po schodach. Można było iść na prawo lub lewo. Poszedłem na lewo i zobaczyłem przedstawienie teatralne, albo dopiero przygotowania do przedstawienia. Możliwe, że byli tamci ludzie z początku snu.
Łóżko W Dziwnym Miejscu, Przejście W łazience, Wielkoludy Przed Dworcem
04.08.2015 – 14:26
Znajdowałem się w jakimś szerokim słabo oświetlonym korytarzyku. Były tam przejścia do innych pokoi czy sal, możliwe, że były tak także małe schodki. Byli ze mną moi rodzice. Nagle przyszli księża i zaczęli zbierać się ludzie. Ja się zastanawiam w tym śnie jak tam w ogóle się znalazłem, przecież nie szedłem do żadnego kościoła. Ten nie wyglądał za bardzo jak zwykły kościół, bardziej jak dom lub jakaś szkoła, tyle, że z oszklonymi drzwiami chyba z witrażami. Rodzice chcieli mnie tam zatrzymać, ale i tak poszedłem stamtąd. Nie wiem, gdzie szedłem, ale nie ważne, bo i tak wróciłem w to samo miejsce. I znowu powtarza się ta sama scena od początku. Później niby się budzę, ale budzę się właśnie w tamtym miejscu. Na dodatek zauważam, że znajduję się w swoim łóżku, ale przeniesionym do tamtego niby kościoła (kiedyś w snach wiele razy śniło mi się, że jestem w wannie w różnych miejscach np. na dworze albo na szkolnym korytarzu). Kilka razy się "budzę" tam w swoim łóżku. Po jakimś czasie to się kończy, nie pamiętam czy się naprawdę obudziłem, czy w jakiś sposób się stamtąd wydostałem. Jeżeli to jest kontynuacja snu bez budzenia się to jestem teraz z innymi osobami w innym budynku lub w innej części tego samego budynku. Biegamy po korytarzach i zaglądamy do różnych pokoi czy sal. Nie chcemy być złapani (przez kogo ta już nie wiem). Z jednej sali szybko uciekamy, ponieważ już prawie ktoś tam miał nas złapać, dlaczego ktoś miał nas złapać także nie mam pojęcia. Dostajemy się na piętro wyżej. Miałem niepokojące uczucie, że jeżeli nie wydostaniemy się z tego budynku to i tak prędzej czy później nas złapią. Oni niestety pobiegli dalej tam korytarzem. Pomyślałem, że schowam się w łazience i możliwe, że wyjdę oknem na zewnątrz. Łazienka okazała się większe niż przypuszczałem. Były tam nawet w dalszej części schodki, którymi poszedłem do góry. Okazało się, że ta łazienka ma połączenie z innym o wiele większym pomieszczeniem. Wnętrze miało kształt przypominający zaokrąglony basen. Wszystko było na niebiesko. Była tam starucha, która chwyciła mnie za rękę i nie chciała mnie puścić, aż tamci co nas poszukiwali mieli przyjść i mnie złapać. Jednak jakoś się jej wyrwałem i pobiegłem do okien. Nawet nie myślałem ich otwierać, chciałem przejść przez szybę. Nie było łatwo, bo szkło było gęste i najpierw musiałem zrobić dziurę, wtedy udało mi się wyjść stamtąd. Trafiłem przed wielki oszklony blok. Za szybą było nazbieranych pełno różnych rzeczy, pewnie z wielu poprzednich snów. Był tam m. in. duży czarny wilk. Kiedyś we śnie ten sam także znajdował się w budynku za szybą. Najpierw był niby dużą maskotką, a po chwili ożywał i mnie gonił, chąc mnie zjeść. I tak chciałem tam wejść (także poprzez szybę). Nagle zaczęło mną miotać na wszystkie strony, latałem bez żadnej kontroli wokół tego budynku. Zauważyłem, że jedno wielkie okno przypomina okno z mojego pokoju i się chyba wtedy obudziłem na krótką chwilę, albo była od razu kontynuacja, ale nie zauważyłem tego. Idę teraz, gdzieś za budynkiem, może tym samym. Śpieszę się chyba na pociąg, bo tam okazuje się jest dworzec. Biegnę za kimś. Tam też biegnie na pociąg, omija przeszkody, jakieś nagle wyrosłe budki. I zamiast biec prosto musimy robić duże kółko. Nagle przez tą bieganinę budzę się, albo raczej tak mi się tylko wydaje, bo cofa mnie znowu za róg budynku. Idę znowu w kierunku dworca. Jest jakaś wiadomość, że przybyły z dwa miliony ludzi i też chcą się dostać do pociągu. Widać wszędzie ogromne tłumy. To miejsce teraz wydaje mi się połączeniem dworca z jakimś placem szkolnym.
Nagle pojawiają się olbrzymy. Jest ich chyba trzech. Są wysocy na kilka metrów, prawie jak sam ten budynek. Mają za zadanie zrobić porządek z tymi wszystkimi ludźmi, są jakby strażnikami. Jeden z nich chwyta mnie całego swoją ręką i rzuca mnie w stronę drzwi. Szybuję krótko, ale jednocześnie łagodnie przechodzę przez drzwi. Szukam pociągu, ale nigdzie nie ma żadnego. Wchodzę najpierw schodami na plewo, wracam się i idę schodami po prawej stronie. Innymi też nie można dostać się do peronu z pociągiem. Wszędzie jest woda. Wybieram jedno przejście. Przewożą tam malutkimi okrągłymi motorówkami. W jednej prowadziła jakaś dziewczyna, ale nie chciała mnie zabrać. Chyba mnie z kimś pomyliła, powiedziałem jej, nawet mnie nie zna, a tak na mnie mówi. Popłynęła z kimś innym. Wpadłem wtedy do wody, ale stoję na niej jakby to nie była woda tylko coś stałego. Wychodzę z wody i już chcę wracać schodami, gdy przypływa inna dziewczyna, bardzo ładna, uśmiechała się do mnie. Miała ona takie różowe macki jak u ośmiornicy i za pomocą nich właśnie pływała. Wszedłem na te macki, które były wokół niej, a rękami trzymałem się jej. Niestety zbyt długo nie płynęliśmy, bo się obudziłem. A chciałem się dowiedzieć do jakiego miejsca bym dotarł.
Niesłuszne Oskarżenie, Zmutowane Robale Atakują
09.08.2015 – 13:24
Oskarżali mnie, że coś zrobiłem jakiejś dziewczynce, chyba coś jej ukradłem, a może nawet zabiłem. Naprawdę to w żaden sposób jej nie skrzywdziłem. Nawet nie wiedziałem o kogo chodzi. Oni jednak mi nie wierzyli i musiałem uciekać. Biegłem ulicą. Byłem pewny, że pozna mnie ktoś po niebieskiej koszulce, którą nosiłem, ale chyba jej i tak nie zdjąłem. Potem dotarłem do lasu. Niedaleko siedziała kobieta, która wyglądała jak jedna z nauczycielek języka polskiego. We śnie wiedziałem, że jest prezenterką telewizyjną. Powiedziałem, aby szła do lasu ze mną, bo nie chciałem, żeby wygadała tamtym, gdzie jestem. Ona jednak już była nimi w kontakcie, więc sam poszedłem do lasu. Nie to zupełnie las, tylko ruiny zarośnięte drzewami i inną roślinnością. Szedłem korytarzem dawno opuszczonego budynku. Ściany były szare i wszędzie walało się pełno gruzu. Był ze mną jakiś znajomy. Gdzieś w połowie korytarza stało akwarium z pomarańczowymi rybkami. Było napełnione tylko w małej części. Znajomy chciał napełnić, ale woda z węża nie leciała. Mówił, abym dał sobie z tym spokój. Ja jednak zdjąłem końcówkę i napełniłem akwarium do pełna. Zabezpieczyłem rurkę, by nie ciekła woda i odłożyłem na miejsce. Poszliśmy dalej.
Parę snów wcześniej śniło mnie się coś o wszach chodzących mi po ręce. Inni je widzieli, ale nie ja. Teraz też coś śniło mi się o robalach. Cofam się niby do wydarzeń z przeszłości. Jestem tym profesorem i obserwuję siebie czy raczej jego. Potem jestem chyba już sobą. Ten doktorek wykłada mowę o tym co osiągnęli. Pokazuje te zmutowane robale. Są trochę podobne do dżdżownic. Nagle robalom udaje się wydostać z zamknięcia. Wszyscy wpadają w panikę. Wiadomo, że jak wejdą do ciała ludzkiego, to będą pasożytować i mieć kontrolę nad mózgiem. Już widać było pełno zaatakowanych ludzi i zmienionych w zombie. Z małą grupką ukrywałem się wysoko na skrzyniach i kartonach. Te robale z nich wyłaziły, trzeba było być czujnym. Jednemu udało się wejść pod skórę mojej nogi. Zaczął przemieszczać się wzdłuż do góry. Na szczęście udało mi się go wycisnąć i zgnieść. Zszedłem na podłogę z zamiarem wzięcia ze sklepu obok skarpetki. Działo to się akurat w jakiejś galerii handlowej. Innym powiedziałem niech też zejdą, bo najwięcej tych zmutowanych robali wyłazi właśnie z tych skrzyń. Zeszli poszli razem ze mną. Skarpetek jednak nie wziąłem, bo sprzedawczyni jednak nie zamieniła się w zombie, a nie chciałem kraść. Na korytarzu także zebrali się ludzie, którzy nie zostali zainfekowani. Wyszliśmy na zewnątrz. Przed tunelem ustawiła się długa kolejka. Też pewnie uciekali przed zombiakami. Mogliśmy się przecisnąć, ale jednak zrezygnowaliśmy i wróciliśmy. Zaatakował mnie innego rodzaju robal niż te poprzednio. Był przezroczysty i jak wlazł mi na prawą rękę, zamrowiło mnie. Wysyłał pewnie impulsy elektryczne. Nie wiem, gdzie się potem podział. Przyszli z małym dzieckiem. Mówię do nich, żeby uciekali, a oni nic tylko się patrzą. Pojawiło się więcej tych elektrycznych robali i zbliżają się do dziecka.
Planety
10.08.2015 – 16:29
Byłem w małym miasteczku albo wiosce. Rozmawiałem o czymś z jakąś kobietą. Potem nagle wystrzeliłem w górę i leciałem po wiązce światła. Leciałem przez kosmos. Ktoś chyba także był niedaleko mnie. Kierowałem się na skupisko jaśniejszych gwiazd. Trudno mi się hamowało, ale dotarłem wreszcie do sznura planet. Były podobne do Ziemi. Było może ich z dziesięć. Mniej więcej po środku unosiła się bardzo czarna planeta. Ktoś mi podpowiedział, że to czarna dziura. Zauważyłem, że są do niej podłączone różne kable i domyśliłem się, że na tych planetach mieszkają jakieś inteligentne istoty czerpiące energię z tej czarnej dziury. Chciałem się dostać na jedną z planet, niestety nie mogłem, ponieważ byłem większy od nich. Sen się trochę zmienił. Dookoła było bardzo ciemno. Tamten ktoś wziął jedną planetę z półki. Otworzył tą kulę. W środku było pięć złotych. Mówił, że miałem mu oddać dwa złote.
Renifer, Woda Mineralna
13.08.2015 – 15:59
Wchodzę na klatkę schodową. Ze mną wchodzi renifer, albo jeleń. Z mieszkania wychodzi moja mama. Mówi, że ten jeleń nie powinien być na schodach. Klatka schodowa wygląda oczywiście zupełnie inaczej niż normalnie. Wyprowadzam go na zewnątrz. Jest zima, wszędzie pełno śniegu. Idę z kimś do reszty reniferów. Po drodze patrzę na mapę pogodową wiatrów, stojącą po prawej stronie na trawniku przy ulicy, podobna do reklamy. Przechodzimy na drugą stronę ulicy. Tam czekają renifery. Siadam na saniach. Coś tam jeszcze trzymam w rękach. Miałem do czegoś się przygotować, chyba miałem się przesiąść na tego renifera. Sen się urywa.
Jestem w szkole. Chce mi się pić. Patrzę, a tam wszyscy mają po butelce wody mineralnej. Jeden z nich daje mi i piję trochę wody gazowanej. Jest tam jeden dzieciak z młodszej klasy. Wiem, że to jest demon. Coś ode mnie chce, gada coś do mnie. Oczekuję, że ktoś mi pomorze i odciągnie go ode mnie. Koniec snu. Po obudzeniu zauważam, że buzię i język mam suchy i chce mi się pić.
Energetyczne łuki, Scena Na Pustyni
15.08.2015 – 13:22
Widziałem białe łuki i pierścienie energetyczne. Była ich ogromna ilość. Niektóre przypominały pierścienie Saturna. Było w tamtym miejscu dużo zieleni. Wydaje mi się, że był tam przystanek autobusowy, przy którym ktoś czekał. Łuki energetyczne były wszędzie, ustawione pod różnymi kątami, były różnej wielkości, pojedyncze i w skupiskach. Dużo z nich jednym końcem wychodziło z ziemi, a drugim wchodziło. Na wielu z nich, na jednym końcu, znajdowały się różne zwierzęta, także niematerialne, składające się z energii. Prawdopodobnie ludzie też miały takie łuki czy pierścienie energetyczne. Prawdopodobnie były to jakiegoś rodzaju pola bioelektryczne. Spytałem się jednej dziewczyny czy to jest prawdziwe czy to jakiś serial czy film. Odpowiedziała, że serial. Miałem jednak wrażenie, że tylko tak mówiła, i że to było rzeczywiste. Potem poszedłem z tą dziewczyną do jej domu. Jej matka zaprowadziła mnie do wielkiej łazienki, abym wziął prysznic. Wchodziło się tam krótkim korytarzykiem, przy którym stały półki z książkami. Wszedłem do wanny i zacząłem się myć. Drzwi musiały być otworzone i cały czas patrzyłem czy ktoś nie wchodzi. Raz wszedł służący, się popatrzył w moją stronę, pokiwał głową i wyszedł. Nie zamknął drzwi. Poszedłem na chwilę dalej za szafkę z książkami. Stała tam inna duża szafa z półkami. Posprawdzałem chyba jakieś moje rzeczy i wróciłem do wanny. Miałem problemy z odkręceniem i uregulowaniem wody w prysznicu. Długo nie mogłem zacząć się myć. Nagle przyszła dziewczyna i jej matka. Skuliłem się, zakrywając się, i spytałem się ich czy by mogły jeszcze wyjść, bo przypomniało mi się, że się w ogóle nie zacząłem myć, nie odkręciłem nawet jeszcze wody. One chyba nic nie odpowiedziały. Okazało się nawet, że to nie jest żadna łazienka, tylko duży salon, a ja siedzę nie w wannie, a na kanapie przed telewizorem. Włączyły jakiś film science fiction. Częściowo znajdowałem się właśnie w tym filmie. Działo się to na pustyni. Wielkie pojazdy jechały poprzez piaski. Prawdopodobnie były to lądujące statki kosmiczne. W stronę mnie jechali, nazwę ich kosmicznymi kowbojami, jacyś mężczyźni. W tle leciała piosenka z bardzo ładną muzyką. Jeden z instrumentów był podobny do gwizdania, ale be porównania piękniejszy. Możliwe, że to ci jadący nowoczesnymi samochodami, czy może na koniach, śpiewali tą piosenkę. We śnie rozumiałem cały tekst, ale zapamiętałem tylko, że było w tej pieśni o powrocie na planetę Kulu i o planecie, gdzie się działa ta scena, o nazwie Atena. Jeden z nich, ten który jechał na samym przodzie miał pomarańczowe okulary przeciwsłoneczne i chyba kapelusz, uśmiechał się. Znowu byłem całkowicie na kanapie. Z mojej lewej strony siedziała tamta dziewczyna i opierała się o mnie, a z prawej siedziała jej matka. Zaczął się wtedy kończyć się sen.
Pociąg
31.08.2015 – 12:05
Pociąg wyskoczył z torów i mnie gonił. Chciał mnie przejechać, zabić, nie wiem dlaczego. Uciekałem przed nim po jakimś zielonym pagórku.
Siedzę z dziewczyną po prawej stronie w autobusie, a może właśnie w tym pociągu, który mnie gonił. Mamy się niby przesiąść na inne miejsce. Siadam przy oknie z lewej strony. Niestety tylko ja się mieszczę, jest tam jedno zwykłe siedzenie, a obok jakieś malutkie i zajmuję przez to dwa siedzenia naraz, siedzę plecami do okna. Wracam jednak na prawą stronę autobusu. Dziewczyny już nie ma, pojawia się kolega z podstawówki. Scena zmienia się z autobusu na salę w szkole podstawowej. Z ławki z tyłu zwalnia się jedno miejsce i kolega się tam przesiada. Siedzę sam w ławce przed nimi. Mam chyba zeszyt lub książkę, a nauczycielka coś objaśnia.
Przejście, Powiększony Trawnik, Obcy Atakują
02.09.2015 – 13:26
Razem z wszystkimi wychodzę z sali. Po prawej stronie jest sklep o nazwie zaczynającej się na t. Szukam sklepu o nazwie zaczynającej się właśnie na t, ale innego niż ten obok. Skręcam w lewo i idę prosto pasażem sklepowym. Nie wiadomo po co nucę jakieś głupoty. Idąc tak wszystko zaczyna się rozmywać, ale dalej próbuję znaleźć tamto miejsce. Budzę się, nie otwieram jednak jeszcze oczu. Niestety nie udało się i się obudziłem. Tak mi się oczywiście tylko wydawało. Opowiadam komuś o tym jak w tym śnie szedłem i szukałem tamtego sklepu, ale nie doszedłem tam, bo wszystko się rozmazało i się obudziłem. Teraz stałem na końcu korytarza razem z kilkoma osobami. Czekaliśmy tam przed zamkniętymi, po prawej stronie, drzwiami. Przyszedł tam czarnoskóry mężczyzna. Coś mówił, ale nie zrozumiałem. Wydawało mi się, że to jakiś szef tamtego miejsca. Dałem mu pilot, który trzymałem w ręku. Wcisnął jakiś przycisk i wpisał hasło i wtedy otworzyły się te drzwi. Dał mi pilota z powrotem. Pytałem się go jeszcze o to jakie jest hasło i sprawdzałem w instrukcji jaki najpierw trzeba nacisnąć przycisk, ale po chwili dałem sobie z tym spokój. Okazało się, że drzwi prowadziły na balkon. Był słoneczny dzień. Trawnik był chyba niedawno skoszony i zasiana świeża trawa. W jednych miejscach była ciemniejsza, a w innych jaśniejsza, miała różne odcienie zieleni. Zszedłem z balkonu na trawnik, który był kilkakrotnie większy niż w rzeczywistości. Skręciłem na prawo i poszedłem przed moje okno. Szedłem chyba na bosaka. Ziemia tam była pofałdowana i może dlatego wydawało się, że trawa ma różne odcienie. Na dodatek przy żywopłocie było bardzo nisko, a jak się szło w stronę ściany i okna robiło się coraz wyżej. Było zasadzonych dużo nowych roślinek. Później w tym śnie stoję w moim pokoju i patrzę się przez okno. Nagle zauważam, jak nadlatuje ogromna czarna chmura. Myślę, że to tak dużo czarnych ptaków się zebrało. Wołam moją siostrę i mówię jej, że tak wielu ptaków naraz to jeszcze nigdy nie widziałem. Oglądamy je ta przez chwilę. Nagle te niby ptaki opadają na dół i burzą się budynki. To nie były ptaki, mówię siostrze, że to statki obcych atakują. Przylatuje ich coraz więcej i tak opadając lub wysyłając impulsy energetyczne burzą następne budynki. Coraz bardziej zbliżają się w naszą stronę.
10.06.2015 – 14:20
Trawnikiem przed klatką schodową szła gruba dziewczyna. Miała założoną błękitną opaskę/czapkę. Siostra powiedziała mi, że takie czapki dostaje się i można dopiero nosić po ukończeniu szkoły tańca. Idziemy za tą dziewczyną. Wchodzi do budki sklepowej. Przenosi mnie w inne miejsce. Jestem teraz obserwatorem w ciężarówce czy autobusie. Prowadzi kobieta. Jest tam też jej syn. Wewnątrz pojazdu panuje półmrok, wszystko jest czarno białe. Wiem, że na tyłach samochodu trzymają trupa. Z przodu siedzi jakaś dziewczyna, możliwe, że to ta w niebieskiej czapce. Tylko ona nie jest czarno biała i ma kolorowe ubranie. Mówi, że nie może już tego znieść, a tamta kobieta odpowiada jej, że za chwilę odstawią tą ciężarówkę, albo może chodziło tylko, że tego trupa gdzieś zostawią.
Piwnica Na Piętrze
12.06.2015 – 11:26
Wchodzę do budki sklepowej, w której znajduje się sklep spożywczy nazywający się "sklep". Kładę sprzedawczyni na ladzie 10zł i po drugiej stronie na półce wybieram jedzenie dla kota. Jest zapakowane w wąskim podłużnym opakowaniu, w nazwie ma "soft". W ręku mam 20zł w dwóch banknotach po 10zł. Biorę z lady tamto 10zł, a daję inne, z tych dwóch banknotów. Wychodzę ze sklepu.
Idę do góry klatką schodową. Ściany i schody pomalowane są na biało. Nie wiem co to za budynek, w którym jestem, ale prawdopodobnie byłem w nim wiele razy w snach. Zatrzymuję się, na którymś piętrze. Jest tam ciemna piwnica (dziwne, bo przecież piwnice to się raczej znajdują niżej niż parter, a tutaj na drugim, czy trzecim piętrze). Wchodzę, zatrzymuję się, gdzieś po środku tej piwnicy. Wiem, że coś robiłem ze skrzynką z gazem. Otwierałem ją, a później ją zamknąłem. Nie wiem czy coś tam z niej zabrałem, czy zostawiłem w niej. Nagle czuję, że zbliża się ktoś kogo jest ta piwnica. Wybiegam na klatkę schodową. Nie zdążyłem zamknąć piwnicy, więc zauważy, że tam byłem. Aby uciec, teleportuję się niedaleko mojego mieszkania, ale już po chwili ściąga mnie z powrotem. Przychodzi tam jakiś starszy pan, ogląda tą skrzynkę, ale nie mówi nic, że coś zrobiłem złego. Zostaję tam na jakiś czas. Pojawia się moja siostra. Część tej piwnicy jest nasza i są tam, poukładane w prostokąt jakieś mąki, cukry, jedzenie dla kotów. Po prawej stronie stoją cztery papierowe torby, chyba koloru czerwonego. Mogłyby to być prezenty urodzinowe dla kogoś. W tym śnie wiem, że są to wygrane z konkursu, odbywającego się w jakimś markecie. Wszystkie te rzeczy stoją tam już od wielu lat. Wysypuję wszystko z jednej torby, jakieś plastikowe badziewiaste zabawki i słodycze. Coś tam przypomina mi się, że mam zepsutą procę i znajdę tu taką samą, ale nową. W rzeczywistości nie miałem nigdy procy. Siostra bierze jedną torbę i schodzi na dół. Następnie oglądam opakowania z tego jedzenia dla kotów i mąki, albo cukru. Jedno ma datę ważności bardzo daleką na dwa tysiące sto któryś rok. Drugie ma w końcówce 44. Mówię tamtemu panu, że wtedy trzeba by się cofnąć w czasie czy co, bo to by mógł być 1944, ale może to być także 2044. To i tak była by jakaś bardzo długa ważność. Schodzę na dół po schodach jest tam impreza chyba urodzinowa. Właściciel tej piwnicy też jest już na dole. Pytam się go czy mogę coś jeszcze sprawdzić w tej piwnicy, kiwa głową, że tak. Wracam tam. Przyszedł jakiś mężczyzna z córką i synem. Zabierają różne rzeczy. Mówię, że to jest prywatna własność, ta piwnica, a oni tutaj kradną. Potem jednak daję dziewczynce jedną z tych czterech toreb, a rozsypane rzeczy wkładam z powrotem do drugiej papierowej torby z zamiarem zabrania jej ze sobą. A na to tamta dziewczynka się pyta co ja chcę z tym zrobić i mówi mi, że nie wolno tego zabierać stąd, bo to jest jej.
Narkotyki, Taksówka, Dziura W Chmurach
16.06.2015 – 12:49
Przy oknach był jeden rząd ławek. Siedziałem w jednej z przodu niedaleko drzwi. W głębi pomieszczenia były łóżka. Na środku była wolna przestrzeń, ewentualnie stolik lub coś podobnego. W ławkach oprócz mnie siedziało kilka osób. Wiem, że to było miejsce zajmowane przez gangsterów. Chodziło tam niedaleko tych łóżek parę prostytutek. Przyniesiono strzykawki z narkotykiem. Kilka osób siedzących w ławkach i niektóre z tych prostytutek wbijało sobie igły z tym narkotykiem i przytrzymywane, aby nie upadły na podłogę zasypiały. Ja nie brałem narkotyku, bo nie chciałem stracić świadomości. Kolega siedzący w ławce za mną, też nie chciał tego, tłumacząc się, że potem bolały by go plecy. Zostały na tace dwie strzykawki. Przyszedł policjant.
Miał jakiś zestaw pytań zapisanych w notatniku. Miałem zeznawać w sprawie jakiegoś
przestępstwa, chyba morderstwa, tamten kolega także. Była tam też jakaś pani, pewnie też policjantka. Interesowała ją zwłaszcza odpowiedź na pytanie numer dwa. Potem pamiętam, że byłem u ortodonty i wiedziałem, że nie mogę wtedy i nie chcę wracać i odpowiadać na pytania. Później oglądałem się w łazience w mieszkaniu. Patrzyłem na zęby i przez chwilę nie było aparatu, po chwili się pokazał, ale zęby wyglądały jakoś dziwnie. Po za tym jak na sen, wszytko w lustrze wyglądało zwyczajnie.
Ktoś chciał jechać taksówką. Miał niby umówioną na konkretną godzinę w konkretnym miejscu. Tłumaczył, że w tym mieście można iść na taksówkę tylko w dwóch miejscach, a on się już spóźnił i w ogóle nie wie, gdzie są te miejsca. Mówię mu, że to nie prawda. Może sobie zamówić taksówkę na jakąkolwiek godzinę i w jakimkolwiek miejscu, a nie tylko w tych dwóch.
Coś też śniło mi się z kubkami. Ktoś miał kubek z nadrukowanym samym tłem, a mój kubek miał za to jeszcze dodatkowo piramidę.
Idę piaszczystą drogą. Po lewej stronie jest las, a po prawej łąka z zeschniętą żółtą trawą. Jedzie w moją stronę duży czarny samochód, chyba wojskowy, a może jednak gangsterski. Zajmował całą szerokość drogi. Nie mogę skoczyć zbyt wysoko, tak jak to zwykle robiłem w snach, skaczę tylko na ten samochód i podczas, gdy jedzie ja przez niego przebiegam i zeskakuję. Dobiegam do skraju lasu, który znajduje się niedaleko bloku, w którym mieszkam. Wygląda inaczej niż zwykle. Jest tam ładny duży plac zabaw, obsypany na około świeżą czarną ziemią. Część drzew także jest obsypana w ten sam sposób czarną ziemią. Na ławce na tym placu zabaw siedziało dwóch gangsterów. Jeden silnie umięśniony pobiegł w prawą stronę w las. Drugi, ubrany w czarny garnitur, wstał z ławki, powoli do mnie podszedł. Uśmiechając się coś do mnie mówił, ale niestety nie pamiętam o co chodziło. Od początku jak znalazłem się na tym placu zabaw widziałem, że na niebie jest pełno gęstych chmur. W jednym miejscu w chmurach była bardzo głęboka dziura, która prawie wchodziła w przestrzeń kosmiczną. Wyglądało to bardzo ciekawie. Nie pamiętam tego dokładnie, ale były tam chyba jakieś kolory, możliwe też, że było widać gwiazdy. Zwróciłem mu uwagę, żeby tam popatrzył. Coś tam mówił, ale nie usłyszałem, po czym sobie poszedł. Pamiętam jeszcze, że to ja pobiegłem w las tamtym gangsterem, tak jakbym sterował postacią w grze komputerowej.
Koszmar, Ucieczka W śniegu, Wyspa
19.06.2015 – 13:29
Z jakiegoś powodu rodzice kazali mi pójść do kościoła, chociaż normalnie to nie chodzę, ale we śnie jednak poszedłem. Usiadłem w ławce z kolegą po lewej stronie, potem przesunąłem się na prawą stronę ławki, aby zobaczyć, że siedzę już sam na tej ławce. Zaczęło się. Nie było żadnego księdza, tylko dziwna kobieta. Przyłożyła do mojej twarzy, jakby mikrofon, śmierdzącego kapcia, że niby coś tam mam mówić, może się spowiadać. Nie wytrzymałem i wybiegłem z płaczem z kościoła. Gdy znalazłem się na zewnątrz musiałem uciekać, bo wszyscy byli wrodzy, przeciwko mnie. Nagle znalazłem się na chodniku obok trzech budek sklepowych na przeciwko budynku, gdzie mieszkam. Zaatakował mnie jakiś bezdomny dziad podobny do sprzedawcy z jednego z tych sklepów. Gonił mnie, chciał mnie chyba bić. Wykrzykiwał do mnie, że zapłacę za to co zrobiłem. Zająłem na chwilę jego uwagę tym, że podałem mu jakieś znalezione małe urządzenie i spytałem go do czego to służy. Ten to zaczął oglądać, a ja już trochę odbiegłem, ale nagle zorientował się, że zrobiłem to dla zmyłki i znowu zaczął mnie gonić. Odzyskałem trochę świadomości i chcąc uciec zamierzałem polecieć do góry. Odbiłem się, niewiele zobaczyłem, bo wciągnęło mnie z ogromną szybkością. Przeleciałem przez coś podobnego do tej dziury w chmurach z poprzedniego snu. Ale to był błąd. Trafiłem do jeszcze gorszego koszmaru. Było to w nieznanym budynku na wysokim piętrze. Po środku pokoju był jakiś mężczyzna, bynajmniej wydawało mi się, że to mężczyzna. Nie było widać jego twarzy i tak jakby w ogóle nie miał przez chwilę głowy. To było straszne. Ta istota sparaliżowała mnie, przez co nie mogłem się poruszyć. Miałem tylko czekać aż coś tam ułoży, włączy jakieś urządzenie. Wywoływała ta istota tak wielki przestrach, wydawało mi się wręcz, że nawet jak się obudzę to to coś mnie dopadnie. Zauważyłem, że okno za mną było lekko uchylone.
Udało mi się poruszyć, ale bardzo powoli. Gdy byłem już przy oknie, tamto zauważyło co robię. Już miałem wyskoczyć przez okno i uciec, jednakże chwycił mnie za nogi i zaciągnął na środek tamtego pokoju. Na szczęście w tym samym momencie sen się zakończył.
Zasłaniałem żaluzje dużego okna. Ozdoby zawieszone na szybie trochę w tym przeszkadzały. Chciałem w odwrotną stronę przekręcić i żaluzje z drugiego okna zaczęły się odsłaniać. Podszedłem do tego drugiego okna, dziwiąc się dlaczego inne żaluzje nie powiązane z tamtymi poruszają się same z siebie, chociaż przekręcałem żaluzje tylko w oknie obok. Któreś z okien się nawet otworzyły. Kotka wskoczyła na parapet i wyskoczyła. Zauważyłem, że okna zamiast tak jak zwykle są obok siebie, teraz są naprzeciwko siebie i można widzieć z okna w kuchni w okno sypialni, przez to powstała wąska wnęka z trawnikiem. Wyskoczyłem za kotką, ponieważ była już noc, a nie chciałem, aby się gdzieś zapodziała. Kotka była całkowicie oblepiona śniegiem, nawet powieki miała w śniegu. W którymś miejscu śnieg z niej zniknął. Krążyłem za nią wokół budynku. Nagle się okazało, że kotka zmieniła się małą trochę grubszą dziewczynkę. Znaleźliśmy się na peronie, chociaż nigdzie obok bloków nie powinno być pociągów. Chciałem za nią pobiec. Mogłem jednak jedynie za nią powoli iść i gdy już byłem w połowie drogi do niej, ta biegła trochę dalej. Aż doszliśmy do jakiegoś przejścia czy bramy i sen się urwał.
Był dzień. Z inny ludźmi znalazłem się w lesie. To była wyspa jak w serialu "Lost". Szedłem z kimś, gdy nagle coś zobaczyliśmy. Na piaszczystej drodze ktoś stał. Trochę się przestraszyliśmy, bo to musiał być chyba duch. Tamta druga osoba uciekła z powrotem. Ja chwile tak zostałem. Ten duch rzucił jakby projekcję na pobliski pagórek. Pokazała się na tym pagórku twarz i zaczęła się ciąć noże, cała we krwi. Wtedy sam także uciekłem. W którymś momencie wyobrażałem sobie, że żyjąc na takiej wyspie trzeba chodzić na plażę żeby się umyć. Szedłem z kimś tunelem takim z piachu i kamieni. Potem stałem ukryty za białą zasłoną w jakimś wielkim jasnym pomieszczeniu. Nagle ktoś odkrył tą zasłonę wiedziałem, że to była kobieta demon. Była ubrana cała na biało w białym kapturze. Nie było widać jej twarzy. Kazała mi stamtąd wychodzić. Trochę się opierałem, ale w końcu musiałem stamtąd wyjść. Zobaczyłem, że w całej tej sali stało pełno kobiet, tak samo jak ta, ubranych na biało i przyglądało mi się. Wyprowadziła mnie z tego pomieszczenia na zewnątrz i znaleźliśmy się w miejscu, gdzie wychodziłoby się od fryzjera. Tamta kobieta poszła, gdzieś w lewą stronę. Zostawiła ze mną młodszą od niej dziewczynę. Zdjęła ona kaptur, dzięki czemu mogłem zobaczyć jej twarz. Była bardzo ładna. Miała jasne włosy. Wchodziliśmy o sklepu i nagle znaleźliśmy się w tym tunelu, którym wcześniej z kimś szedłem. Wróciliśmy nim na wyspę. Razem z dziewczyną natrafiliśmy na tamtego niby ducha. Przyszedł także tamten co się przestraszył i uciekł. Tamten duch czymś go dotknął co niby miało go ustabilizować, aby został w tej rzeczywistości czy coś tam. Potem coś do nas mówił, czego za bardzo to nie pamiętam.
Urywki Z Różnych Snów
22.06.2015 – 14:15
W moim pokoju zamiast okna były drzwi prowadzące do ogrodu. Właśnie skądś wróciłem. Za mną przyszła tymi drzwiami jakaś dziewczyna. Mówiła, żebyśmy wracali spać. Przy tym spaniu zobaczyłem jakby koniec zanikającej drogi oświetlonej matowym żółtym światłem, które wywoływało takie charakterystyczne uczucie, którego nie potrafię opisać. Był może tam jakiś portal, przez który przechodząc, przechodziło się do snu. W między czasie dziewczyna usiadła na kanapie. Tłumaczyłem jej, coś o reinkarnacji, że miałem wiele różnych inkarnacji na ziemi i nie chcę znowu wracać tam i spać i tracić znowu świadomość. Jednocześnie powiedziałem do niej "zrobię ci dziecko". Była w pokoju jeszcze starsza kobieta. Poprosiliśmy, aby wyszła na chwilę. Zaczęliśmy się kochać na tej kanapie, z tym tylko, że nie chciała, abym dotykał jej sutków.
Dzwoni do mnie ktoś z pracy. Prosi, abym jeszcze przyszedł na jeden dzień. Mam im w czymś pomagać, chyba ubierać choinkę. Widzę biuro, jest wieczór.
Idę halą lub galerią handlową. Mam plakat ze zdjęciem jakiegoś mężczyzny. Chyba go poszukuję. Pokazuje go pracownikowi sklepu i pytam się czy go widział. Odpowiada, że nie.
Leżę na łóżku i żuję cukierka-gąbkę. Zaczyna mi chrzęścić kamyczek. Boję się, że uszkodzę sobie zęby, więc wyjmuję gąbkę z buzi i kładę ją na pufę stojącą przy łóżku.
Jestem za drugim blokiem ze znajomymi. Idę na chwilę sprawdzić coś przed moim balkonem. Gdy dochodzę do lampy na rogu trawnika, tak jakby owiewa mnie całego pajęczyna. Wracam się.
Przemieszczam się przez ciemną przestrzeń kosmiczną. Docieram do asteroidy lub do komety. Są w niej szczeliny, przez które widać żółty płyn w głębi komety. Trochę przypominał zupę z tłuszczem. Zanurzam ręce w ten płyn, lewą rękę w lewą dziurę, a prawą rękę w dziurę po prawej stronie. Przy tym mam dziwne uczucie jakby lewa ręka nie do końca należała do mnie. Chciałem wejść cały do wnętrza, ale niestety szczeliny były za wąskie. Obejrzałem sobie całą tą asteroidę. Było nudno. Zrobiłem parę kroków i już zobaczyłem całość, taki mały była ta kometa. Znudziło mi się tam i zeskoczyłem ciemność. Bardzo szybko znalazłem się na ziemi. Wracałem do domu chodnikiem. Przypomniało mi się, że jakoby, w którymś z wcześniejszych snów miałem iść inną drogą, aby zobaczyć co tam jest. Dzień był ponury, wisiały na niebie szare chmury. Szybko przeszedłem chodnik. Chodziły tam chyba psy. Miałem iść w stronę, gdzie znajdują się sklepy, jednakże środowisko we śnie uległo zmianie, jak to się często dzieje w snach. Dotarłem do piaszczystego kanionu. Byli tam chuligani, albo ja tak zinterpretowałem ludzi tam siedzących. Myślałem, żeby zawrócić, ale jednak poszedłem dalej. Po chwili znowu się zmienił widok, wszystko zrobiło się po prostu wyraźniejsze. Szedłem schodami za dziewczyną w czarnej kurtce. Gdy weszliśmy już na górę zauważyłem, że jest to miejsce widokowe, a może nawet coś jak molo nad morzem, szło drewnianymi deskami. Dziewczyna szła w lewą stronę. Zawołałem, aby poczekała na mnie i obróciła się w moją stronę. Gdy do niej dotarłem przytuliliśmy się do siebie.
Powrót Koleżanki, Autobus Y
23.06.2015 – 13:02
Znowu byłem podstawówce, albo raczej w gimnazjum. Było po przerwie i czekaliśmy przed salą. Przyszła jakaś dziewczyna (wiem, że nazywała się Dominika), a za nią nauczycielka od fizyki. Mówiła coś do wszystkich, a w szczególności do mnie, o tej dziewczynie. Zrozumiałem, że chodziło o to, że tamta dziewczyna długo była chora, a teraz w końcu wróciła do szkoły. Nie wiedziałem tak na prawdę o co chodzi, bo ta dziewczyna nie była wcale chora, ani nie miała żadnego wypadku, ani nic podobnego. Gdy weszliśmy do sali usiadła ona w pierwszej ławce z przodu po lewej stronie przy oknie. Chciałem usiąść za nią w drugiej ławce, ale kolega mnie ubiegł wcześniej. Usiadłem, więc z tyłu sam w przedostatniej.
Miałem wracać trolejbusem 23 lub 27. Czekałem i nagle zauważyłem, że przejechał dalej. Myślałem, że to R, chociaż nie miałem biletu na ten autobus, ale biegłem dalej. Potem, gdy się na chwilę zatrzymał zobaczyłem, że to jest jednak Y, którego w rzeczywistości nie ma. Chociaż nie chciałem nim jechać to i tak biegłem, bo tak zrobiło mi się przyjemnie biegnąc. Zatrzymałem się, ponieważ był tam zaparkowany samochód, którego z jakiegoś sennego powodu nie mogłem obejść.
Rybki Koi
25.06.2015 – 18:24
Było dziwne miejsce. Każdy z nas miał, kilka kart które miały być programami komputerowymi. Powiedziałem, że mam takie a takie programy i, że ta dziewczyna ma także zimową przeglądarkę do stron internetowych. Na co ona, skoro tak, to żebym je zainstalował. Zacząłem, więc instalować tą "zimową przeglądarkę". Pokazało się dużo świecących pomarańczowych kulek w powietrzu. Miały one pokazywać postęp instalacji. Po chwili przemieniły się one w małe pomarańczowe ryby koi, pływające w wannie. Po krótkiej chwili urosły jeszcze bardziej, sięgały aż do kolan, a to puste pomieszczenie, tą wielką salę, zalała woda. Podczas, gdy program się instalował, po woli każda ryba robiła się mniej pomarańczowa, aż przezroczysta, aby w końcu zdechnąć i pływać do góry brzuchem, co miało świadczyć o postępie instalacji, że ten kolor pomarańczowy był danymi przelewanymi na dysk twardy. Gdy większość ryb padło skierowałem się do wyjścia. Przed drzwiami przypłynęła jeszcze ostatnia wielka ryba. Wziąłem ją i wyszedłem szklanymi drzwiami. Miałem ją jeszcze wsadzić do urządzenia zawieszonego na ścianie przy drzwiach i włożyć jak kartę do bankomatu.
Kosmiczne Kable
30.06.2015 – 12:54
Widziałem ogromne czarne kable-tunele, wijące się w przestrzeni kosmicznej. Były to połączenia między różnymi planetami. A wewnątrz nich jeździły superszybkie pociągi.
Dwie Książki, Dzikusy
04.07.2015 – 12:15
W dużym pokoju w szafce ze szklanymi drzwiczkami, której w rzeczywistości już od wielu lat tam nie ma, bo są nowe szafy, znalazłem dwie książki. Jedna to była prawdopodobnie jakaś lekka fantastyka lub romans, miała jasną różową okładkę. Postanowiłem najpierw przeczytać tą drugą, ponieważ była krótsza. Leżała w głębi szafki. To był horror. Miała czarną okładkę z rysunkiem jakiejś dziwnej postaci. Miała tytuł "Tabor", autora nie pamiętam.
Idę sobie wodą. Na brzegu biegają ludzie. Wiem, że są to obcy sprowadzeni z innej planety, tyle że wyglądają tak samo jak ludzie. Są to dzikusy, polują dzidami na zwierzęta. Nagle mnie zauważyli. Inni ludzie, którzy byli ze mną uciekli. Ja nigdzie nie uciekałem, wiedziałem, że nic mi nie zrobią. Gdy się zjawili, siedziałem w wodzie i się opierałem plecami o kamienną ścianę. Nagle odezwał się głos ich boga, który im coś wytłumaczył. Byli raczej przyjaźni. Jeden z nich dziwił się co to ja dziwnego robię. Odpowiedziałem mu, że to tylko woda i pokazałem jeszcze raz jak ściskam wodę w dłoni. Była tam także staruszka, którą wcześniej przygarnęli do siebie. Siedziała w wodzie przed laptopem. Jeden z dzikusów złapał laptopa. Powiedziałem, żeby nim nie rzucał, więc delikatnie go odstawił na ziemię albo na wodę, już nie wiem, gdzie to było. Powiedziałem tej staruszce, aby go nauczyła liter na tym laptopie. Ta mu jednak włączyła jakąś grę. Chciałem, żeby nie włączała im żadnych brutalnych strzelanek, ponieważ mogli by chcieć w rzeczywistości takie bronie i się zabijać. Niech im włączy jakąś sportową grę, wyścigi czy coś. Ta im włączyła jakąś grę z samochodami, ale okazało się, że w niej byli policjanci, a gangsterzy w samochodach do nich strzelali. Przez chwilę byłem jakby w tej grze. Nagle przyszła do mnie ciocia. I chciała mi dać dwie książki. Spostrzegłem, że to te same z poprzedniego snu. Szybko zerknąłem na opis tego horroru.
Na wewnętrznej okładce było coś o ostrej akcji i o ostrych porównaniach. Książka ta była o ufo, które wpadło do Bałtyku. Jednak nie wziąłem tych książek, ponieważ miałem wypożyczone już inne, które zacząłem czytać.
Obce światełka
05.07.2015 – 11:55
Była ciemna noc. Patrzę przez jakieś okno, które nie znajduje się w moim mieszkaniu, chociaż jednocześnie jest to okno kuchenne. Widok jest zupełnie inny niż w rzeczywistości. Widzę, drzewa znajdujące się z drugiej strony bloku po drugiej stronie ulicy. To jest taki mini las, tyle, że we śnie jest o wiele większy i chyba na dodatek płynie tam strumyk. Na ławkach przed tym laskiem, siedzą ludzie. Niektórzy wstają i idą w moją stronę. Wydaje mi się jednak, że mnie nie widzą, bo chociaż patrzę na to miejsce, to tak na prawdę tego okna nie ma po tamtej stronie. Jest to jakby widzenie na odległość. Patrzę się teraz na niebo. Jest tam wiele gwiazd, które nagle zaczynają się poruszać.
Niektóre są czerwone. Jestem wtedy pewien, że to statki obcych i wiem, że jak na nie patrze to oni mnie także widzą. Zbliżają się w moją stronę. Po za tym zauważam, że w powietrzu w tym lesie zaczyna latać pełno kolorowych światełek. Niektóre są niebieskie i fioletowe. Wtedy pomyślałem, aby się przejść po tym lesie wśród tych światełek i idę czy raczej płynę razem z tym oknem, bo nie przechodzę tam przez to okno tylko jakby steruje widokiem. Las zrobił się mniejszy, przynajmniej o połowę, jakby go ktoś powycinał. Po nadto zaczynam się trochę niepokoić, gdyż łącze te światełka z obcymi. Myślę, że ci obcy są bardzo groźni i wysłali te światełka, aby się do mnie dostać. Patrzę przez to okno i widzę jak te światełka chcą się dostać do mnie do środka. Przychodzi mi do głowy myśl, że mogą one po prostu zamienić się w kolorowy gaz i przedostać się prze szczeliny w oknie. Wtedy uciekam z przed okna korytarzem w stronę łazienki, chyba z zamiarem wyjścia drzwiami z mieszkania, ale tego już nie pamiętam.
Dziwne Schody, Nowa łazienka
06.07.2015 – 12:51
Sen pamiętam dopiero od połowy, a może nawet to jest prawie końcówka. Idę, wręcz biegnę razem z kolegą schodami na górę. To pewnie jest budynek szkolny, ale nie jestem pewny. Widzę, że dziewczyna z chłopakiem także idą na górę. I wtedy przyśpieszamy. Kolega Już jest na górze, ale od razu się cofa, nawet można by powiedzieć, że skacze pomiędzy schodami na sam dół. Ja zdziwiony, bo na tej górze w sumie nic nie ma, droga jest nawet jakby zablokowana zagiętą poręczą i trzeba by przejść pod lub nad nią. Zauważam, że owszem jestem w jakimś budynku, tyle że jednocześnie wygląda to tak jakby całe schody były wyrwane z konstrukcji budynku i nie było ścian, chociaż jednocześnie ten budynek był, a ściany i drzwi były przezroczyste. To trochę tak jakby można było sobie wybrać fragment rzeczywistości, dziwne…
Nie wiem czy nadal to ten sam sen czy inny, ale jestem razem z rodzicami, w którymś miejscy chyba tego samego budynku. Coś tam słyszę o sklepie Biedronka, chyba mamy tam iść, a może po prostu znajdujemy się nie daleko. Muszę się niestety wrócić, bo zachciało mi się siku (chociaż wcale mi się nie chciało). Szybko biegnę, wchodzę korytarzem w podziemia budynku, zakręcam raz w prawą raz w lewą stronę. Idzie tam jakiś dziadek, a może i dwóch lub nawet grupa starszych ludzi. Chciałem iść w inną stronę, gdzie myślałem, że znajduje się winda. Tamten dziadek wskazuje mi jednak inną drogę, więc biegnę w prawą stronę i docieram do głównego korytarza. Widzę łazienki, jednakże cofam się, tamten dziadek powiedział, że jest wybudowana nowa czysta łazienka. Chciałem ją zobaczyć. Niestety to była zbyt nowoczesna łazienka jak na mnie, drzwi można było zamykać z przodu, ale z tyłu, ani po bokach nie było ścian, przez co wszystko można zobaczyć. Zrezygnowałem wtedy już z wchodzenia do łazienki.
Goniły Mnie Wampiry
14.07.2015 – 13:46
Uciekałem przed wampirami (przynajmniej tak m się wydawało, że to były wampiry). Było ich kilku, chyba czterech ubranych na czarno. Uciekałem miejscami z wielu różnych snów. Pamiętając, gdzie się mniej więcej znajdują, omijałem zagrożenia. W pewnym momencie znalazłem się w bardzo zatłoczonym miejscu, które było połączeniem szkolnego korytarza z dworcem i możliwe, że także salą gimnastyczną. Po lewej stronie zobaczyłem coś, jakiegoś wielkiego szarego stwora, bardziej przypominał robota niż żywą istotę. Prawdo podobnie atakował ludzi zebranych wokoło.
Natychmiastowo skręciłem w drugą stronę do drzwi. Wiele miejsc mijałem, ale niestety nie pamiętam. Pod koniec snu wchodziłem do jakiegoś budynku po schodach. Tamci niestety mnie dogonili, o czymś krótko rozmawialiśmy (chyba). Nie wiem czy tamci mnie wypuścili, czy to mi się udało uciec. Wszystko i tak pewnie pomieszałem, bo sen był długi i o wiele bardziej złożony niż to co napisałem.
W innym śnie siedzę przy stole w trakcie czyjegoś przyjęcia urodzinowego. Jest tam dawny kolega z podstawówki. Chyba coś jem, pewnie ciasto. Wstajemy i przechodzimy na drugą stronę stołu. On ma zawieszony na szyi odtwarzacz mp3. Ja mam swoje słuchawki, które chce on wypróbować. Słyszę muzykę, choć wiem, że ma odłączone słuchawki. Mówię mu o tym, a on też mi coś odpowiada, ale co to nie wiem, bo mówi, ale jednak jak by nic nie mówił. Bierze ode mnie słuchawki i rozciąga je z całej siły z dwóch stron. Boję się, że mi je połamie. Chwilę ma założone je na głowie, po czym mi oddaje. Zakładam je i sprawdzam czy się nie uszkodziły. Ustawiam je tak, aby były krótsze. Na szczęście działają.
Czarne Ufo, Okrąg Supermana, Czekolada Z Patelni
15.07.2015 – 17:50
Znowu szedłem poprzez, tym razem ciemny, dworcowy korytarz, gdzie znajdowały się różne sklepy. W ziemi są dwa podobne wgłębienia. Kształtem przypominały >ten< i >ten< krąg w zbożu. Niedaleko nich stoją ludzie. Przylatuje czarny pojazd obcych, albo jakiś wojskowy. W między czasie widzę co się dzieje na plaży. Jest zachód słońca. W ogóle dzieje się dużo różnych rzeczy, chaos. Ktoś robi w piachu niedaleko wody krąg, chyba miał kształt spiralny. Tego kto tam biegał i tworzył ten krąg kojarzę z Supermanem. Także chcę mieć swój krąg. Opieram się jakoś rękami o piasek, a nogami jak cyrklem robię koła, później biegam na około pogłębiając. Chociaż wydaje mi się, że to była jedynie moja wyobraźnia, gdy zastanawiałem się jak wykonać taki krąg i oczywiście trwało to wyobrażenie krótką chwilę. Nie wiem czy się wracam, czy to się urywa i cofa film, ponieważ znowu powtarza się ta scena z ciemnymi wgłębieniami w kształcie spodu tego latającego obiektu. Ludzie ci są przyciągani przez te wgłębienia albo prze ten pojazd. Wchodzą, a może wpadają do środka na sam dół. Wiem, że to są lądowiska tych obiektów. I właśnie wtedy jak wszyscy weszli, obiekt latający wpasowuje się tam i ląduje. Słyszę krzyki miażdżonych ludzi. Szybko, aby nikt mnie z tego pojazdu nie zauważył, oddalam się stamtąd. Idę za dwoma paniami. Wchodzimy po schodach do budynku stojącego niedaleko. Stoję razem z innymi pośrodku kolorowego korytarza. Z boku po prawej stronie stoi duży cienki telewizor na biurku. Słyszę jak tamte panie karzą komuś kto tam pracuje zabrać stamtąd dzieci, bo "my tu programujemy tablety". Potem przechodzę pokojem, w którym stoi ten ładny monitor, do dużej sali, chyba gimnastycznej. Mamy znaleźć sobie miejsce oznaczone pierwszą literą ze swojego imienia. Widzę kolegę z gimnazjum. Za bardzo nie wiem o co tam chodzi. Obracam się, a potem znowu patrzę na niego i już stoi ktoś z innej szkoły. W tej sali były wywieszone, jak ubranie do suszenia, kolorowe obrazy lub plakaty, na linach. Każdy obrazek był stanowiskiem dla jednej osoby. Szukałem litery M. Znalazłem obrazek nie na środku sali, ale na ścianie. Miała to być niby nauka programowania. Później, albo to była dalsza kontynuacja snu, albo po przebudzeniu śni mi się, że stoję przed drzwiami do klatki schodowej. Były tam dwie dziewczyny, które szybko stamtąd odchodzą, nawet mnie nie zauważyły. Wołam do nich, aby mi otworzyły, nie wiem po co, bo i tak po chwili wystukuję kod i wchodzę. Leżę w łóżku. Mama przychodzi i włącza telewizor (w rzeczywistości w moim pokoju nie ma telewizora). Coś do mnie mówi, chyba która godzina, albo o tym co pokazują w telewizji. Wychodzi z pokoju. Wołam ją, żeby wyłączyła, bo nie chcę mi się jeszcze wstawać. Ten telewizor jest na dodatek zawieszony na suficie. Widzę w nim różne kolorowe obrazki, nie są zbyt wyraźne. Chyba jest tam pokazana godzina, ale też nie pamiętam jaka to była. W końcu wstaję i wyłączam. Siadam przy stole w kuchni. Na przeciwko mnie jakiś dzieciak rozpuszcza na patelni tabliczkę czekolady. Daje mi, żebym wypił. Wlewam do szklanki. Ten się dziwi, że nie piję od razu z patelni… W szklance zauważam, że jest pełno drobnych odłamków szkła i nawet jakieś inne śmieci. Nawet nie posmakowałem, wylałem do śmietnika. Jeszcze trochę zostało czekolady do rozpuszczenia, ale niestety trzeba było już iść.
Lodowe Ciasto
18.07.2015 – 13:21
Wszędzie było pełno śniegu. Siedziałem sobie na dworze, gdzieś przed blokiem przy lodowym stole. Na stole kubek, talerzyk, a nawet ciasto (chyba muffinka) były zrobione z lodu. Wydaje mi się, że to ja zrobiłem to, przynajmniej to ciastko z lodu. Przychodzi kolega i siada do stołu. Nie poznaje mnie. Mówię do niego po imieniu i go witam. Wtedy mnie poznaje. Po chwili wstaję i stoję z boku przy stole. Przychodzi bezdomny i siada na moim miejscu. Nie zauważa nas. Czymś się zdenerwował, pewnie tym, że jedzenie nie jest prawdziwe, tylko z lodu.
Dziewczyna, Las, Obcy Idą Nocą, Ucieczka
20.07.2015 – 17:48
Już dawno nie miałem takich zakręconych, długich snów. Były bardzo złożone i dlatego opiszę tylko po części, bo wiele niestety nie pamiętam, a i jak zwykle miesza mi się kolejność. Przed spaniem wypiłem miętę pomieszaną z melisą i miłorzębem.
Nie wiem jak to się rozpoczęło, bynajmniej chodziło o to, że z jakąś niedawno spotkaną dziewczyną miałem pójść do lasu, chyba na spacer. Ten las znajduje się niedaleko mojego bloku. W pewnym sensie już jesteśmy przy lesie. Patrzę się w dół, tam ma być już ta dziewczyna. W dole jest ulica, a za tą ulicą drugi większy las. Wtedy dopiero idziemy w stronę lasu. Jesteśmy już za blokiem, i gdy docieramy do wejścia do lasu, jacyś faceci ubrani na czarno zatrzymują się samochodem niedaleko nas i patrzą. Nagle ze słonecznego dnia robi się ciemna noc. Widać gwiazdy, planety, wygląda to bardzo dziwnie, kolorowo jak na zdjęciach. Mówię dziewczynie, a także tym w samochodzie, żeby spojrzeli na niebo. Musimy wejść wyżej, ponieważ zbliżają się obcy. Biorę dziewczynę na ręce i wchodzę na murek. Ci obcy są mali, może mają pół metra wzrostu lub nawet i mniej. Przypominają insekty, może modliszki i są przezroczyste (prawdopodobnie są z astrala). Po tym jak już poszli sobie, znowu robi się bardzo słoneczny dzień. Mówię jednemu z tych dwóch z samochodu, że oni też musieli to widzieć. Ten tylko się śmiał wchodząc do samochodu. Drugi nic nie mówił, był poważny. Mówię mu, że może jednak to był tylko sen.
Tych dwóch skojarzyło mi się ze snem sprzed wielu lat. W tym śnie jestem w głębokim lesie (innym niż w aktualnie opisywanym śnie). Jest tam lodówka i chcę coś zjeść (lub może szafka z różnymi dziwnymi rzeczami). Potem jak wychodzę z lasu, zaczynam biec, uciekając przed jakąś straszną czarownicą, która jest wielkim potworem, chociaż jej wcale nie widziałem. Jak jeż przebiegłem przez ulicę to się robi raczej śmiesznie niż strasznie, ponieważ biegnie w moją stronę stado szalonych krów. Cofam się do ulicy i wtedy przyjeżdża podobny, a może taki sam czarny samochód. W środku jacyś gangsterzy, chyba od tej czarownicy. Opuszczają szybę, coś tam do mnie mówią i odjeżdżają.
A teraz w tym śnie, jak ci odjeżdżają, idę chodnikiem, widzę przejście między blokami. Pod wpływem impulsu biorę, dodatkowo inną dziewczynę przechodzącą obok mnie, na ręce. Ona się wyrywa, ale ten wilczur, którego trzymam już na rękach, szczeka na nią i ta jednak zostaje z mną. Trochę dziwne, że zapomniałem wtedy, że już miałem na rękach tamtą poprzednią dziewczynę, a nie żadnego psa wilczura. Skąd on się tam wziął? Ale nic, idę dalej i tam jest leśna skarpa. Wchodzę po schodach do góry i idę na zjeżdżalnię. Oprócz nas jest tam wiele innych osób. Ta zjeżdżalnia jest bardzo wąska, ma białe ściany. Trochę to przypomina jakąś ubikację. Zjeżdżam kawałek i się zatrzymuję. To naprawdę wygląda na muszlę w ubikacji, widać nawet brązową kupę w niektórych miejscach. Wiele osób już przed nami tam zjechało przeciskając się przez to. Ostrożnie tam się też przeciskam, bo trzymam przecież na rękach dziewczynę i tego psa. Otwór jest zablokowany jakimiś kostkami, które wtedy kojarzę w dziwny sposób ze esemesem - spamem reklamowym. Na szczęście to coś zlatuje i możemy swobodnie zjechać na sam dół. Udało się… Dotarliśmy do miejsca przed lasem, do tego samego co wcześniej, gdy była noc. Tyle, że teraz stoi tam mnóstwo malutkich domków. Idziemy w prawą stronę. Dziewczyna już sama idzie i mówi o tym kto te domki zbudował. Co z psem to nie wiem, już o nim w tamtym momencie nie pamiętam. Nie wiem w końcu czy my byliśmy w tym lesie czy nie. Ale jesteśmy w domu. Są tam inne dziewczyny. Trochę to może jest rzeczywiście przemieszane z lasem. Idę do, któregoś pokoju. Inna dziewczyna straszy mnie niby, swoją "techniką oddychania", czyli sycząc i dysząc. Idę stamtąd.
Pokazuję jak unoszę się w powietrzu. Tamta dziewczyna, której szukałem za chwilę przychodzi do mnie. Teraz znajdujemy się chyba w zupełnie innym domu. Poszliśmy schodami na górę. Na kanapie siedzi jeszcze inna dziewczyna (była piosenkarką), usiadłem obok niej. Przy oknie stała moja ciocia. O czymś rozmawiają. Po czym ta dziewczyna siedząca na kanapie chce opowiedzieć mi o książce, którą czytała. Ta książka była z 1988 roku, więc się nią zainteresowałem. Nic nie rozumiałem co do mnie mówiła, więc dała mi fioletoworóżową słuchawkę do lewego ucha, a sobie zostawiła drugą w prawym uchu. Choć grała głośna muzyka na jedno ucho, zacząłem ją rozumieć. Mówiła w języku angielskim. Na koniec powiedziała "kup i przeczytaj". Niestety nic z tego nie pamiętam o czym była ta książka. Chciałem jej zapisać adresy dwóch ciekawych stron. Nie wiadomo skąd się tam wzięła moja siostra. Stanęła za mną i chciała żebym się pośpieszył. Miałem trudności zapisaniem, litery ciągle się jakoś przestawiały, przekreślałem i zaczynałem od nowa. Po za tym zapisywałem to chyba na okładce tamtej książki. Wiem, że sen miał być o wiele dłuższy, ale przez to zapisywanie się obudziłem. Było po czwartej godzinie.
Druga seria snów z tej nocy. Pierwszej połowy oczywiście nie pamiętam. W trzech, oprócz mnie jest dziewczyna z chłopakiem, uciekamy przed policją, albą gangsterami (może to ci sami z poprzedniego snu). Wchodzimy drzwiami do klatki schodowej jakiegoś bloku. Znajdujemy się od razu na samej górze zamiast na dole. Zbiegając na dół dzwonimy do wszystkich mieszkań, aby nam pomogli. Na parterze nie uciekamy jednak przez drzwi na zewnątrz, ponieważ prawdopodobnie tamci myślą, że tak zrobimy. Dziewczyna z chłopakiem decydują się wejść do pierwszego mieszkania na dole. To było jednak gorsze. Przebiegamy przez wszystkie pokoje i chcemy wyjść oknem. Jest wysoko (tak, tym razem to jest parter, który znajduje się na samej górze), ale na ścianie widzimy dużo wystających, kolorowych półek. Schodzimy po ścianie, okazuje się, że jest tam pełną szuflad z kłódkami. Ja oczywiście zauważam 10 groszy przyczepione do jednej z kłódek. Odrywam je razem z kłódka. I tu się zaczyna. Słyszymy jakiś głęboki dudniący głos. Na tej ścianie oprócz nas był wielki czarny pająkowaty stwór. Miał przynajmniej cztery odnóża i ręce. Zaczął się do nas zbliżać po tej ścianie. Ja rzucam w niego kłódką z dziesięciogroszówką, ale to już nic nie daje. Już zerwałem kłódkę i tylko to się liczy. Goni nas. Wybiegamy w słoneczny dzień za blok. Jest tam jakiś parking i chyba drzewa. Kiedyś byłem we śnie w tym samy miejscu. Były tam dzikie psy przed, którymi uciekałem. To była niby przyszłość. Spytałem się wtedy grubej dziewczyny stojącej na przystanku autobusowym, czy mają maszynę do podróży w czasie, odpowiedziała, że tak.
Jeszcze wtedy biegła na mnie lwica, kopnąłem ją z całej siły. A teraz ten pająkostwór biegnie znowu na nas. Zaczęliśmy się bać jeszcze bardziej, bo tamten strasznie głośno krzyczy. Myślimy, że to jest jakiś szaleniec. Okazuje się, że goni go pies wilczur (znowu chyba ten sam co go niosłem na rękach w poprzednim śni). My szybko wchodzimy z powrotem do ciemnych drzwi. Tym razem przechodzimy balkonem na trawnik. Są tam jakieś dzieciaki. Jest tam dziura w ziemi, którą zasypują wsadzając uprzednio trawę z doniczki. Trawa jest zżółknięta. Pokazuję im. Suchą trawą przysypuję dla zabawy pień zostawiony przez wycięte drzewko. Stoi tam dziewczyna i teraz zamiast traw, rzucam na nią po jednej róży, tyle na nią narzucałem, że nie może ruszać rękoma, by nie wypadły jej te róże. Mam jeszcze jedną i wkładam jej do ręki. Coś tam mówi, że tak nie powinno się robić i idzie w stronę drzwi.
Jeszcze śniło mi się jak pojechałem daleko autobusem po jakieś gazety (tak jak bym nie mógł pójść do któregoś sklepu niedaleko). Ten sklep miał tylko gazety. Sam nie wiedziałem jakie chcę wybrać i w ogóle po co mi gazety. Myślałem o jakimś fantasy, ale wziąłem jedną o komputerach. Wyszedłem, bo nie było sprzedawcy. Był na papierosie, stał przed drzwiami. Wchodzimy razem do środka. Ten daje mi paczkę z magazynu. Mówi, że mogę zobaczyć to. Pytam się jego czemu nie ma na opakowaniu chociaż miniatury żeby wiedzie co jest zapakowane. Nic tam nie było podpisane w tych paczkach. Tak się chyba skończył sen. Chyba nic nie kupiłem...
Znowu Pies, łazienka, Chodzenie Na Bosaka
27.07.2015 – 14:08
Znowu pojawił się pies. Wydawał się raczej przyjazny. Tym razem pokazał się w hipnagogu, widać było tylko jego kontury. Leżałem wtedy w łóżku i chyba miałem paraliż przysenny. Ten wilczur ocierał się swoimi ustami o moje. Powtarzało to się kilkanaście razy.
Wyszedłem balkonem na dwór. Przechodząc przez trawnik, żywopłot rozsunął się jak ruchome drzwi.
Byłem w łazience, gdy nagle wyczułem coś złego, ktoś obcy chciał się dostać do łazienki. Po chwili wyjrzałem szybko przez drzwi i je zamknąłem. Stał tam jakiś mężczyzna w średnim wieku z chińskim kapeluszem. Wiedziałem, że oprócz niego są inni źli ludzie, gdzieś poukrywani. Szybko chwyciłem za prysznic, chcąc postraszyć go wodą, ale niestety za każdym razem jak podnosiłem słuchawkę prysznica ciśnienie wody słabło. W końcu jednak wyszedłem z łazienki. Nikogo nie było przed drzwiami. Zobaczyłem, że w pokoju siostry leży na łóżku moja mama, która właśnie się obudziła i przy niej stoi ten doktorek w chińskim kapeluszu i coś do niej mamrocze. Poszedłem dalej przez przedpokój do dużego pokoju. Była tam reszta osób, którzy nie wydawali się już jacyś źli. Otworzyłem balkon i wpuściłem kotkę do domu. Na balkonie i wszędzie na dworze leżało pełno śniegu. Wróciłem się do drzwi i wyszedłem klatką schodową na zewnątrz. Klatka schodowa była inna niż w rzeczywistości, większa i jakby wzięta z zupełnie innego budynku. Szedłem z jakąś dziewczyną. Przez drzwi wchodziła druga moja kotka. Miała dziwnie zdeformowaną głowę. Otworzyłem jeszcze raz drzwi, aby sprawdzić czy rzeczywiście tak wyglądało, niestety tak. Ale pomyślałem, że w snach mogą występować takie wizualne deformacje. Później chodziłem z tą dziewczyną do różnych miejsc. Między innymi byliśmy, gdzieś w pobliżu lasu, gdzie było chyba jezioro i płynęła rzeczka. Chodziliśmy wszędzie bez butów, na bosaka. Wchodziliśmy do wody, a także przechodziliśmy przez płytki strumyk z brudną wodą, prawie jak samo błoto. Weszliśmy do nieznanego dużego budynku. Był tam czarny kot w akwarium z rybkami. Mówię do dziewczyny, że nie oddycha, szybko zdejmuję szybkę zakrywającą akwarium. Nagle wylewa się woda z rybami. Uciekamy, aby nas nie zauważyli właściciele rybek, a kot chyba da już sobie radę się wydostać. Miałem teraz szukać innej dziewczyny, dziewczyny z anime z innego snu, ale znalazłem się na drugim końcu dzielnicy i wiedziałem, że przed końcem snu nie zdążę tam dojść, a już znaleźć miejsce, gdzie mieszka tamta dziewczyna to już na pewno bym nie zdążył. Przeszedłem, więc przez ulicę i wszedłem o tego wielkiego czarnego nowo wybudowanego (przynajmniej we śnie, bo w rzeczywistości nie ma tam takiego dziwnego) budynku. Wszedłem po schodach. Można było iść na prawo lub lewo. Poszedłem na lewo i zobaczyłem przedstawienie teatralne, albo dopiero przygotowania do przedstawienia. Możliwe, że byli tamci ludzie z początku snu.
Łóżko W Dziwnym Miejscu, Przejście W łazience, Wielkoludy Przed Dworcem
04.08.2015 – 14:26
Znajdowałem się w jakimś szerokim słabo oświetlonym korytarzyku. Były tam przejścia do innych pokoi czy sal, możliwe, że były tak także małe schodki. Byli ze mną moi rodzice. Nagle przyszli księża i zaczęli zbierać się ludzie. Ja się zastanawiam w tym śnie jak tam w ogóle się znalazłem, przecież nie szedłem do żadnego kościoła. Ten nie wyglądał za bardzo jak zwykły kościół, bardziej jak dom lub jakaś szkoła, tyle, że z oszklonymi drzwiami chyba z witrażami. Rodzice chcieli mnie tam zatrzymać, ale i tak poszedłem stamtąd. Nie wiem, gdzie szedłem, ale nie ważne, bo i tak wróciłem w to samo miejsce. I znowu powtarza się ta sama scena od początku. Później niby się budzę, ale budzę się właśnie w tamtym miejscu. Na dodatek zauważam, że znajduję się w swoim łóżku, ale przeniesionym do tamtego niby kościoła (kiedyś w snach wiele razy śniło mi się, że jestem w wannie w różnych miejscach np. na dworze albo na szkolnym korytarzu). Kilka razy się "budzę" tam w swoim łóżku. Po jakimś czasie to się kończy, nie pamiętam czy się naprawdę obudziłem, czy w jakiś sposób się stamtąd wydostałem. Jeżeli to jest kontynuacja snu bez budzenia się to jestem teraz z innymi osobami w innym budynku lub w innej części tego samego budynku. Biegamy po korytarzach i zaglądamy do różnych pokoi czy sal. Nie chcemy być złapani (przez kogo ta już nie wiem). Z jednej sali szybko uciekamy, ponieważ już prawie ktoś tam miał nas złapać, dlaczego ktoś miał nas złapać także nie mam pojęcia. Dostajemy się na piętro wyżej. Miałem niepokojące uczucie, że jeżeli nie wydostaniemy się z tego budynku to i tak prędzej czy później nas złapią. Oni niestety pobiegli dalej tam korytarzem. Pomyślałem, że schowam się w łazience i możliwe, że wyjdę oknem na zewnątrz. Łazienka okazała się większe niż przypuszczałem. Były tam nawet w dalszej części schodki, którymi poszedłem do góry. Okazało się, że ta łazienka ma połączenie z innym o wiele większym pomieszczeniem. Wnętrze miało kształt przypominający zaokrąglony basen. Wszystko było na niebiesko. Była tam starucha, która chwyciła mnie za rękę i nie chciała mnie puścić, aż tamci co nas poszukiwali mieli przyjść i mnie złapać. Jednak jakoś się jej wyrwałem i pobiegłem do okien. Nawet nie myślałem ich otwierać, chciałem przejść przez szybę. Nie było łatwo, bo szkło było gęste i najpierw musiałem zrobić dziurę, wtedy udało mi się wyjść stamtąd. Trafiłem przed wielki oszklony blok. Za szybą było nazbieranych pełno różnych rzeczy, pewnie z wielu poprzednich snów. Był tam m. in. duży czarny wilk. Kiedyś we śnie ten sam także znajdował się w budynku za szybą. Najpierw był niby dużą maskotką, a po chwili ożywał i mnie gonił, chąc mnie zjeść. I tak chciałem tam wejść (także poprzez szybę). Nagle zaczęło mną miotać na wszystkie strony, latałem bez żadnej kontroli wokół tego budynku. Zauważyłem, że jedno wielkie okno przypomina okno z mojego pokoju i się chyba wtedy obudziłem na krótką chwilę, albo była od razu kontynuacja, ale nie zauważyłem tego. Idę teraz, gdzieś za budynkiem, może tym samym. Śpieszę się chyba na pociąg, bo tam okazuje się jest dworzec. Biegnę za kimś. Tam też biegnie na pociąg, omija przeszkody, jakieś nagle wyrosłe budki. I zamiast biec prosto musimy robić duże kółko. Nagle przez tą bieganinę budzę się, albo raczej tak mi się tylko wydaje, bo cofa mnie znowu za róg budynku. Idę znowu w kierunku dworca. Jest jakaś wiadomość, że przybyły z dwa miliony ludzi i też chcą się dostać do pociągu. Widać wszędzie ogromne tłumy. To miejsce teraz wydaje mi się połączeniem dworca z jakimś placem szkolnym.
Nagle pojawiają się olbrzymy. Jest ich chyba trzech. Są wysocy na kilka metrów, prawie jak sam ten budynek. Mają za zadanie zrobić porządek z tymi wszystkimi ludźmi, są jakby strażnikami. Jeden z nich chwyta mnie całego swoją ręką i rzuca mnie w stronę drzwi. Szybuję krótko, ale jednocześnie łagodnie przechodzę przez drzwi. Szukam pociągu, ale nigdzie nie ma żadnego. Wchodzę najpierw schodami na plewo, wracam się i idę schodami po prawej stronie. Innymi też nie można dostać się do peronu z pociągiem. Wszędzie jest woda. Wybieram jedno przejście. Przewożą tam malutkimi okrągłymi motorówkami. W jednej prowadziła jakaś dziewczyna, ale nie chciała mnie zabrać. Chyba mnie z kimś pomyliła, powiedziałem jej, nawet mnie nie zna, a tak na mnie mówi. Popłynęła z kimś innym. Wpadłem wtedy do wody, ale stoję na niej jakby to nie była woda tylko coś stałego. Wychodzę z wody i już chcę wracać schodami, gdy przypływa inna dziewczyna, bardzo ładna, uśmiechała się do mnie. Miała ona takie różowe macki jak u ośmiornicy i za pomocą nich właśnie pływała. Wszedłem na te macki, które były wokół niej, a rękami trzymałem się jej. Niestety zbyt długo nie płynęliśmy, bo się obudziłem. A chciałem się dowiedzieć do jakiego miejsca bym dotarł.
Niesłuszne Oskarżenie, Zmutowane Robale Atakują
09.08.2015 – 13:24
Oskarżali mnie, że coś zrobiłem jakiejś dziewczynce, chyba coś jej ukradłem, a może nawet zabiłem. Naprawdę to w żaden sposób jej nie skrzywdziłem. Nawet nie wiedziałem o kogo chodzi. Oni jednak mi nie wierzyli i musiałem uciekać. Biegłem ulicą. Byłem pewny, że pozna mnie ktoś po niebieskiej koszulce, którą nosiłem, ale chyba jej i tak nie zdjąłem. Potem dotarłem do lasu. Niedaleko siedziała kobieta, która wyglądała jak jedna z nauczycielek języka polskiego. We śnie wiedziałem, że jest prezenterką telewizyjną. Powiedziałem, aby szła do lasu ze mną, bo nie chciałem, żeby wygadała tamtym, gdzie jestem. Ona jednak już była nimi w kontakcie, więc sam poszedłem do lasu. Nie to zupełnie las, tylko ruiny zarośnięte drzewami i inną roślinnością. Szedłem korytarzem dawno opuszczonego budynku. Ściany były szare i wszędzie walało się pełno gruzu. Był ze mną jakiś znajomy. Gdzieś w połowie korytarza stało akwarium z pomarańczowymi rybkami. Było napełnione tylko w małej części. Znajomy chciał napełnić, ale woda z węża nie leciała. Mówił, abym dał sobie z tym spokój. Ja jednak zdjąłem końcówkę i napełniłem akwarium do pełna. Zabezpieczyłem rurkę, by nie ciekła woda i odłożyłem na miejsce. Poszliśmy dalej.
Parę snów wcześniej śniło mnie się coś o wszach chodzących mi po ręce. Inni je widzieli, ale nie ja. Teraz też coś śniło mi się o robalach. Cofam się niby do wydarzeń z przeszłości. Jestem tym profesorem i obserwuję siebie czy raczej jego. Potem jestem chyba już sobą. Ten doktorek wykłada mowę o tym co osiągnęli. Pokazuje te zmutowane robale. Są trochę podobne do dżdżownic. Nagle robalom udaje się wydostać z zamknięcia. Wszyscy wpadają w panikę. Wiadomo, że jak wejdą do ciała ludzkiego, to będą pasożytować i mieć kontrolę nad mózgiem. Już widać było pełno zaatakowanych ludzi i zmienionych w zombie. Z małą grupką ukrywałem się wysoko na skrzyniach i kartonach. Te robale z nich wyłaziły, trzeba było być czujnym. Jednemu udało się wejść pod skórę mojej nogi. Zaczął przemieszczać się wzdłuż do góry. Na szczęście udało mi się go wycisnąć i zgnieść. Zszedłem na podłogę z zamiarem wzięcia ze sklepu obok skarpetki. Działo to się akurat w jakiejś galerii handlowej. Innym powiedziałem niech też zejdą, bo najwięcej tych zmutowanych robali wyłazi właśnie z tych skrzyń. Zeszli poszli razem ze mną. Skarpetek jednak nie wziąłem, bo sprzedawczyni jednak nie zamieniła się w zombie, a nie chciałem kraść. Na korytarzu także zebrali się ludzie, którzy nie zostali zainfekowani. Wyszliśmy na zewnątrz. Przed tunelem ustawiła się długa kolejka. Też pewnie uciekali przed zombiakami. Mogliśmy się przecisnąć, ale jednak zrezygnowaliśmy i wróciliśmy. Zaatakował mnie innego rodzaju robal niż te poprzednio. Był przezroczysty i jak wlazł mi na prawą rękę, zamrowiło mnie. Wysyłał pewnie impulsy elektryczne. Nie wiem, gdzie się potem podział. Przyszli z małym dzieckiem. Mówię do nich, żeby uciekali, a oni nic tylko się patrzą. Pojawiło się więcej tych elektrycznych robali i zbliżają się do dziecka.
Planety
10.08.2015 – 16:29
Byłem w małym miasteczku albo wiosce. Rozmawiałem o czymś z jakąś kobietą. Potem nagle wystrzeliłem w górę i leciałem po wiązce światła. Leciałem przez kosmos. Ktoś chyba także był niedaleko mnie. Kierowałem się na skupisko jaśniejszych gwiazd. Trudno mi się hamowało, ale dotarłem wreszcie do sznura planet. Były podobne do Ziemi. Było może ich z dziesięć. Mniej więcej po środku unosiła się bardzo czarna planeta. Ktoś mi podpowiedział, że to czarna dziura. Zauważyłem, że są do niej podłączone różne kable i domyśliłem się, że na tych planetach mieszkają jakieś inteligentne istoty czerpiące energię z tej czarnej dziury. Chciałem się dostać na jedną z planet, niestety nie mogłem, ponieważ byłem większy od nich. Sen się trochę zmienił. Dookoła było bardzo ciemno. Tamten ktoś wziął jedną planetę z półki. Otworzył tą kulę. W środku było pięć złotych. Mówił, że miałem mu oddać dwa złote.
Renifer, Woda Mineralna
13.08.2015 – 15:59
Wchodzę na klatkę schodową. Ze mną wchodzi renifer, albo jeleń. Z mieszkania wychodzi moja mama. Mówi, że ten jeleń nie powinien być na schodach. Klatka schodowa wygląda oczywiście zupełnie inaczej niż normalnie. Wyprowadzam go na zewnątrz. Jest zima, wszędzie pełno śniegu. Idę z kimś do reszty reniferów. Po drodze patrzę na mapę pogodową wiatrów, stojącą po prawej stronie na trawniku przy ulicy, podobna do reklamy. Przechodzimy na drugą stronę ulicy. Tam czekają renifery. Siadam na saniach. Coś tam jeszcze trzymam w rękach. Miałem do czegoś się przygotować, chyba miałem się przesiąść na tego renifera. Sen się urywa.
Jestem w szkole. Chce mi się pić. Patrzę, a tam wszyscy mają po butelce wody mineralnej. Jeden z nich daje mi i piję trochę wody gazowanej. Jest tam jeden dzieciak z młodszej klasy. Wiem, że to jest demon. Coś ode mnie chce, gada coś do mnie. Oczekuję, że ktoś mi pomorze i odciągnie go ode mnie. Koniec snu. Po obudzeniu zauważam, że buzię i język mam suchy i chce mi się pić.
Energetyczne łuki, Scena Na Pustyni
15.08.2015 – 13:22
Widziałem białe łuki i pierścienie energetyczne. Była ich ogromna ilość. Niektóre przypominały pierścienie Saturna. Było w tamtym miejscu dużo zieleni. Wydaje mi się, że był tam przystanek autobusowy, przy którym ktoś czekał. Łuki energetyczne były wszędzie, ustawione pod różnymi kątami, były różnej wielkości, pojedyncze i w skupiskach. Dużo z nich jednym końcem wychodziło z ziemi, a drugim wchodziło. Na wielu z nich, na jednym końcu, znajdowały się różne zwierzęta, także niematerialne, składające się z energii. Prawdopodobnie ludzie też miały takie łuki czy pierścienie energetyczne. Prawdopodobnie były to jakiegoś rodzaju pola bioelektryczne. Spytałem się jednej dziewczyny czy to jest prawdziwe czy to jakiś serial czy film. Odpowiedziała, że serial. Miałem jednak wrażenie, że tylko tak mówiła, i że to było rzeczywiste. Potem poszedłem z tą dziewczyną do jej domu. Jej matka zaprowadziła mnie do wielkiej łazienki, abym wziął prysznic. Wchodziło się tam krótkim korytarzykiem, przy którym stały półki z książkami. Wszedłem do wanny i zacząłem się myć. Drzwi musiały być otworzone i cały czas patrzyłem czy ktoś nie wchodzi. Raz wszedł służący, się popatrzył w moją stronę, pokiwał głową i wyszedł. Nie zamknął drzwi. Poszedłem na chwilę dalej za szafkę z książkami. Stała tam inna duża szafa z półkami. Posprawdzałem chyba jakieś moje rzeczy i wróciłem do wanny. Miałem problemy z odkręceniem i uregulowaniem wody w prysznicu. Długo nie mogłem zacząć się myć. Nagle przyszła dziewczyna i jej matka. Skuliłem się, zakrywając się, i spytałem się ich czy by mogły jeszcze wyjść, bo przypomniało mi się, że się w ogóle nie zacząłem myć, nie odkręciłem nawet jeszcze wody. One chyba nic nie odpowiedziały. Okazało się nawet, że to nie jest żadna łazienka, tylko duży salon, a ja siedzę nie w wannie, a na kanapie przed telewizorem. Włączyły jakiś film science fiction. Częściowo znajdowałem się właśnie w tym filmie. Działo się to na pustyni. Wielkie pojazdy jechały poprzez piaski. Prawdopodobnie były to lądujące statki kosmiczne. W stronę mnie jechali, nazwę ich kosmicznymi kowbojami, jacyś mężczyźni. W tle leciała piosenka z bardzo ładną muzyką. Jeden z instrumentów był podobny do gwizdania, ale be porównania piękniejszy. Możliwe, że to ci jadący nowoczesnymi samochodami, czy może na koniach, śpiewali tą piosenkę. We śnie rozumiałem cały tekst, ale zapamiętałem tylko, że było w tej pieśni o powrocie na planetę Kulu i o planecie, gdzie się działa ta scena, o nazwie Atena. Jeden z nich, ten który jechał na samym przodzie miał pomarańczowe okulary przeciwsłoneczne i chyba kapelusz, uśmiechał się. Znowu byłem całkowicie na kanapie. Z mojej lewej strony siedziała tamta dziewczyna i opierała się o mnie, a z prawej siedziała jej matka. Zaczął się wtedy kończyć się sen.
Pociąg
31.08.2015 – 12:05
Pociąg wyskoczył z torów i mnie gonił. Chciał mnie przejechać, zabić, nie wiem dlaczego. Uciekałem przed nim po jakimś zielonym pagórku.
Siedzę z dziewczyną po prawej stronie w autobusie, a może właśnie w tym pociągu, który mnie gonił. Mamy się niby przesiąść na inne miejsce. Siadam przy oknie z lewej strony. Niestety tylko ja się mieszczę, jest tam jedno zwykłe siedzenie, a obok jakieś malutkie i zajmuję przez to dwa siedzenia naraz, siedzę plecami do okna. Wracam jednak na prawą stronę autobusu. Dziewczyny już nie ma, pojawia się kolega z podstawówki. Scena zmienia się z autobusu na salę w szkole podstawowej. Z ławki z tyłu zwalnia się jedno miejsce i kolega się tam przesiada. Siedzę sam w ławce przed nimi. Mam chyba zeszyt lub książkę, a nauczycielka coś objaśnia.
Przejście, Powiększony Trawnik, Obcy Atakują
02.09.2015 – 13:26
Razem z wszystkimi wychodzę z sali. Po prawej stronie jest sklep o nazwie zaczynającej się na t. Szukam sklepu o nazwie zaczynającej się właśnie na t, ale innego niż ten obok. Skręcam w lewo i idę prosto pasażem sklepowym. Nie wiadomo po co nucę jakieś głupoty. Idąc tak wszystko zaczyna się rozmywać, ale dalej próbuję znaleźć tamto miejsce. Budzę się, nie otwieram jednak jeszcze oczu. Niestety nie udało się i się obudziłem. Tak mi się oczywiście tylko wydawało. Opowiadam komuś o tym jak w tym śnie szedłem i szukałem tamtego sklepu, ale nie doszedłem tam, bo wszystko się rozmazało i się obudziłem. Teraz stałem na końcu korytarza razem z kilkoma osobami. Czekaliśmy tam przed zamkniętymi, po prawej stronie, drzwiami. Przyszedł tam czarnoskóry mężczyzna. Coś mówił, ale nie zrozumiałem. Wydawało mi się, że to jakiś szef tamtego miejsca. Dałem mu pilot, który trzymałem w ręku. Wcisnął jakiś przycisk i wpisał hasło i wtedy otworzyły się te drzwi. Dał mi pilota z powrotem. Pytałem się go jeszcze o to jakie jest hasło i sprawdzałem w instrukcji jaki najpierw trzeba nacisnąć przycisk, ale po chwili dałem sobie z tym spokój. Okazało się, że drzwi prowadziły na balkon. Był słoneczny dzień. Trawnik był chyba niedawno skoszony i zasiana świeża trawa. W jednych miejscach była ciemniejsza, a w innych jaśniejsza, miała różne odcienie zieleni. Zszedłem z balkonu na trawnik, który był kilkakrotnie większy niż w rzeczywistości. Skręciłem na prawo i poszedłem przed moje okno. Szedłem chyba na bosaka. Ziemia tam była pofałdowana i może dlatego wydawało się, że trawa ma różne odcienie. Na dodatek przy żywopłocie było bardzo nisko, a jak się szło w stronę ściany i okna robiło się coraz wyżej. Było zasadzonych dużo nowych roślinek. Później w tym śnie stoję w moim pokoju i patrzę się przez okno. Nagle zauważam, jak nadlatuje ogromna czarna chmura. Myślę, że to tak dużo czarnych ptaków się zebrało. Wołam moją siostrę i mówię jej, że tak wielu ptaków naraz to jeszcze nigdy nie widziałem. Oglądamy je ta przez chwilę. Nagle te niby ptaki opadają na dół i burzą się budynki. To nie były ptaki, mówię siostrze, że to statki obcych atakują. Przylatuje ich coraz więcej i tak opadając lub wysyłając impulsy energetyczne burzą następne budynki. Coraz bardziej zbliżają się w naszą stronę.





