Zagubiony Dziennik Snów
#2
Chińczyk I Spacer Po Podświadomości
04.05.2014 – 13:21

Po kołdrze idzie pająk, ale nie mogłem się poruszyć, aby go zrzucić.
Leże na łóżku. Z prawej strony łóżka jest ściana z oknem. Lekarz Chińczyk ma mi zrobić akupunkturę. Jego córka mówi mi, że mam cały kręgosłup pogięty, albo może połamany, i pomaga mi usiąść na łóżku. Tamten lekarz zakłada mi na plecy brązowe skórzane paski, czy kaftan, który ma mnie utrzymać w wyprostowanej pozycji. Chińczyk ma mnie poprowadzić po mojej podświadomości, coś jak w chemisync.
Idę różnymi korytarzami, metrem, peronami. Za mną i przede mną idą różni ludzie. Wchodzę za kimś do podziemnego korytarza, skręcam w lewo i przechodzę przez drzwi. Znajduję się w pomieszczeniu, do którego wpada światło słoneczne przez okna. Są tam szafki z półkami, na których są różne książki, może to jest biblioteka. Biorę jedną książkę i otwieram. Trochę ją przekartkowuję i zatrzymuję się na którejś stronie. Patrzę na tekst, zamykam i otwieram oczy, nic się nie zmienia, tekst jest stabilny, ale nic nie rozumiem, bo jest chyba po niemiecku. Odkładam książkę na miejsce i wychodzę stamtąd. Przechodzę przez tamten ciemny korytarz i wychodzę, schodami na górę, na zewnątrz. Niedaleko jest duży las.
Wychodzę na balkon. Jest słoneczny dzień. Ogon kota został przytrzaśnięty drzwiami i krwawi, ale nie martwię się tym, ponieważ wiem, że to tylko sen. Schodzę z balkonu, bo to parter, i idę w lewą stronę chcąc dotrzeć do lasu za ulicą. Gdy już jestem blisko, las tak jakby się przerzedza, widać tam dużo domków i uliczki, pomiędzy którymi rosną tylko pojedyncze drzewka. Spotykam kilka osób i żalę im się, że wycieli cały las i wybudowali te wszystkie domy. Tłumaczę im jednak, że na szczęście, tam wcześniej, po drugie stronie tych bloków, zostawiono inny las, o wiele większy od tego co tutaj był.
Idę chodnikiem przy stawie i zachodzę do biblioteki, aby wypożyczyć książkę. Jednak widzę tam tylko jedną szafkę z kilkoma książkami, które mnie w ogóle nie interesują, a po za tym, wszystko tam wyglądało na poniszczone, pewnie niedługo zamkną tą bibliotekę. Wychodzę stamtąd i naglę mam chęć wejść do szkoły obok i zobaczyć co tam się dzieje. W środku było trochę ponuro, był taki półcień. Widziałem tam dużą grupę uczniów rozmawiających ze sobą. Podszedłem do jednej dziewczyny, ale nic więcej nie robiłem, bo myślałem, że tamten lekarz chińczyk wciąż mnie obserwuje, tylko zapytałem jak ma na imię i mi wtedy ona odpowiedziała. Zapytałem się jeszcze raz o jej imię i znowu mi odpowiedziała. Wydawała się trochę jakby taka mechaniczna. Niestety nie zapamiętałem jak miała na imię i się obudziłem.


Wybuchy, Wymyślone Schody
08.05.2014 – 12:05

Zamierzam wejść do mieszkania, ale zauważam, że nisko nad blokami, lecą trzy obiekty, jeden jest podłużny jak antena. Lecą tak przez chwilę i zaczynają opadać, wylądowały, gdzieś za ulicą. Na ulicy, tuż przed blokiem, stoi tłum ludzi. Zaczynają się dziać różne dziwne rzeczy. Najpierw przewracają się te dźwigi, które tam stały. Z nieba spadają różne odłamki. Coś, albo ktoś sprawia, że samochody zaczynają po kolei palić się i wybuchać. Przed tym, jak coś ma się dziać z samochodami i innymi rzeczami, wszyscy już wiedzą, że to się stanie i za każdym razem udaje im się uciec z takiego miejsca przed wybuchem. Nagle na ulicy powstaje czerwona gorąca plama. Jakiś mądrzejszy mężczyzna ucieka stamtąd jak tylko daleko się mu uda, bo wie, że tym razem wybuch będzie naprawdę wielki i pewnie wszystkie budynki zostaną zniszczone. Także biegnę w tamtym kierunku co on. Pod koniec snu wszystko robi się zamglone i słyszę jak głos mówi, że "to za miesiąc".

Idę w lewo za blok. Idę trawnikiem. Chcę zejść na dół, ale jest za stromo, więc myślę, że przydałyby się tam schodki. Schodzę po wymyślonych schodkach. Idę w stronę budek sklepowych. Przed budkami schodzę innymi wymyślonymi schodami do podziemnego tunelu. Idę przez korytarz. Po bokach korytarza pojawiają się co jakiś czas schody prowadzące na peron. Ten korytarz jest korytarzem szkolnym i oprócz mnie chodzą tam inni uczniowie. Niektórzy przyjechali pociągiem, więc schodzą na dół tymi różnymi schodami, a ci co już skończyli lekcje śpieszą się na pociąg, albo może metro.


Białe Chmury I Samolot, Dziewczyna I Autobus
10.05.2014 – 11:19

Idę gdzieś na dworze. Zauważam, że blisko ziemi unoszą się takie bardzo białe chmurki. Chmury te miały różne kształty i chciałem je wszystkie dokładnie obejrzeć, a może nawet zabrać ze sobą. Jednakże, najbardziej moją uwagę, zwróciła podłużna chmura, która była po środku. Okazało się, że tą chmurę zostawiał za sobą mały samolot. Pobiegłem wzdłuż tej chmury i znad krawędzi skoczyłem w stronę tego samolotu, po czym tak jakbym stał się właśnie tam tym samolotem, rozłożyłem ręce na boki i zacząłem szybować. Oprócz mnie były ze mną dwie osoby. Jedna z nich pokazywała mi jak się steruje, skręca, lata. Dolecieliśmy gdzieś do ścian, jakby w szkolnym korytarzu.

Jakiś grubas śmieje się ze mnie i mówi na mnie brzydkimi słowami. Lecimy przez wielki, długi korytarz, a może bardzo duży pokój. Gdy dolatujemy do końca schodzimy w dół schodami i trafiamy do magazynu z różnymi rzeczami. Zostawiam tam swoje buty i wracam stamtąd z powrotem.

Jestem w mieszkaniu i stoję przed pokojem mojej siostry. Nie ma jej tam, ale grubas leży na jej łóżku. Dziewczyna, która jest razem ze mną wlewa mu do oczu kropelki, aby nie mógł nas zauważyć. Wchodzę do pokoju. Razem schodzimy schodami na dół do szatnio-ubikacji. Są tam trzy pisuary i ktoś właśnie załatwia swoje potrzeby. Idę dalej i wchodzę do tamtego magazynu, aby zabrać buty. Wkładam do nich wkładki, ale ta do lewego nie pasuje. Szukam innej pasującej, ale nie znajduję. Potem chyba idę w szkolnymi schodami na górę i spotykam tam znajomą dziewczynę.

Razem z dziewczynką uciekamy przed kimś. Mam ją obronić przed tym kimś. Spieszymy się na autobus, ale nie wiem, na który przystanek mamy się udać. Jedzie autobus, ale nie nasz. Chcę przejść na drugą stronę ulicy, dziewczyna mówi jednak, że idziemy na poprzedni przystanek. Ulicą jedzie właśnie tamten zboczony dziad. Ukrywamy się i po tym jak już odjechał idziemy na przystanek autobusowy.


Zegarek Bez Wskazówek, 9dziewiąty Wymiar
11.05.2014 – 12:08

Na stole w kuchni leżą dwa owoce granatu, które wypełnione są czekoladkami. Każda czekoladka ma w środku jedną jagodę. Jedna czekoladka wyleciała, ale nie jem, bo dopiero co umyłem zęby.

Tata wcisnął mi pod kołdrę prezent, ale nie wiem co to, bo nie sprawdziłem, i nie wiem z jakiej to okazji. Śpieszę się.

Nie ustawiłem budzika w zegarku. Zegarek był wskazówkowy (więc jak miałem ustawić alarm?). Patrzę, która godzina, ale nagle znikają z tarczy zegarka wszystkie cyfry i wskazówki. Mówię rodzicom, że nawet zegarek wskazówkowy nie działa, ale nagle wszystkie cyfry i wskazówki pojawiają się ponownie. Mam tylko pół godziny, więc nie zdążę dojechać na pierwszą lekcję. Na forum są dwa duże tematy, o tym że została wydana nowa książka o matematyce czy fizyce kwantowej. Tytuł tej książki jest dosyć długi i ma kilka podtytułów. W książce są informacje o dziewiątym wymiarze. Ktoś, w menedżerze plików, który miał niebieskie tło, napisał tag albo komentarz do jednego z plików. Było to sry (sorry), ale wyglądało jak znaczek japoński, więc pewnie oznaczało to zupełnie coś innego.


Spiralne Schody, Dwie Dziewczyny
12.05.2014 – 12:46

Jestem na klatce schodowej i idę schodami na górę. Chcę wejść jak najwyżej. Ktoś idzie przy poręczy i mi trochę tym przeszkadza, ale udaje mi się go wyminąć. Biegnę i widzę drzwi. Mignęły mi różne numery, miałem zamiar wejść do mieszkania numer siedem. Jednak nagle zaczęły się te drzwi mnożyć i widok był zasmużony. Gdy się to uspokoiło wisiał tylko na ścianie plakat z cyfrą 7. Zawróciłem z powrotem i biegłem na dół po schodach, ten ktoś kto tam szedł powodował we mnie lekki niepokój. Trafiłem do jakiegoś pokoju. Byłem dziewczyną. Była tam jeszcze inna dziewczyna. Miałyśmy razem ze sobą nocować i się całować. Byłyśmy chyba kochankami. Nie wiadomo dlaczego, ale po chwili wybiegłyśmy na dwór. Był słoneczny dzień. Znalazłyśmy się gdzieś wśród pól czy łąk z wysoką trawą, pomiędzy którą ciągnęły się ścieżki. My biegłyśmy po piaskowej dróżce. Zatrzymałyśmy się, bo zobaczyłyśmy, stojącą po prawej stronie przy drodze kobietę ze skrzydłami. Byli tam jeszcze inni ludzie uciekający przed nią. Okazało się, że był to anioł kradnący ludziom dusze, albo przezroczyste ciała astralne, które miały kolor błękitny. Niektórzy, pewnie ci wierzący, sami przychodzili do niej i byli nabierani. Obok anioła stała misa z wodą, do której prawdopodobnie były zbierane dusze. Powiedziałam do swojej przyjaciółki, że tam kradną dusze, a ona odpowiedziała, że wie o tym i żebyśmy biegły ścieżką w lewo. Chwyciłyśmy się za dłonie i pobiegłyśmy, ale prosto i w prawą stronę. Była tam szkoła i boiska. Odbywały się właśnie mecze piłki nożnej, albo jakieś inne zawody czy gry. Pobiegłyśmy dalej za szkołę i znalazłyśmy się w miejscu przypominającym park, a może był to cmentarz. Bardzo możliwe też, że to było zoo, bo łaziły tam różne małe zwierzęta. Był tam też łoś. Wspięłyśmy się na murek i szłyśmy po takim jakby mostku z desek z ciemnego drewna, wśród drzew. Razem z nami po tym mostku szedł tamten łoś. Gdy zeszłyśmy po drugiej stronie pobiegłyśmy ulicą, nadal trzymając się za ręce. Było tam wielu ludzi przed czymś uciekających tak jak my. Gonił nas jakiś grubas. Musiałyśmy się gdzieś schować i ona powiedziała, żebyśmy tam przeszły przez te drzwi, a ja powiedziałam, że tam lepiej nie. Na to ona odpowiedziała, żebyśmy weszły do drugiego budynku. Zgodziłam się, ale okazało się, że tam jest jeszcze ciemniej. Wbiegłyśmy tam i przeszliśmy przez następne podwójne białe drzwi do jasnego pomieszczenia. Mi się tam nie udało wejść i się tak jakby odkleiłem od jednej z tych dziewczyn. Byłem teraz już sobą i obserwowałem. Zobaczyłem tylko jeszcze jak tamten grubas zboczeniec stoi przed drzwiami, ale chyba na szczęście nie może tam wejść. Obudziłem się wtedy.


Złe Kobiety, Rój Pszczół, Obżartuch
13.05.2014 – 11:50

W domu były dwie kobiety, które podawały się za znajome mojej mamy. Ja wiedziałem, że one są złe i tylko grają role "miłych ciotek". Dowiedziałem się, że chciały mnie uwięzić w zamknięciu i napuścić na mnie wściekłe pszczoły czy inne robale. Nie zdążyły jednak zamknąć drzwi i udało mi się uciec. Przed blokiem była duża grupa dzieci i one mi pomogły. Razem wbiegliśmy po schodach, weszliśmy do mieszkania, po czym wywaliliśmy stamtąd te dwie jędze.

Nad ulicą unosi się wielki podłużny rój pszczół. Kilkadziesiąt zaprzyjaźnionych pszczół utworzyło z siebie koło, które miało być portalem do innego, bezpiecznego miejsca. Więc zaczęły one teleportować tamte pozostałe pszczoły. Udało im się przenieść około jednej czwartej roju, po czym portal się rozpadł.

Spotkałem takiego jednego co siedział w barze i tylko ciągle jadł i pił. Miał gruby napuchnięty brzuch, który pewnie go mocno bolał. Chciałem mu pomóc i zaprowadziłem go gdzieś indziej, aby się napił czegoś dobrego na żołądek, ale tam mieli tylko piwo w puszce i on znów zaczął pić i się obżerać.


Komputer, Magazyn Sklepowy, Kleszcz Latający
14.05.2014 – 11:08

Jest ciemno i pada deszcz. Idę ciemnym korytarzem, mam ze sobą mój laptop. Usiadłem gdzieś i przyszła kobieta, która miała do wykonania swoją pracę. W tym celu wzięła mój laptop. Coś tam na nim porobiła i po chwili sobie poszła. Miała jeszcze niby przyjść później. Po chwili, gdy zostało zapalone światło, koleżanki z klasy wzięły mojego laptopa i używały go jakby to był szkolny komputer.

Z kilkoma osobami, znajduję się w jakimś szarym, zakurzonym korytarzu. Jest to jakby opuszczony sklepowy magazyn. W półcieniu widać, że są tam różne rzeczy. Biorę ze sobą dwie pasty do zębów i chowam do plecaka. Po jednej stronie korytarza są szafki, na których widać dużo pajęczyn i pająków także. Idę zobaczyć co tam jest. Nagle przychodzi ktoś, wchodzi do sąsiedniego pomieszczenia. Idę do niego, to chyba jest ten właściciel tego opuszczonego sklepu. Szybko, idę odłożyć tamte dwie pasty na miejsce, żeby nie było, że je ukradłem. Potem przypomniałem sobie, że wlazłem w to miejsce, gdzie są pająki i poczułem na sobie pajęczynę. Spytałem się tego właściciela magazynu, czy przypadkiem nie chodzi po mnie pająk, ale nic nie odpowiedział, więc chyba nie było na mnie żadnego pająka.

Przykucnąłem na balkonie skąpanym w blasku słońca. Zobaczyłem na podłodze jakiegoś czarnego robala. Okazało się, że to kleszcz. Chciałem go zgnieść, ale nie udało mi się, bo był bardzo twardy, a na dodatek już wlazł do mieszkania. Znowu próbowałem go złapać i rozgnieść, ale ten zaczął bardzo szybko się poruszać i nie mogłem go dogonić ręką. Ponadto był to latający kleszcz. Rozwinął swoje skrzydła i poleciał gdzieś na kanapę, gdzie leżała moja siostra, a ta od razu stamtąd uciekła. Sam też wyszedłem z dużego pokoju, rozebrałem się do naga, aby sprawdzić czy nie ma na mnie kleszcza. W tym celu wszedłem do mojego pokoju, który był pusty i większy niż zwykle. Stały tam tyko przy ścianie dwa lustra. Oglądałem się w lustrze stojącym bliżej okna. Nie było kleszcza. Musiał się gdzieś zaszyć w mieszkaniu i trzeba go będzie znaleźć.


Anime, Niska Grawitacja, Wysocy Obcy
23.05.2014 – 13:07

Siedzę z kimś na kanapie przed telewizorem. Zaczyna się wstęp do anime. Mówię mu, że lepiej pobrać to z internetu i obejrzeć w jakości hd, ale on woli teraz obejrzeć przez telewizor. Gdy opening się się skończył nie zaczęło się anime tylko program związany chyba z muzyką. Okazuje się, że tam właśnie jestem w tym studiu. Idę sobie i siadam na ławeczce. Jest to duże pomieszczenie z obniżoną siłą przyciągania, ponieważ wszyscy poruszają się bardziej w powietrzu, na przykład można podskoczyć i się wtedy łagodnie, powoli opada. Można też latać jak się chce. Może to jest stacja kosmiczna na orbicie? Po prawej stronie są drzwi i niektórzy z klasy już wychodzą. Pomyślałem, że też już sobie pójdę stamtąd, bo nic się ciekawego nie działo i się mi już trochę zaczęło nudzić. Wstałem z ławki, ale nie, nie poszedłem do drzwi tylko skoczyłem wysoko do góry i mówię im, że ja jestem postacią z anime, nazywam się Accelerator. No i od razu zjawia się wojsko z czołgami na mnie. Próbuję rozwalić te czołgi za pomocą mojej super mocy, która objawia się jako błyskawice wychodzące z moich rąk, ale zupełnie nic to im nie robi, więc patrzę na drzwi, ale wiem, że nie zdążę dobiec do nich i mnie zastrzelą. Na szczęście w ostatniej chwili zyskuję więcej świadomości i się wybudzam. Jeszcze tylko klepię w kołdrę czy coś, aby mnie nie wciągnęło z powrotem do tego samego snu.

Idę razem ze znajomymi z klasy w tłumie ludzi. Jesteśmy prawdopodobnie w szkole. Przechodzimy wokół czegoś, może są to ławki ustawione na środku. W tłumie widzę dziwne postacie. Domyślam się, że są to obcy. Wyglądają jak ludzie, ale są bardzo wysocy, tak na trzy albo cztery metry. Uśmiechają się, bo inni ich nie widzą, że są tacy wysocy jakby chodzili na szczudłach. Przechodzimy schodami i idziemy korytarzami. Chyba jeden starszy z tych obcych mnie zagaduje i o czymś mówi. Ja mu odpowiadam, coś że pozostali ludzie wcale ich nie widzą, ale mówię w ten sposób, niby żeby się nie zdradzić, że ja wiem, że oni to obcy. Znajdujemy się w dużym przestronnym holu. Podchodzę do okienka do szatni i chcę odebrać swoją kurtkę, bo jest zima. Tamten ktoś wcześniej powiedział, żebym dał różaniec, no to daję różaniec z czarnymi koralikami, ale dostaję tylko czapkę. Pytam się "a kurtka to co?". Szatniarka mówi mi, że przecież zostawiłem ją do ósmego. A ja krzyczę, że chcę odebrać swoją kurtkę, bo ja chodzę do szkoły codziennie, a nie co parę dni i muszę mieć założoną kurtkę przez cały ten czas, bo jest zimno. Przez cały czas miałem oczywiście tą kurtkę na sobie, ale i tak chciałem ją odebrać z szatni. Byłem tak jakby jednocześnie świadomy i nieświadomy tego. Trochę to bez sensu. Krzyczałem, że k…. dawaj tą kurtkę. Blisko przy tej szatni siedziały osoby z klasy, a na drugim końcu tamta grupa obcych. Jeden z kolegów, ten co siedział bliżej szatni, tak jakoś mrugnął do mnie jednym okiem i się ze mnie przez cały czas śmiał...


Bieg Lasem, Czekoladki, Kobieta Elf
25.05.2014 – 10:43

Biegłem bardzo długo, gdzieś przez gęsty las. Uciekałem przed czymś, albo po prostu chciałem sobie pobiegać. Miejscami przenikał inny poziom snu. Czułem jak leżę w łóżku i chodzi po mnie kotka, a po jakimś czasie w końcu się ułożyła w jednym miejscu. Nie wiem czy gdzieś dotarłem w tym głębokim lesie, ale w końcu przeszedłem do tego drugiego snu. Myślałem, że się już obudziłem. Łóżko miałem inaczej ustawione niż zazwyczaj i leżała obok mnie kotka na kołdrze. Nagle zobaczyłem, że przed drzwiami stoi straszna ciemna niska (miała jakieś pół metra) postać. Bardzo się tego przestraszyłem i wstałem z łóżka. Chciałem tego stwora pobić, tylko nie mogłem go dosięgnąć, ani się poruszyć i się obudziłem.

Wszyscy są w drugim budynku na imprezie. Przyszli ludzie, których podejrzewałem, że są jacyś źli. Podczas, gdy idziemy schodami, zagaduję ich, żeby tam nie wchodzili, mówię im, że tamci pewnie zamknęli drzwi, ale i tak idą na górę. Kiedy doszliśmy tam, zauważyłem, że wszędzie jest pełno różnych czekolad. Chciałem trochę wziąć z szafeczki przy ścianie po prawej stronie, ale odłożyłem je z powrotem. Jednak w tamtym pokoju na górze, byli jeszcze inni, i oni szykowali się do ucieczki, więc się wszyscy podzieliliśmy tymi czekoladami i uciekaliśmy stamtąd. Zszedłem schodami, przez korytarz jakby szkolny, i znowu następnymi schodami w dół.

Jakaś kobieta, może księżniczka, zaprowadziła mnie do ciemnego pokoju. Na zewnątrz pada deszcz. Mówi mi ona, żebym ją rzucił na podłogę. Nie wiem o co jej dokładnie chodzi. Jestem już kilka stron dalej w książce, ale wracam do tego "rzucania na podłogę" do po poprzednich stron, ale ona opowiada mi już jak tamci ją wyrzucili z jej domu czy pałacu i urządzili sobie tam imprezkę. A miała tam taki basen, który był ciepły nawet podczas zimy. Wymienia także jakich to miała niewolników czy służących. Ale nic z tego nie wynikło.


Zombi
26.05.2014 – 09:20

Wybiegam z domu w słoneczny dzień. Przeskakuję ponad kilkoma ludźmi-zombi. Goni mnie uzbrojona kobieta, która chce mnie zabić. Zawracam w prawą stronę i biegnę za blok w stronę lasu. Gdy wbiegam już do lasu i ześlizguję się na dół skarpą, a tamta kobieta zatrzymuje się i patrzy. Ja po tej skarpie w lesie biegnę, skaczę, ślizgam się, i gdy wychodzę z tego małego lasku, znajduję się tuż przed obwodnicą. Wybieram zamiast prawej lewą stronę i tam biegnę. Dobiegam do domków. Jest tam wszędzie pełno ludzi, którzy zamieniają się po chwili w zombi. Uciekam uliczkami przeskakuję ponad tymi zombi, wskakuję za ogrodzenie i na budynek, na sam dach. Jest tam taki jakby "boss" wampir, więc zeskakuję stamtąd z powrotem na sam dół. Nigdzie się nie można schować. Docieram do centrum miasta. Przy następnym bloku jest policjantka pilnująca miejsca. Nie przechodzę przez ulicę, tylko skręcam przy budynku w prawo. Idę chodnikiem. Uderzając dłonią w powietrze wytwarzam fale uderzeniowe i zmiatam nimi ludzi, którzy są przemienieni w zombi. Udaje mi się tak tylko kilka razy. Potem wracam się do tych policjantek, żeby pomogły mi, ale one też już są zombi. Biegnę z powrotem i wchodzę do tunelu pod dworcem. Jest tam wielki tłum ludzi. Zaczynają chyba kaszleć i stają się powoli zombi. Decyduję się tamtędy przebiec. Mam ze sobą krzesło, którym próbuję się osłonić, ale gdzieś po środku tego tunelu okrążają mnie te zombi i dosięgają. Zaczynają mnie gryźć i się wtedy budzę.


Dach Wieżowca, Szafa
27.05.2014 – 14:10

Jestem na dachu wysokiego wieżowca. Oprócz mnie chodzą tam jeszcze inni ludzie. Chociaż jestem wysoko na dachu to jestem także jednocześnie na tym samym poziomie co chodnik na dole. Mogę spaść, ale wystarczy, że zrobię krok i przejdę bezpośrednio na chodnik (na tym chodniku chodzą jacyś ludzie, którzy są także jakby jednocześnie na poziomie dachu), co też właśnie robię. Znalazłem się teraz blisko szkoły, gdzie jest gimnazjum i podstawówka. Nie wiem po co, ale chcę zobaczyć co jest w kościele, który stoi niedaleko tej szkoły. Chociaż biegnę, to nie mogę nigdzie dojść. W tym czasie, podczas gdy biegnę, raczej w miejscu, zmienia się sceneria, robią się jakieś dziury w ziemi, kościół się przesuwa i gdzieś znika.

W dużej szafie z ciemnego drewna jest dużo półek, na których leżą różne ubrania. Na jednej z nich są wszystkie moje rzeczy, które mama mi ułożyła. Są tam nawet te, które wisiały na wieszakach. Pajęczyny razem z pająkami, możliwe, że także dużo kurzu. W tych pajęczynach są także pszczoły albo osy. Chyba są także pszczoły, które latają po tym pokoju.


Zablokowane Wyjścia, Kolorowe Książki
30.05.2014 – 11:32

Wejścia główne szkoły były pozamykane. Można było wyjść tylko bocznym, które jednak było pilnowane przez dwóch opryszków terroryzujących pozostałych uczniów. Byli oni ze starszej klasy i wszyscy się ich bali. Każdy, więc się grzecznie ustawił w kolejce do drzwi. Tylko niektórzy byli wypuszczani, ci którzy się im spodobali. Pewnie jak się tamtym zapłaciło też było się przepuszczanym na zewnątrz. Jakaś dziewczyna chciała wyjść, ale ją pobili i zostawili, gdzieś na korytarzu.

Na stole leży dużo różnych książek. Nie mogę się zdecydować, które z nich chcę wypożyczyć najpierw. Chyba wypożyczę tą z kolorową okładką przedstawiającą dziewczynę. Są w niej wiersze.


Festiwal, Język Angielski
01.06.2014 – 12:57

Uliczką między blokami, gdzie są sklepy, idzie rzeka ludzi. Jest to chyba jakiś festiwal. Każdy coś robi, ma swoje przedstawienie. Na końcu idzie taki śmieszny pijak i żongluje, a raczej próbuję czy udaje, że to robi, bo jest przecież mocno upity. Ja też się trochę kręcę jakbym miał się zaraz unieść w powietrzu. Idę na sam tył tej uliczki. Zostało tam kilka osób z tego festynu czy festiwalu. Na ścianie powieszone zostały różne słodycze. Biorę miętowego lizaka. Wracam z powrotem tą samą drogą. Tam jest taki sklep, w którym leżą na półkach wielgachne ziemniaki, takie wielkie jak głowa. Jeden mężczyzna siedzi i obiera zwykłe, małe. Ja mu mówię, że tam są takie duże ziemniaki, że jeden taki wystarczyłby dla czterech, albo i więcej osób. To on mi daje nuż i mam sam obierać jednego. Gdy tak obieram za każdym razem skórka na tym ziemniaku zarasta z powrotem. Po jakimś czasie robi się lekko zaróżowiona. Okazuje się, że zrywałem skórę z twarzy tamtego mężczyzny. On coś miał w oku, wyciągnął to i zdenerwowany tym wszystkim sobie poszedł.

Świeci słońce. Siedzę przy biurku na dworze, gdzieś przy ulicy. Coś tam sobie koloruję w zeszycie. Podjeżdża samochód. To nauczycielka angielskiego nim kieruje. Zatrzymuje się niedaleko i mnie woła. Po chwili przychodzi i pyta się czy mi nie pomóc w lekcjach. Mówię jej, że mam wszystko odrobione. Zaglądam do zeszytu i widzę, że było więcej zapisanych lekcji, ale chyba nic nie ma zadanego.


Obcy
02.06.2014 – 13:45

Wiem, że budzik będzie za chwilę dzwonił i chcę go wyłączyć, tylko że zamiast telefonu komórkowego mam kawałek kartki. Próbuję wejść w ustawienia alarmu, ale nie mogę, bo kartka nie jest dotykowa.

Leżę na łóżku. Za moimi plecami leży kobieta. Kładzie na mnie rękę i mnie głaszcze. Wstaję z łóżka i jestem przestraszony, bo to nie jest żadna kobieta, to nawet nie jest człowiek, tylko obcy. Kopię go i uciekam z tego pomieszczenia. Mieszkanie, w którym się znalazłem wydaje się opuszczone, takie szare, zniszczone. Chcę otworzyć drzwi, pokazują się następne, potem znowu następne, tak chyba z pięć razy. W końcu udaje mi się wyjść na zewnątrz. Wychodzę z drugiego budynku, na przeciwko mojego balkonu. Okolica wygląda inaczej niż normalnie, ale podobnie jak w poprzednich kilku snach. Chciałem iść w prawo, a potem w lewo, nie mogłem się zdecydować, jednak poszedłem prosto, a potem prawo. Stałem przed drzwiami do klatki schodowej. Miałem zamiar pójść do mieszkania numer 7, ale niestety musiałem się wcześniej obudzić.


Zła Technologia, Drzwi Nr 7, Koszenie Trawnika
03.06.2014 – 12:08

Miejsce i ludzie są kontrolowani poprzez technologię projekcji holograficznej. Wokół każdego widać taką właśnie projekcje, świetlistą poświatę. Każdy może być przeniesiony w dowolne miejsce. Idę korytarzem, przechodzę szklanymi drzwiami i schodzę w dół schodami, tam gdzie są szatnie do wuefu. Zauważył mnie policjant i chce do mnie strzelać, ale nie może, bo mam takie urządzenie, które kieruję w jego stronę i ono wyłącza tę ich technologię. Wracam schodami z powrotem.

Idę schodami klatką schodową. Chcę wejść do mieszkania numer siedem, bo tam mieszka dziewczyna, która mi się podoba. Zauważam, że są dwoje drzwi z numerem siedem, jedne oznaczone jako 7A, a drugie 7B. Otwieram oba, ale jest tam tylko ciemny, czarny korytarz. Nie wchodzę tam tylko zamykam je i idę dalej na górę. Cofa mnie i znowu wychodzę drzwiami ze swojego mieszkania i chcę pójść pod siódemkę. Przechodzę przez jakieś drzwi, ale nie wiem czy 7. Trafiam do domu mojej cioci. Pokój wypełnił się od połogi po sufit wodą. Nagle zaczynam się przewracać w tył na plecy. Czuję silne uczucie zaburzenia równowagi, bardzo intensywne, choć takie powolne, bo dzieje się to w wodzie. Gdy przypominam sobie, że leżę na brzuchu budzę się.

Jest słoneczny dzień. Trwa koszenie trawnika. Razem z tatą przechodzimy drzwiami (które w rzeczywistości nie istnieją) pod moim oknem, na trawnik. Koszący trawnik ściął jedno drzewko.
Pytam się go dlaczego to zrobił, poprzednio gałęzie były ucięte do połowy drzewa, a teraz całe drzewko zostało ścięte. Tamten jakoś niewyraźnie się tłumaczy, nic nie rozumiem co on gada. Zauważyłem, że poprzewracały się nawet te duże kaktusy i leżą pod skoszoną trawą.


Sfera, Tunel W Lesie
04.06.2014 – 15:12

Biegnę chodnikiem przy ulicy. Skręcam w prawo do lasu. Zaczynam wyobrażać sobie, że znajduję się wewnątrz wielkiej sfery. Czuję jakbym się wznosił do góry, a jednocześnie niebo zniżało się w dół i otaczały mnie chmury.

Idę leśną ścieżką razem ze znajomym. Mówię mu, że trawa wyrastająca na tej ścieżce układała się w kształt napisu "coffee" (możliwe, że się nawet ruszała, ale nie pamiętam tego dokładnie). Miejsce wydawało mi się znajome, ale poszliśmy od razu, gdzie indziej. Była tam dziewczyna też znajoma, podobna do jednej z postaci z anime. Pomogła mi zejść na dół, chyba na łódkę, która była na wodzie, a potem po czymś co mogło być bardzo wąskim mostkiem, albo linami, ewentualnie drewnianymi drabinkami. Dalej zjeżdżałem w dół w jakimś małym pojeździe. Źle skręciłem i wjechałem w ścianę. Zatrzymałem się przed wlotem do tunelu.


Modliszki
06.06.2014 – 11:29

Jestem w mieszkaniu cioci. Na podłodze pojawia się nagle modliszka. Wskakuje na mnie i się przyczepia, a ja ją strzepuję z siebie. Pojawiają się następne, dziesiątki, setki modliszek, które wskakują na mnie i wchodzą za ubranie. Wpadłem na pomysł, żeby wejść do wody, więc pobiegłem szybko do łazienki, rozebrałem się i wszedłem do wanny pełnej wody. Te modliszki, które siedziały na mnie, od razu się potopiły. Woda z wanny rozlewała się na całe mieszkanie, dzięki czemu pozostałe także zginęły w tej wodzie.


Wąski Korytarzyk, Potwory W Szerokim Korytarzu
07.06.2014 – 10:50

Znajduję się w ciemnym pomieszczeniu. Wszystko jest tam takie ciemne i czarne. Jest tam po lewej stronie wąski korytarzyk, a dalej po prawej wielki hol, gdzie właśnie poszedłem. Wiele razy śniło mi się to miejsce. Wiem, że jest to połączone ze szkołą i dworcem kolejowym oraz z wieloma innymi miejscami. Zebrała się tam dość duża grupa osób. Za mną jest ciemna czarna przestrzeń tego holu czy korytarza i chyba jakaś wisząca zasłona. Wiem, że zaraz przybędą stamtąd stwory fagory, obcy i gdy się pokazują odskakuję stamtąd. Stwory te łapią ludzi i biją, tłuczą, śmieją się z nich. Wiadomo było, że te wielkoludy bardzo szybko się poruszają i każdego dogonią, jednak niektórzy, w tym ja, uciekają. I właśnie wybiegłem na zewnątrz przez szklane drzwi. Był raczej dzień. Uciekałem ulicami przez miasto. Leżę na łóżku, ale czuję jakby te stwory mogły mnie jednak znaleźć i próbuję się dobudzić, ale znowu trafiam do tego samego snu. Tym razem nie idę tym szerokim korytarzem, prawdopodobnie prowadzącym gdzieś w dół do podziemi czy piwnic, gdzie miały się pokazać te wielkie stwory, tylko idę tym bardzo wąskim korytarzem, który kieruje się do góry na najwyższe piętro albo na dach. Zabrałem ze sobą z dołu dwie dziewczyny i powiedziałem, że tam w dole są potwory i musimy iść na górę. Tym korytarzykiem rzadko kto chodzi i jest bezpieczny. Więc idziemy tym wąskim, ciemnym, czarnym korytarzem na górę tej konstrukcji czy budynku. Po chwili już jesteśmy u góry. Jest tam pełno różnych drzwi i innych korytarzy. Wchodzę razem z dziewczyną do pokoju czy kajuty. Później wchodzi tam także ktoś niezbyt przyjazny i muszę bronić dziewczyny...


Wysokie Skakanie
14.06.2014 – 11:36

Wychodzę na balkon i rozglądam się, obserwuję trawnik dookoła balkonu. Widzę tam kobietę, która tnie gałęzie, ponieważ jest za gęsto. Wychodzi z trawnika. Schodzę przez balkon na trawnik. Zachciało mi się skakać. Wyskakuję poza trawnik. Przed blokiem, gdzie jest plac zabaw, są koledzy, którzy już dawno się stąd wyprowadzili. Pokazuję im jak wysoko skaczę, a skaczę tak wysoko, że prawie latam. Nie boję się wysokości, ani upadku. Potem skakałem po samochodach, które stały przed trawnikiem, na uliczce na przeciwko mojego balkonu. Z samochodu na samochód, aż włączały się alarmy, ale i tak sobie skakałem. Później znowu wróciłem na plac zabaw i skakałem tak bardzo wysoko. Nagle w trakcie skoku chwyciłem się czegoś rękami, czegoś co mogło być lampą zawieszoną przy suficie, ale nie widziałem tego dokładnie i sen się zakończył.


Piasek Się Sypie, Powódź W Szkole
15.06.2014 – 11:52

Jest słoneczny dzień. Tworzymy konstrukcję przypominającą dużą piaskownicę, ale bez piasku, albo wielkie pudło z białymi lekko pochylonymi na zewnątrz ścianami. Zostaję w dole, a one ustawiają na górze dodatkowo ściankę przedzielającą. Wołam do nich, że w rogach zrobiły się małe dziury i piasek zaczyna się sypać do środka (mogła to być tama zabezpieczająca przed piaskiem). Mówię im, że trzeba to zakleić. One się tylko patrzą i już sobie już idą. Nie mogę się stamtąd wydostać, ponieważ ściany są zbyt wysokie. Po chwili tak się wnerwiłem na nie, że rozwaliłem tamtą dodatkową ścianę. Stoję teraz na górze i patrzę jak to wszystko się zawaliło.

Siedzę w klasie przy ławce obok ściany. Po prawej stronie są drzwi. Dostaliśmy jakieś zadanie i je wykonujemy. Na ławce leżą różne papiery kolorowe, gazety i inne rzeczy. Przychodzi ksiądz i kładzie na ławce coś prostokątnego, może następny arkusz papieru. Na nim leży przedmiot podobny kształtem do telefonu. Podnoszę to i odkładam, bo wyleciało z tego czegoś trochę niebieskiego płynu i się pobrudziło. Zaczynam porządkować rzeczy na ławce i zbierać swoje. Nagle widać, że do klasy wlewa się woda, jest alarm i wszyscy wybiegamy przez drzwi. Nie zdążyłem spakować swoich rzeczy do plecaka i trzymam wszystko w ręku. Szkoła została zalana, woda dosięga co najmniej do kolan. Światło jest bardzo słabe. Biję się z dwoma dziwnymi staruchami na ciemnym korytarzu. Gdy udaje mi się uciec przed nimi, okazuje się, że woda wszędzie jest zamarznięta. Wszyscy ze szkoły krążą w holu, gdzie niedaleko znajdują się drzwi wyjściowe. Będzie można pójść na stołówkę i coś zjeść. Ktoś mówi, że chociaż spotkała nas katastrofa to jakieś zasady muszą być. Była tam dziewczyna w krótkiej spódniczce i ona nie dostanie jedzenia, tylko te, które mają porządniejsze stroje.


Nieznany Pokój, Tunelem Do Miasteczka
16.06.2014 – 13:40

Budzę się w wielkim jasnym pokoju. Jest on połączony z kuchnią i z salonem. Wstaję z mojego wielkiego łóżka i zakrywam się czymś, chyba miską, bo nie mam ubrania na sobie, a kilka metrów przede mną, siedzi na kanapie kilka innych osób. Gdy już się ubrałem, zauważam, że po mojej prawej są otwarte drzwi. Przez szparę wpada światło dzienne z dworu i wieje lekki wietrzyk przez co się trochę poruszają. Wstaję z łóżka i zamiast zobaczyć, gdzie to przejście prowadzi to zamykam je, ponieważ koty mogłyby uciec. Po lewej stronie łóżka, po środku tego pokoju stoi wielka szafa aż do sufitu, która jest połączona z podwójnym biurkiem i wieloma regałami, półkami. Biurko to jest z prawej strony i z lewej, z której jest zakryte przez tą szafę i nikt z kuchni go nie widzi. Więc podchodzę do tego lewego biurka, przeglądam rzeczy i sen chyba się zmienia, bo jestem teraz w sklepie i szukam snickersa crunchera, ale nie ma już ani jednego. No to biorę zwykłego, ale zabieram też pozostałych może nawet siedem sztuk lub więcej, ponieważ skądś wiedziałem, że już nigdy więcej nie będzie dostaw. W ogóle w tym sklepie było już mało jakichkolwiek rzeczy. Idę do kasy i płacę drobnymi, po czym wychodzę stamtąd. Idę uliczką w nieznanym miejscu. Zatrzymuję się przy małym domku. Domek ten ma takie ozdobne zielone drzwi i okiennice, wykonane z drewna. Uderzam w te drzwi i w każde okno, aby ktoś przyszedł i mnie tam wpuścił. Ktoś otworzył drzwi i nagle zrobiło mi się ciemno i zaczęło mnie tam wsysać przez długi ciemny tunel czy korytarz, jeszcze tylko brakowało napisu "ładuje się, proszę czekać". Gdy wydostaję się z tego korytarza znajduję się w małym miasteczku otoczonym lasem z jednej, i domkami z drugiej strony. Takie to było trochę zadupie. Teraz było ciemniej, chyba wieczór. Szedłem po ziemi, po mokrym piachu. Wokół mnie było pełno różnych stworów. Podczas tego snu myślałem, że to są obcy. Był tam na przykład taki stwór podobny do ogromnej dżdżownicy, który wyłaził z dziury, a drugim końcem właził do innej dziury. Były tam też mniejsze stwory, które miały kończyny, możliwe też, że były humanoidalne, ale nie wiem. Podszedłem do tej wielkiej dżdżownicy, ale nic mi się na szczęście nie stało. Te wszystkie stwory były jakieś takie ulotne, bardziej jak cienie, albo hologramy. Postanowiłem udać się w stronę domków. Odbijając się mocno od ziemi, skoczyłem wysoko do góry i leciałem. Machałem i kręciłem rękoma, aby nadać kierunek lotu. Z góry, gdy tak leciałem w powietrzu widziałem jak chodzi tam dużo ludzi. Szła tam sobie jedna dziewczyna, a potem druga. Wylądowałem i dotknąłem rękoma tą drugą dziewczynę mówiąc "chcę się z tobą połączyć duszą" i wtedy ona zniknęła (przed snem mówiłem sobie w myślach "chcę się połączyć z moją podświadomością"). Nagle zobaczyłem, że zmienia się mój cień, na taki "obcy". Ma chyba rogi i skrzydła. Chyba pierwszy raz widzę we śnie mój cień. Trochę się tym przeraziłem i biegnę do tych domków, aby mi ktoś pomógł. Patrzę, a między moją stopą a klapkiem są dwa zgniecione żuki. Widzę też, że zdążyły mnie ugryźć, bo ze stopy leci trochę krwi. Myślę tak sobie, że to pewnie przez te robale urósł mi taki cień. Przychodzi trzech facetów i się na mnie dziwnie patrzą. Ja im mówię, że jestem człowiekiem tylko zmieniła mi się przez przypadek moja forma i chcę, żeby mi pomogli, abym wrócił do mojego normalnego ciała. Na to jeden z nich woła, żebym za nim poszedł do domku. Przed wejściem jeszcze odwracam się i patrzę na niebo i mówię mu, że tam lata pełno dziwnych światełek i jest też tam biała zorza, która znika i się pojawia przemieszczając się, ale że to nie ważne. Wchodząc już, pyta się mnie "czy chcesz brać wszystko na siebie?". Nic mu nie odpowiadam tylko myślę, że tylko chcę, aby ten doktor mi pomógł. Tamten mi mówi, że idzie po kogoś kto się na tym zna, ale na razie daje mi do wypicia lekarstwo, które częściowo mi pomorze. Pobiegł chyba schodami na górę, czy gdzieś, a ja piję ten płyn, który jest bardzo czarny i pachnie jak smar. Pytam się tych co siedzą na ławce czy na kanapie, czy mam wypić to wszystko, ale oni się tylko uśmiechają. Piję to i się wtedy budzę.


Łazienka, Monety, Poćwiartowane Dziewczyny
18.06.2014 – 12:33

Wchodzę do przestronnej, jasnej łazienki, która ma podłogę i ściany w białych kafelkach. Na przeciwko drzwi jest okno. Chcę się tam załatwić, ale zauważam małe czarne stworzonko, które siedzi pod oknem. Ono też mnie zauważyło i kieruje się w moją stronę. Rozpoznałem je jako małą czarną małpkę, która raczej nie była zbytnio przyjaźnie do mnie nastawiona i chciała mnie pogryźć. Powoli, spokojnie się cofnąłem i musiałem niestety stamtąd wyjść, po czym znalazłem się w nieznanym budynku.

Kolega namawia mnie żebym w coś zainwestował i kupuję monetę, długopis, breloczek czy coś podobnego. On kupił dwie rzadkie monety. Ogólnie były to tanie badziewia. Na drugim stoisku sklepowym obok skupywali takie rzeczy. Dawali za nie o wiele więcej niż były warte. Potem przyklejali ceny i sprzedawali to innym za wysokie ceny.

Jestem, gdzieś w bardzo dużej przyciemnionej sali. Po środku są ustawione stoły z różnymi rzeczami. Ktoś bardzo złośliwy wmawia mi, że to ja coś zrobiłem tamtym dziewczynom, które pracowały przy tych stołach, choć dobrze wiedziałem, że to tamten je pobił czy związał i założył im ładunek wybuchowy. Chciał wszystko zwalić na mnie, żeby to mnie spotkała kara i zamknięto w więzieniu, a nie jego. Prawdopodobnie on je nawet poćwiartował. Tak się chwilę przepychaliśmy i w końcu udało mi się od niego uwolnić i wybiegłem z tego budynku. Uciekałem schodami, które w rzeczywistości schodzą w dół od tesco. Normalnie trafiłbym na przystanek autobusowy, ale znalazłem się w zupełnie innym, oddalonym miejscu dzielnicy. Biegłem po chodniku, przy ulicy, po której dwóch stronach rósł las. Wbiegłem w boczną uliczkę, której tak naprawdę tam nie ma. Znalazłem się w miejscu między blokami, gdzie było bardzo kolorowo. Można było tam wyjść z powrotem drugim przejściem. Odbywał się tam znowu pewnie jakiś festyn, ponieważ było tam dużo ludzi, jakieś występy, szły tam sobie nawet hostessy. Tą samą drogą biegły inne dziewczyny i nie wiem czemu, ale się przestraszyłem tych dziewczyn czy tych kobiet, hostess i zawróciłem w drugą stronę. Nagle przystanąłem na chwilę i pomyślałem i jednak znowu pobiegłem tymi bocznymi uliczkami. Wchodząc poszedłem prosto, skręciłem w lewo i jeszcze raz w lewo, a skręcając w prawo wyszedłem tym drugim przejściem i pobiegłem za tamtymi dziewczynami.


Dziecięca Książka, Nie Ma Powrotu...
07.07.2014 – 17:30

Stolik stoi, gdzieś na dworze. Jest dzień. Biorę ze stolika grubą książkę zawierającą wiele różnych opowiadań dla dzieci. Jest ona trochę podniszczona. Gdy tak idę ścieżką z udeptanego piasku, czytam tą książkę. Po chwili stwierdzam, że przeczytałem wcześniej całą tą księgę, więc wróciłem do tego stolika i zostawiłem tam książkę. Poszedłem znowu z kimś tą ścieżką.

W ubikacji jest duże okno. Tak naprawdę w rzeczywistości dziennej nie ma tam żadnego okna, a nawet, gdyby było, to było by widać przez nie kuchnię, a nie podwórko czy trawnik. Za oknem widać kierowcę stojącego na parapecie. Na parapecie stoi także obok niego jego ciężarówka, taki duży tir. Jest tam także dziewczyna i chłopak. Chłopak ten pali dużo papierosów i śmieci wszędzie petami naokoło. Wszyscy trzej utknęli na tym parapecie, łącznie z tą wielką ciężarówką. Mówię im, że tu jest nisko, to tylko parter i mogą łatwo zeskoczyć. Ale oni nadal tam są i patrzą się na mnie przez to okno. Zawołałem mamę, która po chwili przychodzi i razem w jakiś sposób dostajemy się do tego miejsca niby na parapecie. Okazuje się, że znajdujemy się bardzo wysoko i miejsce to jest o wiele rozleglejsze niż wąski parapet. Widać z góry wiele czerwonych dachów i drzewa. Ktoś skoczył i jesteśmy zaniepokojeni, bo to jest o wiele wyżej niż parter i na pewno się zabił spadając. Widzę jak ta dziewczyna stoi nad krawędzią i chce podążyć za tamtym chłopakiem. Mówi ona do mnie, że potem nie będzie już odwrotu i skacze. Po chwili wszyscy pozostali, razem ze mną włącznie, postanawiamy skoczyć, ponieważ okazuje się, że można swobodnie opadać w dół, wznosić się, lecieć. Lecę za nimi, ale zaczynam opadać na ziemię i ląduję pod jakimś naturalnie wytworzonym dużym mostem. Pod nim jest woda i błoto. Dochodzę do wniosku, że lepiej nie iść pod nim. Cofam się, bo chcę polecieć ponad tym mostem, ale dzwoni budzik i się budzę...


Błyski, Burza
28.07.2014 – 17:37

Była noc. Byłem przed blokiem blisko ulicy. Wszędzie błyskało, spadało coś z nieba, pioruny, a może i meteoryty. Było tak kolorowo. Gdy dłużej to obserwowałem, zauważyłem, że to fajerwerki. Nie czułem się jednak zbyt pewnie pozostając samemu, więc przeszedłem przez ulicę i biegłem szukać więcej osób, by się z nimi, gdzieś schronić.
To było trochę jakby kontynuacja snu o wybuchach z wpisu „Wybuchy, Wymyślone Schody”


Pszczoły, Robale, Telefon, Telekineza
21.08.2014 – 11:40

Jestem przed blokiem niedaleko trzech budek sklepowych. Zauważam, że wszędzie latają pszczoły. Są one o wiele większe niż normalnie, duże jak głowa człowieka. Powietrze jest wręcz żółte, tak gęsto jest tych owadów. Są one niestety kontrolowane przez negatywną siłę wyższą, w tym przypadku jest to jakaś kobieta. Próbuję się wmieszać w rój pszczół. Unoszę się w powietrzu podobnie tak jak one. Wchodzę małymi schodkami. Jednak zauważają mnie, to znaczy ta zła kobieta zauważyła mnie poprzez zmysły tych pszczół. Biegnę szybko chodnikiem do domu. Wszyscy w domu zebrali się w dużym pokoju, w którym są drzwi na balkon. Tamta kobieta już tam jest. Wymyślam, że każdy może założyć taki bardzo cienki kombinezon, który ochroni nas przed tamtymi kontrolowanymi owadami.

Przed biurkiem, na którym jest komputer siedzą dwie kobiety. Jedna ta z lewej jest ubrana na jasno, a tamta druga na czarno. Ta z prawej jest jakaś zła, dlatego jest przywiązana do krzesła. Jednakże prawie udaje się jej wydostać, ale tamta dobra kobieta szybko reaguje, robi jakiś ruch jak ze sztuk walki i tamta wraca na swoje miejsce. Za chwile przychodzi szef i mówi do tej ubranej na ciemno, że jak tak się będzie zachowywać to niech lepiej wraca już do domu.

W trakcie odkurzania mojego pokoju nagle wyłażą wszędzie różnego rodzaju robale. Chcę jednego takiego jakby niebieskiego wciągnąć odkurzaczem, ale udaję mu się szybciej odlecieć. Okazuje się, że wszystkie te robale latające i nielatające, wyłażą spod łóżka. Nawet mówię do kogoś, chyba do taty, żeby wojsko przyszło i zrobiło z tym porządek, na co on mówi, że to nie jest dobry pomysł. Trzeba było jednak coś z tym zrobić, zerwać parkiet i odkopać całą tą ziemię, w której są te robale. Gdy zostało kilka jeszcze desek parkietu, nie było już więcej czasu na odkopywanie tej pozostałej ziemi i musiałem i tak się tam położyć i spać.

Idę ulicą wyściełaną liśćmi. Po prawej stronie jest taka "mała górka lasu", a z przodu jest już kilka razy większy taki "prawie las". Dzwoni telefon komórkowy, odbieram go. Jakaś pani powiadamia mnie o czymś tam i chcę jej odpowiedzieć, ale w między czasie włącza się nie wiadomo skąd jakaś dziewczyna. Wygląda to tak jakby ta dziewczyna przejęła mój telefon i rozmawia za mnie. Bardzo złośliwie coś mówi do tej kobiety. Próbuję coś powiedzieć, ale za każdym razem zamiast mnie odzywa się ta dziwna dziewczyna. Po jakimś czasie postanawiam się rozłączyć, aby tamta pani nie pomyślała, że to ja tak z nią niegrzecznie rozmawiałem. Po chwili, a może w tym samym czasie, znajduję się wysoko na przywiązanym do olbrzymiej, kręcącej się w prawo, karuzeli, rowerze.
Muszę się mocno trzymać, aby nie wypuścić z ręki telefonu, i żeby samemu nie spaść.

Jestem w pokoju z grupką dzieci. Znajdujemy się na czwartym, albo i wyższym piętrze. Przed nami stoi grubas. Chce nam narzucić jakieś swoje prawa i ograniczenia. Pokazuję mu okno, które jest za nim i, gdy on obraca się i patrzy się na nie, ja za pomocą telekinezy wysuwam na zewnątrz szybę. Tak samo wyrzucam, gdzieś daleko przez okno, tego grubasa i ustawiam powoli na chodniku. Jak będzie wracał to przemyśli swoje postępowanie. Wychodzę z sali na korytarz. Jest tam biblioteka. Oglądam książki chcąc znaleźć jakieś dobre science-fiction. Biorę kilka z niższej półki. Jedna książka ma wyblakłą jasnoniebieską okładkę (a może, gdy ją biorę do ręki zaczyna blaknąć?). Uznaję jednak, że to nieciekawe starocia i odkładam je z powrotem. Na wyższej półce są takie wielkie książki, wysokie chyba na dwa metry. Są one ciemne, takie bardzo czarne. Przyczepione są do nich takie także duże krzyże i miecze. Ktoś właśnie wypożycza jedną taką ogromniastą, będzie musiał uważać przy czytaniu, żeby się ten przywiązany do książki miecz nie odczepił. Gdy bierze do ręki, książka wydaje się już trochę mniejsza. Idę z powrotem do sali. Wrócił właśnie ten grubas, ale już nie próbuję nami rządzić. Dzieci chcą używać telekinezy, ale muszą połączyć siły w kilka osób, bo w pojedynkę się im nie udaje.


Stajnia Dla Koni, Dziewczyna Na Dachu, Dzieci Na Placu Zabaw
24.08.2014 – 13:03

Znajduję się w nieznanym mi miejscu, jest tam trochę stromo. Wszędzie są różne rośliny, jest zielono. Jest przy mnie jakaś kobieta. Czekamy na dziewczynę (może jej córkę?). Po chwili, gdy zjawia się, idę z nią się gdzieś przejść. Ona szła dosyć szybko jakby uciekała, ale udało mi się ją dogonić i chwyciliśmy się za ręce. Weszliśmy do jakiegoś ciemnego tunelu. Chciałem jej powiedzieć, że przypomina mi się to miejsce, a ona jest tą dziewczyną z moich snów, ale bardzo ciężko mi się wymawiało słowa. Nagle sen zaczął zmieniać się w koszmar. Jacyś ludzie nas poszukiwali, gonili. Chyba tamta kobieta nas wydała. Nie mogliśmy przejść dalej, bo ktoś tam biegł.
Ten tunel okazał się, że jest stajnią. Ukryliśmy się w bocznym pomieszczeniu. Był tam koń, który zaczął rżeć. Tamci ludzie usłyszeli i przybiegli. Niestety nas zauważyli i zabrali gdzieś ze sobą. Może chcieli nas uwięzić?

Siedzę sobie w dużym pokoju na kanapie. Obok mnie jest tamta kobieta z poprzedniego snu. Zabiera mi telefon komórkowy. Widzę, że włączyła jakąś japońską piosenkę, widać na ekranie nawet zdjęcie piosenkarki. Mówię jej, że wrzucam na komórkę pełno muzyki japońskiej, ale jej wcale nie słucham. Potem nie wiem co się dzieje, albo wstaję z tej kanapy, albo z niej spadam. Tamtej kobiety już nie ma, jest tylko młodsza dziewczyna, która coś do mnie mówi, ale myślę sobie, że to jest jakaś iluzja, że tamci chcą mnie oszukać.

Stoję sobie na balkonie i patrzę w lewą stronę. Obserwuję las w oddali. Coś się w nim zmieniło. Zobaczyłem, że pojawiła się za nim dziwna góra. Wszedłem do domu, aby o tym opowiedzieć, ale patrzę jeszcze przez okno na dach bloku z na przeciwka. Jakaś dziewczyna, z odtwarzaczem mp3 i słuchawkami w uszach, weszła właśnie na dach. Idzie sobie po nim w podskokach i słucha muzyki. Potem zauważam także myjących się ludzi w bloku. W jednym mieszkaniu kąpie się mężczyzna, a w drugim jakaś kobieta. Widzę to, bo ściana, ta na której są okna, jest półprzezroczysta. Ściana ta jest także taka jakaś półpłynna, ponieważ oni przechodzą z mieszkania do mieszkania (z łazienki do łazienki) poruszając się przez tą właśnie ścianę. Myślę sobie niech wejdą na dach tak jak tamta dziewczyna. I oni wspinają się po tej ścianie na dach. Ja też miałem z siostrą wejść na dach mojego mieszkania. Gdy się już znalazłem na górze, trochę się przestraszyłem tego, że mogę spaść z drugiej strony, więc szybko zlazłem z powrotem na balkon. Moje mieszkanie jest na parterze, więc łatwo zszedłem z balkonu na trawnik. Zauważyłem, że jest ciepły słoneczny dzień (może wieczór). Chciałem wyjść z trawnika, ale był tam wysoki drewniany płot (w rzeczywistości nie ma płota, tylko żywopłot, ale kiedyś był) i nie mogłem go przeskoczyć. Jednakże w jednym miejscu było wyłamane przejście i tamtędy przeszedłem. Chciałem iść chodnikiem w prawą stronę, ale zobaczyłem, że jest tam jakoś pusto, nikogo tam nie było, tylko jakieś stare babcie tam szły. Zawróciłem i poszedłem w lewą stronę, obchodząc w ten sposób trawnik. Na placu zabaw, przed blokiem, bawiło się mnóstwo dzieci, taki wręcz kolorowy tłum. Trochę się porozglądałem, aż zobaczyłem dziewczynę, która była starsza od tych dzieci. Chciałem się ją spytać o jej imię, ale tylko się uśmiechała i nie mogła nic powiedzieć. Spytałem się jej, czy swojego imienia nawet nie pamięta? W końcu powiedziała imię, ale nie zapamiętałem, wiem tylko, że zaczynało się na M. No to jak już miałem imię zapytałem się o jej nazwisko. Też miała problem z przypomnieniem sobie, na co jej powiedziałem, żeby chociaż sobie wymyśliła jakieś. Zapamiętałem, że zaczynało się na R. Pod koniec długo się obejmowaliśmy i tak kończył się sen.


Wielka łazienka
28.08.2014 – 10:53

Jedziemy autobusem, gdzieś z klasą. Szukam wolnego miejsca. Jest wolne obok jednej dziewczyny, ale nie wiem dlaczego nagle poczułem się zły na nią i wybiegłem z autobusu. Razem zemną poszedł kolega. Przeszliśmy przez chodnik i weszliśmy do łazienki. Była to naprawdę ogromna łazienka z kilkudziesięcioma osobnymi pomieszczeniami, że można było się tam nawet zgubić. Jak w jakimś labiryncie. Trochę byłem zaniepokojony, bo tylko my we dwóch tam byliśmy i nikogo więcej w tak wielkim cichym pomieszczeniu. Jak wracaliśmy znalazłem na podłodze jakieś pudełko z zapaloną niebieską diodą. Obok leżały jeszcze trzy diody. Wziąłem to wszystko ze sobą. Leżała tam też karteczka. Było coś tam napisane o wielkich tłustych kłamstwach, a także ktoś tam opowiadał o tym, że będąc w jakichś tam miastach posiada się energię czy jakieś moce. Kolega szybciej ode mnie pobiegł do autobusu. A jak ja wracałem z tej wielkiej łazienki, wchodziłem na schody prowadzące na zewnątrz, to zgasło światło i zrobiło się ciemno, ale było trochę widać. Stali tam przed wyjściem jacyś ludzie. Kobieta coś mówiła żeby kogoś złapać i coś temu komuś zrobić, może pobić. Przez chwilę byłem trochę przerażony, ale okazało się, że chodziło o kogoś innego. Gdy wyszedłem stamtąd wróciłem do autobusu i nie byłem już na nikogo zły. Usiadłem na siedzeniu i mówiłem o tym co jest na tej kartce napisane. Otworzyłem też to kartonowe pudełko z niebieskim światełkiem. Okazało się, że w środku jest babeczka z kremem.


Telenowela
03.09.2014 – 19:11

Moja mama leżała zaspana na kanapie pod kocykiem. Co jakiś czas patrzyła na telewizor. Ja siedziałem obok na krześle i przełączałem kanały na telewizorze. Pokazywały się sceny z różnych anime. Po jakimś czasie przełączyło się na jakąś scenę z telenoweli. Trochę przyciemnione światła. Mężczyzna i kobieta, oboje byli bardzo bogaci. On miał problemy ze zdrowiem. Ale ona skarżyła się mu, że ma jeszcze większe problemy ze zdrowiem (może psychiczne?) niż on, a on tego nie zauważa. Po chwili ta kobieta sięga ręką do swojej kieszeni od spodni i wyrzuca na podłogę mnóstwo papierowych pieniędzy o najwyższych nominałach.


Reset
25.09.2014 – 19:17

Jestem z kolegą młodszym ode mnie chyba o 10 lat. Znajdujemy się w moim pokoju na piętrze (w rzeczywistości nie mieszkam w piętrowym domku, tylko w mieszkaniu na parterze). Siedzimy przed komputerem i czanelingujemy. Nie używamy do tego planszy Ouija, tylko zadajemy pytania właśnie poprzez komputer. Jednakże nie miałem wtedy pojęcia o co chciałbym zapytać "siebie z przyszłości", nie miałem żadnych ważnych pytań. Wychodząc z pokoju mama dała mi przykład pytania jakie mógłbym zadać, ale nie chciałem tego, bo były to jakieś bzdury. Zszedłem schodami na dół. Nie wiem co tu się działo, pamiętam tylko małego pająka na ścianie, ale to mogło być z innego snu. Wróciłem tymi samymi schodami do pokoju na piętrze. Była tam dziewczyna (tak jakby była od samego początku zamiast tego kolegi). I to ona dokończyła czaneling. Na ekranie było widać pytania i odpowiedzi. Powiedziałem jej, żeby się szybko zbierała, bo musimy uciekać przed nimi (przed kim to już nie wiadomo), tylko chciałem jeszcze przejrzeć te pytania i odpowiedzi, więc zaczęła mi niby opowiadać czego się dowiedziała. Zamiast jej głosu po prostu uruchomił się filmik na ekranie komputera. Na początku było to dwuwymiarowe i wyglądała jak mapa Google, szybko się przemieszczał widok i w tym samym czasie zrobiła się ta mapa trójwymiarowa i dotarła do jakiejś tajnej, ukrytej wyspy o nazwie "Reset". Mieszkali tam naukowcy wynajdujący jakieś nieznane technologie. Przeszukiwali głębiny morskie i odnajdywali różne rzeczy, np. tak jak pokazane było na tym filmiku, łodzie elfów. Prawdopodobnie współpracują oni z obcymi. Miałem także niejasną wiedzę o tym, że chcą oni zresetować tą rzeczywistość, dlatego tak została nazwana ta wyspa. Następnie był taki jeden mężczyzna, który był podobny do jednego z bohaterów serialu o inwazji obcych "Falling Skies". Jakaś kobieta kusiła go, by wszedł z nią do jakiegoś pomieszczenia (możliwe, że było to głęboko pod wodą), ale nie wszedł. Po chwili jednak zmienił zdanie i wrócił tam. W tym dużym pokoju leżała na kanapie dosyć ładna dziewczyna. Nie wiem czemu, ale zwróciłem uwagę na jej zęby. Do tej pory byłem obserwatorem, ale teraz już, zamiast tamtego mężczyzny, pojawiłem się ja. Okazało się, że ta dziewczyna na kanapie była jakby drugą wersją oryginału. Nagle obróciłem wzrok w lewą stronę i się trochę przestraszyłem. Stała tam właśnie ta "oryginalna wersja". Wiedziałem, że jest to obca. Była bardzo wysoka, na jakieś trzy, a może i cztery metry. Powiedziała mi, że, nie tak jak jej ludzka kopia, ona jest nieśmiertelna. Wzięła mnie, jak małe dziecko, na ręce i przycisnęła do siebie. Byłem wystraszony, bo myślałem, że chce mnie zjeść, a ona mi zaczęła coś mówić o tym, że sperma tamtego murzyna, z którym była wcześniej, była słaba jak ślina i zobaczy teraz jak to będzie ze mną :D Kazała schować się tamtej dziewczynie do szafy, a mnie położyła na tej kanapie i usiadła na mnie. Gdy już miała zaczynać zaczęła się rozglądać, patrzyć przez duże okno, które nie było zasłonięte, więc wszyscy, którzy tam chodzili mogli zajrzeć do środka. Obok okna były drzwi prowadzące od razu do tego pokoju. I właśnie szła jakaś dziewczyna wyprowadzająca psa na spacer. Otworzyła drzwi i chciała wejść, ale tamta kobieta wstała i zaczęła się kłócić z tą dziewczyną, aby nie wchodziła i się właśnie obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:37
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:44
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:50
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 22:56
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:01
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:04
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:08
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Neurocosmic - 25-07-2018, 23:12
RE: Zagubiony Dziennik Snów - przez Onejronauta - 26-07-2018, 17:01

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Kys - Dziennik snów Kys 56 22,208 04-09-2026, 21:13
Ostatni post: Kys
  dziennik snów doysoyk Doysoyk 35 7,343 20-01-2026, 21:30
Ostatni post: Doysoyk
  Dziennik snów Sennego Spacerowicza Dream Walker 323 182,357 18-01-2026, 22:35
Ostatni post: Dream Walker
  Dziennik snów Kilera Jestem Kiler 476 103,130 27-07-2025, 21:33
Ostatni post: Jestem Kiler
  Dziennik snów Zupyztrupa Zupaztrupa 16 2,572 14-08-2024, 10:03
Ostatni post: Zupaztrupa

Skocz do:

UA-88656808-1