03-07-2016, 13:00
Noc 2/3 lipca 2016r.
Jesteś na początku? Jak doczytasz do końca to dam Ci ciastko.-Ale nie wiemy co nas tam czeka! - Stwierdził jeden z kolegów. Może i miał rację. Znajdowaliśmy się przed starą halą, gdzie dokonano wielu morderstw, jednak praca detektywa już taka jest.
Weszliśmy do środka, brama skrzypnęła. Stare skrzynie, rozwalone okna, w których zmieściłby się nie jeden człowiek. Zobaczyłem, że moja mama na coś czeka, zdziwiony zapytałem na co, jednak nie mieliśmy czasu...
-To nie ma sensu, po co nas tutaj sprowadziłeś, Mark? - Głos dobiegał z zewnątrz.
-SZYBKO, idą! Mamo, chowaj się!- Jednak mama się nie schowała i miała jakieś porachunki z bandą idiotów Marka. Nagle dostała kulkę... Zabili moją mamę
. Natychmiast wyciągnąłem broń, znajomi poszli w moją stronę, jednak najpierw zapytałem -Dlaczego?
. Natychmiast wyciągnąłem broń, znajomi poszli w moją stronę, jednak najpierw zapytałem -Dlaczego?-Nasz wódz nienawidzi Polaków. Wy także zginiecie. Już tutaj nadchodzą. - Nie pamiętam sceny jak go zabijam (może dlatego, że nie byłbym do tego zdolny), ale w jakiś sposób banda zniknęła. Ze łzami w oczach krzyknąłem do znajomych, abyśmy uciekali przez okna... W dalekim tle, było słychać wystrzały, adrenalina buzowała we krwi. Jedna barierka, druga, następnie skrzynia, pięścią w okno i szybki skok. Upadłem na ziemię z 6 metrów, starałem się uciekać, znajomi zniknęli... A ja straciłem przytomność.
Obudziłem się w szkole... W pewnej sali. Zobaczyłem, że na krześle siedzi jakaś pani. Była niemieckim żołnierzem, jednak przyjaznym. Umiała angielski, a ja chciałem, aby pouczyła mnie podstawowych zwrotów w tym paskudnym języku. Siedzieliśmy chwilę, udało mi się nawet wymienić parę zdań po niemiecku, gdy nagle do sali wszedł stary nauczyciel z gimnazjum...
- Oni tu idą...- Rozejrzałem się po pokoju. Na ścianie wisiała czerwona gaśnica, obok było okratowane okno, ale uszkodzone. Rozbiłem je i zacząłem wisieć na parapecie, do ziemi było z 9 metrów. Słyszałem kroki żołnierzy, ich krzyki, jednak spokojnie schodziłem po ścianie spuszczając się po kolejnych parapetach. Znalazłem się na dole i uświadomiłem sobie, że nie będzie to takie łatwe... Dookoła szkoły były barierki jak w Auschwitz, zrozumiałem, że to był mój błąd. Siedziałem za kamieniem i wyczekiwałem patrolu, zastanawiając się co zrobić. Na prawo mnie znajdowało się więzienie, w którym było dużo osób, nikt na mnie nie patrzył. Myślałem, że już po mnie i miałem nadzieję, że to tylko sen.
<Czemu nie widziałem tych barierek z okna? Co mogę teraz zrobić?> Miałem wrażenie, że jestem bardzo widoczny. Zamknąłem oczy i nagle znalazłem się za żołnierzem z karabinem. W ręce miałem P250 (wiadomo, z CSGO) i koleś dostał hedszota. Oczywiście, sceneria była chwilowo z gry, abym nie miał na sumieniu zabitych przeciwników. Podniosłem broń
-To nasza okazja... Pomóżcie, a nie zginiemy.- Strzelałem do wrogów i nagle ujrzałem niską barierkę, która była wyjazdem. Pobiegłem w jej stronę, rzuciłem broń i wyskoczyłem... Biegłem przed siebie, ciesząc się, że mi się udało i ubolewając nad tymi, którym się nie udało. Mijała mnie piękna sceneria, zbiegałem z górki <Radiowozy? Karetki? Czy oni mnie szukają?> Bardzo się bałem. <Sprawa wygląda tak. Muszę zbiec z górki w stronę ulicy, przebiec przez nią i w dół na łąki?> Zrobiłem tak i biegłem ile sił w nogach przed siebie, przez bagna. Znalazłem się po drugiej stronie krajobrazu. Była już noc. Wszedłem na wysoki budynek korzystając ze skillsów wspinania się, na górze ujrzałem karetkę, przestraszyłem się, bo wiedziałem, że mnie szukają. W zaciszu na dachu siedziałem sobie i ilekroć przypomniałem sobie co przytrafiło się mojej mamie, trochę popłakiwałem. Co było dalej? Znowu nie pamiętam... Pewnie zasnąłem, a obudziłem się...
W szkole. Tym razem nieco innej i nie było to więzienie. Znajdowałem się w jakimś holu, razem z całą klasą i nauczycielami. Dookoła byli żołnierze z karabinami, strzelali do kogoś. Ustawiliśmy się w rzędzie i byłem pewny, że chcą nas wystrzelać. Powiedzieli parę słów, zastrzelili jakiegoś nieznanego mi kolegę, nie widziałem twarzy, trochę było mi go żal. Chciałem mieć śmierć za sobą i zastanawiałem się nad wskoczeniem pod linię ostrzału. Wypuścili nas jednak. Zrozumiałem, że jestem w niemieckiej szkole w okupowanym kraju. Miałem na sobie niebieski mundurek do kamuflażu. Ujrzałem znajomych, wymienili mi go na czerwony.
-W tym możesz czuć się bezpiecznie, niebieski jest już przestarzały.
-Dzięki, oni mnie nadal szukają...- Przeszedłem się z kolegami do jakiegoś holu gier. Pomieszczenie było ogromne i rozgałęziało się na cztery strony. -|-, mniej więcej w ten teges.
-Nie możemy tu być!- Powiedziałem. Koledzy na mnie spojrzeli przestraszeni: -Czemu?
-Śniła mi się ta lokacja. Ona jest idealna, aby nas pojmać. Zrobią to z czterech stron i nie będziemy mieli gdzie uciec... Błagam was, wyjdźmy stąd.- Nagle ktoś nas poinformował, że zbliża się żołnierz. Przestraszeni pobiegliśmy w stronę teleportów, bo tak się wychodziło z salonu, świecąca kula, będąca jedynie światełkiem, posłużyła nam jako wyjście. Kiedy mnie przeniosło, coś mi w uchu strzeliło. Przed salą, gdzie się znalazłem, zrozumiałem, że tutaj rozpoczęła się akcja mojego snu. Czerwona kartka:
-Przepraszamy! Sala nieczynna, została ZNISZCZONA, PRZEZ GRUPY SZTURMOWYCH ŻOŁNIERZY Z KARABINAMI AK-47 ORAZ M4A4. Zastanawiałem się, czemu pisze to po polsku. Poczułem, że z każdą godziną snu, nacisk niemiecki się zmniejsza. Idąc korytarzem ujrzałem siebie w odbiciu lustrzanym,
-Ale ja jestem chudy... Nie jadłem nic od 3 dni.- Ujrzałem siebie w bardzo nieciekawy sposób. Całkowicie zapomniałem o jedzeniu. Poszedłem w stronę jakiegoś pokoju, gdzie miałem się znaleźć. Uczyłem się tam biologii?
Ktoś zaczął kopać drzwi. Schowałem się pod stołem. Do sali weszły dwie kobiety i jeden facet. Zobaczyli mnie i zaczęli we mnie mierzyć z pistoletu.
-Poczekaj... Czemu chcecie mnie zabić? Jaki ma to sens?- Mierzyła we mnie najładniejsza kobitka. Mark był ze mną i kazał darować mi życie.
-Ehh.. Niestety, jesteś nam potrzebny, idziesz z nami.-Od razu go poznałem. Ciemne włosy, gładka twarz, oczy lekko skośne i całkiem dobrze zbudowana sylwetka. Stał obok radiowozu ze swoim bratem, który był blondynem. Wsiadłem z nimi do pojazdu, pojechałem gdzieś, gdzie sen chciał... Mieli farta, że zapomniałem, co zrobili mojej mamie.
Domyślam się, że pozostałych snów nie trzeba opisywać, jeden za długi wystarczy. I tak go nikt nie przeczyta haha.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





