19-06-2016, 11:35
"Wiedźmińskie wyzwanie"
Razem z jakimiś ludźmi siedzę na poboczu autostrady, słońce praży niemiłosiernie, jasne ciepłe barwy zieleni przeplatają się z mrokiem cienia rzucanego przez autostradę.
-Może założymy się o coś? -O co? -Co za różnica? -Zaczynamy wiedźmińske wyzwanie!
-Co? -No ten... Walczymy do śmierci, nasz ekwipunek zostaje losowo wybrakowany, ten kto wygra... wygrywa?
Głosy tłumu ustały, biegliśmy w stronę miasta, wskoczyłem na mur, biegłem górą, nie miałem nic za butami, spodniami i rękojeścią miecza, nadrabiałem to sobą -szkoda że nie mam miecza na potwory...-rzekł równolegle biegnący Pelikan. Pęd po ekwipunek z mojej strony bardziej przypominał bieg asasyna, omijałem ludzi, sceneria zmieniła się z zielonego osiedla na industrialne rejony fabryk. Przeskoczyłem nad gościem. -Ty, możesz się przydać z takimi zdolnościami...- powiedział zakapturzony zbir. zaprowadził mnie parę metrów dalej i poprosił o otwarcie skrzynki, usłyszałem, wyczułem że ktoś mnie obserwuje i to był wężowy kabel, złapałem go i zamknąłem w jakimś kuferku, za zadanie dostałem miecz będący praktycznie symbolem moich snów, "wyrwę" wykuty w jednym ze snów kontroli, idąc dalej spotykam jednego z innych uczestników, niewiele myśląc, szarżuję, przebijam go na wylot. Łapię lewą dłonią za szyję od prawej strony, ostrze szybkim ruchem wyciągam w prawo, rozcinając jego ciało i powodując salwę krwi, flaki rozlewają się na ziemię osobnik z zaskoczonym wyrazem twarzy upada na kolana.
Dobijam go butem i zabieram srebrzaka z jego pleców, staję na placu i czekam na innych... (resztę napiszę jak mi się zachce :3 ).
Razem z jakimiś ludźmi siedzę na poboczu autostrady, słońce praży niemiłosiernie, jasne ciepłe barwy zieleni przeplatają się z mrokiem cienia rzucanego przez autostradę.
-Może założymy się o coś? -O co? -Co za różnica? -Zaczynamy wiedźmińske wyzwanie!
-Co? -No ten... Walczymy do śmierci, nasz ekwipunek zostaje losowo wybrakowany, ten kto wygra... wygrywa?
Głosy tłumu ustały, biegliśmy w stronę miasta, wskoczyłem na mur, biegłem górą, nie miałem nic za butami, spodniami i rękojeścią miecza, nadrabiałem to sobą -szkoda że nie mam miecza na potwory...-rzekł równolegle biegnący Pelikan. Pęd po ekwipunek z mojej strony bardziej przypominał bieg asasyna, omijałem ludzi, sceneria zmieniła się z zielonego osiedla na industrialne rejony fabryk. Przeskoczyłem nad gościem. -Ty, możesz się przydać z takimi zdolnościami...- powiedział zakapturzony zbir. zaprowadził mnie parę metrów dalej i poprosił o otwarcie skrzynki, usłyszałem, wyczułem że ktoś mnie obserwuje i to był wężowy kabel, złapałem go i zamknąłem w jakimś kuferku, za zadanie dostałem miecz będący praktycznie symbolem moich snów, "wyrwę" wykuty w jednym ze snów kontroli, idąc dalej spotykam jednego z innych uczestników, niewiele myśląc, szarżuję, przebijam go na wylot. Łapię lewą dłonią za szyję od prawej strony, ostrze szybkim ruchem wyciągam w prawo, rozcinając jego ciało i powodując salwę krwi, flaki rozlewają się na ziemię osobnik z zaskoczonym wyrazem twarzy upada na kolana.
Dobijam go butem i zabieram srebrzaka z jego pleców, staję na placu i czekam na innych... (resztę napiszę jak mi się zachce :3 ).





