13-06-2016, 10:03
Kotka, jaką mamy z córeczkami od dwóch lat ma kociaki. Poprzednim razem, czyli niemal dokładnie rok temu, miała 4 kociątka. Strasznie wtedy mi zależało na tym żeby tych kociątek było jak najmniej, żeby nie było problemu z oddaniem komuś. i liczyłam po cichu i chciałam zaczarować przyszłość
żeby były 2, max 3 kociaki. Jeden z tamtego miotu jest z nami, kotka Ciapka, tera pomaga mamie ogrzewać i pilnować małe. Strasznie się cieszę, że tak jej pomaga i też leci, żeby je chronić jak któreś popiskuje.
A ten miot, ma właśnie dwa kociaki, pisząc to, jeszcze się zastanawiam, czy w brzuchu nie został jej jeszcze jeden, mam nadzieję, że jeśli tam jest, po prostu go urodzi. No i żadne nie jest biały, jak bardzo chciały moje córcie. To jak z któregoś mojego snu, w którym przypadkiem na schodach ominęłam kociaki, i emocje, z którymi je oglądałam były identyczne, co w śnie ;p Teraz jakoś dopiero to zauważyłam. Poprzednim razem kotka urodziła przy mnie, na moim łóżku, liczyła na moją pomoc i myślę, że jej pomogłam. Pomogła także moja starsza córcia, odsunęła jedno kociątko już urodzone, jak kotka była zajęta rodzeniem następnego, i łapą przydusiła jedno. Teraz, kotka urodziła w nocy, i pod łóżkiem piętrowym. No i nie posłuchałam podpowiedzi mojej intuicji (opiekuna), żeby wziąć pudełko na posłanie dla maluchów wcześniej ze sklepu. Myślałam, że mam jeszcze przynajmniej ze dwa tygodnie do pojawienia się kociątek. :]
No i to co mi się śniło... nie było miłe, i nie za bardzo pamiętam, więc nie będę opisywać.
żeby były 2, max 3 kociaki. Jeden z tamtego miotu jest z nami, kotka Ciapka, tera pomaga mamie ogrzewać i pilnować małe. Strasznie się cieszę, że tak jej pomaga i też leci, żeby je chronić jak któreś popiskuje.
A ten miot, ma właśnie dwa kociaki, pisząc to, jeszcze się zastanawiam, czy w brzuchu nie został jej jeszcze jeden, mam nadzieję, że jeśli tam jest, po prostu go urodzi. No i żadne nie jest biały, jak bardzo chciały moje córcie. To jak z któregoś mojego snu, w którym przypadkiem na schodach ominęłam kociaki, i emocje, z którymi je oglądałam były identyczne, co w śnie ;p Teraz jakoś dopiero to zauważyłam. Poprzednim razem kotka urodziła przy mnie, na moim łóżku, liczyła na moją pomoc i myślę, że jej pomogłam. Pomogła także moja starsza córcia, odsunęła jedno kociątko już urodzone, jak kotka była zajęta rodzeniem następnego, i łapą przydusiła jedno. Teraz, kotka urodziła w nocy, i pod łóżkiem piętrowym. No i nie posłuchałam podpowiedzi mojej intuicji (opiekuna), żeby wziąć pudełko na posłanie dla maluchów wcześniej ze sklepu. Myślałam, że mam jeszcze przynajmniej ze dwa tygodnie do pojawienia się kociątek. :]No i to co mi się śniło... nie było miłe, i nie za bardzo pamiętam, więc nie będę opisywać.





