11-06-2016, 21:33
Noc 10/11 czerwca 2016r.
Ostatnio miałem parę proroczych snów... Jakkolwiek to brzmi, poważnie... Miałem już 3 prorocze sny w ostatnim tygodniu i staram się nie poświęcać im 100% uwagi, może jeszcze się jakieś przydarzą. Postanowiłem, że opiszę dzisiejszy sen, który się ciekawie sprawdził. Pozostałe sny były dosyć osobiste, ale na prawdę niesamowite...
Byłem w lesie z jakimiś znajomymi. Nie jestem w stanie podać dokładnie z kim. Przed kimś uciekaliśmy, a widoki lasu były niesamowite. Po ucieczce znaleźliśmy trochę luzu i dalej spacerowaliśmy. Pod koniec snu ktoś mnie zawołał i w takiej jakby "niecce" był łuk... Zrobiony z wyrastających z ziemi gałęzi, obtoczony liśćmi i kwiatami, bardzo ładny. Na tym sen się skończył.
Sen jak sen, ale co w nim jest proroczego? Ostatnio rozmawiałem z kimś i mówiłem mu o swoich proroczych snach. Dzisiaj byłem z tą osobą na spacerze, dosyć długim. Pod koniec naszego wspólnego dnia poszliśmy do parku, długo tam siedzieliśmy, a w międzyczasie dyskutowaliśmy o "łukach", oczywiście nie na poważnie, bo nie wierzyłem w ten sen. Kiedy wychodziliśmy z parku, zeszliśmy po schodach, park na stromym wzniesieniu, osoba mi towarzysząca chciała mi coś pokazać i spojrzałem w niebo (nie chodziło jej o to co ujrzałem). A ujrzałem wielkie halo... W kształcie łuku. Dokładnie to te zjawisko nazywa się Halo 46°, pierwszy raz w życiu takie ujrzałem i było piękne. Słońce zachodziło, więc było dobrze widoczne, 100% łuk. Nie mówię, że to od razu coś epickiego, ale ciekawie na to patrzę.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





