02-06-2016, 10:19
Siedzieliśmy w grupie na trawie, na jakimś spotkaniu z noclegami. Ja tam przybyłam jakoś później i nie zamierzałam być do końca. Położyłam się na trawie i ktoś mnie zapytał, no to jak to jest z czymś tam. No to jest tak... i zaczęłam szukać w myślach jak to przybliżyć. To tak jak ta trawa, mówię, i przeciągam ręką po trawie. Wszyscy siedzimy na jakiejś trawie. Jest realna, tłumaczę, zielona, o kurwa, niebieska :p Odebrałam, że to że zauważyłam niebieską trawę, i zdziwiłam się nie zrobiło żadnego wrażenia, tylko to , że użyłam takiego słowa. Zachichotałam w myślach i uśmiechnęłam się do siebie, i mówię dalej. Jak dotykasz tej trawy to czujesz, że jest, zaczęłam gnieść trawę. Ale - zwróciłam się do kogoś z prawej - czujesz, że ta trawa jest prawdziwa? nie, ja dotykam i czuję, że jej dotykam. Dopóki ty jej nie dotkniesz, nie poczujesz, że jest prawdziwa. Ktoś przyszedł, czy się zaczęliśmy do czegoś przygotowywać. Po chwili przerwy, chciałam na jakby zakończenie opowiedzieć coś jeszcze. I zaczęłam opowieść, co mi się pokazało w medytacji... Tak to przeżywałam, jakbym spowrotem była w tamtym czasie. Z jakimś otworzonym oknem jakby do innego świata, czy równoległego, czy nie, my byliśmy tam w trochę inych rolach. Z jakimś wielkim drzewem, potem ja coś opowiadałam , ci, z którymi tam byłam razem, jeden po drugim weszli do drzewa.. i zniknęło. Może to bya jakaś winda, a ja tego nie rozumiałam w tym śnie. Kto wie. :p





