30-12-2015, 10:09
Noc 29/30 grudnia 2015r.
Dzisiaj trochę o śnie, trochę o życiu. Wczoraj po siłowni (tak mi się wtedy wydawało) zginęła moja karta rodzinna (tramwajowa) mpk (ważna rok) i legitymacja szkolna. Miałem otwarty plecak i wydawało mi się, że ktoś mi zajumał, na szczęście kluczyki od roweru przypiętego pod szkołą były w kurtce. Myślałem wtedy, że albo zostawiłem w domu, albo mi wypadła, czyli zapomniałem zapiąć plecak. W domu szukam, szukam, szukam i nic. Kolejne problemy na głowę z kwestią legitymacji i karty, pomyślałem no okej, karta stracona. Przed snem już za bardzo o niej nie myślałem, tylko bardzo lekko powiedziałem sobie "fajnie by było, gdyby się znalazła". A właśnie przed chwilą:
Jadę tramwajem, patrząc przez drzwi przed siebie. Dookoła było jasno, bardzo ładnie, ale nic nie odwracało mojego skupienia od obrazu zza okien. Nagle widzę, że wszyscy wyciągają bilety i karty tramwajowe. Sobie myślę, kurcze, przecież swoją zgubiłem, co ja teraz zrobię... Wyczekuję przystanku patrząc przed siebie, kanar mówi do pasażerów: Spokojnie, spokojnie, mamy czas. Powoli wsadzam rękę do kieszeni w spodniach (które noszę tylko na specjalne okazje), a tam mój kalkulator... i karta. Od razu się obudziłem i zacząłem poszukiwania.
Ale dostałem natchnienia. W spodniach żadnych nie ma, jestem trochę zawiedziony... Do rzeczy, dzięki temu przypomniałem sobie jak wyglądał ostatni dzień szkoły przed świętami. Sprawdziłem marynarkę, nie ma. Przypomniałem sobie, że ubrałem dziwną kurtkę, pożyczyłem od brata. Kurzyła się w szafie (hehe) to wyjątkowo ubrałem. I w magicznej szafie, w magicznej kurtce leżała moja niebiańska karta wraz z legitymacją!
Miałem też inne sny, ale kurcze, 1 raz coś takiego mi się zdarzyło. Ten sen był taki wyrazisty, normalnie mówił do mnie: Jeszcze nie sprawdziłeś wszystkiego! Jakby podświadomość się ze mną skomunikowała. Nie zrobiła tego bez pośrednio, bo przecież nie trafiła, w dżinsach nie było karty. Ale wydaję mi się, że tak miało być.
Dzisiaj trochę o śnie, trochę o życiu. Wczoraj po siłowni (tak mi się wtedy wydawało) zginęła moja karta rodzinna (tramwajowa) mpk (ważna rok) i legitymacja szkolna. Miałem otwarty plecak i wydawało mi się, że ktoś mi zajumał, na szczęście kluczyki od roweru przypiętego pod szkołą były w kurtce. Myślałem wtedy, że albo zostawiłem w domu, albo mi wypadła, czyli zapomniałem zapiąć plecak. W domu szukam, szukam, szukam i nic. Kolejne problemy na głowę z kwestią legitymacji i karty, pomyślałem no okej, karta stracona. Przed snem już za bardzo o niej nie myślałem, tylko bardzo lekko powiedziałem sobie "fajnie by było, gdyby się znalazła". A właśnie przed chwilą:
Jadę tramwajem, patrząc przez drzwi przed siebie. Dookoła było jasno, bardzo ładnie, ale nic nie odwracało mojego skupienia od obrazu zza okien. Nagle widzę, że wszyscy wyciągają bilety i karty tramwajowe. Sobie myślę, kurcze, przecież swoją zgubiłem, co ja teraz zrobię... Wyczekuję przystanku patrząc przed siebie, kanar mówi do pasażerów: Spokojnie, spokojnie, mamy czas. Powoli wsadzam rękę do kieszeni w spodniach (które noszę tylko na specjalne okazje), a tam mój kalkulator... i karta. Od razu się obudziłem i zacząłem poszukiwania.
Ale dostałem natchnienia. W spodniach żadnych nie ma, jestem trochę zawiedziony... Do rzeczy, dzięki temu przypomniałem sobie jak wyglądał ostatni dzień szkoły przed świętami. Sprawdziłem marynarkę, nie ma. Przypomniałem sobie, że ubrałem dziwną kurtkę, pożyczyłem od brata. Kurzyła się w szafie (hehe) to wyjątkowo ubrałem. I w magicznej szafie, w magicznej kurtce leżała moja niebiańska karta wraz z legitymacją!

Miałem też inne sny, ale kurcze, 1 raz coś takiego mi się zdarzyło. Ten sen był taki wyrazisty, normalnie mówił do mnie: Jeszcze nie sprawdziłeś wszystkiego! Jakby podświadomość się ze mną skomunikowała. Nie zrobiła tego bez pośrednio, bo przecież nie trafiła, w dżinsach nie było karty. Ale wydaję mi się, że tak miało być.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





