27-08-2015, 11:33
Noc 26/27 sierpnia 2015r.
Dzisiaj ciekawiej i w końcu miałem spontanicznego LDka bez WBTB ;D. Miałem też jeden chory sen :s. A więc, kiedyś bardzo często miewałem sny, w których byłem w nawiedzonych domach, a ja próbowałem się wydostać z wentylacji, korytarze ciągnęły się na kilometry i prawie nigdy nie udawało mi się znaleźć wyjścia, a jak już to było malutkie i za małe dla mnie. Dzisiaj właśnie mi się przyśnił taki jeden sen, który mi przypomniał, że kiedyś też takie miewałem.
Byłem na jakimś strychu i wszedłem do wentylacji. Dom był nawiedzony i straszyła w nim jakaś lalka, bardzo brudna i stara. Korytarze wentylacji były strasznie pomieszane, co chwilę słyszałem jakieś wrzaski, tupanie, stukanie. Było to przerażające. W jednej części snu okropnie dużo czasu spędziłem w wentylacji, a drugą część (nie pamiętam jak wyszedłem) z kolegami weszliśmy do tego domu już normalnie i go zwiedziliśmy. Widoki były przerażające, było ciemno ale wszystko dało się zobaczyć, nie jestem w stanie tego opisać. Sen zakończył się tym, że zobaczyliśmy lalkę i kolega zestrzelił ją z SSG z cs:go xD.
Kiedyś moje sny były bardziej chore. W wentylacji można było czuć, że się już tam zostało na zawsze. Czasem towarzyszyła mi siostra, brat, tata, albo znajomi.
Mieliśmy lekcję geografii. Pan od geografii to najsurowszy nauczyciel u nas w szkole (prawdziwe info). Lekcja była dosyć wyluzowana. Rozmawialiśmy o astronomii i pan zapytał, czy jest ktoś chętny, kto by mógł podać parę następstw ruchu obiegowego ziemi. Ja się zgłosiłem i powiedziałem parę dobrze, jednak mi nie uznał i wlepił mi minusa
.
Byłem na przystanku i czekałem na tramwaj, strasznie mi się chciało sikać, załatwiłem się i w tym momencie się uświadomiłem. Jest! To sen! Postawiłem pobiec do szkoły, biegłem oglądając okolice, było ładnie, słońce świeciło trochę słabiej, ale za to bardziej na pomarańczowo, co tworzyło ciekawy nastrój.
Moja świadomość trochę spadła i przed szkołą spotkałem nauczycielkę (też mi nowość) i porozmawiałem z nią. Pod koniec kiedy powiedziałem, że szkoda mi czasu na rozmowy, bo to jest sen, moja świadomość mi wróciła, a ja zrobiłem TR. Teraz poszedłem do domu, a właściwie mnie przeniosło. Kiedy byłem pod blokiem wskoczyłem do okna (2 piętro ;d). Siedziałem chwilę przed oknem i zastanawiałem się co by zrobić i nagle zbliżała się noc.
Było już prawie ciemno, ja byłem sam w domu. W kuchni było zgaszone światło, tylko trochę w dwóch pokojach świeciło, ale już czułem, że dzieje się coś niedobrego. Usłyszałem kroki z kuchni, szybko pobiegłem do pokoju i zapaliłem wszystkie światła jakie były mi dostępne. Dwa już były zapalone, a jedno nie działało i świeciły tylko dwa, żarowe . Nie zdążyłem zamknąć drzwi i zobaczyłem przerażającą twarz... Biała mumia ze smutnymi oczami, była przerażająca... Kiedy się do mnie zbliżała przypomniałem sobie o kostce rubika, która jest w stanie zrobić wszystko!
Krzyczałem, szybko kostka jest w szufladzie!! (zawsze tam trzymam) Mumia już była ode mnie jakiś metr, wziąłem kostkę (była pomieszna, tutaj moja uwaga, wydaję mi się, że im bardziej moja kostka jest pomieszana, tym bardziej sen został już zmieniony) nie ważne, szybko wykonałem ruch D' i krzyknąłem światło! I nagle bum, kostka wybuchła bursztynowym blaskiem, a lampa nad moją główą (która nie chciała się zaświecić) buchnęła białym światłem.
Było to niesamowite. Mumia zaczęła zasłaniać oczy, a ja ją straszyłem kostką, uciekała ode mnie, była już na przed pokoju (uczucie typowe w horrorach, płytkość snu spowodowana strachem, ledwie mogłem mówić "wynoś się" i czułem płytkość , ale planowałem jeszcze we śnie zostać i go ustabilizować), wracała do kuchni, ja krzyczałem wynoś się i nagle... Moja mama mnie obudziła
. Było to śmieszne xD. Obudziła mnie, a ja się tak jej przestraszyłem... Bardziej niż mumii. Potem zacząłem jej wytykać, czemu mnie obudziła, a ona powiedziała, że wrzeszczałem przez sen. Powiedziałem jej, że walczyłem z mumią, ale no cóż snu nie wrócę.
Potem zrozumiałem, że chciało mi się sikać i to spłycało sen, ale jakość była świetna, potem jeszcze próbowałem zasnąć, ale ostatecznie już poszedłem się załatwić.
Sen, który zaraz opiszę również był strasznie pomieszany. Byłem w nim raz rośliną, raz jakimś duchem, raz wybrańcem? Ciężko mi poukładać kolejność zdarzeń.
Zaczęło się w jakiejś altance. Była ona nietypowa, przypominała mur, dookoła rosło mnóstwo roślin. Kolega ukradł mi klapka i rzucił go w pokrzywy ;s. Potem zamieniłem się w roślinę. Byłem małym ziarenkiem (nie wiem czy widok był trzecioosobowy, słabo pamiętam ten moment, było ciemno xD). Potem nagle wykiełkowałem, nie widziałem nic poza moimi liśćmi, które rosły dosyć szybko, wszystko "za liśćmi" było czarne. Wtedy poznałem jakieś inne rośliny, ja i one były bardzo człowiecze, mogliśmy rozmawiać. Miałem głos podobny do Mikołajka (jeżeli ktoś oglądał film to będzie wiedział o co chodzi), potem coś się stało i musieliśmy zahibernować.
Umieszczono nas w jakimś worku, nic nie czuliśmy, poza mentalną obecnością. Trochę się zaprzyjaźniłem z tamtymi roślinami i było mi smutno. Nagle znalazłem się w jakimś sierocińcu, były tam dziwne dzieci, podobne trochę do zombie, jak z jakiejś bajki, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć tytułu. Miałem jakby zmienione rozumowanie, było takie nietypowe, mówili mi, że jestem wybrańcem, może byłem roślino-człowiekiem? Nie zdziwiłbym się, jednak nie widziałem swojego odbicia.
Potem dostałem puszkę pepsi z automatu do napojów. Wszystko było strasznie jasne, słońce mocno świeciło.
Dzisiaj ciekawiej i w końcu miałem spontanicznego LDka bez WBTB ;D. Miałem też jeden chory sen :s. A więc, kiedyś bardzo często miewałem sny, w których byłem w nawiedzonych domach, a ja próbowałem się wydostać z wentylacji, korytarze ciągnęły się na kilometry i prawie nigdy nie udawało mi się znaleźć wyjścia, a jak już to było malutkie i za małe dla mnie. Dzisiaj właśnie mi się przyśnił taki jeden sen, który mi przypomniał, że kiedyś też takie miewałem.
Byłem na jakimś strychu i wszedłem do wentylacji. Dom był nawiedzony i straszyła w nim jakaś lalka, bardzo brudna i stara. Korytarze wentylacji były strasznie pomieszane, co chwilę słyszałem jakieś wrzaski, tupanie, stukanie. Było to przerażające. W jednej części snu okropnie dużo czasu spędziłem w wentylacji, a drugą część (nie pamiętam jak wyszedłem) z kolegami weszliśmy do tego domu już normalnie i go zwiedziliśmy. Widoki były przerażające, było ciemno ale wszystko dało się zobaczyć, nie jestem w stanie tego opisać. Sen zakończył się tym, że zobaczyliśmy lalkę i kolega zestrzelił ją z SSG z cs:go xD.
Kiedyś moje sny były bardziej chore. W wentylacji można było czuć, że się już tam zostało na zawsze. Czasem towarzyszyła mi siostra, brat, tata, albo znajomi.
Mieliśmy lekcję geografii. Pan od geografii to najsurowszy nauczyciel u nas w szkole (prawdziwe info). Lekcja była dosyć wyluzowana. Rozmawialiśmy o astronomii i pan zapytał, czy jest ktoś chętny, kto by mógł podać parę następstw ruchu obiegowego ziemi. Ja się zgłosiłem i powiedziałem parę dobrze, jednak mi nie uznał i wlepił mi minusa
.Byłem na przystanku i czekałem na tramwaj, strasznie mi się chciało sikać, załatwiłem się i w tym momencie się uświadomiłem. Jest! To sen! Postawiłem pobiec do szkoły, biegłem oglądając okolice, było ładnie, słońce świeciło trochę słabiej, ale za to bardziej na pomarańczowo, co tworzyło ciekawy nastrój.
Moja świadomość trochę spadła i przed szkołą spotkałem nauczycielkę (też mi nowość) i porozmawiałem z nią. Pod koniec kiedy powiedziałem, że szkoda mi czasu na rozmowy, bo to jest sen, moja świadomość mi wróciła, a ja zrobiłem TR. Teraz poszedłem do domu, a właściwie mnie przeniosło. Kiedy byłem pod blokiem wskoczyłem do okna (2 piętro ;d). Siedziałem chwilę przed oknem i zastanawiałem się co by zrobić i nagle zbliżała się noc.
Było już prawie ciemno, ja byłem sam w domu. W kuchni było zgaszone światło, tylko trochę w dwóch pokojach świeciło, ale już czułem, że dzieje się coś niedobrego. Usłyszałem kroki z kuchni, szybko pobiegłem do pokoju i zapaliłem wszystkie światła jakie były mi dostępne. Dwa już były zapalone, a jedno nie działało i świeciły tylko dwa, żarowe . Nie zdążyłem zamknąć drzwi i zobaczyłem przerażającą twarz... Biała mumia ze smutnymi oczami, była przerażająca... Kiedy się do mnie zbliżała przypomniałem sobie o kostce rubika, która jest w stanie zrobić wszystko!
Krzyczałem, szybko kostka jest w szufladzie!! (zawsze tam trzymam) Mumia już była ode mnie jakiś metr, wziąłem kostkę (była pomieszna, tutaj moja uwaga, wydaję mi się, że im bardziej moja kostka jest pomieszana, tym bardziej sen został już zmieniony) nie ważne, szybko wykonałem ruch D' i krzyknąłem światło! I nagle bum, kostka wybuchła bursztynowym blaskiem, a lampa nad moją główą (która nie chciała się zaświecić) buchnęła białym światłem.
Było to niesamowite. Mumia zaczęła zasłaniać oczy, a ja ją straszyłem kostką, uciekała ode mnie, była już na przed pokoju (uczucie typowe w horrorach, płytkość snu spowodowana strachem, ledwie mogłem mówić "wynoś się" i czułem płytkość , ale planowałem jeszcze we śnie zostać i go ustabilizować), wracała do kuchni, ja krzyczałem wynoś się i nagle... Moja mama mnie obudziła
. Było to śmieszne xD. Obudziła mnie, a ja się tak jej przestraszyłem... Bardziej niż mumii. Potem zacząłem jej wytykać, czemu mnie obudziła, a ona powiedziała, że wrzeszczałem przez sen. Powiedziałem jej, że walczyłem z mumią, ale no cóż snu nie wrócę.Potem zrozumiałem, że chciało mi się sikać i to spłycało sen, ale jakość była świetna, potem jeszcze próbowałem zasnąć, ale ostatecznie już poszedłem się załatwić.
Sen, który zaraz opiszę również był strasznie pomieszany. Byłem w nim raz rośliną, raz jakimś duchem, raz wybrańcem? Ciężko mi poukładać kolejność zdarzeń.
Zaczęło się w jakiejś altance. Była ona nietypowa, przypominała mur, dookoła rosło mnóstwo roślin. Kolega ukradł mi klapka i rzucił go w pokrzywy ;s. Potem zamieniłem się w roślinę. Byłem małym ziarenkiem (nie wiem czy widok był trzecioosobowy, słabo pamiętam ten moment, było ciemno xD). Potem nagle wykiełkowałem, nie widziałem nic poza moimi liśćmi, które rosły dosyć szybko, wszystko "za liśćmi" było czarne. Wtedy poznałem jakieś inne rośliny, ja i one były bardzo człowiecze, mogliśmy rozmawiać. Miałem głos podobny do Mikołajka (jeżeli ktoś oglądał film to będzie wiedział o co chodzi), potem coś się stało i musieliśmy zahibernować.
Umieszczono nas w jakimś worku, nic nie czuliśmy, poza mentalną obecnością. Trochę się zaprzyjaźniłem z tamtymi roślinami i było mi smutno. Nagle znalazłem się w jakimś sierocińcu, były tam dziwne dzieci, podobne trochę do zombie, jak z jakiejś bajki, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć tytułu. Miałem jakby zmienione rozumowanie, było takie nietypowe, mówili mi, że jestem wybrańcem, może byłem roślino-człowiekiem? Nie zdziwiłbym się, jednak nie widziałem swojego odbicia.
Potem dostałem puszkę pepsi z automatu do napojów. Wszystko było strasznie jasne, słońce mocno świeciło.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





