06-08-2015, 11:55
Noc 5/6 sierpnia 2015r.
Dzisiaj nudne sny...
Byłem w jakimś dziwnym mieście, wszędzie wysokie bloki. Stałem na szczycie ich na jakiejś drewnianej kładce. Przede mną była jakaś elektrownia wodna, betonowe podłoże, pod nim płynęła woda, a za nią był wodospad. Skakałem między blokami jak w jakiejś grze.
Szedłem przez wielką pustynię. Chyba uciekałem z Polski. Natrafiłem na jakieś miasteczko. Było wolne, nie panował tam nikt. Rozejrzałem się, po środku była mała droga, na lewo jakieś drzewa, na prawo bloki. Zobaczyłem, że z pustyni zbliżają się auta z ludźmi. Przyleciał jakiś samolot z zapytaniem "Czemu nie rządzi tutaj Rosja?".
Jakieś fantastyczne miasteczko. Na skraju stał kolorowy młyn, dookoła były różnokształtne wiatraki, niebo było czerwono-niebieskie (zachód słońca). Wszedłem do biedronki, która była obok. Tata robił zakupy, ja się rozglądałem poszukiwaniu czegoś ciekawego. Zobaczyłem jakiś "Bułkowy jogurt naturalny", opakowanie serka Greckiego, na etykietce były bułki. Potem zrozumiałem, że jest to margaryna :p. Następnie tata kazał mi kupić arbuza. Poszedłem z siostrą, w dziale z arbuzami zobaczyłem ogromnego, biało-pomarańczowego "arbuza". Kłóciłem się z siostrą, że jest to dynia. W końcu wziąłem malutkiego arbuza i oddałem go tacie. Kiedy stałem w sklepie, zobaczyłem, że nie ma dachu. Podziwiałem piękne okolice.
Miałem jeszcze sen o kopaniu kilofem z minecrafta...
Ale nie warto go opisywać.
Dzisiaj nudne sny...
Byłem w jakimś dziwnym mieście, wszędzie wysokie bloki. Stałem na szczycie ich na jakiejś drewnianej kładce. Przede mną była jakaś elektrownia wodna, betonowe podłoże, pod nim płynęła woda, a za nią był wodospad. Skakałem między blokami jak w jakiejś grze.
Szedłem przez wielką pustynię. Chyba uciekałem z Polski. Natrafiłem na jakieś miasteczko. Było wolne, nie panował tam nikt. Rozejrzałem się, po środku była mała droga, na lewo jakieś drzewa, na prawo bloki. Zobaczyłem, że z pustyni zbliżają się auta z ludźmi. Przyleciał jakiś samolot z zapytaniem "Czemu nie rządzi tutaj Rosja?".
Jakieś fantastyczne miasteczko. Na skraju stał kolorowy młyn, dookoła były różnokształtne wiatraki, niebo było czerwono-niebieskie (zachód słońca). Wszedłem do biedronki, która była obok. Tata robił zakupy, ja się rozglądałem poszukiwaniu czegoś ciekawego. Zobaczyłem jakiś "Bułkowy jogurt naturalny", opakowanie serka Greckiego, na etykietce były bułki. Potem zrozumiałem, że jest to margaryna :p. Następnie tata kazał mi kupić arbuza. Poszedłem z siostrą, w dziale z arbuzami zobaczyłem ogromnego, biało-pomarańczowego "arbuza". Kłóciłem się z siostrą, że jest to dynia. W końcu wziąłem malutkiego arbuza i oddałem go tacie. Kiedy stałem w sklepie, zobaczyłem, że nie ma dachu. Podziwiałem piękne okolice.
Miałem jeszcze sen o kopaniu kilofem z minecrafta...
Ale nie warto go opisywać.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





