17-02-2015, 13:47
------------------------Noc 16/17 lutego 2015r-----------------------
1 sen jest o lęku wysokości. Tivolt, znany youtuber wybrał się w podróż do jakiegoś magicznego kraju, w którym były 3 szczyty różnych obiektów. 1 szczyt był na plaży i była to pionowa, kamienna ściana, na którą się wchodziło drabinką. Miała wysokość gdzieś około 1499 m.n.p.m. Kiedy wszedł na górę dodał od siebie jakiś komentarz, którego nie zapamiętałem. Miałem widok z 3 osoby i na widok wysokości miałem takie dziwne uczucie, jakby strach, motyle w brzuchu (jak podczas zakochania) i zawroty głowy. Potem schodził zeskakując po pare szczebli, jednak coś zrobił źle i w połowie odbił się w stronę morza i wylądował jak zawodowy nurek, nic mu się nie stało. Następnie ruszył dalej... Następnym obiektem była podobna ściana tylko, że dwa razy większa. Wszedł na nią i usiadł na krawędzi u góry. Zrobił parę zdjęć i schodził. Ja sobie wtedy pomyślałem, że gdybym był na takiej wysokości to nawet bym się bał zdjęcia zrobić. (patrzyłem z 3 osoby i tak jakby "zamknąłem oczy"). Zszedł i poszedł podbić kolejny szczyt. nie pamiętam co to było, chyba jakaś wąska góra, która miała schody. Miała gdzieś z 5 tysięcy metrów n.p.m. Bardzo dużo, u góry strasznie wiało i trzęsło "światem" co mnie cholernie przestraszyło. Bałem się co kolwiek zrobić, mimo to że byłem "trzecio-osobowy" to czułem się jak w ludzkim ciele, co zrobiłem? Położyłem się na ziemi i złapałem szczebli, zamknąłem oczy i poczekałem, aż zejdziemy. Na końcu porozmawialiśmy na plaży, była brzydka pogoda. Zapytałem się go: Czy ty jesteś chory na mózg, że się nie boisz takich spacerów? On mi odpowiedział: Niektórzy mi mówią, że jestem jebni**y ale tak naprawdę używam "betonowych butów z kolcami", które mnie chronią przed upadkiem. Nawet gdybym upadł to moje buty by zeżarły całą energię, a mi by się nic nie stało.
Dosyć rzadko ale regularnie mam takie sny. Motyw ten sam, lęk wysokości. Te uczucie we śnie jest nie do opisania. Sam nie wiem czy nie mam lęku wysokości w realu ale raczej nie. Możliwe, że mam, chociaż jak byłem w górach na zielonej szkole, to ten widok mi tylko dech zapierał w piersiach, a nie sprawiał o zawroty głowy :p.
Kolejny sen miał motyw miłosny. Jako iż jestem zakochany to sny z nią (Ona ma na imię Julia, jest z Ukrainy, ma 16 lat) pojawiają mi się odkąd się zakochałem. Ten był ciekawy.
Mieliśmy wuef, za oknem mimo wszystko było ciemno. Postanowiłem się odważyć i z nią porozmawiać. Powiedziałem to i owo, przytuliła mnie jednak i powiedziała: "Z różnych przyczyn, nie możemy być razem". Zrobiło mi się smutno... Wuef się skończył i w sali od polskiego mieliśmy następną lekcję... Bez przerwy o niej myślałem, starałem się do niej uśmiechać (w realu gdy na mnie patrzy, pierwsza się uśmiecha, automatycznie odwzajemniam uśmiech). Ale ona na mnie nie spojrzała. Jej koleżanka wyciągnęła list i wręczyła jej (list był od jej byłego chłopaka z Ukrainy), w którym było napisane (doskonale pamiętam treść) "Kochanie, nie mogę się doczekać, aż zobaczę moje dziecko. Bardzo za tobą tęsknię i chciałbym Cię teraz przytulić i nigdy nie puścić, nie zapominaj o mnie. Sercem zawsze jestem przy tobie.". Dostała całą bombonierkę czekoladek. Na to wszystkie dziewczyny: Ojejj... I zaczęły rozmawiać. Miałem łzy w oczach i zapytałem się pani czy mogę wyjść do toalety. Nikt na mnie nie spojrzał. W toalecie spotkałem kolegę, który mnie zapytał o co chodzi. Nie miałem siły odpowiadać. Łzy ciekły mi po oczach i było mi przerażająco smutno. Lekcja się skończyła, wziąłem plecak i wyszedłem. Gdy szedłem do szatni wszyscy się na mnie patrzyli, pani od niemieckiego (aktualnie jest na zwolnieniu) zapytała się Kamila (kolegi) co mi się stało. Odpowiedział "Problemy sercowe". Byłem jakieś 30 metrów od nich ale wszystko usłyszałem. Gdy przebierałem buty, znalazłem w swoim plecaku gąbkę do ścierania tablicy. Nie wiem co ona znaczyła, ale ją wyrzuciłem. Plecak miałem zapchany bluzami, a książki gdzieś zniknęły. Wyszedłem ze szkoły. Na podwórku było jasno i ciepło (na niebie była tylko biel). Teren był inny, bardzo ładny... Na lewo zamiast boiska i kontenerów ze śmieciami był piękny i długi park. Na prawo nie było ogrodu tylko wielka, pusta przestrzeń. Poszedłem prosto, kierowałem się na przystanek tramwajowy. Cały czas płakałem i nie zwracałem uwagi na przechodniów, po prostu ryczałem. (Bardzo ciekawe, ten płacz dał mi wolność, czułem jak wyładowałem emocje z dnia... Przyznam, że wciągu dnia też chciałem płakać, bo ostatnio mi to ulżyło, ale mi się nie udało i odbiło się na śnie). Na przeciw mnie zobaczyłem dwa tunele. Jeden duży, taki jakby łącznik między osiedlami, łuk w budynku. I drugi mały, prowadzący do nikąd? Wszedłęm do niego, zobaczyłem jak auto do niego wjeżdża i mnie to zdziwiło. Auto się zmieściło, bo ściany się rozszerzyły. Wszedłem do niego, i szedłem przed siebie. Ściany się zwężyły. Echo mojego płaczu ciekawie się rozchodziło. Kiedy skręciłem w prawo (tunel miał kształt literki L - wejście było tam gdzie kropka L. ). Gdy skręciłem zobaczyłem jak auto wpada do czarnej dziury... Przestraszyło mnie to, ale nadal płakałem. Na końcu tunelu nie było nic, tylko ciemność. Ściany znikały i było tam widać tylko ciemność... Coś zaczęło mnie wciągać i szybko złapałem się ściany, która miała kąt prosty. Spojrzałem na wyjście... Miało wielkość mojej głowy. Siłowałem się z magiczną siłą wsysania, łzy ściekały mi po polikach. Podciągnąłem się i złapałem zewnętrznej ściany (jak mamy wyjście to -| |- tych kresek, one były wyżej. Przepraszam próbuję to jakoś przedstawić
). Pomyślałem, że skoro jakoś tu wszedłem to muszę wyjść. Kiedy byłem u kresu sił obudziłem się...
Zacząłem interpertować te dwa sny i je rozpamiętywać. Wydaje mi się, że zapomniałem o jednej lekcji drugiego snu, niemiecki. Jeszcze śnił mi się sen, że prowadziłem auto i miałem jakąś ciekawą przygodę na pustyni ale nie pamiętam. Opisałem ten sen ze względu na ciekawe elementy, jakie w nim były.
Kolejny sen był o psie mojej babci. Zamieszkał u nas. W rzeczywistości ma problemy zdrowotne, stare już psisko. We śnie co chwilę mnie gryzło i nie dawało spokoju. Wszyscy mieli go dość i chcieliśmy się go jakoś pozbyć... Wyrzucili go przez okno... Pies się połamał, ale żył, siostra po niego zeszła. Pomyślałem, że lepiej było go oddać do schroniska albo uśpić. W rzeczywistości tak byśmy nie postąpili.
1 sen jest o lęku wysokości. Tivolt, znany youtuber wybrał się w podróż do jakiegoś magicznego kraju, w którym były 3 szczyty różnych obiektów. 1 szczyt był na plaży i była to pionowa, kamienna ściana, na którą się wchodziło drabinką. Miała wysokość gdzieś około 1499 m.n.p.m. Kiedy wszedł na górę dodał od siebie jakiś komentarz, którego nie zapamiętałem. Miałem widok z 3 osoby i na widok wysokości miałem takie dziwne uczucie, jakby strach, motyle w brzuchu (jak podczas zakochania) i zawroty głowy. Potem schodził zeskakując po pare szczebli, jednak coś zrobił źle i w połowie odbił się w stronę morza i wylądował jak zawodowy nurek, nic mu się nie stało. Następnie ruszył dalej... Następnym obiektem była podobna ściana tylko, że dwa razy większa. Wszedł na nią i usiadł na krawędzi u góry. Zrobił parę zdjęć i schodził. Ja sobie wtedy pomyślałem, że gdybym był na takiej wysokości to nawet bym się bał zdjęcia zrobić. (patrzyłem z 3 osoby i tak jakby "zamknąłem oczy"). Zszedł i poszedł podbić kolejny szczyt. nie pamiętam co to było, chyba jakaś wąska góra, która miała schody. Miała gdzieś z 5 tysięcy metrów n.p.m. Bardzo dużo, u góry strasznie wiało i trzęsło "światem" co mnie cholernie przestraszyło. Bałem się co kolwiek zrobić, mimo to że byłem "trzecio-osobowy" to czułem się jak w ludzkim ciele, co zrobiłem? Położyłem się na ziemi i złapałem szczebli, zamknąłem oczy i poczekałem, aż zejdziemy. Na końcu porozmawialiśmy na plaży, była brzydka pogoda. Zapytałem się go: Czy ty jesteś chory na mózg, że się nie boisz takich spacerów? On mi odpowiedział: Niektórzy mi mówią, że jestem jebni**y ale tak naprawdę używam "betonowych butów z kolcami", które mnie chronią przed upadkiem. Nawet gdybym upadł to moje buty by zeżarły całą energię, a mi by się nic nie stało.
Dosyć rzadko ale regularnie mam takie sny. Motyw ten sam, lęk wysokości. Te uczucie we śnie jest nie do opisania. Sam nie wiem czy nie mam lęku wysokości w realu ale raczej nie. Możliwe, że mam, chociaż jak byłem w górach na zielonej szkole, to ten widok mi tylko dech zapierał w piersiach, a nie sprawiał o zawroty głowy :p.
Kolejny sen miał motyw miłosny. Jako iż jestem zakochany to sny z nią (Ona ma na imię Julia, jest z Ukrainy, ma 16 lat) pojawiają mi się odkąd się zakochałem. Ten był ciekawy.
Mieliśmy wuef, za oknem mimo wszystko było ciemno. Postanowiłem się odważyć i z nią porozmawiać. Powiedziałem to i owo, przytuliła mnie jednak i powiedziała: "Z różnych przyczyn, nie możemy być razem". Zrobiło mi się smutno... Wuef się skończył i w sali od polskiego mieliśmy następną lekcję... Bez przerwy o niej myślałem, starałem się do niej uśmiechać (w realu gdy na mnie patrzy, pierwsza się uśmiecha, automatycznie odwzajemniam uśmiech). Ale ona na mnie nie spojrzała. Jej koleżanka wyciągnęła list i wręczyła jej (list był od jej byłego chłopaka z Ukrainy), w którym było napisane (doskonale pamiętam treść) "Kochanie, nie mogę się doczekać, aż zobaczę moje dziecko. Bardzo za tobą tęsknię i chciałbym Cię teraz przytulić i nigdy nie puścić, nie zapominaj o mnie. Sercem zawsze jestem przy tobie.". Dostała całą bombonierkę czekoladek. Na to wszystkie dziewczyny: Ojejj... I zaczęły rozmawiać. Miałem łzy w oczach i zapytałem się pani czy mogę wyjść do toalety. Nikt na mnie nie spojrzał. W toalecie spotkałem kolegę, który mnie zapytał o co chodzi. Nie miałem siły odpowiadać. Łzy ciekły mi po oczach i było mi przerażająco smutno. Lekcja się skończyła, wziąłem plecak i wyszedłem. Gdy szedłem do szatni wszyscy się na mnie patrzyli, pani od niemieckiego (aktualnie jest na zwolnieniu) zapytała się Kamila (kolegi) co mi się stało. Odpowiedział "Problemy sercowe". Byłem jakieś 30 metrów od nich ale wszystko usłyszałem. Gdy przebierałem buty, znalazłem w swoim plecaku gąbkę do ścierania tablicy. Nie wiem co ona znaczyła, ale ją wyrzuciłem. Plecak miałem zapchany bluzami, a książki gdzieś zniknęły. Wyszedłem ze szkoły. Na podwórku było jasno i ciepło (na niebie była tylko biel). Teren był inny, bardzo ładny... Na lewo zamiast boiska i kontenerów ze śmieciami był piękny i długi park. Na prawo nie było ogrodu tylko wielka, pusta przestrzeń. Poszedłem prosto, kierowałem się na przystanek tramwajowy. Cały czas płakałem i nie zwracałem uwagi na przechodniów, po prostu ryczałem. (Bardzo ciekawe, ten płacz dał mi wolność, czułem jak wyładowałem emocje z dnia... Przyznam, że wciągu dnia też chciałem płakać, bo ostatnio mi to ulżyło, ale mi się nie udało i odbiło się na śnie). Na przeciw mnie zobaczyłem dwa tunele. Jeden duży, taki jakby łącznik między osiedlami, łuk w budynku. I drugi mały, prowadzący do nikąd? Wszedłęm do niego, zobaczyłem jak auto do niego wjeżdża i mnie to zdziwiło. Auto się zmieściło, bo ściany się rozszerzyły. Wszedłem do niego, i szedłem przed siebie. Ściany się zwężyły. Echo mojego płaczu ciekawie się rozchodziło. Kiedy skręciłem w prawo (tunel miał kształt literki L - wejście było tam gdzie kropka L. ). Gdy skręciłem zobaczyłem jak auto wpada do czarnej dziury... Przestraszyło mnie to, ale nadal płakałem. Na końcu tunelu nie było nic, tylko ciemność. Ściany znikały i było tam widać tylko ciemność... Coś zaczęło mnie wciągać i szybko złapałem się ściany, która miała kąt prosty. Spojrzałem na wyjście... Miało wielkość mojej głowy. Siłowałem się z magiczną siłą wsysania, łzy ściekały mi po polikach. Podciągnąłem się i złapałem zewnętrznej ściany (jak mamy wyjście to -| |- tych kresek, one były wyżej. Przepraszam próbuję to jakoś przedstawić
). Pomyślałem, że skoro jakoś tu wszedłem to muszę wyjść. Kiedy byłem u kresu sił obudziłem się...Zacząłem interpertować te dwa sny i je rozpamiętywać. Wydaje mi się, że zapomniałem o jednej lekcji drugiego snu, niemiecki. Jeszcze śnił mi się sen, że prowadziłem auto i miałem jakąś ciekawą przygodę na pustyni ale nie pamiętam. Opisałem ten sen ze względu na ciekawe elementy, jakie w nim były.
Kolejny sen był o psie mojej babci. Zamieszkał u nas. W rzeczywistości ma problemy zdrowotne, stare już psisko. We śnie co chwilę mnie gryzło i nie dawało spokoju. Wszyscy mieli go dość i chcieliśmy się go jakoś pozbyć... Wyrzucili go przez okno... Pies się połamał, ale żył, siostra po niego zeszła. Pomyślałem, że lepiej było go oddać do schroniska albo uśpić. W rzeczywistości tak byśmy nie postąpili.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





