06-09-2014, 13:01
------------------------Noc 05/06 września 2014r-----------------------
Przed snem słucham sobie muzyczki przez jakieś 30 minut co pozwala mi się zrelaksować i zebrać myśli. Jak już ją wyłącze to zasypiam w niecałe 10 minut, co mnie cieszy.
Byłem na jakimś dziwnym kemingu. Podejrzewam, że jakiś obóz koncentracyjny. Siedziałem w namiocie i obserwowałem strażników, siedzących obok ogniska na kawałkach drewna i rozmawiających. W rękach mieli karabiny. Cały obóz przypominał mi mój pokój, sam nie wiem czemu ale miałem wrażenie, że w nim jestem (po obudzeniu).
Cały sen był naprawdę dziwny, pamiętam go strasznie zamazanie. Tuż po zakończeniu snu i, w którymś N-REMIE sobie uświadomiłem, że leże w łóżku, przez co powiedziałem coś dziwnego przez sen (w trakcie tego mówienia zdałem sobie sprawę, gdzie jestem). Powiedziałem to przerażonym głosem po czym kiedy wstałem cały mój pokój tak jakby mignął obrazem ze snu.
Byłem na campingu. Była okropna burza. Strzelały pioruny, a ja się bałem, że którymś z nich dostanę. Wracałem z karczmy i przed powrotem pytałem się jakiejś osoby czy idzie ze mną. Kiedy biegłem czułem deszcz na swoim ciele.
Tutaj się obudziłem, jednak szybko zasnąłem. Kiedy się obudziłem do WBTB (niecałe 20 minut później) zapamiętałem tylko 1 sen, ten o campingu ale wiem, że śniło mi się coś jeszcze, tylko nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. Przed krótką drzemką do WBTB powtarzałem sobie resztkami sił znaki snu ale wyleciały mi z głowy i w ostateczności nawet ten sen o burzy jest niewyraźny.
Leżałem 5 minut głaskając kota ale nie miałem siły utrzymać powiek. Włączyłem sobie muzyczke i leżałem przez kolejne 20 minut. Podczas słuchania byłem strasznie zmęczony, a kiedy ją wyłączyłem i położyłem się nie byłem w stanie zasnąć. Zastanawiałem się czy nie pójść sobie nalać cieplej szklanki mleka (znacznie poprawia jakość marzeń sennych, przekonałem się o tym jednego z dni po WBTB).
Nie mogłem zasnąć ale w końcu mi się to udało i uświadomiłem się podczas paraliżu. Nic wielkiego, nawet pisk nie był uciążliwy, po prostu się nie mogłem ruszać. Po chwili leżenia w takim bezruchu, postanowiłem podnieść rękę i była leciutka. Z doświadczenia wiedziałem, żeby jeszcze nie wstawać, bo zakończy się to ostrymi zawrotami głowy. Wziąłem rękę i przyłożyłem do nosa, przez 30 sekund robiłem TR i był pozytywny. Zacząłem sobie wizualizować swój pokój ale nie byłem w stanie. Zasnąłem i po chwili kiedy byłem już we śnie zdałem sobie sprawę z tego gdzie jestem, byłem w jakimś dziwnym lesie. Było jasno ale słabo pamiętam to miejsce. Spróbowałem tkać żywioły i nie udawało mi się. Zacząłem krzyczeć o kontrolę: PODŚWIADOMOŚĆ! WYSŁUCHAŁ MNIE, JESTEM W MOIM ŚNIE! DAJ MI NAD NIM KONTROLĘ! Śmieszne uczucie. Mój głos był strasznie głośny jak przez jakiś mikrofon. Po chwili wyskoczył mi na twarzy jakiś error. Pisało na nim coś dziwnego, w jakimś dziwnym języku (error jak z windowsa XP). Po pewnym czasie zniknął. Zrobiłem ciekawy ruch jak z bajki i zakręciłem ręce i z rąk poczułem lekki podmuch po czym się oplułem, nie wiem czemu xD. Wyszedłem z lasu i natrafiłem na jakieś dziwne miasto. Tutaj dzieje się najciekawsze. Wszedłem do sklepu na stacji benzynowej i wyniosłem 2 tabliczki czekolady. Zacząłem je jeść xD co mnie uszczęśliwiało. Czekolada Wedel, bardzo dobra, smakowała jak w realu tyle, że była strasznie słodka i po 1 tabliczce już mnie mdliło. Zacząłem się rozklądać za panienkami (wiadomo do czego), wszystkie ode mnie uciekały <dodgy>.
Nie pamiętam, kiedy straciłem świadomość. Po prostu sen się chyba skończył w naturalny sposób (nie obudziłem się). Po nim zaczął się kolejny sen.
Byłem w opuszczonym domu. Dookoła było ciemno, grałem kobietą. Kiedy patrzyłem w dół widziałem piersi <haha>. Chodziłem i uciekałem przed jakimiś potworami, od drzwi do drzwi. Ktoś mi towarzyszył tylko nie pamiętam kto. W jednym momencie zza drzwi wyszedł zombie i zacząłem przed nim uciekać. W ręce miałem jakiś dziwny nóż. Kiedy próbowałem zaatakować wrogów, wyświetlała się jakaś dziwna animacja. Wszedłem do złego pokoju i zobaczyłem dziewczynkę, która mnie w dzieciństwie męczyła w koszmarach. Nie bałem się jej, po prostu cofnąłem się do poprzedniego pokoju, który zamienił się w długi korytarz. Drzwi zniknęły, i opierałem się na końcu korytarza. Nie pamiętam jak się skończyło.
Leżałem w łóżku, obok mnie na talerzu były kostki czekolady (ta sama czekolada co w LD!!). Na przedpokoju i w kuchni tata się szykował do wyjścia do pracy. Wstałem z łóżka i widziałem brata jak ścinał sobie włosy.Ściął krzywo ale nic nie mówiłem. Miał fajnego fryza. Siostra też mu coś mówiła o tym, że krzywo ściął. Nie przejmował się tym.
Byłem na jakiejś pustyni. Miałem zadanie ale nie wiem jakie. Dookoła była chyba strefa wojny. Próbowałęm bronić wszystkich, a sam przed kimś uciekałem. Wpadłem do dołu, do jakiegoś ciemnego korytarza. Zobaczyłem jakiegoś dziwnego potwora. Zaatakował mnie i tak jakby zaczął wysysać duszę. Nie mogłem się ruszyć i pomógł mi ktoś inny. Jakiś koleś, podziękowałem mu i kamera przeszła na niego. Zacząłem magią ziemi kopać w ścianie (tam gdzie uciekł potwór) żeby go złapać. Po kilku sekundowym kopaniu przekopałem pare metrów, a potwór się śmiał złowieszczo i gdzieś uciekł. Czerwony kostium, twarz z maską, rogi, glany i podarte spodnie. Powiedziałem tej dziewczynie, że pomogę jej stąd wyjść. Stanąłem na bloku i podskoczyłem, wyrzuciło mnie do góry. Znalazłem się w klatce bedrockowej (jak w minecrafcie) i nie mogłem wyjść. Udało mi się wyskoczyć i wespnąłem się na jakiejś scianie.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





