27-08-2014, 11:09
------------------------Noc 26/27 sierpnia 2014r-----------------------
Szedłem z grupą ludzi na plaże. Było nas sporo, oczekiwaliśmy na przypłynięcie jakiegoś statku. Kiedy byłem w połowie plaży zobaczyłem nadjeżdżające mini czołgi z działkami. Wszyscy zaczeli uciekać w tym ja. Zaczeli strzelać, czułem jak naboje przebijają się przeze mnie, czułem wtedy jakby takie ukłucie było nie przyjemne. Ludzie padali na ziemie, ja jak dostałem strzał w głowe to poczułem znane uczucie, skręcanie w głowie, towarzyszące podczas wybudzania.
Byłem na jakimś statku. Rozbił się i dużo ludzi wpadło do wody, byli ze mną jacyś znajomi, nie wiem jacy. Płyneliśmy w pław kiedy ze statku wyleciały materace. Wszyscy poczuli ulgę, każdy miał materac dla siebie. Nie wiem po jakim czasie dotarliśmy na brzeg. Byliśmy w jakimś obcym kraju, podejrzewam Chiny. Kwitły drzewa, miały ładne kwiaty. Zaczęły się zamachy, wybuchy i takie tam. Kiedy byłem przed hotelem uświadomiłem się, TR pozytywny. 1 o czym pomyślałem, to która godzina. Był to mój drugi sen więc pewnie 3 w nocy. Zacząłem biegać i próbowałem wszystkich żywiołów, nie wiem co jest nie tak ale mi nic nie wyszło. Nie pomyślałem wtedy o modlitwie do Boga o żywioły, która by się pewnie zakończyła placebo. Zrobiłem pare rzeczy, których nie opisze xD. Po pewnym czasie straciłem świadomość. Uciekaliśmy przed grupą zamachowców jakimś autobusem, w chwili kiedy uciekaliśmy teren wyglądał jak moje osiedle, słońce świeciło i było ciepło. Wysiedliśmy do hotelu, znałem się z pewnym gościem, magiem ziemi xD, spec od wybuchów. Miał dużo dynamitu i pilotów do wybuchów. Pamiętam jak leżałem w łóżku i schowałem się pod krzesłem taty, o dziwo się zmieściłem. Bałem się, że ktoś mnie rozstrzela.
Wybieraliśmy się z klasą na jakąś wycieczke. Wraz z kolegą się na chwile odłączyliśmy od grupy, bo zapomniałem butów z domu i skarpetek. Ubrałem je i były lekkie trudności, but był luźny, a na dodatek się rozmnożył. Miałem 2 pary butów i 2 pary skarpetek. Wyrzuciłem je. Nie wiem co to za rodzaj snu ale uznam za sen o LD. Kiedy siedziałem dostałem piłką w twarz od 9 letniego chłopczyka. Był z tatą to odrazu coś tam mówiłem. Próbowałem tkać żywioły równocześnie sobie wizualizując i nie dawało to żadnego rezultatu. Pobiegłem z kolegą do grupy, która się oddaliła. Wsiadli już do tramwaju, a mój kolega zniknął. Spotkałem chłopczyka, oddałem mu piłke i powiedziałem: Masz. Przepraszam ciebie i twojego tate. Powiedz, że żałuje tego co zrobiłem. Tramwaj odjechał, a ja próbowałem jakoś do niego dotrzec. Skakałem wysoko jak w butach siedmiomilowych i w pewnym momencie znalazłem się w M1, wyszedłem z niego i poszedłem na lewo i była tam jakaś stocznia, zajazd tramwajowy. Czułem, że znam to miejsce. Postanowiłem nie wracać do fabuły snu, skręciłem do jakiegoś liceum. Zauważyłem, że nie mam na sobie koszulki. Czekałem, aż jakaś ładna dziewczyna zejdzie, zobaczyłem jedną i poszedłem za nią jednak zamieniła się w faceta. Wróciłem i została jedna, patrzyła się na mnie dziwnym wzrokiem. Wskoczyłem na piętro i złapałem ją. Nie chciała zejść więc jej pomogłem. Pocałowałem ją <blush>, potem powiedziałą: Chodź za mną!
Pobiegłem i zbiegaliśmy po jakiś schodach. Próbowałem tkać ogień no ale nie wychodziło. Powiedziała mi, żebym wszedł do takiego małego pomieszczenia jak szafka. Wszedłem tam i nie mogłem wyjść, a w rogu była pajęczyna. Nie patrzyłem na pająka, nie zwracałem na niego uwagi. Tyle, że kiedy próbowałem otworzyć drzwi, wszystko się trzęsło jak w pudełku. Kiedy wyszedłem z pudełka, koleżanka zaczęła krzyczeć, że mam pająka na twarzy. Pomogła mi go zdjąć, jednak nie odczepił się, wrócił na swoje miejsce, a ja się obudziłem.
Strasznie byłem zmęczony. Zasnąłem i w pewnym momencie przypomniałem sobie, że zasypiałem. Po paru sekundach zaczął się pisk w uszach nie do zniesienia. Rozluźniłem się. Na początku nic nie mogłem zrobić tylko wyczekiwać. Obserwowałem dziwne hipnagogi i próbowałem znieść pisk w uszach (na prawdę, okropny). Podniosłem ręke i nic nie ważyła, TR był pozytywny. Poczekałem chwile, aż coś się stanie i lekko się podniosłem. Znalazłem się w dużym pokoju. Wstałem robiąc jakąś dziwną rzecz. Brat do mnie powiedział, że jestem nienormalny i robiłem TRy z rękami i napisami. TR z rękami negatywne, a napisy zmieniały się tylko po literce, aż spojrzałem na jeden, dłuższy i nie próbowałem go zapamiętać. Odwróciłem głowę na pare sekund (dłużej niż zwykle) i napis się zmienił w połowie. Poszedłem przywitać się z chłopakiem siostry, próbowałem się zachowywać normalnie, aż nie zrobiłem TR, który całkowicie dał mi do zrozumienia, że to sen. Wyszedłem na klatke i zobaczyłem moją mame, która udaje krowe. Wróciła do domu i w kącie zobaczyłem mojego kota (widziałem go w snach nieświadomych zaledwie 3 razy). Kiedy popatrzył się na mnie, uśmiechnął się jak kot z "Alicja w krainie czarów". Wyglądał bardzo łagodnie i zapytałem się go:
Chcesz być moim przewodnikiem sennym? Co tu robisz? Pokażesz mi drogę do koleżanki? Patrzył się na mnie i tylko szerzej się uśmiechał. Pobiegłem za nim i piętro niżej spała moja koleżanka. Obudziłem ją i zachowywała normalnie. Zrobiłem pare rzeczy, które chciałem. Kot patrzył się na mnie i zniknął, do momentu aż został z niego tylko cień. Sen zaczął się rozmywać i wróciłem do paraliżu. Myślałem, że jeszcze dam rade wrócić do snu. Widziałem obraz miejsca, w którym byłem. Migotał. Powoli znikał, a ja myślałem, że coś jeszcze zdziałam do momentu, aż się obudziłem.
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





