18-08-2014, 11:32
------------------------Noc 17/18 sierpnia 2014r-----------------------
Hmmm, nie zanotowałem żadnego snu z dzisiejszej nocy, a mimo to pamiętam wszystkie jednak nie perfekcyjnie ale postęp jest!
W jednym śnie śniło mi się, że jakiś sławny raper (nie pamiętam nazwy) odwiedził mnie w domu i szukał pomocy w wymyślaniu tekstu do nowych piosenek. Rozmawiał z bratem i coś tam szykowali. Nagle teren się zmienił, została tylko kanapa, na której siedział brat i ten koleś. Byliśmy na bezludnej wyspie i ja brałem udział w plejadzie gwiazd (animowana bajka na cartoonnetwork). Musiałem przejść po jakiś kijkach cieniutkich na drugą stronę, jeżeli upadne czekała mnie kąpiel. Potrzebowałem kokosy, nie wiem czemu, uczestnicy mieli, bo pozbierali z drzew palmowych ale nie chcieli się podzielić. Wybrałem się w poszukiwania, za pagórkiem widziałem drzewa palmowe. Przypomniałem sobie informacje "Średnio <ileś tam ludzi> ginie od kokosów drzew palmowych". Spotkałem siostre, była strasznie nerwowa i mnie też zaraziła nerwowością. Wrzasnąłem ostro i poczułem poczucie winy. Nie zajmowałem się już szukaniem kokosów. Przypomniałem sobie technike na rzucanie palantówką (szukałem jej za dnia, zależy mi na wyniku z tej dziedziny xd). Na początku rzuciłem normalnie, kamień poleciał tak sobie. Potem spróbowałem techniką i kamień poleciał 2 razy dalej <wow>. Nie wiem czy w realu też by tak to zadziałało. Spróbowałem 3 raz i kamień wypadł mi z ręki za plecy <blush>. Był tam też mój trener od WFu i pare osób z mojej klasy.
Byłem u babci z rodzinką. Poszedłem sprawdzić coś na komputer kuzynek (zazwyczaj tego nie robie). Włączyłem i do wyboru były 4 profile (1 wujka, 2 i 3 kuzynek, a 4 jakiś symbol firmy i nazwa, nie pamiętam). Wszedłem na profil wujka i odrazu wyłączyłem. Komputer chodził powoli. Były włączone jakieś anime. Wyłączyłem kompa. Zacząłem rozmawiać z bratem i z kuzynkami. Potem przeniosło nas do domu i komp też powędrował. Spróbowałem go włączyć i chodził lepiej niż wcześniej. Cały sen kręci się w ten sposób, przenosi mnie do nowego miejsca, a ja sprawdzam kompa.
Znalazłem się na placu centralnym. Jechałem jednym z tramwajów i jechał zaskakująco szybko. Otworzyłem drzwi i postanowiłem w stosownym momencie wyskoczyć. Udało mi się perfekcyjnie wylądować bez przeszkód. Spojrzałem na tramwaj i obrócił się i zatrzymał na przystanku. Wsiadłem do następnego, prowadziła go moja mama. Wyjechaliśmy z szyn i jechaliśmy po ziemi. Mówiłem mamie, żeby się zatrzymała, a ona krzyczała, żeby się trzymać. Wyskoczyłem z tramwaju i było już ciemno. Przeszedłem się parkiem obok zbierając myśli. Działy się jakieś ciekawe rzeczy, jednak ten sen najsłabiej pamiętam.
Próbowałem FILDa, gdzieś o 4 w nocy. Byłem zmęczony. Przysnąłem i przyśniło mi się, że
Byłem z jakąś rodzinką w jaskini. Przyszliśmy w poszukiwaniu kogoś, kogo zamkneli (głębiej były lochy). Zobaczyłem wielkiego pająka na górze, który łapał pokolei wszystkich. Kiedy mnie złapał i podniósł, poczułem dziwne uczucie w plecach (jakby mi ktoś wbijał kolec, nie bolało tylko taką słabość czułem i lekkie łastkotki) i się obudziłem.
Leżałem zrelaksowany i zaczął się pisk w uszach. Całkiem spontaniczne wtrąciło mnie w paraliż. Postanowiłem nic nie robić tylko się relaksować. Cały czas myślałem o potworze, który może na mnie wejść ale nic naszczęście się nie stało. Pisk w uszach przez 2 minuty i uczucie coraz większego paraliżu ciała. Zacząłem czuć uczucie jakby wciągało mnie do jakiejś rury. Hipnagogi ucichły, paraliż przeszedł.
Wstałem z łóżka i byłem już we śnie. Kręciło mi się w główie i nie mogłem wstać z łóżka. Co kroć się podnosiłem świat się przekręcał i lądowałem na łóżku. Słyszałem dźwięki z reala. Położyłem się, zamknąłem oczy (wiedziałem, że będzie to ryzykowne, co kroć zamykam oczy w LD, budze się) i krzyknąłem: STOP!. Znalazłem się przed łóżkiem, stałem, zawroty zniknęły. TRy z nosem i rękami. Miałem 3 palce xd. Obróciłem się, zamachnąłem się rękami i krzyknąłem: POWIETRZE! Nie udało się
. Spojrzałem przez balkon, zastanawiałem się czy nie wyskoczyć, jednak postanowiłem posiedzieć w domu. Chwile później usłyszałem jak ktoś mówi: Powietrze? Wszystko z tobą w porządku? Pomyślałem, że możę krzyknąłem powietrze w realu jednak się tym nie przejąłem tylko się zaśmiałem. Spróbowałem kogoś wezwać. Obróciłem się do łóżka tyłem i spróbowąłem sobie wizualizować pewną osobe na moim łóżku. Nie udało się, nikt się nie pojawił. Spróbowałem magi ognia. Zrobiłem krok i uderzyłem pięścią w powietrze krzycąc: OGIEŃ! Nic. Potem szukałem jakiejś wody i znalazłem na biurku butelke. WODA! Butelka się poruszyła i spadła. Uznałem, że się nie udało. Potem stanąłem na przeciwko ściany i uderzyłem w nią pięścią krzycąc: ZIEMIA! No i nic. Z żywiołami lipa.Obudziłem się, smutny, że to koniec mojego LDka. Zobaczyłem dziwnego gościa w moich drzwiach, nie rozmawiałem z nim jedynie mnie przestraszył.
Kolejny FA, znowu w łóżku pewny, że to koniec, że nie śnie. Rozejrzałem się i tylko tyle pamiętam.
Byłem na jakimś kempingu. Ktoś chciał mnie zamordować. Uciekałem między namiotami chowając się w krzakach (bałem się pająków, były w krzakach!!!). Czułem, że gram scenariusz. Przesuwałem się miedzy kamperami i patrzyłem się za mordercą. Zastrzelił mojego tate, jednak nie byłem przestraszony, czułem, że coś nie gra. Wyszedł zza kampera i miał mnie na muszce, pytał się czy chce oberwać. Mówiłem, że nie, prosze! Pobiegłem za kampera z jakąś koleżanką, miała pistolet, obok krzaków chowali się ludzie. Krzyczałem do niej żeby strzelała, kiedy nacisnęła spust nic się nie stało i zniknęła. Okrążałem kamper tak, że nie zdołał mnie złapać. W pewnym momencie wyszedł moją stroną jakby się przeteleportował, zacząłem uciekać. Wywróciłem się na ziemi i próbowałem unikać kul. Wiedziałem, żę nie trafi (czułem scenariusz). Kiedy we mnie mierzył i krzyczałem żeby odszedł i obudziłem się.
Strasznie często czuje, że gram już stworzony scenariusz we śnie. Np, wiem co się wydarzy i mam wrażenie, ze to już robiłem. To normalne?
Drogi wszechświecie, ześlij nam potężne LDki i niezwykłą pamięć snów.





