Dziennik Lorellai
Dzisiejszy sen:

Mimo że tej nocy się wyspałam i rano bardzo dobrze pamiętałam sen, telefon zadzwonił chwilę po przebudzeniu i przez to sen zaczął mi się szybko rozmywać. Niestety zapomniałam przez to większość fabuły snu, ale zapamiętałam najważniejszą jego część. Znowu śniła mi się Arisska. We śnie Arisska znowu była ze mną. Była zdrowa, młoda i silna — dokładnie taka, jaką pamiętam z czasów, kiedy była jeszcze pełna życia. Trzymałam ją na rękach, przytulałam do siebie i całowałam jej łebek. Wąchałam jej sierść i jej łebek, próbując przypomnieć sobie jej zapach. Był dokładnie taki sam jak na jawie, kiedy jeszcze żyła. To było niesamowicie realistyczne. Cały czas ją przytulałam i mówiłam jej, że ją kocham. Mówiłam też, że chciałabym, żeby mi wybaczyła, jeśli kiedykolwiek zrobiłam jej coś złego albo ją czymś zraniłam. Potrzebowałam chyba upewnić się, że wie, jak bardzo ją kochałam i nadal kocham. W tym śnie najważniejsze było po prostu to, że ona znowu była. Nie potrzebowałam żadnych niezwykłych wydarzeń. Chciałam tylko trzymać ją na rękach, całować jej łebek, wąchać jej sierść i być przy niej. Po przebudzeniu bardzo mocno uderzyła we mnie tęsknota. Takie sny sprawiają, że żałoba wraca ze zdwojoną siłą. Mimo że minęły już prawie trzy lata od jej odejścia, wciąż widzę, że gdzieś we mnie cały czas trwa procesowanie tej straty. Najgorsze jest to, że przez chwilę po takim śnie mam wrażenie, jakby Arisska naprawdę znowu była ze mną. A potem dociera do mnie, że to był tylko sen i że na jawie już jej nie ma. Bardzo za nią tęsknię. Nie mogę uwierzyć, że nie ma już ze mną mojego ukochanego psa. Arisska była miłością mojego życia. I kiedy teraz o tym piszę, znowu płaczę.  =((

A oto moja cudna Arissa:

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że moja mama chyba u mnie nocowała. Mój tata narzekał na klimatyzację. Mówił, że na początku, kiedy się ją włączy, jest zimno, później robi się ciepło, a następnie jest już gorąco. Moje mieszkanie było jakieś dziwne. Jednostka klimatyzacji znajdowała się w łazience, a drzwi od łazienki w ogóle nie można było zamknąć, więc klimatyzacja musiała chodzić na całe mieszkanie. Co jeszcze dziwniejsze, w łazience miałam również łóżko i spałam tam razem z moim mężem. Chciałam mieć z nim seks. Zjadłam kolację i po jakimś czasie chciałam już iść spać, ale wcześniej miałam ochotę na seks. Położyłam się więc plecami do niego i zaczęłam wciskać dupę w jego krocze, dając mu wyraźnie do zrozumienia, o co mi chodzi. On jednak zupełnie nie załapał mojego podtekstu. Byłam przez to strasznie sfrustrowana. Wtedy do łazienki weszła moja mama. Pomyślałam sobie: „Kurwa mać, chyba nas przyłapała”. Wyszłam więc z łóżka i zaczęłam razem z mamą segregować ubrania. W łazience miałam wieszak na ubrania, a dodatkowo chciałam zamówić sobie mały regał na książki. Całe moje mieszkanie było jakieś dziwne, a szczególnie łazienki. Miałam u siebie dwie łazienki i obie były całkowicie niewyremontowane. Chciałam najpierw wyremontować jedną, a później drugą. Miałam tam dużą wannę. W pewnym momencie wanna zniknęła, ale zauważyłam, że pojawiły się płytki. Były jeszcze zapakowane, zamknięte w opakowaniach. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że super, ktoś podrzucił mi płytki, więc nie będę musiała ich kupować i wydawać na nie pieniędzy. Wiedziałam jednak, że będę musiała kupić wannę. Miałam odłożone trzy tysiące złotych i chciałam przeznaczyć te pieniądze chyba na jakiś urlop. Nie chciałam więc wydawać ich na remont. Później znalazłam się w domu mojej mamy. Przyjechali tam jacyś goście z dziećmi. Dzieci jadły obiad i były strasznie nieznośne. Taplały ręce w maśle, a później wspinały się po meblach i dotykały ścian. Patrzyłam na to wszystko i myślałam tylko: „Kurwa, znowu ściany będą do malowania”. W pewnym momencie mój mąż wziął jedno z dzieci na ręce. Dziecku się ulało i mleko wylało się na dywan oraz na obrus. Zdjęłam więc obrus. Moja mama wyszła do salonu i zapytała mnie: „Nie mów mi, że ten duży dywan też trzeba będzie prać?”. Odpowiedziałam jej, że niestety tak, bo dziecku się ulało. W którymś momencie przeglądałam się w lusterku. Miałam blond włosy, ale przy nasadzie pojawił się rudy, mahoniowy odrost. Przeraziłam się i pomyślałam: „Boże, przecież ja dopiero byłam u fryzjera, a już mam taki odrost!”. Ten kolor przypominał mi moje włosy z czasów, kiedy rzeczywiście miałam mahoniowe włosy. Później znalazłam się gdzieś na statku. Weszłam po schodach i znalazłam się na pokładzie. Miałam gdzieś tym statkiem płynąć i w międzyczasie śpiewałam. Pojawił się też jakiś mały, bardzo rozwydrzony chłopiec. To było chyba w domu mojej babci. Chłopiec cały czas dokazywał, biegał, trzaskał drzwiami i zachowywał się kompletnie nieznośnie. W pewnym momencie zaczęłam udawać, że wyrzucam jego zabawki przez okno. Tak naprawdę ich nie wyrzucałam — chowałam je w szafce obok, ale udawałam przed nim, że poleciały przez okno. On jednak miał to kompletnie w dupie. W ogóle się tym nie przejął i dalej biegał oraz dokazywał. W końcu pomyślałam, że może zostanę duchem. Uznałam, że jeśli będę duchem, to może chłopiec mnie nie zauważy. Stałam się więc duchem i zaczęłam przenikać przez ścianę, ale okazało się, że on i tak mnie widzi. Chłopiec był mały, ale jednocześnie miał niesamowitą siłę. Był tak nieznośny, że chciałam go po prostu sprowadzić do parteru, poszarpać się z nim i jakoś go unieruchomić. Chciałam nawet go podnieść i rzucić nim na łóżko czy coś w tym stylu, ale kompletnie nie dawałam rady. Był ciężki jak kamień. Próbowałam go podnieść, ale był tak cholernie ciężki i silny, że nie byłam w stanie ruszyć go z miejsca. I na tym chyba kończy się ten sen.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Dziś miałam sen, z którego niestety znowu niewiele pamiętam. Śniło mi się, że byłam w jakimś sklepie zoologicznym. Było tam mnóstwo gryzoni i różnych małych zwierzaków. Miałam sobie wybrać takiego gryzonia, który najbardziej by mi pasował. Starałam się znaleźć takiego, który będzie przyjazny i ogólnie fajny w kontakcie. W końcu zainteresowała mnie szynszyla. Chciałam sobie ją wziąć, ale zapytałam pracownika sklepu zoologicznego, czy szynszyla może być jedna, czy musi być ich kilka. Pracownik powiedział mi, że szynszyle są stadne i muszą być co najmniej dwie. Powiedziałam: 
— Aha. 
I zaczęłam się zastanawiać, czy pewnie musiałabym też mieć dużą klatkę, taką wysoką, jak dla szczurów. On powiedział, że tak. A ja na to: 
— Kurde, chciałam sobie wziąć takie zwierzątko małe, nie? Takie kompaktowe. 
W końcu stwierdziłam, że w takim razie wezmę sobie myszkę. Ta myszka też była dość przyjacielska, ale szynszyla była w tym śnie świetna — taka puchata, fajna. Ewidentnie jej szukałam i bardzo mi się podobała, ale niestety okazało się, że nie jest zwierzątkiem na moje warunki. I właściwie na tym kończy się większość tego, co pamiętam. Dlaczego nie zapamiętałam więcej? Bo kiedy się obudziłam, próbowałam ponownie zasnąć, ale nie byłam w stanie. Skupiłam się więc na tym, że kurwa, znowu nie mogę spać. A po drugie — końcówka tego snu kompletnie rozpierdoliła system i to właśnie na niej najbardziej się skupiłam. Bo przyśniło mi się coś takiego, jakby ktoś mi coś mówił albo dawał mi jakąś poradę. To brzmiało mniej więcej jak informacja, że w mojej książce, w mojej trylogii, w mojej powieści muszę zawrzeć prawdę na temat Aresa. Ares jest hybrydą anioła w moim świecie, a jednocześnie jest kimś, kogo uważam za swojego anioła stróża. I we śnie zostało mi przekazane, że muszę napisać, że w końcu wyjdzie na jaw, iż Ares jest tym zaginionym, ukrytym ojcem Lorellai — czyli Nathanielem. Czyli ojcem Lorellai jest Nathaniel. A Nathanielem okazuje się być Ares. Ja pierdolę. Ale to jest pojebane. W takim razie „Sweet Home Alabama”, ponieważ Ares i Lorellai przez jakiś czas byli ze sobą. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Wczoraj jak położyłam się do łóżka, bardzo długo nie mogłam zasnąć. Zasnęłam chyba dopiero około drugiej dzisiaj, a o szóstej jebnął mi budzik, więc spałam jakieś cztery godziny. Mimo tego miałam sen. Śniło mi się, że... nie mogłam zasnąć.  Oesu Leżałam i pamiętam, że bardzo chciałam iść spać. Byłam w jakimś pokoju, a razem ze mną była moja mama. Cały sen kręcił się wokół tego, że próbowałam znaleźć sposób, żeby w końcu zasnąć. Miałam różne tabletki nasenne i zastanawiałam się, które wziąć.
Niektóre tabletki trzeba było podzielić na pół. Na jednej stronie połówki była litera S, a na drugiej stronie była litera U.
We śnie oznaczało to, że:
  • jeśli weźmie się połówkę z literą S, działa ona nasennie — po niej się zasypia,
  • jeśli weźmie się połówkę z literą U, działa uspokajająco,
  • a jeśli weźmie się całą tabletkę, to jednocześnie od razu się uspokaja i zasypia.
Pamiętam, że cały czas patrzyłam na te tabletki i zastanawiałam się, czy którąś wziąć. Wszystko właściwie kręciło się wokół mojego problemu z zaśnięciem. Mam wrażenie, że gdzieś w tle była jeszcze jakaś większa fabuła i coś więcej się działo, ale teraz kompletnie nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. Jestem po prostu wyjebana po tej nocy i zostały mi głównie te tabletki, litery S i U oraz motyw tego, że za wszelką cenę próbuję zasnąć.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Kolejne sny:

Miałam dzisiaj sen o jakimś ziomku. To był w sumie starszy koleś, który chyba był we mnie zabujany czy coś. Robił jakieś podchody, rozmawiał ze mną i próbował się do mnie zbliżyć. W pewnym momencie zaczął się tak jakby ocierać o moje uda czy coś. Mój mąż stał za mną, wszystko widział i próbował mnie od niego odciągnąć. Ten ziomek zadawał mi różne filozoficzne pytania. Pytał mnie między innymi, czy wierzę w życie pozaziemskie, czy uważam, że jesteśmy sami we wszechświecie i takie różne rzeczy. Ja mu na te pytania odpowiadałam, bo chciałam mu zaimponować i w ogóle, więc wdawałam się z nim w te rozmowy. W pewnym momencie stał obok samochodu. Nagle uciekł za ten samochód, zaczął kaszleć i rzygać. Coś mu zaszkodziło. A ponieważ mam emetofobię, natychmiast zaczęłam uciekać. Po prostu odeszłam stamtąd i stwierdziłam, że nie chcę już mieć z tym kolesiem nic wspólnego. Była ze mną jeszcze jakaś dziewczyna, chyba koleżanka. W pewnym momencie stwierdziłam, że schowam się w bagażniku samochodu. Nie chciałam, żeby ten ziomek później otworzył bagażnik i mnie znalazł. Próbowałam wymyślić, gdzie dokładnie się schować — chciałam wejść tak jakby pod siedzenia samochodu, ale bałam się, że tam też mnie znajdzie. W końcu wyszłam i zaczęłam krążyć po różnych sklepach. Chciałam kupić sobie jakąś torebkę, żeby móc schować w niej swoje rzeczy. Wiedziałam przy tym, że mieszkam w jakimś domku razem z tym ziomkiem i że będę musiała tam wrócić po swoje rzeczy. Wiedziałam też, że on będzie mnie szukał. W pewnym momencie wpadłam na pomysł, żeby wsiąść do takiej dużej torby podróżnej na kółkach. Wsiadłam do niej i zaczęłam tą torbą zapierdalać przed siebie. Dotarłam do jakiejś bramki ze szlabanem. Ziomek próbował mnie zatrzymać i powiedział, że nie mogę poruszać się takim pojazdem i że w ogóle nie mogę opuścić terenu. Powiedziałam mu, żeby spierdalał, rozpędziłam się, minęłam go i pojechałam dalej. Zaczęłam jeździć przez jakieś różne miasta, które wyglądały trochę jak miasta na Florydzie albo w Kalifornii — były palmy i taki ciepły, amerykański klimat. Jeszcze wcześniej, kiedy byłam w sklepie, chciałam sobie kupić torebkę marki Beverly Hills. Ta marka w ogóle nie istnieje na jawie, ale we śnie wiedziałam, że jest bardzo ekskluzywna i droga. W końcu uciekłam temu ziomkowi. Później ten facet chyba stał się jakimś młodym chłopakiem. Wszędzie mnie szukał, a ja cały czas przed nim uciekałam. Ta dziewczyna, która była ze mną, chciała nawet, żebyśmy się pogodzili, bo całe to nasze zachowanie wydawało jej się bez sensu i dziecinne. Ja jednak cały czas nie chciałam go widzieć. Nie chciałam go znać ani mieć z nim nic wspólnego. Dwa razy prawie mnie gdzieś nakrył. Za każdym razem udawało mi się ukryć. Chowałam się pod stołami, pod narożnikami i w różnych innych miejscach. On przechodził obok, ale mnie nie zauważał. I cały czas uciekałam przed nim.
Później miałam drugi sen. Byłam u lekarza, miałam jakąś wizytę lekarską. W gabinecie trzeba było usiąść na takim dziwnym urządzeniu. Nogą trzeba było włączyć guziczek, który uruchamiał wodę. Woda leciała taką fontanną i trzeba było ją odpowiednio nakierować, żeby się nią nie zmoczyć. Oczywiście kiedy uruchomiłam wodę, poleciała mi prosto na siedzisko i wszystko się zamoczyło. Wstałam i ręcznie przesunęłam tak jakby kran, żeby zmienić kierunek, w którym leciała woda. Potem lekarz miał mnie już oficjalnie przyjąć i rozpocząć badania, ale chyba ostatecznie do tych badań nie doszło.
W kolejnym śnie pojawił się lew. Ten lew miał na imię Konrad. Konrad był bardzo agresywny. Atakował wszystkich i nikogo się nie słuchał. Ludzie chcieli robić mu zdjęcia, bo uciekł chyba z jakiegoś zoo, ale on zamiast pozować do zdjęć tylko atakował ludzi. W końcu Konrad znalazł się w klatce. Podeszłam do niego i nagle okazało się, że to wcale nie jest lew, tylko pitbull. Zaczęłam go głaskać. Był bardzo potulny, ale mimo wszystko bałam się, że mnie upierdoli i że w pewnym momencie, kiedy będę go głaskać, po prostu mnie ugryzie. Nie ugryzł mnie. W końcu przytuliłam się do niego i powiedziałam do mojego męża, żeby zrobił mi zdjęcie z tym psem. Później Konrad znowu uciekł. Chciał chyba coś ukraść jakiemuś dziecku — chyba loda. Jego klatka znajdowała się na takim podwyższeniu. Żeby się do niej dostać, trzeba było wejść po schodkach. W klatce oprócz Konrada był też papillon. Konrad zapierdalał gdzieś po okolicy, a ja go wołałam. W ogóle mnie nie słuchał. W końcu jakoś zeszłam na dół, zawołałam go ponownie i tym razem przyszedł. Zamknęłam go w klatce i zaczęłam go rugać, że nie wolno być takim nieposłusznym i że ma się w końcu zachowywać.
Był jeszcze jakiś fragment, w którym oglądałam program o jakiejś kobiecie, która miała konia. Ten koń podeptał jej kaczkę. Wszyscy później szukali tej kobiety, żeby ją wtrącić do więzienia, ponieważ uznali, że to przez nią koń podeptał kaczkę. I na tym właściwie kończy się to, co pamiętam.

*

Na początku miałam mieć jakąś rentę. Moja mama jakby załatwiła jakiś powód, żebym mogła ją dostać — miała niby umrzeć jakaś moja ciotka, przez co miałam być w żałobie i musiałam mieć rentę. Najpierw mama chciała ogarnąć jakiś własny, podrabiany akt zgonu. Nie chciałam tego nawet oglądać jako fałszywej wiadomości. Sam fakt zobaczenia czegoś takiego był dla mnie przerażający. Poszłam później do jakiegoś szpitala. Była tam pielęgniarka, która miała mi pokazać, co i jak, ale ostatecznie mi tego nie pokazała. Później byłam u babci. Jej monstera miała niektóre liście ogromne, ale jednocześnie były one przezroczyste. Dziwiłam się, dlaczego te liście są takie. Widziałam jakby stare nagranie, na którym monstera była jeszcze mała. Miała wtedy dwa żółte liście i dwa zielone. Zapytałam babcię: — To jest ta sama? Babcia powiedziała, że tak. Powiedziałam: — Aha. No to z dwóch listków zrobiła się taka roślina. Nieźle. Oglądałam też jakieś stare nagranie, na którym spaliśmy u babci. Dziadek był wtedy młody. Na jawie mój dziadek już nie żyje. We śnie był chyba rok 2010. Dziadek miał czarne włosy, był przystojny i miał zęby. Zazdrościłam babci, że miała takiego przystojniaka. Na nagraniu ktoś pokazał też miejsce, w którym spał dziadek. W rzeczywistości dziadek całe życie spał na sofie, a na tym nagraniu był materac. Babcia chyba spała razem z nim, bo było tam takie duże łóżko z materacem. Obok spała moja siostra i coś mówiła do kamery. Dziadek najpierw spał, ale później został obudzony przez osobę nagrywającą. Zrobił wtedy taki śmieszny gest palcem i powiedział: — Drzewa trzeszczą. Chodziło mu o to, że drzewa ruszają się od wiatru. Na nagraniu była też pokazana kuchnia i inne pomieszczenia u babci. Później była jakaś impreza u babci. Była tam Paulina, moja koleżanka z poprzedniej pracy. Wołała mnie na falkę. Powiedziałam jej, że pójdę po jedzeniu. W międzyczasie Paulina zdążyła już dawno pójść do domu. Powiedziała mi jednak, że kiedyś opiekowała się w klinice Arisską i że miała mi o czymś nie mówić, ale jednak mi powie. Powiedziałam jej: — No mów, bo ona miała dobre życie i ten fakt o jej zdrowiu tego nie skreśli. Paulina powiedziała mi, że Arisska miała ponoć szmery w sercu. Ja byłam przekonana, że zaraz usłyszę jakąś znacznie gorszą informację. Bardzo się stresowałam, a kiedy okazało się, że chodzi tylko o szmery w sercu, poczułam, że to jednak nie jest coś, co przekreśla jej dobre życie. Później paliłam na balkonie u mojej babci. Moja mama powiedziała mi wtedy, że ja, moja siostra i ona również mamy szmery w sercu. Na dole, pod balkonem, ktoś zgubił buty. Pomyślałam, że to pewnie jakiś menel. Paliłam papierosy i razem z mamą zostawiłyśmy paczki papierosów na poręczy balkonu. Mama wymieniała jakiś wkład do czegoś. W pobliżu był też kominek, jakby w jakimś pomieszczeniu u sąsiada czy coś. Nagle powiedziałam do mojego męża: — Zobacz, jaki babcia ma kominek. Staliśmy wtedy na balkonie. Widziałam te paczki papierosów zostawione na poręczy i szybko poszłam je chwycić, żeby wiatr ich nie zwiał. Kiedy wcześniej Paulina mówiła mi przez SMS-y, że opiekowała się Arisską w klinice, chciałam pójść na fajkę pod jej dom, żeby osobiście usłyszeć od niej te złe wieści. Mój mąż miał już wtedy iść do domu. Kiedy zobaczył ten kominek, miał jeszcze mokre włosy. Chciałam, żeby je wysuszył, zanim wyjdzie, ale on uznał, że same mu wyschną.

*

Na balkon u moich rodziców wdarli się jacyś złoczyńcy. Zaczęli walić w drzwi i się bić. Wyszedł Kuba, mąż mojej byłej przyjaciółki Agnieszki, i zaczął się z nimi lać. Ja stałam po prostu w domu. Pogasiłam wszystkie światła, żeby mnie nie było widać, i zaczęłam nagrywać całą sytuację. Dzwoniłam na 112, na policję, ale nikt nie odbierał. W końcu złoczyńcy sobie poszli. Zostało mi nagranie i chciałam je komuś pokazać, tylko kompletnie nie wiedziałam komu ani gdzie. I kurwa, jaka w ogóle była logika tego snu? Dlaczego ja w tym śnie nie wpadłam na taką oczywistość, że przecież z tym nagraniem trzeba po prostu iść na policję albo do prokuratury? No ale dobra, mniejsza z tym. Później powiedziałam o wszystkim mamie. Powiedziałam jej: — Zobacz, baliśmy się całe życie Romów, a oni byli tak naprawdę spokojni. A ci ludzie byli jakąś inną, nową mniejszością — po prostu takimi jakby gangsterami czy coś. Zastanawiałam się, dlaczego w ogóle wdarli się akurat na nasz balkon, a nie do sąsiada, który miał niższy balkon i znacznie łatwiej byłoby się tam dostać. Oni podobno musieli się wspinać na nasz balkon i bardzo się natrudzili, żeby tam wejść. Pytałam Kubę, czy mocno oberwał. Powiedział, że nie. Okazało się, że moja mama kiedyś im gdzieś przygadała. Oni się o tym dowiedzieli i teraz najwyraźniej chcieli się zemścić za to, co im powiedziała. Zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdybym ja wyszła na balkon i spróbowała z nimi porozmawiać pokojowo, pacyfistycznie, zamiast od razu się z nimi bić. Później chciałam znaleźć ich wioski. Szukałam ich w Minecraftcie. W międzyczasie Agnieszka coś do mnie pisała w internecie i mnie zagadywała. Później szłam ulicą i jakiemuś dzieciakowi wypadł cukierek. Szłam za nim, a on bał się odwrócić, żeby podnieść tego cukierka. Powiedziałam mu: — No podnieś sobie tego cukierka. Podniósł go, ale jakoś tak się przechylił, że kopnął mnie w cycka. Powiedziałam: — No kurwa, nie musiałeś mnie aż kopać. On mnie przeprosił, a ja byłam wkurwiona głównie dlatego, że wcześniej mnie nie przeprosił. Na moich ubraniach został ślad jego buta. Ślad był nawet na ekranie mojego telefonu. Wytarłam ten ekran palcem i miałam potem brudny palec od ziemi. Ten dzieciak niósł kurczaka do domu. Później znalazłam się pod domem Dariusza, mojego ginekologa. Głaskałam jego kota. Kot mruczał i wyglądało na to, że podoba mu się, że go głaszczę. Później jednak uciekł. 
Wcześniej tej samej nocy miałam jeszcze taki fragment snu, że na stole były jakieś pączki. Były w knajpie i były zawinięte w papier. Patrzyłam na nie i mówiłam sobie we śnie, że jak będę śnić, to zjem je we śnie ze smakiem. Myślałam: — Jakie te pyszne pączki muszą być. Jakie one muszą być dobre. Jak będę śnić, to w śnie będę chciała je zjeść. I najlepsze było to, że kompletnie nie dotarło do mnie, że właśnie ŚNIĘ. Czyli miałam praktycznie gotową instrukcję do świadomego snu, ale zamiast pomyśleć „kurwa, przecież już śnię”, po prostu stałam nad pączkami i planowałam, że kiedyś, jak będę śnić, to je sobie zjem.

*

Śnił mi się Rubin, postać z mojej książki. Jednocześnie był też Postalem, ponieważ wieczór wcześniej, zanim położyłam się spać, grałam w Postala. Byłam tam w trybie ghost, czyli takim, w którym można latać, przelatywać przez ściany i po prostu jest się duchem. W śnie ja i Postal lecieliśmy gdzieś przez jakieś mega creepy miejsce w podziemiach. Było ono wzorowane na takim miejscu z Postal 2, które znajduje się w banku za biblioteką. Była tam brudna rzeczka, a całe podziemia były strasznie obskurne i nieprzyjemne. W tym miejscu ja i Postal mieliśmy erotyczny epizod w powietrzu, cały czas przelatując przez ściany. Później ukradliśmy wór pieniędzy, chyba z banku. To jednak nie było takie proste, bo w tych podziemiach byli ludzie, którzy byli gotowi nas zabić. Zaczęli na nas polować. Cały sen był przez to mega creepy. Kiedy się obudziłam, bałam się ponownie zasnąć. W końcu jednak znowu poszłam spać.
Później miałam sen o tym, że moi rodzice kupili szczeniaka. Był to taki kremowy, włochaty piesek. Rodzice dali go tymczasowo pod opiekę jakiemuś chłopu, chyba wojskowemu. My natomiast przez całą noc jechaliśmy samochodem do jakiegoś nowego domu. Szczeniak chyba miał chorobę lokomocyjną, bo rzygał albo ulewało mu się mlekiem. Ja przez całą noc spałam w samochodzie. W pewnym momencie sama się dziwiłam, że w ogóle byłam w stanie przespać całą noc w aucie i ani razu się nie wybudzić. Rodzice mówili, że zatrzymaliśmy się gdzieś w lesie i oni również tam spali. Ja siedziałam z tyłu razem z moją siostrą. I wtedy szczeniak nagle zamienił się w taką włochatą torebkę. Ja wycierałam tę torebkę z mleka, którym była ubrudzona, bo bałam się, że szczeniak będzie później pachniał tym mlekiem, które mu się ulało. Później otworzyłam tę torebkę. Czyli tak naprawdę otworzyłam szczeniakowi brzuch. I nagle okazało się, że w środku są jakieś lody śmietankowe z ciasteczkami. Moja siostra zaczęła wyjadać ciasteczka, a ja się na nią obraziłam, że wszystko zjada i nie chce mi nic zostawić. Później włożyliśmy do tej torebki mięso i zamknęliśmy ją. Czyli po prostu nakarmiliśmy szczeniaka, wkładając mięso bezpośrednio do jego brzucha, który jednocześnie był wnętrzem torebki. Szczeniak był torebką. Torebka była szczeniakiem. I absolutnie nie miało to żadnego sensu. W ogóle kurwa, ja pierdolę, co za zjebana logika snu. Później dotarliśmy pod dom. Był to bardzo duży, trzypiętrowy dom, a pod nim znajdował się ogród. Moja mama miała w tym ogrodzie mnóstwo roślin. Ogródek był naprawdę bardzo ładny. Baliśmy się jednak, że pies będzie jej ten ogród niszczył. Dlatego zaproponowałam mamie, żeby zrobić dla niego kojec. Sam dom był bardzo ładny, ale ja zaczęłam się zastanawiać nad kosztami jego utrzymania. Bałam się, ile kosztowałoby mnie mieszkanie w takim domu, gdybym kiedyś miała go odziedziczyć. 
Później ten szczeniak nagle przestał być szczeniakiem i stał się kotem. Kot leżał na stole razem z jakimś harcikiem. Nie bał się psa — leżał sobie spokojnie obok niego. Blanka, chrześnica mojego męża, zobaczyła tego kota. Podejrzewałam, że będzie się nim jarać jak dziecko i będzie chciała go głaskać. I wtedy sen postanowił już kompletnie odlecieć. Ten kot nagle stał się sałatką jarzynową. Po prostu kot był sałatką jarzynową w słoiku. Ja niosłam ten słoik i powiedziałam do Blanki: — Na razie nie będziesz mogła pogłaskać kota, bo on jest sałatką. Później będzie znowu kotem. I w tym śnie było to całkowicie logiczne. Kot był sałatką. Sałatka była kotem. A ja najwyraźniej uznawałam, że to tylko tymczasowy stan skupienia zwierzaka. Kurwa, nienawidzę takich snów. Są tak totalnie nielogiczne i momentami wręcz creepy.

*

Byłam z moją mamą na jakiejś wycieczce. Jakaś laska mi dogadywała i przedrzeźniała moje odgłosy wzdychania. Zapytałam ją, czy ona ma jakiś problem z moją osobą. Powiedziałam jej, że jeżeli ma problem z moją osobą, to niech mnie nie przedrzeźnia, bo mi się to nie podoba. I sobie poszłam. Cieszyłam się z tego, że w końcu zaczęłam być asertywną osobą i taką, która się stawia. W tym śnie byłam gruba. Mówiłam sobie, że mimo że chodzę na siłownię, to jestem coraz grubsza. Miałam na sobie jakąś koronkową bluzkę i coś tam tańczyłam. Jadłam pączka i wiedziałam, że zawsze jem te pączki zamiast czegoś zdrowego i dlatego jestem gruba. Jednocześnie jakby nieświadomie jadłam te pączki i nie trzymałam diety. Później na tej wycieczce jakiś chłopak mówił, że ugryzł go pająk w stopę. To była chyba wycieczka na jakiś cmentarz. Poszłam z rodzicami. Potem nadeszła grupa moich znajomych i powiedziałam rodzicom, żeby poszli w inne miejsce, a ja ich dogonię, bo chciałam spędzić czas z tymi znajomymi. Miałam pająka na swojej torbie. Był dość spory. Jakaś moja koleżanka wzięła tego pająka i go zjadła. Pamiętam też, że ta koleżanka była na coś albo o coś na mnie obrażona.

*

Miałam taki sen o jakimś kolesiu, który był policjantem albo udawał policjanta. Zakładał mi kajdanki. Mimo tego potrafiłam się z tych kajdanek wyswobodzić — umiałam po prostu wyciągnąć z nich swoje ręce. Później buszowałam w Lidlu i wtedy skapnęłam się, że to jest sen. Zaczęłam tak jakby jeść wszystkie słodycze, które napotykałam na swojej drodze. Jadłam jakieś dobre czekolady bez cukru, po czym stwierdziłam: „No ej, to jest sen. Nie muszę jeść rzeczy bez cukru, bo to jest sen i na pewno potem nie przytyję. Mogę jeść normalnie.” Zaczęłam więc szukać chipsów i zaczęłam jeść chipsy, jakieś różne paluszki i inne rzeczy, na które miałam ochotę. Później tak jakby był kolejny sen, ale również o tym samym kolesiu. Spotkaliśmy się gdzieś w lesie. Cały czas wciąż miałam zakute ręce w kajdankach, a między nami doszło do intymnego zbliżenia na masce mojego samochodu, mojego Dustera. Koleś ten pierw lizał moje miejsce intymne, potem ja robiłam mu dobrze ustami, a potem była klasyczna penetracja. Później pokazywałam mu rysunki moich postaci z forum RPG w trakcie zbliżenia — takie, które kiedyś rysowałam. Następnie sen tak jakby zmienił się w coś zupełnie innego. Byłam w moim mieszkaniu. Trwał remont i mój tata wykładał kostkę brukową na ścianę, tak jakby chciał zamurować niektóre miejsca w moim mieszkaniu. Później było malowanie ścian. Tata malował je na zielono i pomarańczowo. Miał być to taki gradient, że jeden kolor przechodził w drugi. Mój tata dał mi pędzel z jasnozieloną farbą i kazał mi zamalować dziurę. Nie wiedziałam jednak, którą dziurę miałam zamalować. Tata pokazał mi palcem, którą, ale ja dalej nie wiedziałam, o którą mu chodzi. Zapytałam mamę, a ona mi podpowiedziała, że chodzi o obraz Matki Boskiej w ramce. To właśnie ten obraz miałam zamalować. Obserwowałam też sufit. W niektórych miejscach, przy włączeniach karton-gipsu, był rdzawy nalot i jakieś wybrzuszenia. Zastanawiałam się, czy znowu dach mi nie przecieka. Ściany były całkowicie gołe, tylko takie jakby z cegły kamiennej. Całe mieszkanie w tym śnie wyglądało bardzo brzydko.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Kolejne sny:

Miałam skrzydła i latałam. Zleciałam z balkonu i poleciałam na pusty plac obok mojego domu rodzinnego. Później poszłam do mojego sąsiada Jana, na jego ogród. I uwaga — szukałam tam Rubina. Zawołałam go z pełnym przekonaniem, że on tam jest. Po prostu powiedziałam sobie, że wiem, że on tutaj chodzi po tym ogrodzie i że zaraz do mnie podejdzie. Zawołałam go i przyszło dwóch. Był jeden Rubin i drugi Rubin. Wybrałam tego ładniejszego. Powiedziałam: „Chodź ty, na pewno jesteś tym prawdziwym Rubinem.” Poszliśmy pod płot, gdzie miało dojść między nami do aktu seksualnego. Rubin powiedział do mnie coś w stylu: „No nie żartuj, że nawet w twoich snach jestem.” Przecież Rubin jest postacią z mojej książki. Miało dojść do stosunku od tyłu, ja już stałam wypięta i gotowa, ale zamiast tego Rubin zaczął używać w stosunku do mnie jakiegoś dezodorantu w miejscu intymnym. Później dawał mi tam pianę, taką jak bita śmietana, która strzela z tubki. Mówiłam mu: „Nie, przestań. To nie jest żel erotyczny nawilżający, tylko zwykła piana.” A on dalej, uparcie, dawał mi tę pianę. 
Później śniła mi się też nowa praca. Byli tam ludzie, którzy byli spoko, i cieszyłam się, że w końcu mam blisko do pracy. 
Później miałam jeszcze sen, że piekłam cynamonki. W moim pokoju był piekarnik — w mojej tak zwanej szafie na skarby. Pierwsze cynamonki były nieposłodzone i tak dalej, ale pomyślałam: „No, poprzednie jeszcze czekają, no to jeszcze je trzeba zjeść.” Później moja mama uznała, że nie zje tych cynamonek, bo źle wyglądają. Ja spróbowałam surowej i stwierdziłam, że jest OK. Następnie mama nalała wody z kranu i woda wyleciała mi do jajek, które miałam przygotowane na ciasto. Wylałam te jajka do zlewu i zaczęłam płakać z nerwów, że ciasto znowu jest nieudane.

*

Byłam z jakimś kolesiem i szukaliśmy miejsca do odbycia stosunku seksualnego. Znalazłam jakąś wnękę w lesie. Usunęłam z niej pajęczyny i położyłam tam koc.
Zaczęliśmy się zabawiać, ale w pozycji, w której ja byłam na górze, jego coś bolało, a w innych pozycjach miał jakieś inne problemy. Później zrobiłam mu dobrze ustami, a następnie wyplułam jego nasienie i zapełniłam nim wiele misek. Nie wiem skąd, ale nagle w tym miejscu znalazło się bardzo dużo misek. Później miała być jakaś impreza. Miałam na sobie taki stanik, który ujędrniał mi piersi. Zaczęłam dotykać swoich piersi a potem swojego miejsca intymnego, aż nastąpiła kumulacja.

Kiedy dojechałam na imprezę, ten koleś coś do mnie mówił. Muzyka w samochodzie bardzo się zacinała i psuła. Ten koleś coś tam do mnie powiedział, nazywał mnie blondyną i zaczął mnie pouczać, bo było coś, co miałam wykonać tylko do połowy, a okazało się, że powinnam była wykonać wszystkie obowiązki. Miał jakiś okres próbny i wyglądało na to, że miałam wykonać całość obowiązków, a zrobiłam tylko połowę. Rzuciłam do niego: „Tak, tak, blondyna, blondyna, kto cię dyma, jak mnie ni ma.” I poszłam obejrzeć salę imprezową. Po drodze leżały jakieś posiłki. Zebrałam niektóre przypadkowo, kiedy znalazłam się zbyt blisko nich — dokładnie tak jak w grze Postal. Następnie z góry szła jakaś baba przebrana za klauna. Zobaczyła, że jestem w jej domu, i uciekła w popłochu. To również było zupełnie jak w Postalu. Później przeszedł ten koleś i powiedział, że da mi jakiś szampon i suszarkę do włosów albo mielarkę do mięsa. Powiedziałam, że chcę suszarkę. Dziwiłam się, że nagle jest dla mnie taki miły, a nie chamski, jak to zazwyczaj było. Później omawialiśmy nasze barabary. Komentowaliśmy, gdzie zrobimy to znowu i jak. Pod koniec znowu uprawialiśmy seks oralny.

*

Wczoraj śniło mi się, że Mateusz z mojej pracy wrócił z urlopu. Byliśmy u mnie w domu i ja gotowałam dla niego jakąś zupę. Kiedy przyszedł i usiadł na fotelu, podeszłam do niego i zaczęłam go wyściskać i obcałowywać, bo bardzo się za nim stęskniłam. 
Dzisiaj natomiast na początku miałam sen o tym, że wszyscy moi dziadkowie i babcie jeszcze żyli. Spotkaliśmy się u mnie w domu rodzinnym i rozmawialiśmy o sekretach długowieczności. Moja babcia chciała długo żyć. Powiedziałam jej, żeby robiła to, co robi teraz, i jadła tak, jak je teraz, bo widocznie jej to służy. Skoro przeżyła już tyle lat, to może dzięki temu przeżyć jeszcze więcej. Później przyśniło mi się, że nie mogłam spać. W rzeczywistości faktycznie przez chwilę nie mogłam zasnąć. Dałam sobie zatyczki do uszu, bo przeszkadzały mi dźwięki dochodzące zza okna. We śnie przyśniła mi się moja kuzynka, która spała ze mną w pokoju. Ona również miała zatyczki w uszach i powiedziała, że dźwięki zza okna jej nie przeszkadzały, bo już się do nich przyzwyczaiła. Później poszłam spać do pokoju mojej fryzjerki. W pewnym momencie ona weszła i zapytała mnie, dlaczego tutaj śpię. Odpowiedziałam jej, że wolę tutaj spać, bo lepiej mi się tutaj śpi. Następnie pojawiła się sytuacja, że to był w ogóle jakiś sex shop. Nie był to jednak całkowicie sex shop — w sklepie było tylko jedno stoisko takie bardziej sex-shopowe. Można było tam kupić między innymi jakieś kostki do gry z pozycjami i różne tego typu rzeczy. Później okazało się, że w tym miejscu jest również stajnia. Były tam moje konie. Były to starsze konie — dwa dereszowate. Kiedy otworzyłam ich boks, okazało się, że w środku są dwa źrebaki, ale nie ma tych starszych koni. Dowiedziałam się, że ktoś zabrał moje konie i je zabił. Strasznie się wkurwiłam. „Ktoś miał zabrać mi konie i je zajebać!” Chciałam zrobić jakąś tabliczkę na drzwiach boksu. Początkowo chciałam napisać ją ręcznie, ale nie wychodziło mi to, więc po prostu napisałam ją w Wordzie i wydrukowałam. Na kartce napisałam, że jest zakaz zabijania koni z tego boksu. Powiesiłam ją na drzwiach. Później przyszła do mnie mama razem z fryzjerką. Zaczęły mnie pytać, jakie są konsekwencje prawne i w jaki sposób zamierzam ukarać osobę, która zabiłaby mojego konia. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i stwierdziłam, że muszę zapytać ChatGPT, bo właściwie sama nie wiem. Chciałam też nakleić na drzwiach nazwę mojej stajni, instrukcję pierwszej pomocy dla konia oraz różne inne informacje tego typu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Kolejne sny: 

Najpierw śniło mi się, że była już jesień. Było trochę chłodniej, a ja byłam nad morzem. W morzu kąpali się ludzie, ale była tam też kura, która po prostu taplała się w morzu. Wchodziła do wody, nurkowała i zachowywała się tak, jakby kąpiel w morzu była czymś zupełnie normalnym. Ja natomiast byłam w butach i nawet nie wyobrażałam sobie, żeby je zdjąć i zamoczyć w morzu choćby stopę. Wiedziałam, że jest jesień i że jest już chłodniej, więc absolutnie nie miałam zamiaru wchodzić do tej wody. Później miałam kolejny sen. Śniła mi się Arisska. Miałam ją na rękach i przytulałam ją. W tym śnie było tak, że Arisska została uśpiona. Była już starsza i została poddana eutanazji. Po jakimś czasie weszłyśmy jednak znowu do gabinetu weterynaryjnego i okazało się, że uśpienie na nią nie podziałało. Arisska żyła. Co więcej, ten zastrzyk zamiast ją uśpić, jakby ją odmłodził. Arisska znowu była młodsza. Miałam ją na rękach, przytulałam ją i byłam z nią. Później przekomarzałam się z mężem. Powiedział, że gdzieś pojechał i że była tam jakaś blondynka, która mu się podobała. Ja udawałam, że jestem zazdrosna i obrażona na niego. Później jeszcze coś mówił, że gdzieś była jakaś brunetka czy coś takiego. W pewnym momencie naprawdę się wkurwiłam na to, że cały czas sobie ze mnie jajca robi. Zaczęłam uciekać po schodach na górę w jakimś budynku. Weszłam na dach, a następnie skoczyłam z tego dachu. Miałam skrzydła. W czasie spadania rozwinęłam je i poleciałam prosto w stronę oceanu. Zanurkowałam w oceanie, żeby nikt mnie nie znalazł. Chciałam po prostu zniknąć. Ocean był ogromny, więc wiedziałam, że jeżeli się w nim schowam, nikt mnie nie znajdzie. W tym śnie słuchałam też piosenki Anki Wyszkoni „Oczy szeroko zamknięte”. Bardzo się nią jarałam. Uważałam, że jest przepiękna i że opowiada o takiej wielkiej miłości. Myślałam sobie, że ludzie już dawno zapomnieli o tej piosence, a przecież jest naprawdę zajebista. Później znalazłam jakiś plakat — właściwie wielką naklejkę — przedstawiającą nagą kobietę. Chciałam przykleić ją u siebie w szafie, po wewnętrznej stronie drzwi, tak żeby nikt jej nie widział. Nie chciałam, żeby ktoś zobaczył, że mam sobie w pokoju poprzyklejane nagie kobiety. Przykleiłam ją więc wewnątrz szafy. W pewnym momencie do pokoju wszedł mój tata. Zapytał mnie, co robię i co mam na tym plakacie. Nie chciałam mu pokazać. Powiedziałam mu, że mam tam plakat z małymi pieskami czy coś takiego. Powiedziałam, że się spieszę, i nie chciałam mu pokazywać, co naprawdę znajduje się na plakacie. W końcu tata wyszedł.

*

Śniło mi się, że była jakaś bitwa, taka jakby domowa, w Klanie Ognia. Na początku obrzucaliśmy się kamieniami. Ktoś zrzucał ze szczytu dużej skały mniejsze kawałki skały, ale one wciąż były bardzo duże — mniej więcej wielkości drzwi. Te kawałki skały miały być używane jako płyty, żeby zagrodzić przejścia. Problem był taki, że od drugiej strony też było inne przejście. Oni nas atakowali, a my atakowaliśmy ich. W końcu poszłam tym drugim przejściem. Oni mieli jakieś krótkie, takie też jakby cizerki czy coś w tym rodzaju, a ja miałam długi miecz. Zaczęłam wbijać im ten miecz w brzuch. Oni z kolei dźgali mnie tymi swoimi cizerkami. Tylko że wszystko odbywało się trochę na zasadzie zabawy. Nikt naprawdę nie krwawił, nikomu nic się nie działo. Była to bardziej taka umowna walka. Wiele razy podczas tej bitwy miałam ochotę powiedzieć: „Po co my się w ogóle bijemy? Weźmy się pogódźmy.” W międzyczasie była też jakaś kolacja, wieczerza. Kręciłam dupą przed Aresem, żeby go skusić na mnie. Później miałam kolejny sen dotyczący mojej poprzedniej pracy. Wysłałam komuś przesyłkę, ale ta przesyłka nie dotarła, ponieważ pojawiły się z nią jakieś problemy, których nie mogłam już rozwiązać, bo nie pracowałam. Nikt tej sprawy po mnie nie przejął. Żaliłam się, że niby jak miałam to poprawić, skoro wszyscy już zablokowali mi dostępy i w ogóle nie miałam możliwości niczego zrobić. Nikt tego wszystkiego po prostu nie przejął, nikt nie chciał się tym zająć. Później byłam w salonie. Była tam moja siostra z Rudym, ale oni mieli zaraz wracać do siebie, do Pabianic. Ja miałam zostać sama i wiedziałam, że będę panikować ze względu na to, że zostałam już bez tej pracy. Wiedziałam też, że będę się trochę nudzić. Była tam moja mama, ale jednocześnie była jakby trochę moją teściową. Nalała mi jakąś zupę — taki krupnik z brokułami i makaronem. Ledwo byłam w stanie go zjeść, ale zjadłam. Potem dała mi dokładkę, bo stwierdziła, że nie zjadłam natki pietruszki. Dowaliła mi więc na talerz jeszcze tego rosołu z natką pietruszki. Znowu ledwo to jadłam. Pomyślałam sobie, że kiedy wrócę do domu, będę musiała powiedzieć mamie, że już sobie pojadłam, żeby nie dawała mi więcej jedzenia. Później robiłam jakieś popisy. Kręciłam się bardzo szybko w kółko na dywanie albo podnosiłam nogę bardzo wysoko, aż za głowę. Pytałam innych ludzi, czy też potrafią tak zrobić. Jedna dziewczyna stwierdziła, że też to zrobi. Wstała, spróbowała podnieść nogę i nie była w stanie tego zrobić, więc usiadła. Powiedziałam jej: „Nie bądź takim pewnym siebie, bo to zawsze wydaje się łatwym ćwiczeniem, a jest trudne.” Przez cały czas przewijał się jednak temat pracy. Viola, która była z jeszcze wcześniejszej mojej pracy, pomagała mi jakoś to wszystko ogarnąć. Mówiłam jej, że nie mogłam rozwiązać problemu z przesyłką, ponieważ zabrali mi już wszystkie dostępy i nic więcej nie mogłam zrobić. Nikt tego problemu po mnie nie przejął i nikt nie chciał się nim zająć.

*

Na początku śnili mi się moi szwagrowie, teściowie i dzieci. Byliśmy u teściów. Jeden ze szwagrów przyszedł z synem i ten syn miał tam spać u teściów. Chciałam zapytać teściową, o co właściwie chodzi, dlaczego oni cały czas tam są i cały czas korzystają z ich pomocy. Teściowa stwierdziła, że musi położyć tego syna do łóżka i coś tam przy nim zrobić. Zapytałam, dlaczego w ogóle tak to wygląda, a ona powiedziała, że dlatego, że syn jest niepełnosprawny. Później jednak oni stwierdzili, że idą do siebie do domu. Zabrali tego syna i poszli. My też mieliśmy gdzieś jechać. W międzyczasie pasywno-agresywnie dawałam im do zrozumienia, że po prostu nie lubię tego drugiego syna. Później miałam taki sen, że znowu pracowałam w mojej poprzedniej pracy. Miałam jakiś koszyczek, a Sylwia sprawdzała, czy pracuję poprawnie. Zrobiłam przesyłki i je obrobiłam, po czym wyłączyłam komputer i przesiadłam się na laptopa, żeby zajmować się swoją książką. Nagle przypomniałam sobie: „No halo, to jeszcze nie jest koniec mojej pracy. Przecież mam jeszcze maile do ogarnięcia i wszystko.” I znalazłam się na takim rozdrożu. Nie wiedziałam, czy zrobić sobie chwilę przerwy od pracy i porobić coś przy książce na laptopie, czy wrócić do komputera, od razu go odpalić i po prostu cisnąć dalej z robotą. Sylwia pisała na czacie, że sprawdza moje przesyłki. Wiedziałam, że mam je nieobrobione, więc byłam pewna, że zaraz się do mnie dopierdoli. Na szczęście coś tam zmieniła temat na tym czacie i odetchnęłam z ulgą. Później znowu pojawił się mój koszyczek. Poszłam do jakiegoś sklepu i znalazłam tam kolejny koszyczek, należący do kogoś innego. Była to żółta torba czy koszyczek, a w środku znajdowały się różne rzeczy: między innymi karta do bankomatu, magnesy na lodówkę i drzewko. Te rzeczy były jakby częściowo pomiędzy ziemią w tym koszyczku. Pomyślałam: „Kurwa, no zajebiście. Znalezione, niekradzione.” Chciałam wykupić te fanty, czyli po prostu za nie zapłacić i je sobie zabrać. Przy kasie powiedziałam, że zapłacę kartą, ale pani zapytała mnie, jak się nazywam, żeby wiedziała, kto odnalazł te rzeczy. Wtedy pomyślałam: „Kurwa, no jak podam swoje nazwisko i zapłacę tamtą czyjąś kartą, to tamta osoba, jak się skapnie, na pewno przyjdzie do tego sklepu, zapyta się o mnie i będę miała przejebane.” Wtedy wyczarowałam sobie w kieszeni spodni gotówkę. Pani powiedziała, że należy się 120 złotych, więc wyciągnęłam banknoty i jej zapłaciłam. Powiedziała mi jeszcze, że w ramach gratisu mogę sobie wybrać jednego batonika, który leżał na ladzie. Wybrałam jakiegoś truskawkowo-śmietankowego, ale przez przypadek chwyciły mi się dwa. Pani ostrzegła mnie, że mam wybrać tylko jednego. Powiedziałam: „Dobra, przecież nie ma problemu. Po prostu mi się palce jakby skleiły.” Byłam tam z Adrianem. Okazało się, że ten sklep znajdował się na jakimś statku. Statek zaczął się bujać i Adrian stwierdził, że ma chorobę lokomocyjną i będzie rzygał. Powiedziałam mu: „Idź tam na koniec i nie rób mi tu wiochy, że będziesz kurwa rzygał przy mnie.” Adrian poszedł na koniec statku i się pochylił. Ochroniarze pytali go, czy wszystko jest w porządku. Na szczęście nie zwymiotował. Kiedy wróciłam ze sklepu, zauważyłam jednak, że jest cały mokry. Okazało się, że pod moją nieobecność wskoczył do wody ze statku i po prostu się kąpał. Powiedziałam: „No chłopie, co ty robisz w ogóle? Tu nie można tak robić, że wyskakujesz za burtę i się kąpiesz.” Później wyszliśmy ze statku. Chciałam zabrać ten koszyczek do domu. Był z nami też jakiś biały pies. Był bardzo puchaty, wyglądał trochę jak owczarek podhalański i był brudny. Chciałam go wykąpać. Poszłam odstawić koszyczek i okazało się, że weszłam do domku na działce mojej babci. W środku była właśnie moja babcia oraz Aśka, moja kuzynka, z którą się nie lubimy i z którą nie mam kontaktu. One wspominały razem dzieciństwo. Ja powiedziałam do Aśki: „Pamiętam, że jak byłyśmy małe, to cały czas używałaś słowa…” I próbowałam sobie przypomnieć to słowo. Nie „katastrofa”, tylko „kapa”. W końcu powiedziałam coś w stylu: „Kapa. Pamiętam, że cały czas mówiłaś ‘kapa’.” Później była jeszcze scena, w której byłam już u siebie w mieszkaniu. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam stojącego tam kota. Był szary, tygrysowaty. Powiedziałam do Adriana: „Zobacz, kot tu przyszedł.” Adrian podszedł i odgonił tego kota. Powiedziałam: „Jak mogłeś odgonić koteczka?”

*

Śniło mi się, że leciał jakiś samolot. Robił takie akrobacje na niebie, ale był to jakiś wojskowy, myśliwski samolot. Poleciał trochę za nisko i rozpierdolił się obok czyjegoś domu. Podeszłam tam i okazało się, że dziewczyna, która sterowała tym samolotem, żyje. Dziewczyna, obok której ten samolot pierdolnął, również żyła, a cały dom nadal stał. Zapytałam tę dziewczynę, o co chodzi i jak to zrobiła, że przeżyła. Odpowiedziała po prostu, że nie wie. Zapytałam ją: „Wpisałaś kod na nieśmiertelność?” Powiedziała, że nie. Po prostu miała długi pasek życia i uderzenie sprawiło, że z tego paska zostało jej jeszcze troszeczkę. Później byliśmy gdzieś na grillu i czekaliśmy na grilla. Był tam mój tata i zapytał mnie, czy podoba mi się ten dom, ponieważ był to jakiś domek letniskowy. Powiedziałam, że nie, że u siebie bardziej mi się podoba. Okazało się, że ten domek letniskowy należał do mojej szwagierki i szwagra, których nie lubię. W środku domku było jednak nawet ładnie. Były tam całkiem fajne firanki w oknach, a za oknem było widać góry. Pogoda była piękna. Pomyślałam sobie: „Kurde, ale widoki za oknem są zajebiste.” Stwierdziłam też, że w tym domku letniskowym jest trochę lepszy styl niż w ich domu, który później wybudowali. Zaczęłam sobie przypominać historię tego wszystkiego. Najpierw kupili domek letniskowy i jakąś działkę. Postawili tam ten domek, ponieważ już nie mogli wytrzymać i koniecznie chcieli mieć własny dom. Później jednak się wybudowali i postawili ten swój murowany, duży dom. Cały czas chodziłam po podwórku tego domku. Tutaj był basen, tam były huśtawki dla dzieci, gdzieś dalej jeszcze jakieś inne huśtawki. Patrzyłam na to wszystko i pomyślałam: „Ja pierdolę, wszystko kurwa tylko tym dzieciom.” Po prostu one miały tam wszystko. Pomyślałam, że ja w ich wieku nie miałam takich rzeczy. Wszyscy — rodzice i dziadkowie — robili wszystko pod siebie, a nie pod dzieci. Nie było tak, że wszyscy myśleli o dzieciach i robili wszystko pod nie. Zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem ich w ogóle stać na domek letniskowy i jeszcze na dom. Przecież mogli zostać tutaj. Ten domek letniskowy był całoroczny, więc normalnie mogli tutaj zamieszkać. Co prawda działkę kupili trochę daleko od miejsca, z którego pochodzę i w którym pracuję, ale mimo wszystko pomyślałam, że mogliby tutaj zostać. Później sama sobie odpowiedziałam: „No tak. Przecież tutaj było za mało miejsca. A trzeba było sobie jebnąć wielką chatę dla dzieci, żeby miały nie wiadomo jak duży wybieg kurwa w domu.” Chodziłam dalej po podwórku i zastanawiałam się nad tym wszystkim. Pomyślałam też o tym, że moja szwagierka pracuje w sklepie. Widziałam kiedyś w internecie, że w jej miejscu pracy szukają kierownika. Pomyślałam: „No kurwa, jakby ona była kierownikiem, to jeszcze bym zrozumiała, że ma po prostu kasę.” Ale ona nie była kierownikiem. Była zwykłym pracownikiem sklepu. Zaczęłam się więc zastanawiać: „To skąd ona kurwa ma kasę?” Doszłam do wniosku, że pewnie ma po prostu w chuj dużo kredytów. I wtedy pomyślałam, że właściwie dobrze, że ja tego kredytu nie mam. Bo gdybym miała mieć dom, ale jednocześnie być przez całe życie na kredycie i nigdzie nie pojechać, niczego sobie nie kupić i cały czas tylko spłacać kredyt, to w sumie cieszę się, że mam mniej. Przynajmniej jestem wolna finansowo.

*

Byłam w szkole i szłam do szkoły z Iloną. To był chyba nasz ostatni dzień razem w szkole. Miałam zielono napisany plan zajęć. Na ósmą były jakieś zajęcia. Spojrzałam na godzinę i było już 8:22. Zapytałam Ilonę: „Czy my nie mamy teraz jakichś zajęć?” Ilona uznała, że mamy, ale powiedziała, że ona już na nie nie chodzi, bo trzeba mieć tylko 60% frekwencji. Pomyślałam: „No kurwa, ja nie zdam.” Przecież ja nigdy w życiu nie byłam na tych zajęciach. Miałam 0% frekwencji, a nie 60%. Pomyślałam sobie, że jest już czerwiec i na pewno nie dam rady wyrobić 60% frekwencji, skoro nie byłam ani razu. Później dzieci bawiły się jakby w moim domu. Było tam bardzo dużo łóżek, a dzieci skakały po każdym z nich, rozkopywały je i przesuwały. Pouczyłam je, że nie można tak robić. Kiedy odsunęły któreś z łóżek, kazałam im przesunąć je z powrotem. Wiedziałam, że nie będą miały tyle siły, żeby zrobić to łatwo. Na dworze były psy, między innymi jakiś owczarek. Były trochę zdziczałe. Pojawił się też jakiś rolnik, który był zapładniaczem i pobierał nasienie od jakiegoś lemura. Później szukałam kogoś do bara-bara. Miałam w sobie jakieś białe dildo. Była tam też jakaś kobieta, którą wygoniłam, i chciałam, żeby zawołała jakiegoś kolesia — takiego rolnika. On przyszedł i położył się obok mnie. Całowaliśmy się, ale miał bardzo gęsty wąs i dziwnie było się z nim całować. Później doszło między nami do seksu. Byłam aktywna, ale niestety nie udało mi się osiągnąć orgazmu. Później on mnie pieścił i dotykał. Po wszystkim powiedziałam mu: „To jest sen.” On odpowiedział, że mi nie wierzy. Powiedział, że mnie kocha i że to na pewno nie jest sen. Powiedziałam mu jeszcze raz, że to jest sen. I nagle jakby okazało się, że rzeczywiście jest to sen. Zapytałam go, jak się z tym czuje — z tym, że jednak jest tylko postacią w moim śnie. On tylko pokręcił głową. Pocałowałam go w czoło i powiedziałam: „Ja też cię kocham, ale muszę odejść do męża.” 
Wcześniej tej samej nocy miałam jeszcze inny sen. Orzeł krążył po niebie. W pewnym momencie dopadł innego ptaka, rozszarpał go i zaczął go jeść. Byłam też z moim mężem i miało albo miało mieć miejsce bara-bara. Adrian jeździł Mustangiem. Chciałam pokazać Patrykowi, mojemu byłemu, że mamy Mustanga, ponieważ on lubił Mustangi. Później byłam w wannie, chyba z jakimiś innymi ludźmi. Jakaś dziewczyna chciała olejek kokosowy, więc poszłam po niego. Weszłam do wanny i byłam wtedy bardzo wulgarna. Przeklinałam na tych ludzi i ich wyzywałam. Później jednak nagle odpowiedziałam komuś miło. Pomyślałam, że właściwie wolę być miła, bo lepiej mi się żyje jako miłej osobie. Powiedziałam wszystkim, że mam dla nas wyzwanie: wszyscy mamy być dla siebie mili. Kto wygra, ten dostanie ode mnie nagrodę. Poszłam później na jakiś bazar i oglądałam figurki psów, ponieważ chciałam kupić je jako nagrody dla zwycięzców.

*

Miałam iść na randkę z jakimś ziomem, który miał dalmatyńczyka. Niby był to brat mojego Kentucky'ego. Trevor mnie gonił, a ja przed nim uciekałam, schodząc po balkonach w jakimś bloku. Uciekałam do mieszkania jakiejś babci, która miała kota. Później okazało się, że ten chłop od dalmatyńczyka wcale nie był chłopem, tylko babą. Była to taka duża baba. Potem szliśmy sobie jakąś wycieczką. Była noc i byłam na plaży. Skakałam w fale i wchodziłam do wody. Woda była ciepła, mimo że była jesień. W pewnym momencie nagle skoczyłam i poleciałam gdzieś na jakąś wyspę, gdzie odbywała się ta wycieczka. Porównywałam swoje dłonie z dłońmi tej baby. Ja miałam małe dłonie, a ona ogromne. W pewnym momencie, kiedy szliśmy, ktoś wziął mnie za rękę. Myślałam, że to ona, ale okazało się, że to jakieś dziecko. Później schodziliśmy schodami i przede mną była jakaś creepy piwnica. Nie wiem już, czy naprawdę tam była, czy tylko sobie ją wyobrażałam. Potem chyba znowu okazało się, że ta baba jest jednak tym chłopem i tylko udaje babę czy coś. Było między nami bara bara. Miałam być na nim, ale on nas przekręcił i znalazłam się na dole. On jednak się nie ruszał, bo nie umiał, więc to ja się ruszałam. Później jeszcze mnie dotykał i całowaliśmy się. Potem miał być jakiś ślub z jakąś babką. Jechałam autobusem i chciałam narysować dalmatyńczyka, żeby mu go pokazać. Chyba siedział przede mną. Na tym ślubie ta babka wcale nie chciała tego chłopa, ale i tak się pobrali, żeby potem się rozstać. Jeszcze później szłam z tym kolesiem i były tam owce i kozy. Stały wiadra z ich mlekiem, a ludzie je doili. Czułam się wtedy trochę jak w Minecrafcie. Miałam prawie pusty pasek głodu i musiałam coś zjeść, żeby nie umrzeć z głodu. Jadłam kurczaki — zarówno surowe, jak i pieczone — tak jak w Minecrafcie. W końcu zapełniłam sobie pasek głodu. Potem poszłam wziąć mleko, ale kozy zaczęły mnie stukać rogami. Uspokajałam je, żeby przestały. Obok ludzie doili kozy i owce, a mleko było w takich wiaderkach. Ten chłopak w pewnym momencie powiedział: – Chodźmy stąd, bo już mi się rzygać chce na ten widok mleka. Powiedziałam mu, że mnie też brzydzi mleko, chociaż doskonale wiedziałam, że to nieprawda i wcale mnie ono nie brzydziło.

*

Kapało z sufitu w kuchni i w sypialni prosto na łóżko. Przeciekał mi dach. Nosiłam mojego dalmatyńczyka na rękach. Miałam tabletkę musującą. W domu rodzinnym było widać przez dziurę górę, korytarz i mój pokój. Tabletka się rozpuściła, a ja trochę jej wyplułam. Mama od razu posądziła mnie, że rzygam. Przyszedł Fajgast i wymieniał papę na dachu na naszej części. Wspominałam wtedy, jak przy dachu pomagał nam kiedyś mój dawny przyjaciel Grzesiek. Adrian i jego teść nie mogli przyjść zrobić tego dachu, bo chyba któryś z nich złamał nogę. Mama odkryła na dachu pilnik i powiedziała, że to właśnie jest powód tego, że dach przecieka. Ktoś rzucił pilnik na dach, przez co dach zrobił się dziurawy i zaczął przeciekać.

*

Najpierw miałam sen o Arissce. Miałam takie wspomnienia, jak kiedyś z moim ojcem leżała na dole, a potem brała mnie na górę, żebym poszła z nią spać w nocy. Zabierałam jej ropki z oczek i w ogóle bardzo chciałam cofnąć czas. Później ją nosiłam i chciałam z nią gdzieś polecieć przez okno sypialni. Chciałam po prostu wyskoczyć razem z nią przez okno sypialni i gdzieś polecieć. Potem miałam sen, że był mój ostatni dzień pracy w poprzedniej firmie. Tylko że był poniedziałek, a w piątek dali mi jeszcze konsy, czyli po prostu przesyłki do zaopiekowania. Te przesyłki miały dziwną treść, taką prywatną. Były tam jakieś wiadomości w stylu: „Jak twoja mama pływa, to ma brzydkie spodenki” czy coś takiego. Na balkonie miałam biurko. To było takie jakby moje mieszkanie, ale zupełnie inne. Miałam mały, ciasny balkon, a na nim biurko i komputery. Była noc, a ja jeszcze pracowałam. Chciałam koniecznie zrobić te konsy, zanim definitywnie skończę swoją pracę. Uznałam, że super byłoby pracować na balkonie z komputerem, czyli mieć taką pracę zdalną. Później przyszła moja przełożona, a ja płakałam jej w ramię. Mówiłam, że kocham tę pracę i że może kiedyś po prostu uda mi się do niej wrócić. Potem poszłam gdzieś do galerii. Kiedy brałam swoje rzeczy, chciałam zabrać moje rękawiczki bez palców. Miałam dwie czerwone, a czarną miałam tylko jedną, bo drugą zgubiłam. Poszłam do galerii i w jakimś sklepie pokazywali mi różne rzeczy zawinięte w kolorowy papier, ze złotymi napisami. Później mnie żegnali i pozwolili mi wziąć kawę, jakieś mleko w proszku i inne takie rzeczy. Żegnali mnie, ponieważ odchodziłam z tej pracy.

*

Pisałam jakąś książkę i byłam umówiona z jakimś kolesiem. Wysłałam mu SMS-a, że nie mogę się doczekać, jak mi nie od tyłu wygrzmoci. Dzwonił do mnie ten numer potem. Okazało się, że to nie jego numer, tylko odebrał jakiś stary dziadek. To była jakaś agencja. Ja miałam jakieś małe dziecko pod opieką, szła inna jakaś kobieta i na mnie napluła. Poszłam umyć twarz. Ona szła za mną, żeby znowu na mnie napluć i napluła mi na nogi jakimś takim szlamem zielonym. Postanowiłam wziąć odwet. Jakoś wzięłam wszystkie rzeczy tej baby i ją samą, bo się nagle zamieniła w jakiś przedmiot, i wrzuciłam wszystko do jakiejś wanny i chciałam podpalić, ale oczywiście sen płatał mi figle. Więc powiedziałam tak jakby do tego snu: rzeczy w wannie palą się i ogień wszystko trawi. I dopiero wtedy wszystko zaczęło się, jak na polecenie, palić. Cały czas mówiłam polecenia: plastik stapia się i robi się papka. I tak się stało. Później zalałam wszystko wodą i wylałam te spalone prochy i papkę z plastiku gdzieś tam na glebę. Miałam jeszcze jakieś psy i puściłam je do ogrodu, żeby węszyły karmę. Chyba to był mój dalmatyńczyk i jeszcze jakieś inne.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1