06-08-2026, 14:13
Ostatnie sny:
Byłam w łazience, kąpałam się z siostrą i był tam mój mąż. Siostra kąpała się pierwsza, a mój mąż był gdzieś za drzwiami. Mój pies, dalmatyńczyk, był z nami i wyszedł jakby z pralki. Później zaraz za nim wyszła Ariska. Warczała na mojego dalmatyńczyka. Jak wzięłam ją na ręce, to wiedziałam, że to duszak Ariska, bo przecież ona już nie żyje. Później ja miałam się kąpać, a moja siostra spuściła wodę i nalała nową. Powiedziałam jej, że będę potem płacić duży rachunek za wodę, bo chciałam się wykąpać w tej wodzie po niej. Później grałam w grę. Niby to było jakieś Vice City Stories. Byłam na jakiejś wyspie i chciałam tam wejść. Chciałam rozbić ścianę pod tą wyspą i uciec jakby podziemiem. Nie wiedziałam jednak, że to nie jest Minecraft i nie mam tego kilofa. Patrzyłam na mapę i planowałam podziemiem trasę. Zastanawiałam się, co by się stało, gdybym tym kilofem rozłupała ścianę tak jak w Minecrafcie i zaczęła iść pod ziemią. Później ktoś mnie szukał, bo byłam w tej grze, a dentysta z tej gry robił mi zęba. Podświadomie wiedziałam, że to jest jakiś sen albo gra i pomyślałam sobie: „Kurde, to jest mega dziwne, że postać z gry robi mi zęby”. Później miałam usta pełne jakichś wiórków kokosowych, które były niby rodzajem plomby. Wypluwałam je, a dziewczyny, które były gdzieś obok, mówiły mi, że nie mogę tym pluć, bo to jest najcenniejsza rzecz w tej grze. Później była jakaś scena, że ja jako ten facet wróciłam z tego psychiatryka. Jakaś kobieta aż przyłożyła dłoń do ust i powiedziała, że „jejku, przytuliłabym Cię aż”, ale najpierw muszę się umyć. Później ja byłam tą kobietą. W łazience jakiś facet miał mi robić palcówkę. Jeszcze wcześniej było coś takiego, że byłam nad morzem i chciałam z moim mężem i moim psem iść na spacer na cały dzień na plażę, zanim wyjedziemy. Na końcu był jeszcze taki motyw, że mechanik naprawiał auto i nagle aż coś błysnęło. Miał jakiś symbol kota na koszulce. Wszedł potem ten mechanik do pomieszczenia i zapytał o jakieś narzędzie jakąś dziewczynę. Miał symbol kota na koszulce. Dziewczyna mu nie odpowiedziała, tylko zaczęła się jarać i podniecać, że ten chłop to jest ten od błysku – ten, który gdzieś tam błyszczał albo którego koszulka tak błyszczała.
*
Miałam najpierw sen o tym, że cały sufit w kuchni był mokry od deszczu (przeciekał). Ale już miałam na to wyjebane. Później były jakieś plamy i bąble na suficie w salonie chyba. Ale nic się nie działo, wszystko było suche. W środku tych bąbli było tak jakby tylko powietrze. Uznałam, że pewnie jakiś fachowiec coś spierdolił przy remoncie. Chodziłam gdzieś po dachu i oglądałam świetliki. Zdjęłam karton-gips w kuchni i było widać kolejny świetlik. Na tym dachu bałam się, że ktoś mnie napadnie, bo chodziłam tam sama. Pytałam się czata Gemini, co zrobić, a on z dupy zaczął wysyłać mi jakiś kolejny zredagowany fragment mojej książki. Zaczęłam go czytać jakiemuś kolesiowi. W międzyczasie było bara-bara z różnymi kochankami – z dużymi pałami, małymi i w ogóle. Używałam dildo, kiedy któryś miał za małą pałę. Później trafiłam do jakiegoś dziwnego ośrodka albo szpitala. Byli tam tacy seksi panowie, za którymi biegały kobiety, ale ja nie, bo dla mnie było to żenujące, żeby się za nimi uganiać. Jednocześnie dziwiłam się, dlaczego oni nie biegają za mną. Czułam się przez to brzydka, nudna i smutna. Każda kobieta już miała tam swoją parę, bo to było coś w rodzaju szpitala, ale chodziło o to, że każdy mężczyzna miał związać się z kimś w parę. Tylko ja nie miałam nikogo. Później okazało się, że ci mężczyźni mieli problemy z potencją i potrzebowali kobiet do wspólnych badań. Była ze mną jakaś koleżanka i wysyłała mi nagrania, w których opowiadała o tym wszystkim. Mówiła, że poznała tutaj super chłopaka i że razem się uleczyli. Ja siedziałam wtedy smutna na sofie, półleżąco. Pomyślałam sobie o tej koleżance: „ale ona jest puszczalska”. Nie wiem w ogóle, dlaczego tak pomyślałam, ale taka myśl mi przyszła. Kiedy tak siedziałam, naprzeciwko usiedli inni ludzie. Kobieta jadła jakieś nasiona słonecznika. Kilka z tych nasion spadło na mnie, a ja je brałam, rozłupywałam i zjadałam. Później jakaś kobieta zaczęła się żalić, że jej chłop jest beznadziejny, nie chce iść na terapię i tylko chce brać leki, żeby się uspokoić. Jakaś inna kobieta dała jej Aciprex, taki lek. Chciałam powiedzieć: „halo, halo, przecież nie można dawać komuś takich mocnych leków tak po prostu, bo to jest niebezpieczne”. Później ktoś zasugerował, żeby ta dziewczyna zaadoptowała myszy i się nimi zajęła, to nie będzie myśleć o swoim głupim mężu. Powiedziałam jej, że ja mam myszy laboratoryjne do adopcji. Nikt mnie jednak nie słuchał i czułam się zignorowana, pominięta. Po chwili ta kobieta zaczęła się mną interesować, wypytywać mnie i zaczęłam jej odpowiadać na różne tematy. Podeszłam do niej. Nagle jakiś Hindus dźgnął mnie palcem w bok. Zapytałam go, w czym mogę mu pomóc, ale nic nie odpowiedział. Okazało się, że jakaś gruba osoba stojąca obok mu przeszkadzała i on chciał coś z tym zrobić. Później poszłam z moim kolegą z pracy, Pawłem, który jest bardzo napakowany. On coś mówił, a ja nagle zobaczyłam jakby siebie z przodu – tego Hindusa, który bierze mnie za rękę i gdzieś ze mną idzie. Pomyślałam: „ciekawe, czemu on mnie prowadzi? Może mu się spodobałam”. Zaśmiałam się do Pawła i powiedziałam: „No super, oczywiście najbrzydszy tylko mnie zechciał”. Bo ten Hindus nie był zbyt urodziwy.
*
Śniło mi się, że Adrian kłócił się ze swoim bratem o jakieś samochody. Jego brat mówił mu, że Alfa to nie jest prawdziwe auto czy coś w tym stylu. Później usiadłam na Adrianie jak na rodeo. Po chwili zeszłam, bo zrobiło mi się wstyd. Następnie śniło mi się, że byłam jakimś świnksem i leciałam na plażę. Chciałam uwieść jakiegoś mężczyznę. Robiłam też czekoladę dubajską z białą czekoladą. Mieszałam roztapiającą się białą czekoladę i podjadałam ją. W pewnym momencie Adrianowi coś wylało się w jego jutowym worku z płynem pistacjowym. Musiałam później sprzątać ten bałagan. Rozmawiałam też z jakąś dziewczyną z zagranicy o promptach do generowania obrazków. Powiedziała mi, że pisze bardzo krótkie prompty i dzięki temu tworzy fajne grafiki. Odpowiedziałam jej, że moje prompty są raczej dłuższe, a mimo to czasami wygenerowane obrazki wychodzą średnie.
*
Śniło mi się, że moja mama chciała, żebym brała jakieś tabletki na uspokojenie, coś w rodzaju hydroksyzyny. Powiedziała, że zbliża się jesień i na pewno będę miała jesienną depresję. Zapytałam ją, czy mam je brać przez całe pół roku, skoro po jesieni przyjdzie jeszcze zima. Powiedziałam, że przecież jedna tabletka nie działa przez pół roku. Przypomniałam jej też, że kiedyś prosiłam ją o inne preparaty, między innymi berberynę i jakieś środki na uspokojenie, ale wtedy nie chciała mi ich dać. Później śniło mi się, że moja siostra robiła pompki w kuchni, będąc w piżamie. Ktoś pisał do jakiegoś Araba, podszywając się pode mnie. Ten mężczyzna zgłosił całą sytuację. Istniała jakaś dziwna księga albo książka grzechów, do której wpisywało się takie zgłoszenia. Następnie byłam na weselu, które odbywało się w bardzo ciasnej sypialni w czyimś mieszkaniu. Goście podrzucali pannę młodą wysoko do góry i łapali ją. Okazało się, że był to ślub akrobatów. Wszyscy ich znajomi również byli akrobatami. Widać było, że bardzo się lubią i tworzą zgraną grupę. Pomyślałam, że to naprawdę fajne, kiedy para młoda ma wokół siebie tylu życzliwych ludzi. Później kazano mi razem z jakimś chłopakiem trzymać obrączki, żeby nowożeńcy mogli je sobie założyć. Chyba byliśmy świadkami na tym ślubie. Bardzo się z tym grzebaliśmy. Obrączki prawie wypadły nam z rąk i wszystko było bardzo chaotyczne. Następnie śniły mi się domki letniskowe, w których mieliśmy nocować. Była tam bardzo ładna brunetka o wyjątkowo ładnej twarzy. Postanowiłam zająć tylko mały kącik w kuchni jednego z domków i tam spać, tak jak kiedyś u mojej babci na wsi, gdzie spałam na rozkładanej kanapie w kuchni. Powiedziałam tej dziewczynie, że chciałabym oddać jej moje najlepsze ubrania, które ze sobą przywiozłam, bo jest bardzo ładna i na pewno będzie w nich świetnie wyglądać. Ona jednak zdążyła już założyć własne ubrania. Później prowadziłam ludzi z walizkami do tych domków letniskowych. Jeszcze wcześniej w tym śnie pojawiła się Lucy, mój pies. Wracałam z nią do domu ulicą Rolniczą.







A Volta nadal miał mnie gdzieś.
