Dziennik Lorellai
Ostatnie sny:

Byłam w łazience, kąpałam się z siostrą i był tam mój mąż. Siostra kąpała się pierwsza, a mój mąż był gdzieś za drzwiami. Mój pies, dalmatyńczyk, był z nami i wyszedł jakby z pralki. Później zaraz za nim wyszła Ariska. Warczała na mojego dalmatyńczyka. Jak wzięłam ją na ręce, to wiedziałam, że to duszak Ariska, bo przecież ona już nie żyje. Później ja miałam się kąpać, a moja siostra spuściła wodę i nalała nową. Powiedziałam jej, że będę potem płacić duży rachunek za wodę, bo chciałam się wykąpać w tej wodzie po niej. Później grałam w grę. Niby to było jakieś Vice City Stories. Byłam na jakiejś wyspie i chciałam tam wejść. Chciałam rozbić ścianę pod tą wyspą i uciec jakby podziemiem. Nie wiedziałam jednak, że to nie jest Minecraft i nie mam tego kilofa. Patrzyłam na mapę i planowałam podziemiem trasę. Zastanawiałam się, co by się stało, gdybym tym kilofem rozłupała ścianę tak jak w Minecrafcie i zaczęła iść pod ziemią. Później ktoś mnie szukał, bo byłam w tej grze, a dentysta z tej gry robił mi zęba. Podświadomie wiedziałam, że to jest jakiś sen albo gra i pomyślałam sobie: „Kurde, to jest mega dziwne, że postać z gry robi mi zęby”. Później miałam usta pełne jakichś wiórków kokosowych, które były niby rodzajem plomby. Wypluwałam je, a dziewczyny, które były gdzieś obok, mówiły mi, że nie mogę tym pluć, bo to jest najcenniejsza rzecz w tej grze. Później była jakaś scena, że ja jako ten facet wróciłam z tego psychiatryka. Jakaś kobieta aż przyłożyła dłoń do ust i powiedziała, że „jejku, przytuliłabym Cię aż”, ale najpierw muszę się umyć. Później ja byłam tą kobietą. W łazience jakiś facet miał mi robić palcówkę. Jeszcze wcześniej było coś takiego, że byłam nad morzem i chciałam z moim mężem i moim psem iść na spacer na cały dzień na plażę, zanim wyjedziemy. Na końcu był jeszcze taki motyw, że mechanik naprawiał auto i nagle aż coś błysnęło. Miał jakiś symbol kota na koszulce. Wszedł potem ten mechanik do pomieszczenia i zapytał o jakieś narzędzie jakąś dziewczynę. Miał symbol kota na koszulce. Dziewczyna mu nie odpowiedziała, tylko zaczęła się jarać i podniecać, że ten chłop to jest ten od błysku – ten, który gdzieś tam błyszczał albo którego koszulka tak błyszczała.

*

Miałam najpierw sen o tym, że cały sufit w kuchni był mokry od deszczu (przeciekał). Ale już miałam na to wyjebane. Później były jakieś plamy i bąble na suficie w salonie chyba. Ale nic się nie działo, wszystko było suche. W środku tych bąbli było tak jakby tylko powietrze. Uznałam, że pewnie jakiś fachowiec coś spierdolił przy remoncie. Chodziłam gdzieś po dachu i oglądałam świetliki. Zdjęłam karton-gips w kuchni i było widać kolejny świetlik. Na tym dachu bałam się, że ktoś mnie napadnie, bo chodziłam tam sama. Pytałam się czata Gemini, co zrobić, a on z dupy zaczął wysyłać mi jakiś kolejny zredagowany fragment mojej książki. Zaczęłam go czytać jakiemuś kolesiowi. W międzyczasie było bara-bara z różnymi kochankami – z dużymi pałami, małymi i w ogóle. Używałam dildo, kiedy któryś miał za małą pałę. Później trafiłam do jakiegoś dziwnego ośrodka albo szpitala. Byli tam tacy seksi panowie, za którymi biegały kobiety, ale ja nie, bo dla mnie było to żenujące, żeby się za nimi uganiać. Jednocześnie dziwiłam się, dlaczego oni nie biegają za mną. Czułam się przez to brzydka, nudna i smutna. Każda kobieta już miała tam swoją parę, bo to było coś w rodzaju szpitala, ale chodziło o to, że każdy mężczyzna miał związać się z kimś w parę. Tylko ja nie miałam nikogo. Później okazało się, że ci mężczyźni mieli problemy z potencją i potrzebowali kobiet do wspólnych badań. Była ze mną jakaś koleżanka i wysyłała mi nagrania, w których opowiadała o tym wszystkim. Mówiła, że poznała tutaj super chłopaka i że razem się uleczyli. Ja siedziałam wtedy smutna na sofie, półleżąco. Pomyślałam sobie o tej koleżance: „ale ona jest puszczalska”. Nie wiem w ogóle, dlaczego tak pomyślałam, ale taka myśl mi przyszła. Kiedy tak siedziałam, naprzeciwko usiedli inni ludzie. Kobieta jadła jakieś nasiona słonecznika. Kilka z tych nasion spadło na mnie, a ja je brałam, rozłupywałam i zjadałam. Później jakaś kobieta zaczęła się żalić, że jej chłop jest beznadziejny, nie chce iść na terapię i tylko chce brać leki, żeby się uspokoić. Jakaś inna kobieta dała jej Aciprex, taki lek. Chciałam powiedzieć: „halo, halo, przecież nie można dawać komuś takich mocnych leków tak po prostu, bo to jest niebezpieczne”. Później ktoś zasugerował, żeby ta dziewczyna zaadoptowała myszy i się nimi zajęła, to nie będzie myśleć o swoim głupim mężu. Powiedziałam jej, że ja mam myszy laboratoryjne do adopcji. Nikt mnie jednak nie słuchał i czułam się zignorowana, pominięta. Po chwili ta kobieta zaczęła się mną interesować, wypytywać mnie i zaczęłam jej odpowiadać na różne tematy. Podeszłam do niej. Nagle jakiś Hindus dźgnął mnie palcem w bok. Zapytałam go, w czym mogę mu pomóc, ale nic nie odpowiedział. Okazało się, że jakaś gruba osoba stojąca obok mu przeszkadzała i on chciał coś z tym zrobić. Później poszłam z moim kolegą z pracy, Pawłem, który jest bardzo napakowany. On coś mówił, a ja nagle zobaczyłam jakby siebie z przodu – tego Hindusa, który bierze mnie za rękę i gdzieś ze mną idzie. Pomyślałam: „ciekawe, czemu on mnie prowadzi? Może mu się spodobałam”. Zaśmiałam się do Pawła i powiedziałam: „No super, oczywiście najbrzydszy tylko mnie zechciał”. Bo ten Hindus nie był zbyt urodziwy.

*

Śniło mi się, że Adrian kłócił się ze swoim bratem o jakieś samochody. Jego brat mówił mu, że Alfa to nie jest prawdziwe auto czy coś w tym stylu. Później usiadłam na Adrianie jak na rodeo. Po chwili zeszłam, bo zrobiło mi się wstyd. Następnie śniło mi się, że byłam jakimś świnksem i leciałam na plażę. Chciałam uwieść jakiegoś mężczyznę. Robiłam też czekoladę dubajską z białą czekoladą. Mieszałam roztapiającą się białą czekoladę i podjadałam ją. W pewnym momencie Adrianowi coś wylało się w jego jutowym worku z płynem pistacjowym. Musiałam później sprzątać ten bałagan. Rozmawiałam też z jakąś dziewczyną z zagranicy o promptach do generowania obrazków. Powiedziała mi, że pisze bardzo krótkie prompty i dzięki temu tworzy fajne grafiki. Odpowiedziałam jej, że moje prompty są raczej dłuższe, a mimo to czasami wygenerowane obrazki wychodzą średnie.

*

Śniło mi się, że moja mama chciała, żebym brała jakieś tabletki na uspokojenie, coś w rodzaju hydroksyzyny. Powiedziała, że zbliża się jesień i na pewno będę miała jesienną depresję. Zapytałam ją, czy mam je brać przez całe pół roku, skoro po jesieni przyjdzie jeszcze zima. Powiedziałam, że przecież jedna tabletka nie działa przez pół roku. Przypomniałam jej też, że kiedyś prosiłam ją o inne preparaty, między innymi berberynę i jakieś środki na uspokojenie, ale wtedy nie chciała mi ich dać. Później śniło mi się, że moja siostra robiła pompki w kuchni, będąc w piżamie. Ktoś pisał do jakiegoś Araba, podszywając się pode mnie. Ten mężczyzna zgłosił całą sytuację. Istniała jakaś dziwna księga albo książka grzechów, do której wpisywało się takie zgłoszenia. Następnie byłam na weselu, które odbywało się w bardzo ciasnej sypialni w czyimś mieszkaniu. Goście podrzucali pannę młodą wysoko do góry i łapali ją. Okazało się, że był to ślub akrobatów. Wszyscy ich znajomi również byli akrobatami. Widać było, że bardzo się lubią i tworzą zgraną grupę. Pomyślałam, że to naprawdę fajne, kiedy para młoda ma wokół siebie tylu życzliwych ludzi. Później kazano mi razem z jakimś chłopakiem trzymać obrączki, żeby nowożeńcy mogli je sobie założyć. Chyba byliśmy świadkami na tym ślubie. Bardzo się z tym grzebaliśmy. Obrączki prawie wypadły nam z rąk i wszystko było bardzo chaotyczne. Następnie śniły mi się domki letniskowe, w których mieliśmy nocować. Była tam bardzo ładna brunetka o wyjątkowo ładnej twarzy. Postanowiłam zająć tylko mały kącik w kuchni jednego z domków i tam spać, tak jak kiedyś u mojej babci na wsi, gdzie spałam na rozkładanej kanapie w kuchni. Powiedziałam tej dziewczynie, że chciałabym oddać jej moje najlepsze ubrania, które ze sobą przywiozłam, bo jest bardzo ładna i na pewno będzie w nich świetnie wyglądać. Ona jednak zdążyła już założyć własne ubrania. Później prowadziłam ludzi z walizkami do tych domków letniskowych. Jeszcze wcześniej w tym śnie pojawiła się Lucy, mój pies. Wracałam z nią do domu ulicą Rolniczą.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Miałam dzisiaj taki sen, że była jakaś wojna w Nowym Jorku. I ja sobie gadałam z taką kobietą na temat krowy. Ona mnie pytała, czy ja chcę krowę amerykańską po wojnie jakby otrzymać, ogólnie krowę. Ja powiedziałam, że mogę tę krowę wziąć, tylko jak ją przetransportujemy. Zaczęłyśmy rozmawiać na temat mleka. Ja jej mówiłam, że uwielbiam Amerykę jak mój drugi dom, ale dla mnie amerykańskie mleko to jest masakra, że po prostu jest niedobre. Że europejskie mleko jest o wiele lepsze. Powiedziałam, że jak przeżyjemy tę wojnę, to możemy zrobić wymianę, że ona puści amerykańską krowę do nas, a ja jej wyślę polską krowę. Okazało się, że ona ma jakieś książki, książeczki polskie o jakiejś maturze czy coś. Okazało się, że uczyła się polskiego i coś tam było, że chyba chciała w Polsce maturę zdać czy coś tego typu. No i ja tam zwoływałam jakichś ludzi, jakichś swoich żołnierzy. Pytałam się, czy zaczynamy oblężenie. I ja byłam smokiem. Zamieniłam się w smoka, leciałam nad miastem i zionęłam ogniem, żeby to miasto oczyścić jakby. Walczyłam z jakimś drugim wielkim smokiem w powietrzu i tak jakby ta walka przeniosła się do takiego kanału, do takiej rzeki w mieście. Myśmy jako te smoki tam upadli do tej rzeki i biliśmy się pod wodą. Ten drugi smok został pokonany, a ja zostałam ranna i po prostu jakby zapadłam w taką chwilową śpiączkę. Wszyscy myśleli, że ja nie żyję, a ja po prostu spałam. Później przemieniłam się z powrotem w człowieka i wszyscy się cieszyli, że ta wojna została wygrana i w ogóle. Była jakaś taka grupa na Facebooku dotycząca chyba straży. Odezwałam się tam na tej grupie i zaczęli mnie faceci podrywać. Jeden pisał, że on to w ogóle chciał do mnie zagadać, ale się bał. Ja tak jakby miałam mu napisać: „Chłopie, mam kurwa męża”, ale tak sobie później pomyślałam: „Ach, przecież niewinny flirt nikomu nie zaszkodził”. Odpisałam mu: „No to napisz”. Później jakaś dziewczyna, chyba ta od krów, powiedziała, że chce się ze mną tam zobaczyć, gdzieś iść ze mną. Ja powiedziałam jej, że zaraz przyjdę, bo wolałam się spotkać z tym chłopakiem. Poszłam się przebrać. Przebrałam się w jakąś taką miniówkę i ładną bluzkę. Wróciłam do tego pokoju, a ten facet był już bardzo podjarany, widząc mnie w takim stroju. Poszliśmy do takiego pomieszczenia obok i tam miało miejsce bara-bara. Ja byłam na górze. Później jeszcze stwierdziłam, że innego faceta poderwę. Poszłam gdzieś niby z tą dziewczyną i coś tam jej powiedziałam, że chcę jakby tutaj z nim spać, ale tak w sensie spać w jednym łóżku. Ona cały czas chyba spała ze swoim synem i to dziecko się obraziło. Później poszłam do takiej innej chatki jakby w tym Nowym Jorku i szukałam tam odpowiedniego kandydata. Tym kandydatem okazał się John z Red Dead Redemption. Nie wiem, dlaczego nie Arthur, ale poszłam po tego Johna. Poszliśmy razem do pokoju obok i znowu miało miejsce bara-bara. Ale takie trochę koślawe to bara-bara było.

*

Miałam dzisiaj taki creepy sen, koszmarny w sumie. Bardzo rzadko mi się śnią koszmary. Ale śniło mi się takie ciężkie, że spotkałam się z tym moim dawnym przyjacielem, Grzeszkiem, z poprzedniej pracy. Ogólnie z nim rozmawiałam. W ogóle tak jakby nie wiedziałam, po co ja przyjechałam i po co mi to wszystko. Miałam ochotę odejść jak najszybciej. Nagle skapnęłam się, że jest monitoring, który jest ustawiony tak jakby prosto na nas. I ktoś tak jakby pukał w ten monitoring. Były takie uderzenia ręką jakby w szybę. To mnie mega wystraszyło. Ja wtedy tak ukryłam jakby twarz, nie chciałam, żeby ten ktoś mnie zobaczył. Ale wiedziałam, że już jest za późno i oni mnie widzą. Siedziałam wtedy na blacie. Zeszłam z tego blatu, wyszłam, chciałam odjechać przez takie barierki, no ale tam ktoś stał. Więc wyszłam jakby z auta, przełożyłam ten samochód przez barierkę i chciałam odjechać. I wtedy babka mnie zatrzymała i pytała, co ja mam przy sobie. Więc zaczęłam tam jej pokazywać rzeczy, a ona powiedziała, że przejazd kosztuje 50 zł, a skorzystanie z łazienki jeszcze 5 zł. Bo ja tam, na miejscu, korzystałam z łazienki. I ja sobie tak pomyślałam: „Ja pierdolę, ty kurwo, skąd wiesz, że ja w łazience byłam?”. I sobie wtedy uświadomiłam, że ktoś mnie śledzi. Później był taki fragment, że byłam ogólnie w jakimś lesie i malowałam drzewa jakąś taką kolorową farbą. Miałam też takie jakby pazury niewidzialne, którymi rozcinałam te drzewa i one w środku świeciły w nocy. To była noc i one tak fajnie rozświetlały drogę. W pewnym momencie byłam z moją siostrą i chodziłyśmy po różnych domkach, bo to były takie domki jakby kempingowe z kampu, z obozu. Weszłyśmy do jednego domku, żeby się przed czymś schować. Tam była jedna taka lampka na takim jakby taborecie, taka stara lampka. I ja wiedziałam, że jak ta lampka zacznie mrugać i zgaśnie, to trzeba będzie uciekać. Bo coś tam wtedy będzie chciało nam zrobić krzywdę w tym domku. Patrząc na tę lampkę i wokół, zauważyłam rozświetlany ten domek jej światłem. I wszędzie wewnątrz, na ścianach tego domku, była krew. Wszystko było ubrudzone krwią. I ja wtedy powiedziałam: „Ja pierdolę. W co ja się wyjebałam”. Na zewnątrz chodziły takie jakby agresywne lisy, które miały wściekliznę czy coś. I ja mówię: „No to nie wiem, czy lepiej będzie się zatrzasnąć w tym domku, żeby nas nie dopadło to, co na zewnątrz, czy po prostu otworzyć drzwi i tylko czekać, aż ta lampka tutaj zamigota, żeby uciekać od tego, co nas czeka tutaj wewnątrz?”. Moja siostra powiedziała mi, żebym po prostu zostawiła drzwi uchylone. Stałam przy tych drzwiach i widziałam te wściekłe lisy. Ale na szczęście po chwili zaczęły się oddalać. W pewnym momencie ta lampka zaczęła migotać. Powiedziałam do siostry, że szybko musimy uciekać. A jeszcze wcześniej tak jakby jeden lis był z nami w środku, tylko że on był spoko. Kiedy lampa zaczęła migotać i zgasła, byłam przerażona nie na żarty. Moja siostra leżała wtedy na takim jakby łóżku. Ona chyba poszła spać, bo tak jakby dopiero się przebudzała, kiedy ja krzyknęłam, że musimy uciekać. Stwierdziłam, że nie mam na to czasu. Podbiegłam do niej, wzięłam ją szybko na ręce. Chwyciłam jeszcze jakiś mój kubek po kawie i uciekłam z tego domku. Zaczęłyśmy biec. Znaczy ja zaczęłam biec przed siebie. A jeszcze wcześniej w tym śnie był też taki creepy moment. Byłam tak jakby Simpsonem. Byłam w garderobie i przebierałam się, bo miałam iść chyba na jakąś randkę. Zakładałam takie krótkie spodenki. Już miałam wychodzić. I nagle usłyszałam takie: „Bum, bum, bum”, jakby gdzieś na zewnątrz. I takie: „Halo, halo”. Myślałam, że to złodziej puka albo po prostu jakiś zły człowiek. Starałam się ignorować te dźwięki. Powiedziałam do mojego psa, który był za mną, żeby wszedł do legowiska i nie wychodził stamtąd. Cały czas były takie uderzenia. Zaczęłam słyszeć, jak ludzie się krzątają z tego domu. Więc postanowiłam, że wyjdę i sprawdzę te uderzenia, czy tylko ja je słyszę, czy o co chodzi. Chciałam też ochronić tych ludzi. Jak wyszłam, zobaczyłam, że to mój tata uderzał, bo chciał nas wszystkich zawołać na toast. Wszyscy stali jakby przy stole i wznosili kieliszki z szampanem. Natomiast te uderzenia były mega przerażające.

*

Śniło mi się, że wróciłam do szkoły i skapnęłam się, że w dalszym ciągu pamiętam, jak się uczyć. Moja pamięć była nawet lepsza niż wtedy, kiedy faktycznie chodziłam do szkoły. Codziennie były jakieś kartkówki i egzaminy, a ja po prostu wszystko miałam zdane, mimo że byłam już w takim wieku, że dawno nie chodziłam do szkoły. W tym samym śnie grałam w Simsy. Była tam kobieta, która miała jakiś gen księżycowy, który pozwalał jej przez dobę zmieniać się w różne stworzenia, jakieś kosmity i niekosmity, a później wracała do swojego dawnego stanu. Miałam urządzić jej dom, ale chciałam najpierw pograć i zobaczyć, jak ten gen księżycowy będzie się rozwijał. Ona tak dziwnie chodziła po ziemi. Jej kot też miał gen księżycowy i musiałam go ubrać w jakieś różne, dziwne wdzianka związane z księżycem. Ona w taki dziwny sposób chodziła, co bardzo mnie śmieszyło. Postanowiłam ją nagrać i pokazać siostrze, że mam taki dodatek do Simsów. Później cały czas byłam w tej szkole, ale było to dziwne, bo pomieszczenia wyglądały jak kuchnia moich rodziców. Na każdym parapecie stała roślina. To ja przyniosłam te rośliny do tej szkoły/pracy. Wiedziałam, że niedługo skończę tutaj pracę, a moje rośliny nadal tutaj zostaną i będą po mnie taką pamiątką. Rośliny bardzo wyrosły i były bujne. W pewnym momencie aż żałowałam, że przekazałam je do tej pracy/szkoły. W jednej z roślin wyrastała taka roślina mięsożerna, dość duża. Wyglądała jak jakaś podłużna jaszczurka albo wąż, który wychodził z ziemi. Ten wąż podgryzał liście draceny, w której doniczce był. W pewnym momencie ugryzł kawałek jej gałęzi. Wkurzyłam się na niego i zaczęłam pytać, co on robi. On jakby ze mnie kpił i dalej pokazywał, że chce podgryzać korzenie tych roślin. Wstałam i zaczęłam robić zdjęcia kwiatkom stojącym na parapetach. U góry na szafie były jakieś gumowe dildo. Nie chciałam ich fotografować, tylko chciałam skupić się na roślinach. Chyba była tam moja mama i zapytała mnie, co robię. Powiedziałam, że robię zdjęcia roślinom. Nauczyciel pytał nas, czy za tydzień możemy pojechać na dwa dni w góry, z noclegiem. Powiedziałam, że nie chcę żadnych wycieczek szkolnych, zwłaszcza z nocowaniem. Kiedy zapytał mnie, czy mogę jechać, powiedziałam, że nie, bo mam pracę w hotelu, pracuję na dwa etaty i ludzie na pewno będą czegoś ode mnie chcieli. Nauczyciel zaczął opowiadać, że mamy tam jechać tylko dlatego, że ma przyjechać jakaś kobieta i na pewno nie będzie wiedziała, jak dostać się do swojego pokoju, więc trzeba będzie tam być, żeby ją poinstruować. Powiedziałam, że w hotelu mam dokładnie to samo — goście też przyjeżdżają i nie wiedzą, jak wejść do pokoju. Była tam Anika, koleżanka ze szkoły. Zapytała mnie, czy wszystkie perfumy, które mam, kupuję sobie sama, czy dostaję je od innych. Powiedziałam, że różnie, ale zazwyczaj sama je kupuję. Zapytała, skąd mam na to pieniądze. Powiedziałam, że pracuję na dwa etaty, bo pracuję na etacie i pracuję przy swoim hotelu. Powiedziałam też, że po prostu czasami lubię kupić sobie coś sama i sobie dogodzić. Miałam wrażenie, że może trochę ją to boli albo że coś komentuje, ale ona powiedziała, że tylko pyta. Później miałam ser w kostce, który chciałam pokroić do obiadu. Woreczek, w którym był ser, był uwalony surowym mięsem z przyprawami. Chciałam wymienić woreczek, ale nie miałam nic innego, więc zawinęłam ten ser bardzo szczelnie w ten woreczek. Anika powiedziała mi, że muszę porozmawiać z chłopakami i że po czwartej rozmowie będę się śmiała. W pewnym momencie otworzyła worek z mięsem, w którym były surowe, przyprawione schaby. Okazało się, że na tych schabach były zapisane jakieś wiadomości od facetów. Pomyślałam, że jeśli zacznę dotykać tego mięsa, będę miała później całe brudne ręce i będę musiała je umyć. Anika zaczęła wyciągać mięso z torby i wtedy zadzwonił budzik.

*

Byłam z moim eks, Patrykiem, i chodziłam po takim pustym placu obok domu rodziców. Chciałam się z nim pierdolić w krzakach, ale znalazłam jakiś budynek — był to motel. Był tam nawet pokój z łóżkiem. Zamknęliśmy drzwi, ale okazało się, że to jest czyjś pokój hotelowy. Zablokowałam te drzwi kluczem od drugiej strony, od strony pokoju, i powiedziałam, że nie ma wejścia, sorry. Ta osoba odeszła. Później do drugich drzwi zaczął dobijać się jakiś dziadek. Powiedziałam mu, że sorry, ale nie można wejść. Zabrałam klucz, żeby nie mógł otworzyć drzwi, zamknęłam je na klucz i poszłam położyć się na łóżku. Zaczęło się bara-bara, ale nagle ten dziadek wbił do pokoju. Była ogromna siara. Zakryłam się kołdrą i wszystkim i powiedziałam: „Boże święty, przyłapał nas”. Był też sen o rannych alpakach. Było jakieś sanktuarium i miałam robić im zdjęcia, żeby wrzucić je na Zrzutka.pl i żeby ludzie wysyłali pieniądze na pomoc dla tych alpak. Jeszcze w tym pokoju hotelowym jakaś laska robiła mi miny, kiedy stałam przy umywalce, ale w ogóle mnie to nie jarało. 

Później był sen o Kalwim i Remim. Został sam Remi i śpiewał jakieś disco polo. Pomyślałam sobie, że ale siara, bo kiedy byli w duecie, robili o wiele lepszą muzykę. Nagle byłam u Remiego w domu. Miał zimne dłonie i powiedział, że to przez emocje. Siedzieliśmy na podłodze, a ja siedziałam mu na kolanach okrakiem w salonie. Zapytałam go, czy ma dom, czy mieszkanie. Powiedział, że ma trzy, ale nie powiedział, czy chodzi o trzy domy, czy trzy mieszkania. Nagle przyszła jego rodzina — dzieci i żona. Żona poszła do kuchni. Pomyślałam znowu: „Ale przypał, przyłapali nas”. Rodzina usiadła i zaczęła jeść obiad. W końcu wstałam i się przywitałam. Jedna z jego córek zapytała, po co ja w ogóle chcę ładnie mówić. Odpowiedziałam, że chciałabym mieć bardzo dobrą elokwencję i zasób słów, bo piszę książki. Ona zaczęła mnie jakoś disować, ale nie pamiętam dokładnie, co mówiła. W końcu powiedziałam: „Dobra, chyba nie ma tu dla mnie miejsca, pójdę sobie już” i wyszłam. Nagle znalazłam się w swoim domu. Wzięłam z półki książkę Nabokova, wróciłam do nich i powiedziałam, że dla mnie najlepszą literacką książką jest „Lolita” Nabokova. Wzięłam „Lolitę” i jeszcze jakąś inną jego książkę i poszłam znowu do tej dziewczyny. Zapytałam ją, jak ma na imię. Powiedziała, że Grzebienia. Pomyślałam: „No kurde, dziwne imię, ale dobra”. Powiedziałam jej o tych książkach. Wzięła tę drugą książkę i zaczęła po niej kreślić, zaznaczać błędy i wszystkie przecinki w tym dziele literackim, które już było wydane. Pomyślałam, że może to wina druku albo redaktora, ale nie wiem, czy samego autora, że jest tam tyle błędów. Powiedziałam jej: „Spójrz, jak ładnie zaczyna się Lolita”. Chciałam, żeby używała ołówka do tych książek, ale było już za późno, bo wszystkie popisała długopisem. Ta druga książka była pożyczona. Pomyślałam, że trudno — powiem osobie, od której ją pożyczyłam, że pożyczyłam ją jeszcze komuś innemu, a ta osoba pokreśliła całą książkę, więc po prostu ją odkupię. Czułam, że z Grzebienią mamy wspólny vibe. Zapytałam ją, czy chce być zawodowym korektorem. Zaczęła coś bełkotać, ale w ogóle nie czaiłam, o co jej chodzi.

*

Byłam w pracy i rozmawiałam z Sylwią z pracy, taką koleżanką, o wyładowaniach elektrycznych w nocy. Była taka sytuacja, że w nocy występowały jakieś mega wyładowania elektryczne, kiedy po niebie latały samoloty. Sylwię tak jakby prąd pokopał i bardzo bolała ją głowa. Na drugi dzień przyszłam do niej i zaczęłam pytać, jak się czuje. Przytuliłam ją. Miała na sobie biały sweter. Później znowu były pokazy lotnicze. Jeden samolot spadł i się rozbił. Miałam pytać pilotów o autografy i zapisywać te autografy w takim zeszycie. Powiedziałam Sylwii, że nie lubię, kiedy samoloty latają bardzo głośno i bardzo nisko, szczególnie jakieś odrzutowce czy myśliwce, bo muszę wtedy zatykać uszy. Dla mnie jest za głośno, a mam szumy uszne i nie chcę, żeby były jeszcze głośniejsze. Nagle zaczął padać deszcz. Wyszłam z budynku i pobiegłam gdzieś, bo powiedziałam Sylwii, że muszę iść po moje aparaty słuchowe. W końcu jednak stwierdziłam, że nie chcę po nie iść, zawróciłam i wróciłam z powrotem. Czułam, że deszcz pada i robię się mokra, ale po chwili znowu byłam sucha. Rozmawiałyśmy też o głośnych myśliwcach na baloniezie. W pewnym momencie zapomniałam o tym, żeby pytać o autografy. Okazało się, że musiałam codziennie przychodzić do pracy tylko na dziesięć minut. Stwierdziłam, że to bez sensu pracować dziesięć minut dziennie, ale skoro płacą mi tyle, co za osiem godzin, to miałam wyjebane. Przypomniałam sobie o autografach i szybko wzięłam zeszyt. Zaczęłam biegać po takich hangarach, w których były samoloty i piloci. Zaczęłam prosić ich o autografy. Piloci wpisywali mi się do zeszytu, ale byłam tak w dupę z tą robotą, że zaczęłam obmyślać plan, czy nie lepiej byłoby po prostu podrobić podpisy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się najpierw, że mój mąż miał jakąś koleżankę z pracy. Podsłuchałam ich rozmowę, ale nie celowo — chyba zaczęłam tam z nimi pracować czy coś w tym rodzaju. Z rozmowy dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradzał. Byłam wściekła. Chodziłam po wszystkich ludziach i mówiłam im, że chłop mnie zdradził, pytałam, jak to w ogóle możliwe, ale wszyscy jakoś mieli na to wyjebane i zupełnie nie reagowali. Potem śniło mi się, że pracowałam w jakiejś firmie, która wyglądała trochę jak szkoła. Chodziliśmy od klasy do klasy i mieliśmy zajęcia, a podczas przerw odbywała się giełda. Można było obstawiać albo inwestować pieniądze w różne firmy. Pytano mnie, ile procent chcę zainwestować w daną firmę. W jednej sytuacji powiedziałam 80%, bo firma wypuściła nowy produkt i uznałam, że prawdopodobnie będzie miała duży zysk. Później zmieniłam zdanie i obniżyłam inwestycję do 70%, bo przypomniałam sobie, że ostatnio miała kiepską sprzedaż. Okazało się jednak, że firma miała bardzo dużą sprzedaż i dostałam za inwestycję 20 euro. Pomyślałam, że to trochę mało, ale stwierdziłam: „No dobra, chuj”. Chciałam rozmienić te pieniądze na złotówki w szkolnym sklepiku. Na kartce, którą komuś dałam, żeby poprosić o rozmienienie pieniędzy, ktoś wcześniej napisał coś zupełnie innego, w jakimś dziwnym języku, który rozumiały tylko kobiety zajmujące się rozmienianiem pieniędzy. Kobiety zaczęły się bardzo śmiać, bo zamiast „proszę rozmienić pieniądze” było tam napisane coś zupełnie innego. Na końcu zapytałam je, co właściwie było napisane. Okazało się, że napis brzmiał: „Michał ma małego”. Michał to mój sąsiad. W śnie odpowiedziałam, że w sumie to prawda, chociaż sama nie wiedziałam, czy rzeczywiście ma małego — po prostu wszyscy sąsiedzi tak gadali. Później pisałam książkę i jednocześnie ją redagowałam. Była osadzona we współczesnych czasach i opowiadała o jakiejś dziewczynie, która przed czymś uciekała. Cały czas wracałam do pisania i redagowania tej książki. Moja mama budziła mnie, bo chciała, żebyśmy gdzieś pojechały na zakupy. Powiedziałam jej, że nie chcę jechać, bo chcę spać. Wokół kręcili się jacyś czarnoskórzy mężczyźni. Z jednym z nich rozmawiałam, a potem sobie poszedł. Mama zapytała mnie, czy nie boję się tych ludzi i czy nie boję się, że mogą mi coś zrobić, kiedy będę spała. Powiedziałam jej, że nie, bo kiedy będę spała, będę dla nich całkowicie nieprzydatna. Stwierdziłam też, że przykryję się cała kołdrą, tak żeby nawet nie było widać, że ktoś leży w łóżku. Poszłam spać, ale nie mogłam zasnąć. W końcu i tak wstałam i wróciłam do redagowania swojej książki.

*

Na początku śniło mi się, że moi rodzice mieli mieć basen na swoim podwórku. Miałam razem z nimi robić jakieś zadaszenie nad basenem czy coś w tym rodzaju, ale oni nie chcieli. Ja natomiast bardzo chciałam to zrobić, bo coraz więcej ludzi miało baseny przy swoich domach. Później śnił mi się Michał z uczelni. Miałam wrażenie, jakbym odtwarzała w śnie naszą pierwszą randkę, żeby tym razem wszystko zrobić lepiej. Pamiętam, że Michał był w tym śnie bardzo umięśniony. Wcześniej mój mąż jeździł Alfą wzdłuż jakiejś rzeki i prawie zatonął samochodem. Pojawiły się później jakieś straże. Następnie malowaliśmy ścianę w domu moich rodziców. Adrian przez przypadek pomalował również jakieś drewniane fragmenty. Zdenerwowałam się na niego i go za to opieprzyłam. On wytarł farbę. Bałam się, że nie będzie chciała zejść, ale na szczęście zeszła całkowicie. Jeśli chodzi o Michała, nie wiem, czy ten fragment był wspomnieniem, czy czymś wymyślonym przez sen. Pamiętam, że w samym śnie wspominałam wcześniejszy sen o nim i chciałam mu powiedzieć, że mi się śnił. Wspominałam, jak kiedyś do niego poszłam i całowaliśmy się na sofie. Chciałam się z nim spotkać i zapytać, czy po mnie miał jeszcze jakieś partnerki. Przypominałam sobie, jak położyłam ręce na jego klatce piersiowej i że był wtedy bardzo umięśniony. Jeszcze wcześniej chodziłam po jakichś ulicach i rozmawiałam ze Sławkiem, moim przełożonym. Były to luźne rozmowy. Sławek opowiadał mi o swoich psach — miał buldoga francuskiego i mopsa. Ja powiedziałam mu, że ostatnio widziałam na dworze kogoś z boston terrierem. Początkowo myślałam, że to buldog francuski z bardzo ładną budową ciała i kufą, ale później okazało się, że to właśnie boston terrier.


*

Dostałam jakiś mandat. W internecie napisałam coś na temat tego, że byłam gdzieś, chociaż tak naprawdę mnie tam nie było. Miałam później iść to wyjaśnić. Zapomniałam jednak o wizycie na komisariacie. Miałam mieć pieniądze na przepustkę i bilet. Pomyślałam: „Kurde, ale to jest pojebane. Muszę mieć bilet i kasę, żeby iść na policję. Nie dziwię się, że przestępcy nie przyznają się do winy”. Później chciałam dostać się do jakiegoś mieszkania, chyba mojego. Pomyślałam, że jeśli drzwi będą zamknięte, to wejdę na balkon i otworzę sobie okno. Podejrzewałam, że mój mąż mógł nie zostawić mi klucza. Na początku snu był też mój kolega Paweł z pracy, bardzo napakowany. Jakaś Justyna go podrywała. Pomyślałam: „A dobra, niech se go ma. Jest singielką, a ja mężatką”. Jednocześnie sama miałam na Pawła chrapkę. Później była moja teściowa. Rozmawiała ze mną o tym, żebyśmy jeździli po Szymona, dziecko brata mojego męża. Mieliśmy go przywozić do domu albo gdzieś odwozić, chyba do szkoły. Powiedziałam jej, że nie, bo my też mamy swoje życie. Nie będę wiecznie pomagać komuś, kto nie pomaga mnie — miałam na myśli mojego szwagra i szwagierkę. Była tam również moja szwagierka. Okazało się, że pracowała w tej samej firmie co ja, jako agent celny. Wydawało mi się, że to ja podsunęłam jej pomysł, żeby poszła tam pracować, i w tym śnie bardzo tego żałowałam. Jednocześnie ona była dla mnie bardzo miła i chętnie mnie słuchała. Powiedziała, że obecnego psa, którego mają, nie chcą, bo gryzie. Chcieli oddać go jakiemuś Ukraińcowi, a następnie wziąć sobie nowego szczeniaka. Powiedziałam jej: „Słuchaj, znam się na psach”. Mój własny pies był dla mnie idealnym dowodem na to, że rzeczywiście mam wiedzę o wychowaniu psów, ponieważ był bardzo dobrze wychowany. Wytłumaczyłam jej, że jeśli wezmą nowego psa i nie będą go odpowiednio wychowywać, to będzie dokładnie taki sam jak obecny. Zastanawiałam się, czy polecić im jakiegoś behawiorystę, czy może sama zaproponować szkolenie psa, ale za bardzo duże pieniądze.

*

Jeszcze zanim zasnęłam, kiedy byłam u teściów, myślałam sobie, że nigdy więcej nie chciałabym iść do domu moich szwagrów, bo po prostu ich nie lubię. W śnie nagle znalazłam się u nich na urodzinach mojej szwagierki. Niczego wcześniej nie zdążyłam jej kupić. Miałam też jakąś spinę z mamą, chyba na temat pracy. Później rozmawiałam ze szwagierką o różnicach kulturowych. Rozmawiałyśmy o tym, że brat mojego męża nie był świadkiem na naszym weselu. Wytłumaczyłam jej, że niby miało chodzić o to, że jest żonaty, ale tak naprawdę wystarczy być pełnoletnim, żeby zostać świadkiem. Powiedziałam, że u nich jest inaczej — jeśli ktoś jest żonaty, to nie może być świadkiem — a u nas wystarczy pełnoletność. Stwierdziłam, że właśnie na tym polegają różnice kulturowe. Moja szwagierka była w tym śnie wyjątkowo miła dla mnie. Poszłam na chwilę do Rossmanna, żeby kupić jej prezent. Przez około godzinę chodziłam po sklepie i nie mogłam się zdecydować, co jej kupić. Początkowo chciałam wziąć jakieś najtańsze gówno. Za szybą zobaczyłam perfumy Avonu. Był tam dokładnie Avon Incandescence oraz jakiś drugi, kawowy zapach. Zapytałam ekspedientkę, czy mogę otworzyć gablotę, a ona się zgodziła. Psikałam perfumy na swoje ręce i je wąchałam. Dałam też mojemu mężowi do powąchania. Oba zapachy były ładne. Kawowy był bardziej jesienny, a Incandescence bardziej kwiatowy. Stwierdziłam, że wezmę szwagierce Avon Incandescence, a sobie również kupię ten sam. Dodatkowo chciałam wziąć dla siebie ten kawowy zapach. Poprosiłam ekspedientkę, żeby zapakowała wszystkie perfumy, ale nie mogłam się jej doprosić. Cały czas ignorowała mnie i mojego męża. Mąż gdzieś poszedł, a później wrócił. Pomyślałam też, że jeśli wyjdzie na dwór, to może się rozchorować. W końcu ponagliłam kobietę. Zapakowała perfumy i powiedziała, że wszystko kosztuje 83 złote. Chciałam zapłacić małą kartą z portfela — była biała i miała okrągły kształt. Mąż powiedział mi, że przecież mogę normalnie przyłożyć cały portfel do czytnika i nie muszę wyciągać karty. W końcu się wkurzyłam i zapłaciłam telefonem. Kobieta dała nam jeszcze jakieś gratisy. Nagle zorientowałam się, że chodzę bez stanika. Cały czas zakrywałam piersi rękami, żeby nikt ich nie zobaczył. W pewnym momencie zauważyłam, że naszego pudełka z perfumami nie ma. A przecież już za nie zapłaciłam. Zaczęliśmy z mężem chodzić po sklepie i pytać, co się stało i gdzie zniknęło pudełko, ale nikt nic nie wiedział. Byłam już wkurzona na maksa, bo spędziliśmy w tym sklepie bardzo dużo czasu. Goście cały czas siedzieli u szwagrów i wiedziałam, że długo nas nie ma, więc mogło już być przypałowo. Spojrzałam na telefon, żeby sprawdzić, czy ktoś z imprezy do nas nie dzwonił. Nikt nie dzwonił. Zobaczyłam tylko, że moja siostra napisała coś na WhatsAppie.

*

Na początku snu mama zrobiła sałatkę z tuńczyka i pomidora. Nikt jej jednak nie zjadł, więc mama wyrzuciła ją do kosza. Bardzo się zdenerwowałam i powiedziałam, że przecież ja chciałam tę sałatkę. Chciałam, żeby mama wyjęła ją z kosza i mi ją dała. Miałam też poczucie, że chciałabym cofnąć czas w śnie — do momentu, zanim mama ją wyrzuciła — żebym mogła ją wtedy zabrać.
Następnie znalazłam się w świecie przypominającym świat z mojej książki. Byłam złotym smokiem. Pokazywałam innym ludziom wydrukowane w Rossmannie zdjęcia przedstawiające tego złotego smoka, żeby mogli zobaczyć, jak wyglądam. Prezentowałam się również na jakiejś skale. Później chodziłam po parku już jako człowiek. Wtedy zorientowałam się, że to jest sen. Miałam świadomość snu, ale nie miałam nad nim pełnej kontroli. Wiedziałam, że mogę próbować przywołać konkretną postać, więc zaczęłam wołać Voltę. Volta jednak się nie pojawiał. Wiedziałam, że w świadomym śnie powinno pomagać wyobrażenie sobie postaci albo założenie, że ona już gdzieś stoi, ale mimo tego nie potrafiłam go przywołać. Zobaczyłam Nihila i byłam zirytowana, że pojawił się on zamiast Volty. Nihil rzucił z pogardą kluczyki od samochodu na trawę. Poszłam dalej. Na początku całego snu Volta jednak się pojawił i go pocałowałam. Później właśnie dlatego tak bardzo chciałam go odnaleźć. Trafiłam do jakiegoś budynku. W pomieszczeniu siedziało dwóch mężczyzn. Jeden był bardzo podobny do Volty, więc uznałam, że to musi być on. Drugi twierdził, że to on jest Voltą, ale mu nie uwierzyłam. Powiedziałam, że absolutnie nie może nim być, bo w ogóle go nie przypomina. Jakiś koleś się śmiał z czegoś, ale podpaliłam go (pirokineza) i uciekł. Ten mężczyzna był ubrany w brudne, stare łachmany przypominające ubrania z PRL-u. Ubrania były poplamione i śmierdziały stęchlizną. Powiedziałam mu, żeby się przebrał, ale nie chciał. W końcu postanowiłam go oczyścić ogniem swoim i podpaliłam mu te ciuchy, by wypalić z nich smród PRL-u. Wyszłam więc i zaczęłam szukać Nihila. Nihil pakował do samochodu jakieś dziewczyny, które miał gdzieś zawieźć. Wyglądało to jak jakaś misja od jego kolegi. Pocałowałam go i powiedziałam, że później się zobaczymy i pójdziemy w tango na tylnych siedzeniach. Powiedział, że mieszka daleko i martwi się, czy poradzi sobie z misją. Później wróciłam do tego fałszywego Volty. Miałam na ustach ślad po pocałunku z Nihilem i teatralnie wytarłam usta, żeby Volta to zobaczył. Ponownie powiedziałam mu, żeby się przebrał, ale odmówił. Później poszłam z nim do pokoju. Kiedy na chwilę wyszłam, on zniknął. Szukałam go, zaglądałam do szaf i wołałam go. Po chwili nagle się pojawił. Próbowałam doprowadzić do intymnego zbliżenia z nim na balkonie. On siedział na krześle a ja pospiesznie zdjęłam spodnie i majtki i usiadłam na nim. Kiedy już doszło co do czego, Volta zaczął płakać i powtarzał, że „nigdy więcej”. Byłam kompletnie zdezorientowana i pomyślałam, dlaczego on nie chce tego ze mną robić. Uciekłam. Wybiegłam na ulicę i zadzwoniłam do Nihila. Pytałam, gdzie jest i kiedy przyjedzie. Powiedział, że prawdopodobnie będzie go ścigać policja, bo przekroczył prędkość, i że jest daleko. Ponieważ czułam, że sen zaraz się skończy, postanowiłam się teleportować. Nagle znalazłam się w samochodzie z Nihilem. Kazałam mu zaparkować w jakimś zaułku i przesiąść się na tylne siedzenia. Wtedy zauważyłam, że trzyma smycz i prowadzi yorka. Zabrałam psa do samochodu i posadziłam go obok. Pod samochód podeszło kilka dziewczyn i zaczęło coś do nas mówić. Kazałam im odejść, wysiadłam, odsunęłam je i wróciłam do samochodu. Zablokowałam drzwi. Samochód nagle ruszył sam. Później doszło między mną a Nihilem do intymnego zbliżenia. W jego trakcie powiedziałam mu, że go kocham, a on odpowiedział, że również mnie kocha. Później uprawialiśmy seks tak, że też byłam na nim, ale plecami do niego. Spojrzałam w dół na widowisko i zauważyłam krew, miałam poczucie, że pochodzi ode mnie — jak podczas miesiączki albo w związku z tym, że zbliżenie było dla mnie zbyt intensywne. Pomyślałam wtedy, że Nihil jest mężczyzną, z którym warto mieć dzieci, ponieważ jest czuły i troskliwy, w przeciwieństwie do tego, jak zachowywał się ten niby Volta.
Po ponownym zaśnięciu miałam sen o zakupach. Pomogłam jakiejś dziewczynie zapakować winogrona do torby. Dziewczyna włożyła je później do mojego wózka na zakupy. Po chwili gdzieś zniknęła — odjechała z innym wózkiem. Nie wiedziałam, o co właściwie chodziło. Później oglądałam w telewizji program dotyczący wojny w Dvaross. Ponownie byłam złotym smokiem. Walczyłam z ogromnym, trójgłowym smokiem przypominającym smoka z Godzilli. Podczas walki przepraszałam go za to, że muszę połamać mu stopy. Następnie zaczęłam deptać jego tylne łapy.

Notatki:

W tym śnie miałam świadomość, że śnię, ale jednocześnie nie miałam pełnej kontroli nad tym, co się dzieje. Wiedziałam, że jestem we śnie, ale nie powtarzałam sobie cały czas, że to sen ani nie potrafiłam dowolnie zmieniać rzeczywistości. Najbardziej zastanowiło mnie to, że nie mogłam przywołać Volty. Wiedziałam, że w świadomym śnie, jeżeli chcę spotkać konkretną postać, mogę ją zawołać. Dlatego chodziłam po parku i wołałam: „Volta!” Spodziewałam się, że po prostu się pojawi. Nie pojawił się jednak. Co ciekawe, sama wiedziałam, że prawdopodobnie powinnam zrobić coś więcej — wyobrazić go sobie, założyć, że stoi gdzieś za rogiem albo powiedzieć sobie, że przecież już tam jest. Mimo tego tego nie zrobiłam. Po prostu go wołałam i dziwiłam się, dlaczego nie przychodzi. Mam wrażenie, że zamiast stworzyć w głowie prostą sytuację „Volta stoi tutaj”, stworzyłam sytuację „szukam Volty, ale nie mogę go znaleźć”. Sen mógł więc podążyć właśnie za tym oczekiwaniem. Zamiast pojawić się na moje wezwanie, Volta stał się kimś nieuchwytnym, kogo cały czas próbowałam odnaleźć. Później zobaczyłam Nihila i byłam zła, że pojawił się właśnie on, a nie Volta. Jeszcze dziwniejsze było to, że kiedy znalazłam się w budynku, zobaczyłam dwóch mężczyzn. Jeden z nich był bardzo podobny do Volty, więc uznałam, że to musi być on. Drugi twierdził, że to właśnie on jest Voltą, ale od razu wiedziałam, że to niemożliwe. Powiedziałam mu, że przecież w ogóle nie przypomina Volty. Miał na sobie stare, brudne, poplamione ubrania przypominające ubrania z PRL-u i śmierdział stęchlizną. Powiedziałam mu, żeby się przebrał, ale nie chciał. To było dla mnie ciekawe, bo najwyraźniej mój umysł miał bardzo konkretny obraz Volty i nie chciałam zaakceptować pierwszej postaci, którą sen próbował mi podsunąć. Nie wystarczyło, że ktoś był podobny albo że sam twierdził, że jest Voltą. Musiał wyglądać i zachowywać się tak, jak ja znam tę postać z mojej książki i z przygotowanych przeze mnie obrazów. Myślę też, że sen nie działa jak generator obrazów, któremu mogę podać dokładny prompt. Moja pamięć może przechowywać Vol­tę bardziej jako zestaw cech, skojarzeń i ogólnego wyglądu niż jako perfekcyjny obraz jego twarzy. Dlatego sen mógł stworzyć kogoś tylko częściowo podobnego. W pewnym sensie wyglądało to tak, jakbym próbowała być autorką własnego snu i powiedzieć: „Wiem, jak Volta wygląda. To ma być Volta.” A mój mózg odpowiedział: „Nie.” I dał mi jakiegoś śmierdzącego typa w łachmanach. ? Co ciekawe, Volta później jednak pojawiał się i znikał. Kiedy próbowałam go znaleźć, czasami nagle się pojawiał, a kiedy wychodziłam z pokoju, znikał. Kiedy zabrałam go na balkon, powiedziałam mu nawet, żeby tym razem nie uciekał, bo chciałam tylko zgasić światła. Wróciłam — i rzeczywiście tam był. Cały czas miałam więc poczucie, że Volta wymyka mi się spod kontroli. Inaczej było z Nihilem. Nie próbowałam tak naprawdę stworzyć Nihila z niczego. Kiedy potrzebowałam go znaleźć, zadzwoniłam do niego. Powiedział, gdzie jest. Kiedy okazało się, że jest daleko, a ja czułam, że sen zaraz się skończy, po prostu pomyślałam: „Dobra, teleportuję się.” I natychmiast znalazłam się w jego samochodzie. To było chyba łatwiejsze dlatego, że nie próbowałam kontrolować jego pojawienia się, tylko kontrolowałam siebie i miejsce, w którym chcę się znaleźć. Najbardziej fascynuje mnie więc to, że w tym śnie mieszały się trzy rzeczy: ja jako autorka, świat Dvaros i jego bohaterowie, oraz sam sen, nad którym miałam tylko częściową kontrolę. Byłam złotym smokiem, wiedziałam, że jestem w świecie swojej książki, pokazywałam ludziom wydrukowane zdjęcia tego smoka, a jednocześnie próbowałam odnaleźć własną postać — Voltę. W pewnym sensie moja własna postać wymknęła się spod kontroli autorki. Chciałam go przywołać, ale mój umysł nie chciał dać mi go dokładnie takiego, jakiego znałam. Nie wystarczyło mi „coś podobnego do Volty”. Chciałam tego konkretnego Volty. I być może właśnie dlatego sen tak długo mi go odmawiał. Najbardziej absurdalne jest jednak to, że kiedy wreszcie próbowałam go znaleźć, dostałam zamiast niego faceta w cuchnących łachmanach z PRL-u, któremu jeszcze mówiłam: „Idź się przebrać.” Oesu A Volta nadal miał mnie gdzieś.

Nihil:
  • pojawia się naturalnie,
  • mogę z nim rozmawiać,
  • ma samochód,
  • ma konkretną misję,
  • pamięta, gdzie jedzie,
  • odbiera telefon,
  • odpowiada mi,
  • mogę się do niego teleportować,
  • jego zachowanie jest spójne,
  • a przede wszystkim sen nie kwestionuje, że to jest Nihil.
Volta:
  • nie pojawia się, kiedy go wołam,
  • pojawia się jakiś podrabiany Volta,
  • Natychmiast rozpoznaję, że to nie on,
  • jego wygląd jest kompletnie niekanoniczny,
  • śmierdzi,
  • chodzi w łachmanach,
  • nie chce się przebrać,
  • znika, kiedy tylko spuszczę go z oczu,
  • trzeba go ponownie szukać,
  • kiedy wreszcie go dopadam, zachowuje się zupełnie inaczej, niż oczekuję,
  • a na końcu płacze i mówi „nigdy więcej”.  wat
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że byłam na jakimś lotnisku, ale wyglądało ono bardziej jak wielki piknik, otwarte pole z targowiskiem, coś w rodzaju dni miasta. Miałam podlewać trawę, bo była bardzo sucha, ponieważ od dawna nie padał deszcz. W pobliżu sikała krowa. Miałam niedokończoną kanapkę — jadłam ją, ale nie skończyłam i chciałam dojeść ją później. W torebce miałam też drugą kanapkę, dużą i całkowicie niezapakowaną. Chciałam dać ją koleżance, a właściwie matce Kaśki, mojej koleżanki z podstawówki. Kanapka była jednak zepsuta, długo leżała w torbie i była pokryta czymś przypominającym pajęczynę z sera. Wiedziałam, że jest stara i obrzydliwa. Przez chwilę chciałam, żeby matka Kaśki ją zjadła i się otruła, ale uznałam, że nie będę taką świnią, więc wyrzuciłam kanapkę do kosza. Nagle pojawiła się jeszcze Ola, koleżanka, która tak jak ja pisze książki i z którą się przyjaźnię. Ona chciała tę kanapkę, ponieważ chciała nią wystraszyć swojego syna. Później znalazłam taki sam chleb, ale świeży — był jeszcze ciepły, jak prosto z piekarni, choć już pokrojony. Okazało się, że chleb kupiła moja siostra. Wzięłam dwie kromki i zaczęłam przygotowywać sobie kanapkę, ale siostra mi je zabrała. Zapytałam, dlaczego to zrobiła, a ona powiedziała, że to jej chleb. Odpowiedziałam, że w takim razie powinni podpisywać swoje rzeczy, żeby było wiadomo, co do kogo należy. Mama i siostra nagle się na mnie zdenerwowały i zaczęły mówić, że odpowiadam im chamsko. Ostatecznie jednak pozwoliły mi wziąć kolejne dwie kromki i zrobiłam sobie kanapkę. Impreza miała zacząć się o 17:00, a ja planowałam zjeść dopiero o 18:00. Stwierdziłam więc, że skoro tak, to zjem kanapkę już na imprezie, a nie przed nią. Później miałam jechać samochodem po koleżankę. W pewnym momencie znaleźliśmy się w szkole. Kilka innych koleżanek chciało, żebym pochodziła z nimi po pomieszczeniach i pozwiedzała szkołę. Było mi bardzo miło, że chciały spędzić ze mną czas, więc poszłam z nimi. Ta moja koleżanka zapytała mnie później, dlaczego nie chcę spędzać czasu z nią. Odpowiedziałam, że przecież muszę też spędzić trochę czasu z innymi koleżankami. Później dzwoniłam do laryngologa, żeby zapytać o aparaty słuchowe. Kobieta kompletnie nie słyszała, co do niej mówię, i ciągle powtarzała: „W jakiej sprawie pani dzwoni? W jakiej sprawie pani dzwoni?” W końcu się wkurzyłam i rozłączyłam, myśląc, że mam dość, skoro ona sama niczego nie słyszy. Rozmawiałam też z Agnieszką, moją dawną koleżanką. Chciałam zapytać, czy poleciała w tym roku na wakacje i czy urodziła już dziecko, ponieważ wcześniej była w ciąży. Powiedziała, że ma dwoje dzieci. Stwierdziłam wtedy: „Kurwa, no to chyba bliźniaki.” Później zajmowałam się probiotykami w płynie. Napełniałam buteleczki z pipetami probiotykiem Saccharomyces boulardii. Jedna buteleczka była dla mojej siostry, a druga dla mojego szwagra Kamila. Powiedziałam im, że doładowałam im obie buteleczki do pełna, ale przecież oni w ogóle nie piją swoich probiotyków. Teraz mają pełne butelki i mają je w końcu pić. Wlałam mojej siostrze trzy krople do buzi, a następnie trzy krople podałam Kamilowi. Siostra popiła wodą z czajnika, pijąc ją tak jakby bezpośrednio z jego dzióbka. Później rozmawiałam z mamą. Chyba chciała, żebym również brała ten probiotyk, ale ja nie chciałam, ponieważ był niedobry. Powiedziałam jej, że przecież też mam probiotyk — Enterol z apteki — i że mi pomógł na gazy oraz mdłości. Mama wyglądała wtedy tak, jakby bardzo intensywnie się nad tym wszystkim zastanawiała.

*

Dzisiejszy sen pamiętam tylko częściowo. Na początku śniło mi się, że były jakieś cierniste dzieci, chyba moje. Zapisywałam ich imiona w mojej książce dotyczącej mojego drugiego świata i mojej książki. Chciałam, żeby te dzieci były dobrze traktowane przed zabiciem. Ktoś miał je chyba później sprzątnąć. W pewnym momencie znajdowałam się na drzewie. Później miałam sen, który wydawał się trochę związany z poprzednim. Miałam korektor do twarzy, którego normalnie używałam pod oczy, ale był bardzo mocny, bardziej przypominał podkład. Stwierdziłam więc, że nałożę go sobie na całą twarz. Spojrzałam w lusterko i zauważyłam, że wyglądam jak większość kobiet, które malują twarz podkładem. Tym korektorem malowałam również jakieś naczynia — różne flaszki, flaszeczki i kieliszki. Pytałam ludzi, czy wyglądam tak samo z korektorem, jak bez niego. Wszyscy odpowiadali mi, że wyglądam tak samo. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie to oburzało. Później byłam na wodzie, chyba w jakimś jeziorze, i kąpałam się tam razem z innymi ludźmi. Ci ludzie puszczali balony z helem. Niektóre wyglądały jak ogromne balony, które potrzebują ognia, żeby wznieść się w powietrze — takie, na których można latać. Niektóre z tych balonów się paliły jak lampiony i spadały. Inne były tak lekkie, że kiedy ludzie je łapali, balony porywały ich do góry. Ludzie zaczynali unosić się nad ziemią razem z nimi. Na końcu śniło mi się, że przepychałam tłuszcz z brzucha do piersi, żeby mieć większe piersi i jednocześnie pozbyć się tłuszczu z brzucha.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniło mi się, że Arisska cały czas żyła. Był to taki bardzo typowy motyw, który pojawia mi się w snach o niej — okazuje się, że jednak nie umarła. W tym śnie przypomniałam sobie, że kiedyś zawiozłam ją do weterynarza, żeby ją uśpić. Weterynarz jednak tego nie zrobił. Arisska przez cały ten czas przebywała w gabinecie weterynaryjnym i przez całe dwa lata nadal żyła. W końcu weterynarz powiedział mi, że Arisska żyje, ale nie może już dłużej u nich zostać. Chcieli zawiadomić schronisko, żeby ją zabrali. Bardzo chciałam ją stamtąd zabrać. Zależało mi na tym, żeby nie trafiła do schroniska i żebym mogła się nią zająć. Jednocześnie bardzo się bałam tego, co będzie później. Bałam się, że będę musiała być z nią przez całą dobę, że nie będę mogła spać w nocy i że opieka nad nią całkowicie mnie pochłonie. Zastanawiałam się, jak w ogóle pogodzę opiekę nad Arisską z moim normalnym życiem, skoro i tak mam wrażenie, że nie mam na nic czasu. Bardzo chciałam ją zabrać, ale jednocześnie czułam ogromny lęk przed tym, czy dam radę się nią zająć.

*

Na początku śniło mi się, że przyszli do mnie rodzice i razem sprzątaliśmy moje mieszkanie. W akwarium miałam lucky bamboo, takie małe dracenki. Jedna z nich zaczęła marnieć i robiła się żółta. Zauważyłam, że w akwarium są jakieś białe, pełzające robaki. Okazało się, że pojawiły się dlatego, że bardzo długo nie wymieniałam wody i robactwo się tam rozwinęło. Musiałam je zlikwidować. Żeby to zrobić, włożyłam do wody ząbek czosnku i zasypałam ją dużą ilością czosnku w proszku. Później miałam jakiś remont w mieszkaniu. Tata chciał zburzyć jedną ze ścian, żeby coś tam wstawić albo zobaczyć, co znajduje się w środku. Bardzo się bałam, kiedy to robił. Na ścianie były wcześniej jakieś rzeczy podpisane ołówkiem, żeby wszystko było równo. Tata zdjął tę ścianę i zobaczyliśmy jej konstrukcję. Było tam bardzo dużo szpilek powkładanych w takie rdzenie czy elementy ściany. Kiedy dotykałam tych szpilek, te rdzenie zaczynały się rozpadać i sypać. Później razem z mamą i siostrą znalazłyśmy się nagle w jakimś ogrodzie. Miałyśmy węże ogrodowe i pryskałyśmy się nawzajem wodą. Jadłam też białą i zwykłą czekoladę. Wiedziałam, że to jest sen, więc pomyślałam, że mogę się objadać słodyczami bez konsekwencji. Jednocześnie jednak nic szczególnego z tą świadomością nie zrobiłam. Po prostu jadłam czekoladę i tyle. Później znalazłam jakiś stary, dziwny telefon z nietypowym wejściem do ładowarki. Kiedy podeszłam do komputera, telefon jakby zsynchronizował się z komputerem i mogłam korzystać z jego rozmów również na komputerze. Telefon był odblokowany i miałam dostęp do wszystkich rozmów oraz wiadomości człowieka, który go zgubił. Zaczęłam pisać do różnych osób z jego kontaktów: „Czy znasz właściciela tego telefonu? Podaj mi do niego numer. Jest tylko 6% baterii.” Później bateria spadła do 1%. Bałam się, że kiedy telefon się rozładuje, to jednocześnie przestanie działać również mój komputer. Przeglądając rozmowy, zauważyłam, że właściciel telefonu obgadywał mnie z niektórymi osobami i mówił o mnie jakieś dziwne rzeczy. Później odkryłam, że pisał również do jakiegoś sklepu. Sklep odpisał mi, że ten facet chyba jest z Japonii. Odpowiedziałam, że raczej nie sądzę, ponieważ ze wszystkimi pisze po angielsku, a do tego zamawia rzeczy z polskich sklepów. Nikt jednak nie odpowiedział mi na najważniejsze pytanie — czy ktoś ma numer do właściciela telefonu. Na koniec okazało się, że ten sklep chce mi zrobić koszulkę z nadrukiem Nike w ramach podziękowania za znalezienie telefonu. Uznali, że jestem uczciwa, ponieważ próbuję odnaleźć właściciela i oddać mu zgubę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Śniła mi się moja poprzednia praca, w której pracowałam w imporcie ryb. Na początku byłam pod wodą, jakby badałam dno oceanu. Okazało się, że to Bałtyk. Widziałam tam różne zwierzęta — żółwie, węgorze, ryby, raki. Cieszyłam się, że wszystkie są takie łagodne i nic nie próbują mi zrobić. Pomyślałam nawet, że dobrze, że nie mamy tutaj jakichś rekinów albo czegoś podobnego. Z drugiej strony sam fakt, że w Bałtyku pływały żółwie, był trochę absurdalny, ale we śnie zupełnie mi to nie przeszkadzało. W pewnym momencie zobaczyłam węgorza, który zaczął się bardzo rzucać. Pomyślałam: „Kurde, pochwaliłam dzień przed zachodem, bo jednak jakaś ryba jest agresywna”. Okazało się jednak, że węgorz wcale nie był agresywny — miał po prostu kleszcze czy jakieś inne robaki powbijane w łuski i dlatego tak się rzucał. Trzeba było je z niego powyciągać. Kiedy je usunięto, węgorz się uspokoił. Później znalazłam się z powrotem w mojej poprzedniej pracy. Był tam mój przełożony Janek albo jakiś inny mężczyzna, który dyktował mi po angielsku nazwy ryb, które mieliśmy zamówić od dostawcy. Powiedział, żebym zamówiła 10 kilogramów catfish i 10 kilogramów wolffish. Ja, dla żartu i przełamania lodów, napisałam do dostawcy maila, że chcemy „kota” i „wilka”. Później przyszła dyrektorka i coś tam jeszcze dopisała. Powiedziałam jej, że bardzo chciałabym zapamiętać nazwy wszystkich tych ryb. W pewnym momencie wypadł mi z ręki długopis, podniosłam go i zaczęłam jej opowiadać o tym, że ostatnio byłam z Jankiem nad Bałtykiem. Opowiadałam jej, że jedliśmy kolację na łódeczce, właściwie na statku. Moja siostra rzuciła się wtedy z tego statku do morza na bombę, a ja wcześniej wskoczyłam do wody na główkę. Zanurkowałam i badałam dno morza. Mówiłam, że nie było tam żadnej roślinności ani niczego podobnego. Szefowa była tym zdziwiona. Wyjaśniłam jej, że w tym miejscu nie ma roślinności, bo za dużo się dzieje przy brzegu, ale podobno w Bałtyku mamy rafy koralowe. Opowiadałam też, że pływaliśmy w miejscu, gdzie ludzie łowili ryby. Ryby wyskakiwały z morza, kaleczyły się i skakały jak łososie. Przy brzegu leżało bardzo dużo martwych ryb. Stwierdziłam, że być może są one przeznaczone dla fok albo psów i dlatego tam leżą — może ludzie karmią nimi jakieś zwierzęta morskie. W pobliżu był mały charcik. W pewnym momencie wybiegł na drogę i prawie potrącił go samochód. Złapałam go, powiedziałam mu, że źle postępuje, i przytrzymałam go między swoimi nogami, żeby już nie uciekł. Później oglądaliśmy jakiś film z moją siostrą i mężem. Kiedy weszłam do pokoju mojej siostry, zobaczyłam, że śpią tam jacyś ludzie. Później wyszli. Zorientowałam się, że nie zmieniliśmy pościeli i spali w pościeli, w której wcześniej spaliśmy my. Pomyślałam więc, że teraz będę musiała znowu ją zmienić. W pokoju znajdował się też jakiś kran i mały aneks kuchenny. Wzięłam szmatkę, spryskałam ją spirytusem i zaczęłam wszystko dokładnie przecierać i szorować. Na koniec mój mąż powiedział, że nie wiedział, że ten film skończy się tak późno. Była już bardzo późna noc i mówił, że nawet nie chce mu się jeszcze iść spać. Razem z moją siostrą przynieśli pierzyny i zaczęliśmy zmieniać pościel.

*

Na początku snu pojawił się Chicken, czyli facet, który malował u nas klatkę. W rzeczywistości ma dziewczynę i dziecko. We śnie przyszedł do mnie i chciał ze mną być. Byłam bardzo zdziwiona, że w ogóle złożył mi propozycję związku. Chicken mnie pocałował. Pamiętam bardzo wyraźnie, że jego pocałunek smakował papierosami i dymem. Aż zrobiło mi się niedobrze. Niby chciałam go pocałować, ale jednocześnie strasznie obrzydzało mnie to, że pali i nawet nie użył gumy ani niczego, żeby pozbyć się tego smaku. Później śnił mi się mój mąż. Wydawało mi się, że mnie odrzucał czy coś w tym rodzaju. Siedziałam wtedy na wannie w łazience, zatkałam sobie uszy, żeby sama siebie nie słyszeć, i zaczęłam się potwornie wydzierać. Miałam wrażenie, jakbym przechodziła jakieś załamanie nerwowe. Krzyczałam, ale nikt w ogóle na moje darcie nie reagował. W pewnym momencie wzięłam taki mały domek zrobiony z patyczków. Wiedziałam, że jeśli zaniosę go do lasu, to stanie się duży i zamieni się w prawdziwy drewniany domek. Pomyślałam wtedy: „Dobra, chuj, pierdolę to wszystko, wypierdalam mieszkać do lasu. Nikt mnie tam nie znajdzie”. Wzięłam więc ten domek i poszłam do lasu. Po drodze zobaczyłam dom mojej kuzynki. Odbywała się tam jakaś impreza, przyszła jej matka i coś się tam działo, ale tego fragmentu już dokładnie nie pamiętam.

*

Śniło mi się, że śpiewałam piosenkę z Titanica po polsku. Wcześniej śpiewałam ją też po angielsku. Byłam gdzieś w okolicy mojego hotelu, przy Willi Pod Zamczyskiem. Poszłam do jakiejś karczmy w Ogrodzieńcu i tam śpiewałam. Uważałam swój głos za bardzo brzydki, wręcz okropny, ale mimo tego ludzie mnie nie wyprosili. Wcześniej byłam z siostrą i schodziłyśmy schodami w dół, właśnie w stronę tej karczmy. Komentowałyśmy, że przecież to miejsce jest całkowicie niedaleko naszego hotelu. Wspominałyśmy, że w jednym miejscu kiedyś była buda naszego psa Kuby, a gdzie indziej garaż naszego wujka Adama. Wcześniej szłam też z mężem do sklepu z częściami samochodowymi. Zadzwonił jego brat i oczywiście miał jakąś prośbę. Wyrwałam mężowi telefon, zatkałam słuchawkę i powiedziałam mu, żeby powiedział, że nie może mu pomóc, bo pewnie znowu chce nas wykorzystać. Okazało się jednak, że jego brat wcale nie mówił o niczym takim. Mąż uznał, że obrażam jego brata. Zapytałam go, w jaki sposób i czym niby go obraziłam. Mieliśmy później iść razem do kina, ale zaczęliśmy się kłócić właśnie o jego brata. Później w jakimś sklepie pojawił się diabeł. Spotkałam tam osoby związane z wolontariatem Lab Rescue. Nagle pojawiła się jakaś wielka światłość. Przestraszyłam się, że ten diabeł w jakiś sposób we mnie wszedł albo ze mnie wyszedł. Pytałam innych, czy ten diabeł już ze mnie wyszedł, ale nikt nie wiedział. W tym miejscu były też gry arcade. Żeby w nie zagrać, trzeba było coś klikać. Przypomniałam sobie, że szef mojej byłej koleżanki ze sklepu z perfumami zajmował się montażem takich gier arcade. Zaczęłam się też zastanawiać, jak bardzo zmieniła się technologia. Dawniej wystarczyło podobno dwa razy kliknąć, żeby zagrać w grę, a teraz trzeba ją zainstalować, uruchomić, ściągać jakieś cracki i robić mnóstwo dodatkowych rzeczy. Później byłam u mamy i jadłam parowce z jagodami. Tata przyniósł mleko 3,6%. Pamiętałam, że poprzednio przyniósł mleko 1,5%, więc bałam się, że to 3,6% będzie dla mnie zbyt tłuste. Miałam też zrobić placki ziemniaczane. Przygotowałam już nawet ciasto z mąki, ale ostatecznie stwierdziłam, że wolę jednak parowce. Chciałam włożyć przygotowane ciasto do zamrażarki. Bałam się, że mama mnie opierdoli za to, że zamiast placków jem parowce, ale nic nie powiedziała. Zjadłam dwa parowce. Mama tylko zapytała, dlaczego nie dodałam śmietany do jagód. Odpowiedziałam, że nie chciałam już dodatkowo podbijać sobie kalorii.

*

Tej nocy miałam kilka snów i zapamiętałam głównie te najważniejsze. Zazwyczaj mam tak, że jeśli coś śni mi się jako pierwsze w nocy, to później tego nie pamiętam. Nawet jeśli obudzę się w nocy do łazienki i jeszcze pamiętam sen, to jeżeli go wtedy nie zapiszę, rano zwykle już go nie pamiętam, bo pojawiają się kolejne sny. Pierwszy zapamiętany sen był taki, że głaskałam jakiegoś puchatego pieska albo szczeniaczka. Leżał ze mną i go głaskałam. Była noc i widziałam nocne niebo. Walczyłam na tym niebie z jakimiś wrogimi bytami. Byłam czymś w rodzaju smoka, anioła albo feniksa. Moje skrzydła zapłonęły ogniem i zaczęłam przecinać nimi wrogów. W pewnym momencie sama zapłonęłam i zamieniłam się jakby w ognistą tarczę, którą przecinałam latające wokół mnie wrogie stworzenia. Później miałam sen, w którym znowu byłam smokiem. Latałam po niebie i ścigałam samoloty. Podpalałam je i po prostu je paliłam. W pewnym momencie okazało się, że jeden z tych samolotów wcale nie był wrogi — był naszym sojusznikiem. Przez to zostałam wyrzucona z wojska. Później spałam na piasku na pustyni. W końcu trafiłam do domu mojej koleżanki, chyba Iski z podstawówki. Mieszkała tam ze swoją córką i była samotną matką. Jej były partner podobno ją gnębił, a później zmarł. Miała ogromny, bardzo ładnie urządzony dom. Wszędzie wisiały lampki LED i było tam mnóstwo pokoi dla gości. Każdy pokój był sypialnią i każdy był urządzony w zupełnie innym stylu. Zapytałam ją, czy jako samotna matka daje radę utrzymać taki ogromny dom. Odpowiedziała, że tak. Później znalazłam się w galerii handlowej. Najpierw robiłam zakupy w Sinsay. W jakiś sposób wyjechałam stamtąd wózkiem, nie płacąc za zakupy. Wzięłam jakąś torebkę, naładowałam do niej różne rzeczy i po prostu wyjechałam ze sklepu. Później chodziłam po innych sklepach, gdzie były promocje na ekskluzywne marki, między innymi Calvin Klein i Louis Vuitton. Ceny były absurdalnie niskie — na przykład 10 zł za bluzę albo sweterek. Brałam sobie różne ładne rzeczy: różowe i pomarańczowe sweterki. Chciałam też wziąć skórzane torebki w kolorze morskim, trochę opalizujące, oraz etui na telefon. Przymierzałam etui, wkładałam do niego telefon i wyjmowałam go. Później poszłam do jakiegoś baru. Było tam dziecko, którego nie znałam albo nie pamiętałam, kim było. Przepraszałam je za to, że byłam wcześniej nieobecna. Powiedziałam, że postanawiam częściej do niego przychodzić i je odwiedzać. Dziecko wskoczyło na stół, wybaczyło mi, przytuliło mnie i powiedziało, że mnie kocha. Odpowiedziałam mu, że też je kocham. Nie wiem, kim ono właściwie było. Później szliśmy ze znajomymi przez jakieś ogromne błoto. Oni przechodzili przez nie zanurzeni aż do pasa. Ja stwierdziłam: „Kurwa, ja pierdolę, ja idę wysepką”. Znalazłam jakąś wysepkę i postanowiłam przejść nią. Miałam ze sobą torebkę z rzeczami ze sklepów i chciałam później usiąść gdzieś spokojnie, prawdopodobnie w jakimś domu, żeby obejrzeć wszystko, co kupiłam. W pewnym momencie obliczyłam, że w Sinsay zajebałam towar na ponad 100 zł. Stanęłam na jednej z tych wysepek, ale nagle zaczęła się ona zapadać. Okazało się, że wcale nie była prawdziwą wysepką, tylko czymś unoszącym się na powierzchni wody — jakimś ogromnym liściem czy czymś podobnym. Jedną nogą wpadłam w bagno i zanurzyłam ją w błocie. Pomyślałam: „Dobra, chuj”. Wyciągnęłam nogę, przeskoczyłam przez bagno i wróciłam po swoją torbę z rzeczami, które chciałam obejrzeć. Wróciłam inną wysepką. Wszystkie rzeczy były zapakowane w worek. Worek był cały upierdolony i brudny, ale na szczęście rzeczy znajdujące się w środku pozostały całkowicie czyste.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Pierwszy sen tej nocy był o moim dawnym przyjacielu z poprzedniej pracy, Grześku. Śniło mi się, że umarł w wieku pięćdziesięciu lat, czyli dokładnie w takim wieku, w jakim jest teraz. Poszłam na jego pogrzeb i okazało się, że Grzesiek również przyszedł na swój własny pogrzeb. Nie wiem, czy był duchem, czy po prostu w trumnie znajdował się ktoś inny, ale w każdym razie normalnie się tam pojawił. Wcześniej rozmawiałam z ludźmi na pogrzebie i mówiłam im, że go znałam. Opowiadałam, że Grzesiek zawsze uważał, że będzie żył 120 lat. Był bardzo pewny siebie i miał wrażenie, że jest praktycznie nieśmiertelny i nic go nie ruszy. A tu nagle okazało się, że jednak nie przeżył nawet połowy tych swoich 120 lat. Kiedy podeszłam się z nim przywitać, zapytałam go: „No i co? Gdzie masz te swoje 120 lat?” Powiedziałam mu też, że z tego, co widzę, na jego nagrobku jest liczba 50. Później chyba odbywała się jakaś stypa albo spotkanie po pogrzebie. Byliśmy w restauracji. Jakaś kobieta niosła nam kawę. Ja co chwilę otwierałam drzwi i za każdym razem robiłam to w taki sposób, że nie zauważałam, że ona właśnie przechodzi, przez co oblewała się kawą. W pewnym momencie miała nawet fusy na twarzy. Strasznie mnie to śmieszyło we śnie, ale jednocześnie było mi głupio. Chciałam ją przeprosić i dać jej Merci. Później ktoś zaczął mówić po holendersku i szpanować, że zna ten język. Powiedziałam, że ja zazwyczaj znam tylko przekleństwa w innych językach. Powiedziałam po holendersku coś w rodzaju „lubię w dupę”, czyli „ich macht in de kont”. Nikt się z tego nie śmiał, tylko ja sama. Później zaczęłam komentować komuś postacie z mojej książki. Miałam mały zeszyt, w którym były zdjęcia poszczególnych postaci. Był tam między innymi Ares i Nihil. Wskazałam palcem na Nihila i powiedziałam, że to jest moja ulubiona postać. W pewnym momencie zaczęłam myśleć o tym, że to straszna lipa, że sen nie działa tak jak jawa. Chciałabym móc naprawdę uczestniczyć w swoim drugim świecie i przeżywać tam życie tak jak tutaj, na jawie. Niby w świadomych snach wszystko pamiętam i doświadczam czasami nawet intensywniej niż na jawie, ale nie mam takiej samej pamięci wydarzeń. Pomyślałam, że wydarzeń sprzed pięciu lat z moich świadomych snów prawie w ogóle nie pamiętam, chyba że przeczytam o nich w dzienniku snów. Za to doskonale pamiętam, co wydarzyło się w moim prawdziwym życiu pięć lat temu. Stwierdziłam, że jest to smutne i przykre. Później całowałam się z Nihilem. W pewnym momencie zorientowałam się jednak, że tak naprawdę całuję swoją własną rękę, która oczywiście nie oddaje pocałunku. Następnie pojawił się Rubin. Też próbowałam go pocałować, ale wyglądało to trochę jak wykonanie polecenia w Simsach — jakbym po prostu wybrała akcję „pocałuj”. Po domu chodziły też duchy jakichś dużych zwierząt. W międzyczasie chyba całowałam się również z Grześkiem, ale wyobrażałam sobie, że to Nihil. Było to trochę absurdalne. Później miałam kawałek mięsa krowiego. Było bardzo różowe, właściwie bardziej różowe niż czerwone. Uznałam, że wygląda dziwnie i może być zatrute. W miejscach, w których krowa miała czarne łaty, mięso również było ciemniejsze. Wszyscy oglądali to mięso i zastanawiali się, jak to w ogóle możliwe i z jakiej krowy mogło pochodzić.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen (uwaga, szczegółowe opisy +18):

Nad ranem, zanim położyłam się ponownie spać, pomyślałam sobie: „Kurde, ale bym chciała mieć świadomy sen. Może tym razem mi się uda. Chciałabym w tym śnie spotkać Rubina, postać z mojej książki.” I ku mojemu ogromnemu zdziwieniu rzeczywiście mi się to udało. Nie robiłam żadnych testów rzeczywistości ani niczego specjalnego. Po prostu w pewnym momencie piłam wodę i nagle pomyślałam: „O kurde, to jest sen.” Powtarzałam to kilka razy, żeby przypadkiem nie stracić świadomości i żeby sen się nie rozmył. Jednocześnie nie miałam jednak pełnej kontroli nad snem. Wiedziałam, że śnię, ale moja świadomość była taka trochę „senna”. Nie miałam całej swojej normalnej logiki z jawy. W tym śnie miałam dwa małe koty i uczyłam je sztuczek. Pokazywałam im, jak obracać się wokół własnej osi. Później nagle znalazłam się w restauracji. Zamówiłam hamburgera i Coca-Colę. Zjadłam hamburgera, a Coca-Coli nalano mi bardzo mało. Chciałam sobie jej dolać. Wypiłam ją i pamiętam, że bardzo mi smakowała. Później znowu piłam wodę. Za jedzenie zapłaciłam, przykładając dłoń do terminala. Miałam pod skórą jakiś chip, którym mogłam płacić. Mówiłam ludziom, że coraz rzadziej używam zwykłej karty, a coraz częściej korzystam właśnie z tego podskórnego chipa. W końcu pojawił się Rubin. Zaczęłam z nim rozmawiać o jego byłej partnerce. Mówił mi, że zaraziła go jakąś chorobą weneryczną. Bałam się, że może mnie również zarazić. Opowiadał mi o niej i o tym, że ma z nią córkę. Wspominałam też pory roku. Mówiłam o tym, że w kwietniu padał śnieg, a później nagle zrobiło się lato. Wiedziałam, że nie wydarzyło się to naprawdę, tylko w jakimś poprzednim śnie, ale we śnie traktowałam to jak wspomnienie. Zastanawiałam się, co właściwie mogę robić w tym świadomym śnie. Nie miałam żadnego konkretnego celu. Myślałam, czy może powinnam zamienić się w smoka, czy zrobić coś innego. W końcu pomyślałam, że po prostu porozmawiam z Rubinem. Później przyszło mi do głowy, że chcę iść z nim w erotyczne tango.
Zaczęliśmy się całować i pocałunek był bardzo namiętny. Co ciekawe, sam pocałunek czułam bardzo wyraźnie i realistycznie, natomiast późniejsze wydarzenia były już mniej intensywne. Miał miejsce seks, ale to czułam już trochę słabiej. On robił wszystko bardzo powoli, wręcz flegmatycznie, a ja chciałam szybko. Wyglądało to tak, że wsadził pytona, ale w ogóle się nie poruszał, więc strasznie się frustrowałam. Byliśmy w jakimś pokoju. Pamiętam, że mój Duster stał gdzieś obok, a ja patrzyłam na ten samochód. Pozycje się zmieniały: najpierw ja byłam na górze, później on był za mną na łóżku, od tyłu. Trzymał mnie za biodra i był podjarany faktem, że jego pyton wlazł tak jakby bez pomocy. Że nie musiał go łapać w rękę i nakierowywać, tylko po prostu wlazł sam, bez chwytania.  :))
Jak byłam na górze, to czułam wszystko dość słabo i uznałam, że pyton nie jest odpowiednio postawiony, więc żeby owy w ogóle dobrze stał, robiłam też loda i po prostu starałam się go tak postawić. A kiedy Rubin był za mną, to uparcie chciał ładować mi swój sprzęt w tyłek. Cały czas czułam, że nie celuje nim tam, gdzie powinien, tylko po prostu... w dupę.  Oesu I ja totalnie tego nie chciałam i cały czas mu mówiłam, żeby po prostu tak nie robił. No i co... wchodził, nie poruszał się, a ja się tylko bardzo frustrowałam.

 Nagle w trakcie naszej prywatnej chwili pojawił się jakiś dzieciak, który zaczął dobijać się do drzwi. Odepchnęłam go i zamknęłam drzwi na klucz, ale on mimo wszystko nadal potrafił je otwierać i wracał. Powiedziałam mu, żeby sobie poszedł, ale kompletnie mnie nie słuchał. W końcu wyrzuciłam go przez okno, żeby się go pozbyć, ale ku mojemu ogromnemu zdziwieniu dzieciak znowu wrócił i stanął pod drzwiami. Byłam już kompletnie wkurzona i bezradna. W końcu pojawił się jego ojciec. Powiedziałam mu, żeby zabrał tego dzieciaka, bo nie dawałam już z nim rady. Chyba ostatecznie go zabrał. I na tym sen właściwie się skończył. Najbardziej niesamowite było dla mnie to, że naprawdę wiedziałam, że śnię. Nie miałam jednak takiej pełnej kontroli jak w wyobrażeniach. Wiedziałam, że mogę robić różne rzeczy, ale nie przychodziło mi automatycznie do głowy, żeby wykorzystać cały potencjał tego snu. Mimo wszystko byłam bardzo zadowolona, bo przed ponownym zaśnięciem chciałam właśnie świadomego snu i chciałam spotkać Rubina — i dokładnie to się wydarzyło.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dzisiejszy sen:

Dziś miałam creepy sen, ale nie przeraził mnie jakoś na amen. Niewiele pamiętam, bo tej nocy kiepsko spałam. Śniła mi się moja poprzednia praca i mój dawny znajomy stamtąd, Grzesiek. Była noc, rozmawiałam z nim i byłam tam jakby ponownie na rozmowie o pracę. Wychodziłam wieczorem, widział mnie za oknem. Potem nagle siedziałam u niego w gabinecie, mówił, że dostał wypowiedzenie. Zapytałam jak długo jeszcze będzie pracował, ale nie odpowiedział, więc ironicznie zapytałam czemu robi z tego taką tajemnicę. Potem były tam te stare, głupie baby z działu handlowego i byłam z nimi w czymś w rodzaju kapliczki. Ale to miejsce było straszne i każdy bał się Jezusa i Maryi. Jedna baba stała naprzeciwko ołtarzyka i mówiła: "Boję się jej... Patrzcie jak się jej boję" i patrzyła na obraz Maryi ale nagle okazało się, że to nie obraz ale laleczka z upiornymi, krwawymi oczami. Powiedziałam: "Krwawisz z oczu. Masz krwawe łzy", ale nie wiedziałam sama czy mówiłam do Maryi czy do tej baby. Potem Jezus zaczął wstawać z grobu, ale był bardzo przerażający. Wychodził powoli, jego kości trzeszczały i jakby deformowały się. Bałam się go, ale wiedziałam, że muszę oddać mu hołd, toteż podeszłam do ołtarzyka, przeżegnałam się, pokłoniłam i czym prędzej ulotniłam.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ostatnie sny:

Na początku snu na niebie latało bardzo dużo ptaków. Wołałam je do siebie i one faktycznie przylatywały i siadały mi na rękach. Wcześniej do moich rodziców przypałętał się jakiś pies rasy płetwin. Pomyślałam, że to może być pies mojej hodowczyni od mojego dalmatyńczyka, która również ma płetwiny. Wydawało mi się, że to może być właśnie suka Justyny, ta młodsza. Zadzwoniłam do Lei, ale nie odebrała. Zadzwoniłam więc do Piotrka, jej męża, i zapytałam, czy to ich pies. Powiedział, że nie, że to nie jest ich suka. Pomyślałam więc, że może to jakieś jej dziecko, bo wydawało mi się, że w Polsce tylko oni mieli płetwiny. Później wróciły ptaki. Jeden z nich przyleciał i usiadł mi na ręce. W kieszeni miałam suszone robaki i karmę, więc zaczęłam go karmić. Ptak był bardzo łapczywy i szybko wszystko zjadał. Wcześniej była jakaś wieczerza i jadłam rogale z ciasta francuskiego oraz szynkę parmeńską, więc początkowo w kieszeni miałam chyba właśnie kawałki tej szynki. Później jednak dawałam ptakowi suszone robaki i karmę. W końcu wysypałam mu jedzenie na ziemię. Jakiś starszy mężczyzna zaczął mnie za to opierdalać, jakbym zrobiła coś złego, ale przegoniłam go. Później rozmawiałam z jakąś kobietą o Arisce. Ariska była w tym śnie u jakiegoś wujka. Wyglądało to tak, jakby teraz mieszkała u niego i tam żyła. Wiedziałam jednak, że na jawie Ariska już nie żyje. Zawołałam Arisskę i powiedziałam sobie: „Ona jest za drzwiami.” Otworzyłam drzwi i faktycznie stał tam jakiś mały piesek. Był szary i miał fioletowe oczy. Powiedziałam: **„No piękny jesteś, ale nie jesteś Arisską.” I dokładnie w tym momencie pojawiła się czarna, podpalana Arisska. Weszła do środka. Od razu ją rozpoznałam. Wzięłam ją na ręce. W tym śnie była większa niż ją pamiętam i dosyć ciężka. Położyłam ją później na legowisku. Miała zimne łapki. Głaskałam ją i opowiadałam tej kobiecie o tym, że Arisska w moich snach cały czas żyje. Mówiłam, że na jawie niestety musieliśmy ją uśpić, ale we śnie wszystko jest inaczej i tutaj ona nadal może być żywa. Wtedy zorientowałam się, że to jest sen. Zyskałam świadomość i zaczęłam myśleć o tym, że mogłabym teraz zrobić coś, czego nie mogę zrobić na jawie. Chciałam przemienić się w smoka i polatać. Jednocześnie jednak nie chciałam zostawiać Arisski. Powiedziałam tej kobiecie, że idę polatać jako smok i zaraz wrócę. Ona spojrzała na mnie z niedowierzaniem i zapytała: „Jak to smok?” Odpowiedziałam jej, że jej pokażę, że naprawdę jestem smokiem. Chciałam przemienić się w smoka na jej oczach. I właśnie wtedy się obudziłam.
Później, tej samej nocy, miałam kolejny sen. Śniła mi się Martyna, moja dawna koleżanka. Zrobiłam jej jakiś tatuaż ze smokiem z gazetki — taki przyklejany. Tatuaż był bardzo ładny, ale po chwili okazało się, że smok na nim zaczyna się poruszać. Smok latał, ział ogniem w jakieś statki znajdujące się na niebie oraz w łuczników, którzy strzelali do niego z łuków. Niektóre elementy tatuażu zaczęły już odchodzić od skóry, ale sam smok nadal się poruszał i walczył. Pomyślałam wtedy, że przecież można byłoby używać znacznie większych strzał, gdyby sterować nimi siłą woli. Zamiast korzystać z łuku, można byłoby po prostu przyciągać albo rzucać ogromne strzały za pomocą samego umysłu. Później znalazłam się przed jakąś uczelnią. Przed wejściem znajdował się dziwny, pomarańczowy tunel. Był bardzo kręty i falowany, a jego zadaniem było wywoływanie dezorientacji i problemów psychicznych u ludzi przed wejściem na uczelnię. Działał trochę jak narkotyk przed egzaminami — miał wprowadzać ludzi w dziwny stan. W środku tunelu znajdował się czerwony zeszyt. Wyglądał bardzo podobnie do mojego zeszytu z Łosiem, w którym zapisywałam swoją pierwszą książkę. W tym zeszycie znajdowały się różne notatki i ludzie przeglądali je, przechodząc przez tunel przed wejściem na uczelnię. Ja natomiast zaczęłam zapisywać w nim swoje sny. W pewnym momencie pomyślałam, że chcę zabrać ten zeszyt ze sobą. Wiedziałam, że jeżeli zniknie, ktoś prawdopodobnie zauważy jego brak. Pomyślałam jednak, że raczej nikt nie powinien akurat mnie podejrzewać. I na tym kończy się ten sen.

*

Miałam kolejny sen, w którym byłam na dworze. Ktoś brał ślub i odbywała się jakaś uroczystość weselna. Ja natomiast puszczałam fajerwerki tak jakby bezpośrednio z dłoni. Wystawiałam ręce do góry i z moich dłoni wylatywały ogromne ilości fajerwerków. Było ich naprawdę bardzo dużo. Towarzyszyły temu charakterystyczne dźwięki, które kojarzyły mi się z fajerwerkami w Minecrafcie. Pamiętam, że bardzo wyraźnie słyszałam te odgłosy. Miałam też w tym śnie moje myszy — Shelby i Annabelle. Dałam im do polizania jakąś dużą, białą tabletkę. Nagle spojrzałam na nie i zobaczyłam, że obie leżą na boku, jakby umierały. Bardzo się przestraszyłam i zaczęłam je ratować. Próbowałam zrobić wszystko, żeby je uratować i żeby znowu były w porządku. Później miałam jeszcze sen związany z paralizatorem. Miałam taki ogromny, potężny paralizator, który był bardzo ciężki — dosłownie ciężki jak cegła. Ledwo byłam w stanie go nieść. W tym śnie dostałam go w swojej poprzedniej pracy, chyba w Promarze. Miał służyć mi do samoobrony, ponieważ miałam go jako wyposażenie związane z pracą. Później napisała do mnie moja dawna eksprzyjaciółka Agusia. Pisała do mnie z telefonu swojej matki, ponieważ jej własny numer i telefon miałam zablokowany. Chciała się ze mną pogodzić i próbowała się ze mną skontaktować mimo blokady. W tym czasie byłam u mojej mamy i przygotowywałam jakiś obiad.

*

Tej nocy miałam sen o bardzo młodym chłopaku, który w tym śnie wydawał mi się absolutnie idealnym partnerem. Na początku pojawił się Ihab, mój były z Egiptu. W śnie spotkałam się z nim ponownie i między nami doszło do seksu. Później jednak pojawił się jakiś zupełnie inny chłopak. Byłam z nim w jakimś podziemiu czy podobnym miejscu. Wiedziałam, że wcześniej miał się z kimś spotykać. Zaczęłam więc z nim rozmawiać o tej dziewczynie, ale on powiedział mi, że tak naprawdę nigdy z nikim nie był. Twierdził, że z tą dziewczyną właściwie nic go nie łączyło, że spotkali się może kilka razy i nawet się nie pocałowali. Pomyślałam wtedy: „Ja pierdolę, to jest kurwa idealny partner dla mnie.” Byłam zachwycona tym, że jest taki „nieskalany”, nieruszony i że mogłabym być dla niego pierwszą kobietą we wszystkim. Bardzo mnie cieszyło, że poznałam kogoś takiego. Wydawało mi się to wręcz czymś idealnym. W tym śnie uprawialiśmy seks. Sen był niesamowicie realistyczny. Pamiętam, że robiliśmy to w różnych pozycjach i przemieszczaliśmy się między ścianami, jakbyśmy kompletnie zatracili się w tym wszystkim. Sam seks był bardzo intensywny i realistyczny. Co ciekawe, dopiero w trakcie i po wszystkim miałam świadomość tego, że wcześniej wiedziałam przecież o jakiejś jego dziewczynie. Kiedy on powiedział mi, że tak naprawdę nigdy nikogo nie miał, pomyślałam: „Kurwa, szkoda, że nie powiedziałeś mi tego wcześniej, bo zupełnie inaczej bym do tego podeszła.” W tym śnie jego „brak doświadczenia” był dla mnie czymś bardzo ważnym i sprawiał, że uważałam go za jeszcze bardziej idealnego. Najdziwniejsze było jednak to, jak bardzo realistyczny był cały sen. Podczas niego kompletnie zapomniałam o moim prawdziwym życiu. Nie pamiętałam, że mam męża. Nie pamiętałam właściwie całej swojej dotychczasowej rzeczywistości. Byłam jak zupełnie inna osoba, żyjąca w innym życiu, w którym ten chłopak był moim partnerem. Kiedy się obudziłam, przez chwilę naprawdę byłam przekonana, że jestem z tym chłopakiem w związku. Dopiero powoli, stopniowo zaczęło do mnie docierać: „Kurwa… przecież to nie jest mój chłopak. Ja mam męża. Ten człowiek w ogóle nie istnieje.” To było niesamowicie dziwne uczucie. Jakbym przez sen żyła zupełnie innym życiem, a po przebudzeniu musiała sobie przypomnieć, kim właściwie jestem i jakie jest moje prawdziwe życie. Bardzo ciężko było mi wrócić do rzeczywistości. Przez jakiś czas miałam jeszcze wrażenie emocjonalnego przywiązania do tego chłopaka, mimo że wiedziałam już, że był tylko postacią stworzoną przez mój sen. Ten sen był chyba jednym z najbardziej realistycznych pod względem emocjonalnym. Nie tylko śnił mi się jakiś człowiek — przez pewien czas naprawdę żyłam w przekonaniu, że to jest moje życie, a on jest moim partnerem.

*

Dzisiaj miałam sen, w którym byłam w moim rodzinnym domu. Trzymałam na rękach Arisskę i bardzo mocno ją przytulałam. Wąchałam jej sierść i łebek. Jej zapach był dokładnie taki sam, jak zapamiętałam go z życia — taki sam, jaki miała, kiedy jeszcze żyła, była młoda i sprawna. To było niesamowicie realistyczne. Miałam wrażenie, że naprawdę ją trzymam. Później położyłam Arisskę na sofie w moim pokoju. Wtedy nagle doznałam olśnienia i zorientowałam się, że to jest sen. Z jednej strony pomyślałam, że skoro jestem we śnie, mogę wykorzystać tę sytuację i spełnić różne swoje fantazje. Z drugiej strony kompletnie nie chciałam opuszczać Arisski. Chciałam po prostu z nią być, przytulać ją i cieszyć się tym, że znowu mogę ją mieć przy sobie. W pewnym momencie jednak samoistnie przeniosłam się gdzieś indziej. Znalazłam się w jakichś tunelach albo podziemiach. Miejsce przypominało trochę starą, zapomnianą bibliotekę. Byli tam jacyś ludzie, chyba moi wrogowie. Okazało się, że we śnie mam bardzo dużą moc. Mogłam zabijać tych ludzi za pomocą samej woli. Wystarczyło, że podniosłam rękę do góry, a oni zaczynali się jakby spalać, ale nie płonęli normalnie — po prostu zamieniali się w proch. Mogłam ich dosłownie rozsypać w pył samą myślą. W pewnym momencie bardzo potrzebowałam Arisski. Chciałam, żeby do mnie przyszła, bo potrzebowałam jej obecności, oparcia i otuchy. I wtedy przypomniałam sobie, co ostatnio zrobiłam źle podczas próby przywołania postaci we śnie. Tym razem nie tylko zaczęłam jej wołać. Powiedziałam do siebie: „Ona teraz tutaj do mnie idzie. Ona teraz tutaj przychodzi.” I rzeczywiście — jak na zawołanie Arisska się pojawiła. Była dokładnie taka, jaką ją pamiętałam: mała, czarna, podpalana suczka. Bez żadnych dziwnych zmian czy zniekształceń. Przybiegła do mnie, a ja od razu wzięłam ją na ręce. Byłam zachwycona i pomyślałam: „W końcu mi się udało!” Udało mi się przywołać konkretną postać dokładnie tak, jak chciałam, wykorzystując nie samo wołanie, tylko przekonanie, że ona już do mnie idzie. Postanowiłam więc od razu spróbować ponownie, tym razem z czymś innym. Zobaczyłam leżącą gdzieś książkę i powiedziałam: „Teraz ta książka stąd znika. Ta książka stąd teraz znika.” I… kurwa, nic. Książka nie zniknęła. Została dokładnie tam, gdzie była. Pomyślałam tylko: „Chuj, książka nie zniknęła.” Byłam strasznie sfrustrowana, bo chwilę wcześniej udało mi się przywołać Ariskę, a teraz zwykłe polecenie dotyczące książki kompletnie nie zadziałało. Miałam wręcz ochotę się zajebać z frustracji. XD Później znowu znalazłam się w tych dziwnych podziemiach. Zaczęli mnie gonić jacyś ludzie. Byłam wtedy razem z mamą i siostrą. Z jednej strony cały czas miałam świadomość, że tak naprawdę nic złego nie może nam się stać, bo przecież to sen. Z drugiej strony mimo wszystko bałam się tych ludzi i szczególnie jakiegoś pojazdu, który nadjeżdżał w tle. Widziałam migające światła i bałam się, że samochód nas zauważy. Znalazłam więc jakąś wnękę i postanowiłam schować tam mamę i siostrę. Zaciągnęłam je do środka i wszystkie trzy ukryłyśmy się w tej wnęce, żeby przeczekać, aż samochód przejedzie i nas nie zobaczy. Wtedy się obudziłam. Najbardziej zapamiętałam z tego snu Ariskę i to, że tym razem naprawdę udało mi się świadomie przywołać konkretną postać. Co ciekawe, chwilę później przekonałam się, że nie wszystko mogę kontrolować — Ariska pojawiła się dokładnie tak, jak chciałam, ale książka za nic nie chciała zniknąć.

Notatki:

W tym śnie wydarzyło się coś bardzo ciekawego z moją kontrolą nad snem. Najpierw przywołałam Ariskę. Tym razem zrobiłam to inaczej niż wcześniej, bo przypomniałam sobie, co mogłam zrobić źle przy poprzednich próbach. Nie ograniczyłam się do samego wołania jej imienia. Powiedziałam sobie: „Ona teraz tutaj do mnie idzie. Ona teraz tutaj przychodzi.” I faktycznie — Arisska pojawiła się. Była dokładnie taka, jak ją pamiętam: mała, czarna, podpalana suczka. Przybiegła do mnie, a ja mogłam wziąć ją na ręce. Byłam bardzo zadowolona, bo poczułam, że wreszcie udało mi się świadomie przywołać konkretną postać do snu. To było dla mnie szczególnie ważne, ponieważ wcześniej próbowałam przywoływać różne postacie i nie zawsze się to udawało. Czasami pojawiały się zupełnie inne osoby albo postacie były zdeformowane. Tym razem jednak Ariska pojawiła się dokładnie tak, jak chciałam. Postanowiłam więc od razu sprawdzić, czy mogę w ten sam sposób kontrolować inne elementy snu. Zobaczyłam leżącą książkę i powiedziałam: „Teraz ta książka stąd znika. Ta książka stąd teraz znika.” I… nic. Książka, kurwa, nadal tam leżała. Byłam w szoku, bo chwilę wcześniej udało mi się przywołać Arisskę, a teraz ta sama metoda nie zadziałała na zwykły przedmiot. Pomyślałam sobie, że przecież skoro wiem, że to jest sen, to dlaczego nie mogę po prostu zdecydować, że książka znika? Zaczęłam się zastanawiać, czy różnica polegała na sposobie, w jaki formułowałam polecenie. Przy Arissce nie powiedziałam właściwie: „Niech Arisska się pojawi”. Powiedziałam sobie, że ona już teraz do mnie idzie. Jakby jej pojawienie się było czymś, co po prostu ma się wydarzyć. Miałam też bardzo silne wyobrażenie Arisski — znałam jej wygląd, pamiętałam jej sierść, zapach i sposób, w jaki wyglądała za życia. Przy książce próbowałam natomiast bezpośrednio zmienić rzeczywistość snu. Po prostu wydałam jej polecenie, żeby zniknęła, ale mój senny umysł najwyraźniej nie zaakceptował tej zmiany. To było ciekawe doświadczenie, bo pokazało mi, że samo wiedzenie, że jestem we śnie, nie daje mi automatycznie pełnej kontroli nad wszystkim. Mogę mieć świadomość snu, a jednocześnie niektóre rzeczy mogą nadal działać według własnej logiki. Mam wrażenie, że w przypadku postaci może lepiej działać nie rozkazywanie, tylko potraktowanie ich obecności jako czegoś oczywistego. Zamiast: „Arisska, przyjdź.” lepiej: „Arisska jest teraz tutaj. Ona właśnie do mnie idzie.” I być może podobnie mogłabym spróbować kiedyś z Voltą. Zamiast desperacko go wołać, mogłabym powiedzieć sobie: „Volta jest w tym budynku. Zaraz go zobaczę.” Ciekawe, czy wtedy mój mózg rzeczywiście stworzy go takim, jakim go znam, zamiast znowu wyprodukować jakiegoś pojebanego, zdeformowanego sobowtóra. XD Najbardziej fascynuje mnie jednak to, że Arisska pojawiła się dokładnie wtedy, kiedy bardzo jej potrzebowałam. Nie tylko chciałam sprawdzić, czy potrafię ją przywołać — naprawdę chciałam mieć ją przy sobie. I właśnie wtedy zadziałało. To chyba mój pierwszy tak wyraźny dowód na to, że w świadomym śnie potrafię już przynajmniej częściowo wpływać na to, kto i co pojawia się w moim świecie snu. Książka natomiast pozostała niewzruszona. XD
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1