Kolejne sny:
Po rozmowie na jawie z siostrą i jej przyjaciółką na tematy bardzo obciążające emocjonalnie, takie jak zło na świecie, religia, Bóg, księża i podobne kwestie, miałam w nocy sen, w którym jakaś kobieta weszła do basenu z kwasem i zaczęła się w nim roztapiać; ja oraz kilka innych osób komentowaliśmy to wobec jej matki, a dziewczyna była chyba bardzo młoda i po prostu weszła do czegoś w rodzaju dużej wanny tak, jakby wchodziła do wody, po czym okazało się, że to kwas, który całkowicie rozpuścił jej ciało, a mnie najbardziej dziwiło to, że w ogóle jej to nie bolało i że wszystko działo się jakby bez żadnego cierpienia, bardzo spokojnie i bez reakcji bólowej, a potem w lesie matka tej dziewczyny powiedziała, że znaleźli tam jeszcze jakieś ciało dziecka i pokazała mi jego zdjęcie; ten sen był dla mnie bardzo przerażający i charakterystyczny, bo często gdy śni mi się coś strasznego, to nie jest to sen o tym, że ktoś mnie goni czy chce mnie zabić, tylko raczej taki, w którym komuś innemu dzieje się krzywda, na przykład ktoś topi się w kwasie albo zostaje nim oblany, a ja jestem jedynie świadkiem tych wydarzeń.
Później miałam sen o pociągu, w którym podróżowałam, a mój mąż był w kajdankach i miał aparat na zębach, co bardzo mnie szokowało, bo nie rozumiałam, dlaczego ktoś chce go zamknąć w więzieniu; powiedział mi, że to przez trudne dzieciństwo, co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło, bo w tym śnie w ogóle nie przypominałam sobie, żeby miał jakiekolwiek trudne dzieciństwo, dopytywałam go, ale niczego mi nie wyjaśniał, a przy tym sam w ogóle nie był tą sytuacją zestresowany, wręcz miałam wrażenie, że cieszy się z tego, że idzie do więzienia; w pociągu byli też inni ludzie, z którymi rozmawiałam, a ja sama wsiadłam do pociągu w ostatniej chwili i od razu zostałam oskarżona przez wszystkich dookoła o brak biletu, choć mówiłam, że bilet mam przy sobie i że nie czuję potrzeby pokazywania go komukolwiek innemu niż konduktorowi; przed przyjazdem pociągu spacerowałam po peronie, potem znowu wyszłam na chwilę, spacerowałam i wtedy pociąg odjechał beze mnie, więc zaczęłam go gonić w locie, co jest dość częstym motywem w moich snach, bo bardzo często śni mi się pociąg, który odjeżdża, a ja nie zdążam i muszę go gonić. W śnie o pociągu pojawił się jeszcze motyw, że Adrian miał rzekomo romans z dwiema koleżankami, które również były w tym pociągu, a ja chciałam, żeby pokazały mi konwersacje z moim mężem, żebym mogła zobaczyć, o czym pisali, potem prosiłam o to samo Adriana, ale nikt nie chciał mi niczego pokazać i chociaż nie było żadnych realnych oznak zdrady, ja doszukiwałam się ich jakby trochę na siłę.
Tej samej nocy miałam jeszcze kolejny sen, w którym opowiadałam Ilonie, mojej koleżance z pracy, o kliencie, którego ostatnio miałam, ale wcześniej zjeżdżałam na brzuchu i na plecach po schodach w moim domu rodzinnym, tak jak robiłam to w dzieciństwie, kiedy była to moja zabawa na jawie; w tym śnie zjeżdżałam po schodach i chciałam, żeby Ilona mnie nagrała oraz żeby mój dalmatyńczyk przyszedł i czekał na mnie na dole schodów, a potem szłam z Iloną do szkoły i jednocześnie chciałam jeszcze skorzystać z łazienki, uznając, że skoro jest 7:58, to zdążymy przed rozpoczęciem pracy o 8:00; po drodze po chodniku chodziły bardzo dziwne jaszczurki, podobne do salamander, z łuską w fioletowym odcieniu, i chciałam zapytać ChatGPT, co to za zwierzęta, a jednocześnie bardzo tęskniłam w tym śnie za Arisską; w końcu dotarłam do toalety, usiadłam na sedesie i nagle zorientowałam się, że jestem na lekcji religii, bo siedziałam w kabinie, a na zewnątrz trwała lekcja, miałam ze sobą resztkę wody truskawkowej w butelce i była tam też Kaśka, moja koleżanka z podstawówki, kazano mi się przeżegnać i wykonać znak krzyża, ale uznałam, że modlenie się na sedesie jest w tym momencie trochę niesmaczne; wyszłam z kabiny, ktoś wszedł do pomieszczenia, żeby poszukać mydła do umycia naszyjnika, powiedziałam, że mam mydło i mogę pożyczyć, ale ta osoba nie chciała go ode mnie wziąć, więc wzięła je Kaśka, a ja porwałam Kaśce miętowe kulki do papierosów, bo kojarzyły mi się z Arisską, choć zupełnie nie wiem dlaczego; później szłam schodami do jakiegoś budynku i wyobrażałam sobie, jak Arisska biega po tych schodach i szczeka.
*
Ten sen przyśnił mi się kolejnej nocy nad ranem i był niesamowity, bo poprzedniej nocy, mimo że dużo myślałam o świadomym śnie, w ogóle go nie miałam, a tym razem wstałam do łazienki, położyłam się z powrotem i powiedziałam sobie w myślach coś w stylu: może w końcu, do cholery jasnej, przytrafi mi się świadomy sen, i jak się okazało, sama ta intencja wystarczyła; śniła mi się szkoła i moja szwagierka, która rzekomo na czas końca budowy mieszkała w mieszkaniu pod nami, pytałam ją, czy jej się tam podoba i czy jest cicho, bo wcześniej jakaś inna kobieta narzekała, że szwagierka strasznie się wydziera, ale ona powiedziała, że jest okej, że jest cicho i że fajnie jej się tam mieszka, potem moja mama rugała mnie za to, że nie poszłam po dyplom na zakończenie szkoły, bardzo to przeżywałam i wracały do mnie wszystkie te czasy, kiedy dostawałam od niej przysłowiowo po głowie za złe oceny, później mama jakby była ze mną u ginekologa i sprawdzała, czy moje miejsce intymne jest na tyle doskonałe, żeby wpuścić tam czyjegoś pytona, a ja pomyślałam sobie, Boże święty, jakie to jest obleśne, straszne, żałosne i totalnie cringe, że ona w ogóle komentuje moje ciało w taki sposób, powiedziałam jej, że to jest mega niesmaczne i po prostu stamtąd odeszłam; wcześniej, gdy rugała mnie o oceny i brak dyplomu, rozmawiałyśmy przez telefon, ja płakałam do słuchawki i zarzucałam jej, że zamiast się cieszyć, ona tylko mnie beszta i że liczą się dla niej wyłącznie oceny i dyplom, a w momencie, gdy komentowała mnie przy tym ginekologu, wyszłam i nagle coś mi nie zagrało, coś mi nie świtało i uświadomiłam sobie, że to sen, więc spojrzałam na swoje dłonie, które wyglądały zupełnie normalnie, miały pięć palców i wszystko było z nimi w porządku, opuściłam je, spojrzałam przed siebie i stwierdziłam, że to niemożliwe i muszę sprawdzić jeszcze raz, więc ponownie spojrzałam na dłonie i wtedy zobaczyłam, że palce są zdeformowane i zaczynają się wydłużać, a co gorsza, realnie to czułam, czułam, jak te palce się wydłużają i że coś jest z nimi nie tak, nie przeraziło mnie to, ale uznałam, że nie chcę tego czuć, więc natychmiast opuściłam dłonie i przestałam skupiać się na tych odczuciach; znalazłam się w galerii jak z gry Postal 2 i kompletnie nie mogłam się z niej wydostać, podskakiwałam, próbując przebić się przez sufit jak duch, ale trafiałam do jakiegoś Matrixa i spadałam z powrotem do galerii, wychodziłam przez pomarańczowe drzwi, ale za nimi były kolejne drzwi, potem kolejne i jeszcze kolejne, i w żaden sposób nie mogłam wydostać się na zewnątrz, a bardzo chciałam, bo moją ulubioną rzeczą w świadomym śnie jest przemiana w smoka i latanie, więc cały czas mówiłam do swojego umysłu: Halo, przecież możesz wszystko, świadomie śnimy, no dawaj, dawaj, ale mimo otwierania kolejnych drzwi nic to nie dawało, aż w końcu zrezygnowana wróciłam do galerii i zaczęłam znowu szukać wyjścia, intuicyjnie wiedziałam, za którymi drzwiami jest ulica, chodnik i niebo, i kiedy pociągnęłam za klamkę, faktycznie mogłam wyjść, więc wydostałam się na zewnątrz, przemieniłam się w dużego, ciężkiego smoka i z trudem, ale jednak wzbiłam się w powietrze, jednak gdy już leciałam, nagle okazało się, że jestem mała, machałam skrzydłami, czułam ich zmęczenie i chciałam jeszcze bardziej poczuć swoje smocze ciało, ale nie do końca byłam w stanie; wylądowałam na dachu, byłam z powrotem człowiekiem, padał deszcz i zrobiłam sobie przerwę, byli tam inni ludzie, jadłam Kinder Bueno, obok była moja siostra, dałam jej jedną część, ale oddała mi ją, bo miała w plecaku dokładnie to samo, czyli swoje Kinder Bueno, za mną siedział ten ginekolog, przy którym mama komentowała moją strefę intymną, pocałowałam go w usta i natychmiast odwróciłam głowę, bardzo zażenowana, po czym skupiłam się na jedzeniu Kinder Bueno, które było w tym śnie wyjątkowo dobre; co jakiś czas próbowałam znowu wzbić się do lotu, ale ludzie nie chcieli kontynuować wyprawy, więc wracałam na dach, była tam starsza kobieta, która wszystko komentowała i krytykowała, ugotowałam zupę i ona ją skrytykowała, a ja w trakcie jedzenia powiedziałam do wszystkich, że najważniejsze, że na jawie jesteśmy suche, a nie mokrzy od deszczu, bo faktycznie wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki, przenieśliśmy się bardziej pod dach, w takie miejsce jakby pod wiaduktem, rozmawiałam z jedną dziewczyną i próbowałam zgadnąć, kim jest, powiedziała, że jest Adrianną z Finlandii i żebym znalazła ją na Facebooku, zrobiłam jej zdjęcia, żeby sprawdzić na jawie, kim jest, i pomyślałam sobie, że wspólne śnienie z inną osobą jest możliwe; zapytałam ją, czy mnie kojarzy, odpowiedziała, że nie, a ja stwierdziłam, że to nic dziwnego, skoro mieszka nad morzem w Finlandii, potem chciałam się napić wody, a starsza kobieta wciąż krytykowała wszystko, mówiła, że tej zupy nie da się zjeść i że jej mąż nigdy takiej nie jadł, że za jego czasów było inaczej, wiedziałam, że jej mąż nie żyje, więc próbowałam być miła i powiedziałam, że na pewno był dobrym człowiekiem, ale że nie może cały czas wszystkiego krytykować i porównywać do dawnych lat, na co mama z góry zrugała mnie, że zwracam jej uwagę, więc zdenerwowałam się i powiedziałam ostrzej, że wypierdalam stąd, bo to gadanie tej starej baby mnie rozpierdala, podeszłam do garnka z zupą, przykryłam go pokrywką wyjętą z szafki z piekarnika i czułam ciepło piekarnika, w górnej szafce zobaczyłam miętowe perfumy Good Girl w nowym, metalowym, miętowym opakowaniu, pomyślałam, że zmienili design i że to już nie są szpilki Caroliny Herrery, tylko zwykłe flakony, psiknęłam się nimi, było tam bardzo dużo opakowań, pachniały słabo i dziwnie słodko, znowu chciałam polecieć jako smok, ale nie mogłam, bo ludzie nie chcieli iść dalej, więc w końcu przemieniłam się w wilka, zeszłam na ziemię razem z innymi i uznałam, że bycie wilkiem jest o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze, bo dużo prościej jest mi poczuć wilcze ciało niż smocze; jakaś kobieta zapinała psy husky do zaprzęgu, wiedziałam, że za chwilę ruszymy dalej, zmrużyłam oczy, zwinęłam się, zasnęłam w tym śnie jako wilk, położyłam pysk na przednich łapach i poczułam, że te łapy są bardzo zmęczone, po czym obudziłam się w prawdziwym życiu i okazało się, że spałam tak, że zdrętwiały mi ręce, dlatego we śnie bolały mnie wilcze łapy.
*
Ten sen z dzisiejszej nocy zaczął się od tego, że nasze samochody stały na podwórku u babci Wiesławy i był to kadr jak z bardzo dawnych lat, kiedy nie było tam jeszcze ani naszego hotelu, ani domu mojej kuzynki; wsiadłam do mojej starej Hondy, bo był tam jakiś facet, któremu chciałam zaimponować, a jemu podobały się tylko stare samochody, więc nie wybrałam mojego nowszego Dustera, tylko właśnie Hondę, choć wiedziałam, że stoi ona obok naszej Alfy Romeo i że jeśli ją odpalę, to przez lekką górkę po prostu zjedzie i przypierdoli w Alfę, a tym facetem, któremu chciałam zaimponować, był chyba Filip Wąs; wsiadłam, odpaliłam Hondę i niestety dokładnie tak się stało, zjechałam i uderzyłam w Alfę, więc szybko ruszyłam do przodu, zaparkowałam gdzieś indziej, wysiadłam i zaczęłam ukrywać rysę, którą zostawiłam po uderzeniu; w tym śnie odkryłam też jakąś mroczną stronę mojego ojca, że był zamieszany w jakieś gangi, że miał wiele kochanek, zapytałam Adriana, czy u niego w rodzinie też zdarzają się takie jazdy i przekręty, ale on chyba nic mi na to nie odpowiedział, a ja uznałam, że wszystkie moje grzechy i złe rzeczy, które zrobiłam w życiu, to nic w porównaniu z czymś takim; był tam też wątek, że grałam w filmie i liczyłam na sławę, ale jakiś aktor coś odwalił, film się nie sprzedał i był dostępny tylko za 120 zł na jakimś kompletnie martwym kanale, bez dźwięku i bez widzów. Później miałam kolejny sen, w którym była scena na basenie, były tam psy huśtające się na różnych huśtawkach, bo bały się pływać, i pojawił się też mój kolega z podstawówki, który w rzeczywistości już nie żyje, a w śnie tonął, wyciągnęłam go z wody, bardzo kaszlał, ale ogólnie było z nim w porządku, przyłożył sobie jakąś kratę do ust i powiedział, że jest mu niedobrze, a ja bałam się, że zacznie coś wykrztuszać albo zwracać, więc wolałam zostawić go w spokoju; w basenie było dużo wody, psy się pluskały i kąpały, a potem nagle, po tym jak go wyłowiłam, basen okazał się pusty, bez wody, a na jego dnie był brunatny, czerwony szlam imitujący krew, pochyliłam się, nabrałam go ręką i po chwili wytarłam dłoń o ścianę, naśladując ruchy Rose z jednej sceny w samochodzie w Titanicu; zadzwoniłam potem do czyściciela basenów, bo w jednym miejscu było strasznie brudno, porozlewane plamy wyglądały tak, jakby wieczorami zbierali się tam pijacy, pili i brudzili, a ja bałam się nawet myśleć, czym są te dziwne substancje, którymi ujebana była cała jedna strona basenu, oferowałam 50 zł za godzinę, bo wiedziałam, że jestem jakby w innym świecie, nie na jawie, choć nie miałam świadomości, że to sen, i czułam, że mnie na to stać, a pod koniec rozmowy sprostowałam, że nie potrzebuję codziennego czyszczenia, tylko co jakiś czas, bo bałam się, że się nie wypłacę; w tym śnie była też moja dawna nauczycielka języka polskiego z liceum, odbywały się lekcje z dziećmi, jeden chłopiec narzekał, że jest mu bardzo zimno w domu, a nauczycielka tłumaczyła mu, jak spać i jak się ogrzać, ktoś poradził mu nawet, żeby na golasa odkurzał mieszkanie, bo wtedy będzie mu cieplej, co było kompletnie absurdalne, dzieci pisały długopisami na glinianych tabliczkach, a ja śmiałam się do nauczycielki, że to pomysł jak ze średniowiecza, bo przecież już dawno się tak nie pisze, po czym przypomniałam sobie, że w galerii u Cyganki kupiłam takie gliniane tablice i też na nich rysowałam, podeszłam do jednej stojącej na podstawce i pokazałam jej mój rysunek, ale nie była nim zainteresowana; nagle okazało się, że ktoś trzyma tę tablicę i za pomocą woli ćwiczy telekinezę, podnosi ją i opuszcza, czasem mu się to nie udaje i tablica wypada z rąk; wcześniej w tym śnie byłam też w galerii i kupowałam skarpetki, oryginalne kosztowały 36 zł za parę i były miękkie, grube, włochate, jakby wełniane, ale u Cygana na bazarze, w tej samej galerii, znalazłam podrobione, 36 zł za trzy pary, cieńsze i wyraźnie gorszej jakości, ale i tak je kupiłam; na wystawie u Cyganów był też kolorowy sweter z falbankami, pochwaliłam Cygankę za asortyment i za te falbanki, choć sweter mi się nie podobał i nie chciałam go kupić, a później szłam korytarzem z jednym Cyganem i mówiłam, że muszę nauczyć go polskiego, a on mnie ich języka, ale tylko pokiwał głową i od razu zrozumiałam, że nie ma na to żadnych szans.