Dziennik Lorellai
#81
Dzisiejszy sen:

Dzisiejszy sen był dość płytki, mało wyraźny i niewiele z niego pamiętałam. Tzn. pamiętałam, że akcja była o wiele dłuższa, ale po prostu ja nie mogłam przypomnieć sobie wszystkich faktów. Mój pies był bardzo grzeczny, byli jacyś ludzie w moim mieszkaniu i był on - w korytarzu przed wejściem. Wskakiwał na dywanik, kiedy wskazałam mu palcem i poprosiłam, wykonywał zadania w trybie wręcz wojskowym, byłam z niego dumna. Potem wskazałam mu palcem na pufę, wskoczył. Ale nagle uznał, że skoro na pufe można to i na inne meble można. I wskoczył na sofę. Opieprzyłam go za to i kazałam mu zejść. Zszedł, ale trochę się rozbrykał. Podawałam mu chyba jakieś leki, jakiś puder na sierść. Potem pies miał jechać na jakieś wakacje, na obóz dla psów, byłam przekonana, że został ulokowany w wagonie, który zgubił się, najpewniej został porwany. Byłam zrozpaczona, że porwano mojego psa i byłam gotowa szukać go i wystawić nawet list gończy. Wtem przypomniałam sobie, że przecież mój pies w ostatniej chwili wyskoczył z wagonu i jednak nie pojechał na wakacje, pociąg odjechał bez niego. Poczułam ulgę. Następnie byłam w domu rodzinnym, w pokoju siostry. Gadałam z jakimś napakowanym typem, chciałam, by zaprezentował przede mną swoje bicepsy. Miał na ciele (brzuchu?) tatuaż westernowy i pytałam czy to Arthur Morgan z RDR2, ale on powiedział że nie i że to ktoś inny. Czytałam w międzyczasie gazetę i była tam fotografia, na której była jakaś para w kisielu, w jakiejś romantycznej pozycji, ale ten kisiel to tak naprawdę było pierdyliard rozbitych, kurzych jajek, w których taplała się ta para. Mój mąż wszedł do pokoju i chciałam ukryć przed nim to, co czytam w gazecie, by nie posądził mnie o oglądanie porno. Dzwoniła gdzieś w międzyczasie jakaś laska, bo dała prezent dla mojego psa, ale nie odebrałam od niej, bo nie miałam czasu. Miałam oddzwonić do niej potem, ale zapomniałam. Czułam, że jest obrażona. Po umyciu włosów, jak się okazało, spłukałam cały swój platynowy blond i włosy były znowu w odcieniu ciemnego, mysiego blondu. Kontaktowałam się z fryzjerką w sprawie tego co dalej robić z włosami, zauważyłam, że ze stresu napisałam do niej na "Ty" a nie na "Pani" i chciałam za to przeprosić, ale nie wiedziałam jak, skoro ona nie zwróciła na ten mój błąd uwagi. Poszłam do jej salonu. Przeglądałam się w lustrze i widziałam swoje włosy, ciemne, choć długie. Kombinowałam z ułożeniem przedziałka i wspominałam to, że kilka dni temu w szkole (to nie miało miejsca na jawie) ludzie komentowali, że wyglądam inaczej i że wróciłam do naturalnego koloru. Pomyślałam, że to być może świeży start i zaczniemy z nimi na nowo - pierw je rozjaśnimy a potem pofarbujemy. Fryzjerka myła komuś głowę, ale zwróciła na mnie uwagę i kazała mi pokazać moje kosmetyki do włosów, aby pomóc mi zdecydować czym te włosy teraz myć i pielęgnować. Miałam różne saszetki z szamponami i odżywkami. Włosy były długie i pomyślałam, że będą ładne jak postanowię je znów pofarbować na platynowy blond.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#82
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że piekłam ciasto w piekarniku, takie białe, ni to sernik, ni to tort. Włożyłam je do piekarnika i chyba o nim zapomniałam, bo wyszłam na chwilę z mieszkania, a kiedy wróciłam, okazało się, że ciasto urosło do ogromnych rozmiarów. Z jednej strony cieszyłam się, że będzie go dużo i że będzie co jeść, ale z drugiej strony chciałam, żeby trochę opadło, bo było już tak duże, że nie mieściło się w piekarniku i jakby posklejało jego ścianki. Zauważyłam, że piekarnik pika i wydaje z siebie dźwięki ostrzegawcze, a przez szybkę było widać, że grzałki są rozpalone do czerwoności i przegrzane. Okazało się, że grzałki się zepsuły, więc wzięłam instrukcję od piekarnika, w której było napisane, że nie ma zapasowych grzałek i że nie ma ich też nigdzie w serwisie ani w magazynach firmy Beko. To był pierwszy, krótki fragment snu. Później śniła mi się suszarka do ubrań i cały czas suszyłam pranie, wylewałam wodę z pojemnika i suszyłam od nowa. Wszystkie ubrania były w wannie i czekały na wysuszenie, a w tej wannie był też szary szczur, który po prostu tam siedział, ale nie miałam zamiaru go ani prać, ani suszyć. Mój kolega z pracy Paweł chciał zobaczyć tego szczura, więc poszłam do łazienki, wzięłam go na ręce i próbowałam zrobić mu kilka zdjęć, udało mi się zrobić chyba dwa, po czym szczur uciekł i schował się gdzieś w ubraniach. W tym samym czasie moi rodzice mieli na ogrodzie nowego pieska, który okazał się siostrą naszej suczki Lucy. Była bardzo przestraszona, taka trochę boidupka, i pomyślałam, że mimo iż są siostrami, ten pies nigdy nie będzie podobny do Lucy, bo ich charaktery są zupełnie inne. Później suszarka znalazła się na zewnątrz mieszkania, jakby na ulicy, przed domem moich teściów, i cały czas wylewałam z niej wodę, która miała intensywnie niebieski kolor. Wylewałam ją na chodnik i trochę na trawę, martwiąc się, że sąsiedzi mogą mnie opieprzyć za to, że skażam glebę, chociaż wiedziałam, że to nie jest legalne, i mimo to dalej to robiłam. Widziałam, że suszarka ma dwa pojemniki na wodę. Pojawił się też wątek mojego eks, Patryka, z którym chyba miałam rozmawiać i cieszyłam się, że odnowiliśmy kontakt, choć nie było do końca jasne, o co w tym chodzi. W pewnym momencie chciałam napisać książkę o probiotykach i ich złym wpływie na zdrowie, kupiłam nawet inną książkę, na której miałam bazować i którą chciałam przepisać, parafrazując treść, ale uznałam, że to beznadziejne i że nie chcę robić kopii, więc postanowiłam napisać książkę o psychotropach i ich złym wpływie na ludzki organizm. Potem pojawił się wątek młodego chłopaka chorego na Alzheimera i bardzo dziwiłam się, jak to możliwe, że tak młoda osoba ma tak poważną chorobę. W telewizji mówiono o jego zdrowiu i o tym, że chodzi po lekarzach, ale on nie wyglądał na osobę schorowaną ani ciągle zapominającą wszystkiego. Mieliśmy zadanie odegrać scenkę w barze, ja, ten chłopak i jego starsza siostra, która była w moim wieku, i chodziło o to, komu barmanka da jedzenie za darmo mimo braku pieniędzy. Oni zaczęli ją prosić, przymilać się i manipulować, a ona szybko się zgodziła, dała im jednorazowe rękawiczki i kazała wejść do WC, gdzie był magazyn jedzenia, i wziąć, co chcą. Kiedy dziewczyna otworzyła drzwi do toalety, na muszli klozetowej leżała jakaś maskotka i ona bała się tam wejść. Ja stałam obok i wszystko obserwowałam. Chciałam jeszcze wziąć batonika zza lady, ale zrezygnowałam, bo nie wiedziałam, czy starczy mi pieniędzy. Po wyjściu analizowałam z nimi całą sytuację i powiedziałam, że barmanka była bardzo empatyczna i uległa, ale gdyby była inna, to nie pozwoliłaby im na takie zachowanie. Dodałam, że ja próbowałabym manipulować nią inaczej, na przykład pieniędzmi, bo pieniądze są najlepszym narzędziem do manipulowania i przekupywania ludzi, i że zaproponowałabym 10 zł za piwo warte 5 zł, na co dziewczyna stwierdziła, że to zbyt duże przebicie i że lepiej proponować 5,50, a ja odpowiedziałam, że można robić to stopniowo. Po drodze żegnaliśmy się jeszcze z rządzącymi facetami w barze i miałam ochotę powiedzieć im, żeby nie patrzyli na pieniądze, bo pieniądze niszczą ludzi, ale ostatecznie zrezygnowałam. Potem poszliśmy na przyjęcie i przed wejściem na stołówkę chłopak nagle upadł na kolana, po czym wstał i poszedł dalej, a ja cały czas dziwiłam się, jak to możliwe, że młody człowiek tak bardzo wszystko zapomina. Na stołówce siedziałam przy stole z mamą, chociaż ona chciała, żebym usiadła przy mniejszym stoliku z tatą. Szukałam czegoś do jedzenia, ale mimo że było go bardzo dużo, wszystko wyglądało albo bardzo niezdrowo, albo bardzo niesmacznie: słodycze, zdeformowane, krzywo ugotowane i krzywo obrane jajka, wszystko wyglądało strasznie. Znalazłam owsiankę z płatków kokosowych i uznałam, że to jedyna rzecz, którą mogę zjeść. Na instrukcji było napisane, żeby zalać ją wrzątkiem. Wstydziłam się usiąść z tym jedzeniem przy stole, bo siedział tam obcy mężczyzna i bałam się, że pomyśli, że jem jakiś syf. Odlałam nadmiar wody z miseczki, ale razem z nią wypadały niektóre ziarenka owsianki, a wrzątek wlałam do szklanki. Szukałam miodu, ale nigdzie go nie było, był tylko cukier, którego nie chciałam używać. Chciałam dolać mleka, żeby poprawić smak, ale mleka też nie znalazłam. Podczas nalewania wrzątku owsianka chlapała dookoła, chciałam to wytrzeć, ale nie było żadnych chusteczek. Cały sen był niezwykle realistyczny, rozmowy logiczne i spójne, wszystko wyglądało jak na jawie i ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że to jest sen. Jedyną nielogiczną rzeczą była suszarka stojąca na zewnątrz i ciągłe wylewanie z niej wody, ale kiedy zaczęło się przyjęcie na stołówce, wszystko było już całkowicie realistyczne, tak bardzo, że nawet nie pojawił się żaden przebłysk świadomości snu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#83
Kolejne sny:

Po rozmowie na jawie z siostrą i jej przyjaciółką na tematy bardzo obciążające emocjonalnie, takie jak zło na świecie, religia, Bóg, księża i podobne kwestie, miałam w nocy sen, w którym jakaś kobieta weszła do basenu z kwasem i zaczęła się w nim roztapiać; ja oraz kilka innych osób komentowaliśmy to wobec jej matki, a dziewczyna była chyba bardzo młoda i po prostu weszła do czegoś w rodzaju dużej wanny tak, jakby wchodziła do wody, po czym okazało się, że to kwas, który całkowicie rozpuścił jej ciało, a mnie najbardziej dziwiło to, że w ogóle jej to nie bolało i że wszystko działo się jakby bez żadnego cierpienia, bardzo spokojnie i bez reakcji bólowej, a potem w lesie matka tej dziewczyny powiedziała, że znaleźli tam jeszcze jakieś ciało dziecka i pokazała mi jego zdjęcie; ten sen był dla mnie bardzo przerażający i charakterystyczny, bo często gdy śni mi się coś strasznego, to nie jest to sen o tym, że ktoś mnie goni czy chce mnie zabić, tylko raczej taki, w którym komuś innemu dzieje się krzywda, na przykład ktoś topi się w kwasie albo zostaje nim oblany, a ja jestem jedynie świadkiem tych wydarzeń. 

Później miałam sen o pociągu, w którym podróżowałam, a mój mąż był w kajdankach i miał aparat na zębach, co bardzo mnie szokowało, bo nie rozumiałam, dlaczego ktoś chce go zamknąć w więzieniu; powiedział mi, że to przez trudne dzieciństwo, co jeszcze bardziej mnie zaskoczyło, bo w tym śnie w ogóle nie przypominałam sobie, żeby miał jakiekolwiek trudne dzieciństwo, dopytywałam go, ale niczego mi nie wyjaśniał, a przy tym sam w ogóle nie był tą sytuacją zestresowany, wręcz miałam wrażenie, że cieszy się z tego, że idzie do więzienia; w pociągu byli też inni ludzie, z którymi rozmawiałam, a ja sama wsiadłam do pociągu w ostatniej chwili i od razu zostałam oskarżona przez wszystkich dookoła o brak biletu, choć mówiłam, że bilet mam przy sobie i że nie czuję potrzeby pokazywania go komukolwiek innemu niż konduktorowi; przed przyjazdem pociągu spacerowałam po peronie, potem znowu wyszłam na chwilę, spacerowałam i wtedy pociąg odjechał beze mnie, więc zaczęłam go gonić w locie, co jest dość częstym motywem w moich snach, bo bardzo często śni mi się pociąg, który odjeżdża, a ja nie zdążam i muszę go gonić. W śnie o pociągu pojawił się jeszcze motyw, że Adrian miał rzekomo romans z dwiema koleżankami, które również były w tym pociągu, a ja chciałam, żeby pokazały mi konwersacje z moim mężem, żebym mogła zobaczyć, o czym pisali, potem prosiłam o to samo Adriana, ale nikt nie chciał mi niczego pokazać i chociaż nie było żadnych realnych oznak zdrady, ja doszukiwałam się ich jakby trochę na siłę.

Tej samej nocy miałam jeszcze kolejny sen, w którym opowiadałam Ilonie, mojej koleżance z pracy, o kliencie, którego ostatnio miałam, ale wcześniej zjeżdżałam na brzuchu i na plecach po schodach w moim domu rodzinnym, tak jak robiłam to w dzieciństwie, kiedy była to moja zabawa na jawie; w tym śnie zjeżdżałam po schodach i chciałam, żeby Ilona mnie nagrała oraz żeby mój dalmatyńczyk przyszedł i czekał na mnie na dole schodów, a potem szłam z Iloną do szkoły i jednocześnie chciałam jeszcze skorzystać z łazienki, uznając, że skoro jest 7:58, to zdążymy przed rozpoczęciem pracy o 8:00; po drodze po chodniku chodziły bardzo dziwne jaszczurki, podobne do salamander, z łuską w fioletowym odcieniu, i chciałam zapytać ChatGPT, co to za zwierzęta, a jednocześnie bardzo tęskniłam w tym śnie za Arisską; w końcu dotarłam do toalety, usiadłam na sedesie i nagle zorientowałam się, że jestem na lekcji religii, bo siedziałam w kabinie, a na zewnątrz trwała lekcja, miałam ze sobą resztkę wody truskawkowej w butelce i była tam też Kaśka, moja koleżanka z podstawówki, kazano mi się przeżegnać i wykonać znak krzyża, ale uznałam, że modlenie się na sedesie jest w tym momencie trochę niesmaczne; wyszłam z kabiny, ktoś wszedł do pomieszczenia, żeby poszukać mydła do umycia naszyjnika, powiedziałam, że mam mydło i mogę pożyczyć, ale ta osoba nie chciała go ode mnie wziąć, więc wzięła je Kaśka, a ja porwałam Kaśce miętowe kulki do papierosów, bo kojarzyły mi się z Arisską, choć zupełnie nie wiem dlaczego; później szłam schodami do jakiegoś budynku i wyobrażałam sobie, jak Arisska biega po tych schodach i szczeka. 

*

Ten sen przyśnił mi się kolejnej nocy nad ranem i był niesamowity, bo poprzedniej nocy, mimo że dużo myślałam o świadomym śnie, w ogóle go nie miałam, a tym razem wstałam do łazienki, położyłam się z powrotem i powiedziałam sobie w myślach coś w stylu: może w końcu, do cholery jasnej, przytrafi mi się świadomy sen, i jak się okazało, sama ta intencja wystarczyła; śniła mi się szkoła i moja szwagierka, która rzekomo na czas końca budowy mieszkała w mieszkaniu pod nami, pytałam ją, czy jej się tam podoba i czy jest cicho, bo wcześniej jakaś inna kobieta narzekała, że szwagierka strasznie się wydziera, ale ona powiedziała, że jest okej, że jest cicho i że fajnie jej się tam mieszka, potem moja mama rugała mnie za to, że nie poszłam po dyplom na zakończenie szkoły, bardzo to przeżywałam i wracały do mnie wszystkie te czasy, kiedy dostawałam od niej przysłowiowo po głowie za złe oceny, później mama jakby była ze mną u ginekologa i sprawdzała, czy moje miejsce intymne jest na tyle doskonałe, żeby wpuścić tam czyjegoś pytona, a ja pomyślałam sobie, Boże święty, jakie to jest obleśne, straszne, żałosne i totalnie cringe, że ona w ogóle komentuje moje ciało w taki sposób, powiedziałam jej, że to jest mega niesmaczne i po prostu stamtąd odeszłam; wcześniej, gdy rugała mnie o oceny i brak dyplomu, rozmawiałyśmy przez telefon, ja płakałam do słuchawki i zarzucałam jej, że zamiast się cieszyć, ona tylko mnie beszta i że liczą się dla niej wyłącznie oceny i dyplom, a w momencie, gdy komentowała mnie przy tym ginekologu, wyszłam i nagle coś mi nie zagrało, coś mi nie świtało i uświadomiłam sobie, że to sen, więc spojrzałam na swoje dłonie, które wyglądały zupełnie normalnie, miały pięć palców i wszystko było z nimi w porządku, opuściłam je, spojrzałam przed siebie i stwierdziłam, że to niemożliwe i muszę sprawdzić jeszcze raz, więc ponownie spojrzałam na dłonie i wtedy zobaczyłam, że palce są zdeformowane i zaczynają się wydłużać, a co gorsza, realnie to czułam, czułam, jak te palce się wydłużają i że coś jest z nimi nie tak, nie przeraziło mnie to, ale uznałam, że nie chcę tego czuć, więc natychmiast opuściłam dłonie i przestałam skupiać się na tych odczuciach; znalazłam się w galerii jak z gry Postal 2 i kompletnie nie mogłam się z niej wydostać, podskakiwałam, próbując przebić się przez sufit jak duch, ale trafiałam do jakiegoś Matrixa i spadałam z powrotem do galerii, wychodziłam przez pomarańczowe drzwi, ale za nimi były kolejne drzwi, potem kolejne i jeszcze kolejne, i w żaden sposób nie mogłam wydostać się na zewnątrz, a bardzo chciałam, bo moją ulubioną rzeczą w świadomym śnie jest przemiana w smoka i latanie, więc cały czas mówiłam do swojego umysłu: Halo, przecież możesz wszystko, świadomie śnimy, no dawaj, dawaj, ale mimo otwierania kolejnych drzwi nic to nie dawało, aż w końcu zrezygnowana wróciłam do galerii i zaczęłam znowu szukać wyjścia, intuicyjnie wiedziałam, za którymi drzwiami jest ulica, chodnik i niebo, i kiedy pociągnęłam za klamkę, faktycznie mogłam wyjść, więc wydostałam się na zewnątrz, przemieniłam się w dużego, ciężkiego smoka i z trudem, ale jednak wzbiłam się w powietrze, jednak gdy już leciałam, nagle okazało się, że jestem mała, machałam skrzydłami, czułam ich zmęczenie i chciałam jeszcze bardziej poczuć swoje smocze ciało, ale nie do końca byłam w stanie; wylądowałam na dachu, byłam z powrotem człowiekiem, padał deszcz i zrobiłam sobie przerwę, byli tam inni ludzie, jadłam Kinder Bueno, obok była moja siostra, dałam jej jedną część, ale oddała mi ją, bo miała w plecaku dokładnie to samo, czyli swoje Kinder Bueno, za mną siedział ten ginekolog, przy którym mama komentowała moją strefę intymną, pocałowałam go w usta i natychmiast odwróciłam głowę, bardzo zażenowana, po czym skupiłam się na jedzeniu Kinder Bueno, które było w tym śnie wyjątkowo dobre; co jakiś czas próbowałam znowu wzbić się do lotu, ale ludzie nie chcieli kontynuować wyprawy, więc wracałam na dach, była tam starsza kobieta, która wszystko komentowała i krytykowała, ugotowałam zupę i ona ją skrytykowała, a ja w trakcie jedzenia powiedziałam do wszystkich, że najważniejsze, że na jawie jesteśmy suche, a nie mokrzy od deszczu, bo faktycznie wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki, przenieśliśmy się bardziej pod dach, w takie miejsce jakby pod wiaduktem, rozmawiałam z jedną dziewczyną i próbowałam zgadnąć, kim jest, powiedziała, że jest Adrianną z Finlandii i żebym znalazła ją na Facebooku, zrobiłam jej zdjęcia, żeby sprawdzić na jawie, kim jest, i pomyślałam sobie, że wspólne śnienie z inną osobą jest możliwe; zapytałam ją, czy mnie kojarzy, odpowiedziała, że nie, a ja stwierdziłam, że to nic dziwnego, skoro mieszka nad morzem w Finlandii, potem chciałam się napić wody, a starsza kobieta wciąż krytykowała wszystko, mówiła, że tej zupy nie da się zjeść i że jej mąż nigdy takiej nie jadł, że za jego czasów było inaczej, wiedziałam, że jej mąż nie żyje, więc próbowałam być miła i powiedziałam, że na pewno był dobrym człowiekiem, ale że nie może cały czas wszystkiego krytykować i porównywać do dawnych lat, na co mama z góry zrugała mnie, że zwracam jej uwagę, więc zdenerwowałam się i powiedziałam ostrzej, że wypierdalam stąd, bo to gadanie tej starej baby mnie rozpierdala, podeszłam do garnka z zupą, przykryłam go pokrywką wyjętą z szafki z piekarnika i czułam ciepło piekarnika, w górnej szafce zobaczyłam miętowe perfumy Good Girl w nowym, metalowym, miętowym opakowaniu, pomyślałam, że zmienili design i że to już nie są szpilki Caroliny Herrery, tylko zwykłe flakony, psiknęłam się nimi, było tam bardzo dużo opakowań, pachniały słabo i dziwnie słodko, znowu chciałam polecieć jako smok, ale nie mogłam, bo ludzie nie chcieli iść dalej, więc w końcu przemieniłam się w wilka, zeszłam na ziemię razem z innymi i uznałam, że bycie wilkiem jest o wiele łatwiejsze i przyjemniejsze, bo dużo prościej jest mi poczuć wilcze ciało niż smocze; jakaś kobieta zapinała psy husky do zaprzęgu, wiedziałam, że za chwilę ruszymy dalej, zmrużyłam oczy, zwinęłam się, zasnęłam w tym śnie jako wilk, położyłam pysk na przednich łapach i poczułam, że te łapy są bardzo zmęczone, po czym obudziłam się w prawdziwym życiu i okazało się, że spałam tak, że zdrętwiały mi ręce, dlatego we śnie bolały mnie wilcze łapy.

*

Ten sen z dzisiejszej nocy zaczął się od tego, że nasze samochody stały na podwórku u babci Wiesławy i był to kadr jak z bardzo dawnych lat, kiedy nie było tam jeszcze ani naszego hotelu, ani domu mojej kuzynki; wsiadłam do mojej starej Hondy, bo był tam jakiś facet, któremu chciałam zaimponować, a jemu podobały się tylko stare samochody, więc nie wybrałam mojego nowszego Dustera, tylko właśnie Hondę, choć wiedziałam, że stoi ona obok naszej Alfy Romeo i że jeśli ją odpalę, to przez lekką górkę po prostu zjedzie i przypierdoli w Alfę, a tym facetem, któremu chciałam zaimponować, był chyba Filip Wąs; wsiadłam, odpaliłam Hondę i niestety dokładnie tak się stało, zjechałam i uderzyłam w Alfę, więc szybko ruszyłam do przodu, zaparkowałam gdzieś indziej, wysiadłam i zaczęłam ukrywać rysę, którą zostawiłam po uderzeniu; w tym śnie odkryłam też jakąś mroczną stronę mojego ojca, że był zamieszany w jakieś gangi, że miał wiele kochanek, zapytałam Adriana, czy u niego w rodzinie też zdarzają się takie jazdy i przekręty, ale on chyba nic mi na to nie odpowiedział, a ja uznałam, że wszystkie moje grzechy i złe rzeczy, które zrobiłam w życiu, to nic w porównaniu z czymś takim; był tam też wątek, że grałam w filmie i liczyłam na sławę, ale jakiś aktor coś odwalił, film się nie sprzedał i był dostępny tylko za 120 zł na jakimś kompletnie martwym kanale, bez dźwięku i bez widzów. Później miałam kolejny sen, w którym była scena na basenie, były tam psy huśtające się na różnych huśtawkach, bo bały się pływać, i pojawił się też mój kolega z podstawówki, który w rzeczywistości już nie żyje, a w śnie tonął, wyciągnęłam go z wody, bardzo kaszlał, ale ogólnie było z nim w porządku, przyłożył sobie jakąś kratę do ust i powiedział, że jest mu niedobrze, a ja bałam się, że zacznie coś wykrztuszać albo zwracać, więc wolałam zostawić go w spokoju; w basenie było dużo wody, psy się pluskały i kąpały, a potem nagle, po tym jak go wyłowiłam, basen okazał się pusty, bez wody, a na jego dnie był brunatny, czerwony szlam imitujący krew, pochyliłam się, nabrałam go ręką i po chwili wytarłam dłoń o ścianę, naśladując ruchy Rose z jednej sceny w samochodzie w Titanicu; zadzwoniłam potem do czyściciela basenów, bo w jednym miejscu było strasznie brudno, porozlewane plamy wyglądały tak, jakby wieczorami zbierali się tam pijacy, pili i brudzili, a ja bałam się nawet myśleć, czym są te dziwne substancje, którymi ujebana była cała jedna strona basenu, oferowałam 50 zł za godzinę, bo wiedziałam, że jestem jakby w innym świecie, nie na jawie, choć nie miałam świadomości, że to sen, i czułam, że mnie na to stać, a pod koniec rozmowy sprostowałam, że nie potrzebuję codziennego czyszczenia, tylko co jakiś czas, bo bałam się, że się nie wypłacę; w tym śnie była też moja dawna nauczycielka języka polskiego z liceum, odbywały się lekcje z dziećmi, jeden chłopiec narzekał, że jest mu bardzo zimno w domu, a nauczycielka tłumaczyła mu, jak spać i jak się ogrzać, ktoś poradził mu nawet, żeby na golasa odkurzał mieszkanie, bo wtedy będzie mu cieplej, co było kompletnie absurdalne, dzieci pisały długopisami na glinianych tabliczkach, a ja śmiałam się do nauczycielki, że to pomysł jak ze średniowiecza, bo przecież już dawno się tak nie pisze, po czym przypomniałam sobie, że w galerii u Cyganki kupiłam takie gliniane tablice i też na nich rysowałam, podeszłam do jednej stojącej na podstawce i pokazałam jej mój rysunek, ale nie była nim zainteresowana; nagle okazało się, że ktoś trzyma tę tablicę i za pomocą woli ćwiczy telekinezę, podnosi ją i opuszcza, czasem mu się to nie udaje i tablica wypada z rąk; wcześniej w tym śnie byłam też w galerii i kupowałam skarpetki, oryginalne kosztowały 36 zł za parę i były miękkie, grube, włochate, jakby wełniane, ale u Cygana na bazarze, w tej samej galerii, znalazłam podrobione, 36 zł za trzy pary, cieńsze i wyraźnie gorszej jakości, ale i tak je kupiłam; na wystawie u Cyganów był też kolorowy sweter z falbankami, pochwaliłam Cygankę za asortyment i za te falbanki, choć sweter mi się nie podobał i nie chciałam go kupić, a później szłam korytarzem z jednym Cyganem i mówiłam, że muszę nauczyć go polskiego, a on mnie ich języka, ale tylko pokiwał głową i od razu zrozumiałam, że nie ma na to żadnych szans.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#84
Dzisiejszy sen:

Ten dzisiejszy sen pamiętam jak przez mgłę i mam wrażenie, że spałam bardzo twardo, jakby faza REM była daleko od momentu przebudzenia, bo zauważyłam, że gdy budzę się zaraz po śnie, pamiętam go bardzo dokładnie, a dziś wszystko było raczej po łebkach; śniło mi się, że moja koleżanka z pracy Ilona wkleiła mi do Excela numery przesyłek, którymi miałam się zająć, ale miałam jakiś problem z komputerem, chciałam już iść do domu, zgasiłam swój sprzęt i poszłam do niej, żeby z jej komputera dokończyć pracę, na co ona rutynowo się zgodziła; pamiętam też, że była tam jakaś ruda dziewczyna, brzydka, ale podobno podobająca się mojemu mężowi, chodziła cały czas za nami, strasznie mnie wkurzała, a ja byłam zazdrosna, bo wydawało mi się, że naprawdę się mu podoba; wiedziałam, że przez dwa dni z rzędu to ja będę dzielić przesyłki w Excelu i miałam lekki stres, czy zrobię to dobrze i czy nikt się do mnie nie przyczepi, że dzielę niesprawiedliwie; gdy ta dziewczyna za nami chodziła, byliśmy z mężem jakby na plaży i przy jakimś dużym sklepie, markecie, byłam na zewnątrz w kurtce przeciwdeszczowej, ale pamiętam, że było ciepło; później opowiadałam komuś o grach Postal i GTA, bo jakaś kobieta narysowała Postala w zeszycie i ja strasznie się tym jarałam, mówiłam, że to mój crush i moja sympatia; ta dziewczyna fascynowała się też motylami, miała je w ramkach za szybą, ususzone, i przypomniałam sobie, że ja też kiedyś miałam takiego motyla i do dziś pamiętam jego nazwę, zapisałam ją przy Postalu, tak jakby ten motyl do niego należał albo jakby Postal i ten motyl byli w jakiś sposób moi; potem Postal jakby pojawił się na podłodze, leżał w czymś w rodzaju salonu, a ja strasznie się jarałam, że tam jest, położyłam się obok niego i chciałam go całować po brzuchu, ale poczułam, że strasznie śmierdzi jak menel, szczególnie jego pępek, i wtedy uznałam, że nie jest tym, za kogo go miałam; był tam też motyw, że mój mąż cały czas nosił mnie na barana i mieliśmy w ten sposób iść do sklepu, a ja zastanawiałam się, jak to w ogóle będzie wyglądało, gdy przejdziemy tak przez miasto.

PS: Chodzi o TEGO Postala:

[Obrazek: vv3IK8j.jpeg]

Hot, prawda?  8->
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#85
Dzisiejszy sen:

Miałam dzisiaj bardzo chaotyczne sny, takie rozmyte i niespójne. Pamiętam, że oglądałam „Opowieści z Narnii” i leciała ta charakterystyczna muzyczka z momentu, kiedy zaczynała się bitwa. Leciały gryfy, a właściwie jeden gryf – dokładnie tak jak podczas tej całej sceny bitwy. Ten gryf miał duże skrzydła. Później byłam bohaterką, jakby w jakimś innym filmie. Miałam mieć z kimś szczeniaka. Ktoś mnie namawiał, żebym miała z nim dziecko, ale to miał być tak jakby szczeniak, ponieważ byliśmy ludźmi, ale jednocześnie trochę jakby wilkołakami – coś w tym stylu. Byłam też na urlopie, na wakacjach z moim mężem. Chodziliśmy po straganach, gdzie kupiłam książkę o myszach. Było tam bardzo dużo tych książek, to była jakaś huczna premiera. Bardzo się dziwiłam, o co chodzi, że ktoś wydał książkę o myszkach. Zaczęłam ją przeglądać, ale okazało się, że to nie jest książka o słodkich, uroczych myszkach, tylko o gotowaniu i przyrządzaniu dań z myszy. Kiedy ją otworzyłam, były tam różne przepisy i zdjęcia upieczonych różnych mysich części ciała. Stwierdziłam, że to jest creepy. Później nagle znalazłam się już jakby po urlopie, w pokoju w domu rodzinnym. Okazało się, że mój mąż zapomniał z urlopu zabrać ładowarki z miejsca, w którym wypoczywaliśmy. Kazałam mu po nią wrócić, ale zaraz stwierdziłam, że przecież nie będzie jechał 300 kilometrów nad morze po ładowarkę. Pomyślałam, że szkoda, iż nie wpadłam na to, żeby po prostu zadzwonić do ośrodka wypoczynkowego i poprosić, żeby wysłali ją nam pocztą albo paczkomatem. W snach miałam jednak taką dziwną logikę. Ostatecznie zrezygnowałam z pomysłu odzyskania ładowarki i uznałam, że skoro mamy dwie, to w sumie po co nam tamta? W tym samym pokoju w domu rodzinnym robiłam mieszanki ziaren na sprzedaż, chciałam na tym zarobić. Pakowałam ziarna do torebek – była tam soczewica, siemię lniane i inne rzeczy. Przyszła moja mama. Ja pamiętam, że bardzo chciałam iść spać, ale najpierw chciałam spakować te ziarna. Mama zaczęła zabierać mi torebki i rozsypywać ziarna po pokoju. Zaczęłam się z nią kłócić i powiedziałam: „Co ty w ogóle robisz? Daj mi zarobić, daj mi coś zrobić, żebym w końcu zaczęła zarabiać pieniądze”. Moja mama miała jednak wielki ubaw z tego, że rozsypuje mi te ziarna po podłodze. Powiedziałam jej, żeby tego nie robiła, bo przyjdą dzikie myszy i będą wchodzić w każdą szczelinę, żeby szukać tych ziaren. Spojrzałam pod wersalkę i faktycznie były tam różne ziarna karmy, których nie byłam w stanie wydostać. Bałam się, że to może spleśnieć, ale stwierdziłam, że jeśli to jest sucha karma, to może nie spleśnieje i po prostu będzie tam leżeć do momentu porządnego sprzątania. Byłam już tak zastraszona i bałam się, że mama znowu coś zrobi, kiedy wyszła z pokoju. Obawiałam się, że wróci i znowu coś odwali. Jednak kiedy przyszła ponownie, była już spokojna i powiedziała tylko, że wszyscy wybierają się na pogrzeb jakiegoś księdza, ale idą beze mnie. Wcześniej, kiedy byłam na urlopie z mężem, chodziłam po parku z oliwkową torebką i miałam randkę z kimś. To był chyba ten ktoś, kto chciał mieć ze mną tego szczeniaka. Ostatecznie doszłam do wniosku, że jednak chcę mieć z nim tego szczeniaka, czyli dziecko. Na końcu byłam w gimnazjum. Potem schodziłam schodami przed szkołą w dół, a w górę szedł mój kolega Karol. Mieliśmy się wyminąć, ale ostatecznie zderzyliśmy się ze sobą. Jeszcze wcześniej, w innym śnie, który przyśnił mi się na początku, byłam bardzo zmęczona i chciałam spać. Byłam z rodziną gdzieś na wakacjach i mieliśmy spać w jednym dużym łóżku. Moja siostra ciągle się kręciła, wierciła i coś chciała robić. W końcu wzięłam tabletki na spanie, ale nadal nie mogłam zasnąć, bo była jakaś akcja z moją siostrą – cały czas dokazywała i coś chciała robić, a ja bardzo chciałam spać. Dzwoniłam do mojego kolegi, chyba Roberta z poprzedniej pracy, żeby z nim pogadać i się umówić. Była też taka sytuacja, że znowu byłam w domu rodzinnym. Otworzyłam drzwi i mój pies Ken wpadł do domu. Miał przypięty do siebie łańcuch i wyrwany kołek. Okazało się, że na noc przypięliśmy go na długim łańcuchu, ale zerwał się i przyszedł do domu. Kiedy otworzyłam drzwi, wbiegł do środka. Powiedziałam o tym tacie i liczyłam, że weźmie psa i przywiąże go do śliwki w ogrodzie. Jednak tata stwierdził, że wsiadamy w auto i jedziemy. Pojechaliśmy. Byłam bardzo śpiąca i chciałam jak najszybciej wrócić do domu, żeby iść spać. Nagle za szybą samochodu zobaczyłam charakterystyczny miętowy dom – to był dom moich teściów. Pomyślałam: „Ja pierdykam, pojechaliśmy tak daleko, żeby zawieźć psa, a teraz jeszcze musimy wrócić z powrotem i dopiero wtedy będę mogła iść spać”. Zamiast przywiązać psa do śliwki, tata zawiózł go do teściów. Oddaliśmy psa i powiedziałam teściowi, że u nas jest taka sytuacja, że się urwał i przez chwilę będzie musiał tu zostać.

Przypomniało mi się tak z tyłka teraz, w środku dnia, że miałam jeszcze jeden sen dzisiejszej nocy. Na jawie jakiś czas temu zapukały do mnie dwie panie. Jak się okazało, były to Świadkowe Jehowy i chciały ze mną porozmawiać na temat religii. Ja powiedziałam im, że jestem w pracy (zdalnie) i niestety nie będę mogła z nimi porozmawiać, ale życzyłam im miłego dnia i wszystkiego dobrego. No i one sobie poszły. 
I miałam właśnie taki sen, że one znowu do mnie przyszły i ja w tym śnie zaprosiłam je do swojego mieszkania i siedziałyśmy i rozmawiałyśmy właśnie na temat Boga i religii. I grałyśmy w taką grę, nie grę, można powiedzieć, w sensie, że rzucałyśmy sobie takimi hasłami i na tej podstawie odgadywałyśmy, w co wierzy druga osoba. Czyli na przykład ja mówiłam do tych kobietek, że nie wierzę w piekło, a one mi mówiły, że na przykład wierzę w piekło czy coś, albo na przykład nie wierzę, że Jezus umarł za nasze grzechy, a one na przykład mówiły, że no a my wierzymy, że on to w ogóle na przykład tam nie istniał czy coś. I na tym to właśnie polegało. Nie pamiętam dokładnie wszystkich pytań ani całości naszej rozmowy, ale pamiętam właśnie, że było takie wydarzenie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#86
Dzisiejsze sny:

Pierwszy sen dotyczył wyścigów na torze wyścigowym. Był to taki tor przypominający skate park – trzeba było jechać autem do różnych wyrzutni, wyskakiwać nimi i lądować tak, żeby nie uszkodzić pojazdu. Bardzo bałam się prowadzić ten samochód. Obawiałam się, że po uderzeniu o ziemię auto całkowicie się zepsuje i zamieni w proch. Później śniło mi się, że Lucy była razem z Kentucky – jeszcze żyła. Potem jednak Lucy odeszła i była nieżywa. Moja mama trzymała jej ciało w szafie. Była to wnęka w przedpokoju, gdzie przechowujemy ubrania, i tam mama ukryła Lucy. Powiedziałam: „Boże Święty, przecież ten pies będzie się psuł, ciało będzie się rozkładać i śmierdzieć.” Poszłam z mamą, która niosła Lucy na rękach, myśląc, że gdzieś ją pochowa lub po prostu wyniesie ciało. Jednak gdy wróciłyśmy do domu, mama powiedziała, że Lucy wciąż jest schowana w szafie. Zapytałam ją, czy jeśli tak bardzo chce, to mogę znaleźć weterynarza, który zrobi sekcję, aby mieć pewność, na co pies umarł. Mama zgodziła się. Zastanawiałam się, gdzie teraz znaleźć czynnego weterynarza, który mógłby zabrać psa. Nagle przypomniałam sobie, że Lucy była przez kilka dni w chłodni. W związku z tym ciało było zamrożone i sekcja mogła nie dać miarodajnego wyniku – mogła zafałszować prawdziwą przyczynę zgonu.

Byłam w kolejnym śnie u kosmetyczki na oczyszczaniu twarzy. Nagle postanowiłam zdjąć sobie skórę z twarzy. W śnie było to dla mnie zupełnie normalne, jakbym robiła to na co dzień. Zdjęłam skórę, żeby oczyścić wągry i pory „od drugiej strony”, czyli od tej strony, z której wychodzą. Wzięłam skórę spod brody, zahaczyłam palcami i jednym ruchem zdjęłam ją z twarzy. Oczyściłam pory i nałożyłam skórę z powrotem niczym maskę. Moja kosmetyczka, która była też moją fryzjerką z prawdziwego życia, miała małe lustereczko – aparat – i pokazała mi, jak wyglądam bez skóry. Powiedziała, że wyglądam nieciekawie. Spojrzałam w lustereczko i zobaczyłam białą, dziwną twarz, jak mumię. Wyglądało to jak wielka tkanka tłuszczowa na twarzy, nie jak rzeczywiste mięśnie.

W kolejnym śnie byłam w mieszkaniu mojej babki. Miałam dzielić pokój z chłopcem, który był dla mnie bardzo niemiły. Myłam talerz na jajka – starodawny talerz z oczkami na jajka ugotowane lub połówki jajek. Zauważyłam, że w tych czasach takich talerzy już nie produkują. Umyłam też talerz na zupę, babka nalała mi zupę, a ja poszłam do pokoju obok, żeby ją zjeść. Wtedy zauważyłam, że chłopak śpi. Kiedy się przebudził, był dla mnie bardzo niemiły – ciągle mi dogadywał, sprawiał przykrość. Podeszłam do niego, usiadłam obok i zapytałam wprost, czemu tak się zachowuje i czy w ogóle jest szczęśliwy w życiu. Spojrzałam na jego ręce i zobaczyłam, że są pocięte. Wzięłam jego rękę i zapytałam ponownie o szczęście, ale on był niewzruszony i dalej mnie obrażał. Siedziałam przy stole razem z nim, łzy leciały mi po policzkach. Nagle chłopak wyszedł, a przyszła jego rodzina. Chłopak natychmiast zmienił się o 180 stopni i stał się miły. Powiedziałam rodzinie, że znęcał się nade mną, ale chłopak zaprzeczył. Wtedy postanowiłam zakończyć dręczenie. Wypchnęłam go do małego pomieszczenia – kanciapy – i zamknęłam drzwi, żeby nie mógł wyjść. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy. Pojawił się mój mąż, Adrian, który pomagał mi pakować i wynosić rzeczy. Dbaliśmy, żeby niczego nie zostawić. Podczas przejścia podziemnego ciężarówka prawie rozjechała naszego psa, Kentucky’ego. Jechałam nowym samochodem, pełnym moich rzeczy. Martwiłam się, czy Adrian zabrał Sirocco i psa, i czy samochód nie będzie cały w sierści, bo był na sprzedaż. Jechałam autem po drabinie, jakby na poziom wyżej, zgubiłam się w mieście, GPS pokazywał, że jestem „na miejscu”, ale prowadził mnie do miejsca pracy, a nie do domu rodzinnego. Nie mogłam wpisać adresu domu rodzinnego, litery ciągle się myliły. Frustrowałam się, wiedząc, że to sen. Na wyświetlaczu samochodu była lista piosenek. Kiedy spojrzałam na nią ponownie, utwory były inne – wtedy wiedziałam, że to sen. Miałam fałszywe przebudzenie – obudziłam się w domu rodzinnym w swoim pokoju, było jasno. Wtedy poszłam spać ponownie.

Po ponownym zaśnięciu w śnie kontynuowałam wcześniejszą historię z chłopcem, który znęcał się nade mną. Okazało się, że był Talibem. Talibowie więzili członków Klanu Ognia, w tym Aresa, w dużej klatce na środku ciemnego pola, przypominającego las. Chciałam podejść do klatki, ale członkowie Klanu Ognia nie rozpoznawali nas i atakowali ogniem, traktując nas jak wrogów. Poprosiłam towarzysza – osobę, której nie znałam z prawdziwego życia – żeby pilnował otoczenia i sprawdzał, czy nie nadchodzą Talibowie. Wbiłam się do klatki i nagle członkowie Klanu Ognia nas rozpoznali. Okazało się, że ktoś osłabił ich ogień, więc zaczęłam wymawiać zaklęcia podobne do tych, których używam w moim drugim świecie, w książce, do rekrutowania do Klanu Ognia – coś w stylu: „z ognia się zrodziłeś, w ogniu trwasz”. Wzmocniłam ich ogień i pobłogosławiłam ogniem. Scena się zmieniła – byłam już gdzie indziej, bez Klanu Ognia. Chłopiec, który okazał się Talibem, próbował ze mną rozmawiać o moim domu i drodze do niego. Wiedziałam, że nie da się tego zrobić, bo adres na GPS nie istniał. Wtedy przemieniłam się w smoka. Przeprosiłam chłopca, powiedziałam, że nie chcę rozmawiać, trąciłam go pyskiem smoka i odleciałam. Jako smok leciałam nad miastem San Andreas, nad Los Santos, w kierunku najwyższego wieżowca z literą „H” na szczycie, gdzie czasami stał helikopter. Chłopiec pojawił się przy tym wieżowcu i szedł na samą górę, gdzie miał się ze mną spotkać. Wylądowałam na szczycie obok niego i zaczęłam ryczeć na całe miasto. Scena zmieniła się ponownie – byłam na dole przy wejściu do klubu nocnego, który przypominał klub z Vice City. Miałam do niego dostęp, jak w grze GTA. Okazało się, że klub jest mój – kupiłam go. Wewnątrz było ładnie: krzesła, stoliki, wnęka na zamawianie drinków i parkiet do tańca. Usiadłam i zaczęłam wysyłać chłopcu zdjęcia, żeby wzbudzić w nim zazdrość – chciałam pokazać, że osoba, której ubliżał, jest smokiem, ma własny klan i klub nocny. Wysłałam zdjęcia różnych drinków – różowych i czerwonych, jadłam hamburgery, naleśniki z kremem i inne słodycze. Podeszłam bliżej parkietu, chciałam znaleźć miejsce, by się ukryć z kimś na osobności, ale okazało się, że miejsca brak. Przypomniałam sobie, że na górze są toalety i sypialnie, gdzie można oddawać się intymnym czynnościom, więc poszłam tam. Kabiny były zajęte i nie było nikogo, z kim mogłabym się tam zaszyć. W tym momencie zadzwonił budzik – obudziłam się na żywo, bo musiałam wstać do pracy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#87
Dzisiejsze sny:

Dziś w pierwszym śnie miałam konia, którego prowadziłam na lonży w ogrodzie. Potem na nim też jeździłam, w tym pod moim dawnym miejscem pracy - w nocy. Zagadałam do mojej dawnej, toksycznej przyjaciółki, bo chodziło o jej koty, które chorowały a mnie ktoś przekazał informację o tym, jak je leczyć. Ktoś prosił, bym się z nią skontaktowała. Bujałam się gdzieś po moim dawnym miejscu pracy i gadałam z nią. Jakby przez telefon, ale na żywo. Ona uznała, że nie wie, o co my w ogóle się pokłóciłyśmy, ja jej powiedziałam, żeby w takim razie odblokowała mnie i normalnie ze mną rozmawiała, ale w głębi duszy nie chciałam tego, wolałam nie mieć z nią kontaktu. 

Następnie miałam sen, w którym grałam jakby w Crasha (Crash Bandicoot), jednak w tym śnie ten Crash był człowiekiem, nie jamrajem, a ja miałam przed sobą poziom, taki sam jak w tej grze, który musiałam przejść. Miałam iść wzdłuż rzeczki, potem do jaskini, zbierać monety i ukończyć poziom z danym wynikiem. Stresowało mnie to. Crasha prosiłam, by szedł ze mną, bo sama się boję, ale on nie chciał, wolał całować się z jakąś brunetką. Potem była na początku poziomu (przed rozpoczęciem gry jakby) jakaś inna dziewczyna i prosiła mnie o "jedzonko". Ja spojrzałam na nią tylko z politowaniem, po czym zaczęłam iść przed siebie. Nagle ta dziewczyna krzyczy, że może "oddać mi" Crasha, ale ja krzyknęłam, że już go nie chcę, takiego wymiętoszonego i wylizanego przez inną laskę. Zaczęła się gra. Szłam wzdłuż rzeczki i wiem, że już kiedyś śniłam taki sen. Pokonywałam po drodze jakieś kraby, uderzając je rękami, lub wirując w spirali (jak Crash). Potem weszłam do jaskini, gdzie nurt rzeki płynął wprost do takiej tuby, która wyglądała jak w aqua parku. Bałam się. Miałam spłynąć z prądem rzeki do innego poziomu, a potem wrócić. Wskoczyłam. I nagle zmiana sceny. Spałam gdzieś, prawie się już budziłam. Ktoś przystawił mi do ust kubek z zieloną herbatą matcha, żebym piła. I jakby szóstym zmysłem widziałam, co działo się, gdy spałam. Ktoś dorzucić trutkę do matchy przed zaparzeniem jej. Okazało się, że nagle widzę tą scenę jako swego rodzaju film a zatruta miała być inna dziewczyna, nie ja. To była opowieść o obsesyjnym zakochaniu i parciu na posiadanie tej dziewczyny przez właścicielkę tego obiektu wodnego (tej całej gry z poziomami i planszami), ona chciała uwięzić na zawsze tą dziewczynę w tym obiekcie, żeby cały czas przechodziła przez te poziomy. Potem okazało się, że to gra komputerowa z fabułą, w którą grałam z siostrą. Szłyśmy potem na dół w domu, niosąc swoje zakrwawione podpaski w rękach (WTF), które świadczyły o naszym przejściu tego wodnego poziomu w grze. Im więcej krwi, tym lepiej nam poszło. Na podwórku łapano jakiegoś psa do kojca, by zawieźć go do schroniska. Siostra wzięła wąż ogrodowy i zlała naszą suczkę, Lucy. Miała przy tym ubaw. Mama coś robiła przy skalnicy, tata z domu obserwował akcję i nerwowo pukał w drzwi tarasowe, wkurzony. Mama też opieprzyła siostrę. A ja wzięłam Arisskę na ręce, ciesząc się, że choć ona jest sucha. Przytuliłam ją.

Gdzieś pod koniec śniło mi się też, że mojego męża przejechał amerykański radiowóz, potrącił go, a kiedy chłop upadł na plecy, samochód przejechał mu po łydkach. Wkurwiłam się bardzo, goniłam ich wściekła, oczy miałam czerwone (tak czułam). Kiedy dopadłam ich radiowozu, zaczęłam uderzać pięściami w furii w blachę i szyby, wybijając je. Krwawiły mi ręce, ale nie przerywałam ataku.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#88
Ostatnie sny:


Pakowałam się do różowej torby na wakacje. Byłam w domu rodzinnym i nie wiedziałam, gdzie jest mi lepiej – tam czy u siebie. Torba była zalana olejem. Potem Dominika, moja dawna koleżanka, przyszła do nas z dzieckiem i mężem, ale mało się nią zajmowałam. Gotowałam, nie cieszyłam się z jej wizyty. Nie interesowałam się ani nią, ani jej dzieckiem. Poszłam uprawiać seks z jakimś typem. Ciągle chciałam z nim figlować – nawet w sklepie, w łazience, wszędzie. Powiedziałam mu: „Uwaga, nagość, alert”. Mówił coś, że lubi ciasne szparki i nie wie, jakie kondomy kupić. Powiedziałam, żeby sprawdził. Sprawdził. Ja chciałam więcej i więcej, ale on miał już dość. Nie wiem, kim był. Potem poszłam gotować jajka. Dominika jadła pomidory, ale były zwiotczałe. Ktoś inny na tej imprezie jadł swoje pomidorki, a ja chciałam, żeby zjedli moje. Zeszłam do jakiegoś podziemia, ale bałam się iść sama, więc poszłam z mężem. Szukałam Arisski. Pojawiła się i pobiegła do mnie w tych ciemnościach. Chciałam zrobić z nią zdjęcia i nagranie, żeby mieć dowód, że żyje – zdjęcie z teraźniejszości. Miała na łebku kwiatki. Siedziałam na łóżku i fotografowałam też whippeta, który wyszedł z tego podziemia. Uśmiechał się do zdjęć i stawał na dwóch łapkach. Potem siedziałam na fotelu z długowłosą chihuahuą. Było dużo piesków. Babki śpiewały coś o Rafale, moim kuzynie. Był sławny. Zobaczyłam, że Dominika siedzi w aucie i okazało się, że wyjeżdża do domu w niedzielę, zamiast zostać na obiad i wrócić w poniedziałek. Podeszłam do samochodu, żeby wybadać, o co chodzi. Była wkurwiona, że nie zajmowałam się nimi jak gośćmi. Pytałam, czy na pewno i prosiłam, żeby została. Rodzice stali pod bramą i żegnali ich. Było mi wstyd. Powiedziałam coś do jej chłopa, ale on też był wkurwiony. Odjechali, a ja zostałam sama z Arisską na rękach. Chciałam cofnąć czas, żeby naprawić swój błąd, ale nie chciałam cofać czasu z Arisską i chciałam zachować tę chwilę z nią na później, nie chciałam, aby Arisska miała zniknąć przez cofnięcie czasu. Cofnęłam w końcu czas i znowu Dominika z rodziną byli u nas. Tym razem bawiłam się z dzieckiem i chciałam iść do podziemia po kota dla niego. Powiedziałam, że idę do nieba poszukać mu ładnego kota – białego, długowłosego, o imieniu Płotka. Poszłam tam i wyglądało to inaczej. To nie były już ciemne pokoje, gdzie chuja widać i nie wiadomo, gdzie iść. To były normalne pomieszczenia. Chodziły tam koty i jacyś faceci. Polecali mi, którego kota wziąć, mówili, że jeden biały jest wredny. Odpowiedziałam, że nie jest, bo kiedyś go wzięłam i był spoko. Szukaliśmy białej, długowłosej Płotki, ale takiej nie było. Były koty czarno-białe albo białe, ale krótkowłose. Uparcie szukałam białego, długowłosego. Wołałam go po imieniu, ale przychodziły inne koty.

W kolejnym śnie ulicą szedł duży kundel z jakimś chłopem. Zawołałam psa, przyszedł i usiadł przy mnie, a właściciel szedł dalej. W końcu zorientował się, że nie ma psa przy sobie. Odwrocił się i zobaczył, że pies jest ze mną. Pomachałam mu niewinnie. Wrócił po psa, a ja kazałam temu psu iść z właścicielem. Powiedziałam mężczyźnie, że pomachałam do psa i dlatego przyszedł do mnie. Potem jadłam zupę pomidorową. Arisska chciała spróbować, liznęła ją, ale zupa była gorąca, więc nie pozwoliłam jej jeść, żeby się nie poparzyła. Poszłam do magazynku po karmę, ale nie było żadnej mokrej w puszce. Były tylko zupki chińskie dla psa. Nie chciałam jej ich dawać, więc wzięłam tylko wodę i zaniosłam jej w transporterze dla myszy. Nagle Arisska była malutka jak myszka. Wspominałam czasy, kiedy zakuwałam do egzaminów w swoim pokoju, a ona była ze mną. Uznałam, że szkoła zjebała mi czas, bo zamiast cieszyć się maluchem, stresowałam się nauką i egzaminami, nie miałam radości z Arisski i z życia. Potem mama zapytała, czy jem kurczaki. Pomyślałam: „Przecież wiesz, że jem, po co kłamać?”. Powiedziałam, że tak. Ona zaczęła coś sapać, że skoro jem, to czemu jestem na tych wszystkich grupach wege. Odpowiedziałam, że jem i koniec tematu, ale ona ciągnęła dalej. Powiedziałam: „Chcesz mieć zjebany dzień? Koniec tematu”. W końcu poszła, a ja byłam wkurwiona, że znowu doszło do kłótni.

*

Śnił mi się dzisiaj Postal. Grałam w Postala i szukałam kodów do tej gry. To było tak, jakbym jednocześnie grała i była bohaterką tej gry razem z głównym bohaterem. Szukałam kodu na nieśmiertelność, bo miałam iść po napalm, do fabryki napalmu, ale wtem przypomniałam sobie, że wcześniej była środa w tej grze i nie byłam u wsiurów, a teraz był już czwartek i miałam iść po napalm. Zastanawiałam się, czy grać na kodach czy utrudnić sobie trochę i po prostu zdobyć duże ilości fajek zdrowia. Stałam na kontenerze i zauważyłam, jak pod spodem, ulicą idzie dubler razem z psem, czyli taki jakby fałszywy Postal. My z tym prawdziwym Postalem zatrzymaliśmy go i spuściliśmy mu wpierdol. Następnie stałam przy ścianie, chyba przy tym kontenerze, a Postal całował mnie w szyję i w policzki. Było gorąco i przyjemnie, aż krzyknęłam, ale wystraszyłam się, żeby nie krzyknąć przez sen – czyli podświadomie wiedziałam, że jestem we śnie. Potem były sceny łóżkowe, równie gorące i namiętne. Byłam na górze i również było zajebiście. Później w korytarzu stała jakaś zła kobieta, postać, którą miałam zabić, ale darowałam jej życie. Zapytała mnie, co ja widzę w Postalu. Odpowiedziałam, że nie wiem, po prostu go kocham i tyle. Powiedziałam też, że powinna zacząć uciekać, zanim się rozmyślę.

Następnie miałam kolejny sen. Był hotel mojego taty i mieszkałam tam w takim mieszkaniu, jakby we wnęce. Już kiedyś śnił mi się podobny sen, że mieszkałam w tym hotelu, w jednym z pokoi, który przerobiłam sobie na mieszkanie we wnęce. Agnieszka zapytała mnie, czy będę robiła swój dom, a ja odpowiedziałam, że raczej nie, bo nie dostałam działki ani pieniędzy od rodziców tak jak ona. Nic mi na to nie odpowiedziała. W hotelu było dużo ludzi. Weszłam do tego mojego mieszkania w hotelu i zrobiłam sobie śniadanie. Okazało się jednak, że jest wielu gości i że zajęli też moje mieszkanie we wnęce. Robiłam śniadanie, a ci ludzie zapytali mnie, czy będę robić dla nich jakieś jedzenie. Odpowiedziałam, że raczej nie, ale niedaleko jest Biedronka i mogą tam pójść i zrobić sobie zakupy. Faktycznie, kiedy wyszliśmy z tego mieszkania, w tle była Biedronka. Ta kobieta powiedziała do mnie, że rzeczywiście tam jest sklep. Ktoś na piętrze wynajął pokój z psem i właśnie wychodził z nim na spacer. To był mały, rudy piesek. Powiedzieli też ci ludzie, którzy pytali o Biedronkę, że mają jechać ze swoimi dziećmi do muzeum dildo i wibratorów. Oglądałam z nimi w telewizji reklamę tego wydarzenia i były tam dziwne dildo w kształcie winogrona. Powiedziałam wtedy, że strasznie dziwnie to wygląda i jak to w ogóle mieści się komuś w strefach intymnych. Ojciec tych dzieci zbeształ mnie, że nie mogę mówić o tym głośno, a ja odpowiedziałam, że przecież jadą z dziećmi do muzeum, więc one chyba wiedzą, o co chodzi. Widocznie jednak nie. Później przy stole siedzieliśmy razem z moją siostrą i mamą oraz z rodziną męża mojej siostry. Mama kłóciła się z Magdą o to, czym jest hyperfocus, a ja podałam definicję overthinkingu i powiedziałam do mamy, że hyperfocus to sytuacja, kiedy za bardzo skupiamy się na rzeczach nieistotnych i one jakby tłamszą nas od wewnątrz. Moja siostra prawie płakała. Zapytałam ją, o co chodzi, a ona odpowiedziała, że to dlatego, że rodziny się nie dogadują i że czasami jest tak ciężko porozumieć się różnym rodzinom z różnych środowisk.

Potem znowu był sen o Postalu. Szukałam w „Złotych Myślach”, w takim zeszycie, który dawniej się zakładało, swojego dawnego wpisu o nim. Odkryłam, dlaczego tak się w nim bujałam przez całe dzieciństwo i okres nastoletni. To dlatego, że była to gra z polskim dubbingiem, on mówił po polsku, czasami zwracał się bezpośrednio do gracza. W innych grach bohaterowie mówili raczej po angielsku, więc nie czułam takiej więzi z głównym bohaterem. Później znowu go spotkałam. Pocałował mnie i strasznie się nim jarałam w tym śnie. Był rudy, stał w słońcu, a jego rude włosy i kozia bródka pięknie połyskiwały. Jedliśmy potem śniadanie z jakimiś ziomkami i mieliśmy gdzieś iść, ale ja jeszcze nie zjadłam swojego. Cały czas byłam zajęta i wpatrzona w rysunek Postala w zeszycie. Powiedziałam sobie pod nosem, że tak naprawdę to on powinien nazywać się Nihil i mieć ładniejsze imię od Rubin, tak jak Togo prywatnie sobie nazwałam i nazywałam (bo miał rude, rubinowe włosy), bo jest takim właśnie nihilem, takim jakby niczym w czymś. Później nagle byłam w domu rodzinnym i miałam dwoje dzieci. Nie wiem, czy były Postala. Były to dwie córki o imionach Julia i Wiktoria.

*

Śnił mi się wcześniej, dzień przed snem o Postalu, inny sen – o romansie. Byłam u mojej babki Alki i miałam romans z jakimś mężczyzną. W ogóle nie znam go z prawdziwego życia. Ten romans wyglądał w taki sposób, że zaciągnęłam go do łazienki w celu odbycia stosunku seksualnego.
Kiedy stałam wypięta, przy umywalce, twarzą do lusterka, nie widziałam za sobą nikogo, kto mógłby ze mną kopulować. Wtedy przypomniałam sobie, co trzeba robić, żeby wywołać jakieś zdarzenie czy postać we śnie – że nie należy mówić „chcę, żeby on się tu pojawił” albo „wyobrażam sobie, że on się tu pojawi”, tylko trzeba stwierdzić: „on tu jest”. Powiedziałam więc: „przecież on tu jest, on jest za mną”. I wtedy faktycznie się pojawił. W lustrze widziałam go jednak jako czarnego człowieka – nie chodzi o kolor skóry, lecz o to, że był cały kruczo-czarny, jakby w czarnym kombinezonie czy przebraniu. Doszło do stosunku od tyłu, następnie do seksu oralnego z finiszem w moich ustach. Potem siedziałam na umywalce, czekając znów na kochanka, ale nie pamiętałam już, czy wcześniej wsadzał pytona w mój kwiat czy w odbyt. Nagle poczułam, jak coś ze mnie wycieka z tej drugiej, brzydkiej dziury. Zastanawiałam się, czy to sperma kochanka, czy coś innego, brudniejszego i śmierdzącego, wyprodukowanego przez moje ciało. Każdy wie, o co chodzi...

Potem stałam na balkonie i paliłam papierosa z miętową kulką w środku. Wiedziałam, że mam przyjść jutro po więcej wrażeń.


Jeszcze wcześniej, przed tym snem, śniło mi się, że kopałam tunel w ogrodzie – przekopywałam się z naszego ogródka na pusty plac obok. Nagle na niebie latał samolot, robił różne piruety. Okazało się jednak, że stał się helikopterem i miał awarię. Lecąc, zaczepił o linie trakcyjne, zaczął się dymić i spadł tuż obok naszego domu, gdzieś na działce sąsiada. Było tak wielkie bum, że zatkałam uszy. Powiedziałam do mojej siostry, że musimy szybko biec i zobaczyć, co się stało i ilu jest poszkodowanych. Siostra zaczęła biec w stronę bramy, żeby wyjść i sprawdzić sytuację. Ja jednak stwierdziłam, że muszę dokończyć kopanie tunelu. Pokopałam jeszcze trochę, potem zasypałam go i gdy miałam już biec do siostry, żeby razem z nią zobaczyć, co się wydarzyło, obudziłam się.

Kolejny sen był jakby kontynuacją tego, w którym stałam na balkonie i paliłam miętowego papierosa. Byłam tam razem z siostrą, a także z jej przyjaciółką Kingą. Planowałam wkrótce wizytę u kochanka. On przyszedł, ale nie była to żadna postać z prawdziwego świata – w ogóle go nie znałam. Stałam z nim na balkonie i całowaliśmy się namiętnie. Zaczęliśmy się przekomarzać i kłócić, choć nie pamiętam już o co. Pamiętam tylko, że chodziło o to, że on chyba pierdnął albo beknął w poprzednim śnie. Prawda była jednak taka, że to chyba ja się w tamtym śnie zesrałam (siedząc na umywalce), a on o tym nie wiedział, więc nie mógł mi tego wypomnieć w kłótni. Zapytałam siostrę, kiedy ma przerwę świąteczną wielkanocną. Odpowiedziała, że aż do rzeżuchy. Nie wiedziałam, o co chodzi – jakby w tym śnie oznaczało to dzień, w którym sieje się rzeżuchę. Zapytała mnie, dlaczego o to pytam. Odpowiedziałam, że dobrze będzie się składać, jeśli będzie wtedy w Zawierciu. Powiedziała, że będzie w Zawierciu tylko w weekendy. W czasie przekomarzania powiedziałam kochankowi, żeby nie łykał powietrza przy jedzeniu, bo wtedy nie będzie pierdział. A w sumie, jak ma pierdzieć, to niech pierdzi, bo to przecież samo zdrowie. Opowiadałam mu też, jak w restauracji jadłam łykowate mięso i bardzo długo je przeżuwałam, aż w końcu się wkurwiłam i zaczęłam połykać je w kawałkach. Mówiłam o tym dlatego, że wcześniej powiedział mi, iż on sam długo żuje, dobrze trawi i nie ma problemów z pierdzeniem. Potem chodziłam po tym domu z balkonem w szpilkach, pończochach i krótkiej bluzce. Opowiadałam kochankowi o wpadce, kiedy kiedyś chodziłam w takim stroju i nagle do pomieszczenia wszedł mój szef. Siostra ładowała swoją szczoteczkę elektryczną, a potem miałyśmy zmienić bluzki na inne.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#89
Dzisiejszy sen:

Śniło mi się, że jechałam z rodzicami na wakacje, chyba nad morze. Uznałam, że przez to, że nie mam zrobionych paznokci, to chyba nie jestem zbyt kobieca, może nawet z takimi krótkimi, naturalnymi kikutami wyglądam jak chłopczyca. Stajemy przy przydrożnym WC i idę, aby załatwić potrzeby. Przed damskim standardowo kolejka. Stoję wkurwiona. Mam naburmuszoną minę, bo jakaś laska ciągle wpierdala się przede mnie w kolejce i zajmuje kabinę. Jak wychodzi to patrzy na mnie podejrzliwie i pyta, czy wszystko ok, a ja mówię że tak ale jestem po prostu zmęczona długą podróżą. Zagaduje mnie jakiś grubszy facet i pyta skąd jadę. Uznałam, że się z nim podroczę, a potem perfidnie go okłamię, bo w końcu czy obcy koleś musi znać prawdę o mnie? A więc myślę, myślę i mówię, żeby zgadł. On mówi, że nie wie, podpytuje - czy jadę z Polski czy zza granicy. Mówię, że nie z Polski. On pyta - Ukraina? Litwa? Mówię, że zapierdalam aż z Iranu. Koleś w szoku. Mówię, że teraz jest zima, w Iranie mało słońca i dlatego jestem taka blada i że ogólnie Iranki są dość blade. On zaciekawiony i pyta mnie o więcej. Pyta, skąd wzięłam się w Iranie. Mówię, że aaaaah, mama zakochała się w Arabie (choć przecież w Iranie nie mieszkają Arabowie, ale chuj tam). W końcu toaleta wolna. Idę do kabiny i zamykam, ale poprzednia laska jeszcze nie wyszła. Wypuszczam ją. Spuszczam majty i widzę, że mam okres, i mam podpaske już wymagającą wymiany na czystą, ale nie mam przy sobie żadnej, toteż myślę, jebać to, jakoś zmienię podpaskę w samochodzie. Na zewnątrz kabiny już ludzie czekają, by wejść po mnie, i ten chłop, by kontynuować rozmowę. Ktoś już puka, mówię, że za chwilę wyjdę. Staram się mieć obcy akcent, ale nie znam perskiego i boję się, czy ten facet nie zapyta mnie o jakieś słówka perskie. Sprzątaczka i ten facet gadają coś o "gwałtomacie". Nie wiem na czym polega korzystanie z tego urządzenia, ale ponoć ma związek z gwałtami. Pytam ich czy takie coś serio istnieje i dziwię się, że to legalne. Chcę już wyjść i iść do rodziców, którzy zapewne palili fajki przy samochodzie, ale boję się, że ten chłop pójdzie za mną, by podpytać o życie w Iranie moich rodziców i wtedy zobaczy, że mój tata wcale Arabem, Persem, ani żadnym egzotykiem nie jest. Przypominam sobie jednak, że mój tata jest w 25% cyganem, więc jest we mnie iskra nadziei, że jednak mój towarzysz dostrzeże w nim nutkę egzotyki.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#90
Dzisiejszy sen:

Miałam dziś niewyraźny sen, może z powodu tego, że na jawie jakaś szlaona choroba próbuje zmieść mnie z planszy, więc wolałam skupić się na dobrej jakości śnie, żeby się wyspać, przez co mało skupiłam się na marzeniach sennych. Miałam sen o moim poprzednim miejscu pracy, był tam jakiś nowy zakład, ale coś było z nim nie halo. Była to jakby mini wioska, widziałam dyrektora logistyki, chciałam go chyba opluć. W tej mini wiosce był plac zabaw, który chcieli zlikwidować. Ja miałam iść spać i bardzo chciałam iść spać, ale nie mogłam, bo było zamieszanie. Spałam na ulicy, na chodniku dokładnie, obok mnie leżała psia kupa. Ktoś do mnie podszedł i powiedział, żebym uważała, bo wsadze twarz w tą kupę, ale ja miałam to gdzieś, po prostu chciałam spać. Nie mogłam jednak spać, bo wtem dostrzegłam, że ludzie robią raban i wyrzucają z jakiejś kanciapy rzeczy, jak popadnie. Wstałam i poszłam zobaczyć co się tam odpierdala. Były tam jakieś karmy dla psów, w tym moja puszka karmy, którą wygrałam na jakimś konkursie, a ona była o wartości 150 PLN. Kminiłam z jedną babką czym nakarmić uliczne burki. Powiedziałam, że ja mam drogą karmę, ale dobrą. Otworzyłam, powiedziałam, by trzy psy zjadły po 1/3 puszki. Dałam im też jakieś kości. Były też wcześniej jakieś morskie stworzenia, które karmiłam. Bawiliśmy się z nimi. To były chyba jakieś foki.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1