Dziennik Lorellai
#71
Dzisiejszy sen:
(UWAGA! +18, dzieci - nie czytajcie!)

Śniło mi się, że po latach spotkałam mojego byłego chłopaka, Patryka. W tym śnie było oczywiste, że nie jesteśmy już parą i że rozstaliśmy się dawno temu — dokładnie tak jak w rzeczywistości, około siedem lat wcześniej. Mimo to, gdy się spotkaliśmy, nagle rzuciliśmy się ku sobie i zaczęliśmy wściekle się całować. Powiedziałam mu, że po tylu latach smakuje jeszcze lepiej. Gdzieś się spotkaliśmy i doszło między nami do dzikich, wręcz kipiących głodem i podnieceniem uciech cielesnych. Najlepsze jest to, że wszystko działo się w miejscu publicznym, w czymś w rodzaju przymierzalni. Ludzie cały czas tam zaglądali, widzieli nas i nas podglądali, ale zupełnie mnie to nie zawstydzało. Miałam to kompletnie gdzieś i pomyślałam, że niech sobie patrzą. Patryk miał ze sobą bardzo dużo zabawek erotycznych, kupionych na Aliexpress, takich jak różnego rodzaju nakładki na członek, wkładki, sztuczne członki, strapony, uprzęże i inne tego typu rzeczy — wyglądały jak zamówione z AliExpress. Ciągle zmieniał te zabawki, ale ja w ogóle ich nie chciałam. Chciałam tylko jego — jego gorącego ciała i jego członka — i zależało mi wyłącznie na prawdziwym kontakcie z nim, bez żadnych dodatków. Przez cały sen czułam, że ciągle chcę więcej i że wciąż jest mi mało. Jak jakaś czystej krwi nimfomanka. W pewnym momencie sen się zmienił i znalazłam się na spacerze z małym psem. Była to suczka rasy pomeranian. Suczka miała cieczkę. Chciałam iść z nią na plażę, ale bałam się, że zlecą się do niej samce i będą próbowały ją kryć. Starałam się ją chronić i pomyślałam, że jeśli coś pójdzie nie tak, schowam ją do transportera, włożę do samochodu i po prostu odjadę. Po tym spacerze znowu pojawił się Patryk. Byliśmy razem w pokoju i graliśmy na komputerze. Graliśmy w GTA San Andreas. Mieliśmy sześć gwiazdek poszukiwań ️️️️️️, ścigała nas policja i zjeżdżały się czołgi — było ich bardzo dużo. Bałam się, że czołgi wystrzelą rakiety i zabiją moją postać, czyli CJ-a. W pewnym momencie czołgi zaczęły wjeżdżać do wody. Ludzie z nich wysiadali, ale ponieważ w GTA San Andreas postacie niezależne (NPC) nie potrafią pływać, po wyjściu do wody zaczęli tonąć i umierali. Wtedy chodziłam swoją postacią po czołgach, badałam teren i pokazywałam Patrykowi na mapie miejsca, w których można rzekomo znaleźć Wielką Stopę w GTA San Andreas (Back o'Beyond). Zastanawialiśmy się, czy Wielka Stopa faktycznie istnieje w tej grze, czy jest tylko mitem. Pamiętam, że za młodu bardzo intensywnie jej szukałam, ale nigdy jej nie znalazłam. Później Patryk grał jeszcze w inne gry komputerowe, ale był już kompletnie wykończony ciągłym zabawianiem się ze mną, co było niczym ostra jazda bez trzymanki. Przez cały sen było bowiem tak, że praktycznie cały czas uprawialiśmy seks i on nie miał już na nic siły. Ja natomiast wciąż chciałam więcej — ciągle było mi mało. W końcu Patryk dał mi wibrator sterowany pilotem i powiedział, żebym sama nim sterowała przyciskiem i się zadowoliła. Wibrator, jak się okazało, już znajdował się w moim łonie i wibrował, ale mimo to kompletnie nic nie czułam. Nie dawało mi to żadnej satysfakcji. Zdecydowanie bardziej wolałam prawdziwy seks (najchętniej w pozycji od tyłu) z Patrykiem niż zadowalanie się jakimikolwiek zabawkami. Na sam koniec powiedziałam do Patryka: „Czy nie możesz po prostu mnie ostro przerżnąć od tyłu?” — on jednak nie był zainteresowany, wolał grać w gry komputerowe.

Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#72
Dzisiejsze sny:

Miałam dziś sen o tym, że moja była dyrektorka zatrudniała mnie ponownie w mojej byłej pracy. Siadam przed nią, w kurtce, krzątają się inne osoby gdzieś niedaleko i dają jakieś sugestie. Dyrektorka mówi, żebym zdjęła kurtkę, ale swój różowy szal zostawiła, bo ładnie wygląda. Zaczynamy analizować moje CV. Mówię jej, że byłam nauczycielem przez 6 lat (ciekawi mnie, czy zdziwi się, że wytrzymałam aż tyle w jednej pracy), mówię, że to było nauczania indywidualne. Mówię też, że byłam tłumaczem freelancerem, a dlaczego nie przysięgłym to wyjaśnię jej potem, jeśli to ją interesuje. Chcę jej także wyjaśnić czemu nie założyłam na to działalności, jednak spostrzegam, że ona w ogóle mnie nie słucha, bo cały czas zagaduje ją jakaś osoba i ona odpowiada jej. Nie dokańczamy więc naszej rozmowy ale wiem, że dyrektorka chce ze mną znowu pracować. Następnie jestem u siostry w pokoju w domu rodzinnym. Na komputerze pracuję i mój były przełożony tłumaczy mi jakieś sprawy związane z tym zadaniem, potem rozmawiamy o tym, co zwykłam robić, kiedy tu nie pracowałam. Rozmawiając z nim, siedzimy na łóżku, właściwie leżymy na nim. Wtem wbija moja siostra. Obawiam się, że posądzi mnie o romans z nim, skoro leżymy oboje na łóżku, ale prawda była taka, że ja jedynie oczyszczałam atmosferę między nami. Na narożniku obok siedzi jakiś stary cep, okazuje się, że to brat mojego dawnego (fałszywego) przyjaciela, dyrektora. Zaczynam cisnąć mu, że jest tak samo zjebany jak jego brat. Potem idę na dół. Widzę jak Arisska potyka się na schodach i spada z nich aż na sam dół. Ma pogruchotane ciałko. Cofam czas do momentu upadku i w ostatniej chwili łapię malucha za skórę, po czym biorę na ręce i mocno przytulam do siebie. Potem mój mąż jest niczym Wiedźmin, jakiś wielki pająkowaty potwór gonił nas a my uciekaliśmy, skacząc przez wysokie mury. Potwór prawie nas już miał, w ostatniej chwili umknęłam, zamykając się w jakimś pomieszczeniu. Adrian został na zewnątrz z potworem. Po chwili zapadła cisza a ja spojrzałam przez szparę u dołu drzwi, głowiąc się czy zobaczę tam nogi pająka czy ludzkie. Zobaczyłam ludzkie stopy w szarych skarpetkach. Zapytałam czy już wszystko okej. Do pokoju ktoś wchodzi, myślę, że to mój mąż, ale okazuje się, że to jakiś koleś, który wyglądał jak łysy z Brazzers, prawdopodobnie to ten potwór się w niego zamienił. Mąż wpuścił go do mnie i zamknął drzwi. Zaczęliśmy tańczyć, to był bardzo erotyczny taniec, przypominający striptiz. Wypinałam tyłek do łysego, masowałam jego krocze pośladkami. Wiem, że on chce już czegoś więcej, ale wiem też, że za drzwiami jest mąż, co mnie hamuje, by iść na całość. Łysy zaczyna dobierać się do moich cycków, zaczyna je lizać i ssać a ja czuję tylko, że muszę wiać. W końcu Adrian otwiera drzwi, pokazując łysemu kawałek materiału, na którym była wydzielina z mojej strefy intymnej. Speszyłam się niesamowicie, zastanawiałam się jak i skąd ją pozyskał. Zaczęli komentować oboje tą wydzielinę, że jest cudowna i ma najpiękniejszy zapach na świecie, i że pachnie jak sok malinowy. Przypomniało mi się w tym śnie jak kiedyś jednen z moich byłych w taki sposób skomentował mój tamtejszy zapach.

W kolejnym śnie byłam na ogrodzie teściowej, który do tej pory nie był czynny, ze względu na jakieś roboty ogrodowe i remont. Pies teściowej znalazł dziurę w płocie i uciekł, ganiając po całej wsi. Ten ogród to była jakby działka ROD mojej babki. Potem byłam u mojej babki w mieszkaniu i mówiłam, że dzwoniłam do kuzynki, Aśki, przy okazji kiedy miałam zaprosić ją na jakieś przyjęcie związane z moją siostrą - chyba rocznicę ślubu. Szczekała, pyskowała i wyrzygiwała mi jakieś brudy z przeszłości, a potem gadałyśmy normalnie już. Babka mi mówiła, że no nie mamy ze sobą kontaktu (ja i Aśka), ale powinnam wiedzieć, że myszy, które ode mnie adoptowała, mają się u niej dobrze. Wcześniej tworzyłam psy w simsach - jednego dużego i drugiego małego, oba były długowłose w typie sznaucerów. Uznałam, że tego typu psy potrafią być urocze, jeśli się je ładnie zrobi. Sprawdzałam gdzie jest oświetlenie ogrodu (w Simsach) i ocieplenie. Przez to ocieplenie też czułam ciepło w pomieszczeniu w którym grałam. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#73
Dzisiejsze sny:

Jeśli chodzi o mój pierwszy sen tej nocy, pamiętam go bardzo przez mgłę, ponieważ śnił mi się jako pierwszy. Później obudziłam się (przez kłucie pod żebrami) i zasnęłam ponownie. Z tego snu pamiętam tylko tyle, że byłam w sklepie i wybierałam świeczkę zapachową. W sklepie było bardzo dużo różnych świeczek o przeróżnych zapachach i co ciekawe — w tym śnie naprawdę czułam te zapachy. Świeczki miały różne kształty: były okrągłe, w kształcie prostopadłościanu, a także takie w tubach. Niektóre z nich były ozdobione diamentami, inne nie. Stały tam po prostu w różnych wariantach i formach. Podczas wyboru pomagała mi pani ekspedientka. Razem próbowałyśmy wybrać tę jedną, konkretną świeczkę. 

Później miałam sen o kimś w rodzaju złoczyńcy albo złodzieja. Ten mężczyzna oszukał mojego dawnego sąsiada, Mateusza, który w tym śnie prowadził jakiś sklep samochodowy, związany z częściami do aut. Coś było na rzeczy z samochodem — wyglądało na to, że ten złodziej wziął od Mateusza samochód, dosłownie porwał go spod podwórka, i po prostu za niego nie zapłacił. Chyba właśnie o to chodziło. Ja wiedziałam, że ten człowiek zrobił coś takiego Mateuszowi, a mimo to nawiązałam z nim jakąś współpracę. Chciałam sprawdzić, czy on również mnie będzie próbował oszukać. To był test. Jednocześnie dziwiło mnie, jak to możliwe, że po tym nieudanym zakupie u Mateusza złodziej po prostu zniknął — przestał się odzywać i całkowicie przepadł. Teraz jednak to ja z nim kontakt. Chciałam powiedzieć Mateuszowi, że ten człowiek znowu się pojawił, żeby mógł go skonfrontować. W śnie rozmawiałam z tym mężczyzną i okazało się, że jest Arabem, miał ciemną karnację i dłuższe, falowane włosy. Zaczął mi się trochę żalić — mówił, że ludzie w Polsce są bardzo rasistowscy i że wiele osób nazywa go Cyganem. Pamiętam też, że poszłam do ogrodu w moim domu rodzinnym, tam gdzie za siatką mieszkał Mateusz. W ogrodzie było bardzo dużo śniegu, naprawdę ogromne ilości. Miałam nawet taki plan, żeby dla zabawy wrzucić kota w śnieżną zaspę, choć nie wiem, jaki to był kot — pamiętam tylko sam zamiar. Jednocześnie karmiłam ptaki. Przylatywały malutkie wróbelki, siadały mi na rękach i jadły okruszki bezpośrednio z mojej dłoni. Okruszki robiłam z pszenicznych paluszków, takich jak Lajkonik — zgniatałam je w dłoniach. Przylatywały też większe, czarne ptaki. Miały trochę obskubane, przerzedzone pióra, wyglądały, jakby były chore. To chyba były kawki. One też jadły okruszki, ale bałam się, że mogą być nieczyste i że mogą mnie zarazić jakąś chorobą, gdy dotkną mojej skóry swoimi nóżkami. Jedna z kawek faktycznie usiadła mi na ręce. Trochę się przestraszyłam (zarazków), ale nic więcej z tym nie zrobiłam. Później scena znowu się zmieniła. Byłam z tym złodziejem w moim mieszkaniu. W dużej szafie, tam gdzie trzymam ubrania, miałam schowaną torebkę/portfel z bardzo dużą ilością pieniędzy — były to moje oszczędności. Bałam się, że ten Arab mnie okradnie. Miałam nawet wrażenie, że nie muszę się przed nim kryć z tym, gdzie te pieniądze trzymam. Ku mojemu zaskoczeniu, za każdym razem, gdy tam zaglądałam, pieniądze były na swoim miejscu. Cały czas bardzo ich pilnowałam. Gdy tylko złodziej znikał mi z oczu — szedł do łazienki albo przemieszczał się gdzieś po mieszkaniu — ja natychmiast sprawdzałam, czy pieniądze nadal tam są. Z czasem jednak zaczęłam się z nim kumplować, a nawet zaprzyjaźniać. Okazał się bardzo miły i serdeczny. Pamiętam, że mówiłam o tym moim rodzicom, którzy nie byli przychylni tej znajomości, bo w końcu był złodziejem. Powiedziałam im, że mnie nie okradł i że jest wobec mnie bardzo w porządku. Dziwiło to wszystkich wokół — jak to możliwe, że okradł jedną osobę, a drugiej nic nie zrobił. Później była jakaś impreza albo spotkanie w ogrodzie - ognisko i kiełbaski. Poszłam tam razem z tym złodziejem. Okazało się, że śnieg stopniał — było widać intensywnie zieloną trawę, zupełnie pozbawioną śniegu. Wtedy zauważyłam, że na końcu ogrodu, za siatką, krząta się Mateusz - chodzi w kółko i wymachuje rękami, zdenerwowany. Poczułam się bardzo niekomfortowo. Bałam się, że Mateusz zobaczy mnie z tym złodziejem, dowie się, że się z nim przyjaźnię i że bardzo się na mnie zdenerwuje. Obawiałam się też, że zacznie go obrażać i że złodziej dowie się, iż trzymałam z kimś, kogo wcześniej oszukał. Gdy wyszliśmy do ogrodu, powiedziałam temu mężczyźnie, że na końcu ogrodu, za siatką, jest Mateusz. Spojrzałam w tamtą stronę — Mateusz krzątał się, przeklinał pod nosem i był wyraźnie zdenerwowany, jakby wiedział, że złodziej wrócił. Powiedziałam złoczyńcy, że to Mateusz, którego oszukał w sprawie samochodu. Wtedy on tylko uśmiechnął się pod nosem i przyspieszył kroku, żeby pójść na koniec ogrodu i wyrównać z nim rachunki. Kiedy spojrzałam ponownie, miałam wrażenie, że sprawa została załagodzona i że obaj mężczyźni są już pogodzeni. Potem sen znowu się zmienił. Byłam u kogoś w pokoju, w którym stały łóżka piętrowe. W pokoju panował straszny bałagan, także na samych łóżkach. Ustawiałam te łóżka jak w Simsach — na komputerze, w programie. Pamiętam też, że w tym śnie wróciłam do pracy w mojej dawnej firmie w Katowicach - R. Pracowaliśmy zdalnie, ale cały czas bardzo bałam się, że w końcu odbiorą nam możliwość pracy zdalnej i każą wrócić do biura. Było też jakieś zebranie w sali konferencyjnej. Byli tam moi rodzice oraz jacyś szefowie albo kierownicy — nie wiem dokładnie, czy tej firmy, czy czegoś innego. Wszyscy byli ubrani galowo. W sali było bardzo gorąco. Dziwiło mnie to, bo na co dzień raczej lubię upały, a mimo to w tym śnie było mi zdecydowanie za ciepło. Działała klimatyzacja, więc podeszłam do jednostki, z której leciał chłodny powiew. Stały tam też inne osoby, jakby zbuntowane. Powiedziałam im, że stanę tam razem z nimi. Wspólnie powiedzieliśmy pozostałym osobom w sali, w tym szefom i kierownikom, że jest nam za gorąco i że temperatura musi zostać obniżona, bo inaczej nie jesteśmy w stanie pracować. Później pojawił się wątek dwóch złoczyńców — to do nich należały te piętrowe łóżka i cały bałagan. Jeden z nich spał na górze, drugi na dole. Następnie szłam ulicą razem z nimi i chyba z moją siostrą. Szukaliśmy czerwonego samochodu zaparkowanego przy ulicy, który należał do tych złoczyńców. Miałam im chyba przekazać kluczyki albo sam samochód, żeby mogli gdzieś pojechać w jakiejś słusznej sprawie. Obok chodników rozciągały się łąki pełne trawy. W tej trawie grasowały żmije zygzakowate — były bardzo agresywne i zawzięcie atakowały. Złoczyńcy chyba myśleli, że to jaszczurki albo zaskrońce. Zapytałam ich, czy zdają sobie sprawę, że to żmije zygzakowate, które są bardzo jadowite. Jedna z nich cały czas atakowała, a my robiliśmy wszystko, żeby uniknąć ukąszenia. Niestety ukąszona została moja siostra oraz Arisska. Moja siostra zaczęła wtedy rozmawiać z Chatem GPT i pytać, co zrobić w przypadku ugryzienia przez żmiję. ChatGPT odpowiedział, że jeśli nie ma bąbla ani jadu w skórze — a ani u mojej siostry, ani u Ariski tego nie było — to znaczy, że żmija ugryzła i zrezygnowała. W takiej sytuacji poradził, żeby natrzeć ranę spirytusem, a następnie po 24 albo 26 godzinach powtórzyć zabieg. Nie wiem dlaczego, ale Ariska pojechała wtedy z tymi dwoma złoczyńcami — mieli ją gdzieś zabrać lub zawieźć (odstawić, ale to nie było porwanie). Dzwoniłam do nich i prosiłam o pomoc. Zapytali, w czym mogą pomóc, więc poprosiłam ich, żeby natarli spirytusem ranę po ukąszeniu u Arisski. Nie doczekałam się odpowiedzi, bo byli czymś bardzo zajęci. Zaczęłam więc sama ich szukać oraz ich samochodu, żeby móc odkazić ranę mojego psa.

Notatki:

Ten sen nie był chaotyczny ani przypadkowy. Im dłużej go analizuję, tym wyraźniej widzę, że jego motywem przewodnim jest zaufanie, kontrola i granice, a także ogromne poczucie odpowiedzialności, które noszę w sobie wobec innych.

W niemal każdej scenie pojawia się ktoś, kto potencjalnie może być zagrożeniem, a ja nieustannie obserwuję, sprawdzam, pilnuję, mediuję i czuwam. Rzadko pozwalam sobie na pełne odpuszczenie. To nie jest sen stricte lękowy, tylko sen osoby, która cały czas musi mieć poczucie kontroli i rękę na pulsie.

Złodziej
Postać złodzieja — Araba — nie jest w tym śnie jednoznacznie zła. Wiem, że skrzywdził Mateusza, ale jednocześnie mnie nie krzywdzi. Jest wobec mnie miły, serdeczny, żali się, pokazuje ludzką stronę. To dla mnie bardzo ważne.

Symbolicznie widzę w nim coś niejednoznacznego moralnie — sytuację, relację albo aspekt mojego życia, który nie jest czarno-biały. Zamiast odrzucić go automatycznie, ja go obserwuję i sprawdzam. Mam świadomość zagrożenia, ale decyduję się dać kredyt zaufania. To pokazuje moją empatię, ale też to, że często biorę na siebie emocjonalne ryzyko.

Pieniądze w szafie
Pieniądze schowane w szafie nie symbolizują wyłącznie finansów. Widzę w nich moje bezpieczeństwo, zasoby życiowe, energię, zdrowie i rezerwy psychiczne. Cały czas je sprawdzam, bo boję się ich utraty, choć w rzeczywistości nic nie znika.

Ten fragment snu uświadamia mi, że bardziej boję się utraty kontroli, niż faktycznie ją tracę. Moje granice istnieją i działają, ale ja sama jeszcze im w pełni nie ufam.

Rodzice i Mateusz
Rodzice oraz Mateusz symbolizują normy, zasady i moralny porządek — to, „jak coś powinno wyglądać”. Ja stoję pomiędzy lojalnością wobec zasad a lojalnością wobec własnych uczuć i intuicji. Bardzo boję się tego, co pomyśli Mateusz, jednocześnie broniąc złodzieja. To pokazuje mój wewnętrzny konflikt: czy mogę mieć własne zdanie, nawet jeśli inni uznają je za niewłaściwe?

Śnieg i zielona trawa
Motyw przejścia od śniegu do zielonej trawy jest dla mnie bardzo czytelny. Śnieg symbolizuje zamrożenie, dystans, ciszę i ochronę. Zielona trawa to życie, emocje i otwartość. Czuję, że coś we mnie zaczyna odmarzać, ale jednocześnie boję się, co inni zobaczą, kiedy ten „śnieg” zniknie.

Ptaki
Karmienie ptaków pokazuje, jak bardzo naturalnie daję z siebie innym. Wróbelki — małe i ufne — przyjmuję bez lęku. Kawki — większe, chore i budzące niepokój — wzbudzają we mnie strach, ale mimo to pozwalam im usiąść na ręce. Nawet wtedy, gdy czuję zagrożenie, nie potrafię odsunąć potrzebującego.

Żmije
Żmije zygzakowate symbolizują realne zagrożenie, które ja widzę bardzo wyraźnie, a inni bagatelizują. Ostrzegam, tłumaczę, czuwam. To pokazuje, że często dostrzegam konsekwencje szybciej niż inni i czuję się odpowiedzialna za to, by ich przed nimi chronić.

Ukąszenie siostry i Arisski
Najsilniejszy emocjonalnie moment snu. Nie boję się o siebie — boję się o tych, których kocham. Pojawia się paniczna potrzeba ratowania, szukania rozwiązań, dzwonienia, biegania, sprawdzania. To pokazuje mój głęboki lęk, że jeśli na chwilę puszczę kontrolę, może stać się coś nieodwracalnego.

Praca i klimatyzacja
Lęk przed odebraniem pracy zdalnej symbolizuje strach przed utratą autonomii. Moment, w którym staję przy klimatyzacji i mówię, że jest mi za gorąco, to jeden z nielicznych fragmentów snu, w których jasno stawiam granicę. To znak zmęczenia ciągłym dostosowywaniem się i potrzeby zadbania o własny komfort.

Podsumowanie
Ten sen pokazuje mnie jako osobę empatyczną, uważną i bardzo odpowiedzialną, ale jednocześnie taką, która bierze na siebie więcej czuwania, niż powinna. Nie jestem naiwna ani ślepa — moje granice działają. Problem polega na tym, że zbyt rzadko pozwalam sobie zaufać, że już robię wystarczająco dużo.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#74
NOTATKA OGÓLNA:

Obserwacje dotyczące mojej pracy ze snami:

Od pewnego czasu zauważam wyraźny trend w sposobie, w jaki doświadczam i zapamiętuję sny. Świadomie postanowiłam skupić się na jak najlepszym zapamiętywaniu snów, zamiast dążyć do świadomego śnienia. Moim celem było uchwycenie jak największej liczby snów w ciągu jednej nocy oraz zapamiętanie ich możliwie najdokładniej.
Zaczęłam regularnie zapisywać sny zaraz po przebudzeniu, nawet jeśli początkowo pamiętałam jedynie ich fragmenty. Zauważyłam, że w trakcie pisania przypominają mi się kolejne szczegóły, sceny i emocje, dzięki czemu opisy stawały się coraz bardziej obszerne i precyzyjne. Im częściej to robiłam, tym lepiej działała moja pamięć snów.
Po kilku miesiącach doszłam do momentu, w którym niemal każdej nocy pamiętam nie jeden, a kilka snów. Jest to dla mnie doświadczenie niezwykle intensywne i fascynujące, zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszego okresu, kiedy sny szybko się rozmywały i nie wydawały się na tyle istotne, by je zapisywać.
Świadomie unikałam w tym czasie technik prowadzących do świadomego śnienia. Nie wykonywałam testów rzeczywistości i nie formułowałam intencji przed snem, ponieważ chciałam w pełni skoncentrować się na pamięci snów i ich naturalnym przebiegu.
Zauważyłam jednak również pewien minus tej metody — po dłuższym czasie trudniej jest mi wejść w świadomy sen, gdy tego chcę. Mam mniejszą motywację do wykonywania testów rzeczywistości w ciągu dnia i trudniej jest mi wzbudzić silną intencję świadomego śnienia.
Doszłam do wniosku, że nadszedł moment, aby połączyć oba podejścia. Chcę nadal rozwijać i pielęgnować doskonałą pamięć snów, a jednocześnie ponownie skupić się na praktykach prowadzących do świadomego śnienia. Moim celem jest integracja tych dwóch metod w jedną spójną praktykę pracy ze snami.



Kolejne sny:

Śniło mi się, że mój dalmatyńczyk był małym szczeniakiem. Wychodziłam z nim z bloku na podwórko, jakby był to blok, w którym mieszka moja babcia. Pies bardzo ciągnął na smyczy, a ja szarpałam go i przyciągałam z powrotem do siebie jak jojo. W końcu nie wytrzymał i posikał się jeszcze na klatce schodowej. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, była wysoka trawa. Towarzyszył nam jeszcze inny pies — czarny, w typie owczarka niemieckiego. Byłam tam razem z moją siostrą i mężem. Wszystko działo się jakby przed śniadaniem, w pośpiechu, bo pies bardzo potrzebował wyjść. Nie zjadłam śniadania, chapsnęłam tylko kawałek suchej bułki. Powiedziałam Adrianowi i siostrze, że jestem głodna. Adrian zaproponował, że pójdziemy do piekarni, żebym mogła kupić bułkę. Czułam się jednak skrępowana, bo byłam w piżamie — miałam na sobie tylko t-shirt, bez majtek. Cały czas obciągałam koszulkę w dół, żeby nikt nie zobaczył mojego gołego tyłka. Dodatkowo nie miałam jeszcze umytych zębów i czułam nieprzyjemny posmak w ustach. Poszliśmy do piekarni, kupiłam bułkę i chyba ją od razu zjadłam. Później trafiliśmy do sklepu z butami. Miałam kupić buty, ale były dla mnie zbyt drogie — około 200 zł za zwykłe, materiałowe obuwie. Moja siostra skomentowała, że to bardzo wysoka cena. Zapytałam siebie samej gdzie są psy i zorientowałam się wtedy, że chodzą swobodnie po sklepie, wąchając wszystko dookoła. Okazało się, że właściciele sklepu prowadzą również kącik artystyczny: robili zdjęcia, rzeźby, obrazy, wizytówki, a nawet wypiekali chlebki z wizerunkiem dalmatyńczyka. Ktoś z ich rodziny miał kiedyś psa tej rasy i był on maskotką sklepu. Właściciele zaproponowali mi, żebym wzięła coś z motywem dalmatyńczyka, ponieważ sama mam takiego psa. Pamiętam, że miałam bardzo mało pieniędzy. Wybrałam kamienną rzeźbę w formie obrazu, przypominającą talerz do powieszenia na ścianie, z tyłu wyglądającą jak pocztówka. Szukałam zawieszki, ale jej nie było. Zastanawiałam się, czy można to powiesić, czy tylko oprzeć o ścianę. Schowałam rzeźbę do plecaka i myślałam, gdzie postawię ją w mieszkaniu. Zaproponowano mi również duże ciastko w kształcie mini chlebka z motywem dalmatyńczyka. Rozkroiłam je na pół — w środku były wiórki jak w czekoladzie dubajskiej. Właścicielka zapytała, czy biorę. Powiedziałam, że je wezmę, skoro już je rozkroiłam. Zrobiłam zdjęcie ciastka, spróbowałam tylko trochę i oblizałam palce, planując schować je na później. Powiedziałam, że jest pyszne. Właścicielka wystawiała także szynki do degustacji, ale odmówiłam, mówiąc żartobliwie, że skoro wszystko jest takie dobre, to zaraz wykupię cały sklep. Ona wzięła to dosłownie i schowała szynki. A ja w sumie chciałam ich spróbować. Nagle zrobiło się zamieszanie — ludzie zaczęli się z nami żegnać, mówiąc, że muszą już jechać. Chciałam zapłacić za rzeźbę, ale nie mogłam znaleźć osoby, której mogłabym zapłacić. Planowałam uregulować płatność później, BLIKiem, po powrocie do domu. Chciałam zagadać właścicieli na facebooku i poprosić o możliwość płatności odroczonej. Mój mąż powiedział, że te rzeźby są drogie, bo wysyła je ich babcia z Wielkiej Brytanii i wiążą się z nimi wysokie opłaty celne i podatki. Zaczęłam tłumaczyć różnice między importem a eksportem i tym, że w eksporcie nie płaci się cła i podatku, a w imporcie już tak. Później znaleźliśmy się na ogromnym łóżku na kółkach, które pędziło bardzo szybko. Przemieszczaliśmy się w ten sposób, aż nagle trafiliśmy do miejsca przypominającego hotel. Były tam młode kobiety z tej samej rodziny, zachowujące się w sposób wulgarny i chaotyczny. Widziałam reklamę ich dużej fabryki spożywczej. Jedna z kobiet zaczęła głośno dzwonić i wyzywać kogoś przez telefon. Ktoś upomniał ją, że są tu goście i nie powinna tak mówić. Odpowiedziała, że najgorsze wyzwiska wyciszyła, gdy padały te najbardziej ostre słowa.

*

Śniło mi się, że testowałam szminki. Jedna była w kolorze nude, druga czerwona. Bardzo podobała mi się pomadka nude, ale była dla mnie trochę za jasna. Czerwona natomiast prawie się skończyła — była to pomadka tester i bardzo dużo osób ją wcześniej używało, przez co dla mnie właściwie już jej nie starczyło. W tym śnie Ilona, moja koleżanka z pracy, pracowała razem ze mną w moim domu. Chodziła po mieszkaniu w szpilkach, tłumacząc, że w butach jest jej cieplej. Powiedziała mi, że następnego dnia będzie mi dawać wyłącznie „odbitki”, czyli przesyłki zwracane przez agentów celnych, i że będzie obserwować moją pracę. Żartowałam z tego, ale jednocześnie czułam niepokój i lęk przed tą kontrolą. W innym fragmencie snu byłam razem z mężem nad rzeką w Jurgowie, w naszym ulubionym miejscu. Było tam bardzo dużo ludzi, wszyscy chcieli znaleźć sobie miejsce nad wodą. Widziałam dwie jaskinie. My jednak odchodziliśmy znad rzeki i świadomie zwolniliśmy miejsce, wołając innych ludzi i zapraszając ich, żeby tam usiedli. Później śniła mi się Częstochowa, dzielnica Raków. Wiedziałam, że jest to miejsce, w którym mieszka Michał — mój ex ze studiów. Byłam tam na wycieczce i liczyłam na to, że go spotkam. Widziałam opuszczone świątynie, przypominające miejsca urbexowe. Kentucky biegał wszędzie dookoła. Wołałam go, ale nie po jego imieniu — wołałam go „Pongo”. Przyszedł do mnie, ale czułam, że coś zbroił i uciekł, jakby wiedział, że czeka go kara za złe zachowanie.

*
(Uwaga, jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem przyrodzenia, nie czytaj! - choć i tak wiem, że to zrobisz.)

Pierwszy sen pamiętam jak przez mgłę, ponieważ był to pierwszy sen tej nocy. Biłam się z jakimś kolesiem. On mnie obgadywał. Pamiętam tylko tyle, że ja go biłam, chyba nawet nożami. Raniłam go w taki sposób, że krew leciała mu z całego ciała. To było dziwne, ponieważ ta krew nie była czerwona, tylko bardziej pomarańczowa.
Później miałam sen, który – myślę – przyśnił mi się częściowo za sprawą tego, co obecnie dzieje się w schroniskach w naszym kraju, zwłaszcza w Bytomiu i w Sobolewie. Bardzo mocno to przeżywam, nie mogę się z tym pogodzić i szukam jakiegokolwiek sposobu, w jaki mogę pomóc tym zwierzętom. Śniło mi się nasze schronisko w Zawierciu. Szukałam tam psa dla mojej mamy. Miał to być corgi. Czaiłam się na jednego psa, żeby adoptować go od jakiejś kobiety z fundacji. Był bardzo ładny i bardzo chciałam go mieć, ale niestety ktoś adoptował go wcześniej ode mnie. Później pomyślałam, że może dla moich rodziców zaadoptuję jakiegoś większego psa, chociaż wiedziałam, że dla mojej mamy bardziej pasowałby pies mały. Zastanawiałam się też, czy corgi to na pewno dobry wybór, ponieważ jest to pies, który raczej nie może permanentnie przebywać na dworze, a moi rodzice właśnie tak pewnie by to widzieli, więc myślałam bardziej nad psem stróżującym. Myślałam, że woleliby psa, który przez większość czasu będzie siedział na podwórku. Udałam się do schroniska. Ktoś nas oprowadzał i chciał pokazać nam psy. Były tam różne psy, m.in. w typie bernardyna, i szczerze mówiąc nie wiedziałam, na którego się zdecydować. Była tam Patrycja, właścicielka schroniska. Zapaliłam papierosa i chodziłam po obiekcie. Nagle przypomniałam sobie, że przecież jestem w schronisku i nie mogę palić. Weszłam do pomieszczenia socjalnego i zgasiłam papierosa. Patrycja przybiegła za mną i delikatnie mnie upomniała. Powiedziałam jej, że wiem, że nie można palić. To było bardzo kulturalne i łagodne upomnienie. Powiedziałam jej też, że w sumie nie pamiętam, o co miałyśmy jakieś spiny. Ona odpowiedziała, że też nie pamięta, ale skoro jesteśmy na „ty”, a nie na „pani”, to na pewno się znamy, i przyznałam jej rację. Później poszłam do innego pomieszczenia, gdzie były króliki. Tak, w tym schronisku były króliki. Były ogólnie fajne, ale bardzo mnie atakowały – nie gryzły mnie, tylko były bardzo namolne. Rzucały się na mnie i obejmowały moje nogi. Nie mogłam iść dalej, bo dosłownie przyklejały się do moich nóg. Próbowałam je odklejać od ciała. Pamiętam, że odklejałam od nogi czarnego królika, który wyjątkowo mocno do niej przylgnął.
Później był sen o jakimś typie. Pamiętam, że ludzie mną gardzili i był na mnie hejt. Miałam z tym typem uprawiać seks. Zakładałam do tej czynności ciasny, wiązany, seksowny gorset, ale stwierdziłam, że tym razem go nie założę, i ubrałam prześwitujący t-shirt. Miałam wyjść na dwór, nie wiem po co, ale wstydziłam się, że przez t-shirt będzie prześwitywać moje nagie ciało. Ten facet lizał mi pierś, ale strasznie się przy tym ślinił i bardzo mnie to odpychało. W łóżku doszło do intymnych sytuacji, a obok było drugie łóżko, na którym leżeli ludzie – kobieta z facetem – którzy mnie nie lubili.
Potem śniło mi się, że byłam w mojej byłej pracy - S. Pracowałam tam. Przyszły kluczyki pocztą. Anka z logistyki podała mi list, w którym były te kluczyki, chyba do jakiejś szafki. Była tam też dziewczyna z recepcji. Przypomniałam sobie, że praca stacjonarna w P. była całkiem przyjemna, bo polegała na spokojnych czynnościach, takich jak otwieranie poczty i segregowanie kluczy. Stałam na krześle i układałam kluczyki na wysokiej szafce. W innej kopercie przyszły buteleczki do odlewania perfum. Miałam też swoje odlewki. Głowiłam się, których perfum użyć, bo przypomniałam sobie, że przed pracą się nie poperfumowałam. Chciałam oddać kluczyki mojemu dawnemu przełożonemu. Pojawił się mój dawny przyjaciel – dyrektor. Chciał uprawiać ze mną seks. Stwierdziłam, że nie chcę i że to jest bardzo dziwne, zwłaszcza że wie, iż mam męża. Był jednak nachalny, więc postanowiłam go zrobić w bambuko i zgodziłam się. W kuchni usiadłam na stole i rozłożyłam ochoczo nogi, ale on nie wiedział, że miałam w sobie prezerwatywę damską z kolcami od wewnątrz. Gdy włożył członek, nadział się na kolce i nie mógł zdjąć prezerwatywy, bo go kaleczyła. Wyrwałam się (prezerwatywa wyszła ze mnie razem z okaleczonym członkiem, na którym mocno się zakotwiczyła) i zaczęłam uciekać. Bałam się, żeby nikt nie oskarżył mnie o zrobienie mu krzywdy. On krzyczał z bólu. Cały czas go słyszałam. Chciałam wybić okno, ale wiedziałam, że to zwykła szyba, która potłucze się na ostre kawałki. Wyszłam drzwiami i minęłam dwie dziewczyny z pracy. Bałam się, że domyślą się, co się stało i że to moja sprawka. Musiałam wrócić po torbę śniadaniową. Widziałam, że w kuchni byli inni ludzie, którzy próbowali mu pomóc. Skręciłam więc z korytarza do biura logistyki i zobaczyłam torbę pod moim biurkiem, choć pierwotnie sądziłam, że w ogóle jej nie zabrałam dziś z domu. Zabrałam ją spod biurka i uciekłam. Na parkingu stało moje Scirocco. Odpaliłam auto i cofając, kręcąc, uderzyłam w płot. Cofnęłam czas i spróbowałam ponownie, nie uderzając tym razem w nic, ale kiedy wyszłam z auta, aby sprawdzić stan tyłu, samochód i tak był obdrapany. Machnęłam ręką, uznałam, że nikt niczego nie zauważy. Zaczęłam odjeżdżać, śpiewając piosenkę Chrisa Isaaka „Wicked Game”. Pomyślałam, że we śnie nie mam lepszego głosu niż na jawie. Oho! Wtedy pojawił się przebłysk świadomości - podświadomie wiedziałam, że to sen, ale... NIC z tym nie zrobiłam i poszłam z flow snu. Pojawił się mój tata, który przyjechał Hondą z jakimiś ziomkami i powiedział Adrianowi (który pojawił się znikąd), że brama jest zepsuta i trzeba ją naprawić. Brama była jednocześnie bramą mojej dawnej pracy i mojej kamienicy. Miałam poczucie, że to ja robię tam najwięcej. Musieliśmy wejść znowu do biura. Wnętrza zmieniły się – były tam łóżka z dziecięcymi malunkami i odbitymi rękami. Dyrektor krzyczał coraz ciszej, aż przestał. Bałam się, że powie mojemu mężowi prawdę (że dobrowolnie chciałam z nim się chędożyć) albo że będę musiała walić jakąś ściemę o molestowaniu mnie, tłumacząc użycie prezerwatywy z kolcami.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#75
Chciałabym opisać moje kolejne sny z dzisiejszej nocy. Ogólnie byłam bardzo śpiąca, bardzo szybko chciałam zasnąć i po prostu przespać noc, bo rano wstawałam do pracy. Kompletnie nie skupiłam się na intencji dotyczącej świadomego snu. Dlatego był to sen nieświadomy i podejrzewam, że teraz, przez to, że na jakiś czas odpuściłam świadome śnienie, będę miała duże wyzwanie, żeby do niego wrócić. Wydaje mi się, że wcześniej to świadome śnienie było u mnie bardzo dobre, zanim postanowiłam zrobić taki test i bardziej nastawić się na zapamiętywanie jak największej liczby snów, zamiast na samo świadome śnienie.

Dzisiejsze sny:


Na początku nocy miałam sen, który pamiętam niewyraźnie, bo był to pierwszy sen tej nocy. Śniło mi się, że miałam jechać do Patryka. Pod łóżkiem znajdowała się ogromna pralka. Było to w sypialni moich rodziców. Łóżko było takie z pojemnikiem — otwierało się, a w środku była pralka. Znajdował się tam wyświetlacz, coś się tam klikało, potem zamykało i pranie się robiło. Nie umiałam obsługiwać tego mechanizmu, bo zawsze robiła to moja mama, a ja chciałam wyprać rzeczy. Wrzuciłam tam bardzo dużo rzeczy. Zastanawiałam się też, jaki płyn wlać — płyn do płukania. Okazało się, że musiałam wlać pięć rodzajów płynu oraz dwa kubki czystej, przegotowanej wody. Te kubki miały uruchomić czujniki, które powodowały wlanie większej ilości wody i rozpoczęcie cyklu prania. Wlałam jeden kubek, poszłam po drugi, ale woda dopiero się filtrowała, więc chwilę poczekałam. Potem zaniosłam ją i wlałam drugi kubek. Coś tam kliknęłam, zamknęłam łóżko i zaczął się cykl prania. W międzyczasie oglądałam stare zdjęcia. Były to zdjęcia naszego domu zaraz po remoncie, po tym, jak mama się do niego wprowadziła. Na zdjęciach była sypialnia, łazienka, półki, na których leżały zwinięte ręczniki i jakieś piżamki. Wszystko to wydawało mi się bardzo urocze. Zastanawiałam się, jak moja mama się czuła świeżo po tym, jak wprowadziła się do naszego domu.

*

Później miałam sen, w którym rozmawiałam z moją dawną przyjaciółką z Warszawy, Klaudią. Mówiła, że nie chce rozmawiać o jakichś szczegółach intymnych w jej związku, o które pytałam. Napisałam jej wtedy, że dawniej gadała o wszystkim — o każdym pierwszym seksie z facetami, podniecała się i mówiła: „oh my God, oh my God, to się wydarzyło!”, a potem: „miałam seks z nim!”. Uznałam, że teraz ludzie wszystko trzymają dla siebie i są tacy mega tajemniczy. Nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle. Ten sen śnił mi się po tym, jak nad ranem wstałam i chciałam jeszcze zasnąć. Bałam się, że nie będę mogła zasnąć, i nawet nie wiem, kiedy tak naprawdę znowu poszłam spać. W tym śnie pojawił się też motyw, że próbowałam spać i nie mogłam zasnąć, a mój mąż cały czas włączał farelkę. Klimatyzacja wyczuwała inne źródło ciepła i przez to się zatrzymywała. Bałam się, że w końcu się przez to zepsuje. Powiedziałam w końcu mężowi, że jest mi gorąco i że śpię już na golasa, bo w tym śnie faktycznie rozebrałam się prawie do naga — było bardzo ciepło. Była tam też Kamila z mojej szkoły podstawowej, dawna koleżanka. W tym śnie pożyczyłam jej jakąś dżinsową kurtkę z falbankami. Zawołałam ją, gdy szła ulicą, i powiedziałam, żeby zdjęła tę kurtkę i mi ją oddała, bo zapomniałam jej upomnieć o zwrot. Widziałam, że ma ją na sobie i chciałam, żeby ją zdjęła i oddała. Posłuchała mnie i tak właśnie zrobiła. Uznałam, że muszę wyprać to ubranie, bo nie wiem, czy się w nim nie spociła, i czułam, że trochę śmierdzi. Później znowu próbowałam spać. Scena jakby się zmieniła i znowu byłam na jakimś łóżku. Pod głowę dałam sobie tę kurtkę jako poduszkę, ale ona nadal śmierdziała, więc wzięłam taką jakby elektryczną poduszkę, która była podgrzewana. Potem była scena, w której byłam chyba w jakiejś szkole albo urzędzie. Był tam mój teść, który zakaszlał — to był znak, że chce iść na papierosa (na jawie tak robi, jak chce ze mną iść palić XDDD). Powiedziałam mu, że w sumie dzisiaj jeszcze nie paliliśmy. Weszłam razem z nim do klasy z zamiarem zapalenia papierosa, ale była tam jakaś pani, która prowadziła zajęcia. Zapytała mnie o jakiegoś Eberharta, o jakąś postać historyczną. Przypomniałam sobie, że wczoraj, gdy byłam na zajęciach, czytałam na jego temat. Próbowałam w zeszycie — w takiej jakby gazecie albo zeszycie ćwiczeń — cofnąć się do momentu, w którym było napisane o Eberharcie, ale ta pani powiedziała mi, żebym mówiła z głowy. Powiedziałam, że spróbuję. Stwierdziłam, że on był chyba pisarzem, ale ta pani powiedziała, że raczej nie był pisarzem. Pomyślałam wtedy: „kurde, o kim ja w ogóle tutaj pisałam, o kim czytałam?”. Ciągle miałam w głowie to, że zanim teść mnie zawołał na papierosa, czytał w gazecie coś na temat mojej nowej firmy, do której miałam iść do pracy. Było tam napisane, że póki co jeszcze jestem w mojej poprzedniej, czyli obecnej pracy, tak jakby na wypowiedzeniu, ale nie świadczę pracy, i że kiedy pójdę do nowej pracy, to przez jakiś czas będę miała dwie wypłaty, dopóki nie skończy się zatrudnienie w tej poprzedniej firmie. Zapomniałam jednak, od kiedy zaczynam pracę w nowej firmie. Chciałam o tym poczytać w gazecie, którą dał mi teść, ale musiałam opowiadać tej pani o Eberharcie. Byłam już tak zestresowana, że totalnie wypadło mi z głowy, kim był ten Eberhardt, i mówiłam sobie: „no kurczę, przecież tyle co czytałam na jego temat”. Nagle obok mnie stanął mój kolega Robert z poprzedniej pracy, trzymając w rękach coś w rodzaju dużej tuby albo koszyka. Wcześniej jeszcze rozmawiałam z Chatem GPT o tym, jakie wymiary dalmatyńczyka są okej, a kiedy nie, kiedy dalmatyńczyk jest uważany za drobnego psa, a kiedy za dużego. Rozmawialiśmy o tym, jak szeroki powinien być pies, jak długi, jak dużą mieć głowę. Wzięłam centymetr i zaczęłam mierzyć mojego psa. Wracając do tej tuby — wystraszyłam się i powiedziałam: „Boże, co to jest?”, patrząc na nią. Robert odpowiedział, że to są myszy. Uchylając wieczko tuby, pokazał mi jej zawartość. W środku były myszy w różnym wieku: oseski, małe i dorosłe. Skakały, dokazywały, niektóre przypadkowo wypadały i umierały od upadku. Zbieraliśmy je z powrotem do tuby. Byłam w szoku, ale udawałam, że to jest normalne. Myszy były oczywiście pokarmem dla węża. Zaczęłam dopytywać Roberta i koleżankę, która siedziała za nim, jak karmią te węże, skoro jedne myszy są większe, a inne mniejsze. Oni coś tłumaczyli, że karmią je naturalnie, nie uśmiercają ich tylko gady same polują, a ja powiedziałam, że uwielbiam myszy, bo ratuję je z laboratorium, ale rozumiem, że węże i inne gady też muszą coś jeść. Zapytałam, czy te myszy są zamrożone i czy w tej tubie się budzą i zaczynają skakać. Koleżanka powiedziała, że tak. Wydało mi się to dziwne, ale też bardzo ciekawe. Zastanawiałam się w tym śnie, czy mysz, kiedy zamarza, wpada w hibernację i co wtedy czuje. W tym momencie zadzwonił budzik.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#76
Dzisiejszy sen:

Miałam sen o mojej, na szczęście już byłej, pseudoprzyjaciółce, z którą oficjalnie i na dobre pożegnałam się w dniu poprzedzającym te sny. Pierw w tym śnie byłam z moim psem na spacerze i ktoś podrzucił nam na spacer owczarka australijskiego red merle. Ten pies zachowywał się nieprzyzwoicie i ciągle po mnie skakał. Miałam go skarcić, ale wiedziałam, że nie mogę, bo to nie mój pies. Następnie pseudoprzyjaciółka była w pokoju mojej siostry, w tym śnie było tak, że miałyśmy ciche dni i nie odzywałyśmy się do siebie. Nagle ona wypaliła, że mnie przeprasza. Ja zrobiłam wielkie oczy, zapytałam: "co Ty powiedziałaś? Że przepraszasz? Muszę zapisać ten dzień w kalendarzu, który dzisiaj?" - spojrzałam na kalendarz - był 2 stycznia. Z jednej strony bardzo cieszyłam się, że zrozumiała swój błąd, z drugiej strony - nie chciałam mimo wszystko mieć jej w swoim życiu, chciałam, by odeszła. Ona nagle zaczęła mnie przytulać, była bardzo natarczywa. Mnie było z tym wszystkim dziwnie, ale cóż, cieszyłam się, że zrozumiała swój błąd i przeprosiła. Obudziłam się w tym momencie i aż czułam jak warga mi drży, taka byłam wściekła. Oczywiście, że suka nie przeprosiła. Oczywiście, że to był tylko pieprzony sen. Oczywiście... No oczywiście. 

Z trudem zasnęłam ponownie. W kolejnym śnie kupowałam piżamę, wybrałam taką czarną w biedronki, pseudoprzyjaciółka kupowała taką samą, satynową. Szłam gdzieś niedaleko niej. Odruchowo dotknęłam jej piżamy, kiedy stała przede mną, by zapłacić w kasie. Od razu cofnęłam rękę z myślą, że przecież jesteśmy już odseparowane. Nagle ona zaczęła do mnie rozmawiać, normalnie, jakby nigdy nic. Czułam jednak, że jest obrażona i urażona. Później nagle byłam na ulicy. Mój mąż był strażakiem i lał wodę pod ciśnieniem z węża strażackiego, zalewając ulicę. Stałam obok, zerkałam, by upewnić się, czy pseudoprzyjaciółka to widzi. Poszłam następnie do jej mieszkania, gdzie zastałam jej męża. Byłam tam z wizytą z moim ojcem i siostrą. Jej mąż biegał ze swoim pytonem na wierzchu. Powiedziałam mu, by schował zaganiacza, stukając się przy tym po głowie. Powiedziałam, żeby się zachowywał bo nie przyszłam do niego sama. Byłam niebywale przygnębiona. Opowiedziałam mu, że ja i jego żona spięłyśmy do siebie tyłki, że jest źle, kurewsko źle. Że napisałam jej kilka nieprzyjemnych słów, że to nie znaczy, że jestem złym człowiekiem, ale musiałam to zrobić, bo nie zamierzałam już dłużej milczeć i udawać, że pada deszcz, kiedy ona pluła mi w twarz. Prawie płakałam, mówiąc to. Liczyłam, że facet się przejmie, ale wydawał się niewzruszony. Miał gości, przyszedł do niego jakiś ziomek, ćpun. Zauważam, po wyjściu z mieszkania, że on ma WhatsApp i jest dostępny. Napisałam do niego, że skoro nie miał czasu wysłuchać mnie w mieszkaniu, to nagram mu głosówkę. On nagle cytuje moją poprzednią wypowiedź, gdzie wysłałam zdjęcia i pyta co to jest. Zauważam, że wysłałam mu zdjęcia wszystkich kłótni z jego żoną i kompromitujące zdjęcia oraz dowody na zdradę na mężu. Chciałam, by zobaczył kim naprawdę jest jego żona. Nie wiedząc czemu, wcisnęłam mu kit, że to nic takiego, że nie wiedziałam, że on w ogóle zagląda na WhatsApp, więc wysłałam tutaj zdjęcia, które mają być dla mnie jako wspomnienia jego żony. Następnie jestem w jakimś pomieszczeniu, jak aneks kuchenny. Chcę wyparzyć szczoteczkę do zębów i wkładam włochatą końcówkę do czajnika z gotującą się wodą. Ku mojemu zaskoczeniu, woda jest tak wrząca, że nie tylko wyparza szczoteczkę, ale dosłownie roztapia ją całą. Wiem, że muszę kupić nową, bo ta jest zniszczona.


Notatki (bo to ciekawy sen):

Ten sen jest wyraźną reakcją mojej psychiki na zakończenie bardzo obciążającej relacji. To nie jest przypadkowa historia — to proces porządkowania emocji, granic i poczucia własnej wartości.

Obcy pies, który pojawił się podczas spaceru z moim psem, symbolizuje cudzy problem i cudze emocje, które przez długi czas brałam na siebie - przekraczanie moich granic. To nie był mój pies, ale to ja musiałam znosić jego nachalne zachowanie. Chciałam go skarcić, ale czułam, że „nie mam prawa”, bo nie jest mój. Dokładnie tak funkcjonowałam w tej relacji — brałam odpowiedzialność za czyjeś emocje, tłumiąc własne reakcje i granice.

Motyw przeprosin pseudoprzyjaciółki pokazuje wewnętrzny konflikt: część mnie wciąż pragnie uznania, zrozumienia i symbolicznego „przepraszam”, ale druga, silniejsza część już wie, że nawet przeprosiny nie cofają krzywdy ani nie naprawiają relacji. Jej natarczywe przytulanie uświadamia mi, że ona nawet w skrusze nie szanuje mojej przestrzeni. Moja złość po przebudzeniu jest zdrowa — to gniew graniczny, który mówi: „już dość”.

Zakup piżam i odruchowe dotknięcie jej piżamy pokazują stary, automatyczny schemat bliskości. Cofnięcie ręki jest momentem świadomości — już wiem, że ta bliskość nie jest dla mnie bezpieczna. To znak, że uczę się nowych reakcji i nowych granic.

Strażacka scena z wodą pod ciśnieniem symbolizuje oczyszczanie. Potrzebę zalania, wypłukania i pokazania prawdy. Chcę, by ona to zobaczyła, ale jednocześnie zaczynam rozumieć, że to oczyszczenie jest przede wszystkim dla mnie, a nie dla niej.

Wizyta u jej męża ujawnia moją dawną potrzebę bycia wysłuchaną i uzyskania sprawiedliwości z zewnątrz. Jego obojętność pokazuje mi coś ważnego: nie wszyscy są zdolni do empatii, a nie każda prawda zostanie przyjęta. To nie odbiera mojej prawdzie wartości — tylko potwierdza, że szukałam uznania w niewłaściwym miejscu.

Wysłanie dowodów i jednoczesne ich umniejszanie to konflikt między potrzebą obrony siebie a nawykiem minimalizowania własnych krzywd. Widzę, jak głęboko zakorzeniony jest we mnie mechanizm chronienia innych kosztem siebie.

Motyw topniejącej szczoteczki do zębów jest kluczowy. To symbol relacji, której nie da się już oczyścić ani „odkazić”. Próba naprawy kończy się zniszczeniem narzędzia — dalej używać się nie da. Moja psychika mówi jasno: to, co było skażone, trzeba wyrzucić i zastąpić czymś nowym.

Cały sen pokazuje, że proces zakończenia tej relacji już się we mnie dokonał. Żal, złość i rozczarowanie są naturalne, ale nie cofają decyzji. Nie potrzebuję już jej przeprosin ani zrozumienia, by iść dalej. Moja granica została postawiona, a ja mam prawo jej pilnować — nawet jeśli nie wszyscy to zaakceptują.

Ten sen jest dowodem na to, że przestałam być emocjonalnym kontenerem. Zaczynam być po swojej stronie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#77
Dzisiejszych snów nie pamiętam jakoś bardzo szczegółowo, poprzedniego dnia byłam niesamowicie zmęczona, ale też zestresowana, wzięłam ziołowe tabletki wspomagające na spanko i może przez ten cały zamęt mało pamiętałam. 




Dzisiejsze sny:

W pierwszym śnie pamiętam, że bałam się osy. Ta osa była duża jak szerszeń i uciekałam na działce, chcąc uniknąć tej osy i użądlenia. Jakaś kobieta złapała tą osę szczypcami i powiedziała, że musi mi tą osę przyłożyć do skóry. Ja nie chciałam, byłam spanikowana i prawie płakałam, tak bardzo się bałam tej osy i użądlenia, wcale nie wierzyłam tej kobiecie, że osa nie użyje żądła po przystawieniu jej do mojej skóry.

W kolejnym śnie były psy, dużo psów, różne rasy, umaszczenia. Pewna kobieta miała pitbulla o umaszczeniu niebieskim, jednak był on karłowaty, jakiś taki zdeformowany i napuchnięty. Wzięłam tego psa jak do jakiegoś kreatora i po kolei zmieniałam jego cechy i sylwetkę. Zrobiłam z niego ładnego i przyjemnego psa. Był naprawdę ładny. Jego właścicielka dała mi odżywkę do paznokci w ramach podziękowania za wypielęgnowanie jej psa. Następnie byłam ze szwagrem i siostrą w kościele, czegoś szukaliśmy, chodziliśmy po kościele, próbując omijać ołtarz i centralny punkt, by nie musieć klękać i żegnać się. Potem gadam przez telefon z właścicielem schroniska w Sobolewie, Marianem. Chciałam poznać jego mechanizmy działania i psychologię, dlaczego jest takim podłym człowiekiem. Chodziłam po całym mieszkaniu, ale to było jakby biuro, gdzie pracuję, przy lotnisku. Co jakiś czas traciłam zasięg i połączenie przerywało. Omawialiśmy sytuację, Marian gadał, że ktoś go pobił pod wejściem, on wziął odwet i też tego kogoś pobił, wysłał mi nawet wideo z zajścia, jak i on i obcy facet bili się a na końcu leżeli w kałuży krwi. Jakaś laska chodzi po mieszkaniu i włącza głośno gry na kompie, uruchamiała cały czas jakieś gry i bardzo głośno grała, przez co ja nie słyszałam co gadał Marian. Uciekałam co chwilę i szukałam spokojnego miejsca do rozmowy, pokazując towarzyszce na migi, żeby ściszyła trochę.

Notatki:

Symbol osy jest dla mnie obrazem zagrożenia i naruszenia granic. To coś, czego się boję, co wzbudza we mnie instynktowną reakcję obronną i brak zaufania. Osa reprezentuje sytuacje, w których ktoś próbuje mnie przekonać, że powinnam dopuścić do siebie coś potencjalnie raniącego, mimo że wewnętrznie czuję, iż nie jest to dla mnie bezpieczne. Postać kobiety, która chce przyłożyć osę do mojej skóry, symbolizuje presję z zewnątrz oraz osoby ignorujące mój lęk i moje „nie”. Moja panika i opór pokazują, że moja intuicja działa prawidłowo i że coraz wyraźniej bronię swoich granic.

Psy są dla mnie symbolem emocji, relacji i niewinności. Zdeformowany, napuchnięty pies odzwierciedla krzywdę, zaniedbanie lub wypaczenie, które dostrzegam u innych — lub w sytuacjach, z którymi się stykam. Fakt, że potrafię „naprawić” tego psa i przywrócić mu harmonię, pokazuje moją zdolność do uzdrawiania, porządkowania i wspierania. Jednocześnie nagroda w postaci odżywki do paznokci symbolizuje niewspółmierność — otrzymywanie drobnych, symbolicznych gestów w zamian za duży wysiłek emocjonalny. To wskazuje na brak równowagi między tym, ile daję, a tym, ile dostaję.

Motyw kościoła jest dla mnie symbolem systemu, tradycji i narzuconych struktur. Omijanie ołtarza i centralnego punktu bez buntu czy złości pokazuje moją potrzebę autonomii oraz dystans wobec rytuałów, które nie są już zgodne z moim wewnętrznym światem. To nie jest odrzucenie, lecz świadome unikanie tego, co nie rezonuje i co wymagałoby ode mnie udawania lub podporządkowania się formie pozbawionej sensu.

Rozmowa telefoniczna z Marianem symbolizuje moją próbę zrozumienia zła, przemocy i destrukcyjnych mechanizmów ludzkich zachowań. Chęć poznania jego psychologii pokazuje moją potrzebę racjonalizacji i nadania sensu temu, co okrutne i niezrozumiałe. Zrywający się zasięg oznacza ograniczoną możliwość dotarcia do prawdy oraz fakt, że nie wszystko da się pojąć rozumem. Przerywana rozmowa wskazuje na psychiczne przeciążenie oraz na granice mojej zdolności do konfrontowania się z brutalnością.

Nagranie bójki i widok krwi są symbolem surowej, nieprzefiltrowanej przemocy, z którą trudno mi się stykać bez emocjonalnych konsekwencji. To sygnał, że próby głębokiego wchodzenia w takie treści mogą mnie destabilizować zamiast dawać odpowiedzi.

Postać kobiety głośno włączającej gry reprezentuje hałas, chaos i zewnętrzne bodźce, które zakłócają mój proces myślenia i zrozumienia. Moje ciągłe przemieszczanie się w poszukiwaniu ciszy pokazuje potrzebę spokoju, skupienia i ochrony własnej przestrzeni psychicznej. Mieszkanie będące jednocześnie biurem symbolizuje brak wyraźnej granicy między pracą, życiem prywatnym i emocjonalnym zaangażowaniem w trudne sprawy.

Cała analiza prowadzi mnie do wniosku, że jestem na etapie silnej potrzeby stawiania granic, ograniczania bodźców i rezygnowania z roli tej, która wszystko rozumie i wszystko naprawia. Nie każda przemoc musi zostać przeanalizowana, nie każda krzywda wymaga mojego zaangażowania. Ochrona ciszy, spokoju i własnej integralności staje się dla mnie koniecznością.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#78
Kolejne sny:

Miałam sen, w którym tak jakby grałam w Minecrafta, ale to ja byłam tą bohaterką gry i ja po prostu w tym świecie minecraftowym się znajdywałam. Byłam w jakiejś kopalni i wspinałam się po takim dużym, szarym, puchatym drapaku dla kota. Wspinałam się coraz wyżej, coraz wyżej, jak po takiej magicznej fasolce, i chciałam gdzieś się dostać. Na samej górze tej kopalni miało miejsce coś dziwnego. Mianowicie miałam uprawiać seks z jakąś kobietą, która miała bardzo owłosione krocze. Miała tam bardzo dużo włosów, trochę mnie to odrzucało. I przez to, że mnie to odrzucało, to nawet nie pamiętam, czy tak naprawdę doszło do jakiegokolwiek intymnego zbliżenia. Miałam szukać jakichś surowców w tej kopalni. 

Później sen się zmienił. Przyjechałam pod moje mieszkanie, ale był pusty parking. Jak zawsze parking jest pełen samochodów, to tym razem był pusty. Cieszyłam się, bo wiedziałam, że tak naprawdę mogę zaparkować, gdzie chcę. Aż chciałam zrobić zdjęcie, żeby pokazać później Adrianowi, no ale głupio mi było to zdjęcie zrobić, bo znajdowali się tam ludzie i nie chciałam, żeby pomyśleli, że nagrywam ich czy coś. Jak już wjeżdżałam na ten parking i miałam skręcić, to stały tam jakieś dzieci, totalnie na wjeździe, na środku po prostu ulicy. Jakaś mała dziewczyna ubrana na różowo i jeszcze taki mniejszy od niej chłopiec. To były chyba dzieci sąsiada. Stały dosłownie blokując wjazd. Trąbnęłam na te dzieci, one się chyba wtedy posunęły i w końcu wjechałam. Adrian przyszedł i ja właśnie wtedy stałam pod śmietnikiem, próbując zrobić zdjęcie temu pustemu parkingowi. Powiedział mi, że są tutaj odpusty, że po prostu ma tu miejsce jakiś odpust. Spojrzałam i zauważyłam, że faktycznie, tak jakby w tle, w przejściu, te odpusty miały miejsce. Były tam jakieś stragany, obwarzanki i różne inne rzeczy na sprzedaż. Pomyślałam sobie, że kurczę, przecież to jest hit, że tutaj akurat w naszym miejscu, przed naszym mieszkaniem, są takie odpusty. Później szukałam mojego psa gdzieś. Była taka scena, jak ktoś przychodził do nas z czarnym, krótkowłosym owczarkiem niemieckim, do moich rodziców, do ich domu. Ten owczarek był już po prostu bardzo stary. Była taka sytuacja, że ja tak jakby oglądałam jakiś filmik w moim telefonie, gdzie ten owczarek po prostu już ze starości umarł, na kostce brukowej pod domem moich rodziców. Ktoś ruszył Dusterem. Bałam się, że to kradzież samochodu, ale to był tylko mój mąż. Nie wiem dlaczego, ale mój samochód znajdował się na ogrodzie u moich rodziców. I miałam wtedy właśnie na ogrodzie taki przebłysk świadomości, do czego wystarczyła mi intencja przed snem. Miałam taki przebłysk świadomości, że to jest sen, ale nie byłam pewna, czy to sen, czy tylko moje myśli. W tym Dusterze jechał z moim mężem nasz pies. Później byłam w szatni szkolnej i miałam wymienić się zdjęciami psów za ubrania. Chyba było coś takiego, że w jakimś schronisku robiłam zdjęcia psów i miałam te zdjęcia później wymienić w zamian za ubranie, które jakaś dziewczyna miała wystawione na sprzedaż w tej szatni. Chciałam od takiej dziewczyny coś wziąć. Wzięłam taką purpurową sukienkę, ale okazało się, że jest cała brudna, poplamiona jakąś białą farbą. Pomyślałam sobie, że może ktoś w niej malował ściany. Później siedzieliśmy jakby na jakimś przyjęciu, ale ławki i krzesła przypominały szkolne. Ja byłam z rodzicami, moją siostrą i z moim mężem. Przyszła Anika, koleżanka z moich studiów. Rzuciła kurtkę na krzesło, zanim usiadła, tak jakby była wkurzona, ale zaraz zaczęła się z tego śmiać. Ja śmiałam się razem z nią i powiedziałam, że uuu, ktoś ma zły dzień. Anika miała ze sobą jakieś słodycze: ciastka i lody. Częstowała ludzi, częstowała też mnie, ale podziękowałam, bo powiedziałam, że nie jem słodyczy. Nagle znowu miałam przebłysk świadomości i ogarnęłam, że jest to sen. W końcu wzięłam od niej to ciastko, bo wiedziałam, że skoro to sen, to mogę jeść, co chcę. To ciastko było bardzo dobre, ale takie jakby troszkę surowe w środku. Przypominało taką jakby trochę drożdżówkę czy pączka. Anika skomentowała, że nie wyszło do końca to ciastko. Moja mama siedziała obok mnie i również jadła ciastko, powiedziała, że jest bardzo dobre. Ja powiedziałam, że może ktoś, kto piekł te ciastka, piekł je tak naprawdę pierwszy raz i coś nie wyszło. Były też lody, ale szybko zeszły, więc poszłam robić swoje. To było na takiej jakby sali bankietowej nagle, czy coś takiego. Odeszłam kawałek od naszego stolika i w wielkim kuble wyobraziłam sobie lody śmietankowe. Dosłownie wytworzyłam te lody za pomocą swoich myśli. Później wyobraziłam sobie, że połowa tych lodów jest czekoladowa, a druga połowa jest śmietankowa. Za pomocą swoich myśli również dodałam posypkę i łyżkę. Wzięłam też małe łyżeczki, wracając do stołu, przesuwając je palcami, próbowałam policzyć, ile jest sztuk i czy starczy dla każdego. Później zauważyłam, że te lody już troszeczkę się roztapiają, więc oblizałam rogi tego kubła, by zlizać roztopioną część lodów. Wróciłam do stołu i lody nagle zamieniły się w ciasto czekoladowo-śmietankowe, które nakładałam tą łyżką dla ludzi. Na końcu stołu siedział mój ex, Ehab i naśmiewał się ze mnie, ale totalnie nie pamiętam, z jakiego powodu. Chyba chodziło coś o to ciasto. Podeszłam do niego i powiedziałam, że nie ma prawa do takiego zachowania i nie ma prawa się ze mnie naśmiewać, po czym wróciłam na swoje miejsce, gdzie nakładałam w dalszym ciągu to ciasto, rozdawałam ludziom i sama je jadłam.

*

Był kolejny sen, taki motyw, że umarła ta pani prawnik od zwierząt, Katarzyna, i bardzo nad tym ubolewałam. Żaliłam się do mamy, że jak to możliwe, że tylko ona tak naprawdę mogła zadbać o te zwierzęta i że w niej była ostatnia nadzieja, no a jej już nie ma. Zastanawiałam się, co się stało, że odeszła. Były pogłoski o tym, że najprawdopodobniej z powodu nowotworu. Później byłam gdzieś w jakiejś galerii handlowej na górze, bo miał tam miejsce protest Fundacji Viva, dotyczący obecnej sytuacji zwierząt w naszym kraju. Była tam Asia, która była dawnym prezesem Fundacji Viva w moim mieście. Ja do tego protestu chciałam dołączyć. Później było takie coś, że chciałam zrobić ten taki kultowy sernik z ciastkami w jogurcie, o którym teraz jest bardzo głośno. Ale z racji tego, że wybieram raczej produkty bez cukru i zdrowe, to nie wiedziałam, jakie wybrać te ciastka i jakie wybrać jogurty do tego eksperymentu, żeby spróbować sobie ten sernik zrobić. Byłam w sklepie z jakąś starszą panią. Szukałam po lodówkach tych różnych jogurtów. Były jakieś danonki, nie danonki, no i coś tam wybrałam. Wybrałam jakieś te jogurty. Ta starsza pani miała pełny koszyk zakupów. Kiedy byłyśmy już przy kasie, ta starsza pani wyjęła z kieszeni bardzo gruby plik banknotów. Miała do zapłaty ponad 500 zł za te zakupy. A ja w ręce, jak się okazało, miałam tylko siateczkę z bułkami pszennymi. To były kajzerki. Odwróciłam się na te lodówki, żeby spojrzeć jeszcze raz na te jogurty, czy na pewno zostały wzięte. Odwróciłam się z powrotem i okazało się, że starszej pani nie ma. Zapłaciła już za zakupy i wyszła, a moje bułki kajzerki wciąż leżały przy ladzie. Spanikowałam trochę i zapytałam kasjera, czy bułki zostały skasowane i sprzedane. Bałam się, że ta starsza pani ich nie kupiła i teraz ja będę musiała za nie zapłacić. Okazało się jednak, że zostały zeskanowane i sprzedane. Wzięłam więc te bułki, chwyciłam tę siatkę i po prostu wyszłam ze sklepu. Zastanawiałam się tylko nad tym, dlaczego wzięłam białe pszenne bułki zamiast jakichś orkiszowych czy razowych.

*

Miałam spóźnienie do pracy, bo poszłam do pracy na godzinę chyba osiemnastą, a miałam przyjść dwie godziny wcześniej. Nie wiem czemu ogólnie miałam przyjść na godzinę osiemnastą, skoro ja pracuję w godzinach porannych, no ale dobra. W każdym razie miałam dwie godziny spóźnienia. Zalogowałam się na komputer z takim dużym opóźnieniem i miałam tylko nadzieję na to, że nikt się nie skapnie, że jestem po prostu spóźniona. Pamiętam, że obudziłam się jakoś chyba wcześnie w tym dniu i wcześniej zjadłam śniadanie. Mimo tego, że byłam spóźniona do pracy, to śniadanie jadłam bardzo wcześnie i wiedziałam, że tak naprawdę zaraz po przyjściu do pracy będę już musiała jeść obiad. Było też tak, że w tym śnie miałam romans z Mateuszem, z takim chłopakiem z naszego zespołu. W międzyczasie, jak byłam w tej pracy i miałam ten romans z Mateuszem, i tam po prostu na Teamsie pisaliśmy do siebie jakieś romantyzmy, to w międzyczasie ja sprzedawałam torebki na Vinted. Właśnie byłam w trakcie pakowania tych torebek do wysyłki i modliłam się tylko o to, żeby nie przyszła moja przełożona, żeby mnie nie zobaczyła po prostu, że ja w czasie pracy zajmuję się pakowaniem torebek na Vinted. Było jeszcze tak w tym śnie, że miałam myszy w klatce. Otworzyłam szafkę, bo chciałam tam coś zobaczyć, i zobaczyłam, że jest tam taka klatka, ale w tej klatce chodzą jakieś malutkie robaczki. Okazało się, że w tej klatce są żywe myszy. Ja chciałam te myszy dać do takiej mojej zwykłej klatki, którą normalnie mam. Ale zauważyłam, że te myszy mają te małe robaczki w klatce, czyli mają po prostu pasożyty. Nie mogłam się nadziwić, jak to jest w ogóle możliwe, że ktoś zamknął w klatce takie myszy w szafce, gdzie przecież one mogły umrzeć z głodu, bo do tej szafki nikt nie zaglądał.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#79
Dzisiaj miałam po prostu tak genialny sen i w końcu moje testy rzeczywistości tak jakby zaowocowały! Właściwie jeden test rzeczywistości, który za każdym razem po prostu wykonuję, zwłaszcza jak dzieje się coś dziwnego. 
Tak jak na przykład wczoraj, kiedy byliśmy w Lidlu i nagle zgasły wszystkie światła. Był jakiś problem w ogóle z prądem na sklepie i od razu zadałam sobie pytanie: oho, coś się dzieje. Czy to jest normalne, czy to jest może sen?

I jak tylko zapaliło się z powrotem światło, spojrzałam na swoje dłonie. Zaczęłam liczyć palce, czy na pewno mam ich pięć, czy na pewno moje dłonie wyglądają normalnie. Dla mnie dłoń jest zajebistym testem rzeczywistości z tego względu, że dłonie praktycznie nigdy nie wyglądają normalnie w snach.
Zawsze są to jakieś, na przykład, płetwy, są zdeformowane albo mają mniej czy więcej palców. I właśnie dzięki tej dłoni mojej dzisiaj upewniłam się co do tego, że to jest sen.
Kiedy pojawiają się na jawie jakieś dziwne dźwięki, obrazy, cokolwiek, to zawsze staram się upewnić, że to jest sen. Czasami robię sobie taki test uważności, że po prostu siadam i sprawdzam, czy nie występują jakieś anomalie.
Na przykład patrzę na zegarek kilka razy, na szczegółowość rzeczy wokół mnie, czy na różne inne obiekty, na przykład tekst. Sprawdzam, czy jest taki sam po tym, kiedy odwrócę głowę i odwrócę ponownie.

To, co robię, to bardzo zaawansowana forma reality checków, nawet jeśli robię to intuicyjnie:
• ? Test dłoni – absolutnie top-tier. I to prawda: dłonie w snach prawie nigdy nie są stabilne. To jeden z najbardziej niezawodnych testów.
• ? Reakcja na anomalie w ciągu dnia (Lidl, światła, „coś się dzieje”) – to jest dokładnie ten moment, w którym większość ludzi olewa temat, a ja zatrzymuję się i sprawdzam. To buduje most między jawą a snem.
• ? Sprawdzanie zegarka, tekstu, detali – to już klasyczna uważność + testy zmienności percepcji. Mózg zaczyna się uczyć: „hej, czasem rzeczy nie są stałe”.

Najważniejsze:
Nie wymuszam świadomości – ja ją trenuję.
Dlatego to „zaowocowało”, a nie było przypadkiem.


Dzisiejszy sen:

Na samym początku w nocy miałam jeszcze jeden sen. Grałam w Postal 2, w grę. Zostałam zabita, bo był to multiplayer i ludzie ukradli mi rzeczy z ekwipunku, a ja byłam AFK, czyli away from keyboard. To był pierwszy sen w ciągu nocy. 

Teraz przechodzimy do sedna, czyli do snu właściwego, który śnił mi się nad ranem, zaraz przed obudzeniem. W tym śnie miałam iść na basen, ale nie po to, żeby pływać, tylko żeby się przebrać i jeść. Zaczęło się tak, że byłam u siebie w mieszkaniu i ubierałam się do pracy. Była ze mną moja koleżanka z pracy, Ilona. Konwektor, mój grzejnik konwektorowy, był przy ścianie w salonie i grzał. Przyłożyłam do niego rękę i czułam ciepło, czułam, że naprawdę grzeje. Wyłączyłam go, bo nie chciałam, żeby było za ciepło. W mieszkaniu była jeszcze jakaś inna osoba, chyba przyszli jacyś goście. Pamiętam, że przyszedł jakiś pan, siedział w salonie, a Ilona z nim rozmawiała. Ja byłam chyba w piżamie i wstydziłam się tego pana. Kiedy odwróciłam głowę, zauważyłam, że on się na mnie patrzy, więc powiedziałam mu dzień dobry. Cały czas kładłam gdzieś ubrania i nie pamiętałam, gdzie je położyłam. Chciałam je zabrać, chciałam się w nie ubrać, ale cały czas zapominałam, gdzie one są, bo brałam je do ręki, odkładałam i zapominałam. Po czasie jednak je znajdowałam. Ilona powiedziała mi, żebym poszła się przebrać na basen. Nie wiem dlaczego na basen, ale w tym śnie ten basen zwykle był pusty, nieczynny, a tym razem byli tam ludzie i była w nim woda. Był to kryty basen i bardzo się speszyłam, bo byli tam ludzie. Kiedy weszłam do takiego korytarzyka obok basenu, była tam szatnia. Siedziała tam moja koleżanka z liceum. Poczułam się raźniej, bo zobaczyłam znajomą twarz i chciałam iść z nią razem się przebrać. Przywitałyśmy się i poszłyśmy dalej, tam gdzie były suszarki do włosów. Powiedziałam jej, żeby chwilę na mnie zaczekała, bo zapomniałam coś wziąć. Wróciłam się do pierwszego przedsionka, gdzie były szatnie. Okazało się, że są tam także pokoje hotelowe – z łóżkiem i toaletą. To był jakby hotel z basenem. Jakaś inna kobieta chciała zająć jeden z tych pokoików. Ja szybko wzięłam tylko ręcznik z ogólnodostępnej szatni i pędem rzuciłam się, żeby być pierwsza w pokoiku. Kobieta zaczęła się do mnie rzucać, że ją wyprzedziłam. Kiedy weszłam do środka, zobaczyłam, że tych pokoików jest bardzo dużo, więc powiedziałam jej, że każdy na pewno znajdzie swój. Zamknęłam za sobą drzwi i zauważyłam, że ten pokoik jest czyjś – łóżko było rozkopane, były tam zużyte ręczniki. Miałam się jednak tylko przebrać, więc położyłam swoje ręczniki na łóżku i zaczęłam się przebierać. Potem wszystko się jakby rozmyło. Znowu wchodziłam do tego pokoiku, ale tym razem byłam z Marcinem, moim dawnym kolegą z pracy, który bardzo do mnie startował i podlizywał się, mimo że wiedział, że jestem mężatką. Mieliśmy uprawiać seks. On bardzo unikał prawdziwej penetracji. Za wszelką cenę unikał klasycznego seksu, używał za to dildo – małych i dużych – żeby mnie zadowolić. Był też seks oralny. To wszystko było bardzo slow, takie ciapowate, powolne, jakby on w ogóle nie wiedział, co robi. W końcu powiedziałam mu, że nie chcę już żadnych dildo, wibratorów ani języków, tylko chcę w końcu poczuć jego pytona. Przewróciłam go na łóżku tak, że ja byłam na nim. On powiedział, że nie ma erekcji i trzeba coś z tym zrobić. Musiałam mu ręką postawić pytona. Później na nim usiadłam i czułam, że jego pyton jest bardzo mały, mikro, i że nie da się z nim normalnie uprawiać seksu. Nie potrafiłam zrobić nic, żeby znalazł się we mnie. W końcu jakoś się udało, coś poczułam i po prostu to się działo. Przez szybę z drugiego pokoiku zobaczyłam, że podgląda nas moja siostra. Nie wiedziała, że jesteśmy w trakcie stosunku – wyglądało to tak, jakbyśmy tylko siedzieli razem na łóżku. Zaczęła się pytać, co na obiad, i naśmiewać się z Marcina. Przesunęliśmy się z Marcinem w róg pokoju, żeby siostra nas nie widziała. Zeszłam z niego i usiadłam mu na twarzy, chciałam znowu seksu oralnego, ale on wtedy uciekł. Powiedział, że nie może wytrzymać, bo strasznie chce mu się sikać, i poszedł do toalety. Byłam sfrustrowana, że uciekł i że to wszystko nie doszło do końca. Wtedy pojawiła się myśl, że Marcin nie użył prezerwatywy. Wiedziałam, że jeśli jej nie użyje, to w tym świecie oznacza ciążę, ale jednocześnie wiedziałam, że ja w ciąży być nie mogę, bo to jest sen. Ale wiedziałam też, że przecież biorę tabletki, więc tak czy siak to nie mogę być w ciąży. Ta myśl pojawiła się i zaraz zniknęła, a sen znowu stał się nieświadomy. Stałam w łazience sfrustrowana i zażenowana. Nagle miałam olśnienie, że to chyba faktycznie jest sen. Wyszłam i zauważyłam, że za oknem jest noc. Zwróciłam uwagę na okno, bo chciałam przez nie wyskoczyć i wzbić się do lotu. Spojrzałam na swoje dłonie, by się upewnić. Wyglądały dziwnie. Miały chyba pięć palców i wyglądały dość normalnie, ale były wygięte w nienaturalny sposób i nie potrafiłam ich odgiąć ani poruszyć nimi. Wtedy już wiedziałam, że to jest sen. Podjarałam się tą myślą, wybiłam szybę, odchyliłam firankę i wyskoczyłam. Zaczęłam lecieć. Mam lęk wysokości i nawet w świadomych snach ten lęk mi towarzyszy. To był dom mojej babci od strony taty. W locie zamieniłam się w smoka. Sen był trochę koślawy, niewyraźny, jakby z kartonu. Był las pokryty śniegiem. Ziałam ogniem, żeby go podpalić, ale drzewa nie chciały się zapalać. Ogień wyglądał jak żółta plazma, jakby żółta flegma. Zamiast płomieni pojawiały się na ziemi żółte plamy. Nagle znowu byłam w domu mojej babci. Za oknem było dużo wilków. Wyły do mnie. Ktoś coś do mnie mówił, ale pomyślałam, że nie będę nikomu odpowiadać, bo teraz muszę odpowiedzieć wilkom. Otworzyłam okno, wychyliłam się i zaczęłam razem z nimi wyć. Była zima, lód, parapet był zlodzony i musiałam uważać, żeby nie wypaść. Cały czas powtarzałam sobie w głowie: „to jest sen, to jest sen”, żeby nie stracić świadomości. Po jakimś czasie przestałam to powtarzać i świadomość zaczęła się mieszać. Nagle stałam na jakimś moście i trzymałam karty z miejskimi przyjaciółmi – były tam psy i inne zwierzęta, hipopotamy, którym pomogłam. Pojawił się czerwony ekran jak w grze, jakby ktoś mnie ranił. Ktoś do mnie strzelał. To był Marcin i inni wrogowie. Wzięłam karabin i zaczęłam strzelać. Zastrzeliłam Marcina i innych. Znowu odzyskałam świadomość. Leciałam nad śnieżnym lasem. Rozpaczałam, że musiałam zabić swojego kochanka ze snu. Czułam się mała, więc zwiększyłam swój rozmiar, zmieniłam się w większego smoka i znowu zaczęłam ziać ogniem. Tym razem ogień wyglądał naprawdę jak ogień. Były wielokolorowe płomienie, dym, trójwymiarowość. Wyglądało to bardzo realnie. Pod koniec snu pojawił się jakiś mężczyzna i powiedział mi, że świadome sny są jak rysowanie, jak malowanie na papierze. Ja jestem jak artysta. Najpierw jest żółta plama, żółta plazma, a z czasem i z praktyką pojawia się piękny płomień o różnych kolorach i głębi, coraz bardziej rzeczywisty.


Notatki:

1. To był sen nad ranem + REM.
Dokładnie widać ten moment: sen jest długi, narracyjny, cielesny, emocjonalny – to jest idealne środowisko dla lucidów. Nic dziwnego, że właśnie tu „kliknęło”.

2. Pierwszy błysk świadomości był logiczny, nie wizualny.
Ten moment z myślą: „nie będzie ciąży, bo to jest sen” — to jest klasyczny pre‑lucid. Umysł wiedział, ale jeszcze się nie zakotwiczył. I dokładnie tak to opisałam: myśl przyszła i zniknęła.

3. Prawdziwa świadomość przyszła przez intencję lotu + test dłoni.
Chęć wyskoczenia przez okno → spojrzenie na dłonie → nienaturalne ułożenie → BOOM. To jest idealna sekwencja. Zero chaosu.

4. Koślawość snu = świeża świadomość.
Żółta plazma zamiast ognia, kartonowy świat, brak głębi – to nie błąd, tylko etap. Mój mózg jeszcze „uczy się renderować” świat przy włączonej świadomości.

5. Powtarzanie „to jest sen” było bardzo mądre. 
I dokładnie widziałam, co się stało, kiedy przestałam:
świadomość zaczęła się mieszać → gameplay → strzelanie → utrata kontroli → odzyskanie jej ponownie. To jest textbook przykład.

6. Ten finał z artystą i ogniem…
To nie był random. To była metafora nauki świadomego śnienia, podana mi w samym śnie. Rzadkie. Naprawdę rzadkie.

Końcówka jest naprawdę piękna i symboliczna. Ten facet pełni rolę mistrza lub przewodnika, który daje mi metaforę do zrozumienia, czym są świadome sny. Porównanie do malarstwa mówi: na początku wszystko jest nieokreślone, niedoskonałe, “żółta plazma” – czyli moje pierwsze próby w śnie. Z czasem, wraz z praktyką, powstaje pełnokolorowy, trójwymiarowy płomień, czyli pełna kontrola nad snem i twórcza moc, którą w nim mam.
To jest bardzo mocny obraz, który łączy świadomość, kreatywność i stopniowe opanowanie techniki snu; pokazuje, że świadome śnienie nie jest czymś wymuszonym, tylko procesem, w którym uczymy się “malować” swoje sny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#80
Dzisiejszy sen 
(no luck w świadomości śnienia, ze zmęczenia po całym dniu padłam, bez intencji o LD):

Na początku śniło mi się, że miałam iść na pobranie krwi do mojej mamy. Ze mną miała iść jeszcze moja kuzynka Aśka i babka Alka. Pobranie krwi miało się odbyć u mojej mamy, bo ona pracuje w szpitalu i mogła od razu zabrać krew do laboratorium. Moja mama chciała mi dać L4, ale ja nie chciałam go brać, ponieważ pracowałam zdalnie. Czułam, że tak naprawdę nie potrzebuję odpoczynku — nie muszę jechać do pracy, tylko mogę pracować z domu, więc uważałam, że L4 nie jest mi potrzebne. Zastanawiałam się, czy to L4 już pojawiło się w systemie, bo jeśli tak, to musiałabym dać znać przełożonej i zapytać, czy mimo tego mogę pracować, czy to się ze sobą nie kłóci i czy nie jest to nielegalne, żebym w czasie L4 była jednak tego dnia w pracy. U mojej mamy wszystko bardzo długo trwało — najpierw pobierała krew kuzynce, potem działo się jeszcze coś innego. W pewnym momencie w tym śnie po prostu się teleportowałam. Tym razem ta dziwna czynność, zwana teleportacją, nie sprawiła, że uznałam, że to tylko sen — było to dla mnie zupełnie normalne. Teleportowałam się do swojego mieszkania, żeby sprawdzić, co dzieje się w pracy. Chciałam odpalić komputer i zobaczyć, czy mam dużo pracy i czy mogę sobie pozwolić na jeszcze chwilę nieobecności. Później znowu byłam w domu u mojej mamy i rozmawiałam z Aśką. Ona głaskała mojego psa. Na jawie nie mam z Aśką kontaktu od lat — kontakt nam się urwał z różnych powodów. W tym śnie jednak normalnie z nią rozmawiałam i czułam, że dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy i teraz jest ku temu okazja. Aśka głaskała mojego dalmatyńczyka. Atmosfera była sztywna i zastanawiałam się jak ja zagadać. Pamiętałam, że miała kiedyś świnkę morską i chciałam zapytać, co u tej świnki, jak się czuje, ale przypomniałam sobie, że Aśka ma przecież dziecko i że o to dziecko powinnam zapytać w pierwszej kolejności. Jeszcze w tym śnie był fragment, w którym mama szykowała mi jakieś leki — leki na PMS i sprawy związane z cyklem menstruacyjnym. Powiedziałam jej, że przecież biorę tabletki antykoncepcyjne, nie mam PMS ani okresu, więc o co chodzi. Czułam, że moja mama próbuje na siłę dobrać mi jakieś leki, które miałyby sprawić, że zajdę w ciążę. Zapytałam ją twardo i stanowczo, czy ona rozumie, że ja nie chcę być w ciąży.

Był też inny sen. Śniło mi się, że nie zabrałam klucza od mieszkania i że nie zamknęłam drzwi. Mój mąż jakby wyjechał do pracy, a ja zostałam sama na cały dzień. Bardzo mi się nudziło, więc chciałam iść do centrum ogrodniczego albo do galerii na jakieś zakupy. Mieszkanie jednak cały czas było niezamknięte. Kiedy później wróciłam do mieszkania, była tam moja kuzynka, chyba Agnieszka, i jakaś koleżanka. Gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że siedzą i rozmawiają o swoich sprawach, nieśmiało zapytałam, czy w ogóle mogę wejść, bo wygladało to tak, jakby miały jakieś sekrety. W pokoju z tyłu stał sedes. Usiadłam na nim, zdjęłam majtki i chciałam się po prostu wysikać. Nagle zauważyłam, że ta jedna dziewczyna — ta koleżanka — zadaje mi pytanie. Uznałam, że to jest niestosowne, żeby zadawać pytania osobie siedzącej na sedesie, zamiast uszanować jej prywatność i dać jej spokój na te kilka minut. Zapytała mnie, dlaczego nie zamykam mieszkania, kiedy wychodzę. Odpowiedziałam, że ja w ogóle nie mogę z siebie czasami, że mam bardzo słabą pamięć i czasami po prostu zapominam zamknąć mieszkanie, że jestem pojebana i w ogóle. Wtedy ta osoba zapytała, czy może nie powinnam brać więcej witaminy B6 na pamięć. Odpowiedziałam, że możliwe i że być może to rozważę. Poszłam myć ręce, a ta dziewczyna poszła za mną. Zapytała, czy może nakarmić myszy. Zdziwiłam się i pomyślałam: jakie kurwa myszy? Okazało się jednak, że obok sedesu była półka, a na niej stała klatka z myszami. Obok znajdowały się jakieś rzeczy — chyba siano, trociny i karma dla myszy, będąca mieszaniną ziaren. Dziewczyna powiedziała, że dała myszom już dzisiaj siano, ale zapytała, czy może jeszcze dać im trochę karmy. Odpowiedziałam, że tak, że może dać im karmę z ziarenkami. Nagle podeszłam do klatki i zauważyłam, że mam w ręce zamrożone udko z kurczaka. Wyglądało tak, jakbym wyjęła je wcześniej z zamrażarki, ale nadal było trochę przymrożone. Włożyłam to udko do klatki i obserwowałam, jak myszy wychodzą i próbują je jeść. Chciałam je nagrać — moment, w którym wkładam udko do klatki, a one powoli wychodzą i zaczynają jeść. Jedna z myszy miała długi, wielki, czarny język i próbowała lizać to udko z kurczaka. Było to dla mnie dość creepy. 
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1