Dziennik Lorellai
#51
Kolejne sny:

Szwagierka wraz z dziećmi miała zamieszkać w moim domu rodzinnym i ulokować się w sypialni rodziców. Ta sypialnia wyglądała nieco inaczej, były tam jasne meble, nowe, łóżko wieloosobowe i łóżko piętrowe, lampa i inne meble. Zastanawiałam się, dlaczego oni zawsze muszą mieć wszystko nowe i pachnące? Byłam pewna, że moja mama dostanie szału z nimi w domu. Na późniejszym etapie snu pojawił się pies - długowłosy owczarek belgijski - malinois (nie był to tervueren). Nie był to mój pies, ale bardzo chciałam mieć takiego psa. Bardzo podobał mi się ten jego długi włos. Rzucałam mu pomarańcze a on aportował je, aż się całe rozwalały i puszczały soki. W międzyczasie do mojego domu wszedł Dyrektor i miał towarzystwo, był z innym ziomalem. Zauważyłam, że w tym śnie był zgolony "na jeżyka" i o wiele przystojniejszy niż na jawie. Widziałam go za oknem, na zewnątrz domu, potem w domu przechodził obok mnie, ale nie chciał na mnie patrzeć. A ja robiłam wszystko, żeby mnie widział. Starałam się podchodzić blisko, albo robiłam jakieś dziwne ruchy. Kiedy mnie zauważał, szybko odwracał głowę. Pojawił się kolejny mężczyzna, miałam z nim robić brzydkie rzeczy. Siedział na krześle w kuchni a ja ukradkiem siadałam mu na pytonie, tak, żeby nie było widać, że coś intymnego ma miejsce. On nie ściągał spodni a ja tylko podwijałam sukienkę. I tak sobie siadałam. Potem udaliśmy się do pokoju, gdzie, cała już naga stojąc, wypięłam tyłek, oczekując na pełną i bogatą penetrację, której jednak nie było, bowiem mężczyzna ten uznał, że nie potrafi! Wymigiwał się, że on nie umie, nie wie jak. Byłam sfrustrowana. I wtedy zobaczyłam znowu Dyrektora, stojącego w korytarzu przed przedpokojem. Znów zauważył mnie i szybko się ulotnił.  Następnie rozmawiałam z Prezesem mojej poprzedniej firmy, który mówił o moim odejściu z firmy. Komentował, że pewnie odeszłam dlatego, że nie podobała mi się praca, itd. Cieszyłam się, że prawdziwy powód nigdy do niego nie dotarł. Potem widziałam się z kadrowymi z tej pracy, które komentowały, że Dyrektor dostał jakąś nową umowę, ale Prezes nie chciał mu jej od razu podpisać, więc to pewnie oznacza, że wkrótce wypierdoli go z roboty na zbity pysk.

*

Miałam sen, w którym mój dalmatyńczyk był na tarasie w domu rodzinnym, z rozmachu przeskoczył przez płot (przez część tarasową) i udał się na zwiady na pusty plac obok domu. Opieprzyłam go za to. Miałam jednocześnie papillona oraz moja suczkę, Arissę. Nosiłam oba maluchy na rękach, całowałam w pyszczki. Hodowczyni od papillonów była ze mną, nagle akcja miała miejsce jakby u niej w domu. Jej mąż wypuścił na podwórko owczarka, mieli dużo różnych psów. Sprawdzałam, czy papillon ma kamień na ząbkach i niestety miał. Chciałam mu te ząbki wyczyścić i usunąć kamień. Arisska nagle zniknęła, szukałam jej i nagle zauważyłam ją tak jakby na tapecie telefonu, u kogoś innego. Potem były urodziny Kaśki, na które mnie zaprosiła i poszłam. Zapytała dlaczego ja nie wyprawiam urodzin. Odpowiedziałam, że wiem, że i tak nikt by na nie nie przyszedł, ale mogę zrobić te urodziny specjalnie dla niej. Zaznaczyłam, że mam znajomych rozsianych po całej Polsce i nie wiem czy by się ze sobą każdy dogadał na tych urodzinach. Coś mamy pakować i mamy przy sobie jednorazówki z Biedronki, ale jedna zaginęła. To były jednorazówki od jakiegoś chłopa, który coś (chyba jedzenie) nam w nich przyniósł a teraz my miałyśmy to jedzenie zapakować i mu oddać. Kaśka pyta, czy ten chłop nie będzie zły. Mówię że nie, a jak coś to ja mam taką siatkę jedną z Biedronki i mu damy w niej. Mówię, że w sumie po co siatki zamiast małej przenośnej kuchni? Potem z jej bratem gadałam na temat operacji nosa i tego że kiedyś jakiś kuzyn owinął mnie bandażem i podpalił. Spostrzegam, że raz jest zimno a za chwilę znów ciepło, pogoda zmienia się jak szalona - paradoks listopada, myślę. Na urodzinach Kaśki, kiedy impreza się zaczyna, spostrzegam że nie mam dla niej prezentu, a chciała ode mnie jakąś biżuterię. Myślę, by na szybko coś wytworzyć, lub wyciągnąć z kieszeni. Wyjmuję bransoletkę z jej imieniem. Mówię, że pewnie taką już ma ale ta jest ode mnie i jest wyjątkowa. Potem ktoś poleca mnie na wyjściu jako tłumacza przysięgłego. Mam tłumaczyć jakiś dokument. Siedzę przed komputerem. Maluję ekran kompa granatową farbą, ale pojawia się Sylwia i mówi, żebym tego nie robiła w taki sposób, a więc ja zamiast tego użyłam narzędzia zakreślacza na ekranie i zaznaczam na żółto tekst. Okazuje się że dokument jest po arabsku. Otwieram ten plik przy moim mężu. Nie czuję się na tyle pewnie, by tłumaczyć z tego języka. Mam sprytny plan, że to wrzucę w tłumacza po prostu. Potem miały miejsce zawody, była jakaś kobieta i mężczyzna. Ten chłop miał nie palić fajek, a przed zawodami wyżulił od trenera już pół paczki. Byliśmy tym zaniepokojeni. Sędzia pyta laski, czy będzie podciągać się na drążku zębami czy rękami i to była ironia. Ona odpowiada, że zębami i zaczyna teatralnie oblizywać zęby. Uderzył nagle dzwonek (jak na ringu) ale kobieta nie chwyciła drążka i nie zaczęła się podciągać. Czas mijał, dyskwalifikacja. Podejrzewamy, że specjalnie chciała przegrać, by dać fory temu mężczyźnie. Cieszy się z przegranej. Potem po zawodach jest bardzo ciepło i myślę, gdzie iść na spacer z psem, w głowie świta mi spacer na Górze Zborów.

*

W kolejnym śnie był jakiś polski aktor, najpewniej Maciej Musiał. Był umięśniony, chodził na siłownę i był moim partnerem. Posądzał mnie o romans z kimś innym, więc odpowiedziałam, że ja się z tym facetem nawet nie całowałam. Byłam z nim w pokoju hotelowym, myłam twarz w łazience i czułam, że chce mi się... srać. XDDD Chciałam się po ludzku wysrać, ale wstydziłam się w obecności Maćka. Umyłam więc twarz a po tym, z uczuciem pełności w dupie, ruszyłam na jakiś plan filmowy. Następnie byłam u siebie w łazience, było niesamowicie dużo kurzu na półkach - obmyślałam plan jakiej szmaty użyć, by go zetrzeć. Za oknem była dzielnica i oświecone lampy. Myślę o tym gdzie i do którego lokum w okolicy się wyprowadzić. Stoję na krawędzi wanny i wycieram te kurze. Maciek komentuje moją dupę w sprośny sposób. Odwracam się, stoi pode mną (bo ja swoje na wannie), schylam się i z całej siły gryzę go w szyję, robiąc ogromną malinkę. Po tym akcie mówię mu, żeby poszedł pochwalić się tym innym ludziom. Odszedł, dalej ścieram kurze. Po chwili Maciek znów podszedł do mnie, stanął na krawędzi wanny po przeciwnej stronie. Do łazienki wpadło jakieś dziecko i chciało coś od niego, nazwało go tatą. Zaskoczona odwracam się do Maćka i pytam czy to jego bachor. Widzę, że Maciek ma łzy w oczach i odpowiada, że tak naprawdę ma 40 dzieci z różnymi kobietami, bo nie patrzył gdzie wkładał. Nagle czuję obrzydzenie, schodzę z wanny i wychodzę z łazienki. Na telefonie oglądam jego foty, z jego byłą żoną, które zrobili sobie na zamku. Rozmawiam po tym z jakąś koleżanką. Chciała, bym poszła zjeść kolację ale odmówiłam, mówiąc, że nie czuję głodu. Siedzę przybita, mówię, że gdyby to był jeden bachor i jedna baba to jakoś bym to przeżyła, ale 40 dzieci z różnymi babami to dla mnie za wiele. Myślę, że ciekawe ile typ ma w ogóle alimentów na tyle potomstwa. Idę na pole treningowe i trenuje z mieczem, uderzam nim kukły na drążkach, wypchane sianem. Są to "dusze", ponoć kto wygra trening z taką duszą to ta dusza zostanie uwolniona i wróci do świata. Za płotem stoi ciężarówka. Wdrapuję się na plandekę, gdzie w środku są zdjęcia osób, które tu się znalazły po bitwie (wróciły do świata). Na jednej fotce jakiś facet o imieniu Vernon i moja mama - fota z imprezy, na której była z tatą. Te zdjęcia znalazłam głębiej we wnętrzu ciężarówki. Inni ludzie byli zaciekawieni, próbowali wdrapać się na naczepę i podejść do mnie, by zobaczyć te zdjęcia i Vernona. Podeszło kilku do mnie i nie dowierzali, że to naprawdę Vernon na tym zdjęciu jest. (Nie, nie wiem co to za Vernon był XD)

*

Śniła mi się Kalina, która była moją towarzyszką w tym śnie. Miałyśmy owczarka niemieckiego oraz husky. Spałyśmy w łóżku z tymi psami, przytulając się do ich puszystych futer. Owczarek miał chore oczko. Do nas na kontrolę wybierała się właśnie Patrycja, właścicielka schroniska, która w tym śnie była weterynarzem. Miała sprawdzić stan psa. Kalina właśnie wychodziła i oznajmiła mi, że zakropiła psu oko kroplami, ale jak coś to żebym powiedziała Patrycji, że ona była z psem u weterynarza i pies został przebadany. Kiedy wychodzi, po jakimś czasie pojawia się Patrycja. Mówię jej, że Kalina była u weterynarza i pies jest przebadany. Patrycja mówi, że sprawdzi to w systemie, po czym otwiera w komputerze program. Nie widać karty wizyty. Jest wkurzona, mówi, że nie wolno podawać na własną rękę kropki do oka psu. W duchu przyznaję jej rację i mam nerwy na Kalinę, że nie była u weterynarza, wyszła, a teraz ja za nią muszę się tłumaczyć. Udawałam zdziwioną, ale w duchu wiedziałam, że ja do weterynarza zawsze chodziłam z każdym psem, wszystkie karty są w systemie i mnie nie ma nic do zarzucenia. Po wizycie weterynarza dzwonię do Kaliny i mówię jej, że sprawa wyszła na jaw. Potem opiekowałam się myszką, białą, laboratoryjną ze szczepu BALB/c. Wyglądała jak moja pierwsza myszka, Ingrid, która miała problemy ze skórą i łysienie. Zauważyłam, że gryzoń ma wyłysienia w tych samych miejscach co Ingrid, jednak bez ranek i strupków (jakby samo łysienie bez chorób skóry). Chciałam, by weszła mi na rękę, bym mogła dać jej się napić a następnie ulokować ją w klatce, by poszła spać. Jednak ona unikała mojej ręki, przeskakiwała ją, buszowała po całym pokoju.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#52
Dzisiejszy sen (uwaga na zboczone fragmenty!):

W tym śnie jakaś osoba (kobieta) zagadała mnie na komunikatorze online o tym, że mam długi, bo kiedyś założyłam konto bankowe, którego nie używałam i narobiłam sobie długi, choć niewielkie, bo tylko lekko ponad 2000 zł. Jednak miałam na tą chwilę bardzo dużo wydatków i nie widziało mi się płacić tych pieniędzy. Dogadałam się, że zapłacę w ratach. Rozmawiałam (pisałam) z tą kobietą, ona doradzała mi w moich problemach. Tłumaczyłam sobie tą sytuację tak, że aby nie czuć, że to strata pieniędzy to uznam, że te pieniądze przeznaczam na terapię moich problemów. Jednak im dalej w las tym większe miałam podejrzenia co do tego, że tak naprawdę nie miałam żadnych długów a ta kobieta po prostu to wymyśliła, by mnie naciągnąć na hajs. Chwilę przed tym jak to rozgryzłam, przelałam kobiecie znowu 600 zł na spłatę długu. W bilansie pozostało jakieś 1500 zł do spłaty. Analizowałam ta sytuację z ChatGPT a następnie z kolegą z pracy, Jackiem. Byłam pewna na 100%, że to oszustwo. Szkoda mi było, bo bardzo miło mi się rozmawiało z tą kobietą i zaczynałam czuć do niej sympatię. Chciałam zapytać się jej, aby wyjaśniła mi, dlaczego zostałam oszukana. Myślałam też o tym, by zablokować ją bez słowa i nie pytać o nic. I myślałam o tym jak bardzo żałuję, że jeszcze chwilę temu przelałam pieniądze. Nie mogłam już tego cofnąć. Myślałam o tym, że przecież nie przyszło do mnie żadne pismo z wezwaniem do zapłaty, ani nic takiego, więc to na bank podpucha a ja... Zbudowałam relację z oszustem. Jacek krążył gdzieś w tle, był napakowany i przystojny. Nagle zawołał mnie i znalazłam się w łóżku z nim (w ubraniach), całował mnie i obmacywał. Zaproponował abyśmy poszli do innego pokoju, bo tam łóżko jest większe. Nagle akcja miała miejsce w domu rodzinnym a ten pokój z większym łóżkiem to był pokój mojej siostry. Poszłam pierw do swojego pokoju, a tam przy stoliku siedział uczeń (korepetycje), moja siostra go uczyła, ale wyszła akurat z pokoju. Następnie do pokoju weszła Agnieszka, koleżanka moja i siostry. Ja z szafy zabierałam ubrania, po czym pomyślałam, że no tak, jak zwykle kiedy bara-bara ma mieć miejsce, muszą być problemy i towarzysze na każdym kroku. Wyszłam, udając się do łazienki. Tam odświeżyłam się - zmieniłam ubranie, które waliło potem, zmieniłam wkładkę w majtkach. I udałam się do pokoju siostry, do większego łóżka. Jednak nie ma tam ani łóżka ani Jacka. Jest natomiast zmiana scenerii. Jesteśmy z grupą przy jakimś starym budynku, jakby trochę opuszczony blok w Czarnobylu. Idziemy po schodach z grupą do góry. Ja, aby ominąć wejście, rozkładam skrzydła i lecę kilka pięter w górę. Na górze znów zmiana scenerii, jesteśmy w wielkim obszarze gastronomicznym, jak w galerii handlowej albo w amerykańskiej szkole średniej. Szukam swojego kochanka, idę przez tłum i widzę go siedzącego przy stoliku. Siadam naprzeciwko niego i mówię, by ze mną poszedł (wiadomo po co, po to, czego nie dokończyliśmy). Mówi, że pójdzie, ale później, bo teraz musi zjeść. Odpowiadam mu, żeby zjadł mnie, że po tym co się wydarzy, będzie najedzony a musimy zrobić to czym prędzej, bo nie wiem ile jeszcze będzie trwał ten sen, bo już świta (czyli wiedziałam, że śnię, bo wiedziałam, że w tym momencie leżę w łóżku i śpię, miałam tą świadomość). Wstajemy, idziemy, za drzwiami znowu ten opuszczony budynek i schody. Schodzimy w dół, ja znów, by uniknąć każdego stopnia, zeskakuję o kilkanaście stopni w dół, jak jakiś spider man - popisuję się umiejętnościami. Szukamy miejsca odpowiedniego na igraszki. Na jednym z pięter jest jakiś sklepik. Jakaś kobieta stoi tam i obraża ekspedienta i jego towar (sprzedawał dyski USB do komputera). Biorę ją za fraki i z całej siły wykręcam ręce a następnie odpycham ją. Idziemy z Jackiem dalej, aż jesteśmy na ostatnim piętrze i nie ma opcji iść dalej w dół. Znajdujemy więc naprędce jakąś kanciapę, jest tam ciemno, wszystko jest zakurzone, ale nie mamy niczego lepszego na horyzoncie. I zaczyna się zabawa. Pierw zabawa trwa na stojąco, ja plecami dotykam ściany. Następnie kochanek leży na plecach (na tej zimnej, brudnej i zakurzonej posadzce) a ja dosiadam go i temperatura rośnie. Jacek krzyczy jak szalony, po trzech wytryskach nie daje za wygraną. W sensie, ja, nie on. Chcę więcej i więcej. On już nie daje rady, ale ja tak. Różnie się przy tym układam, na różne sposoby się poruszam. W końcu jednak postanawiam dać mu odsapnąć, pochylam się, aby go pocałować. Członek wysuwa się z wnętrza i czuję jak cała zawartość, która została tam wtryśnięta, wypływa ze mnie. Nagle słyszymy walenie do drzwi, ktoś próbuje wejść na piętro. Szybko ubieram się i widzę swoje buty trochę dalej, bliżej drzwi. W tym momencie osoba wchodzi. Bezszelestnie przysuwam do siebie buty i zakładam je na nogi. Widzę w tej ciemności jak ten człowiek stoi niedaleko i pali papierosa, unosi się dym. Szybko biorę nogi za pas. Nagle znowu jestem w pasażu gastronomicznym i szukam miejsca, które mogę zająć, mijam ludzi by siąść gdzieś. Jestem styrana i zmęczona po upojnych chwilach z Jackiem, ale wiem, że zostało mi jeszcze trochę snu. Usiadłam. Ktoś obok mnie siedzi i mówi żebym coś zjadła. Mówię, że nie chce mi się jeść. Po chwili jednak uznaję, że może warto coś zjeść, skoro to sen - na pewno będzie smaczne. Podchodzę do cukierni, na ladzie stoją pączki z lukrem. Biorę jednego - wiem, że to sen i nikt nie upomni się o zapłatę. Pączek nie jest zbyt smaczny, ale zjadliwy. Za ladą widzę jeszcze ciasto francuskie. Od spodu przyklejone jest ciastko z kremem. Krem dobry - zlizuję go, ale ciastko mi nie smakuje, toteż zostawiam je na ladzie, bez wstydu. Resztkę pączka zostawiam i też odkładam w przypadkowe miejsce, bo oto chcę wrócić i zabrać ciasto francuskie. Kiedy podchodzę jednak do lady, widzę, że ciasta francuskiego nie ma. Ktoś je zabrał. Inna kobieta obok mnie też chce ciasto francuskie i też nie dostaje go, toteż odchodzi z niczym. Proszę ekspedientkę, by dała mi ciasto francuskie, ona mówi, że nie ma, ale ma coś równie dobrego i chrupiącego. Podnosi metalową pokrywę i moim oczom ukazuje się spieczona pierś z kurczaka. Kobieta kroi kawałek i podaje mi. Nie podoba mi się to, bo wiem doskonale, że to nie jest ciasto francuskie i nie będzie mi smakować.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#53
Kolejne sny: 

Miałam sen, w którym chodziłam do sklepu, gdzie pracowała Nikola, dawna koleżanka Agnieszki, z którą razem pracowały. Sprzedawała nie perfumy a kosmetyki. Chciałam u niej kupić błyszczyk - to był taki mały sklepik, jakby na targu w Konopiskach. Kupiłam przedmiot, schowałam go w biustonosz, a po wyjściu ze sklepu poczułam, że ma inny kształt. Wyjęłam go ze stanika i w ręce zamiast błyszczyka miałam podkład do twarzy. Chciałam szybko skontaktować się z Agnieszką i opowiedzieć jej jak zostałam zrobiona w bambuko. Potem była wystawa psów. Na ringu popylał bernardyn. Ja dbałam o rośliny doniczkowe razem z siostrą. W końcu pięknie mi wyrosły. Jednak jakaś osoba ciągle obcinała liście, dodając je do obiadu. Spojrzałam co ta osoba robiła - otworzyła porcelanową formę do piekarnika i były tam gołąbki zawinięte w liście mojej rośliny. Byłam wściekła. Prosiłam, by tego nie robiła. Ale następnym razem znów liście zostały obcięte - kolejne. Płakałam i lamentowałam z bezsilności. Uznałam, że będę musiała włożyć do doniczek metalowe tabliczki z komunikatem o tym, by nie dotykać liści. Potem byłam w jakimś pomieszczeniu, jakby moim mieszkaniu. Coś kapało mi na głowę, chciałam natychmiast zobaczyć o co chodzi i czy nie ma przecieku z dachu. Próbowałam zapalić światło, ale było słabe. Wtedy skapłam się, że to sen. Spojrzałam na okno i miałam plan, by przez nie wyskoczyć i zacząć lecieć przed siebie, ale ten pomysł szybko zgasł w mojej głowie. Potem wróciłam na wystawę psów i spacerowałam z nimi między ringami. Miał być jakiś ślub, w tle była para młoda.

*

W kolejnym śnie był śnieg, potem deszcz. Ja stałam pod parasolem. Wyjechałam na jakiś wyjazd służbowy, to były jakby ferie. Poszliśmy z ziomkami do takiej dużej przyczepy campingowej. W środku wyglądała jak namiot-domek. W środku były dwie części, część trawnikowa i betonowa. Jakaś osoba w przedsionku kuchni gotowała obiad. Zastanawiałam się czy to będzie zjadliwe. Jakiś ziomek chodził wszędzie i dokazywał, denerwował mnie. Potem nagle szłam ulicą i wiedziałam, że to sen, że moje ciało teraz leży w łóżku i śpię. Miałam tą świadomość, ale nic z tym nie robiłam. Następnie miało być gorąco z pewnym kolesiem w pokoju (w tym namiocie), ale weszła tam moja siostra. Udaliśmy się więc z kochankiem do samochodu, by próbować chędożyć się w samochodzie, na poboczu drogi. Przechodzili przechodnie i zaglądali do auta, bowiem działo się to w biały dzień. A dlaczego próbować chędożyć? Ano dlatego, że pyton mojego kochanka był miękką fają. Wyszliśmy, udając się znów do namiotu. Chcieliśmy ukradkiem kontynuować dziką przygodę w kuchni. Byłam na górze, aczkolwiek ten seks to było jakieś nieporozumienie. Miękka faja nie tylko była miękka, ale też w ogóle niewspółpracująca! Motała się, wypadała, aż w końcu nastąpiła ejakulacja i cała zabawa zakończyła się zanim się zaczęła. Pomijam fakt, że ejakulat nie wyglądał jak normalne nasienie, ale jak biały ser, gęsty i paskudny w swoim serowatym wyglądzie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#54
Dzisiejszy sen:

Miałam sen, w którym na początku przeglądałam Facebooka koleżanki, Pauliny. Paulina dodała foty i wideo na fb jak świętuje jakiś dzień z Martyną, koleżanką, która zerwała z nami kontakt. Byłam zła że mnie nie zaprosiła i że Martyna skontaktowała się z nią a ze mną nie, mimo wieloletniej przyjaźni. Pod wpływem irytacji, piszę komentarz pod postem o tym że widzę że Martyna się odnalazła... Czekam na odpowiedzi, które nie nadchodzą jednak. Potem zmiana sceny i miało być przyjęcie u kuzyna męża - Piotrka. Nasz udział w przyjęciu miał być jakąś pomocą dla jego rodziny. Mieszkali w domu na pustyni. Synowie Piotrka byli u mnie w domu rodzinnym, byłam dla nich miła, mieliśmy szykować się na to przyjęcie. Byłam w pokoju siostry. W międzyczasie poszłam na taras i siedział tam wielki pająk (skakun) z czterema oczami. Siedział na pajęczynie, potem z niej zszedł i był człowiekiem (kobietą). Pokazałam mu, że jego pajęczyna jest tutaj, on podszedł do niej i ją zerwał rękami, mówiąc, że już jest stara. Pajęczyna była gęsta i biała, trudna do zerwania, ale pająk-człowiek dawał radę. Potem zapytałam tego pająka jak widzi obraz w czterech oczach, odpowiedział, że widzi po prostu poczwórnie. Byłam zadziwiona tym, że ten pająk patrząc na mnie widzi mnie i trzy moje klony. Wróciłam na górę i zadzwonił do Adriana Piotrek na kamerce, ja też widziałam obraz. Powiedział, żebyśmy na przyjęcie ładnie się ubrali. W tle na kamerce widziałam mężczyzn w ciemnych garniturach. Zrozumiałam, że to prawdziwa gala. Spojrzałam na siebie - byłam w jeansach, bardzo casualowo ubrana. Zaczęłam ubierać się w coś eleganckiego. Ubrałam się w marynarkę, różowe, luźne spodnie i założyłam na nogi lakierowane czułenka w kolorze pudrowego różu. Wtem dzwoni znowu Piotrek i gada, że chłodno się zrobiło. Pomyślałam sobie, że przecież jak wyszłam na taras (tam gdzie był skakun) to było bardzo ciepło, ale faktycznie zbliża się wieczór i będzie chłodniej. Myślałam więc, żeby założyć jeszcze rajstopy a różowe, letnie spodnie zamienić na czarne rurki i założyć na siebie futerko. Adrian włożył garnitur musztardowy, ale był cały pognieciony. Powiedziałam mu, że wstyd z nim wyjść, że trzeba wyprasować ubranie, ale było już na to za późno a gala lada chwila zaczynała się. Poszliśmy na galę, chodziłam dumnie i popisywałam się strojem. Usiadłam gdzieś przy stole, usiadł przy mnie Dyrektor. Siedzę obok niego i coś tam gadamy, jakby nigdy nic o świecie, o polityce, o filozofii. Mam przed sobą jakąś maszynę i instaluje za darmo gry - Fifę i inne. Następnie gdzieś się udaję, po czym w ręce mam domestos bez korka (otwarty). Znajduję Dyrektora i perfidnie oblewam go, chlustam w twarz, po czym uciekam, żałując, że nie założyłam skarpety na twarz, by nie poznał, że to ja. Z drugiej strony cieszyłam się, że wiedział, że to ja. Uciekam jakby w kosmos, widzę gwiazdy i ciemne niebo. Następnie scena się zmienia, nie jestem już w kosmosie a na pustyni, konkretnie przed eko sklepem, do którego wchodzę. W sklepie nikogo nie ma, na ladzie rozdzwania się telefon. Dyskretnie zaglądam za ladę, widzę stacjonarny telefon leżący na biurku, na wyświetlaczu numer 702. Telefon wyje bardzo głośno. W tle widzę drzwi do toalety, chcę wejść, ale nie wiem czy mogę. Nagle wbija do sklepu stara Agata (właścicielka) i mówię jej skapiona, że chce iść do łazienki, a potem zobaczę co na stanie sklepu nowego w asortymencie. Nie chciałam, by myślała, że przyszłam tu tylko do łazienki, ale też na zakupy. Zła byłam o to, że musiałam na siłę coś kupić. Próbując wejść do łazienki, z drugich drzwi nagle wyłonił pysk mój dalmatyńczyk. Głupio mi było o to, że Agata zobaczyła, że przyprowadziłam do sklepu psa. Szarpnęłam czworonoga i próbowałam przepchnąć go przez drugie drzwi i zamknąć w toalecie. Po tym jak już go tam ulokowałam, odwróciłam się i zaczęłam chodzić po sklepie i oglądać półki, planując zakupy. Były tam jakieś eko słodycze, Agata zagadywała mnie, widząc, że czytam ich składy, mówiła, że każdy słodzik i składnik są nam potrzebne, byle nie w nadmiarze. Przyznałam jej rację i powiedziałam, że tak, że nawet cukier jest potrzebny w małych ilościach i że ja czasami jem ketchup i musztardę, gdzie ten cukier jest. Agata przytaknęła. Jakieś gry erotyczne karciane znajdują się na półkach. Jedna gra nosi tytuł "pokaż jak ruchasz" - rozbawia mnie to, chcę zrobić zdjęcie i wysłać do siostry, żeby też się śmiała. Agata narzeka na młodszą pracownicę, że jeździ dziwną ciężarówką z dziwną reklamą. Wyglądam na zewnątrz i widzę tą ciężarówkę, ale nie rozumiem hasła na plandece. Potwierdzam obawy Agaty, choć nie wiem czemu dziwna jest ta ciężarówka. Następnie jesteśmy w Egipcie. Mam nowy telefon, który zamówiłam tam gdzie zamawiałam te gry - za pomocą tej maszyny. Jesteśmy na wakacjach. Aga i Kuba i ja i mój mąż i taki ziom Kuby co mi się podobał. Byli też inni ludzie z naszej grupy. Kuba opowiadał mi o nim kiedyś (we śnie, nie na jawie), że ma dużą pałę. Chciałam to zobaczyć. Ale wiedziałam, że aby pokazał mi pałę, musiałam go poderwać. Coś gadamy o pałach i Kuba razem z tym kolegą pytają skąd i za ile mam nowy telefon. Opowiadam, ciągle zerkając na tego mojego crusha i oceniając, czy mnie słucha. Szczerzę zęby, mam na sobie fiołkową bluzę, ale przypominam sobie, że nie użyłam żadnych perfum. Wiem, że zanim zbliżę się do tego ziomka, muszę pachnieć, by przyciągnąć go zapachem. Planuję za moment iść na szybko do Rossmanna i psiknąć się czymś. Opowiadam póki co o telefonie - że kupiłam go za złotówkę, że nawet nie wiedziałam, że to się uda. Że zamówiłam go dla beki bardziej. Że zamówiłam go na mojej nowej maszynie. To był chyba iPhone 17. I przypomniałam sobie scenę, w której moja mama obudziła mnie, rzucając mi paczkę od kuriera na łóżko (spałam na podłodze na kołdrze w sypialni rodziców). Iw tej paczce był telefon. Potem idziemy na targowisko i kupujemy rzeczy, różne, głównie smakołyki typu golonka z dziczyzny czy pączki arabskie. Inni kupują a ja oddaje hajs za swoją część zakupów. Ktoś gubi plecak (widzimy porzucony, czarny plecak na chodniku) i znajomi mówią, że pewnie portfel już zajebali z tego plecaka. Idziemy dalej. Jesteśmy na jakimś moście, gdzie pod mostem w płytkiej wodzie brodzą kobiety, które coś uprawiają. Mój crush stoi obok mnie i komentujemy te kobiety. On mówi, że podoba mu się jakaś ruda kobieta, a ja wskazuję na blondynkę i mówię, że ta jest okej. Crush pyta się mnie czy ja tak na serio, bo to jest stara baba i brzydka. Ja mówię, że piękna nie jest, ale jest okej i jakby chciała ze mną iść do łóżka, to czemu nie. Mówiąc to, chciałam mu zaimponować tym, że jestem taka otwarta i wyzwolona. Potem idziemy dalej. Zakupy robiłam z inną dziewczyną, rozdzieliliśmy się na dwie grupy, niestety mojego crusha nie było w mojej grupie, a jedynie ja i ta druga dziewczyna. Zapłaciła za zakupy w jednym ze sklepów i zapytała mnie, dlaczego ona ciągle płaci a nie ja. A ja wiedziałam, że mam ostatnie 40 zł w portfelu. Wyjęłam je i oddałam jej, jako połowa za zakupy, które zrobiła za 80 zł. Odetchnęłam z ulgą, ale wtem ona oznajmiła, że w kolejnych sklepach ja płacę. Zestresowałam się, bo nie miałam już gotówki, jedynie na karcie. Zastanawiałam się czy mogę w Egipcie płacić kartą, przypomniałam sobie jak w USA płaciłam kartą i uznałam, że spróbuję i tutaj, powinno przejść. Następnie na targu idziemy do kolejnego sklepu, gdzie przy ladzie jest pierniczek w kształcie gwiazdy Dawida. Pytające spojrzenie posłałam do sprzedawców i pomyślałam, że przecież muzułmanie nienawidzą Żydów, więc dlaczego pieką ciastka w kształcie ich symboli? Wzięłam piernik do ręki i spoglądając na sprzedawców, zrobiłam grymas obrzydzenia, po czym odłożyłam piernik. Oni byli tym niewzruszeni. Nagle spostrzegłam, że to Żydowski sklep. Ale siara... Jedziemy autem następnie. Wysiadam na środku ulicy. Porsche czarne, jadące za nami, hamuje z całej siły, by nie skasować moich drzwi, które właśnie otworzyłam. Czekam, aż samochód się cofnie i zamykam je. Nagle widzę ten plecak czarny, dalej leżący na ulicy i przetrzepię go w poszukiwaniu gotówki, ale faktycznie portfel zniknął, w plecaku został tylko shaker z odżywką białkową i mlekiem oraz kilka innych pierdoł. Potem wracamy całą grupą na początek targowiska i są na wystawie baranki czekoladowe, takie jakich szukały dwie znajome. Zaczynają buczeć i płakać na żarty, teatralnie. Komentują, że szkoda, że baranki pojawiły się dopiero teraz, kiedy każdy z nas już wydał wszystkie pieniądze. Mam iść z mężem na jakiś stadion, na mecz gdzie ktoś ma ustalić i rozstrzygnąć co robić, żeby nie latały samoloty nad tym obszarem. Ale nagle widzimy u góry na tablicy ogłoszeń, że na trybunach zostały dwa ostatnie miejsca. Mąż mówi, że nie ma sensu iść, bo zanim dojdziemy to ktoś inny już na bank zajmie te miejsca, a w sumie to on lubi samoloty nad głową mieć latające jak rano wychodzi tędy z psem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#55
Kolejne sny:

W tym śnie pierw grałam w GTA San Andreas, ale to ja byłam postacią w tej grze. Zaczepiałam Triadę (gang) i uciekając przed nimi, wskakiwałam na dachy niewielkich budynków i budek miejskich. Gonili mnie, ale na dach nie mogli wejść a ja będąc na dachu, rzucałam w nich granatami. Jeden granat wybuchnął niebezpiecznie blisko mnie i prawie zmiótł mnie z planszy. Widziałam na ekranie (bo tak jakby trochę grałam na ekranie a trochę ja sama uczestniczyłam w akcji) prawie pusty pasek życia. Uznałam, że szybko muszę wpisać kod na przywrócenie pełni zdrowia i wpisałam kod: HESOYAM (kto grał w GTA SA, ten zna XD). Następnie siedziałam w klasie na zajęciach z moim ex chłopakiem ze studiów, Michałem. W tym śnie on był jakimś informatykiem. Moja siostra podeszła do nas i chciała od niego coś, chciała by informatycznie coś jej ogarnął. Zaczęłam schlebiać chłopu do siostry, że on na pewno to ogarnie, bo jest najlepszy w swoim fachu. Potem zmiana scenerii. Moja babka (Alka) wysłała do mamy jakieś wideo, na którym widać jak dziadek chodzi na kolanach po mieszkaniu, aby dogonić kota. W ręce ma strzykawkę z lekiem, ma podać kotu zastrzyk, ale kot ucieka i chowa się. Dziadek jest zrozpaczony z powodu uciekania kota, zaczyna rozpaczliwie wyć na środku podłogi. Jest mi strasznie szkoda dziadka. Mam ochotę pomóc, ale przypominam sobie, że ta część rodziny odrzuciła nas. Pytam mamy czy Aśka (kuzynka) nie może dać zastrzyku kotu jak taka kociara z niej i ona taka chętna do pomocy. Chcę zadzwonić do babki i iść tam, by pomóc dziadkowi, bo mi go szkoda. Ale nie mogę, bo zaczynają się zajęcia w szkole, na których muszę być. Mam w planach, by na przerwie zadzwonić do babki i zapytać czy poradzili sobie z kotem i że jeśli nie, to po szkole przyjdę. Wchodzimy do klasy, mam na sobie krótką, czarną spódniczkę. Dotykam się z tyłu i spostrzegam, że podwinęła mi się na tyle, że widać mi było tyłek. Od razu obciągam spódniczkę w dół. Siadamy na krzesłach, te krzesła są takie podłużne jak w kościele (lub na korytarzu w szkole w dawnych latach). Przesuwamy te krzesła, żeby zrobić więcej miejsca i żeby uczniowie siedzący przed nami mogli dosunąć się lub odsunąć swobodnie od ławek. Oddali nam testy. Ja swój zdałam, ale dostałam tylko "dst". Kolega z ławki przede mną, Adrian P., odwraca się do mnie i tłumaczy gdzie popełniłam błędy. Okazuje się, że w interpunkcji. Biorę papier i mówię mu, że w moich zdaniach nie ma przecinków tu i tu. Że nie ma ich przed "że", "ale", etc. A potem, uwaga, HIT. Byłam w domu u mamy, siedziałam w kuchni przy stole a w miejscu okna było duże lustro. Było ubrudzone, więc myłam je szmatką. Potem poszłam na górę, w łazience była wkurzona mama. Okazało się, że nie spuściłam wody w sedesie po dwójce. Mama spuściła tą wodę i podała mi szczotkę do kibla, która była ubrudzona kupą. Miałam umyć sobie zęby tą kupą. XD JA PIERDOLĘ. Bez wahania wsadziłam wielką szczotę do japy i zaczęłam szorować zęby. Myślałam sobie dlaczego muszę to robić i że po tym muszę koniecznie iść do barku po gorzałę i wypłukać cały ryj z tej kupy, żeby zdezynfekować usta. I że w przyszłości wolę jednak myć zęby szczoteczką do zębów i pastą, a nie kupą. No i plułam potem pianę do kibla z mycia zębów i ta piana była brązowa od kupy, od razu po tym poleciałam szukać wódki, aby wypłukać usta. XDDDDDDD BOŻE CO ZA SEN.

*

Bardzo chaotyczny sen. W tym śnie mieszkałam w kamienicy w Katowicach. Wyszłam z mieszkania, by obserwować okolicę i obadać teren. W tle były smutne, żółte bloki z płyt. Potem robiłam zakupy w sklepiku. Za ladą po szynkach i serach biegały szczury. Ekspedientka powiedziała, żeby się nie obawiać, bo te szczury biegają tylko po papierosach, które są wystawione na sprzedaż. Kupiłam trzy mini pizze i pięć bułek. Wyszłam ze sklepu i spostrzegłam, że nie mam kluczy od domu. Dzwoniłam szybko do męża, ale kiedy odebrał, usłyszałam w tle muzykę z radia samochodu - czyli jechał już do pracy. Polecił mi, żebym poszła do domu rodziców po klucze zapasowe. Byłam wkurzona. Potem w kolejnym śnie jechałam pociągiem, za oknem machała mi Ilona, koleżanka z pracy. Wygłupiamy się, robimy głupie miny i się śmiejemy. Potem jem krokiety i w krokiecie mam zakrętkę słoika - po prostu znalazłam ją, jedząc. Ktoś zawinął ją w krokieta. Mówię, że to nie pierwszy raz. Potem byłam na lodowisku, jeździłam z moim ex, Patrykiem. Następnie była jakaś akcja w lesie. Jakieś wróżki strzegły lasu z mieczami, które się zamieniały w strzelby Winchester. Wróżki strzelały z nich do wrogich duchów leśnych. Ktoś zgubił telefon w lesie, znalazłam go. Zapytałam kogo on jest. Okazało się, że jest Patryka, ale Patryk nie odbierał telefonu. Potem nagle siedzieliśmy na łóżku i całowaliśmy się. Widziałam kantem oka, że jakiś ziomek bacznie nam się przygląda i wiedziałam, że planuje nakapować do mojego męża o całym zajściu. Na łóżku leżały moje ciuchy, które siostra pożyczyła ode mnie i teraz je oddała. Potem znów biegłam przez ten las, znalazłam aparat - lustrzankę. Były też inne przedmioty, których już nie podnosiłam z ziemi, bo musiałam uciekać. A przed kim? Ano przed wróżkami, które strzelały ze strzelb i goniły mnie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#56
Dzisiejsze sny:

Dzisiaj miałam bardzo beznadziejny sen, należący do tych, których wolałabym nie pamiętać. Zastanawiałam się nawet czy w ogóle go zapisać czy po prostu zatrzeć z pamięci. To był tak intensywny sen, że nawet po przebudzeniu się myślałam, że to wszystko jest prawdą i miałam żal, że nigdy mi o tym rodzice nie powiedzieli. Poszłam potem znowu spać, dopiero kiedy obudziłam się już rano, zaczęłam ogarniać rzeczywistość i to, że to był tylko sen i wszystko było złudzeniem. Rankiem myślałam jednak o tym na tyle intensywnie, że aż polały mi się łzy. Ale do rzeczy. Rozmawiałam z jakimś członkiem rodziny, chyba babką moją, o tym, że rodzice ukrywali jakiś sekret. Babka nie chciała powiedzieć o co chodzi, wtedy zjawiła się mama i wszystko mi opowiedziała. Okazało się, że moi rodzice nigdy nie chcieli mnie mieć i wielokrotnie próbowali mnie zabić i zostawić przy życiu tylko moją siostrę. Mama mówiła, że jak tylko dowiedziała się, że jest w ciąży z moją młodszą siostrą (miałam wtedy kilka lat), tata planował zanieść mi zatrutego cukierka, kiedy przebywałam w przedszkolu na stołówce. Miałam go zjeść i po prostu umrzeć. Moja mama powiedziała mi też, że żałuje, że nie zrobiła aborcji, kiedy była w ciąży ze mną, bo kiedy pojawiła się moja siostra na świecie, mama ogarnęła, że źle się jej żyje z dwójką dzieci. Nagle pojawiłam się nad rwącym potokiem z moją mamą, weszłam do rzeki i brodziłam nogami w niej. Powiedziałam jej, że nie rozumiem dlaczego chciała mnie zgładzić, skoro zawsze byłam dobrym dzieckiem i byłam tak bardzo za nią, lojalna, ufna i przywiązana. Że ciągle jako dziecko ją wołałam i mówiłam: "mamo, mamo!", a nawet nie wiedziałam o tym, że planowała na mnie zamach i otrucie mnie zatrutym cukierkiem.  Ten sen był chyba najsmutniejszym co w życiu mi się przyśniło. Nawet teraz płaczę, kiedy to piszę... Więc na tym zakończę opis tego beznadziejnego snu.

Notatki:


Ten sen był dla mnie jednym z najsmutniejszych, jakie kiedykolwiek przeżyłam. Nie był zwykłym koszmarem – dotknął czegoś bardzo głębokiego we mnie. Kiedy się obudziłam, przez chwilę wierzyłam, że to wszystko jest prawdą. Czułam żal, rozpacz i poczucie zdrady, jakby ktoś odebrał mi fundament mojego istnienia. Dopiero po kolejnym śnie i porannym przebudzeniu zaczęłam odzyskiwać kontakt z rzeczywistością, ale emocje pozostały. Rano płakałam, bo ten sen nadal we mnie żył.
Ten sen nie był opowieścią o moich prawdziwych rodzicach. Był opowieścią o moim lęku przed byciem niechcianą i o strachu, że moja obecność w czyimś życiu była ciężarem. Pokazał bardzo pierwotne pytanie, które gdzieś we mnie istnieje: czy zasługiwałam na miłość i na to, żeby żyć?
Motyw zatrutego cukierka był dla mnie symbolem miłości, która zamiast chronić – rani. Czegoś, co powinno być słodkie, bezpieczne i niewinne, a w moim śnie stało się śmiertelnie niebezpieczne. To obraz zaufania dziecka, które nie wie, że może zostać skrzywdzone właśnie przez tych, od których najbardziej oczekuje dobra.
W tym śnie byłam dzieckiem lojalnym, ufającym, wołającym „mamo”. I to jest bardzo ważne – ja w tym śnie niczemu nie zawiniłam. Nie byłam zła, trudna ani niewystarczająca. Byłam dzieckiem, które kochało i chciało być kochane. Ból tego snu nie wynika z winy, tylko z odrzucenia.
Rzeka, do której weszłam, była granicą moich emocji. Weszłam w nie, ale nie dałam się im porwać. To znaczy, że byłam gotowa je poczuć, ale jednocześnie miałam w sobie siłę, by nie zniknąć. Rozmowa z matką nad rzeką była próbą zrozumienia czegoś, co dla dziecka jest niezrozumiałe: dlaczego miłość miała warunki, skoro ja dawałam ją bezwarunkowo?
To, że ten sen był tak intensywny, oznacza, że dotknął mojej tożsamości i mojego prawa do istnienia. Dlatego tak długo w nim tkwiłam nawet po przebudzeniu. To nie był „głupi sen” ani przesada – to był sygnał, że we mnie jest bardzo wrażliwa część, która nadal potrzebuje bezpieczeństwa, czułości i potwierdzenia swojej wartości.
Ten sen nie jest prawdą o mnie. Jest prawdą o moich lękach i o mojej wrażliwości. Pokazuje, jak bardzo potrafię kochać, ufać i być lojalna – nawet wtedy, gdy boję się, że mogę zostać odrzucona.
Zapisując ten sen, daję mu granice. Nie wypieram go, ale też nie pozwalam mu definiować mnie. Widzę ból, który się w nim pojawił, i uznaję go – ale wiem, że moje życie, moja wartość i moje istnienie nie podlegają negocjacjom.


*

Następnie poszłam spać i śnił mi się sen, który był jakby naznaczony czy napiętnowany snem poprzednim. W tym śnie pamiętałam wydarzenia ze snu poprzedniego. W tym śnie pojawiła się zmywarka, która miała na sobie miętową okleinę, która zrywała się, odklejała pod moim dotykiem. Czułam, że ją psuję. Zmywarka też była zepsuta. Stała w szczerym polu. Odeszłam od niej, zaczęła wydawać dźwięki. Odwróciłam się i zobaczyłam, że pracuje z otwartymi drzwiami i bucha z niej para. Podeszłam z powrotem, by ją zamknąć. Następnie udaję się do szkoły, pod drzwi klasy, gdzie mają odbywać się zajęcia. Wspominam sobie słowa mamy z poprzedniego snu. Ktoś stoi obok mnie, pyta czy często się cięłam za młodu z powodu problemów - okazuje się, że to nie zajęcia szkolne ale terapia grupowa. Odpowiedziałam, że tak, czasami też rzucałam się ze schodów. Ta osoba odpowiedziała, że nie widać siniaków. Mówię, że nie widać, bo upadałam na brzuch i uda i tam były siniaki. Mówiłam, że poza ranieniem się, zadawałam się też ze złymi osobami, prowadziłam samochód w sposób niebezpieczny i brawurowy. Spoglądam na podłogę, w siatce mam ze sobą te miętowe drzwi od zmywarki. Następnie zmiana sceny, idziemy z tą grupą ludzi, nocą, wchodzimy za bramę do jakiegoś gotyckiego budynku. Na niebie latają ogromne orły, ludzie są szczęśliwi, widząc je, bo to ich obrońcy. Wystawiam ręce i przywołuję myślami kolejne orły. Grucham do nich, komunikując się z nimi. Następnie myślę sobie, że przecież moje zwierzęta duchowe to smoki - i przywołuję je. Krążą na niebie, jeden z nich jest wkurzony, słyszę to w jego myślach. Obniża się nad nami i grozi jakiemuś człowiekowi ogniem. Uspokajam go telepatycznie. Uspokojony smok siada na podłodze, głaszczę jego pysk. Następnie jesteśmy już jakby wewnątrz budynku. Mój mąż i ja wsiadamy w auto, by jechać po jakieś produkty. Inny, srebrny samochód jednak toruje nam drogę. Wychodzę z naszego wozu i z całej siły odpycham nogą srebrne auto, które z lekkością zostaje odrzucone na bok. Adrian wrzuca pitbulla (psa) oraz szczeniaka do pudła kartonowego, jedzie sam, ja zostaję, by zająć się psami. Na rękach trzymam po chwili tego czarnego szczeniaka. Następnie nagle jest większy, kiedy przypominam sobie, że chwilę mnie nie było. Szczeniak ma czarny, kręcony włos i jest ubrudzony pyłem i gruzem. Telepatycznie pytam go, czy mogę zanurzyć go w wodzie i zanurzyć jego łebek na moment, by go umyć. Szczenię odpowiada, że lepiej abym polała jego łebek wodą. Szukam umywalki, widzę tylko wiadra z wodą. Potem sama zamierzam się kąpać i jestem nago. Ale w moim pokoju obok ktoś buszuje, odchodzę więc od wanny i zaglądam do pokoju naprzeciwko. Jakiś facet trzaska się, rzucając rzutkami w telewizor, jak w tarczę. Chowam się za ścianą, wychylam tylko głowę, proszę go, aby przestał. On jedynie zaczyna się śmiać. Wychodzę więc do niego goła, aby wyrzucić go z pokoju. Facet widzi moje nagie ciało i uznaje, że zrobi sensację, nagrywając mnie w takim stanie. Bierze mały, czarny aparacik i zaczyna nagrywać. Nie zwracam na to uwagi, zaczynam wyszarpywać go z pokoju, po czym zamykam drzwi i wracam do łazienki. Staję przed lustrem, teraz to ja przyglądam się sobie nago, licząc na to, że na tych wideo będę chociaż dobrze wyglądać. Uznaję, że wszystko ujdzie, ale cycki mogłabym mieć mniejsze. Wraca po chwili mój mąż, ma na sobie biały t-shirt, i mówię mu że jakiś chłop tu był, rzucał rzutkami a potem nagrywał mnie na golasa. Mój mąż bez słowa wychodzi, wyczuwam, że chce znaleźć tego faceta i go zrugać.

Notatki:


Drugi sen był wyraźną kontynuacją pierwszego. Niosłam w nim pamięć wcześniejszego snu, jakby moja psychika nie mogła jeszcze zamknąć tego doświadczenia. Pojawiająca się zmywarka stojąca w szczerym polu symbolizuje dla mnie brak systemu wsparcia i mechanizmu regulacji emocji. Była zepsuta, a ja miałam poczucie, że to mój dotyk ją niszczy, co odzwierciedla głęboko zakorzenione w DDD przekonanie, że moja obecność i potrzeby psują wszystko, czego dotknę.
Terapia zamiast szkoły pokazuje, że moje doświadczenia z dzieciństwa nie były zwykłym dorastaniem, lecz materiałem do leczenia. Samookaleczenia i ryzykowne zachowania były sposobami regulowania bólu, który nie miał innego ujścia. Niewidoczne siniaki podkreślają, że cierpienie DDD często pozostaje ukryte.
Niesienie drzwi od zmywarki oznacza noszenie w sobie poczucia wadliwości i odpowiedzialności za to, co było zepsute w systemie, który mnie wychował. Pojawienie się orłów i smoków symbolizuje odzyskiwanie dostępu do ochrony i własnej mocy. Smok, którego potrafię uspokoić, jest moją zintegrowaną siłą i gniewem, który nie musi już niszczyć.
Szczeniak jest obrazem mojego wewnętrznego dziecka – przetrwałego, ale poranionego. To, że ono samo komunikuje swoje granice, pokazuje, że uczę się troszczyć o siebie w sposób nienaruszający. Motyw intruza i nagrania mojego nagiego ciała obrazuje dawne naruszenia granic, ale tym razem potrafię zareagować, wyrzucić go i zamknąć drzwi.
Postać mojego męża jest symbolem bezpiecznej relacji, w której nie muszę walczyć o ochronę. Ten sen pokazuje, że mimo doświadczeń DDD mam dziś dostęp do siły, granic i opieki nad sobą.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#57
Weekendowe sny:

Śniło mi się, że spałam w moim mieszkaniu, w środku nocy obudziłam się i spostrzegłam, że całe ściany są mokre i mają ciemne plamy. Padał deszcz. Wystraszyłam się. Wiedziałam, że to dach przecieka. Szybko zrobiłam zdjęcia tych ścian telefonem. Potem deszcz ustaje i plamy robią się suche. W międzyczasie w TV leci mecz piłki nożnej. Pokazuje mamie foty. Mówi że trzeba ogarnąć dach. Ja jej mówię, że musimy wydać 8 tys. zł na nową papę na dach za mój pokój i 8 tys. zł za wymianę papy po stronie, gdzie pokój miała moja mama (na jawie oczywiście mama ze mną nie mieszka, ściany nie są mokre a papy nie trzeba wymieniać XD). Mama mówi, że okej, że pokryje wymianę papy na swojej części. Ale mam iść na dach i sprawdzić papę. Idę i próbuje określić układ pokoi pod dachem z góry, by określić ile m. papy jest po mojej i mamy stronie. Potem byłam w domu rodzinnym. Mama mówi, że na zewnątrz jakieś zwierzę grasuje przy aucie i żebym to sprawdziła. Wyszłam na taras. Mój biały Duster stał przy płocie. Była noc i ledwie było widać to zwierzę, ale faktycznie coś rudego biegało wokół samochodu. Pomyślałam, że to kuna ale kiedy przyjrzałam się, dostrzegłam kota. A finalnie okazało się, że był to piec Beagle z czerwoną obrożą na sobie. Podchodzę bliżej. Agresor próbuje gryźć, więc robię szybki chwyt za skórę na karku, żeby nie mógł mnie pogryźć, po czym wracam na taras i przerzucam psa na pustą działkę obok naszej. Pies szczeka, ujada, a ja chcę iść spać i nie chcę słuchać tego szczekania. Nagle jednak spokój i cisza. Boję się nie będę mogła spać przez szczekanie, że za chwilę pies znów zacznie jazgot. Następnie koleżanka z fundacji, Alicja, zaprasza mnie na sernik, który zrobiła z tego psa (WTF!). Tylko że ten pies potem był chomikiem - i z tego chomika zrobiony został sernik. Jem ten sernik (wygląda jak zwykły sernik z jagodami), a potem do siebie zapraszam jakichś gości i znowu jem z nimi ten sernik. Czuję w końcu, że więcej siebie nie wcisnę, chociaż jest dobry. Przejadłam się. Idę do kuchni i widzę jak mama wyparza w zlewozmywaku kości (mają kolor bordowy w tym śnie). To kości naszego dawnego psa, Kory (WTF!!!).

*  


Następnie miałam kolejny sen. Na szczęście bez kości czy sernika ze zwierząt. Jechałam samochodem z jakiegoś wesela. Potem stałam w jakimś pokoju z moją siostrą i koleżanką, Dominiką. Na jawie mamy napięte relacje, zdystansowałam się do niej. W tym śnie jednak rozmawiałam z nią jakby nigdy nic i świetnie się bawiłyśmy. Ale pamiętałam że miałam się zdystansować do niej, po czym starałam się w rozmowie zachować większy dystans i powściągliwość. Siostra planowała dziecko, nie umiałam sobie wyobrazić jej w roli matki. Następnie stałam na śniegu z mężczyzną, który mi się podobał (nie był to nikt z jawy). Otworzyłam Kinder Niespodziankę dla niego. Narysowałam na jego skórze na nodze delfina i napis "I love U". W tym śnie też był mecz piłki nożnej, gra Polska, o puchar świata. Nie oglądałam meczu, ale chciałam sprawiać wrażenie, że tak, aby popisać się przed swoją sympatią. On oglądał, pytałam go jak wrażenia z meczu, na co on zaczął opowiadać coś o delfinach. Nagle zaczynają na nas świecić niebieskie, migające światła. Boję się, że to policja po nas przyjechała. Widzę radiowóz, ale okłamuję mężczyznę, że to tylko świąteczne lampki. Otwieram kolejną Kinder Niespodziankę, ale w środku znajduję zabawkę, którą ten mężczyzna już miał w kolekcji. Potem jadę autem. Obok mnie na siedzeniu pasażera duża ilość flakonów La Vie Est Belle - różne rodzaje zapachowe. Nie mogę się doczekać jak opowiem siostrze o swojej kolekcji i o tym, że nie lubiłam tego zapachu a teraz mam ich mnóstwo. Patrzę przed siebie i widzę policjantów, którzy stoją po obu stronach ulicy i trzymają rękami drut policyjny, który służy do przebicia kół. Hamuję tuż przed drutem. Policjanci szybko weryfikują, że to nie ja jestem piratem drogowym, którego szukają. Gestem ręki przepraszają mnie. Podnoszą drut do góry, bym mogła jechać dalej. Mówię sobie, że w razie kontroli policji powiem, że wracam z wesela. Z tyłu na siedzeniu jest moja sukienka i buty, więc mam punkt odniesienia. Jadę dalej i wjeżdżam do miasta - w mieście chaos. Nagle okazuje się, że jest to gra - GTA San Andreas, ale to ja jestem postacią w tej grze i mam grać razem z siostrą i innymi, jednak na razie są zajęci, więc zaczynam fabułę sama. Nagle widzę ekran. Jest lista warunków w grze, np. iść na paradę i zdobyć tam maskę świni, by założyć ją na głowę i uczestniczyć w paradzie jako świnia. Maskę można zdobyć polubownie albo nie (odbierając ją od kogoś kto ją ma). Ale udział w paradzie to zła reputacja w policji - policja będzie ścigać. I ja jako postać muszę dokonywać wyborów. Zaczynam grać i jadę przez miasto, w radiu leci piosenka "Dragostea din tei", ale to jakiś remix. Podoba mi się. Chcę, by towarzysze gry zobaczyli jakie fajne remixy znalazłam na Spotify. Potem nagle stoję przy lusterku i zastanawiam się czy moje usta nie są za małe (po modelowaniu kwasem hialuronowym).

*

W kolejnym śnie (kolejnej już nocy) był jakiś test z matematyki, indywidualny. Siedziałam obok nauczycielki i test polegał na rysowaniu i kolorowaniu. Robiłam kolorowankę używając kolorów czerwieni. Narzekałam przy okazji do tej nauczycielki na matematykę, że jej nigdy nie lubiłam. Potem ktoś tak jakby przyszedł, pojawił się tuż obok nas. Był taki duży sklep zoologiczny gdzieś tam niedaleko. A ja przed sobą miałam taki komputer, taki bardziej podłużny jak tablet, był ekran. I miałam taki pulpit z plikami, które musiałam usunąć. I zamiast usunąć je tak dosłownie, chciałam te pliki przesunąć tak jakby z jednego ekranu na drugi i je tam schować, ponieważ po przesunięciu palcem po tym ekranie po prostu pojawiały mi się jeszcze inne ekrany po bokach. Jeden był po stronie lewej, drugi po stronie prawej. Okazało się jednak, że ten pulpit to było moje podwórko, a te dwa osobne pulpity po lewej i prawej stronie to były działki, które graniczyły z moim płotem od lewej i od prawej strony. Poszłam tam, po prostu przeskoczyłam przez płot i znalazłam tam wszystkie stare rzeczy, które usunęłam. Jakieś dywany, stare ubrania. Zaczęłam grzebać w tych starych rzeczach, które usunęłam, bo chciałam je odzyskać uznałam, że mi się przydadzą. Szukałam takiego szarego dywaniku łazienkowego, no nie znalazłam go. Więc poszłam do sklepu, który znajdował się obok i tam szukałam tego dywaniku. Takiego jak najbardziej podobnego do tego, który był mój, a który został usunięty. I cały czas szukałam tych dywaników, tam były takie wieszaki. Na tych wieszakach różne rzeczy wisiały, różne ubrania, różne dywaniki. No i były tam też jakieś psy. No i Arisska, która stała się małym szczeniakiem w tym śnie, dosłownie była malutka jak chomik. Wyglądała jak szczeniak zaraz po urodzeniu. Okazało się, że to była jakaś choroba taka, przez którą dorosłe zwierzęta jakby cofają się i stają się szczeniakami. Bałam się, że Arissa może zupełnie zniknąć. Tak jakby cofnąć się aż do tej fazy, kiedy nie było jej w ogóle na świecie. Pamiętam w tym śnie, że wiedziałam, że nie tylko Arisska miała taki problem. Ale pamiętałam w tym śnie o tym, że któraś osoba mówiła mi, że jej pies też ma taki problem i też stał się szczeniakiem. Arisska była taka malutka, że bałam się, że kiedy postawię ją na ziemi, to ucieknie pod sofę albo coś i zostanie przez przypadek zdeptana albo nie będzie mogła się wydostać. Następnie w tym śnie pojawiła się moja koleżanka Dorota, która mieszka nad morzem i miała przyjechać do Katowic. Powiedziała, że bym przyjechała do Katowic spotkać się z nią, ale tylko na chwilę i ani chwili dłużej. Powiedziała, że tylko na chwilę możemy się spotkać, więc powiedziałam jej, że przyjadę na chwilę z moim psem, Kentuckym i się spotkamy. Zaczęłam się głowić, co będę robić w Katowicach cały dzień z psem po tym, jak spotkam się dosłownie na trzy minuty z Dorotą, a następnie po prostu spotkanie zakończy się i zostanie mi cały dzień tak naprawdę w dużym mieście.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#58
Dzisiejszy sen:

Miałam taki sen, w którym była moja kuzynka, Agnieszka. Siedziałyśmy w jakimś pokoju u niej w domu. Były tam takie meble z ciemnego drewna. To była taka jakby kuchnia, to były takie meble kuchenne, szafki kuchenne, wysoko po prostu jakby na ścianie wiszące. No i ta kuzynka siedziała na krześle. Jakąś tam z nią sprawę miałam do wygadania. I w tym śnie po prostu pamiętałam o tym, że miałam z nią kiedyś romans. Oczywiście nie miałam nigdy z żadną kuzynką romansu na jawie, bez przesady, ale po prostu w tym śnie tak jakby pamiętałam o tym, że miałam kiedyś z tą kuzynką jakiś romans. Przypominałam sobie szczegóły tego romansu, nasze gorące pocałunki. Takie szczeniackie zabawy. I głupio mi było myśleć o tym, patrząc na nią i po prostu patrząc jej w oczy, kiedy obgadywałyśmy tą sprawę. Nagle spostrzegłam, że jedna szafka taka u góry wisząca sama się otworzyła, a po chwili sama się zamknęła. I po chwili jakaś inna szafka w innym rogu też się sama otworzyła i sama się zamknęła. I tak po kolei te wszystkie szafki same się otwierały i zamykały. Wiedziałyśmy razem z tą kuzynką, że te szafki są najprawdopodobniej opętane, że są tam jakieś duchy, które po prostu te szafki otwierają i zamykają. Nie bałyśmy się jednak. Później była jakaś gra przypominająca GTA. Jechali wrogowie w samochodzie i ja miałam zestrzelić pojazd, żeby wybuchnął, ale ten pojazd nie reagował, a ludzie byli jak manekiny i też nie reagowali, tak jakby się zacięli. Był taki kod BubbleCars, który używa się do GTA San Andreas, żeby samochody po prostu nie wybuchały po uderzeniu albo po strzeleniu w nie. No i nie dało się sprawić, żeby ten pojazd wybuchnął, więc byłam pewna, że został użyty ten kod. Strzelałam z pistoletu, strzelałam z karabinu i z różnych innych broni, natomiast samochód nie chciał wybuchnąć. Później zadzwoniła do mnie nagle moja mama i powiedziała, że jestem umówiona do ginekologa Darka. Poszłam do niego. On miał mi omówić coś. Usiadłam tak jakby na oparciu fotela obok tego ginekologa i nagle stwierdziłam, że chyba jestem trochę za blisko, ponieważ nie powinnam aż tak blisko siadać przy lekarzu. I wtedy przypomniałam sobie, że również z tym ginekologiem też kiedyś miałam romans. I tym bardziej było mi głupio, że w taki dziwny sposób usiadłam na tym oparciu fotela, gdzie on po prostu na tym fotelu siedział w środku. Miałam jakieś badanie hormonów. Mój ginekolog powiedział mi, że po miesiącu mam mieć kolejne badanie i nie mogę przez ten czas palić papierosów, żeby ten wynik się nie zakrzywił. Zastanawiałam się, jak wytrzymam nie paląc tyle czasu i że chyba muszę iść do dentysty, żeby usunąć kolejny ząb mądrości, bo tylko to będzie w stanie powstrzymać mnie przez miesiąc przed paleniem papierosów, tak jak już miało to miejsce wcześniej. W międzyczasie, jak jest ta gra GTA, to w mieszkaniu u mnie pojawia się mały misiu polarny, który znajduje się pod zlewem, tak jak śmietnik jest pod zlewem. Jest to taki misiu polarny, który jest ogólnie jak maskotka, po prostu sztywny, nie rusza się. A zaczyna się ruszać i tak jakby ożywa, staje się żywy dopiero po wydaniu takiej jakby komendy - wabika. No i ten polarny misiu miał zjeść tych ludzi z samochodu, z tej gry, więc dałam temu misiowi jakiś wabik, taki jakby przedmiot pod nos, który sprawiłby, że ten misiek się obudzi, tak jakby ożyje, no i zacznie po prostu tych ludzi zjadać. A okazało się jednak, że ten wabik nie jest na niedźwiedzie polarne, ale na niedźwiedzie brązowe grizzly, więc polarny niedźwiedź na nie nie reagował. Byłam tym zawiedziona. Nagle ktoś zapukał do drzwi w moim mieszkaniu. Wyjrzałam przez wizjer, ale zauważyłam tylko skrawek czarnej bluzy z Adidasa, z pasami białymi. Zanim otworzyłam jednak drzwi, to ten ktoś te drzwi otworzył i perfidnie wbił mi do środka mieszkania. Jeszcze w tym śnie pamiętam, że użyłam pomadki bezbarwnej na usta, którą wcześniej używałam do smarowania i natłuszczania nosa mojego psa. Zorientowałam sie o tym dopiero po aplikacji kosmetyku na wargi.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#59
Sny ostatnich dni (uwaga! Zmiana stylu - sny opisuję nagrywając je głosowo poprzez dyktowanie w telefonie - tak jest szybciej i łatwej, bo treści jest dużo):

Miałam dziś sen, w którym ktoś chciał mi coś zrobić. Wiedziałam, że jestem zagrożona, więc planowałam znokautować tę osobę. Zwabiłam ją do pokoju i po cichu wezwałam pomocnika — kobietę. Ten ktoś wszedł do jakiegoś domku i miał zaraz wrócić. W tym czasie zawołałam tę kobietę i mówiłam do niej coś szeptem, ustalając plan. Kiedy ten facet wyszedł z domku, kobieta — zamiast grać swoją rolę — zaczęła coś mówić przy nim. Wtedy zdradziła naszą zmowę. Ujawniła, że ja ją znam i że współpracujemy, chociaż miało wyjść na to, że w ogóle jej nie znam i nie mam pojęcia, co ona tu robi. Pomyślałam wtedy: „Ale wtopa, zjebała”. Miałam powiedzieć temu facetowi, że jej nie znam, ale on sam zaczął z nią rozmawiać i nie było już jak tego odkręcić. Później okazało się, że ten mężczyzna to Dyrektor. Następnie pojawił się widok z góry — jakby z monitoringu albo z nagrania. Widać było ludzi biegnących w popłochu. Dyrektor biegł razem z nimi, po czym nagle się zatrzymał i spojrzał na psa — boksera leżącego martwego, zastrzelonego na podłodze. Po chwili podniósł się i pobiegł dalej. Przewinęłam to nagranie i okazało się, że on wcale nie zatrzymał się po to, żeby sprawdzić, co z tym psem. Zatrzymał się, żeby coś powiedzieć do faceta, który upadł tuż przed nim.

Potem sen się zmienił. Miałam jechać na wakacje z moim mężem. Pojawiliśmy się w pokoju hotelowym, ale bez naszego psa. Powiedziałam Adrianowi, że nie ma sensu jechać na wakacje bez psa i że chcę, żeby był z nami. Próbowałam przywołać psa jakby przez teleport — chciałam, żeby po prostu przeniósł się do nas — ale to się nie udało. Adrian powiedział, że pewnie pies jest u teściów i że jest uwiązany łańcuchem przy budzie, dlatego teleport nie działa. Wtedy teleportowałam się na podwórko teściów, żeby sprawdzić, co się dzieje. Pies nie był uwiązany, ale okazało się, że znowu jest głupim szczeniakiem. Bardzo tego nie chciałam. Chciałam, żeby był dorosły, bo nie chciałam przechodzić tego wszystkiego jeszcze raz — całego okresu dorastania, jego głupot, tego etapu szczenięcego, który najchętniej wymazałabym z pamięci. Wróciłam z tym psem. Teleportowałam się razem z nim. Byliśmy nad jeziorem. Adrian grał w siatkówkę — jakby nad wodą, stał w wodzie. Zasady były dziwne: żeby zaliczyć poziom gry i wygrać, trzeba było uderzyć piłką kogoś w głowę. Chciałam iść z psem nad rzekę, ale Adrian nie chciał, bo cały czas grał w siatkówkę. Jeszcze wcześniej w tym śnie były prezenty od Mikołaja. Mikołajem był mój dawny crush — jakaś sympatia — która co roku zostawała tym Mikołajem. Mojej siostrze dał nowy samochód, a mnie coś innego wartościowego. Powiedział, że tym razem to ona dostanie swój samochód — czyli ja. Pod maską i brodą Mikołaja był właśnie ten mój crush. Chciałam spędzić z nim czas. Chciałam, żeby przestał już być tym Mikołajem, żeby zdjął maskę i po prostu był ze mną. Byłam też w jakiejś szkole podstawowej. Chodziłam do łazienki i czesałam włosy. Potem znów wrócił motyw, że chciałam iść nad rzekę z psem, ale Adrian nie chciał, bo grał w siatkówkę. Na końcu pojawił się smok. Ten smok palił — jakby pod wodą — inne smoki i ludzi. Odliczałam czas oraz paliwo, którego używał do tego palenia. Wszystko było bardzo dziwne, chaotyczne i niewyraźne. Były to krótkie, pourywane sny, które mieszały się ze sobą.


*

Śniło mi się, że byłam u mojej koleżanki, która jest jednocześnie koleżanką mojej siostry — Agnieszki P. Chowałam się przed nią, dosłownie jakby wnikając w firankę, i w tym samym czasie myłam zęby. Nie chciałam, żeby mnie znalazła. Była bardzo nachalna, cały czas próbowała spędzać ze mną czas, a ja nie miałam na to ochoty. W pewnym momencie wyszłam na dach jej domu. Dach był dziwny — wyglądał tak, jakby był pomalowany białą farbą i przypominał raczej ścianę niż prawdziwy dach. Nie było tam ani dachówek, ani papy, ani żadnego innego pokrycia — tylko gładka, biała powierzchnia w kształcie trójkąta. Na tym dachu znajdowały się jednostki zewnętrzne klimatyzacji, obudowane estetycznymi, metalowymi osłonami. Zwróciłam na nie uwagę, bo sama chciałabym obudować jednostki klimatyzacji u siebie. Zaczęłam komentować to Agnieszce i chciałam zapytać, gdzie kupiła te obudowy, ponieważ obecnie większość jednostek klimatyzacji jest bardzo duża, a ja nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiednich, dużych osłon. Później znalazłam się w Rossmannie. Szukałam czegoś do brwi — pomady albo kredki. Trafiłam na pozłacaną kredkę, która okazała się tuszem do brwi. Był to ostatni egzemplarz. Użyłam go (testera) i pomalowałam nim brwi. Zaczęłam się jednak zastanawiać, czy ktoś wcześniej nie otworzył go i nie używał. Sprawdziłam szybko w internecie, czy da się znaleźć nowy, nieużywany tusz, ale nigdzie go nie było — znalazłam tylko używany egzemplarz na Vinted, zużyty mniej więcej do połowy. Ten, który trzymałam w ręce w Rossmannie, był cały, więc zdecydowałam się go wziąć. Następnie szukałam jeszcze brązowej kredki do brwi. Nie widziałam jej na wystawie i pomyślałam, że wszystkie zostały już wykupione. Poprosiłam więc ekspedientkę, żeby sprawdziła, czy nie ma jej w szafce pod stoiskiem z kosmetykami kolorowymi. Wyjęła ją z jakiegoś pojemnika i podała mi. Wzięłam tę kredkę, wiedząc, że mam na karcie dokładnie 14 zł. Byłam w sklepie z mamą i liczyłam na to, że ona zapłaci za zakupy, a ja później oddam jej pieniądze. Potem znalazłam się w okolicach PKP, przy zejściu do przejścia podziemnego. Przy samych schodach, na górze, ćwiczyliśmy podnoszenie sztangi. Były to jakieś zorganizowane zajęcia, był trener, który nas instruował. Podnosiłam sztangę i opuszczałam ją, i miałam poczucie, że tego dnia idzie mi to lepiej niż zwykle. W pobliżu stał helikopter. Spojrzałam na niego i zastanawiałam się, dlaczego w ogóle tam jest. Nagle wybuchło zamieszanie, a trener — niemal jak nauczyciel WF-u w szkole — kazał nam biegać w kółko. Zaczęliśmy więc biegać dużymi kręgami. Po chwili pojawiła się jakaś dziewczyna, która zaczęła nas rozganiać, mówiąc, że zajęcia dobiegły końca i wszyscy musimy iść do domu. Byłam sfrustrowana, bo miałam wrażenie, że to wszystko trwało zbyt krótko i nie zdążyłam się porządnie wybiegać. Jednocześnie wiedziałam, że jest już około godziny siedemnastej i że w końcu wrócę do domu i coś zjem, bo to była już moja pora. Nagle scena przeniosła się do mojego domu. Moje łóżko znajdowało się tuż nad wejściem. W środku był Adrian, który udawał chorego — miał obie nogi w gipsie. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Okazało się, że to kontrola z ZUS-u. Rozpoznałam te panie — wcześniej brały udział w zajęciach sportowych, biegały razem z nami w kółko, a ja nie wiedziałam, że pracują w ZUS-ie. Zaprosiłam je do mieszkania. Jedna z nich weszła w butach prosto na łóżko, a potem na podłogę, i dopiero później zdjęła buty. Pomyślałam wtedy, że będę musiała zmienić pościel. Panie powiedziały, że zrobią zdjęcia w mieszkaniu i zdjęcia mojego męża. Powiedziałam im, że w domu jest nieposprzątane, ale odpowiedziały, że to nie problem. Zapytałam je, co chciałyby do picia — odpowiedziały, że tylko wodę. Podałam im jednak coś w rodzaju drinków w szklankach oraz zupę ramen, zrobioną z makaronu instant. Chciałam jeszcze chwilę poczekać, zanim podam zupę, żeby makaron zdążył zmięknąć po zalaniu wrzątkiem. W końcu zaniosłam im ten posiłek do salonu.

*

Śniło mi się, że byłam w swoim pokoju w domu rodzinnym. Stały tam moje rośliny - juki. Jedna była mniejsza, wyhodowana przeze mnie od sadzonki — zaczęła już rosnąć, wytworzył się jej pień. Druga była większa, kupiona już jako dorosła roślina, również z pniem. W tym śnie wydarzyło się jednak coś dziwnego — wszystkie moje rośliny zaczęły obumierać. Ich liście robiły się brązowe. Nie wiedziałam, co zrobiłam źle. Cały czas zastanawiałam się, co mogło być nie tak w pielęgnacji. Po jakimś czasie ponownie weszłam do swojego pokoju i zobaczyłam, że juki są ścięte w połowie. Widziałam obcięte do połowy pnie obu roślin. Okazało się, że przyszła jakaś dziewczyna — chyba ogrodniczka. Chciała ratować te jyuki i obcięła je do połowy, planując wrzucić je do wody i ukorzenić z samych pni. Powiedziała, że włożyła je do wody z mydłem potasowym, żeby pomóc im się ukorzenić. Zasugerowałam, że mogę dodać do tej wody kilka kropli olejku neem, ale ona stwierdziła, że ma wszystkie potrzebne olejki do ratowania roślin i że nie trzeba dodawać neem — że nie muszę jej go dawać. Tak właśnie ucięła w połowie pnie moich juk. Moje lucky bamboo również obumierały. Później opowiadałam tej dziewczynie, jak bardzo szkoda mi tej mniejszej juki. Płakałam przy niej. Mówiłam, że miałam ją od małej sadzonki, że obumarła dokładnie w momencie, kiedy zaczęła tworzyć pień, kiedy tak dobrze rosła i wszystko było w porządku, a nagle zaczęła marnieć. Widziałam, jak mama zabiera tę jukę gdzieś ze sobą. Widziałam jej pieniek. Wtedy właśnie to mówiłam — że była ze mną od początku. Mama chyba zabrała ją na chwilę, żeby sprawdzić, co z nią zrobić, po czym po krótkim czasie przyniosła ją z powrotem, nadal obumarłą. Później pojawiła się scena jakichś zawodów. Trzeba było biegać dookoła i wygłupiać się. Miałam biegać razem z moim mężem. Ludzie mieli z tego niezły ubaw, bo wyglądało to tak, jakbyśmy mieli biegać dla zabawy, a wszystko było nagrywane i emitowane w telewizji. Był to jakiś program telewizyjny. Pamiętam też, że w tym śnie miałam mieć dziecko, byłam w ciąży. Zastanawiałam się wtedy, jak bardzo „przejebane” będę miała z małym dzieckiem i jak bardzo będzie to trudne.

*

Śniło mi się, że miałam jakąś sympatię, takiego crusha. Miał na imię Peter. Pisałam z nim. Mieszkał i pracował na północy Polski razem z Dorotą B., moją dawną przyjaciółką. W pewnym momencie mówił coś o niej, że to jego żona. Poszłam więc do Doroty, żeby ją skonfrontować. Okazało się, że ona nigdy nie była jego żoną i nigdy nią nie będzie — że to jego ex, ale nigdy nie byli małżeństwem. Wyszło też na jaw, że pracują razem. Peter mówił, że z nią pracuje i że do niej dzwoni. W pewnym momencie zadzwonił do niej, ale telefon odebrał jakiś facet. Peter bardzo się o to wkurzył. Zapytałam go, po co w ogóle dzwonił do swojej ex, a on tłumaczył, że pracują razem i chciał po prostu zapytać ją o grafik. Zdenerwowało go to, że telefon odebrał jakiś jej kolega. Poszłam ponownie do Doroty. Nagrywałam rozmowę i pytałam ją, kim jest ten kolega i dlaczego jej „mąż” jest zazdrosny. Wtedy ona wyjaśniła, że to nie jest jej mąż, że nigdy nim nie był. Nagle znalazłam się w tej samej pracy co oni. Przyszedł tam Peter. Miał na imię Peter, ale mówił po polsku, chociaż był z zagranicy. Siedzieliśmy na parapecie, a miejsce przypominało trochę szkołę. Wziął mnie za rękę i powiedział, żebym wybrała coś ze stołówki, że on zapłaci. Widziałam wcześniej, jak sam jadł na stołówce — siedział i memlał kanapkę. Wtedy dopiero zorientowałam się, że on naprawdę tam jest, i byłam niebowzięta, że w końcu mogę spotkać go na żywo. Powiedziałam mu, że to jeszcze nie jest moja pora na jedzenie. Wziął mnie za rękę, przytulił, a potem mnie pocałował. Zwróciłam mu uwagę, że jesteśmy w miejscu publicznym i że nie możemy tak robić, ale on odpowiedział: „No i co z tego?”. Później poszliśmy w tango, na całego. Dotykałam go przez spodnie, a potem nagle byliśmy bez ubrań i na parapecie doszło do ostrej, dzikiej akcji w pozycji misjonarskiej. Proponowałam, żebyśmy poszli na zaplecze, ale on powiedział, że woli tutaj — i tak właśnie na tym parapecie było naprawdę ostro. Nagle nastąpiła zmiana sceny. Byłam w domu rodzinnym, w wannie. Wanna była bardzo głęboka — zanurzyłam się w niej cała, jakby miała nawet dwa metry głębokości. Do łazienki weszła moja siostra. Powiedziałam jej: „Zobacz, co ci pokażę”, i zanurzyłam się cała pod wodę. Czekaliśmy, aż Adrian wróci z pracy. W pewnym momencie wszedł tata i powiedział, że będzie smutna historia. Zaczęliśmy się martwić o mojego męża. Chciałam do niego zadzwonić z telefonu siostry, ale nie pamiętałam numeru, więc musiałam iść po swój telefon, który się ładował, żeby go spisać. Wyszłam z wanny. Tata znowu wszedł i poprosił o węgiel. Okazało się, że ma rozwolnienie i to była ta jego „smutna historia”. Poczułam ogromną ulgę, jakby spadł mi kamień z serca, bo nie chodziło o to, że coś stało się Adrianowi. W międzyczasie pisałam z Peterem. Napisałam mu, że mi się śnił — że zrobiliśmy wszystko od pocałunków aż po dziki seks, że byliśmy u niego w pracy. Cały ten wcześniejszy ciąg wydarzeń okazał się snem w śnie. Wysyłałam mu emotikony jak z Gadu-Gadu: kiss, sex, hug. Myślałam sobie, że Adrian powinien iść do straży albo do wojska i dostawać delegacje, żeby mógł wyjeżdżać, a ja mogłabym zapraszać do siebie Petera. Sprawdzałam, skąd Peter jest — okazało się, że z północy Polski. Pomyślałam: „O kurwa”. Planowałam pojechać do niego w weekend, ale nie wracać na noc. Zastanawiałam się, jak to wszystko pogodzić, mając męża. Wcześniej byłam o Petera bardzo zazdrosna i ciągle mu dogadywałam, że „niech idzie do żony, do Doroty”. Byłam o Dorotę bardzo zazdrosna. On jednak nie chciał do niej iść. Pracowali razem, ale trzymali się na dystans i mieli ze sobą mało kontaktu. Widziałam to na własne oczy, kiedy pracowałam razem z nim w tym miejscu przypominającym szkołę.

*

Śniło mi się, że zabierałam takie jakby kuny z drogi. To były chyba łasice. Zabrałam jedną z nich i chciałam ją gdzieś bezpiecznie odstawić. Była zamknięta w kartonowym pudełku i cały czas próbowała się z niego wydostać. W pewnym momencie jechałam samochodem, a ta łasica siedziała obok mnie, na miejscu pasażera. Próbowała wyjść z pudełka, a ja próbowałam je zamknąć. Przez przypadek przytrzasnęłam jej głowę, ale na szczęście zdążyła ją cofnąć i nic jej się nie stało. Ktoś chciał ją zabić, uważał ją za szkodnika. Ja natomiast wiozłam ją w tym pudełku po to, żeby wypuścić ją na wolność. Później pojawiła się scena w ogrodzie przy domu rodzinnym moich rodziców. Przychodziły tam różne zwierzęta: łasice, koty, króliki, lisy. Przychodziły, ponieważ dawałam im tabletki na odrobaczenie i na inne pasożyty. Wołałam je do siebie, a one podchodziły tak, jakby rozumiały ludzką mowę. Podawałam im te tabletki. Bardzo się dziwiłam i cały czas to komentowałam — że te zwierzęta do mnie podchodzą, że mam niesamowite podejście do wszystkich zwierząt. Były tam też ptaki. Jednym z nich była zielona papuga ara. Zastanawiałam się, czy jej również mogę podać taką tabletkę. Szukałam informacji — chyba w internecie, na jakimś forum, albo pytałam ludzi, którzy byli obok mnie. Ktoś odpowiedział mi, że nie mogę dać tej papudze tabletki, ponieważ jest ptakiem, a tabletki, które rozdawałam, są przeznaczone wyłącznie dla ssaków. Pamiętam, że chodziłam po ogrodzie i wołałam na głos: „Czy są tu jakieś łasice? Czy są tu jakieś łasice?”. Wtedy wszystkie łasice zbierały się razem i przybiegały do mnie, a ja dawałam im tabletki na pasożyty. Miałam do opisania przepis — recepturę — na te tabletki oraz na spray przeciwpasożytniczy. Musiałam to wszystko spisać w komputerze, w Wordzie. Wiedziałam też, że muszę dodatkowo spisać kilka moich wcześniejszych snów, co bardzo mnie frustrowało (dużo na głowie). W pewnym momencie jedna z łasic przyszła do mnie do łóżka. Byłam producentem sprayu, którego cała filozofia polegała na spryskiwaniu łasic oraz wszystkich przedmiotów, z którymi miały kontakt. Były to łasice, fretki i inne zwierzęta z rodziny łasicowatych. Ta łasica weszła do łóżka i zaczęła trącać mnie wąsami, żebym się obudziła i jej pomogła. Okazało się, że jakiś chłopak wysłał ją do mnie, żebym ją spryskała tym sprayem. Spałam wtedy w łóżku z moją mamą, w jej sypialni. Jeszcze wcześniej, zanim ta łasica do mnie przyszła, wydarzyła się sytuacja, że moja mama była na mnie zła, bo podczas snu przypadkowo kopnęłam i coś spadło z łóżka, uderzając o podłogę. Mama się obudziła, zła na mnie. Nic nie powiedziałam na głos, ale pomyślałam, że jest hipokrytyczna — bo kiedy coś przypadkiem spadnie z jej strony łóżka, udaje, że nic się nie stało, a kiedy coś spadnie z mojej strony, robi się dramat. Ta łasica należała do tego chłopaka, który ją do mnie przysłał. Później dzwoniłam do niego przez telefon i omawialiśmy szczegóły usługi. Zapłacił mi z góry — była to przedpłata, chyba 35 zł. Moim zadaniem było wzięcie łasicy z jej lokum — z pudełka lub klatki — spryskanie jej sprayem przeciwpasożytniczym oraz spryskanie wszystkich jej akcesoriów, które znajdowały się w klatce. Cały czas byłam z tym chłopakiem na łączach. Było już bardzo późno, dzwonił do mnie późno w nocy, chyba przed północą. Cały czas omawialiśmy, co dokładnie muszę zrobić z tą łasicą. Nagle zmieniła się scena. Nie byłam już w swoim pokoju, tylko na jakiejś hali, w dużym budynku. Pojawiła się tam cała rodzina tego chłopaka. Chcieli zobaczyć, jak spryskuję sprayem łasicę i wszystkie jej rzeczy. Zaczęłam spryskiwać łasicę oraz jej akcesoria. Rodzina zaczęła coraz bardziej wydziwiać. Mieli koszyk, do którego wkładali wszystkie już spryskane rzeczy i te, które jeszcze nie były spryskane. Cały czas jednak dokładali coś nowego. Wyciągali z mojej szafki różne przedmioty i dorzucali je do koszyka. Wyjęli między innymi zupki chińskie. Dzieci wrzucały wszystko do koszyka. Zajrzałam do środka i zobaczyłam, że są tam także zupy z soczewicy w torebkach. Nie chciałam, żeby dzieci zabierały moją ulubioną zupę z soczewicy. Wzięłam więc inną zupę z soczewicy i podeszłam do rodziców tych dzieci. Powiedziałam im, że odradzam tamtą zupę, a polecam tę drugą, bo jest lepsza w smaku. Zgodzili się, więc spryskałam tę zupę sprayem i włożyłam ją do koszyka. Chwilę później zaczęłam tego żałować — to jednak była moja ulubiona zupa z soczewicy. Pomyślałam, że mogłam im zostawić tę gorszą, skoro i tak ją chcieli. Doradzałam im też, żeby wzięli sezam z szafek, ponieważ miałam bardzo dużo opakowań. Mówiłam, że świetnie nadaje się do prażenia na patelni. Jedno opakowanie sezamu również trafiło do koszyka. Z czasem wszyscy ci ludzie zaczęli robić się coraz śmielsi. Dzieci zaczęły wyciągać z mojej szafki długopisy — zabierały wszystkie moje ulubione. Po cichu zabierałam je z powrotem i odkładałam do szafki. Zabierali coraz więcej rzeczy. W końcu uznałam, że tak dalej być nie może i że muszę policzyć im dodatkowo za wszystkie rzeczy oraz za całą usługę. Spojrzałam na zegarek — była prawie druga w nocy. Wiedziałam, że następnego dnia muszę iść do pracy i wstać o szóstej rano. Zaczęłam liczyć i doszłam do wniosku, że mam tylko cztery godziny snu, a powinnam mieć osiem. Powiedziałam tym ludziom, że muszę już iść, bo mam tylko cztery godziny snu. Zastanawiałam się, czy za to, że zabrali mi tak dużo czasu i przez to będę niewyspana, również powinnam doliczyć do usługi. Kiedy chciałam już wyjść i wrócić do domu, zaczęłam szukać rodziców tych dzieci. Pytałam dzieci, gdzie są ich rodzice, ale nigdzie ich nie było. W końcu znalazłam matkę tych dzieci na sali konferencyjnej. Okazało się, że prowadziła tam jakieś zajęcia. Sala była ogromna, wyglądała jak sejm — pełno ludzi siedziało na trybunach. Było mi głupio wejść i ją zaczepić, ale wiedziałam, że nie mam czasu. Weszłam więc na salę i poprosiłam ją, żeby podeszła do mnie na chwilę. Wszyscy się patrzyli. Powiedziałam jej, że jest bardzo późno i że muszę iść spać. Odpowiedziała „okej” i natychmiast chciała wrócić do przemówienia. Zatrzymałam ją jeszcze, mówiąc: „Chwileczkę, chciałabym jeszcze coś powiedzieć”, bo bałam się, że odejdzie, zanim zdążę. Wtedy powiedziałam jej, że policzę dodatkowo za usługę, ponieważ bardzo dużo rzeczy zostało dodanych do koszyka i straciłam przez to bardzo dużo czasu. Zrobiłam coś, czego sama nie chciałam zrobić — zamiast po prostu postawić granicę, zapytałam ją, czy to w porządku i czy mogę policzyć dodatkowo. Od razu ugryzłam się w język, myśląc, że znowu jestem zbyt uległa i za miła. Ku mojemu zaskoczeniu matka powiedziała, że oczywiście powinnam policzyć więcej, żeby dzieci nauczyły się, że nie można dorzucać tyle rzeczy do koszyka. Wiedziałam, że mam tylko cztery godziny snu, ale jednocześnie wiedziałam, że to sen — że budzik i czas działają jak chcą i że być może nie jest jeszcze druga w nocy, tylko dopiero około dwudziestej trzeciej i że tak naprawdę mam przed sobą całą noc. Kiedy oddalałam się od tej matki, zamieniłam się w wilka i zaczęłam biec. Wbiegłam w coś w rodzaju teleportu — okrągłego portalu, który miał mnie przenieść prosto do łóżka, żebym mogła pójść spać. W tym momencie się obudziłam. Pamiętam jeszcze, że wcześniej, zanim poszłam szukać tej matki, podeszłam do blatu i wzięłam tabletki nasenne, które miały mnie wyciszyć i przygotować do snu. Bałam się, że przez emocje nie zasnę i zarwę noc. Z trudem połknęłam te tabletki, a potem poszłam szukać tej matki.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#60
Dzisiejszy sen:


Miałam dziś bardzo intensywny sen związany z pracą. Pojawiał się w nim Marcin P. – dawny kolega. Wiem, że to był on, bo w śnie był do niego bardzo podobny i miał jego energię. Znajdowałam się w miejscu przypominającym moją pracę, choć wyglądało ono raczej jak ogromna hala albo wnętrze dużej stacji paliw. Byliśmy tam wszyscy razem, w środku. Marcin przez cały czas obgadywał mnie z innym mężczyzną. Mówił, że źle pracuję, że nie potrafię odróżnić pojęcia awizacji od eksportu (pracuję w agencji celnej na jawie) i że generalnie się nie nadaję. Słyszałam wszystko, co o mnie mówił. W pewnym momencie podeszłam do nich. Marcin siedział na krześle, odwrócony do mnie plecami. Z całej siły obróciłam go twarzą do siebie i powiedziałam, że słyszałam wszystko, co o mnie wygadywał. Wtedy zaczęłam go bić – okładałam go po twarzy, kopałam, przewróciliśmy się na ziemię i zaczęliśmy się szarpać oraz wzajemnie okładać. Byłam przekonana, że Marcin będzie uległy i że bez problemu go spiorę na kwaśne jabłko, jednak ku mojemu zaskoczeniu on bardzo się bronił. Zasłaniał się, oddawał ciosy, kopał mnie. W pewnym momencie zauważyłam, że trzymam w rękach ostre nożyczki, takie jak do cięcia krzaków. Zaczęłam mu grozić, że przebiję mu szyję, że trafię w tętnicę szyjną. On jednak kompletnie się tym nie przejął i dalej mnie atakował. W końcu odskoczyłam od niego i po prostu odeszłam. Wyszłam na zewnątrz i wtedy zobaczyłam, że faktycznie znajdujemy się na jakiejś stacji paliw. Gdzieś szłam, przeskakiwałam przez bramę, potem znów wracałam i znów przeskakiwałam. W pewnym momencie jakaś dziewczyna wysiadła z samochodu, żeby zatankować. Wypluwała z siebie coś białego do pojemnika z piaskiem, takiego, którym posypuje się drogi. Później znów pojawiła się scena z pracy. Razem z moją koleżanką Iloną jadłyśmy kapuśniak. Te obrazy przeplatały się z obgadywaniem mnie i z bijatyką z Marcinem. Ilona była na diecie, odchudzała się i jadła tylko kapuśniak. Ja zjadłam go znacznie więcej, a dodatkowo – ponieważ byłam bardzo głodna – zjadłam jeszcze pieczone frytki oraz schab w panierce. Ilona powiedziała mi, że ona się odchudza i że zjadła tylko odrobinę kapuśniaku. Poczułam zazdrość wobec jej silnej woli i jednocześnie wyrzuty sumienia, że ja zjadłam za dużo i że nie powinnam była sięgać jeszcze po frytki i mięso. Później pojawił się mój tata. On również chciał spróbować tego jedzenia, więc nałożyłam mu na talerz panierowane schaby, ziemniaki i jakąś surówkę. Tata był jednak marudny – nie pamiętam dokładnie, o co chodziło, ale coś było nie tak. Chodziło najpewniej o kotlety, bo w tym śnie cały czas przegrzebywałam, nakładałam mu na talerz, wykładałam, wymieniałam te kotlety na bardziej i mniej spieczone. Tak, chyba to chodziło o poziom spieczenia kotleta. Następnie jechałam rowerem po ulicy, przy której mieszkają moi rodzice. Chciałam wjechać na ich posesję. Samochód jadący przede mną bardzo się wlokł, więc w końcu go wyprzedziłam. Brama była otwarta, a tata stał za nią i wpuścił mnie na plac. Pamiętam, że było bardzo ciepło – jakby wczesna, ciepła wiosna – mimo że ogólnie była zima i był to jedyny tak ciepły dzień w tym okresie. Na miejscu był również Marcin. W śnie miałam świadomość, że kiedyś był moim przyjacielem, ale jednocześnie byłam na niego bardzo obrażona za to, że obgadywał mnie w pracy i próbował mnie podkopać. Był tam także jakiś szczeniak – mały dalmatyńczyk. Psikałam go perfumami, robiąc mu takie głupie psikusy. W pewnym momencie pies siedział na szafce, ja dalej go psikałam i nagle tylne łapki zaczęły mu się zsuwać – prawie spadł. Wtedy szybko go złapałam, wzięłam na ręce, przytuliłam i obiecałam sobie w duchu, że już nigdy nie będę go tak męczyć. Potem bardzo chciałam wziąć rower i razem z moją siostrą oraz Marcinem pojeździć po naszej ulicy. Marcin pisał do mnie miłe, uprzejme wiadomości – jakby nigdy nic – przez jakiś komunikator, Messenger albo WhatsApp. Odpowiadałam mu, ale w środku czułam urazę. Chciałam zapytać go, dlaczego tak się wobec mnie zachował, dlaczego mnie gnębił, obgadywał i próbował sprawić, żebym straciła pracę, mówiąc, że nic nie umiem. Ostatecznie jednak odpuściłam. Uznałam, że skoro teraz jest w porządku i normalnie ze sobą rozmawiamy, to nie ma sensu tego psuć. Później poszłam do domu rodziców do łazienki, bo musiałam skorzystać. Nad drzwiami łazienki znajdowała się jednostka klimatyzacji. Była ustawiona na 26 stopni, ale mimo to chłodziła i dmuchała zimnym powietrzem. Wyłączyłam ją, myśląc, że to przesada – to przecież tylko jeden ciepły dzień w środku zimy, a rodzice zachowują się, jakby był upał. W samej łazience, obok sedesu, znajdował się jeszcze jeden mały klimatyzator. Na szczęście był wyłączony, choć wyglądał, jakby był przygotowany do użycia w każdej chwili. Gdy wyszłam z łazienki, znów byłam jakby w pracy. Pod garażem u moich rodziców spotkaliśmy się wszyscy. Stała tam torba na kółkach, taka, jakich często używają starsze babcie na zakupy. Okazało się, że to była przesyłka – paczka dla klienta. Miałam pójść na magazyn i sprawdzić, gdzie należy ją odstawić, aby klient mógł ją odebrać. Zaczęłam szukać odpowiedniego miejsca, ale szybko okazało się, że to wcale nie jest takie proste. Inni zaczęli mi pomagać, bo nikt nie potrafił jednoznacznie określić, gdzie ta torba powinna się znaleźć. Krążyłam z torbą po całej hali, szukając miejsca. Na torbie znajdował się list przewozowy, lekko potargany, z zapisanymi numerami. Musieliśmy znaleźć wnękę na magazynie z tymi samymi numerami. Część osób zaczęła włączać komputery i szukać w systemie, na mapie magazynu. Po dłuższym czasie, po literach i oznaczeniach w systemie, w końcu udało się to miejsce znaleźć. Z listu przewozowego wynikało, że paczka leżała na magazynie od lutego i przez kilka miesięcy nie została odebrana. Teraz klient się o nią upomniał, a ja wiedziałam, że w tym śnie był maj (chociaż jednocześnie czułam, że jest środek zimy, fuck logic XD). Paczka po prostu zalegała przez długi czas, zanim ktoś się nią zajął.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1