07-10-2018, 00:50
# Miałam najpierw jakieś sny, zanim się obudziłam. Byłam w łazience i ostatecznie minęło ponad pół godziny, co przypadkiem chyba dało mi WBTB 
Pojawiłam się w rozległym budynku, częściowo było to mieszkanie w bloku, częściowo coś w stylu szkoły. Szłam tymi korytarzami, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jest sen. Kiedy już bardziej "poczułam" ten fakt, rozległe przestrzenie wewnątrz jakoś się skurczyły, bardziej ograniczyły do rozmiarów mieszkania. Spróbowałam jakoś wczuć się w swoją postać we śnie, trochę pochodziłam, jakoś znalazłam się w miejscu podobnym do mojego pokoju. Siedziałam obok szafki nocnej, nie jestem pewna, czy na łóżku, i patrzyłam na swoje dłonie. Zacisnęłam lewą rękę w pięść i zaczęłam wysuwać szpony jak Wolverine.
# W realu ostatnio ciągle tak mam, że jak jestem zła, zaciskam pięści i wyobrażam sobie, że zaraz takie wysunę i posiekam pierwszą osobę, jaka się nawinie.
Miałam tylko pojedyncze szpony, pomiędzy palcem wskazującym a środkowym. Jakoś powoli się wysuwały, jakbym czuła opór. Szpony były wykonane z czegoś o właściwościach magnetycznych, raz przylgnęły do nich jakieś kawałki pomalowanego na czarno złomu, które odczepiłam i wyrzuciłam gdzieś na bok. Z jakiegoś powodu mogłam wysunąć je maksymalnie na ok. 12 cm.
Wstałam i spróbowałam wyjść z tego mieszkania. Kiedy wyszłam z pokoju na korytarz, obraz nagle mi się rozmazał w jedną biało-beżową nicość. Przez chwilę bałam się wywalenia, spróbowałam celowo jakoś "rozwiać" to jak mgłę.
# Z jakiegoś powodu wkręciłam sobie, że to coś bardziej skomplikowanego niż brak wzroku w LD, w których to sytuacjach zwykle po prostu używałam dotyku i szłam dalej.
Kiedy znów widziałam otoczenie, przeszłam dziwnie spiralnie biegnącym korytarzem do pomieszczenia oświetlonego dziennym światłem z zewnątrz. Wyszłam na balkon, nie chcąc sobie utrudniać życia szukaniem drzwi. Stanęłam na barierce. Było tu dużo niżej niż oczekiwałam, chociaż miałam dziwne wrażenie, że to powinno być pierwsze piętro. Na wszelki wypadek jeszcze się upewniłam, że to sen, patrząc na dłonie. Zanim zdążyłam przebić palcem rękę, palce zaczęły na moich oczach skracać się i deformować, co uznałam za wystarczający dowód. Skoczyłam na trawnik na dole.
Po prawej stronie miałam drugi taki sam niewysoki blok jak ten, który opuściłam, ten drugi ustawiony był prostopadle do pierwszego. Między tymi blokami biegały dzieci. Miałam dziwne wrażenie, że moja postać w tym śnie jest młodsza niż w realu, ale nie miałam jak tego sprawdzić. Rozejrzałam się, miałam wrażenie, że to miejsce, gdzie powinna znajdować się moja szkoła podstawowa w małej wsi. Kiedy pomyślałam o tym, moje myśli jakby bezwładną siłą rozpędu zaczęły opisywać to miejsce, jak wewnętrzny głos narratora, dyktującego mi przyszły wpis do dziennika snów. Narrator stwierdził, że tutaj dom nauczyciela stoi na miejscu szkoły, zamiast po drugiej stronie ulicy. Postanowiłam sama sprawdzić, co jest po drugiej stronie. Przeszłam pomiędzy dziećmi, zauważyłam, że teren jest jakby ogrodzony pasem wyschniętych wysokich trzcin. Trochę wyglądało to jak ściany roślin i innych obiektów w grach, ograniczające teren, gdzie można się poruszać. Ten widok wywoływał u mnie wrażenie, że po prostu "łatwiej" było wygenerować te trzciny, skutecznie zasłaniające widok, niż bardziej złożone elementy krajobrazu dalej.
Obeszłam dookoła blok, korytarzem wyznaczonym przez trzciny, znalazłam się na drodze, pokrytej cienką warstwą prymitywnego asfaltu, niewiele lepszego niż mocno ubity żwir. Po drugiej stronie stał chyba dom nauczyciela. Ruszyłam drogą w tę stronę, w którą szłabym do domu rodziców. Żeby poruszać się szybciej, chciałam najpierw lecieć. Kiedy zaczęłam się wznosić, przypomniałam sobie o rzeczy, którą chciałam kiedyś sprawdzić. Zamiast latać spróbowałam poruszać się jak Allomanci, wybijając się w górę poprzez Odpychanie od określonego punktu. Nie za bardzo byłam w stanie przełączyć się w tryb Allomancji, nie widziałam żadnych linii wokół siebie, zauważyłam też, że nie mam w okolicy metalowych obiektów, od których mogłabym się Odepchnąć. Spróbowałam zatem odtworzyć sam ten mechanizm Odpychania w linii prostej, wybrałam punkt na drodze i wybiłam się w górę. Najpierw dość nisko, spadłam po łuku jakby kilka kroków do przodu. Żeby lepiej określić punkt przy drugiej próbie, wybrałam niewielki kamyk leżący na drodze. Możliwe, że nawet go w tamtym momencie zmaterializowałam z niczego.
# Zazwyczaj mogę przy mniejszym lub większym wysiłku materializować różne obiekty bezpośrednio w polu widzenia, takie małe elementy mogę tworzyć niemal mimowolnie, nie odczuwając tego.
Odepchnęłam się od kamyka, uniosłam na jakieś 6 m w górę. Zaraz zaczęłam spadać po łuku, jako że grawitacja działała na mnie normalnie, kiedy przestałam być idealnie pionowo nad tym kamykiem, niezależnie od siły która nadal odpychała mnie od kamyka, teraz przemieszczając mnie w przód. Próbowałam jakoś przemieścić ten kamyk, co było raczej niewykonalne, albo znaleźć/stworzyć sobie drugi, żeby się Odepchnąć, ale nie zdążyłam. Spadłam na drogę. Było to raczej nieprzyjemne.
# Zawsze w snach spadanie po tym jak uniosę się do góry jest nieprzyjemne i boję się tego, chociaż właściwie przy lądowaniu nie dzieje mi się nic złego.
Idąc dalej drogą, pomyślałam, że taki sposób przemieszczania się jest znacznie bardziej niepewny, niestabilny i potencjalnie niebezpieczny, niż wcześniej sobie wyobrażałam.
Później jakoś świadomość mi odpłynęła, w którymś momencie chyba miałam FA, potem jakiś normalny sen.
# Jak naprawdę się obudziłam, ledwie pamiętałam ten LD, aż się zdziwiłam, że zdołałam prawie to wszystko zapomnieć. Po celowym przypomnieniu te wszystkie obrazy w myślach stały się jednak wyraźniejsze niż w podobnych przypadkach wspominania normalnych snów.

Pojawiłam się w rozległym budynku, częściowo było to mieszkanie w bloku, częściowo coś w stylu szkoły. Szłam tymi korytarzami, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie jest sen. Kiedy już bardziej "poczułam" ten fakt, rozległe przestrzenie wewnątrz jakoś się skurczyły, bardziej ograniczyły do rozmiarów mieszkania. Spróbowałam jakoś wczuć się w swoją postać we śnie, trochę pochodziłam, jakoś znalazłam się w miejscu podobnym do mojego pokoju. Siedziałam obok szafki nocnej, nie jestem pewna, czy na łóżku, i patrzyłam na swoje dłonie. Zacisnęłam lewą rękę w pięść i zaczęłam wysuwać szpony jak Wolverine.
# W realu ostatnio ciągle tak mam, że jak jestem zła, zaciskam pięści i wyobrażam sobie, że zaraz takie wysunę i posiekam pierwszą osobę, jaka się nawinie.
Miałam tylko pojedyncze szpony, pomiędzy palcem wskazującym a środkowym. Jakoś powoli się wysuwały, jakbym czuła opór. Szpony były wykonane z czegoś o właściwościach magnetycznych, raz przylgnęły do nich jakieś kawałki pomalowanego na czarno złomu, które odczepiłam i wyrzuciłam gdzieś na bok. Z jakiegoś powodu mogłam wysunąć je maksymalnie na ok. 12 cm.
Wstałam i spróbowałam wyjść z tego mieszkania. Kiedy wyszłam z pokoju na korytarz, obraz nagle mi się rozmazał w jedną biało-beżową nicość. Przez chwilę bałam się wywalenia, spróbowałam celowo jakoś "rozwiać" to jak mgłę.
# Z jakiegoś powodu wkręciłam sobie, że to coś bardziej skomplikowanego niż brak wzroku w LD, w których to sytuacjach zwykle po prostu używałam dotyku i szłam dalej.
Kiedy znów widziałam otoczenie, przeszłam dziwnie spiralnie biegnącym korytarzem do pomieszczenia oświetlonego dziennym światłem z zewnątrz. Wyszłam na balkon, nie chcąc sobie utrudniać życia szukaniem drzwi. Stanęłam na barierce. Było tu dużo niżej niż oczekiwałam, chociaż miałam dziwne wrażenie, że to powinno być pierwsze piętro. Na wszelki wypadek jeszcze się upewniłam, że to sen, patrząc na dłonie. Zanim zdążyłam przebić palcem rękę, palce zaczęły na moich oczach skracać się i deformować, co uznałam za wystarczający dowód. Skoczyłam na trawnik na dole.
Po prawej stronie miałam drugi taki sam niewysoki blok jak ten, który opuściłam, ten drugi ustawiony był prostopadle do pierwszego. Między tymi blokami biegały dzieci. Miałam dziwne wrażenie, że moja postać w tym śnie jest młodsza niż w realu, ale nie miałam jak tego sprawdzić. Rozejrzałam się, miałam wrażenie, że to miejsce, gdzie powinna znajdować się moja szkoła podstawowa w małej wsi. Kiedy pomyślałam o tym, moje myśli jakby bezwładną siłą rozpędu zaczęły opisywać to miejsce, jak wewnętrzny głos narratora, dyktującego mi przyszły wpis do dziennika snów. Narrator stwierdził, że tutaj dom nauczyciela stoi na miejscu szkoły, zamiast po drugiej stronie ulicy. Postanowiłam sama sprawdzić, co jest po drugiej stronie. Przeszłam pomiędzy dziećmi, zauważyłam, że teren jest jakby ogrodzony pasem wyschniętych wysokich trzcin. Trochę wyglądało to jak ściany roślin i innych obiektów w grach, ograniczające teren, gdzie można się poruszać. Ten widok wywoływał u mnie wrażenie, że po prostu "łatwiej" było wygenerować te trzciny, skutecznie zasłaniające widok, niż bardziej złożone elementy krajobrazu dalej.
Obeszłam dookoła blok, korytarzem wyznaczonym przez trzciny, znalazłam się na drodze, pokrytej cienką warstwą prymitywnego asfaltu, niewiele lepszego niż mocno ubity żwir. Po drugiej stronie stał chyba dom nauczyciela. Ruszyłam drogą w tę stronę, w którą szłabym do domu rodziców. Żeby poruszać się szybciej, chciałam najpierw lecieć. Kiedy zaczęłam się wznosić, przypomniałam sobie o rzeczy, którą chciałam kiedyś sprawdzić. Zamiast latać spróbowałam poruszać się jak Allomanci, wybijając się w górę poprzez Odpychanie od określonego punktu. Nie za bardzo byłam w stanie przełączyć się w tryb Allomancji, nie widziałam żadnych linii wokół siebie, zauważyłam też, że nie mam w okolicy metalowych obiektów, od których mogłabym się Odepchnąć. Spróbowałam zatem odtworzyć sam ten mechanizm Odpychania w linii prostej, wybrałam punkt na drodze i wybiłam się w górę. Najpierw dość nisko, spadłam po łuku jakby kilka kroków do przodu. Żeby lepiej określić punkt przy drugiej próbie, wybrałam niewielki kamyk leżący na drodze. Możliwe, że nawet go w tamtym momencie zmaterializowałam z niczego.
# Zazwyczaj mogę przy mniejszym lub większym wysiłku materializować różne obiekty bezpośrednio w polu widzenia, takie małe elementy mogę tworzyć niemal mimowolnie, nie odczuwając tego.
Odepchnęłam się od kamyka, uniosłam na jakieś 6 m w górę. Zaraz zaczęłam spadać po łuku, jako że grawitacja działała na mnie normalnie, kiedy przestałam być idealnie pionowo nad tym kamykiem, niezależnie od siły która nadal odpychała mnie od kamyka, teraz przemieszczając mnie w przód. Próbowałam jakoś przemieścić ten kamyk, co było raczej niewykonalne, albo znaleźć/stworzyć sobie drugi, żeby się Odepchnąć, ale nie zdążyłam. Spadłam na drogę. Było to raczej nieprzyjemne.
# Zawsze w snach spadanie po tym jak uniosę się do góry jest nieprzyjemne i boję się tego, chociaż właściwie przy lądowaniu nie dzieje mi się nic złego.
Idąc dalej drogą, pomyślałam, że taki sposób przemieszczania się jest znacznie bardziej niepewny, niestabilny i potencjalnie niebezpieczny, niż wcześniej sobie wyobrażałam.
Później jakoś świadomość mi odpłynęła, w którymś momencie chyba miałam FA, potem jakiś normalny sen.
# Jak naprawdę się obudziłam, ledwie pamiętałam ten LD, aż się zdziwiłam, że zdołałam prawie to wszystko zapomnieć. Po celowym przypomnieniu te wszystkie obrazy w myślach stały się jednak wyraźniejsze niż w podobnych przypadkach wspominania normalnych snów.





