10.05.2015
Dzisiaj miałem prawdopodobnie najpiękniejszy sen w życiu. Ale czemu, cholera, się w nim nie uświadomiłem.... Cóż, przynajmniej mam nadzieję, że w kolejnym LD będę potrafił do niego wrócić
--- Wzory na niebie ---
Razem z kolegami z czasów gimnazjum gram w piłkę na boisku, niedaleko swojego domu. Zbliża się wieczór, robił się powoli coraz ciemniej. Wreszcie kończymy grać i koledzy idą do domów, ja zaś stwierdzam, że pójdę na całonocny spacer. Kieruję się na ogromne pola za boiskiem, gdzie w rzeczywistości przebiega ruchliwa ulica, a za nią znajdują się nieużytki i faktycznie dość spory dziki teren
(w gimnazjum nazywaliśmy go właśnie "Polami").
Podczas gdy robi się coraz ciemniej, słyszę dobiegającą zewsząd cichą muzykę typu ambient, bardzo podobną do tego, co można usłyszeć na poniższym nagraniu:
https://www.youtube.com/watch?v=e3fqE01YYWs
Patrzę w niebo. Na tle szarzejącego błękitu dostrzegam całe mnóstwo drobnych, białych i złotych iskierek, które poruszają się delikatnie i migocą jak tysiące wyrzuconych w powietrze igieł. Zatrzymuję się, zauroczony obrazem, i stoję tak, patrząc cały czas w niebo.
Po jakimś czasie igiełki powoli zaczynają układać się w gwieździste wzory, które z kolei tworzą równe szeregi, ciągnące się przez cały nieboskłon. Następnie "gwiazdy" rozszerzają się, tworząc dziwaczne, symetryczne kształty. Wygląda to tak, jakby niebo pokryło się warstwą dziurawych, szaro-niebieskich chmur.
Sięgam po zawieszony na szyi aparat i robię zdjęcia, jedno za drugim. Cały czas słyszę muzykę, która jeszcze potęguje tajemniczy i niesamowity nastrój.
Widzę, jak spomiędzy chmur wylatuje parę małych, świecących kształtów, jeden po drugim. Lecą w dół, ciągnąc za sobą tęczowe smugi, w locie przypominają rajskie ptaki. Gdy od czasu do czasu zatrzymują się w miejscu, przybierają postać biało-błękitnych motyli o półprzejrzystych ciałach. Potem znów rozwijają swoje tęczowe ogony i latają nad moją głową. Robię im zdjęcia, całkowicie zachwycony. Nigdy w życiu nie widziałem takich kolorów.
Poniżej machnięty na szybko obrazek, kolejne etapy zmian na niebie:
Idę dalej wydeptaną w polu ścieżką, aż docieram do małej, zapadłej wioski. Ot, parę rozpadających się drewnianych chałup, i ani żywego ducha. Jedynie z dwóch czy trzech okien sączy się światło.
W pewnej chwili jedno z tęczowych stworzeń ląduje na dachu chałupy i zmienia się w bazyliszka lub feniksa. Ja zaś... Wyciągam łuk i strzelam do niego. Z nieba zlatuje więcej stworów, atakują mnie, a ja walczę z nimi za pomocą miecza.
Tak sen się kończy.
Gdy się obudziłem, przeżyłem szok. Byłem pewien, że to nie sen, tylko rzeczywistość... Do tego stopnia, że podszedłem do szafki i wyjąłem z niej aparat, by przejrzeć ostatnie zdjęcia. Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że jednak nie utrwaliłem tych przepięknych wzorów na niebie... Do teraz żałuję 