23.04.2015
--- Gandalf? Was machst du hier? ---
Czyli dwa chore sny przeplecione czymś w rodzaju fałszywej pobudki
Jak to zazwyczaj bywa w moich snach, jest ładna pogoda i świeci ostre słońce. Idealna pogoda na podróż, tak więc ładuję się do jakiegoś autokaru i wyjeżdżam z Poznania, z zamiarem dotarcia do Ujścia. Nie mam pojęcia, w jakim celu.
Jadę, jadę, jadę, aż nagle orientuję się, że pojechałem za daleko. Z początku lekka panika, bo widzę niemieckie bilboardy i tablice przy drodze, co oznacza, że właśnie minąłem granicę z naszymi zachodnimi sąsiadami.
(Co najdziwniejsze, jechałem na południe, choć ujście jest na północ od Poznania. A Niemcy na zachód xD)
Wysiadam w jakiejś zapadłej wiosce przy niewielkim zajeździe, i otwieram na telefonie w googlach mapkę, która w realu byłaby koszmarem każdego nauczyciela geografii. Widzę, że faktycznie muszę się kawałek cofnąć, Ujście znajduje się między tą wioską a Śremem, wszystkie 3 miejscowości leżą w mniej więcej równych odległościach od siebie.
Nie chcę jednak ruszać w podróż natychmiast. Wchodzę do przydrożnej karczmy. Zamiast skierować się prosto do lady, otwieram jakąś skrytkę pod schodami, a z niej wychodzi... Gandalf
(Co jest, to już drugi sen z Gandalfem w ostatnim czasie, a nie oglądałem LOTRa od prawie roku xD)
Jakimś cudem okazuje się, że to spotkanie było zaplanowane i mam wyruszyć do Ujścia razem z czarodziejem. Wcześniej jednak trzeba się odpowiednio przygotować... W tym celu daję Gandalfowi czarne, obcisłe kalesony (!?!?!), które wkłada z wyraźną niechęcią. Gdy wychodzimy na podwórze przed karczmą, stoi tam grupka ludzi, którzy wytykają palcami czarodzieja i śmieją się z niego do rozpuku, choć sami noszą kalesony i bardzo wąskie, skórzane spodnie. Gandalf jest wyraźnie zmieszany. Jak najszybciej oddalamy się od tłumu, na tyły budynku, gdzie zostawiliśmy nasze konie (?!).
Podchodzę do Cienistogrzywego i głaszczę go po głowie. Następnie dosiadam go, a Gandalf wsiada na drugiego konia. Wyjeżdżamy z zajazdu, na początku trzeba przebrnąć przez zalegające na ulicy stosy siana. Gandalf, jadący obok mnie, w pewnym momencie wjeżdża w zbyt wielki stos, i jego koń potyka się, wyrzucając Gandalfa z siodła, głową prosto w siano
Chyba najbardziej komiczna scena jaką kiedykolwiek widziałem we śnie.
Teraz budzę się, jest bardzo wczesna godzina, za oknem jeszcze ciemno. Biorę telefon, zapisuję na tym forum jakiś sen (krótki, parę linijek, pamiętam, że zapisałem w nim akordy na gitarę do jednego utworu, który w realu komponuję od paru dni
) Następnie odkładam telefon na bok i idę spać dalej.
Teraz mam dziwny, krótki i dość niewyraźny sen. Czekam w poradni lekarskiej razem z koleżanką z podstawówki, mam przy sobie jakąś pogniecioną kartkę. Jest to coś w stylu oficjalnego oświadczenia o zaręczynach. Padam na kolana przed koleżanką i oświadczam się jej, tak ni z czapy, iście po kretyńsku

Ona jest zmieszana, chce żebym przestał robić z siebie durnia, a ja nadal klęczę i próbuję wcisnąć jej do rąk pogniecioną kartkę.
Później otoczenie dwukrotnie się zmienia, jestem u babci na obiedzie, a później na odwiedzinach u wujostwa we Francji. Za każdym razem próbuję komuś się oświadczyć, raz babci, a raz cioci (?!?!?!).
Budzę się i wchodzę na forum. Mój poprzedni wpis z akordami na gitarę nadal tu jest. Czytam go, próbując sobie przypomnieć sen, którego wpis dotyczy... I jakoś nie mogę.
I dopiero w tym momencie budzę się naprawdę, z lekkim zdziwieniem