13-05-2018, 20:22
Dziś mialam sen, ktory nie daje mi spokoju. Chcialabym, zeby osoby tak, jak ja siedzące w tym pokazali swój punkt widzenia. Bardzo mi na tym zalezy bo sen uwazam za bardzo wazny.
Szłam z jakąś staruszką do jakiegoś budynku. Staruszka uśmiechnięta i przyjaźnie nastawiona do mnie. Powiedziałam, że znam to miejsce to drzwi do MONu (nie znalam miejsca w świecie rzeczywistym anilo mi sie juz kiedyś to miejsce dodam ze mam tak bardzo czesto). Wtedy obok nas pojawił sie moj byly chlopak, ktory zginął w tamtym roku w wypadku motorowym (dodam, ze z MONem ma wspolne to iz kiedyś tam pracował). Oczywiście traktowalam go jako osobę żyjącą. Weszliśmy przez białe drzwi w srodku był jeszcze jeden chlopak, który mowil, ze też go tam wzywają. Staruszka sie zatrzymala w malym korytarzyku i mowi, że najpierw się pomodlimy. Ona ukleknela obok niej moj byly chlopak ja za nim i ten chlopal totalnie z tyłu. Modlac sie ualyszalam, jego głos jak mowi, ze mnie Kocha. Przytulilam sie do jego pleców pytając, co powiedział. Powtórzył to jeszcze raz odpowiedziałam, ze ja go też kocham bardzo. Przytulilam sie jeszcze mocniej i czulam cieplo, radość to nie do opisania tyle pozytywnych emocji pielnych. Zobaczylam jego oczy i uśmiech ... I wtedy uswiadomilam sobie, ze On nie żyje. Z tego korytarzyka przeszlam do innego pomieszczenia. Pojawil sie moj 7letni syn, a z nami ta staruszka. Najpierw zwrocilam uwage na jej paznokcie, byly okropne jakby z jakas naroślą nie byly brudne tylko na tym jednym paznokciu ta Narosl. W drugiej rece miala noz, i zaczela tak jakby sobie to odcinac. Nagle w reku miała surowe mieso, ktore odcinala w powietrzu i rzucala w mojego syna. Juz nie byla ta mila staruszka, miala okropne oczy. Te surowe mieso to byl boczek.
Potem mialam kolejny sen. W ktorym pamietam tylko ze też mialam w reku mieso, ale ugotowane i oddalam je kotu do jedzenia bo nie moglam jego zabrac ze sobą.
Szłam z jakąś staruszką do jakiegoś budynku. Staruszka uśmiechnięta i przyjaźnie nastawiona do mnie. Powiedziałam, że znam to miejsce to drzwi do MONu (nie znalam miejsca w świecie rzeczywistym anilo mi sie juz kiedyś to miejsce dodam ze mam tak bardzo czesto). Wtedy obok nas pojawił sie moj byly chlopak, ktory zginął w tamtym roku w wypadku motorowym (dodam, ze z MONem ma wspolne to iz kiedyś tam pracował). Oczywiście traktowalam go jako osobę żyjącą. Weszliśmy przez białe drzwi w srodku był jeszcze jeden chlopak, który mowil, ze też go tam wzywają. Staruszka sie zatrzymala w malym korytarzyku i mowi, że najpierw się pomodlimy. Ona ukleknela obok niej moj byly chlopak ja za nim i ten chlopal totalnie z tyłu. Modlac sie ualyszalam, jego głos jak mowi, ze mnie Kocha. Przytulilam sie do jego pleców pytając, co powiedział. Powtórzył to jeszcze raz odpowiedziałam, ze ja go też kocham bardzo. Przytulilam sie jeszcze mocniej i czulam cieplo, radość to nie do opisania tyle pozytywnych emocji pielnych. Zobaczylam jego oczy i uśmiech ... I wtedy uswiadomilam sobie, ze On nie żyje. Z tego korytarzyka przeszlam do innego pomieszczenia. Pojawil sie moj 7letni syn, a z nami ta staruszka. Najpierw zwrocilam uwage na jej paznokcie, byly okropne jakby z jakas naroślą nie byly brudne tylko na tym jednym paznokciu ta Narosl. W drugiej rece miala noz, i zaczela tak jakby sobie to odcinac. Nagle w reku miała surowe mieso, ktore odcinala w powietrzu i rzucala w mojego syna. Juz nie byla ta mila staruszka, miala okropne oczy. Te surowe mieso to byl boczek.
Potem mialam kolejny sen. W ktorym pamietam tylko ze też mialam w reku mieso, ale ugotowane i oddalam je kotu do jedzenia bo nie moglam jego zabrac ze sobą.






