30-05-2016, 07:45
Dzisiaj śniło mi się... cała akcja, pełny sen. Byłam w budynku i miałam brać udizał w jakimś pokazie. Kilka osób szykowało się żeby wystąpić i coś pokazać. Nie wiem, czy ja też. CHyba nie. Ale cały czas pamietalam ze bylam zumowiona z kims mi bardzo waznym. Kims w rodzaju przyjaciolki, ale nie z tego zycia. Tez nie do konca przyjaciolki, a... nie mam slowa. Pamietalam, ze ja juz pierwsza dalam jej znak. Wiedzialam, ze mnie rozpoznala. Teraz jej kolej. Bylam na tym spotkaniu, strasznie zajeta tym, co tam sie dzialo. Ale w jednej chwili gdzies daleko za jakims czyms na widnokregu, pojawila sie jej postac. Nic nie mowila, chciala zebym to ja zpbaczyla ją. Spojrzalm raz i olsnilo mnie, poznalam ją. Wrocilo wspomnienie, ze mialam inne ciekawsze zycie przed tym, czym sie zajmowalam teraz. A to bylo tylko jakims... czyms do zajecia sie. Ale jakos zalezalo mi na tym, zeby do konca wysluchac, tego na co przyszlam. Chociaz wiedzialam, ze moge odejsc w kazdej chwili jesli sie zwyczajnie zdecyduję. Najzabwaniesze bylo, ze ta dziewczyna, miala twarz księżnej Diany, zmarłej dużo lat temu w wypadku samochodowym, jak gonili ją "dziennikarze". Ale to nie była ona. Tylko miała takie uczesanie, jej rysy twarzy, ale siwe włosy, i poznawałam ją jako moją koleżankę, kogoś z życia, przed tym, co robiłam właśnie wtedy.
Dokończyłam oglądać wystąpienia, nie były jakieś spójne w tym, o czym mówili poszczególni pokazujący, ale to był jakiś przełom. Chiałam przy tym być. I wiem, że osoba która wygłaszała coś, jak na konferencjach naukowych, zauważyła postać niby Diany i wiedziała, że daje mi tym znak. Inni zerknęli w jej stronę, też ją zobaczyli, ale nie byli jakoś zainteresowani tym, że to nie dizeje się codziennie. Dalej doszukiwali się czegoś w tym, po co przyszli, skupiając na tym cala swoja energie.
Dokończyłam oglądać wystąpienia, nie były jakieś spójne w tym, o czym mówili poszczególni pokazujący, ale to był jakiś przełom. Chiałam przy tym być. I wiem, że osoba która wygłaszała coś, jak na konferencjach naukowych, zauważyła postać niby Diany i wiedziała, że daje mi tym znak. Inni zerknęli w jej stronę, też ją zobaczyli, ale nie byli jakoś zainteresowani tym, że to nie dizeje się codziennie. Dalej doszukiwali się czegoś w tym, po co przyszli, skupiając na tym cala swoja energie.






żeby były 2, max 3 kociaki. Jeden z tamtego miotu jest z nami, kotka Ciapka, tera pomaga mamie ogrzewać i pilnować małe. Strasznie się cieszę, że tak jej pomaga i też leci, żeby je chronić jak któreś popiskuje.
A ten miot, ma właśnie dwa kociaki, pisząc to, jeszcze się zastanawiam, czy w brzuchu nie został jej jeszcze jeden, mam nadzieję, że jeśli tam jest, po prostu go urodzi. No i żadne nie jest biały, jak bardzo chciały moje córcie. To jak z któregoś mojego snu, w którym przypadkiem na schodach ominęłam kociaki, i emocje, z którymi je oglądałam były identyczne, co w śnie ;p Teraz jakoś dopiero to zauważyłam. Poprzednim razem kotka urodziła przy mnie, na moim łóżku, liczyła na moją pomoc i myślę, że jej pomogłam. Pomogła także moja starsza córcia, odsunęła jedno kociątko już urodzone, jak kotka była zajęta rodzeniem następnego, i łapą przydusiła jedno. Teraz, kotka urodziła w nocy, i pod łóżkiem piętrowym. No i nie posłuchałam podpowiedzi mojej intuicji (opiekuna), żeby wziąć pudełko na posłanie dla maluchów wcześniej ze sklepu. Myślałam, że mam jeszcze przynajmniej ze dwa tygodnie do pojawienia się kociątek. :]