To nie sen, ale strasznie dziwne
#21
Wczoraj przed snem czytałem długo forum, a gdy położyłem się spać powiedziałem sobie, że to wszystko tylko moja wyobraźnia i mam to w dupie. I leżałem na łóżku normalnie, myśląc o przyjemnych sprawach, zero jakichś strasznych wyobrażeń.

Takie stany nasilają mi się, gdy przed snem zacznę myśleć o czymś takim lub np. obejrzę jakichś horror i o nim rozmyślam. Wiem, że to zależy tylko ode mnie i mam nadzieję, że nauczę się tutaj przede wszystkim panować - nie wiem jak to nazwać - nad wyobraźnią, wyłączyć ją, bo jak coś wejdzie do głowy, to trudno tego się pozbyć, a im bardziej próbuję o tym "nie myśleć", to tym bardziej myślę.

Ostatnie noce były efektem - tak przynajmniej podejrzewam - kilku stresów i zobaczenia thrillera "Diabeł", który straszny nie był, ale zapadł mi w pamięć kadr z twarzą "czegoś" na kamerze. I nie chodzi o to, że "dziecko naoglądało się filmów i się boi", tylko o fakt, że wystarczy jeden bodziec, a włącza mi się lawina strachu, wyobrażeń - za oknem widzę kogoś kto mnie obserwuję albo sprawdzam pokój, mówię na głos "nikogo nie ma", a podświadomie sobie myślę "a może on cały czas stoi za moimi plecami i nie mogę go zobaczyć" 8-)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
To kwestia Twojej psychiki. Nie ma tu ani cudownego lekarstwa ani super-hiper-magicznego wyjścia. Po prostu musisz "stać mocniej na nogach", czyli myśleć bardzo racjonalnie. Filmy pobudzają fantazję i to nic anormalnego, że się nad tym zastanawiasz, że "czujesz" obecność potwora ze snu, ale powinieneś sobie z tym radzić logiką.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
nieprawda.
Nie miałeś nigdy styczności z lękami Hrislay, takie napady są kompletnie niezależne od czyjejś filozofii życiowej i wiele razy widziałem jak zgłasza je osoba silna i racjonalna, która wie czego w życiu chce i czego się po nim spodziewać.
Z tego co piszesz Monkey wynika, że masz " zapędy" neurotyczne.
Czy poza tymi obawami masz jakieś natręctwa, czynności, które wiesz że są niepotrzebne a i tak je robisz, albo myśli o czymś nieprzyjemnym, których nie możesz się pozbyć?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
A gdzie ja napisałem, że napady są zależne od filozofii życiowej i podejścia do życia? Nigdzie ku**a. Chodziło mi o to, że on sam musi pokonać swój lęk, przekonać samego siebie - i dojść do tego dość łatwo może racjonalną i logiczną drogą. Dobrze wiesz, że istotą pokonania problemów psychicznych jest uświadomienie sobie ich, ich analiza i samo-pokonanie. A sam to pokona jak wytłumaczy sobie, że candyman jest tylko fikcją.

Czytanie ze zrozumieniem - wciąż na poziomie kamienia łupanego w naszym kraju.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Mam natręctwa, i to sporo. Nie zwracałem nie uwagi, ot, takie małe dziwactwa. Ale czasem są denerwujące. Najczęstsze:
- odświeżanie pulpitu - nie potrafię tego wytłumaczyć, ale czasem robię to kilkanaście razy pod rząd, dopóki idealnie nie trafię kursorem od razu w "Odśwież", a zazwyczaj zaczynam się denerwować i schodzi mi np. na "Rozmieść ikony według" i nie mogę się skupić na pracy przy komputerze, dopóki tego nie "odświeżę" tak jak chciałem...
- prawidłowe trzymanie długopisu podczas pisania, np. logiem w moją stronę
- jadę samochodem i czasem muszę poprawić obrączkę (nie wiem po co, ale musi idealnie... połyskiwać?) albo patrzę się na wyświetlacz z zegarem, który miga i próbuję spojrzeć i przestać patrzeć w momencie, gdy jest wyświetlona sekunda, żeby nie zauważyć migania - nie wiem, czy ktoś rozumie o co mi chodzi, ale nie robię tak już odkąd, o mało nie walnąłem w coś
- czasem wychodzę z domu i patrzę się w lustro dopóki nie ustawię się pod odpowiednim światłem (?)

Zazwyczaj zaczynam to robić nieświadomie, jak mam bardziej wolny czas - jak gdzieś się śpieszę, to po prostu nie ma na to czasu, nie myślę o tym. I jest podobnie jak z tym strachem przed snem - im bardziej próbuję się przed tym bronić, tym więcej o tym myślę i pogłębia się to.

Mnóstwo mam takich dziwactw - począwszy od trzymania papierosa logiem w moją stroną, skończywszy na poukładaniu wszystkiego równo w pokoju, na swoim miejscu - jeden przedmiot nie tak na biurku i nie skupię się.

Próbuję z tym walczyć, bo pracuję głównie pisząc i jak te wszystkie natręctwa zaczną się pojawiać, to nie mogę napisać niczego. Nie zdarzają mi się one codziennie, ale zdarzają.

Nie zgłaszałem się z tym do nikogo, bo uważałem, że nie jest to żadna choroba i zależy to tylko od silnej woli. Ktoś mi mówił, że to od braku żelaza (?) Uważam, że wszystko jest kwestią silnej woli i to jest moim głównym problemem. Często mówię sobie "od jutra zmieniam to, nie robię tego", a na drugi dzień przekładam to na następny i tak w kółko :roll: Mam nadzieję, że nie skończę w białym kaftanie.

A przypomniało mi się jeszcze jedno - gdy idę i nic nie robię (nie słucham muzyki, nie rozmawiam przez telefon, idę sam) - to obserwuję swoje... buty. Tzn. np. cztery kroki i muszą być idealnie prosto, jak nie, robię je jeszcze raz - dopóki nie walne w kogoś albo w coś ^^
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Nooo właśnie.
Mam też nadzieje że twoja odpowiedź da do myślenia Hrislayowi.
Filozofia życiowa, którą poleca przyjąć to racjonalizm i co za tym idzie racjonalne pokonywanie problemów - wiele ludzi ma takie nastawienie i każdy potrafi proste problemy tak rozwiązać.
Ale jest to właśnie tylko i wyłącznie filozofia, bo są problemy , tak jak twoje, których nie da się tak pokonać - są organiczne.
Pokonanie TYCH problemów psychicznych można osiągnąć w dzisiejszych czasach tylko farmakologią:
Najprawdopodobniej masz nerwice natrętctw, Jeżeli trudno ci z nimi wytrzymać zgłoś się do poradni psychiatrycznej - to wbrew pozorom bardzo częste zaburzenie a leki nie należą do skomplikowanych
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Dzięki za radę incestus, chyba tak zrobię. Byłem kiedyś u psychologa, ale trafiłem chyba na niezbyt kompetentnego, bo usłyszałem, że albo mam za dużo wolnego czasu i wybujałą wyobraźnię, albo - uwaga! - "przeżywam świat głębiej". Od tego spotkania zaprzestałem kolejnych :?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
incestus napisał(a):Mam też nadzieje że twoja odpowiedź da do myślenia Hrislayowi.
Filozofia życiowa, którą poleca przyjąć to racjonalizm i co za tym idzie racjonalne pokonywanie problemów

....Ja nie wiem jak Ty sobie radzisz w życiu z takim czytaniem ze zrozumieniem. Gdzie ja Ci proponuję jakąś filozofię życiową ?! No gdzie?!
Nie jestem lekarzem i moja zajmuję się tym jak hobby, amatorsko, ale wkładasz w moje usta rzeczy, których nie powiedziałem.

incestus napisał(a):Pokonanie TYCH problemów psychicznych można osiągnąć w dzisiejszych czasach tylko farmakologią:
Mam nadzieję, że nigdy się nie spotkamy na zasadzie relacji lekarz-pacjent. Nienawidzę, jak lekarz faszeruje pacjenta chemią i wmawia mu, że jego problemy są do rozwiązania jedynie farmakologicznie. KAŻDY, dosłownie KAŻDY problem psychiczny można rozwiązać bez leków. One są jedynie pomocą, środkiem, który wraz z terapią ma na celu zwiększenie skuteczności terapii. Jestem załamany...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29
Też jestem zdania, że można ten problem rozwiązać w tradycyjny sposób. Prochy - tfuu - tylko trują organizm i ogłupiają. Swoimi czasy też miałem coś podobnego, może na mniejszą skalę, (np. to z odświeżaniem pulpitu :D) ale już chyba minęło. Wrażenie "kogoś" w pokoju również się pojawiało. Któregoś dnia się wkur**łem, wszedłem na strych o północy i czekałem na przeciwnika. Oczywiście, nikt się nie zjawił. To powiedziałem (pomyślałem), że mam go w dupie i poszedłem spać. Z czasem uczucie zaczęło słabnąć, a potem całkowicie zniknęło. Szkoda, że to było tak dawno, teraz mam znacznie lepszy sposób, na takie różne dziwactwa. Po prostu się relaksuje. Nie chodzi mi tutaj o odprężenie. Puszczam wszelkie napięcia. Nic nie robię i czekam. Cokolwiek jest, pozwalam temu być. Po chwili zdaję sobie sprawę, ja nadal tutaj jestem, nic się nie zmieniło. Przeważnie potem zaczynam się z siebie śmiać :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Dooobra... to napisze inny :)
Hrislay twoja pewność że każdy dosłownie każdy problem psychiczny można rozwiązać bez leków wynika z twojej niewiedzy o chorobach psychicznych i o mechanizmach ich objawów.
Utożsamiasz problemy wynikające ze stresu u wrażliwych albo przemijające z wiekiem z prawdziwymi objawami zaburzeń neuroprzekaźników, z którymi nie miałeś styczności.
Strategia całej medycyny i w tym psychiatrii opiera się na leczeniu zawsze najpierw zachowawczym, a dopiero gdy jest to niemożliwe podejmuje się bardziej inwazyjne kroki.
Wam z kolei wydaje się, że lekarze to maniacy leków i traktowania pacjentów jak mechanik traktuje samochód.
Nigdy nie jest tak, że leczenie jest niebezpieczniejsze lub bardziej dokuczliwe od zaburzeń.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1