No ja na pewno bardzo bym przeżywała, płakała. Jestem bardzo wrażliwa. Ludzie mówią,że za bardzo.
Ale jeśli bym przeżyła, to po jakimś czasie byłabym szczęśliwa, wiedząc, że moi bliscy są w miejscu, gdzie jest im dobrze.
' I oszukuję siebie co dnia, że to co jest, będzie żyć wiecznie.
Wiem, że nie jest tak... '
Cóż, jeśli płakałabyś też po mnie, to nie mogłabyś być po pewnym czasie szcześliwa, bo ja na pewno nie trafiłabym do miejsca, gdzie byłoby mi dobrze. Mi jest pisane piekło :twisted: :twisted: :twisted:
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Izoowa napisał(a):Ale jeśli bym przeżyła, to po jakimś czasie byłabym szczęśliwa, wiedząc, że moi bliscy są w miejscu, gdzie jest im dobrze.
No i to mi się podoba
wampia napisał(a):Cóż, jeśli płakałabyś też po mnie, to nie mogłabyś być po pewnym czasie szcześliwa, bo ja na pewno nie trafiłabym do miejsca, gdzie byłoby mi dobrze. Mi jest pisane piekło :twisted: :twisted: :twisted:
Cóż za optymizm :mrgreen: Jak spotkasz tam Hitlera to przywal mu z piąchy ode mnie xD
kurcze, coraz częściej myślę o tym, że chciałbym już by świat się skończył i by spełnił się mój sen. To by była jakaś sprawiedliwość (przynajmniej dla mnie). Czasem czuje się bezsilny wobec tego świata i ludzi na nim żyjących. Ale zaraz potem sobie myślę, że prawdopodobieństwo zniknięcia ludzi ze świata, pozostawienia Ziemi zdatnej do życia i akurat moje (czy też nasze) przeżycie jest mało prawdopodobne. Bijąc się sam ze sobą, przekonuję siebie, że poniekąd to już się dzieje (doniesienia o zimie tysiąclecia; za parę dni naszą atmosferę muśnie planetoida; podobno za parę miesięcy ma być powtórka, z tym że większa i bardziej "celnie" będzie lecieć; rozbłysk Słońca, powtarzający się co ileś tam tysięcy lat; przebiegunowanie Ziemi i związane z tym dziwne jak dotąd zjawiska atmosferyczne; no i dla mnie najgorszy argument, ale wspomnieć muszę - kalendarz majów ). Nie można być jednak pewnym końca, więc zmagam się z codziennością i problemami tego świata. Ale podświadomie chyba chcę tego końca, chcę by to się wreszcie wydarzyło. A Wy?
tylko nie wyskakujcie z żadnymi teoriami o depresji czy coś, bo czuję się dobrze
Heheh xD No moje zdanie Hris już znasz. Nikt na forum nie chce chyba tego konca świata bardziej niż ja Też bym chciała, żeby ten Twój sen sie spełnił ( z drobnymi przeróbkami ). No i karmię się tą nikłą nadzieją, że kiedyś może ten dzień wreszcie nastąpi..
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"
Jako człowiek chyba słabej wiary. Po końcu nie trafiłbym ani do nieba, ani do piekła. Oobe też mi się jeszcze nie udało. Więc jak na razie sądzę że trafie w nicość ;D Ale tak, również pragnę końca już od jakiegoś czasu. Bo (jak to pozwolę sobie zacytować mojego przyjaciela, podczas pewnej rozmowy) "widzisz stary... ten świat jest stracony, od dnia gdy narodził się pierwszy człowiek".