Opowieści z nocnych przygód Szamana.
#21
Ekstra :)
Czasem jeszcze czuję silny pęd powietrza i chłód przenikający przy dużych prędkościach podczas lotu w LD, ale tęsknie za tymi pierwszymi lotami, gdzie każdy metr nad powierzchnią był coraz intensywniej odczuwalny, każda jednostka prędkości konfrontowała aparat równowagi z odruchowym poczuciem zagrożenia, ten niepowstrzymany wrzask kiedy traciło się kontrolę nad kierunkiem :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#22
No, no nawet zazdroszczę takiego LD.

No w sumie nie samego LD, lecz latania,
marzy mi się taki lot pośród chmur, i to "przecinane powietrze"... No mogę sobie to tylko wyobrazić  8-> .

Zawsze jak myślę o lataniu to zaraz przypomina się LD @Freskum, gdzie opisywał jak "spaceruje po chmurach".

Pociesza mnie myśl, że też może, kiedyś tego doświadczę...
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#23
(28-11-2018, 13:18 )incestus napisał(a): Ekstra :)
Czasem jeszcze czuję silny pęd powietrza i chłód przenikający przy dużych prędkościach podczas lotu w LD, ale tęsknie za tymi pierwszymi lotami, gdzie każdy metr nad powierzchnią był coraz intensywniej odczuwalny, każda jednostka prędkości konfrontowała aparat równowagi z odruchowym poczuciem zagrożenia, ten niepowstrzymany wrzask kiedy traciło się kontrolę nad kierunkiem :)

Rozumiem, u mnie też nie jest to samo co na początku. Jak człowiek się uczył to było coś niezwykłego :) pierwsze razy to dawałem radę lecieć maksymalnie metr nad ziemią, z każdym lotem coraz dalej i wyżej. Przy spadaniu potrafiło mnie wyrzucić z LD (chyba już kiedyś o tym wspominałem). Emocji było dużo aczkolwiek nie jestem przekonany czy to było fajniejsze, to już każdy musi sam ocenić :D teraz bardzo cenię sobie swobodę i kontrolę lotu, jednak w dalszym ciągu nie potrafię wylecieć na orbitę, przy pewnym pułapie zrzuca mnie na dół...

@Dreamer Wszystko przed Tobą, ćwicz, trenuj, nikt chyba od razu nie wzleciał, walcz z podświadomością. Przyjdzie z czasem :) dojdziesz do momentu, w którym Ci się to znudzi. :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#24
Cytat:@Dreamer Wszystko przed Tobą, ćwicz, trenuj, nikt chyba od razu nie wzleciał, walcz z podświadomością. Przyjdzie z czasem  dojdziesz do momentu, w którym Ci się to znudzi. 
U mnie właśnie wyszło za pierwszym razem w moim pierwszym LD, ale kontrola tego to już cięższy kawałek chleba.
miotało mną jak szatan
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#25
Dzisiaj w nocy miałem okazję przeprowadzić niewielki eksperyment, mianowicie rano byłem na krótkiej wycieczce w lesie, nad jeziorem w celu konsumpcji blanta. Jako, że pale sporadycznie, dość rzadko, dosłownie co drugi miesiąc to zastanawiałem się czy resztki THC krążącego w żyłach w nocy mogą mieć wpływ na LD. (nie na jego osiągnięcie ale na samą fizykę snu) tutaj z góry zaznaczam, że regularni palacze mogą to widzieć inaczej ze względu na przyzwyczajenie organizmu do substancji. Wieczornym dodatkiem, przed snem było oczywiście kilka piwek ale to absolutnie nie ma wpływu w moim przypadku, jako, że jestem regularnym alkoholikiem  :))

Środek nocy, koło 3 wstaję do kibla, wracam, przeglądam chwilę kwejka i kładę się spać z MILDem (ostatnio zarejestrowałem bardzo duża skuteczność takiej metody, LD praktycznie za każdym razem).

Uświadamiam się od razu na początku snu, zupełnie jakbym stosował WILD. Jestem z koleżanką w pokoju, który wydaje mi się dość dziwny, jakby z lat 90'. Wielkie okno zbrojone kratką wewnątrz szyby, za oknem ciemność i spora burza, słychać grzmoty i widać błyskawice. Rozmawiam moment ze znajomą, mówi rzeczy bez sensu i znaczenia. Próba wylotu przez okno kończy się fiaskiem, odbija mnie jak od trampoliny. Otwieram więc okiennice, otwiera się do góry zamiast w bok, podtrzymując ją reką żeby się nie zamknęła, wyskakuję. 
Znajduje się na podwórzu starej kamiennicy, blok jest zagięty pod kątem 90st, stoję w rogu. Latarnie rzucają jaskrawe, białe światło, które tylko miejscami rozświetla okolicę. Próbuje wlecieć przez okno kilka klatek dalej jednak siła deszczu mnie przytłacza i uniemożliwia uniesienie się na odpowiednią wysokość. Irytuje mnie druga nieudana prosta rzecz. Rezygnuję z lotu i wchodzę do klatki schodowej, dalej po schodach kamiennicy do góry.
Na górze jest jakby do połowy zawalone przejście, jakiś tunel, wydaje mi się, że znam to miejsce, że widnieje w mojej mapie snów. Przechodzę na czworaka nad przepaścią, po wiszącej między krawędziami drabinie. Po drugiej stronie jest kilkanaście osób, część znam, a część jest mi zupełnie obca, wymieniam z nimi kilka zdań i ruszam dalej.
Wychodzę z tunelu, na dworze jest jasny dzień i nie pada deszcz... dookoła są ceglane mury z drabinami, jak na jakieś dawnej, niedokończonej budowie. Wchodzę po drabinie, z muru spoglądam na dwie podążające za mną projekcje (facet i kobieta). Facet dostaje jakąś wiadomość na telefonie, mówi do kobiety -właśnie dostaliśmy list gończy, to ON! i wskazuje palcem na mnie. Jedyna myśl jaka mi krążyła po głowie to "WTF? przecież to mój sen, a oni odwalają jakiś szajs".
Schodzę po drabinie z drugiej strony muru, na dole jest małe rusztowanie z desek a w okół wszystko jest zalane wodą, wielkie jezioro brudnej, ciemnobrązowej wody. Widok taki jakby zalało całą budowę kilka pięter do góry. Przypominam sobie, że miałem w planie polatać odrzutowcem lub popływać łodzią podwodną, jednak niczego nie mogę wywołać, nic zrobić. Zadaję sobie pytanie o co tu chodzi? gdzie moja kontrola? Robię TR dla pewności bo mój mózg wariuje. Zza winkla muru wychodzą dwie ścigające mnie projekcje, postanawiam wskoczyć do wody. Oboje wskakują za mną, płyną kawałek po czym dziewczyna mówi do faceta, że się mną zajmie i powoli nurkuje. Domyślam się, że chce mnie wciągnąć pod wodę za nogi. Najpierw podejmuje próbę wyjścia po drabince z wody na rusztowanie, jednak za chwilę stwierdzam, że suka złapie mnie podczas wchodzenia i wciągnie pod wodę tak czy siak. Postanawiam więc zanurkować, a jako, że cały czas jestem świadomy (tak mi się wydaję) to przecież mogę oddychać pod wodą. Nurkuje więc głęboko w zupełnie nieprzejrzystą breję. Docieram do dna i widzę z daleka zniszczony wrak łodzi podwodnej. Drzwi są otwarte, wchodzę do środka, za włazem zupełnie nie ma wody, jakbym wszedł do komory powietrznej. Jest za to zbrojownia i mnóstwo różnego wyposażenia wojskowego, podnoszę kilka sztuk broni, plecak, apteczkę i karabin maszynowy. Za mną pojawia się ścigająca mnie para. Oni również wybierają broń i dodatki. Wszyscy razem wchodzimy w kolejne drzwi, od razu po otwarciu pojawia się wnętrze łodzi podwodnej pełnej potworów z DOOMa. Wchodzę na kozaka pewny, że nic mi nie zrobią, w końcu to mój LD. Rozkładam ręce, pierwszy przeciwnik ładuje we mnie cały magazynek. Partnerka z teamu (wcześniej ścigająca mnie projekcja) stwierdza, że nieźle się trzymam. Ja jednak zauważam, ze straciłem pół paska życia. Świadom swojej śmiertelności w tej podwodnej grze zaczynam zabijać przeciwników razem z moją ekipą. W trakcie akcji tracę życie dwa razy po czym odradzam się w zbrojowni. Po trzecim respawnie gram już z perspektywy trzeciej osoby, po ostrej wymianie ognia z kilkoma potworami zostaje mi czerowona, niewielka końcówka HP. Zirytowany, uwięziony w chorej grze, stwierdzam, że muszę zmienić ustawienie klawiszy. Przerzucam się z klawiatury na klawiaturę i myszkę. Nagle okazuje się, że gram na starym PCcie, w pokoju koleżanki z początku snu... Zaczynam być coraz bardziej zdezorientowany, nie rozumiem co tu sie odpie*dala. Robię kolejny TR dla pewności. 
Koleżanka ma całkiem kształtną pupę więc chwytam ją za pośladki i rozkoszuję się chwilę miłym dotykiem i foremnym kształtem. Całuje ją dalej macając pupę. Dziewczyna pyta mnie czy będziemy tak stać czy coś z tym zrobimy, stwierdzam, że jak chce to może sobie na mnie poskakać. Sadzam ją przodem na kolanach i zaczynam rozbierać, prosi abym zrobił jej minetkę więc ściągam jej spodnie, majtki i dobieram się gdzie trzeba. Po chwili lizania czuję w ustach jakiś kształ, jakby piłkę. Jeszcze bardziej zdezorientowany wyciągam przedmiot z ust, to główka kilkumiesięcznego dziecka. Patrzę na niemowlaka trzymając go na rękach, koleżanka zniknęła. 
Kolejna myśl to już konkretne CO JEST KU*WA?
Budzę się.

Wniosek:
Pierwszy raz miałem tak dziwny, pozbawiony braku kontroli, z poślednią świadomością LD, więc wierzę, że jest to wywołane ową substancją spożytą kilkanaście godzin wcześniej. Zdecydowanie został upośledzony zmyśł świadomości, kontroli jak i jakiegokolwiek sensu. Nie byłem w stanie ogarnąć prostych rzeczy, ani nawet zapanować nad projekcjami, działy się rzeczy dla mnie nieprzewidziane i mocno zaskakujące - niekoniecznie przyjemne. Z pewnościa fabuła snu okazała się zróżnicowana, jednak nie byłem zbytnio zadowolony z całokształtu. 
THC znajdzie się na liście substancji po których raczej nie będę się wdawał w LD. Może komuś się spodoba tak totalny chaos, w takim przypadku polecam :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#26
Hehehe doskonały motyw, mogłyby istnieć takie gatunki jak horror erotyczny, albo porno o fabule horroru :P

Ale taka stopniowa utrata kontroli jest częsta w moich LD, a nie palę marihuany. Zawsze w głowie jest jakaś myśl " a co gdybym nie był tu sam ", i w końcu zdarzy się jakaś losowa wredna projekcja, która rozpocznie łańcuch tracenia kontroli przez coraz większą utratę wiary w swoje moce i samoudowadniania sobie, że kontrola jest słaba. Dzisiaj też taki miałem, wystawiałem się na ciosy z przekonaniem, że to tylko iluzja, ale ostatecznie wytraciłem kontrolę i świadomość.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#27
Zasnąłem jakoś po 22, po obejrzeniu nowego odcinka wikingów na History channel.

Znalazłem się w dziwnym, ciemnym i chłodnym mieście. W powietrzu można było wyczuć mroczne napięcie i zapach strachu, czułem też czyjąś obecność, jakby lodowaty oddech na moim karku. Rozglądnąłem się wokół, wszędzie brzydkie kamienice z zabitymi oknami, lekka poświata księżyca przebijającego się zza chmur oświetlająca złowrogi plac przed zniszczoną kaplicą cmentarną. Wiedziałem, że jestem tutaj w jakimś celu, nie wysłano mnie bez powodu. 
Podchodząc do kaplicy, poczułem telepatyczny atak na mój umysł i wtedy zrozumiałem - jestem łowcą demonów. Siła ataku nasilała się, demon przekazywał mi obrazy i uczucia przepełnione bólem ludzkich dusz. W moim umyśle narastała psychoza, otrzymałem solidną porcję psychodelicznych scen z piekła, które ciężko opisać. Wydawało mi się, że demoniczny byt do czegoś mnie potrzebuje, jakby wykorzystywał mój umysł do jakichś kalkulacji, których nie potrafi zrobić sam. Siłą woli przebijałem się przez nienawiść i cierpienie, jakie na mnie zsyłał i starałem się zrozumieć czego próbuje dokonać. Upadłem na kolana. 
Demon wykonywał skomplikowane obliczenia, używając cyfr i działań, których nie znałem... dotarło do mnie, że robi symulację inwazji piekielnych istot na świat ludzi, w którym rasa ludzka jest zniewolona, a uwolnione z piekielnych czeluści istoty żerują na naszym strachu i cierpieniu. W nagłym przypływie odwagi wyrzuciłem demona z mojej głowy i przepuściłem psychokinetyczny kontratak, czułem, że jestem dużo potężniejszy niż wcześniej, jakby ten skubaniec zostawił część swoich mocy w mojej głowie. Istota pod naporem mojej siły złamała się, a jej obecność zupełnie zniknęła. 
Złożyłem raport z akcji przed kobietą ubraną w olśniewająco białą suknię. Dostałem zapłatę za robotę w wysokości 15 tyś złotych i wysłano mnie na kolejne zlecenie. 
Unosiłem się nad miastem jakby półświadomy, że znajduję się w świecie snu. Taka iskierka świadomości wewnatrz umysłu, której nie da się wykorzystać do końca, jednak potrafiłem używać zdolności latania wykorzystywanej w LD.
Widziałem hologram mapy miasta, skanowałem ulicę w poszukiwaniu kolejnej piekielnej istoty.
Niespodziewanie zostałem zaatakowany z taką siłą, że momentalnie zacząłem spadać, a mój umysł został zamknięty w klatce i wyrwany z ciała. Natknąłem się na całą watahę sukkubów, lewiatanów, balrogów i innego piekielnego ścierwa. Próbując wydostać się astralnym ciałem z klatki automatycznie wyrzuciłem się także ze snu.

Obudziłem się około 1 rano, spojrzałem na telefon. Odebrałem smsa od koleżanki, że uciekł jej nocny autobus i maszeruje z buta 7km. Nie chciałem wracać do skrzywionego sennego świata, wsiadłem więc w auto i pojechałem po znajomą.
Wróciłem przed 2, położyłem się z powrotem.

Ocknąłem się przy wielkich żelaznych drzwiach do pieca, wokół mnie leżało kilka osób, zwiniętych w pozycji embrionalnej. Szybko zorientowałem się, że jestem w postapokaliptycznym świecie po inwazji armii piekielnych.
Otworzyłem drzwi do pieca gdzie ujrzałem zakutego w kajdany Jezusa przerzucającego wielkie drzewce na opał. Panował niemiłosierny żar, bijący od ogromnych piekielnych płomieni wewnątrz. Postanowiłem mu pomóc i przez większość snu podawałem Jezusowi ogromne kawały drzewa, które on dorzucał do ognia. 
Dusząc się w dymie o zapachu siarki, brudni od sadzy sprzątaliśmy powstający podczas spalania popiół.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#28
Rewelacja już dawno nie czytałem tak dobrego snu - dalbym Ci 5 plusów za niego jakbym mógł :-) Gotowy scenariusz na film, szkoda tylko, ze przegraliśmy a do tego nie wiadomo jak :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#29

Bardzo kiepsko przespana noc, przez katar co chwilę się budziłem. Sen był ciekawy, a dawno nic nie wrzucałem. Oto więc jestem :P

 
Jem obiad na jakiejś firmowej stołówce wraz z dyrektorem i kierownikiem zakładu. Przechodził znajomy, przywitałem się, porozmawialiśmy chwilę o starych czasach po czym ruszył w swoją stronę. Wstałem z krzesła, nie pamiętam po co, dziwna siła oderwała mnie od ziemi, poleciałem pod sufit i z dużym impetem uderzyłem o ziemię. Zrozumiałem, że to sen. Wydawał się dość stabilny. 
Wyskoczyłem przez okno z budynku, zamiast wylądować na ziemi zacząłem unosić się do góry jak balon z helem. Za mną leciał dyrektor, zbliżyłem się do niego. Jego twarz wyglądała podejrzanie, jakby coś ukrywał. Uśmiechał się złowieszczo. Zauważyłem, że jego ręce mają duże palce z ogromnymi czarnymi paznokciami. Przestraszyłem się i go odepchnąłem. Moja podświadomość ostrzegła mnie, żebym nie wpadał w panikę bo sen zmieni się w koszmar. Powstrzymałem więc strach, zignorowałem dziwnego dyrektora i oddałem się dalszemu unoszeniu. Był słoneczny, bezchmurny dzień. Zbliżyłem się do korony bujnego, zielonego drzewa. Między gałęziami zauważyłem dwie, niezależnie poruszające się dłonie dyrektora. Czaiły się na mnie. Wydało mi się to bardzo zabawne więc roześmiałem się głośno. Unosiłem się coraz wyżej. Na niebie zamiast chmur, wisiały w przestrzeni wielkie palce z okrągłymi, czarnymi paznokciami.
Oddaliłem się od budynku, minąłem drzewo i wyleciałem za skraj zielonego pagórka. Uderzyły we mnie świetliste promienie jakby 3 połączonych słońc, przepięknie rozświetlały powietrze w każdym możliwym kierunku. Otworzyła się przede mną ogromna przestrzeń łąk i lasów, za którymi zobaczyłem wielką, niczym Mount Everest górę z ośnieżonym szczytem. Widok był cudowny, zrozumiałem, że to wstęp do konkretnego LD, takiego, na który się czeka miesiącami. 
Unosiłem się tak kilka chwil oglądając krajobraz i napawając się szczęściem jakie mi się trafiło. Zacząłem powoli opadać, wylądowałem na dachu wykolejonego pociągu. Wtedy dał o sobie znać katar, poczułem straszną suchość w gardle, mój oddech stał się ciężki i chrapliwy. Wziąłem rozbieg po dachu pociągu, wyskoczyłem wysoko w niebo i z dużą siłą wylądowałem na ziemi niszcząc jakieś małe drzewko. Przyklęknąłem i stwierdziłem, że spróbuję napić się wody stojącej koło łóżka bez wyrzucania się ze snu. Sięgnąłem do fizycznego ciała, ruszyłem ręką i przed oczami zrobiło mi się ciemno. Znalazłem się w swoim łóżku, wziąłem wodę i zacząłem pić. Nie pomagało. Jak można się domyślić, dalej śniłem :) Wyrzuciłem się więc ostatecznie z LD i wypiłem kilka łyków wody, byłem zły, że straciłem tak cenny sen.
 
Położyłem się z powrotem, czekałem na ogarniającą ciało senność. Po dłuższej chwili byłem pewny, że zasnąłem więc powoli, delikatnie zacząłem wychodzić astralnym ciałem z łóżka. Dla umocnienia stabilności pospacerowałem trochę po obcym mi mieszkaniu i pobawiłem się różnymi przedmiotami. Następnie wyleciałem przez okno w kuchni. Ten LD już nie był tak wyraźny ani stabilny. Postanowiłem, że poszukam sobie jakiejś projekcji do towarzystwa. W pobliżu kręcili się jacyś ludzie, podchodziłem do nich kolejno i pytałem czy przeczytali jakieś książki. Dwie dziewczyny odpowiedziały, że nie. Trzecia osoba, facet, powiedział, że kiedyś czytał harrego pottera. Stwierdziłem więc, że nie jest to odpowiednia projekcja. Kolejna była młoda dziewczyna, wymieniła mi kilka tytułów ciekawszych książek. Wziąłem ją za rękę i kiedy chciałem wyruszyć na jakąś przygodę, obudziłem się.
 
Motyw gór w LD często się u mnie przewija, bo je uwielbiam. Moja podświadomość chyba też.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#30
Cytat:zrozumiałem, że to wstęp do konkretnego LD, takiego, na który się czeka miesiącami.

Niczym na koncert, spektakl teatralny lub wizytę u lekarza.

Plusik za próbę picia ciałem astralnym.
Waiting for extasy
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1