Od zera do Dominika Cobba
(09-05-2019, 22:57 )Howolf napisał(a): Wow pająk z głową ptaka, chyba rysowałem kilka takich kiedyś
 Jak już się pochwaliłeś sprawnymi rączkami to nie ma opcji żebyś nam jakiegoś rysuneczka nie pokazał. :D


09-10.05.2K19
Czas snu ok. 7h

-

WBTB

Sen 1) Byłem wraz z dużą grupą ludzi (gdzieś z 50 osób) na górzystej zielonej łące. Wędrowaliśmy nie wiem gdzie i po co. Naglę w oddali pojawiło się plemię czarnych ludzi. Wyglądali jak zulusi. Było ich trzy razy więcej niż nas. Biegli w naszą stronę. Wiedzieliśmy ,że nie mają wobec nas dobrych zamiarów. W końcu nas dopadli. Rozpoczęła się bitka której nie mogliśmy wygrać. Podczas gdy reszta była zajęta walką mi udało się wyprowadzić ok. dwadzieścia osób. Uciekliśmy jakieś sto metrów od reszty po czym znów byliśmy gonieni. Uciekaliśmy najpierw przez łąkę ,potem na naszej drodze staneły duże kamienie ,następnie rzadki las ,a na koniec taki wypalony ogniem. Dopiero tam dzikie plemię postanowiło sobie odpuścić...


Sen 2) Znalazłem się w lesie. Wyglądał jak polski las tzn. rosły w nim rodzime gatunki jedna były ogromne niczym sekwoje. Najpierw jakiś dzieciak opowiadał mi jak grał jakąś trzecioplanową rolę w Harrym Portfelu ale potem gdzieś zniknął. Wziąłem więc linę i zacząłem się huśtać w koronach drzew wysoko nad ziemią. Superowo skakało się od drzewa do drzewa ,obkręcało w okół jego gałęzi i wylatywało dalej. Tylko trochę za krótko...


Sen 3) Oglądałem z góry walkę dwóch drużyn na arenie miejsko wiejskiej. Wyglądało to jak typowa multikowa strzelanka. I to własciwie tyle nic ciekawego. Na koniec uslyszałem jeszcze komunikat "komu mało LD ten ma WBTB" i się obudziłem...


Próbowałem jeszcze raz zasnąć ale jest zbyt jasno a ja zbyt mocno się wyspałem.
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-11.05.2K19
Czas snu ok. 11h


W końcu przyłożyłem się i już po trzech dniach widoczne są większe efekty. 


WBTB

Sen 1) Druga wojna światowa. Noc. Byłem agentem polskim i aktualnie znajdowałem się wewnątrz wielkiej łodzi podwodnej nazioli ,gdzieś na Atlantyku. Wracała ona właśnie do bazy z jakiejś misji. Była eskortowana przez kilka większych jednostek nawodnych. Dodatkowo goniła ją flota angoli ,jednak nie miała szans jej dogonić dlatego do akcji wysłano mnie (a raczej kogoś o kim napiszę zaraz). Moją misją było zatopienie owego okrętu. Przeskoczyłem z niemieckiego niszczyciela na okręt podwodny ,płynący dla zapewnienia sobie większej prędkości w wynurzeniu. Dostanie się do środka nie było problemem zwłaszcza ,że miałem niemiecki mundur. Przeszedłem do sterowni i już chciałem ustawić kurs na dno morza gdy spostrzegłem ,że ktoś już to za mnie zrobił. W tym momencie za mną pojawiła się piękna brytyjska agenta i powiedziała "Spóźniłeś się polaczku". Odgryzłem się mówiąc "Ja przynajmniej zrobiłbym to bez użycia przemocy" i przewróciłem oczami w stronę wystających z cienia oficerek jakiegoś niemiaszka. 
  Pobiegliśmy w stronę jedynego wyjścia szczęśliwi ze wspólnego sukcesu ,lecz drogę zastąpił nam wielgachny kapitan statku. Wyglądał jak uosobienie zła. Chciał chyba powiedzieć ,że wycieczka skończona i dalej nie uciekniemy czy coś w ten deseń ale nie daliśmy mu dokończyć. Chwilę później siedział przywiązany do drabinki po której weszliśmy na kiosk statku. Oczywiście zostawiliśmy właz otwarty tak by woda miała którędy dostać się do środka. Po wyjściu na zewnątrz nadal słyszeliśmy niemieckie przekleństwa którymi raczył nas pożegnać wkur*wiony fryc. Poza tym pamiętam doskonale wiatr we włosach ,lekką słoną bryzę oraz napięcie jakie wzrastało z każdą chwilą. Okręt coraz bardziej znikał w odmętach oceanu. Nie było chwili do stracenia. Był tylko mały problem. Niszczyciel z którego dostałem się na okręt podwodny zdążył już odpłynąć od niego na tyle ,że niemożliwością byłoby w tej sytuacji dostać się na jego pokład. Na szczęście mój mózg poradził sobie z tym problemem. Po prostu ominął tę sekwencję i przeszedł dalej.
  Stałem wraz z brytyjką na rufie jednego z niemieckich niszczycieli. Opieraliśmy się o barierkę i wpatrywaliśmy w aliancki pościg ,który miał taką samą szansę nas dogonić jak Don Kichot pokonać wiatraki. W pewnym momencie dziewczyna powiedziała ,że fajnie byłoby tak zostać pełnoprawnym żołnierzem a nie tylko agentem. Zamyśliłem się na chwilę po czym rzekłem "Nom ,fanie by było". 
  W tym momencie akcja przeniosła się jakiś miesiąc do przodu. Wszedłem wraz z mą koleżanką agentką do biura rekrutacyjnego ,które mieściło się w ... zwykłej kawalerce ,w zwykłym bloku ,na przedmieściach. Niezrażeni tym faktem weszliśmy do pomieszczenia i zapisaliśmy się. Mieliśmy przyjść za jakiś czas.
  Kolejny przeskok czasowy. Wróciliśmy w to miejsce ponownie po jakichś 2-3 tygodniach. Przywitało nas trzech facetów w garniakach. Porozmawialiśmy trochę z nimi. Powiedzieli nam ,że musimy wykonać 3 albo 4 zadania aby zostać żołnierzami. Ostrzegli nas ,że wyzwanie pisemne jest najtrudniejsze albowiem można je wykonać jedynie w języku angielskim. Zwątpiłem w swe umiejętności posługiwania językiem angielskim i już miałem wyjść po HE HE angielsku (proszę o brawa za ten suchar) ale powstrzymała mnie przed tym moja HE HE angielska przyjaciółka. 
  Przystąpiliśmy więc do pierwszego zadania. Zmieniliśmy się (nasza dwójka i jeszcze kilkunastu innych aplikantów na stanowiska żołnierzy) w małe niebieskie kuleczki. Wrzucono nas do podwodnego toru przeszkód. Musieliśmy umiejętnie używać strumieni wody aby nie trafić w pułapki. Przeszedłem to bez większego problemu. 
  Z drugim wyzwaniem było już gorzej ale nie poddałem się. Miałem przed sobą dwa zadania opisowe. Treść była po angielsku tak więc nawet na nią nie spojrzałem i przeszedłem do odpowiedzi. A wypełniłem je tak.

Zadanie numer 1. Coś tam coś ,nwm co.

Zadanie numer 2. Jakieś coś w nieznanym mi języku.

Wpisz numer zadania: A 

Rozwiązanie: ABABABABABABABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABAB.

Wpisz numer zadania: B
ABABABABABABABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABAABBABABABABABABABABABAABABABABABABABABABABABABABABABABABABABABAABBABABABABABABABABABA.


O dziwo mi to zaliczyli. Trzecim Zadaniem był test sprawności w walce. Myślałem ,że test będzie się odbywać w realu a oni posadzili mnie przed komputerem i odpalili jakąś strzelankę. Siedziałem i czekałem na jakąś komendę aż mam zacząć. W międzyczasie zobaczyłem w ciemnym monitorze swoje odbicie. Wyglądałem tak jak w realu (czyli zajebiście :D ). Po jakimś czasie rozejrzałem się. Okazało się ,że wszyscy już są w grze. Pośpiesznie odwróciłem się w stronę kompa i kliknąłem start. Ekran wsiąknął mnie do środka i pojawiłem się w...STOP o tym później

  Minął jakiś czas. Ukończyliśmy wszystkie zadania. Udało nam się je zaliczyć. Urządzono z tego powodu przyjęcie w biurze rekrutacyjnym. Długi stół przykryty obrusem. Dużo kadetów którzy zaliczyli zadania i tyle samo gości w garniakach którzy przyszli nam pogratulować. No i oczywiście się napić. Po kilku głębszych atmosfera bardzo się rozluźniła. Gadaliśmy ,śmialiśmy się a niektórzy nawet próbowali tańczyć. Dałem się nawet skusić na papierosa albo cygaro. Zamiast filtru miało coś co konsystencją przypominało piankę ale nie było do jedzenia. W końcu usiadłem i zacząłem zauważać ,że z każdą chwilą widzę coraz więcej znanych twarzy a coraz mniej nieznanych. Goście w garniakach zaczęli zastępować wujkowie ,babcie i ciocie. Stół się tak jakby zwęził. Aż w końcu całkowicie przyjęcie zmieniło się w święta w domu jednej z babć. Tylko rodzina ,nikogo nieznajomego. Musiało mnie to dość mocno skonfundować ponieważ zrobiłem TR. Kurcze. Nie działa. Powtórka .Nic się nie dzieje. Nagle przeszło mi przez myśl ,że to jednak jest sen. Szczęśliwy wstałem od stołu. Rzuciłem się na ziemię i zacząłem wymachiwać rękami chcąc zadziałać na senny świat rozwalając go lub robiąc z nim inne fajne rzeczy. Wiedząc ,że wszyscy obecni są tylko sennymi postaciami ,tak więc bez wstydu robiłem to na ich oczach. Zacząłem krzyczeć "Minerwo przybądź!" XD. Lecz po chwili okazało się ,że nic się nie dzieje. Ja leżę na ziemi rzucam się jak paralityk albo jakbym miał atak padaczki. Do tego drę ryja jak pojebany. Wzywam pogańskie bóstwo na przyjęciu z okazji innego Boga. Rodzina patrzy się na mnie jak na idiotę a ja myślę sobie wtedy "Oooooooooo kur*wa to jednak nie jest sen ale zjebał*em". Odchrząkuję (ekchem) ,wstaję ,siadam przy stole. Wszystkie spojrzenia skierowane są na mnie. Już mam coś powiedzieć ,gdy nagle... Budzę się. Dwie sekundy. Zasypiam... Wiem o tym ,że się ,obudziłem i wiem o tym ,że zasnąłem. A skoro zasnąłem to oznacza ,że ...o kur*wa. Robię TR. Wdycham i wydycham powietrze bezproblemowo. A więc jednak śnię. Czuję się jakbym wygrał w totka. Gaśnie światło. Podnoszę rękę ,mówię "światło" pstrykam palcami a światło magicznie się zapala. 
#MojaMina

  Postanowiłem jeszcze nie wysadzać świata i zrobić coś bardziej przyziemnego. Spojrzałem na regał ,na górze którego babcia trzyma duże i cenne wazy oraz flakony. Uknułem iście szatański plan.  muahaha Gdy mój brat tamtędy przechodził machnąłem ręką i sprawiłem ,że waza spadła. Bracik dostał soczysty opierdziel od matki i babci za jej zbicie. Następnie zrzucałem inne po kolei patrząc jak bratek się gimnastykuje aby je wszystkie złapać. Gdy już skończyłem swoją zabawę zauważyłem kicające w rządku białe króliki. Trzy dorosłe i kilka małych. Złapałem jednego z nich i zacząłem ozdabiać go różnymi wzorami z leżącej książki. Podczas tej czynności zacząłem powoli tracić świadomość...


Sen 2) Niedawno miałem sen o czym na podobieństwo serialu "Totalna porażka" ,no i właśnie się powtórzył. Tylko ,że ludzie byli jeszcze dziwniejsi na różne sposoby. 
  Tym razem naszą siedzibą był stary obskurny ,ciemny bunkier ,z którego na zewnątrz można było się dostać dwoma betonowymi korytarzami. Nie pamiętam naszego pierwszego wyzwania ale pamiętam okolicę na której to robiłem. Byłem na oddalonej o jakiś kilometr od bunkra piaszczystej pustyni i coś robiłem z innymi uczestnikami. Było dziwnie ,tyle pamiętam. Oraz ładny widok z dużej wydmy.
  Drugie zadanie było dziwniejsze ,zwłaszcza ,że nie potrafię go umiejscowić na osi czasu snu. Wydarzyło się po pierwszym zadaniu oraz przed przyjęciem sprzed pierwszego snu ale to oznacza paradoks. Mózg wysyła mi sprzeczne informacje.
 Rozpoczyna się tam gdzie wcześniej napisałem "STOP" Zostałem wsiąknięty do monitora. Znalazłem się w hipermarkecie. Miałem w rękach dużą futurystyczną ,czarną broń. Strzelałem z niej świetlistymi pociskami. Prędko na mej drodze pojawili się przeciwnicy. Pokonałem trzech z nich w widowiskowej walce. Zauważyłem czwartą konkurentkę. Skończyła mi się amunicja ,postanowiłem więc pokonać ją wręcz. Wytrąciłem jej broń z rąk i zacząłem ją okładać piąchami. Nie pozostawała mi dłużna i odwdzięczała się tym samym. W końcu złączyliśmy się w uścisku i próbowaliśmy się przepchnąć. Pojawiły się nad naszymi głowami paski zmęczenia. Poradziłbym sobie z nią bez trudu gdyby nie pomogła jej przyjaciółka. Nadal się siłowaliśmy. Dwie baby kontra jeden przystojny facet. Postanowiłem nie zmarnować wszystkich sił od razu. Opłaciło mi się to ponieważ po jakimś czasie pasek zmęczenia jednej z nich zapełnił się ,zmienił kolor na szary a jego posiadaczka zemdlała. Siłowałem się jeszcze trochę z drugą oponentką ale coraz bardziej opadałem z sił. Byłem już na skraju wytrzymałości gdy usłyszeliśmy w głośnikach głoś Chrisa "Gra skończona ,macie minutę na przybycie do miejsca zbiórki inaczej odpadacie". Puściłem dziewczynę i próbowałem pobiec do wskazanego miejsca ale byłem tak wyczerpany ,że co chwila przewracałem się o jakiś regał. Byłem jak pijany a sekundy uciekały. Jakimś cudem doczłapałem się na czas. 
  Przenieśliśmy się do bazy w bunkrze. Chris ogłosił ,że następne zadanie to gra w zamki i piaski. Nie miałem pojęcia co to oznacza ale wziąłem z podłogi przygotowane na to zadanie siatkę foliową oraz plastikowy worek. Wybiegłem z grupą z bunkra i przyjąłem kurs ,tak jak inni ,na zbudowany przez nas duży zamek z piasku ,na skale. Próbowałem kogoś wypytać o co chodzi w grze zamki i piaski ale ,że byłem zmęczony po poprzedniej konkurencji to zostałem z tylu peletonu. Nie pomagał również fakt ,że byliśmy obrzucani kulami piachu przez jakichś ludzi. W końcu dobiegliśmy do zamku z piasku na skale. Wbiegliśmy na szczyt. Zebraliśmy się. Spytałem czy ktoś wie o co chodzi w tej grze. Nikt nie wiedział albo nie chcieli powiedzieć ,skurwy... Ustaliliśmy ,że wracamy do bunkra. W czasie biegu powrotnego jakiś czarnoskóry typek pobił jedną dziewczynę ,która wszędzie taszczyła ze sobą swój dmuchany kajak na sznurku jakby to był pies. Dowiedziałem się o tym dopiero w bunkrze. Tam chris dał nam kolejne zadanie. Stanęliśmy w kole. Mieliśmy podawać sobie piłki do koszykówki zębami. Przegrywał ten co musiałby odebrać piłki od dwóch osób po bokach. Było przy tym trochę śmiechu ale i niesmaku gdy ktoś obleśny przejmował od kogoś piłkę. Ja stałem obok jakiejś laski i murzyna który pobił wcześniej dziołche. No cóż ,mogłem trafić gorzej. 
  Gdy skończyliśmy weszliśmy do korytarza który zamieniony został na to przeszkód. Startowałem pierwszy. Przy wejściu zamieniłem się tygrysa. Udało mi się uniknąć pułapek. Bez większych niedogodności trafiłem do wyjścia. Tam czekało na mnie stado tygrysów. Postanowiłem wtopić się w nie by nie musieć robić kolejnego zadania. Jednak szybko zostałem rozpoznany ,bo zamiast pasków miałem kropki jak u pantery. Zacząłem się sprzeczać z jakimś typem o to ,że nie jestem lwem tylko tygrysem... Obudziłem się ,lecz po kilku chwilach udało mi się zasnąć... Tak jak poprzednio od razu byłem świadom ,że to sen jednakże i tak zrobiłem TR'a ,który wyszedł pozytywnie. Niestety sen był już bardzo płytki i zdążyłem się tylko rozejrzeć po czym... obudziłem się już na dobre.

Enjoy
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Świetne LD! Gratuluję. Spora dawka motywacji dla mnie, oraz świetna fabuła, która całkiem trzyma się kupy. Podoba mi się motyw 'Totalnej porażki', miłe wspomnienie z dzieciństwa. Element kajaka mnie rozwalił :D
Feet don't fail me now
Take me to the finish line
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Bella x 
 Cieszę się twoim szczęściem spowodowanym przez moje szczęście


Kiedyś kiedyś

Daleki wschód albo bliski. Dużo piachu miasto itd.  Wszyscy spedalają przed isis ja jak zwykle mam wyjebongo na to i liczę że jakoś to będzie. Taki ch*uj. Terrorysty wbijają do mieściny. Ja obsrany czekam na powolną brutalną śmierć. Jednak ku swemu wielkiemu zdziwieniu dostałem możliwość odkupienia swych win służbą ku chwale Kallaha. Zostałem wcielony do ich młodzieżówki. Wysłali mnie i jeszcze 6 innych złapanych w mieście młodych chłopaków do byłej szkoły gdzie mamy uczyć się torturowania ,zabijania i wysadzania się. Naszym instruktorem jest Szamachal (nazwa własna jakiegoś typa). O dziwo nie jest tak źle. Pijemy herbatkę ,rozmawiamy i ogólnie czil. Potem nie było nic ciekawego. 


Wczoraj wczoraj


Uratowałem miasto a może i nawet planetę. Miałem zajebioza strój. Coś jak u iron mana tyle że lepszy. Cały czarny itd. 
  Ktoś znalazł jajo czy kij wie co to było. Zawieźli to do ośrodka wojskowego na pustynii. Ja tam byłem w swoim metalowym kontenero baraczku. Ogónie cziluję itd. Nagle słyszę krzyki wybuchy za ścianami. Ubieram swój strój wiedząc że coś się kroi a tu nagle JEB. Uderzenie w moje domiszcze. Patrzę w jedyne małe okienko jakie mam a tam stwór patrzy się na mnie jak na obiad. W pierwszym momenvie się obsrałem ale potem ogarnąłem się. Nie będzie mnie jakiś tam kosmita straszył w nocy. Wyskakuję z kontenera i zaczynam walkę z alienem. 
  Stwór miał gdzieś z 2 i pól metra. Cały czarny oprócz kilku fluorescencyjnych elementów. Wielkie pazury ,wielkie zębiszcza. Wydawał z siebie oprócz warczenia dziwne przerażające basowe dźwięki. 
  Rozpoczęliśmy fajta. Walczył dzielnie. Bitwa była epicka ale w końcu go przemogłem. Wpakowałem go do jakiejś specjalnej klatki po czym dowiedziałem się ,że w mieście grasują jeszcze dwa. Pobiegłem w zwolnionym tępie ,jak zwykle gdy gdzieś się spieszę. W końcu postanowiłem polecieć. Miałem kambaki z przeszłości ale za długo by pisać nie chce mi się. Zlokalizowałem stwory. Posłałem swojego przydupasa by zajął się tym większym he he a sam zająlem się mniejszym zagrożeniem. Tak mi się wydawało. Już miałem polecieć spuścić manto niemilcowi gdy przyleciały dwa myśliwce które wzięły mnie za zagrożenie. Musialem przed nimi uciec. Stwór tymczasem wjebbbal się do rzeki. Poleciałem za nim walka w wodzie. W końcu zaciągnąlem bestię która okazała się dinozaurem pod rzekę. Położyłem ją obok jakichś meneli ekologów którzy zaczęli pierdolić do mnie farmazony że chce zabić wymierający gatunek itd. Na chwilę się odwróciłem a ci uwolnili bestięnspowrotem do rzeki. Zresygnowany poleciałem gdzieś. 


Sen był bardzo długi nie zapisałem wszystkiego co w nim było . Poza tym miałem ze 3 razy przebłyski świadomości ale się nie uświadomiłem bo spałem jak kamień. Jo
Sic transit gloria mundi
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1