Od zera do Dominika Cobba
12-13.04.2k19
Czas snu ok. 8h


Ostatnim razem po zatankowaniu miałem super sen ,który będę jeszcze długo pamiętał. Tak miało być i tym razem ,jednak nagazowałem się zbyt mocno ,zbyt słabym (jakościowo) trunkiem. Dużo ,za dużo.
 Jedyne co pamiętam to chwilę przed bolesnym obudzeniem się zobaczyłem mojego kolegę za którego zdrówko dnia poprzedniego gazowałem się. Stał w świetlistej poświacie niczym Jezus na obrazie Jezusa Miłosiernego. Popatrzył na mnie i powiedział tylko "Paweł coś ty ze sobą zrobił". 


13-14.04.2K19
Czas snu. ok. kilka godzin


1)   Poleciałem do Sudanu jako bojownik-ochotnik by walczyć po stronie rebeliantów. Nie wchodząc w dokładne szczegóły dostałem od jednego z dowódców stary ,zardzewiały karabinek AKS i zadanie by udać się do wskazanego domu ,zbudowanego z piaskowca ,w celu obrony tegoż odcinka frontu. No więc wyruszyłem idąc nieśpiesznym krokiem i już miałem wchodzić do budynku ,gdy nagle z jego wnętrza wyszedł Rosjanin w celu zapalenia peta. Zaskoczeni spojrzeliśmy po sobie nie dowierzając na to ,na co właśnie patrzymy. Po czym ,po chwili marazmu zaczęliśmy się krzątać ze swoją bronią w celu zabicia przeciwnika. Trwało to kilka sekund jednak w mojej głowie były to jakby godziny. Zanim zdjąłem broń z ramienia ,odbezpieczyłem i wycelowałem chwila minęła. Na szczęście byłem szybszy od wrogiego wojaka i powaliłem go pierwszym strzałem. Zaraz z budynku obok wyłonił się wtóry Rosjanin zaniepokojony dźwiękiem wystrzału jednak i jego zastrzeliłem. Nie czekając na kolejnych oponentów pobiegłem do mojego dowódcy by poinformować go ,że budynki ,których miałem bronić są już zajęte przez wroga.
   Akcja przeniosła się dwa tygodnie do przodu. Rebelianci zajmowali już niewielką połać miasta ,byliśmy otoczeni. Siedziałem właśnie w podziemnym bunkrze z dowódcą i jego rodziną gdy niespodziewanie na spotkanie wyszedł nam sam generał wrogich wojsk ,co już samo w sobie było absurdalne. Po kilku minutach rozmowy udało nam się go zaszantażować. Musiał pozwolić rebeliantom i ich bliskim bezpiecznie opuścić miasto a mnie odwieźć na lotnisko bym mógł wrócić do kraju. Nie pamiętam dokładnie czym go zaszantażowaliśmy ale był to jakiś absurdalny powód możliwy jedynie w śnie. No więc zostałem osobiście odwieziony przez pana generała i jego obstawę na lotnisko. Widać było po nim ,że był niepyszny z takiego stanu rzeczy ale nie mógł mi nic zrobić. Na płycie aeroportu wsiadłem bez przeszkód do zaparkowanego samolotu i bez przeszkód odleciałem do Polski...


2)   Coś jakby gra strzelanka multiplayer. Wyskoczyłem wraz ze swoją drużyną liczącą jakąś setkę graczy z bazy jednak nigdzie nie było widać wrogów. Część z nas ,w tym ja ,postanowiła przeteleportować się szafą na środek mapy w celach zwiadowczych. Szafa przeniosła nas do kilkunastu stojących na jeziorze domków połączonych ze sobą mostkami i kładkami. Po drugiej stronie tego osobliwego miasteczka zauważyliśmy całą przeciwną drużynę. Oni nas również. Niezwłocznie zaczęli nas szturmować. Przez jakiś czas odpieraliśmy ataki ale przewaga liczebna zrobiła swoje. Z dwudziestu bądź trzydziestu osób mojego teamu zostało około dziesięciu. Zaczęliśmy się wycofywać ,jednocześnie się ostrzeliwując. Po chwili wycofka przerodziła się w ucieczkę. Kilku szczęściarzy doskoczyło do szafy i zwiało jednak reszta została zabita. Mnie powalił na ziemię jeden z wrogów w domku ,sekundę przed wskoczeniem do szafy. Gdy po chwili udało mi się podnieść zauważyłem ,że jestem otoczony przez śmiejących się wrogów. Jeden z nich podszedł do mnie i już miał mnie dobić bagnetem gdy wykrzyknąłem ,że wyzywam ich dowódcę na pojedynek. Ten przyjął rękawicę. Stanęliśmy naprzeciw siebie. On na broń wybrał sobie szpadę i puginał o długiej głowni ja zaś w prawej ręce miałem również szpadę ,w lewej zaś nóż kukri. Pojedynek był długi i niezwykle zacięty. Zadaliśmy sobie wiele ran ciętych i kłutych ,lecz żaden z nas nie chciał odpuścić. Postanowiliśmy zrobić sobie chwilę przerwy na złapanie oddechu. Gdy ponownie stanęliśmy w szranki uświadomiłem sobie ,że zamiast broni ma założone na ręce czarne skarpetki. Mój oponent pozwolił mi wybrać sobie nową broń z tych leżących na podłodze. Początkowo chciałem przywdziać rapier ze złotą rękojeścią i obłękiem ,lecz okazało się ,iż miał dużą wadę a mianowicie sztych był bardzo gruby przez co oręż był źle wyważony. Postanowiłem więc wziąć szpadę podobną do tej ,którą w niewyjaśnionych okolicznościach straciłem. Pojedynkowaliśmy się jeszcze przez jakiś czas... Nwm kto wygrał.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Plus za świetlistą poświatę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
14-15.04.2K19
Czas snu ok. 9h


1)  Wbiłem na chatę Abstrachujów. Przyjęli mnie jakbym był ich bratem lub kimś bliskim. Po chwilowej pogawędce której za bardzo nie pamiętam poszliśmy do klubu. Chwilę tam razem pobalowaliśmy po czym wyszedłem ,nie pamiętam już dlaczego. Przespacerowałem się trochę po nocnym mieście bardzo przypominającym to w którym aktualnie mieszkam...


2)  Słoneczny dzień. Byłem na przejażdżce rowerowej z rodzicami. Rozpoczęliśmy podróż przy naszym bloku ,przejechaliśmy pół miasta w którym mieszkam ,następnie przez wiadukt nad torami i skierowaliśmy się w stronę pobliskiej aglomeracji ,po ścieżce rowerowej. W połowie drogi nieoczekiwanie zawróciliśmy. Ponownie podjechaliśmy do wiaduktu ,jednak tym razem zamiast z niego skorzystać wjechaliśmy do wąskiego tunelu. Zapewnił on nam chwilę chłodnego orzeźwienia. Nie dojechałem do jego końca...


3)  Coś jakby reality show żywcem wyciągnięte z kreskówki "Wyspa totalnej porażki" tzn. uczestnicy mają za zadanie wykonać jakieś dziwne zadania i co jakiś czas temu komu poszło najgorzej odpada. Jedyną różnicą od oryginału było to ,że tu wszystkie chwyty były dozwolone. Dosłownie wszystkie ,włącznie z zabiciem współuczestników. Poza tym nawet część sennych postaci była podobna do kreskówkowych bohaterów. Akcja show działa się również w mej mieścinie. Niestety większość z tego co się tam działo mózg postanowił wymazać z pamięci ,zaraz po przebudzeniu...


4)  Kontynuacja snu nr. 3. Drugi sezon reality show. Tym razem odbywał się gdzieś w tropikach. Oprócz nowej miejscówy było także przynajmniej trzech nowych uczestników (w miejsce tych co w poprzednim sezonie wykitowali na amen). Pierwszą była jakaś głupia lalunia ,drugim był typ mający zamiast głowy paszczę rekina. Podczas otwierającego zebrania na pomoście ,usytuowanym na jeziorze w środku dżungli ,wyskakiwał z wody próbując kogoś ugryźć ,na szczęście udało mu się złapać tylko deski pomostu. Trzeciej ,nowej osobistości i ewentualnej reszty nie pamiętam.
(...)
  Mieliśmy chwilę oddechu od wyzwań narzucanych nam przez gospodarza programu. Poszedłem na przechadzkę po tropikalnej gęstwinie. Po drodze zauważyłem rwący górski potok. W zakolu owej rzeki kąpały się dwie uczestniczki. Obmyśliłem chytry plan. Podszedłem do nich niezauważony po czym wepchnąłem je w rwącą część rzeki. Nie miały szans się wydostać gdyż nurt wody był zbyt silny. Patrzyłem przez chwilę jak woda ciska nimi o głazy stojące w rzece. Ciesząc się z wyeliminowania dwóch osób za jednym zamachem ,chciałem wyjść na brzeg ,lecz sam zostałem wepchnięty przez kogoś w nurt. Rozpędziłem się. Próbowałem unikać skał jednak w końcu zostałem ciśnięty z ogromną siłą na ogromniasty kamulec. Zdrowo przypier*oliłem. Przyjąłem cios prosto na twarz. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Po chwili woda zeskrobała mnie ze skały i wylądowałem nieco dalej na brzegu. Gdy oszołomienie przeszło i uzmysłowiłem sobie ,że nadal jakimś cudem żyję ,zacząłem sprawdzać doznane obrażenia. Okazało się ,iż jedynie lekko ,niegroźnie się potłukłem. Wstałem i zobaczyłem w oddali dwie dziewczyny ,które sam niedawno zepchnąłem. Im też nic wielkiego się nie stało.
(...)
  Mój widok przeniósł się na innego uczestnika. Czarnoskóry typ szedł sobie ścieżką nad przepaści. Nagle zauważył małego pajączka zwisającego z drzewa na sieci. Wystraszył się tak niemiłosiernie ,że zaczął krzyczeć a właściwie wrzeszczeć wniebogłosy i spedalać tam skąd przyszedł. Kamera została przy pajączku ale zauważyłem jeszcze jak wyciągnął telefon i darł się do mikrofonu "HALO!? Wojsko?". 
(...)
  Wróciłem do swojego ciała i obozu gdzie przebywała większość uczestników show. Szwendałem się bez celu gdy nagle nadleciały dwa P-47 Thunderbolt'y U.S. army i zaczęły strzelać do wszystkiego co się ruszało. Po chwili zaczęły również zrzucać bomby. Powiedziałem do jednego gościa z którym miałem cieplejsze relacje "Dobrze ,że przynajmniej napalmu nie zrzucają". Gdy tylko wypowiedziałem te słowa od jednego z samolotów oderwały się dwa podłużne kształty i gdy tylko doleciały do ziemi rozerwały się w wielkich eksplozjach. Jedna bomba wypełniona była białym fosforem ,druga zaś napalmem. Patrzyłem się jak jakieś 50-100 metrów ode mnie ludzie smażyli się żywcem. Tego było już za wiele. Podbiegłem do niewielkiego murku na którym leżał karabin maszynowy z pociskami kalibru dużego na tyle ,że pewnie służyła do robienia dziur na wylot w nosorożcach. W międzyczasie jeden z latających natrętów został zestrzelony rakietą ziemia-powietrze. Tak więc został tylko jeden delikwent do strącenia. Poczekałem aż ten zbliży się na odległość celnego strzału po czym wystrzeliłem w niego długą serię. Z ogona zaczął lecieć mu ciemny dym ,zwiększający się z każdą chwilą. Pilot chciał chyba wykonać ostry zakręt przez prawe skrzydło ale z powodu obrażeń jakie doznała jego maszyna jedyne co uzyskał to przeciągnięcie. Było coś pięknego w tym jak kawał stali ,z kawałem mięsa w środku bezwładnie spadał w stronę nieuniknionego spotkania z ziemią. Eksplodował w pięknej kuli ognia...
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wydaje mi się, że to wszystko działo się na zapętlonej w czasie wyspie z serialu LOST.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Daję plusa, ale nie wiem, co trzeba robić na jawie, by mieć takie sny.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1