Od zera do Dominika Cobba
08-09.12.2K18
Czas snu ok. 8h


1)  Obudziłem się we własnym łóżku bądź zostałem obudzony przez moich starszych. Niemniej ważne jest to ,że od razu po przebudzeniu poinformowali mnie ,iż niedługo nastąpi koniec świata i muszę się pakować aby z nimi uciec przed kataklizmem. Dowiedziałem również ,że ową apokalipsą ma być zalanie ziemi przez wielką falę. Chcieli zwiać w Himalaje.
  Przez myśl mi przeszło ,że to może być sen ale wysnułem ,iż skoro przed chwilą się obudziłem to to nie może być sen. facepalm  Odpowiedziałem rodzicom ,że dziękuję za propozycję ale wolę zostać i zginąć niż tułać się po zniszczonym świecie albowiem nie rajcuje mnie taka wizja spędzenia życia. Popatrzyli po sobie i chyba moja argumentacja trafiła do nich bowiem przestali się pakować. Ja tymczasem siadłem przed telewizorem ponieważ myślałem ,że z takiej okazji puszczą w TV film "2012". Srogo się zawiodłem. Przełączałem szybko kały w nadziei znalezienia czegoś ciekawego przy czym dokonam żywota. Natrafiłem na serwis informacyjny ,w którym pokazali wizualizację zmian jakie zajdą na ziemi podczas katastrofy. Otóż nasze ciało niebieskie na którym żyjemy miało w niedalekiej przyszłości złamać się mniej więcej na równiku planety ,w okolicy afryki co miało skutkować potężną falą niszczącą wszystko na swej drodze. Dodatkowo naukowcy doszli do wniosku ,iż od ziemi ,przez dziurę równikową ,oddzieli się część jej wnętrza tworząc nowy orbitujący wokół planety księżyc. Na koniec spiker powiedział ,że żadna ucieczka nie ma sensu ,powinniśmy pogodzić się z naszym losem oraz przez ostatnie godziny życia miło spędzić czas.
  Poszedłem za radą prezentera ,wyłączyłem telewizor i umówiłem się telefonicznie z kolegami na spotkanie. Wyjąłem z szafy Pana Tadeusza ,którego trzymam na czarną godzinę (i nie chodzi mi tu o książkę) tudzież udałem się w stronę wyjścia. Zostawiłem za sobą rodziców ,którzy również postanowili miło spędzić ostatnie chwile życia ,na oglądaniu znaczków w sypialni. 
  Wybyłem z bloku wsiadłem do auta i ruszyłem. Jechałem w stronę Warszawy ,w mym śnie znajdującej się niedaleko morza. Wjechałem na przedmieścia. Zdziwili mnie ludzie których widziałem zza szyby samochodu albowiem myślałem ,że będzie trwała ogromna panika a wszyscy albo się bawili ,albo spacerowali. Dojechałem do wielkiej/długiej kolejki ludzi ciągnącej się przez mą ulicę do osiedlowego sklepiku. Nijak nie dało się jej ominąć. Postanowiłem więc wysiąść i resztę trasy pokonać na piechotę. Przecisnąłem się przez kolejkę i dotarłem do sklepu. Okazało się ,że wszyscy stoją by kupić sobie po ziemniaku za dwa grosze. Ja nie miałem na to ochoty więc przeszedłem mówiąc wszystkim ,że ja tylko tędy przechodzę. Gdy już się jednak przelazłem naszła mnie chęć na soczystego pyraska. Zwróciłem się do ekspedientki w celu zakupu. Wkurzyła się na mnie za to ,że nie stałem w kolejce jak wszyscy. Koniec końców zakupiłem upragnionego ziemniaczora za niebagatelną cenę trzech groszy. Schowałem go do kieszeni by móc się nim później delektować gdy nadejdzie tsunami. 
  O dziwo po drugiej stronie tłumu stał mój samochód. Nie zastanawiałem się długo jakim cudem się tam znalazł. Wsiadłem do środka i ruszyłem w dalszą drogę. Trochę mi zajęło dotarcie do celu gdyż nie znałem dokładnie trasy ,lecz przynajmniej pozwiedzałem senną Wawę. Wbiłem do domu kolegi i od razu zaczęliśmy pić za koniec świata. Żartowaliśmy jak to znajomi. Narodził się w naszych głowach plan by zrobić sobie wspólne selphy na sekundę przed zmieceniem nas przez ogromną masę wody. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć. Przyszli kolejni znajomi. Wszyscy dzierżyli w łapach przynajmniej po jednej flaszce. Przypomniałem sobie ,że swoją zostawiłem przed wyjściem na blacie w kuchni. Uznałem ,że skoro wszyscy coś przynieśli to i ja nie mogę być gorszy. Wybiegłem z hacjendy i ruszyłem autkiem w stronę domu. Spieszyłem się byleby zdążyć przed armagedonem. Wszedłem do pustego już domostwa. Wziąłem flachę i już miałem wychodzić ale zamiast tego ubzdurałem sobie ,że muszę wziąć jeszcze kilka obowiązkowych rzeczy... gofrownica ,kilka drewnianych desek i inny szmelc. Zacząłem gromadzić to wszystko przy drzwiach. Gdy uzbierała się już spora kupka niepotrzebnych rzeczy począłem głęboko zastanawiać się czy o czymś nie zapomniałem. Usłyszałem za plecami jakiś szelest ,odwróciłem się naprędce...


Przekręciłem się również w rzeczywistości co spowodowało moje obudzenie. Co ciekawe w śnie obróciłem się przez lewe ramie ,zaś na jawie zrobiłem skręt w prawo.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Siemanko 
Dawno 
Mnie
tu
Nie 
Było
Niestety


Doznałem dziś swoistego objawienia ale najpierw opiszę dzisiejszy sen.

15-16.01.2K19
Czas snu: 6 godzin + 2

1) Znalazłem się na dosyć wysokiej wieży (jakieś 100 metrów) w całości wykonanej z drewna. Nie wyglądała zbyt stabilnie. Widać po niej ,iż lata świetności miała już za sobą. Na szczycie tej w całości pomalowanej na kolor granatowy wieżyczki znajdował się kilkumetrowy taras ,na środku którego znajdowała się mała altanka. Dodatkowo wąski mostek prowadził do drugiej identycznej aczkolwiek oddalonej o spory kawałek baszty. Pod nami znajdowała się moja szkoła. Aczkolwiek wyglądała bardziej jak fabryka otoczona murem z czerwonej cegły. W oddali na tle horyzontu majaczyły czerwone kominy fabryczne skąpane w świetle zachodzącego słońca. Oprócz mnie na platformie znajdowała się część mojej klasy. Przeprowadzaliśmy próbę do jakiegoś przedstawienia. 
  Po chwili przeniosło mnie do domu ,jak dobrze pamiętam mojej babci. Zebrał się tam spora gromadka złożona z mojej rodziny oraz tej panny młodej ,z którą mój brat miał brać ślub. Wszyscy czekali aż wyjdą ze swojego pokoju. Wtenczas działo się jeszcze kilka mało istotnych dla fabuły rzeczy oraz rozmów. W końcu po dłuższym oczekiwaniu z ciemnego pokoju wyszedł mój brat wraz z... bratem dziewczyny ,z którą miał się żenić. Oznajmili ,iż postanowili się ze sobą pobrać. Po czym na oczach wszystkich zaczęli się namiętnie obściskiwać. 
  Wróciłem na wieżę. Było południe ,słońce niemiłosiernie grzało. Większość klasy udała się wraz z nauczycielem na drugą wieżę. Zostałem jedynie z dwoma kolegami. Schowaliśmy się pod dachem altanki dającym jedyne możliwe schronienie przed żarem lejący się z nieba. Niestety zdążyłem już spalić sobie rękę. Na prawym nadgarstku miałem trypofobiczną ranę. brrrrrrrr ciary na plecach* Z racji ,iż nie było wiele do roboty ,to zaczęliśmy przeszukiwać altankę w poszukiwaniu jakichś ciekawych fantów. Znaleźliśmy stare monety ,kapsle oraz kilka miedzianych płytek z cyzelowanymi napisami. Gdy skończyliśmy okazało się ,że w międzyczasie licha altanka na szczycie strażnicy zmieniła się w nowoczesną wieżę z prawdziwego zdarzenia. Już mieliśmy schodzić ale na jednej z półek przykuł mą uwagę przeźroczysty destylator ,pełen a jakże samogonu ale i malinek. Zaśmiałem się mówiąc ,że ktoś tu robi sobie bimberek o malinkowym smaku. Nie było żadnego odzewu. Znajomi w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęli. Udałem się do windy. Wraz ze mną wszedł mój nauczyciel. W środku było jeszcze kilka osób jednak zjeżdżaliśmy w całkowitych ciemnościach gdyż lampka nie działała. Wyszedłem i okazało się ,że jest zima a ja mam na sobie zimowe ubrania. Panowała noc. Okolica była jakby połączeniem Fortu Wola oraz ronda na Hynka w Warszawie. Ruszyłem na najbliższy przystanek autobusowy. Wziąłem garść śniegu w dłoń by przyłożyć go do zranionej ręki... ciemność ,ciemność czuję szczypanie zaspanych oczu ,obudziłem się.


No dobra przechodzimy do mojego niesamowitego odkrycia. 

  Zacznę może od tego ,że podczas przerwy jaka zaistniała od mego ostatniego postu gdy nie zaglądałem na iSen miałem sny. I to nie jeden czy dwa a kilkadziesiąt. Dlaczegóż więc się nimi nie podzieliłem na łamach forum ,pomimo tego ,iż niektóre były na prawdę ciekawe? Otóż odpowiedzią na to pytanie jest moje lenistwo. Lenistwo ,które nie pozwalało mi ani zapisywać ani dzielić się snami. Jednakże to samo lenistwo (plus zmęczenie dniem codziennym) sprawiało ,iż prawie wcale się nie afirmowałem. W ciągu dnia nie czyniłem tego wcale a przed snem leżąc w ciepłym łóżeczku rzucałem lakonicznie i w pośpiechu dwa razy formułkę ,bardziej z zasady niż chęci sennej przygody. Doszło nawet do tego ,że myślałem sobie "No dobra a może się poafirmuję żeby Morfeusz zesłał mi sen? Eeeee ch*j z tym nie chce mi się afirmować ,nie chce mi się śnić ,chce mi się jedynie spać" Pytanie brzmi - po co ja wam to mówię? Otóż zauważyłem ,że podczas takich sesji gdy mam wywalone na śnienie miałem więcej snów niż gdy się afirmowałem ,tak jak powinienem. Wystarczyło ,że spałem odpowiedni długi czas ,by nie obudzić się jako zoombie oraz tylko wspomnieć o śnieniu i voilà długi wyraźny sen. Wiele snów z mojego dziennika ma właśnie taką genezę. Odpowiednio długi sen i wspomnienie o śnieniu bez żadnych oczekiwań względem otrzymania czegokolwiek oprócz regeneracji fizycznej ciała. Jednakże dopiero teraz zacząłem łączyć fakty i doszedłem do wniosku w czym cały jest ambaras. Otóż cały proces afirmacji i skupianiu się na otrzymaniu snu sprawia ,iż w mym ciele produkują się endorfiny czy inne dziadostwa. Czuję ,że skoro robię wszystko tak jak powinienem by otrzymać sen ,LD itp. to nie ma opcji żeby się nie udało. W efekcie z podekscytowania nie mogę zasnąć ,robię się sfrustrowany a gdy rano nie ma efektów pomimo ,iż robiłem wszystko tak jak inni którym się udało napada mnie przygnębienie. OCZYWIŚCIE nie odkryłem ameryki na nowo. Forumowicze niejednokrotnie pisali mi ,że za bardzo się spinam z chęcią otrzymania snu ,LD etc. i powinienem się opanować ,bo nic z tego nie będzie. I chwała wam za to. Starałem się podchodzić do tego mniej emocjonalnie ale efekty były niewiele lepsze. Dopiero kompletna wyjebka przynosi dobre wyniki.
 Okazało się więc ,że moja jedna z głównych sentencji życiowych ,którą stosuje w wielu aspektach życia (możliwe ,że zbyt wielu hmmm ) pasuje do kolejnego. 

Miej Wyjebane A Będzie Ci Dane

Myślałem nad tym czy nie wynika to być może z faktu ,że już jakiś czas w sekcie  :P oneironautów i niejeden sen przeżyłem ,więc sny wynikają z samego faktu ,że często śnię a nie z tego ,że lakonicznie się afirmuję. Po części to pewno prawda ,nie da się ukryć ,aczkolwiek dzisiejszej nocy w równie prosty sposób zapragnąłem obudzić się po przeżytym śnie. Jedno zdanie pozytywnie nastawione gdzie pomyślałem ,że chcę obudzić się zaraz po śnie i dwa ,że no w sumie mi się nie chce obudzić po śnie. I co? Obudziłem się w środku nocy ,sen zapamiętany wyśmienicie. No po prostu złoto. Dodam tylko ,że owa sztuka udała mi się wcześniej może raz czy dwa razy. Badania będą trwały. Cel - wyspać się a LD przy okazji.  :D

Enjoy
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dobra robota odblokowałeś to ;)
Wydaje mi się jednak, że teraz to trwała nabyta zmiana i sny same się nakręcają niezależnie od treści afirmacji ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Hmmm od czego by tu zacząć?  hmmm

16.01-Gdzieś do niedawna.2K19

Od ostatniego wpisu miałem trochę snów oczywiście z braku czasu (i często również chęci) niewiele ich zapisałem. Jednakże przytoczę te które zapadły mi w pamięci. Kolejność niechronologiczna.


X) Ogólnie sen nie miał jakieś zwartej fabuły najpierw opiekowałem się psem wujka ,później zaś znalazłem się na ulicy i gdzieś szedłem. Nie pamiętam jak ale obok mnie pojawiło się jakby jakieś zielone hmmmm latające coś. To coś potrafiło zmieniać swoją strukturę raz było sypkie jak piasek innym zaś razem lepkie i płynne ,a jeszcze inszym twarde jak kamień. Oprócz latania Cosiek potrafił zmieniać się w różne rzeczy. Czułem z nim więź ,wykonywał moje rozkazy które podawałem mu w myślach. Potrafił przyczepić się do dłoni i mógł uformować się w nóż ,katanę ,działo i ogólnie wszystko co bym chciał. Dodatkowo gdy to zielone coś przykleiło mi się do twarzy to mogłem widzieć w podczerwieni lub noktowizji. Próbowałem na tym też chyba latać. Ogólnie pamiętam ,że bardzo przyjemnie mi się odkrywało właściwości tego czegoś. (...) Na koniec snu była epicka walka. Broniłem jakiegoś fioletowego ,świecącego czegoś przy użyciu mego zielonego przyjaciela. Robiłem niezłe Combosy. Działo w łapie powalało każdego. Ogólnie nwm z kim walczyłem i do czego potrzebne mu było to coś schowane w Partenonie no ale broniłem ,bo cóż innego miałem robić. Pomagało mi kilku ziomeczków z super mocami. Gdzieś niedługo przed przebudzeniem podszedł do mnie gość z siwą brodą i zaczął nawijać typową patetyczną gadkę ,że już długo się nie utrzymamy bla bla trzeba powstrzymać tego złego bla bla bla bo zniszczy świat itd... Po przebudzeniu przyszło mi na myśl ,że owy sen najbliższy byłby filmom z serii "Avengers".


X2) Byłem na nartkach w Taterkach  Tatra i każdej nocy miałem fajne wyraźne sny ale jak już mówiłem zapisywać nie bardzo mi się chciało. Zapamiętałem jedynie urywki z dwóch snów. 

- Zjeżdżałem na nartach w dół i wjeżdżałem w górę stoków po których jeździłem za dnia. Z pogardą śmiałem się z tych co tak nie potrafią i muszą mrozić dupę na kolejce krzesełkowej...

- Zaszedłem na strzelnicę ,wypożyczyłem broń i trochę sobie postrzelałem. Niby nic ciekawego ale nagle do środka wbił meksykański kartel narkotykowy przed którym musiałem się bronić. Efektywna strzelanina ,filmowe przewroty ,kopniaki i pięciu przeciwnikeros leży we krwi. Wychodząc z budynku spotkałem kolegę który gdzieś mnie zabrał...


X3) Sen z powtarzaną podobną fabułą.
  Otóż jestem sobie w swojej szkole. Dzień jak co dzień fajnie ,spoczko ,przerwónia można pogadać z kolegami. A tu nagle ludzie rzucają się sobie do gardeł. Panika. Chaos. W licbazie wybucha epidemia zoombie. Próbuję uciekać z tłumem do wyjścia ale zombiaczki nas otaczają i wybijają jednego po drugim. Próbuje się przebijać przez umarlaki ale kończę jako karma dla jakiegoś typa. 
  Drugie podejście zaczyna się podobnie wszystko fajnie spoko ,aż tu nagle znowu zoombiekalipsa. Tym razem udaje mi się przeżyć trochę dłużej. Zamiast uciekać z tłumem ,schodzę jedynie piętro niżej gdzie umarłych jest znacznie mniej. Spotykam koleżankę ,z którą przebijam się do upragnionego wyjścia. Obmyślamy taktyki ,wyszukujemy najlepszych ścieżek. Jesteśmy już prawie u celu ,kiedy nagle otacza nas setka zoombie. Po chwili beznadziejnej walki kończymy w przełykach naszych niedawnych kolegów.
  Trzecie podejście takie samo z początku ,znów spotykam tę samą dziewczynę ,z którą uciekałem wcześniej. Tym razem idzie nam znacznie łatwiej ,jesteśmy już przy wyjściu kiedy nagle oświadczam ,że zostawiłem telefon w łazience na górnym piętrze i muszę po niego wrócić. Laska ma mnie za idiotę ,któremu coś strzeliło do łba żeby narażać życie dla durnego telefonu. Mówię jej ,że są tam ważne dane potrzebne do zażegnania epidemii (kłamałem). Postanawia więc wrócić ze mną. Jest tylko jeden problem. Cała szkoła jest już zakażona. Postanawiamy zmienić taktykę. Zamiast przebijać się lub skradać udajemy zoombie w nadziei ,że nas nie rozpoznają. Wleczemy się więc pośród nieżywców mając nadzieję ,że jakoś się uda. Po długiej i stresującej podróży dochodzimy w końcu do męskiego szaletu na drugim piętrze. Sięgam powoli po leżący na umywalce telefon (Nokia 3310 ,niebieska). Udało się uffffff. Zaczynam się wycofywać szczęśliwy ,że mam to już za sobą ,gdy nagle z kabiny toaletowej wybiega ostatni żywy uczeń. Z krzykiem na ustach próbuje się przedrzeć przez żywe trupy ,lecz kończy zagryziony jakieś 10 metrów od swojego schronienia. Co gorsza umarlaki skapnęły się ,że my też jesteśmy jeszcze świeżym mięskiem i zaczynają nas gonić. Mówię tylko soczyste "SPIER*ALAMY" i już bierzemy nogi za pas. Nie mam pojęcia jakim cudem udało nam się dotrzeć do wyjścia. Zmęczeni biegiem zaczynamy obmyślać co robić dalej...

Dodam ,że nie minęły nawet dwie godziny a byłem w tej samej szkole. To dosyć ciekawe uczucie przechadzać się po pustych korytarzach i myśleć "O w tym miejscu zombiak odgryzł mi twarz dwie godziny temu"  :) .


X4) Wojna w Donbasie. Jestem żołnierzem ukraińskim. Pierwsza część snu to walka o jakiś duży budynek pośrodku tajgi. Niestety przegrywamy i musimy się ewakuować. Ustawiamy się w długą kolumnę i uciekamy w stronę gór. Na jednym z zakrętów potykam się ze zmęczenia i upadam kilkadziesiąt metrów w dół po skarpie. Gdy wstaję uświadamiam sobie ,że nie uda mi się wrócić do kolumny przed separatystami dlatego postanawiam przebijać się samotnie. Słyszę pościg za sobą przedzieram się przez las i mało uczęszczane ścieżki. Gdy słyszę ,że wrogowie są już blisko próbuję przyśpieszyć ,lecz paradoksalnie zaczynam biec jakby w slow motion. Jakoś udaje mi się oddalić od zagrożenia. Spostrzegam na nieodległym wzniesieniu strażnicę moich wojsk. Uradowany podbiegam i krzyczę żeby mnie wpuścili. Żadnego odzewu cisza ,spokój i szum wiatru. Opanowuję oddech ,od tego biegu zamroczyło mi się w oczach ale powoli zaczynam uzyskiwać ostrość. Przenoszę wzrok na flagę powiewającą nad wartownią "Nie to nie może być prawd...O KUR*A". Zaczynam uskuteczniać spedolke ile sił w nogach a za sobą słyszę tylko "zaje*ać psa". JEB JEB JEB huk wystrzałów i świst kul wokół mej głowy. Jakby ktoś się jeszcze nie domyślił to niech wie ,że przypadkiem trafiłem na wrogi posterunek ,lecz i tak tym razem dopisało mi szczęście ,bo zwiałem. 
(...)
 Akcja przeniesiona trochę do przodu. Nastała noc. Znajdowałem się na rusztowaniu jednego ze starych ,metalowych mostów. Było cholernie zimno a ja w żółwim tempie prześlizgiwałem się niczym ślimak po metalowych częściach mostu. Nie mogłem od tak sobie przejść jak normalny człowiek po drodze ,gdyż nadal znajdowałem się na terytorium wroga. Podczas mej tułaczki usłyszałem rozmowę dwóch wrogich mi żołnierzy z której wynikało tyle ,że kolumna wojsk została doścignięta i otoczona i teraz szukają tylko jakiegoś typa ,który był na tyle bezczelny ,że nie dość ,iż ucieka samotnie to jeszcze podbiegł do jakiegoś posterunku i zakpił z tamtejszych żołdaków... i tu mniej więcej sen się skończył.


X5) Wykminiłem również pewną koncepcję. Otóż przez tydzień musiałem opiekowałem się psem brata. A ,że z psem trzeba wychodzić na spacery to okazywało się ,że codziennie przynajmniej raz chodzę w jedno i to samo miejsce. Obmyśliłem więc ,że będę się TR-ował i afirmował w tym miejscu aby w czasie snu znaleźć się na tymże polu i dzięki temu zrobić TR co oznacza ,że się uświadomię a to w efekcie sprawi ,iż będę miał LD ,w którym będę mógł robić... :> . Tak się teraz zastanawiam dlaczego wcześniej na to nie wpadłem skoro regularnie bywam w innych miejscach: dom ,szkoła ,przystanek autobusowy czy osiedlowy monopolowy  :D to tylko kilka z nich. Zrobiłem telefonikiem panoramę tegoż miejsca ,by w wolnych chwilach ją oglądać i afirmować się. I już trzeciego dnia ukazały się efekty.

-) Grałem sobie w koszykówkę na sali gimnastycznej z gimnazjum z kolegami. Kilka minut przyjemnej gry. W pewnym momencie na sale wbił mój kolega. Typo wyglądał jak chodzący stereotyp zniewieściałego chłoptasia ,wiecie sukienka ,piskliwy głosik i szminka na ustach. Zawołał mnie. Gdy do niego podbiegłem przypomniał mi ,że byliśmy razem umówieni do kina (ekchem na film) i musimy wyruszać ,bo się spóźnimy. Nie za bardzo miałem ochotę z nim iść ale jak się umówiliśmy to trzeba było jechać. Jednak nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć kolega zaczął uciekać. Wybiegliśmy ze szkoły. Okolica prawie taka sama jak w rzeczywistości ,różne były jedynie detale. Szymon ,bo tak miał na imię wbiegł do zamykającego drzwi autobusu i odjechał mi dosłownie sprzed nosa. Nie wiem skąd wytrzasnąłem nowiuśkiego ,białego Malucha ale zacząłem ścigać autobus. Niestety w pewnym momencie gdzieś mi uciekł. Zjechałem z głównej drogi na błotnistą wiejską drożynę. Zatrzymałem się na skrzyżowaniu. Wysiadłem i odchodząc kawałek zacząłem myśleć co robić. Nagle usłyszałem zgrzyt i trzask za sobą. Odwróciłem się pośpiesznie i ujrzałem jak takie monstrum 

zgniata swymi kołami mój wóz nic sobie z tego nie robiąc. Normalnie jakby go tam nie było. Załamany usiadłem na trawie. Nie miałem ani kolegi ani samochodu. Rozejrzałem się jednak i dostrzegłem ,że okolica jest jakby znajoma. Okazało się ,że droga na której byłem prowadzi w linii prostej do pola o którym mówiłem wyżej. Zrobiłem TR i natychmiastowo przeniosłem się na nieobsiane brązowe pole. Zacząłem krzyczeć HURAAAAA i biec po polu... Po kilku sekundach sen się skończył.

-) Następnego dnia lub jeszcze kolejnego miałem podobny sen ,że znalazłem się na tym polu i zrobiłem TR tudzież się uświadomiłem jednak w tym wypadku jestem prawie pewien ,że to był tylko sen o LD.


No dobra to może coś świeżego. Sytuacja z wczoraj tj. 22 marcunia. Położyłem się na niecałe cztery godzinki ,po południu ,byłem mega zmęczony.

-) (...) Znowu byłem w jakiejś szkole ,noc ,wszędzie szaro i ciemno. Wbiłem do szaletu aby odcedzić kartofelki natomiast w środku zastałem łóżko małżeńskie ,w którym jak gdyby nigdy nic namiętnie kopulowała sobie parka nastolatków. Niezmiernie oburzyli się ,że przeszkadzam im w "sprawach" zapytałem gdzie są pisuary a oni bez odpowiedzi dali mi miskę po płatkach śniadaniowych (123) wyszedłem z kibelka i zapomniałem przed chwilą co wtedy robiłem (...) niemniej po pewnym czasie okazało się ,że jestem panem Adolfem H. (niedocenionym akwarelistą o wybuchowym charakterze ;) ) ponadto okazało się ,że owa szkoła to tak na prawdę oblegana przez czerwonych twierdza Gdańsk. Wyszedłem z jednym z generałów na wierzę i ujrzałem wspinających się po drabinach czerwonych. Spytałem dlaczego nikt z naszych nie strzela skoro wala się tu masa broni. Generał odpowiedział ,że broń owszem jest ale amunicji brak. Bez słowa wziąłem kilka karabinów w dłonie i począłem rzucać nimi we wrogów na drabinach. Byłem w tym tak dobry ,że sam odparłem atak XD...


19-20.03.2K19
Czas snu ok. 5h


A na koniec bardzo przyjemny sen zwłaszcza druga część sprawiła mi bardzo wielką przyjemność i zapewniła dobry humor na początek dnia. (luki w fabule spowodowane tym ,że nie dane mi było od razu spisać tego super snu.


1) Spałem w swoim łóżku tzn. częściowo spałem ale jednocześnie miałem otwarte oczy i widziałem co się dzieje dookoła. Choć początkowo nie działo się zbyt wiele. Po lewej miałem ścianę ,a po prawej suszarkę na ubrania pełną ubrać ,które zasłaniały mi resztę mego pokoiku. Gdy chciałem się przekręcić na bok spadłem z łóżka i zauważyłem ,że nie jestem sam w pokoju ,lecz jest tam też kilka łóżek ze znajomymi i nieznajomymi. Ponadto w drzwiach siedział nauczyciel i prowadził lekcję. Zacząłem udawać ,że ja też cały czas słuchałem ale po prostu sobie leżałem. Po dwóch minutach skończył wykładać i sobie poszedł. Gdy odwróciłem wzrok od drzwi ujrzałem ,że zmienił się układ przestrzenny pomieszczenia. Była to długa sala po której bokach stały pod ścianami prostopadłe do nich łóżka. Wyglądało to trochę jak jakieś koszary ale okazało się być salą do spania czegoś w rodzaju obozu letniego. (...) Wszedłem do jakiegoś niewielkiego pokoju ,bo musiałem coś z niego wziąć. Wychodząc musiałem się przecisnąć obok dwóch rozochoconych parek ,którym było tak gorąco ,że aż musieli się rozebrać i do tego strasznie dziwnie się przytulali ,nie mam pojęcia co robili ale wyglądało to dziwnie... ;)  Po wyjściu z pokoju rozkoszy udałem się na stołówkę.

-I tu kończy się ta mniej ciekawa część snu

Po wejściu do kantyny stanąłem w kolejce po żarełko i niby nic ciekawego ale nagle podbił do mnie gość ,którego od razu rozpoznałem jak starego przyjaciela ,ciepło się przywitaliśmy (cyk retrospekcja-w czasie tego snu miałem co jakiś czas retrospekcje ,które przypominały mi wydarzenia sprzed 4 lat. Gdy poznawałem kogoś nowego ale w fabule poznanego 4 lata temu cyk retrospekcja ,kiedy przychodziliśmy w jakieś miejsce związane z obecną fabułą i tą sprzed czterech lat cyk retrospekcja. I to było chyba najwspanialsze w tym śnie ,że działo się nie tylko tu i teraz ale wątki wiązały się idealnie z historiami przedstawianymi 4 lata temu. [mówiąc retrospekcja mam na myśli ,że przenosiłem się do świata sprzed 4 lat uczestniczyłem w fabule a po skończeniu retrospekcji wracałem do teraźniejszości]. Teraz streszczę ogólnie o co chodziło z tymi "wydarzeniami sprzed 4 lat" ,oczywiście ja tą historię poznawałem częściami w kolejnych retrospekcjach : 4 lata temu przyjechałem tu (do miasta niepodanego z nazwy) na obóz letni ,poznałem tu dwóch chłopaków (w tym jeden jest ten ze stołówki) i dziewczynę. Stworzyliśmy paczkę przyjaciół. Początkowo jedynie miło spędzaliśmy czas ale później zaczęliśmy rozwiązywać zagadkę jakiegoś morderstwa. Rozwiązaliśmy ją minęły 4 lata a ja randomowo przyjechałem do tej miejscowości.) Nowo poznany stary przyjaciel (niepodanego mi imienia) Zaprowadził mnie najpierw do drugiego przyjaciela a później do sklepu który prowadziła nasza znajoma. Po drodze w retrospekcjach przypominaliśmy sobie nasze poszukiwania sprzed 4 lat. Gdy zaszliśmy do sklepu z wyrobami z drewna naszej przyjaciółki ,powiedziała nam ,oczywiście po miłym przywitaniu ,że w mieście znowu coś jest nie tak. Nie wiedziała konkretnie co ale coś na pewno było na rzeczy. Wyszliśmy więc i chodziliśmy po mieście szukać poszlak niczego nie mogliśmy znaleźć ,aż w końcu idąc przez włoską dzielnicę niechcący zahaczyłem o wystawę ulicznego sprzedawcy zabawek i rupieci. W ostatniej chwili złapałem całe rusztowanie ,trzymało się tylko na moich rękach. szybko zebrał się tłum wkurzonych włochów którzy uznali mnie za wandala. Ja jednak zamiast próbować się tłumaczyć lub rzucić tego w cholerę i uciekać odwróciłem się i uśmiechnąłem do nich. Tego się nie spodziewali ,oniemieli a po chwili zaczęli się śmiać gdy używając jedynie mimiki twarzy opowiedziałem im żart. Zrobiłem to jeszcze ze dwa razy po czym rozbawieni do łez włosi pomogli mi ustawić zrzuconą przez mnie wystawę (ta scena była jednym z najmilszych momentów ze wszystkich moich snów). Staruszek podszedł do nas i zaczął rozmawiać z nami. Okazało się ,że ma pewną wiedzę która może się przydać. Wysłał nas do pewnego pałacu gotyckiego znajdującego się w mieście. Okazało się ,że ma dość sporą ochronę. Ponadto zobaczyliśmy pewnego typa w czarno fioletowym garniaku ,po którym było widać ,że to ktoś ważny. Szybka retrospekcja podpowiedziała mi co robić. Rozdzieliłem zadania. Dziewczynę i drugiego przyjaciela zostawiłem na zewnątrz pałacu by tam mieli baczenie a sam przekradłem się z tym z kantyny. Plan był taki ,że odwróci uwagę ochrony a ja pójdę niezauważony za szychą. Był świetnym aktorem. Przedarłem się za kordon i ruszyłem w ślad za typem w garniaku po masywnych ,kamiennych ,kręconych schodach. Już czułem przypływ adrenaliny... 

Ciężko stwierdzić czy w tym miejscu sen się skończył czy było coś więcej czego nie pamiętam. Bardzo chciałbym wiedzieć co było dalej ,bo choć jak czytam teraz swe wypociny to z mego opisu sen ten nie wydaje się taki och i ach ale dla mnie był niesamowity. Nie da się chyba tego tak opisać ,żeby odbiorca zrozumiał me odczucia zwłaszcza ,że mam luki w pamięci. Jednak spróbuję. Podczas snu czułem się jednocześnie podekscytowany ,szczęśliwy i zafascynowany wszystkim tym co przeżywałem ,jakbym czytał dobrą powieść kryminalną. Spróbuję dziś wrócić do tegoż świata...


Enjoy
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1