Od zera do Dominika Cobba
08-09.12.2K18
Czas snu ok. 8h


1)  Obudziłem się we własnym łóżku bądź zostałem obudzony przez moich starszych. Niemniej ważne jest to ,że od razu po przebudzeniu poinformowali mnie ,iż niedługo nastąpi koniec świata i muszę się pakować aby z nimi uciec przed kataklizmem. Dowiedziałem również ,że ową apokalipsą ma być zalanie ziemi przez wielką falę. Chcieli zwiać w Himalaje.
  Przez myśl mi przeszło ,że to może być sen ale wysnułem ,iż skoro przed chwilą się obudziłem to to nie może być sen. facepalm  Odpowiedziałem rodzicom ,że dziękuję za propozycję ale wolę zostać i zginąć niż tułać się po zniszczonym świecie albowiem nie rajcuje mnie taka wizja spędzenia życia. Popatrzyli po sobie i chyba moja argumentacja trafiła do nich bowiem przestali się pakować. Ja tymczasem siadłem przed telewizorem ponieważ myślałem ,że z takiej okazji puszczą w TV film "2012". Srogo się zawiodłem. Przełączałem szybko kały w nadziei znalezienia czegoś ciekawego przy czym dokonam żywota. Natrafiłem na serwis informacyjny ,w którym pokazali wizualizację zmian jakie zajdą na ziemi podczas katastrofy. Otóż nasze ciało niebieskie na którym żyjemy miało w niedalekiej przyszłości złamać się mniej więcej na równiku planety ,w okolicy afryki co miało skutkować potężną falą niszczącą wszystko na swej drodze. Dodatkowo naukowcy doszli do wniosku ,iż od ziemi ,przez dziurę równikową ,oddzieli się część jej wnętrza tworząc nowy orbitujący wokół planety księżyc. Na koniec spiker powiedział ,że żadna ucieczka nie ma sensu ,powinniśmy pogodzić się z naszym losem oraz przez ostatnie godziny życia miło spędzić czas.
  Poszedłem za radą prezentera ,wyłączyłem telewizor i umówiłem się telefonicznie z kolegami na spotkanie. Wyjąłem z szafy Pana Tadeusza ,którego trzymam na czarną godzinę (i nie chodzi mi tu o książkę) tudzież udałem się w stronę wyjścia. Zostawiłem za sobą rodziców ,którzy również postanowili miło spędzić ostatnie chwile życia ,na oglądaniu znaczków w sypialni. 
  Wybyłem z bloku wsiadłem do auta i ruszyłem. Jechałem w stronę Warszawy ,w mym śnie znajdującej się niedaleko morza. Wjechałem na przedmieścia. Zdziwili mnie ludzie których widziałem zza szyby samochodu albowiem myślałem ,że będzie trwała ogromna panika a wszyscy albo się bawili ,albo spacerowali. Dojechałem do wielkiej/długiej kolejki ludzi ciągnącej się przez mą ulicę do osiedlowego sklepiku. Nijak nie dało się jej ominąć. Postanowiłem więc wysiąść i resztę trasy pokonać na piechotę. Przecisnąłem się przez kolejkę i dotarłem do sklepu. Okazało się ,że wszyscy stoją by kupić sobie po ziemniaku za dwa grosze. Ja nie miałem na to ochoty więc przeszedłem mówiąc wszystkim ,że ja tylko tędy przechodzę. Gdy już się jednak przelazłem naszła mnie chęć na soczystego pyraska. Zwróciłem się do ekspedientki w celu zakupu. Wkurzyła się na mnie za to ,że nie stałem w kolejce jak wszyscy. Koniec końców zakupiłem upragnionego ziemniaczora za niebagatelną cenę trzech groszy. Schowałem go do kieszeni by móc się nim później delektować gdy nadejdzie tsunami. 
  O dziwo po drugiej stronie tłumu stał mój samochód. Nie zastanawiałem się długo jakim cudem się tam znalazł. Wsiadłem do środka i ruszyłem w dalszą drogę. Trochę mi zajęło dotarcie do celu gdyż nie znałem dokładnie trasy ,lecz przynajmniej pozwiedzałem senną Wawę. Wbiłem do domu kolegi i od razu zaczęliśmy pić za koniec świata. Żartowaliśmy jak to znajomi. Narodził się w naszych głowach plan by zrobić sobie wspólne selphy na sekundę przed zmieceniem nas przez ogromną masę wody. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć. Przyszli kolejni znajomi. Wszyscy dzierżyli w łapach przynajmniej po jednej flaszce. Przypomniałem sobie ,że swoją zostawiłem przed wyjściem na blacie w kuchni. Uznałem ,że skoro wszyscy coś przynieśli to i ja nie mogę być gorszy. Wybiegłem z hacjendy i ruszyłem autkiem w stronę domu. Spieszyłem się byleby zdążyć przed armagedonem. Wszedłem do pustego już domostwa. Wziąłem flachę i już miałem wychodzić ale zamiast tego ubzdurałem sobie ,że muszę wziąć jeszcze kilka obowiązkowych rzeczy... gofrownica ,kilka drewnianych desek i inny szmelc. Zacząłem gromadzić to wszystko przy drzwiach. Gdy uzbierała się już spora kupka niepotrzebnych rzeczy począłem głęboko zastanawiać się czy o czymś nie zapomniałem. Usłyszałem za plecami jakiś szelest ,odwróciłem się naprędce...


Przekręciłem się również w rzeczywistości co spowodowało moje obudzenie. Co ciekawe w śnie obróciłem się przez lewe ramie ,zaś na jawie zrobiłem skręt w prawo.
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Siemanko 
Dawno 
Mnie
tu
Nie 
Było
Niestety


Doznałem dziś swoistego objawienia ale najpierw opiszę dzisiejszy sen.

15-16.01.2K19
Czas snu: 6 godzin + 2

1) Znalazłem się na dosyć wysokiej wieży (jakieś 100 metrów) w całości wykonanej z drewna. Nie wyglądała zbyt stabilnie. Widać po niej ,iż lata świetności miała już za sobą. Na szczycie tej w całości pomalowanej na kolor granatowy wieżyczki znajdował się kilkumetrowy taras ,na środku którego znajdowała się mała altanka. Dodatkowo wąski mostek prowadził do drugiej identycznej aczkolwiek oddalonej o spory kawałek baszty. Pod nami znajdowała się moja szkoła. Aczkolwiek wyglądała bardziej jak fabryka otoczona murem z czerwonej cegły. W oddali na tle horyzontu majaczyły czerwone kominy fabryczne skąpane w świetle zachodzącego słońca. Oprócz mnie na platformie znajdowała się część mojej klasy. Przeprowadzaliśmy próbę do jakiegoś przedstawienia. 
  Po chwili przeniosło mnie do domu ,jak dobrze pamiętam mojej babci. Zebrał się tam spora gromadka złożona z mojej rodziny oraz tej panny młodej ,z którą mój brat miał brać ślub. Wszyscy czekali aż wyjdą ze swojego pokoju. Wtenczas działo się jeszcze kilka mało istotnych dla fabuły rzeczy oraz rozmów. W końcu po dłuższym oczekiwaniu z ciemnego pokoju wyszedł mój brat wraz z... bratem dziewczyny ,z którą miał się żenić. Oznajmili ,iż postanowili się ze sobą pobrać. Po czym na oczach wszystkich zaczęli się namiętnie obściskiwać. 
  Wróciłem na wieżę. Było południe ,słońce niemiłosiernie grzało. Większość klasy udała się wraz z nauczycielem na drugą wieżę. Zostałem jedynie z dwoma kolegami. Schowaliśmy się pod dachem altanki dającym jedyne możliwe schronienie przed żarem lejący się z nieba. Niestety zdążyłem już spalić sobie rękę. Na prawym nadgarstku miałem trypofobiczną ranę. brrrrrrrr ciary na plecach* Z racji ,iż nie było wiele do roboty ,to zaczęliśmy przeszukiwać altankę w poszukiwaniu jakichś ciekawych fantów. Znaleźliśmy stare monety ,kapsle oraz kilka miedzianych płytek z cyzelowanymi napisami. Gdy skończyliśmy okazało się ,że w międzyczasie licha altanka na szczycie strażnicy zmieniła się w nowoczesną wieżę z prawdziwego zdarzenia. Już mieliśmy schodzić ale na jednej z półek przykuł mą uwagę przeźroczysty destylator ,pełen a jakże samogonu ale i malinek. Zaśmiałem się mówiąc ,że ktoś tu robi sobie bimberek o malinkowym smaku. Nie było żadnego odzewu. Znajomi w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęli. Udałem się do windy. Wraz ze mną wszedł mój nauczyciel. W środku było jeszcze kilka osób jednak zjeżdżaliśmy w całkowitych ciemnościach gdyż lampka nie działała. Wyszedłem i okazało się ,że jest zima a ja mam na sobie zimowe ubrania. Panowała noc. Okolica była jakby połączeniem Fortu Wola oraz ronda na Hynka w Warszawie. Ruszyłem na najbliższy przystanek autobusowy. Wziąłem garść śniegu w dłoń by przyłożyć go do zranionej ręki... ciemność ,ciemność czuję szczypanie zaspanych oczu ,obudziłem się.


No dobra przechodzimy do mojego niesamowitego odkrycia. 

  Zacznę może od tego ,że podczas przerwy jaka zaistniała od mego ostatniego postu gdy nie zaglądałem na iSen miałem sny. I to nie jeden czy dwa a kilkadziesiąt. Dlaczegóż więc się nimi nie podzieliłem na łamach forum ,pomimo tego ,iż niektóre były na prawdę ciekawe? Otóż odpowiedzią na to pytanie jest moje lenistwo. Lenistwo ,które nie pozwalało mi ani zapisywać ani dzielić się snami. Jednakże to samo lenistwo (plus zmęczenie dniem codziennym) sprawiało ,iż prawie wcale się nie afirmowałem. W ciągu dnia nie czyniłem tego wcale a przed snem leżąc w ciepłym łóżeczku rzucałem lakonicznie i w pośpiechu dwa razy formułkę ,bardziej z zasady niż chęci sennej przygody. Doszło nawet do tego ,że myślałem sobie "No dobra a może się poafirmuję żeby Morfeusz zesłał mi sen? Eeeee ch*j z tym nie chce mi się afirmować ,nie chce mi się śnić ,chce mi się jedynie spać" Pytanie brzmi - po co ja wam to mówię? Otóż zauważyłem ,że podczas takich sesji gdy mam wywalone na śnienie miałem więcej snów niż gdy się afirmowałem ,tak jak powinienem. Wystarczyło ,że spałem odpowiedni długi czas ,by nie obudzić się jako zoombie oraz tylko wspomnieć o śnieniu i voilà długi wyraźny sen. Wiele snów z mojego dziennika ma właśnie taką genezę. Odpowiednio długi sen i wspomnienie o śnieniu bez żadnych oczekiwań względem otrzymania czegokolwiek oprócz regeneracji fizycznej ciała. Jednakże dopiero teraz zacząłem łączyć fakty i doszedłem do wniosku w czym cały jest ambaras. Otóż cały proces afirmacji i skupianiu się na otrzymaniu snu sprawia ,iż w mym ciele produkują się endorfiny czy inne dziadostwa. Czuję ,że skoro robię wszystko tak jak powinienem by otrzymać sen ,LD itp. to nie ma opcji żeby się nie udało. W efekcie z podekscytowania nie mogę zasnąć ,robię się sfrustrowany a gdy rano nie ma efektów pomimo ,iż robiłem wszystko tak jak inni którym się udało napada mnie przygnębienie. OCZYWIŚCIE nie odkryłem ameryki na nowo. Forumowicze niejednokrotnie pisali mi ,że za bardzo się spinam z chęcią otrzymania snu ,LD etc. i powinienem się opanować ,bo nic z tego nie będzie. I chwała wam za to. Starałem się podchodzić do tego mniej emocjonalnie ale efekty były niewiele lepsze. Dopiero kompletna wyjebka przynosi dobre wyniki.
 Okazało się więc ,że moja jedna z głównych sentencji życiowych ,którą stosuje w wielu aspektach życia (możliwe ,że zbyt wielu hmmm ) pasuje do kolejnego. 

Miej Wyjebane A Będzie Ci Dane

Myślałem nad tym czy nie wynika to być może z faktu ,że już jakiś czas w sekcie  :P oneironautów i niejeden sen przeżyłem ,więc sny wynikają z samego faktu ,że często śnię a nie z tego ,że lakonicznie się afirmuję. Po części to pewno prawda ,nie da się ukryć ,aczkolwiek dzisiejszej nocy w równie prosty sposób zapragnąłem obudzić się po przeżytym śnie. Jedno zdanie pozytywnie nastawione gdzie pomyślałem ,że chcę obudzić się zaraz po śnie i dwa ,że no w sumie mi się nie chce obudzić po śnie. I co? Obudziłem się w środku nocy ,sen zapamiętany wyśmienicie. No po prostu złoto. Dodam tylko ,że owa sztuka udała mi się wcześniej może raz czy dwa razy. Badania będą trwały. Cel - wyspać się a LD przy okazji.  :D

Enjoy
Per labores ad victorias. Per aspera ad astra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dobra robota odblokowałeś to ;)
Wydaje mi się jednak, że teraz to trwała nabyta zmiana i sny same się nakręcają niezależnie od treści afirmacji ;)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1