NeuroWonderland
Lecieliśmy ogromnym statkiem kosmicznym. Był otwarty, więc idąc za daleko można było wypaść w przestrzeń kosmiczną. Ktoś krzyczał, że się pali. Wszedłem szybko do środka. Wnętrze było połączeniem pociągu z autobusem. Powiedziałem koledze, który tam siedział, że szkoda, że nie było tam zamontowanych zraszaczy. Zgodził się ze mną. Powiedziałem, że zbliża się fala, więc zaraz zgasi ogień. Jednak na ekranie było widać gorące gwiazdy, więc najpierw musieliśmy przelecieć przez "piekło", przez co sytuacja jeszcze bardziej się zaogni zanim minie pożar. Wlecieliśmy w jakąś planetę i nikt już nie pamiętał o ogniu. Lecieliśmy pomiędzy unoszącymi się w powietrzu wysepkami osiedli z placami zabaw. Wydawały mi się bardzo podobne do tych na Ziemi. Trwał nawet remont w jednym miejscu. Zeskoczyliśmy do lasu. Czegoś szukaliśmy. Wśród drzew leżało urządzenie do robienia dziur w ziemi. Mogło też posłużyć jako broń. Wcisnąłem przycisk i strzelało jak karabin. Komuś to oddałem. Na skarpie znalazłem kamień w paski. Wziąłem ze sobą. Był tu jakiś kot, ale to nie był nasz. Pomyślałem, że na tej planecie mogą być dinozaury w lasach i już od razu z oddali zbliżał się drapieżny dinozaur. Wszyscy uciekali. Stanęli pomiędzy jakimiś skalnymi łukami, aby się ukryć. Poszedłem trochę dalej i nie miałem za czym się schować. Ukucnąłem, więc trzymając kamień w ręku i nie ruszałem się. Sen się jakby skończył. Potem powtórzyła się podobna sytuacja, tylko, że to nie był las, a mieszkanie. Sprawdzałem wszystkie pomieszczenia i nie było żadnych dinozaurów. Zwróciłem uwagę na jakieś książki w szafie. Wszyscy wychodziliśmy wtedy. Pamiętam jeszcze przechodzenie obok krzaku, na którym siedział dziwny ptak. Nie odleciał, chociaż byłem bardzo blisko niego.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Patrzę przez kuchenne okno, a tam koszą trawnik. Wszystko jest takie wyraźne, ale trawnik jest inny niż w rzeczywistości. W rogu trawnika machały się jakieś gałęzie na wietrze. To było niby coś zasadzone przez mamę, teraz skoszone przez nich. Przenosi mnie i mamę na dwór. Pomyślałem, że w jednym takim miejscu można by posypać nasionami jakichś kwiatów, aby wyrosły. Idziemy, gdzieś dalej. Na trawie siedzi dużo ludzi. Widzę fioletowe kwiaty ułożone w jakieś przeplatające się okrągłe wzory. W trzech miejscach są te kwiaty. W pierwszym i drugim niskie ściany, a w trzecim jakby okno złożone z tych kwiatów. Idziemy przez tą trawę. Dla ludzi tam siedzących jest to zwykła łąka. Dla mnie jest to stroma górka i muszę się chwycić liny z trawy wystającej spod trawy. Zjeżdżam w dół, aż do kwiatowego okna. Po mnie zeskakuje mama i kilka innych osób. Nie pamiętam co widziałem przez to fioletowe okno.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Przez jakiś czas, jak leżałem, nawiedzały mnie jakieś straszydła, mniejsze i większe. W końcu, gdy wstałem zrobiło się jasno. Łóżko ustawione było pod drugą ścianą. Zobaczyłem co było pod poduszką. Zielony kocyk, a pod nim już nic nie znalazłem. Małe czarne straszydło pociągnęło mnie na ścianę pod oknem, że prawie przez nią przelazłem. Wstałem i wyjrzałem przez drzwi. Mama była w dużym pokoju. Zamknąłem drzwi do swojego pokoju i zacząłem wyskakiwać przez okno. W połowie przeszedłem przez szybę, chwilę się męczyłem z resztą i jakoś przeszedłem cały. Było ciepło. Trawnik cały był zalany wodą i można było pływać w nim. Trochę popływałem. W wodzie znalazłem trzy duże kamienne koła i klucz (też kamienny). Ułożyłem je w trójkąt i w środku przekręciłem klucz w lewą stronę. Nic się nie stało. Wyszedłem z wody z trawnika. Szedłem w stronę przystanka autobusowego. Bardzo ciężko mi się szło jakbym szedł pod górę. Zaraz się obudziłem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Szedłem, gdzieś na mieście. Schodziłem schodami do uliczki. Przy schodach było kilka reklam Biedronki, na każdej z nich dziewczyna z jaskrawożółtymi włosami. Już na dole zobaczyłem rzeczywistą dziewczynę "Biedronkę" o żółtych włosach. Sen się na chwilę urwał i powrócił (przez chwilę był w odcieniach szarości). Zobaczyłem ją idącą w lesie. Podszedłem do niej i wzięliśmy się za ręce. Wyszliśmy z jakiegoś sklepu czy skądś i się objęliśmy. Tak szliśmy uliczką. Trafiliśmy do nieznanego mi pokoju. Na ścianie były półki z różnymi rzeczami, a pod nimi łóżko. Zapisywałem sen w pliku tu.txt w folderze Earth. Zwinąłem jakoś ekran w kulkę i gdzieś schowałem. Przyszła ta dziewczyna z żółtymi włosami. Na półkach stały trzy figurki przedstawiające właśnie ją. Szybko je schowałem. Po czym i tak jej pokazałem. Ona coś mówiła o poduszkach, że i tak je weźmie. Do drzwi ktoś agresywnie się dobijał. Pomyślałem, że to jej znajomy czy ktoś taki. Ona szybko, gdzieś uciekła i sen zamienił się w koszmar. Zrobiło się czarno. Leżałem na swoim łóżku i gryzły mnie najeżone igłami duże pająki czy coś pająkopodobnego.

W innym śnie leżałem na prześcieradle, które było niby mapą. Do kogoś za fałdą prześcieradła powiedziałem, że przemierzam miasto. Za pomocą Google Maps na tym prześcieradle przeglądałem tą mapę. Jedno małe miasto zostało zaznaczone. To był Ełk. Tam właśnie leciałem. Już, gdy lądowałem, zauważyłem, że to są wiejskie tereny i chyba było tam zoo. Gdzieś wszedłem, okazało się to szkołą. Tam niby poszukiwali kogoś, aby narysował kółko na jakimś plakacie. No to wziąłem cyrkiel i mazaka i już miałem robić to kółko, gdy pani powiedziała, że to można by całkowicie przerobić. Kilka osób przyszło i mówiło co tam i jak można zmienić. Powiedziałem, aby lepiej znaleźli profesjonalnego grafika, który to zrobi. Potem szukałem plecaka. Wszedłem do jednej z dwóch zatłoczonych szatni od wf. Miał być w jasnym kolorze, biały albo szary. Ktoś mi pokazał, że tam taki leży na ławce, ale to nie był mój. Po chwili zorientowałem się, że przecież plecak mam na plecach i był chyba czarny. W następnej części snu w jakimś holu budowaliśmy dziwne konstrukcje. W jednym miejscu wisiało na ścianie dużo breloczków. Dalej, przy oknach były półki i rury, po których można było wejść. Na tych półkach było dużo książek i filmów dvd. Znalazłem książkę z jakimś filmem, na końcu była też zamieszczona wersja filmu na cienkiej kasecie vhs. Ktoś przyszedł i chciał to mi wziąć. Odłożyłem to na półkę "na później". Ktoś inny przyszedł. Bardzo dziwnie się zachowywał. Kładł kamienie na te rury, a ja je zrzucałem mówiąc, że tam nie mogą być. Zszedłem na dół. Ten ktoś strzelał czymś do gniazdka od prądu czy czegoś takiego. Chciałem mu to coś zabrać, ale był szybszy. W kilka osób go złapaliśmy, trzymałem go za nogi. Mówił jakieś brednie, że ktoś tam się powiesi. Później przyszło więcej osób i zaczęło rozmontowywać te półki i rury. Ktoś nawet zrzucił dwa doniczkowe kwiatki z parapetów pod sufitem. Wracałem z rodzicami. Pytałem się taty czy zabrał wszystkie breloczki. Tak. Chociaż jeden nie był nasz, nawet nie był breloczkiem tylko kolorową bransoletką. Oddaliśmy ją dziewczynce wchodzącej na schody. Bardzo się ucieszyła.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Byłem na klatce schodowej. Wchodziłem schodami, bardzo ciężko i powoli, stopień za stopniem. Wszedłem do domu i poszedłem do swojego pokoju. Na podłodze leżało dużo drobnych rzeczy, kamieni, guzików, klocków. Wziąłem kamień brązowy, zielony w kształcie kwadrata i dwa małe różowe serduszka. Miały właściwości magnetyczno magiczne. Te serduszka kilka razy mi wypadały z rąk i je podnosiłem. Przy biurku siedziała jakaś dziewczyna i tworzyła mapę tych wszystkich porozrzucanych rzeczy. Potem piłem kawę. Miałem w ręku dwa kubki z gorącą kawą. Tata zamówił dla mnie (na urodziny?) kieliszek wina. Upiłem łyk. Kieliszek zamienił się w metalowe berło z zawieszoną chusteczką nasiąkniętą winem. Odłożyłem na stół "na ołtarzu". Dziewczyna powiedziała dziękuję. Znalazłem się w czymś przypominającym kościół. Miałem ześlizgnąć się w dół do drzwi, ale było zbyt stromo.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Na Księżycu przeleciała chmara ptakopodobnych istot. Było to połączenie jakby wrony z ćmą. Leciały pomiędzy ruinami budowli księżycowych. Potem zrobiło się ciemno i one lądowały obok mojego łóżka. Wkładałem dłonie do ich dziobów, aby się szybciej obudzić. Czułem jak mnie gryzły.

Słuchałem muzyki na odtwarzaczu mp3. Było to coś innego niż chciałem włączyć. Kilka razy włączałem od nowa, ale odtwarzał się tylko fragment. Ktoś, może z Księżyca, coś mówił, a potem zaczęło szumieć. Pomyślałem, aby przenieść całą muzykę na telefon. Włączyłem komputer, a tam coś się zainstalowało, przez co Windows wyglądał jak stary taki i jeszcze bardziej płaski. Chciałem to coś odinstalować. Otworzyłem menu start, pokazały się kategorie, kodeki audio, kodeki wideo. Odwinąłem dalsze menu jak folię. Brzydko to wyglądało.

Później otworzyłem starą białą szafkę, której już nie ma. Poznajdywałem w niej różne stare rzeczy. Było tam trochę kilkuletnich batoników snickers. Spróbowałem. Chyba się nie zepsuł, ale nie jadłem dalej. Komuś to pokazałem i tam było więcej różnych kilkuletnich batoników i ciastek. Próbowaliśmy każdego dla zabawy. Potem nawet rozdawaliśmy innym. Część okazała się nowa, jakieś gumy do żucia, a także puste opakowania. Coś tam jeszcze było o nagrodzie. Wygrałem chipsy, ptasie mleczko, dwa słoiki miodu, kilka piw i jeszcze coś. Wszystko to było wyciągnięte z różowego plecaka na półce.

Jakaś dziewczyna pokazywała mi symbol na ramieniu, podobny był do run. Oznaczało to przynależność do jakiejś grupy w "Harrym Potterze", zaczynającej się na literę g. Był z nią jej znajomy, który okazał się wampirem. Rzucił się na mnie, ale zdołałem go odepchnąć. Ona też była wampirzycą.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Jak leżałem na łóżku uniosłem nogę do góry. To była świetlista, astralna noga, więc uniosła się aż do sufitu. Wyszedłem z pokoju. W ubikacji muszla była ustawiona w złym miejscu i wszędzie na około była brudna woda. Ustawiłem muszlę w odpowiednie miejsce. Potem wyszedłem na balkon. Było pełno śniegu. Wyszedłem po schodkach. Szedłem między krzakami, aż wyszedłem za trawnik. Wchodziłem na małą górkę, tam gdzie normalnie są schody. Powiedziałem sobie, że ćwiczę swoje astralne nogi. Tam na większej górce był las i ktoś zjeżdżał na nartach. Sen się cofnął i znowu wyskakuję z balkonu na śnieg. Znowu podchodzę pod górkę. W oddali, po drugiej stronie ulicy, widzę młyńskie koło karuzeli. Nagle się spłaszczyło i poleciało w bok nad ulicą.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Byłem w szkole. Była przerwa. Nie mogłem przypomnieć sobie jaka będzie następna lekcja, ale zobaczyłem kolegę z klasy idącego po schodach. Poszedłem za nim. Jednak nie mogłem znaleźć mojej klasy. Przerwa się skończyła i wszyscy już wchodzili. Otwierałem po kolei każde drzwi i sprawdzałem. Nikogo znajomego. Zrobiłem taki długi krok jakbym coś ćwiczył. Potem usiadłem pod ścianą i założyłem słuchawki na uszy. Żadna muzyka nie wydobywała się z nich. Kilka osób wołało mnie po przezwisku, ale nie zwracałem na nich uwagi. Jeden z nich zabrał mi słuchawki, ale kazałem mu je oddać, więc oddał mi je. Schowałem słuchawki do plecaka i poszedłem do szatni. Tam był taki jakby mostek i pod nim z dwóch stron siedziały jakieś dziewczyny. Proponowały mi narkotyki, "białe chińskie tabletki". Nic od nich nie wziąłem, choć przez chwilę się zastanawiałem. Poszedłem sobie stamtąd i wyszedłem na zewnątrz. Na dworze był śnieg. Szedłem sobie, gdy zauważyłem kogoś kto prowadził psa na smyczy. Pomyślałem, że się nie boje go, ale ten zaczął się zmieniać i rosnąć. Teraz to był niedźwiedź. Wskoczyłem na jakąś metalową konstrukcję, aby przed nim uciec. Ktoś tam był i szedł w moją stronę. Obudziłem się.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Skądś wracałem z kolegami. Wskazałem na budki sklepowe. Były stare, ale nowe, powiedziałem. Widać było cegły. Podeszliśmy do jednego sklepu, który byłem pewien, że został już zlikwidowany, ale jednak nie. Za ladą siedziała młoda dziewczyna. Spytałem się jej jak się nazywa. Odpowiedziała, że Anna Maria Jopek.

Potem byłem w nieznanym mi domu. Włączyłem jakiś niby mój komputer. Coś dziwnego się zainstalowało na jednym koncie i zmienił się wygląd systemu. Na przycisku start było moje imię. W menu były jakieś dziwne animowane ikonki, które można było przenosić na pulpit. Nie było przycisku do wyłączenia, ani wylogowania się. I w ogóle wszystko było w kilku nieznanych mi językach. Wszystko co robiłem pokazywane było dodatkowo na telewizorze i na kineskopowym monitorze drugiego komputera. W pewnym momencie wstałem i wyłączyłem ten drugi od prądu, ale nadal działał. Trochę koszmar. W końcu znalazłem przycisk, który mógłby służyć do wylogowania się, ale pokazały się tylko kropeczki, a system przeszedł w tryb tekstowy. Na wszystkich trzech monitorach pokazało się nocne zachmurzone niebo.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ktoś umarł i w pozycji siedzącej był na łóżku. Mama kazała mi podejść do niego i go dotknąć. Tak zrobiłem. I teraz leżał na płasko. Czekaliśmy na kogoś, chyba na doktora czy kogoś takiego. Patrzę, a tu nogi umarlaka się poruszają. Za chwilę cały się poruszał i się podniósł. Wstał. Był cały opuchnięty i miał dziwnie powiększoną głowę, ale jednak znowu żył. Byłem u cioci. Coś było z zegarkami na rękę. Zostawiłem tam zegarek czy coś. Miałem problemy z paskiem od zegarka, nie chciał się zapiąć. Miał granatowy kolor i był mały. W końcu jakoś założyłem, ale miałem jeszcze drugi. Jakaś dziewczyna próbowała mi go założyć na rękę, ale założyła inny, trochę większy i różowy, chyba jej. Ten umarły żywy przyszedł i chciał zobaczyć ten zegarek. Teraz to była normalnie wyglądająca kobieta. Wzięła ten zegarek do ręki na chwilę i oddała. Potem go gdzieś zawiesiłem. Miałem na ręku dwa zegarki na raz. Sen przeniósł się do mojego pokoju. Kolega nastawiał mi zegarki. Każda wskazówka miała osobne pokrętło. W szufladzie znalazłem jeszcze inny zegarek. Coś mi się nie zgadzało i krzyknąłem RATUNKU! RATUNKU! RATUNKU! Ci koledzy nie pozwalali mi wyjść z pokoju. Przytrzymywali mnie. Ale jakoś się udało, wyszedłem na przedpokój i tam była mama i siostra.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1