NeuroWonderland
Przy łazience otworzyło się w powietrzu okno. Najpierw wydawało mi się, że to moja siostra, gdzieś dzwoniła, ale to chyba jednak ja. Połączyło mnie z barem w Mediolanie. A może to było Minneapolis, nie wiem, w każdym razie coś na m. Więc, zamawiałem jakieś jedzenie. W tym okienku był za ladą kelner czy kucharz i wykładał jedzenie osobno na kawałki papieru. Mięso, szynki, kiełbasa. Myślałem, że miałem sobie samemu dobrać plasterek wędliny, to otworzyłem szufladę spod ekranu. Wybrałem sobie jeden z wielu do wyboru, które tam leżały w tej szufladzie. Szybko jednak schowałem, bo tamten już wybrał sam od siebie i ułożył jak mu pasowało. Położył też właśnie kiełbasę ustawiając pionowo, jednak przewróciła się na boczek. Część wkładałem na talerz, chyba była jeszcze surówka, a część pod biurko. Widok niepostrzeżenie zmienił się na biuro. Przed szerokim biurkiem siedziała jakaś pani i też rozkładała jedzenie dla mnie. I znowu część przełożyłem na potem pod biurko, bo było tego zbyt dużo, abym zjadł na miejscu, a część na talerz. Trochę poznikało, widocznie wynikło to z błędów transferu poprzez ten ekran teleportacyjny. To co nałożyłem na talerz było zimne i bez smaku. Nad drzwiami łazienki wisiał telewizor, a może piekarnik. Z boku był doczepiony kominek przypominający raczej rurę wydechową od samochodu. Powiedziałem, że końcówka jest żółta, a reszta niebieska. Pani wytłumaczyła, że nie może być niebieskie, całe ma być żółte lub w innym kolorze, bo jak będzie niebieskie to źle się upiecze, ale ona to wszystko załatwi tak, aby było dobrze.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Biegnę za dziewczynką i mniejszym chłopczykiem podziemnymi korytarzami. Znalazłem duże okna. Wołam ich i wychodzimy przez nie. Nagle przypływa wysoka woda. Wdrapujemy się na skałę. Dziewczyna spada. W porę ją chwytam, przytulam ją. Ktoś przychodzi. Nie wiem czemu myślę, że jeden z nich, ten wytatuowany, uważa ją za swoją własność i ją puszczam. Odchodzę stamtąd.

To było chyba jakieś forum. Na kartce pojawiał się tekst pisany przez kilka osób. Każdy po kolei czytał swoją część. Było to jakieś przesłanie dla całego świata. Ci co pisali i to czytali byli z różnych kultur. Stali razem na końcu korytarza w szpitalu. Scenka się przeniknęła i teraz stali na zielonej łące. Gdy tak wygłaszali swoje przemówienie, czułem pozytywne emocje, chociaż nie rozumiałem treści. Przybył psychopata i zdjął górną część czaszki dziewczynki. Zobaczyłem elektronikę. Odepchnąłem go i złożyłem jej czaszkę z powrotem. Pytałem się jej rodziców po co to zrobili, przecież to już kto inny z ożywionym ciałem ich córki ze sztucznym mózgiem. To jest już tylko jej kopia z pamięcią zmarłej. Zgodzili się ze mną, kiwnęli głowami, chcieli trwać wciąż w iluzji. Zauważyłem inną małą dziewczynkę. Była w wózku-karocy. Koleżanki tamtej dziewczyny pierwsze ją zauważyły. Kilka razy się wychylała zza zasłony. Podszedłem do niej i ją pogłaskałem. Miała mieć telepatyczne zdolności.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Poszedłem do piwnicy. Mama i siostra czegoś tam szukały. Usiadłem na środku, tata wycinał coś z płyt, chyba drewnianych. Wtedy zobaczyłem coś dziwnego. Stała tam ściana. Po jej lewej stronie były od podłogi do sufitu dwie kolumny, jedna jasna i druga, ta z przodu, ciemna. Po prawej stronie było przejście do dalszej części piwnicy. Przecież tam nigdy nie było żadnego dalszego przejścia! Nie mogłem się w tej chwili ruszyć, bo coś tacie przytrzymywałem. Kazałem kotce sprawdzić co tam jest i mi powiedzieć. Poszła, ale nie spojrzała co znajduje się za ścianą i nic nie powiedziała. Wreszcie byłem wolny, wstałem i poszedłem tam. Było tam czarne podwyższenie, podobne do sceny w teatrze albo kinie. Na drugiej ścianie były małe szare drzwiczki. Były zamknięte. Do piwnicy wszedł chłopiec. Otworzył te drzwiczki i wszedł do srebrnej kuli, tam się znajdującej. Dzięki niej można było podróżować w czasie. Chciał chyba przenieść się w przeszłość i coś zmienić. Zamknął za sobą drzwi. Jeszcze słyszałem jak mówił, że obaj jesteśmy w polu (siłowym?, elektromagnetycznym?). Schodząc z podwyższenia zastanawiałem się czy będę pamiętał to zdarzenie. Jak najprędzej udałem się do wyjścia.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Miałem założone okulary wirtualnej rzeczywistości i włączyła się jakaś gra. Przechodzę przez przejście w skale i idę korytarzem mieszkaniowym. Jednak zawracam, aby zobaczyć co było za poprzednimi drzwiami. Niestety lokacja się zmienia i wyrzuca mnie z gry. Uruchamiam ją ponownie, bo chce zobaczyć co będzie dalej jak będę szedł tym korytarzem. Gra nie wraca do tego miejsca. Wytłumaczyłem sobie, że gra nigdy nie zaczyna się tak samo, zawsze jest inna i dlatego jest taka interesująca. Pokazuję siostrze pudełko od tej niby gry. Są na okładce dziewczyny ze skrzydełkami podobne do tych z anime Sailor Moon.

Przed kimś uciekałem. Przeniosłem się niby nad Japonię. Ten ktoś już mnie dogonił. Unosiłem się nad gęstym, bardzo rozległym lasem. Korony drzew oplatała gęsta sieć elektryczna, lądując jakoś udało mi się przez nią przecisnąć. Ten co mnie gonił nic mi złego chyba nie chciał zrobić i się pogodziliśmy czy coś. Trafiliśmy do jakiegoś fragmentu budynku, będącego po części w lesie. Tam były hodowane dziwne zwierzęta. Nie wiem co to były za zwierzęta, jakby białe owce albo lamy, ale zupełnie inne, pewnie senne. Jedne stały przy ścianie i chyba coś jadły, a drugie gdzieś dalej. Tak się złożyło, że ten starszy pan co się nimi zajmował był z Gdyni. Coś mówił, że jak się rzuci kawałem jedzenia to biegnie za nim jedna grupa zwierzątek zamiast konkretne, te oznaczone. Powiedziałem do kolegi, że chciałbym się iść po tym "japońskim" lesie jak długo się da. On jednak zwrócił uwagę na to, że przecież tu jest tylko kilka drzewek. To był pewnie taki jak zwykle oszukany senny las.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Idę za jakąś młodą dziewczyną. Wchodzimy na plażę. Ona szybko wchodzi do wody i znika, gdzieś w tłumie. Idę wgłąb morza, aby ją znaleźć. Im dalej idę tym więcej ludzi w wodzie. Natrafiam na kogoś, ale to nie ona. Ta jest grubsza i jest z kimś. Widzę w poprzek wody. Niby mam wodę do pasa, ale jednak jest bardzo płytko. W pewnym momencie wchodzę w strefę z okrągłej czarnej gumy. Kobieta, która tam obserwowała powiedziała, że tam jest przechowywany gaz używany przez nazistów do zabijania. Szybko to przechodzę, wchodzę na chwilę do głębszej wody i wskakuję na drewnianą platformę. Jest tam ta dziewczyna, którą szukam. Wchodzi do łodzi i szybko odpływa w prawą stronę. Wchodzę do drugiej łodzi. Łódź przypomina gondolę tylko bardzo szybką, ktoś w niej był i nią sterował. Na początku myślałem, że płynie w odwrotnym kierunku, ale jednak zawróciła i płyniemy za łodzią, w której znajduję się dziewczyna. Poruszamy się ciemnymi kanałami.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Archeolog był na brzegu jeziora, robił wykopaliska, czegoś szukał. Był podobny do Indiana Jonesa, miał też coś z MacGyvera. Panowała atmosfera zagrożenia, musiał się śpieszyć, bo niedługo dotrą tutaj drapieżniki. Wykopał trochę przy wodzie, trochę dalej, nic nie było. Kopał ziemię jeszcze dalej na lewo od wody. Coś znalazł i był zadowolony. Nie wiem co to byłą za skamielina, czaszka, statuetka czy coś innego? Scena się powtórzyła. Tyle, że tym razem to ja grzebałem w ziemi. Znalazłem jakiś ładny kamień, był pożyłkowany spiralnie, lekko zagięty, węższy i wydłużony na końcu. Widziałem, że było to kamienne narzędzie wytworzone przez człowieka tysiące lat temu. Odwróciłem się. Przyszedł do mnie wielki prostokątny kamień, był wyższy ode mnie. Miał kilka otworów w pionie. Zastanawiałem się czy może ten mały kamień, który okopałem był jakimś magicznym kluczem. Próbowałem włożyć go do każdej dziurki i przekręcić, może otworzy się przejście, tak myślałem. Niestety do żadnej dziurki nie pasował.

W innym śnie przemierzałem zawiłe korytarze jakiegoś budynku. Szybko biegłem szukając wyjścia. Chyba kręciłem się w kółko i co chwilę cofało mnie na wyższe piętra. Raz zobaczyłem UFO. Stało zaparkowane przed drzwiami, do którejś z sal. Nie wiem czy wydostałem się stamtąd.

Jechałem autobusem. Skojarzyłem coś co tam mogło się zdarzyć z jakąś śmieszną sytuacją, ale teraz nie pamiętam o co chodziło. Wysiadłem. Mama zakładała mi kartonowy szalik. Miało być to tymczasowe. Kartonowy szalik miał się zamienić w prawdziwy po odpowiednim ułożeniu. Wiedziałem jednak, że wygląda on na taki chuligański i ludzie z autobusu będą się patrzyć i śmiać (?) Przejechały w tym czasie dwa autobusy. Po chwili jeden się zatrzymał. Jakiś pan wołał do nas, że to źle, że taki szalik mam. Wstydziłem się tego. Powiedział, że nas ktoś podwiezie do domu samochodem. Jechaliśmy. Powiedział, że te tuje nie mogły tam być posadzone. Też się dziwiłem dlaczego drzewa rosną na środku ulicy. Zawróciliśmy i przejechaliśmy po nich. Teraz jechaliśmy skrótem, bardzo szybko. Nie wiedziałem, że są tu takie ulice i dziwne tunele.

Miałem stosik czekolad. Musiałem je schować do lodówki, bo było gorąco i w szafie by się rozpłynęły. Każdy w lodówce miał swoją półkę, przez co było mało miejsca. Przeniosłem półkę o jeden poziom wyżej. Teraz niestety mleko u góry się nie mieściło.

Szedłem schodami po lewej stronie ulicy. Były rozciągnięte na całą długość chodnika. Z naprzeciwka szła dziewczyna. Przeniknęła przeze mnie jak zjawa.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
...Idę ciemnym gęstym lasem. W oddali zauważam wielkiego lisa w towarzystwie innych zwierząt. On był raczej połączeniem lisa z wilkiem, był czarno pomarańczowy. Słyszałem jak warczał. Jak najszybciej zmieniłem kierunek. W inną stronę szła jakaś kobieta. Lisowilk ją zauważył i powoli za nią podążał. W tym czasie wyszedłem na ulicę. Wszedłem do wielkiego budynku, aby się schować. Wydawało mi się, że widzę cień wielkiego stworzenia poprzez szyby drzwi.

Jestem w wielkim centrum handlowym. Wewnątrz znajduje się czarna kopuła. Ma kilka pięter. Na każde można się dostać ruchomymi schodami. Sprawdzam każde z nich. Na jednym jest restauracja z czarnymi siedzeniami. Dużo tam ludzi idzie tymi schodami. Rozmyślam nad tym, jak tam wejść, bo widzę tylko małe okienka. Wchodzę na dach tej kopuły, do czegoś w rodzaju kina. Siedzę sobie i jestem jednocześnie obserwatorem. Wszyscy ludzie siedzą na podłodze jakby w półśnie. Myślą, że oglądają jakiś film o mrówkach. Zauważam z lekkim przerażeniem, że w rzeczywistości mrówki chodzą po nich. Najpierw wchodzą na rękę, potem przechodzą po ciele w górę po szyi i analogicznie schodzą w dół. Tak jakby obrysowywały ludzkie kontury. Od razu wchodzą na drugą osobę (nie wiem czy wszyscy się trzymają za ręce czy trzymają je na podłodze), w sposób, że nie ma przerwy pomiędzy ludźmi, jest wielka, niekończąca się ścieżka. Większość z mrówek coś niesie, listki, a także kawałki śmieciowego jedzenia zgromadzonego za plecami ludzi. Właśnie obserwuję dziewczynę o blond włosach. Przez to, że na nią patrzę, budzi się z hipnozy. Widzi mrówki, ale nie rusza się, bo nie chce zwrócić na siebie uwagi mrówek, nie wiadoma jak by zareagowały, pewnie bardzo agresywnie. Po jakimś czasie mrówki znikają i "seans" się kończy. Zostaje kilka osób, które jako jedyne wiedziały o co w tym wszystkim chodzi. Mrówki żywiły się ludźmi. Jednocześnie wchodziły do ust ludzi i "karmiły" ich odchodami. W piasku i kurzu zostało trochę zdechłych mrówek i jedno podłużne gówno. Wychodzimy stamtąd.

Idę z "Indiana Jonsonem" (ma oczywiście kapelusz na głowie) po ciemnym lesie, gdy docieramy na jego skraj. Wychodzimy na zniszczony chodnik i na uliczkę przy blokach. Widzę jeszcze małego ludzika złożonego z kamieni lub betonowych kawałków, poruszał się po niską metalową ławką obok śmietnika. Wzdłuż chodnika stoi kilka kamiennych płyt. Wołam towarzysza wyprawy, aby zobaczył. Zwracam jego uwagę na to, że każdy ma otwory, zupełnie ja ten wielki kamień z poprzedniego snu, niektóre mają kształt usb. Wystarczy znaleźć klucz, aby zadziałało, wtedy wszystko się naprawi. Idziemy dalej. Na trawnikach gęsto od różnych dziwnych kwiatów. Zauważam ogromną lawendę. Nie jest fioletowa, ma nienaturalnie jaskrawy różowy kolor i ma dodatkowe drobne, żółte kwiatki. Wiem, że to jest zupełnie inna rzeczywistość, może nawet inna planeta. Dalej po lewej stronie znajdujemy inny kwiat, to wielki dzwonek, też ma taki sam żarówiasty, jak ta zmutowana lawenda, różowy kolor. Tu zdarzyła się jakaś straszna katastrofa. Idziemy. Zawiał mocny mocny wiatr. Poleciał kawał papieru i coś innego, może teczka, albo mała skrzynka. Ten papier przyciągnąłem do siebie za pomocą telekinezy. W naszą stronę szła kobieta (prawdopodobnie to ta sama co była wcześniej w lesie) i podniosła przedmiot. Obudziłem się wtedy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Miałem sto nasionek bananowca. Powiedziałem tacie, że gdzieś bym je zasadził. U nas na trawniku raczej nie, bo sto bananowców to za dużo na tak małej powierzchni. No to pomyślałem, że zasadzę w różnych miejscach na dzielnicy, taki żart będzie jak wyrosną te wszystkie bananowce. Później zobaczyłem kiście bananów rosnące na lampie. Były zarobaczone. Blisko obok tej lampy z bananami stał słup albo druga lampa. Tam miały swoje gniazdo wróble. Tamte robale z bananów przechodziły do ich gniazda. Jeden wróbel chciał lecieć. Zeskoczył ze słupa z rozłożonymi skrzydłami i tak je trzymał wyprostowane, bez ruchu. Spadał i spadał. To mrówki siedziały na jego skrzydłach i go obciążały. Obraz się przybliżył i nie, to nie były mrówki, to były malutkie wrony. Namyśliły się i zaczęły trzepotać skrzydełkami, dzięki czemu wróbel mógł lecieć.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Szedłem głębokim lasem. Patrzę, a tam biała lodówka. Otwieram ją, chcę się najeść jak najwięcej, ale chyba nic nie zdążyłem spróbować. Jakieś malutkie zwierzaczki lub krasnoludki stały za nią. Wiedziałem, że coś złego nadchodzi, las zrobił się ciemny. Po za tym ten obszar lasu powoli się zamykał. Musiałem uciekać. To czarownica mnie goniła. Gdy wyszedłem z lasu, czułem za sobą zbliżającą się ciemną obecność. Była wielka, potężna i bezkształtna. Nie odwracając się, czym prędzej przebiegłem wewnętrzną uliczkę. Jeszcze tylko przejdę przez główną ulicę i będę bezpieczny. Wtem pojawił się czarny samochód, a w nim wysłannicy czarownicy. Byli ubrani na czarno. Szukali mnie. Przebiegłem przez ulicę, a tam po drugiej stronie, nie wiadomo skąd, biegnie w moją stronę stado krów. One były szalone! Trochę panika, ale nie miałem wyboru, parłem do przodu. Miałem dziwne szczęście, bo za każdym razem, gdy krowa miała mnie już stratować, to albo udało mi się uskoczyć w bok, albo krowa mnie przeskoczyła. Po chwili nie było śladu po krowach. Pewnie pobiegły do tego lasu. Ten czarny samochód znowu się pojawił. Zatrzymał się na chwilę. Z tyłu siedziała dziewczynka. Chyba o coś się mnie pytali i zaraz pojechali.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ktoś wszedł do mojego pokoju i coś sprawdzał przy szafce. Ciemno było i widziałem kto to. Patrzę, a tam szuflada częściowo otworzona i unoszą się z niej bąbelki podobne do baniek mydlanych, tylko te były z jakiejś astralnej substancji. Już prawie do mnie dolatywały, gdy zaczęły się szybko oddalać na prawą stronę. Przyciągnąłem je myślami i złapałem wyciągniętą ręką. Dwie takie bańki zjadłem, nie wiem po co. Do intruza mówię, że coś nie mogę wstać z łóżka. Ten coś pokazuje. Zauważam, że podłoga od mojego pokoju do kuchni jest przechylona pod kątem około 45 stopni i głową zsuwam się po łóżku, przez to nie mogę się wydostać. Nagle poczułem złość z tego powodu i wyskoczyłem z łóżka. Wyjąłem z szuflady kamień snów, i wskazując nim na niego, kazałem gościowi przestać tu chodzić i się wynosić.

Zaglądam przez ekran telewizora. Widzę jakąś amerykańską klasę. Oni coś też oglądają na telewizorze. Patrzą się w moją stronę jakby mnie widzieli. Wszystko dzieje się w lekkim przyśpieszeniu. Dziewczyna siedząca na krześle po środku zaczyna się kąpać. Widać pianę na jej ciele. Wyłączam senny telewizor. Chciałem sprawdzić w gazecie jaki był tytuł tego programu. Nie znalazłem. Jeszcze po obudzeniu wydawało mi się to bardzo ciekawe i próbowałem sobie przypomnieć tytuł, aby później to znaleźć i obejrzeć całość.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1