Odczuwam wolność przy wiedzy o braku wolnej woli. Dzisiaj mniej się stresowałem, miałem dobry humor i w ogóle. Ale nie chcę w coś wierzyć bo jest mi na rękę. Poczucie świadomego wpływu na swoje decyzje cały czas kłóci się z tą wiedzą, ale myślę, że w miarę dobrze to rozumiem. I rozróżniam wolną wolę od woli. Nie chcę wyzbywać się woli

Sądząc po dzisiaj ta wiedza wyszła mi na dobre. Nie zatracałem woli, nie zmieniała się szczególnie, ale co dla mnie ważne, nie karciłem się tyle w umyśle za przeszłość bo po prostu akceptowałem fakt, że tak musiało być i niczemu tu nie zawiniłem. Z drugiej strony brzmi to trochę jak wymówka

Nie stresowałem się też przyszłością, przy świadomości, że nie mam na nią żadnego wpływu.
Oczywiście nie przypisuję tych zmian sobie, tylko uznaję je za swoistą kontynuację związku przyczynowo-skutkowego
Po ostatnim poście nie jestem pewien czy tutaj z kolei zaprzeczasz jakikolwiek brak wolnej woli czy ostrzegasz mnie przed złym rozumieniem tej kwestii

Jedno konkretne pytanie: Czy uważasz brak
jakiegokolwiek wpływu na swoje życie za pewnik? Chodzi mi tutaj o wpływ, który wynikałby z czego innego niż gra impulsów w mózgu i ciągu przyczynowo-skutkowego, po prostu z w pełni naszego wpływu.
A przy hipotetycznej sytuacji, gdy za konkretną wolą przemawiało by 50% czynników, a za inną drugie 50%? Czy wtedy też nie mamy wpływu?
Ćwiczenie tak czy siak na pewno wykonam