Incestus
Całe miesiące nie miałem już dobrej wizji, tak jak się spodziewałem powrót do starego notatnika od razu przyciągnął obfite jakościowo LD.

Uświadomiłem się ze snu o Wildzie, podczas słuchania hipnagoga, w pewnym momencie po prostu pojawiłem się w nowej krainie. Osadzona wysoko w górach mieścina na kształt azteckiej doliny z piramidami, wypełniona masą lepianek, w całości wykonane z jakiejś ceramicznej masy, co przypominało starożytne naczynia, gdzieniegdzie jawnie ukształtowane na podobieństwo mis, garnków i durszlaków. W mieście znajdował się patelniopodobny budynek mający odgrywac rolę stadionu, w oddali ogromna ceglasta trójkątna wieża, pnąca się w góre niczym Eiffla, przesłonięta gęstą mgłą. Całe miasto ogrodzone wysokim drewnianym murem, na rogach którego sterczały stare gontowe kościoły. Wewnątrz tej palisady po ulicach chodzili hebanowi tubylcy, z których niektórzy nosili wysokie, walcowate, zdobione różnymi ziołami korony. Od muru aż po horyzont ciągnęły się pasy równo ułożonych kościołów o płaskim stropie, przykryte wielkimi obrusami. Cały czas rytm wybijały rytualne chóralne stęknięcia tłumu. Każdy przedmiot, którego dotknąłem i wydał odpowiedni dla siebie dźwięk, dołączał się jako nowy beat do tego rytmu, tak że pod koniec snu grała już melodyczna symfonia drum'n bass z odgłosów tłumu, trzaśnięć drzwiami, tłuczonego szkła, przesuwanych słoi i kroków po różnych podłożach. Im dłużej zwiedzałem, tym niebo i przestrzeń stawały się coraz bardziej przesłonięte ruchomymi ścianami. Nie potrafiąc się przez nie przedrzeć wycofałem się do ostatniego niezajętego miejsca - szczytu piramidy-miasta. Tam powitała mnie ciemnoskóra wersja mojego dawnego asystenta z fizjologii w opisywanym wcześniej cylindrycznym nakryciu głowy. Będąc pewny, że w jego obliczu stracę świadomość, wybudziłem się, żeby nie zapomnieć całego doświadczenia - jak się okazało w samą porę, bo już wkradło mi się myślenie, jako bym był prawowitym władcą tamtej ludności :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
incestus napisał(a):Osadzona wysoko w górach mieścina na kształt azteckiej doliny z piramidami, wypełniona masą lepianek, w całości wykonane z jakiejś ceramicznej masy, co przypominało starożytne naczynia, gdzieniegdzie jawnie ukształtowane na podobieństwo mis, garnków i durszlaków.

Skojarzyło mi się z Machu Picchu http://famouswonders.com/wp-content/gall...picchu.jpg

Za dużo oglądasz Cejrowskiego :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Machu pichu znam tylko z Cywilizacji Sida Meiersa :) Ale faktycznie układ podobny, tylko jakiś taki drobny w porównaniu z tym z mojego snu :) Nie wiedziałem, że aztekowie ( albo inkowie ) znali Minecrafta :D
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
W koncu po dlugim czasie udalo mi sie uzyskac wizje w LD. Nietypowo sen zaczal sie jako falszywe przebudzenie na klatce schodowej. Po wyleceniu przez okno okolica wydawala sie zupelnie normalna, poza tym, ze ogrody, ploty, domostwa - wszystko tonelo w nagrobkach. Niestety jest to ustabilizowany znak senny, ktory skojarza sie w kazdym LD. Poza tym gdzieniegdzie wyrastaly elementy kosciolow, posagi religijne i ukwiecone oltarze. Postanowilem wyniesc sie stamtad na jakies pole. Caly skrot zawalony byl suto zastawionymi stolami i siedzacymi przy nich goscmi. Gdy przelatywalem nad tym bankietem, ktorys z gosci wyklal mnie, ze latam za nisko i nie dane mi bedzie dostapic NIEBA. Jak na zawolanie miejsce przestworzy zajal zwykly sufit, uniemozliwiajac jakies ladniejsze widoki. Postanowilem odwrocic grawitacje i " wzbilem sie " do studni. W locie przescignal mnie spadajacy martwy golab. Po drugiej stronie okazaly sie byc te same bankiety, koscioly, nagrobki , tylko ze do gory nogami. Wrocilem wiec z powrotem przez studnie i tym razem spadajacy golab uderzyl mnie w twarz, przylepiajac sie do ramienia. Gdy znalazlem sie u wylotu, moim oczom ukazala sie ogromna ( jak lotnisko ) fioletowa scena, upstrzona elementami niczym z moilin rouge, na ktorej tarczy iskrzyly sie ogromne rzymskie cyfry jak na zegarze, pod kazdym jakis dziwaczny symbol.

Godzine po tym w nastepnym LD podrozowalem przez korytarze obskurnych tuneli, jak w starodawnych dworcach kolejowych, zamiast podlogi byly jednak zebate murowane ornamenty zamalowane roznym graffiti. Za jedynymi drzwiami, ktore znalazlem znajdowal sie niesamowity widok - ogromne miasto, ktore na roznej odleglosci od centrum obracalo sie wokol srodka z rozna predkoscia, generalnie bardzo szybko.Smigajace gmachy i wiezowce pozostawialy za soba smugi swiatel a kominy fabryk liniowe kleby chmur. Jendak gdy wyladowalo sie w jakims miejscu, zupelnie nie bylo poczucia sily odsrodkowej, jedynie otaczajace pola zdawaly sie poruszac. Wszystkie ulice i chodniki wykonane byly z marmuru, po jezdniach zamiast samochodow toczyly sie pastelowo kolorowe kule tej wielkosci, zapewne dzieki momentowi obrotowemu. Najpiekniejsze byly parki, wysadzone roslinnoscia z zoltego lub ciemnoniebieskiego kobaltowego szkla, kruszace sie przy dotknieciu. Mimo tych zachwytow snu udalo sie mnie przyciagnac do obrotowego burdelu :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Jedna wyjątkowe wizyjne LD na miesiąc to już nie wynik dawnych czasów, ale i tak przynosi ulgę :)
Sen świadomy ze spłycenia w skomasowanej fazie REM - niemożność kontroli, obraz szczegółowy, kolory w HD, bez poczucia wszelkich innych zmysłów niż wzrok.
Uświadomiłem się nagle w roli obserwatora typu kamery, która bez mojej woli podążała po typowej rozwiniętej urbanistycznej elewacji, wzdłuż ulicy o szerokości leśnej ścieżki, mogłem jedynie myśleć i być uważnym otoczenia. Wieżowce stały do siebie vis a vi, obserwator przekroczył zagloniony most, którego przedłużeniem były tory, od tego momentu ruszył szybko i wiedziałem, że to wynik kompensacji REM. Wkrótce rozglądałem się po zajmującej całe pole widzenia rozjezdni kolejowej w głębokiej dżungli z glonów - nieskończone labirenty torów zawijały się w tunele z wiszących alg i znikały za wyrośniętymi morszczynami, żeby rozdwoić się znowu gdzieś na krańcu widzenia. Główny tor, po którym poruszał się obserwator znajdował się w przyjemnym cieniu z gęsto obrastających tor główny wierzb, w całym tym cieniu podłoże i tory wyścielone było przez układającą się w cudowne schematy prymitywną, niebiesko-zieloną grzybnię. Gdzieniegdzie formowały bąble z kapeluszy, gdzie indziej sterczały w powietrze w postaci ukwiałów, a między szynami tworzyły szczotkowatą strukturę z zygzakowatymi rowkami, przypominającą dywan. Tam gdzie drzewa nie sięgał, aż do horyzontu rozciągało się osłonecznione, wydmiaste pole w całości z fioletowych grzybów o szerokim płaskim kapeluszu, sprawiało to wrażenie pustyni. Bezpośrednio przed wybudzeniem obserwator napił się przezroczystej cieczy z puszki opatrzonej kolorowym logiem " Bryła plus " " woda gazowana z 2,2% alc "
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Dla takich LD się żyje :) Szkoda, że się mistrzu popsułeś i tak żadko masz wizje :P
Masz sprawę? Pisz na GG: 41393861
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Niestety sprowadza się to do wyboru - wizje albo zdrowie :) Nie da się komasować faz REM bez bezsenności, alkoholu i leków nasennych, od pewnego czasu staram się je odstawić, choć po każdej wizji mam ochotę powrócić do dawnego stylu życia :)
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Miałem przedwczoraj najbardziej upośledzoną noc w życiu. Umierałem na żołądkowego kaca aż w końcu zasnąłem snem świadomym kompletnie niekontrolowanym. Jakość i kolory jak nigdy w życiu. Na początku komunikat zapowiedział trzy historie korygujące. Tak też się stało - w treści kolejnych LD były kazania dotyczące różnych sfer życia - rodziców, samotności i lenistwa. Ich retoryka i odmienność zmiażdzyły moje mniemanie o snach, do teraz jestem oszołomiony :) Trwało to zaledwie godzinę.
Kolejne pięć godzin to było coś niesamowitego - całą noc płakałem ze śmiechu, zarówno podczas snu, jak i w okresach przebudzeń. O ile typowo gagi ze snów nie śmieszą już w stanie trzeźwości, tutaj było inaczej - w treści cała masa prymitywnego slapstickowego humoru, ułożone w dwa sezony po osiem odcinków :P Były tam bogate historie o nazistowskich świniach w świniobotach, perypetie miłosne groteskowych królów czy potyczki słowne wulgarnych barbarzyńców podczas ustawki na torach. Mimo koszmarnego niewyspania w pracy miałem uśmiech od ucha do ucha :P
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wow :D Sen był taki płytki, czy co to spowodowało ? :)
EDIT: Tak, głupie pytanie..
let's worship cats
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Wszystkie sny były głębokie, wnioskując po wyśmienitej jakości przy kiepskiej świadomości. Naturalne dla bezsenności utrzymującej się mimo deprywacji snu sprzed ostatnich dwóch dni.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1