Czy waszym zdaniem mamy duszę?
#11
Ja jestem zdania, że akurat człowiek ewoluuje obecnie w innej sferze, choć w identycznym kierunku. Ewolucja cielesna polega na wymianie z przetasowaniem fizycznych cząsteczek zawierających informację o całym fenotypie. Można powiedzieć, że jest to powolna wymiana informacja przez medium stosunku płciowego. Tylko to medium różni ją od komunikacji werbalnej, która według mnie jest ulepszoną formą tego samego mechanizmu. Tak więc w rodzaju ludzkim to sama ewolucja wyewoluowała :P 
Efekty tej zmiany uwidaczniają się proporcjonalnie w wymiarze społecznym, tak jak wcześniej w wymiarze fizycznym. Komórki specjalizują się, poszukują źródeł energii, komplikują swoją strukturę i dążą do ekspansji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#12
Powracając do głównego pytania o istnienie duszy.
Spotkałem się z podziałem na 3 "Ja" - Ja-umysł/ego, Ja-serce/dusza, Ja-duch/Bóg czy też Żródło.

Ego w tym podziale to wszelkie mechanizmy i dążenia nabyte przez kulturę, które powodują, że utożsamiamy się z umysłem i myślami. Mamy zdanie na swój temat i mniej lub bardziej się go trzymamy. Im mocniejsze te uwiązanie, tym bardziej zakłócony spokój, bo bronimy nasze ego. Subtelnie bądź mniej. Świadomie lub nieświadomie. To przywiązanie utrudnia nam również "dostrojenie się" do głębszych "Ja".
Poprzez medytację można rozpuścić najniższe Ja, czy też co bardziej prawdopodobne - doprowadzić je do przyjaznej, adaptatywnej i zdrowej formy. Choć na dobrą sprawę wystarczy "zapominać siebie". Akceptująco puszczać się wszystkiego, czego można się puścić.

Dusza w tej perspektywie natomiast, to część nas, która inkarnuje się i kształtuje poprzez wcielenia. Jako, że jest zmienna, to nie pasuje do konceptu typowej duszy. Rozumie więcej niż ego, ale na poziomie bardziej intuicyjnym. Jest bliska pozazmysłowym źródłom wiedzy. Ale może być różnie samo-świadoma i może tkwić w pomieszaniu.
Im bardziej dostroimy się do tego poziomu tym w założeniu więcej spokoju i szczęścia w naszym życiu. Więcej kierowania się intuicją i swobodnego przepływu.

Duch to coś w stylu zewnętrznej części czasu i przestrzenii. Część nas, która jest wiecznym połączeniem z Absolutem. Niezmienna przestrzeń na której wszystko się wydarza. Dostrojenie się do tej przestrzenii jest możliwe dzięki medytacji. Choć można powiedzieć, że "wystarczy odpuścić", bo mówi się, że ta przestrzeń jest tak blisko jak to tylko możliwe i w każdym momencie można ją rozpoznać, przez całkowite odpuszczenie.
Dostrojenie to jest zero-jedynkowe. Albo to rozpoznajemy albo nie. Choć można być w sytuacji łatwiejszej lub trudniejszej do rozpoznania. Oraz różni się stabilność przebywania w tym. Niektórzy uważają, że możliwe jest połączenie się z Duchem nierozerwalnie, inni są wobec tego sceptyczni. Najpewniejszą (i być może jedyną) drogą do stabilnego spoczywania w Duchu jest rozwinięta praktyka medytacyjna. Kiedy spoczywamy w tej przestrzenii, naszemu życiu towarzyszy poczucie pełni, jedni z calym istnieniem i błogości. Jesteśmy zanurzeni w przestrzenii życia w zupełnie swobodnym przepływie.

Niewykluczam, że ten podział wiernie oddaje prawdę, choć mam do niego dystans. Za najsensowniejszy i najciekawszy punkt uznaje ostatni, bo owa przestrzeń ma silną podstawę zarówną teoretyczną jak i praktyczną. To doświadczenie jest podzielane przez ludzi na całym świecie. A prawdopodobnie najlepiej opisał drogę do niego Buddyzm. Tutaj przybliżam temat od innej strony.
Istnienie ja-serca uznaje za mocno niepewne. Choćby dlatego bo nie istnieją twarde kryteria do rozróżniania pomiędzy ego a sercem. Ten punkt jest poniekąd  zbędny, bo nawet jeśli owa dusza istnieje, to "dążąc" do Ducha i tak rozwiniemy "dostrojenie" z duszą. Choć może można się tym konceptem wspierać w rozwoju duchowym, jako że kierując się sercem (każdy raczej to mniej więcej intuicyjnie czuje co to znaczy) jesteśmy spokojniejsi i mniej kontrolujący. A to ułatwia nam odnalezienie Ducha.
Dreamweaver - break your chains and make your move
Or you might just see a dreamweaver's fall
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#13
To był zawsze koncept, którego nie mogłem zrozumieć w buddyźmie.
To jak to jest z istnieniem indywidualnego siebie w świetle tej teorii ? Jestem duszą ? Kierunkiem wzdłuż którego inkarnuję się i zbieram karmę ? Skoro ten aspekt dotyczy tylko mnie i moich inkarnacji, to czy nie można powiedzieć, że to jestem Ja ?
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#14
Tu coś o duszy od Kassiopaean :)

Cytat:Usually, soul means whatever part of a person is permanent and survives physical death. Allegorically, this can also mean the core essence of something. In religious, spiritual and esoteric discourse, this word is used in a bewildering confusion of meanings.

In FOTCM discourse, soul usually means that part of an individual which is permanent in the sense of surviving physical death and specifically belongs together with that individual and no other. Whether such a thing even exists may depend on the individual itself. For example, an "organic portal" or "preadamic man" would not have a soul in this sense, although there would be some sort of non-individuated animating energy in the "individual soul's" place.

If a soul in this sense exists, it may be more or less evolved. Even if one exists, it may have very little to do with the run of one's life. It may be and usually is for the most part asleep and dissociated from the body's and mind's experience. Using the metaphor of the coach, we could say that the passenger is asleep and the driver/horse take the coach (body) where they please, having quite forgotten about the passenger.

The soul in this sense is linked to the concept of acquiring a real I and gaining access to one's higher centers. These higher centers will exist at least in potential if there is a soul, as we use the word here. At the end of Fourth Way evolution, this soul may be substantially identical with the "real I". This is however vanishingly rare and various intermediate stages of development are needed before this soul is truly anchored into the body as the conscious master of thought, feeling and physicality.

Much of New Age culture looks for ways for whatever passes for consciousness to deliberately leave the body, experience astral travel, produce psychic effects etc. Quite unlike these, the Fourth Way seeks first to bring the soul, if there be any, into the body. The soul needs to first claim its own incarnation from all the forces of personality, biology etc which normally run the show.

Soul is however not completely disconnected and may appear as impulses of conscience, deeper emotions, sense of purpose etc. Man is, even if not run by the "soul", still answerable for what transpires through him. In the usual state of matters, the soul gets to karmically pay for the personality's mistakes and predilections even though it is not really in control.

Maybe with reference to this, George Gurdjieff says, "Blessed is he that hath a soul; blessed also is he that hath none; but grief and sorrow are to him that hath in himself its conception."

Even within Fourth Way writings the concept of soul does not quite have a fixed meaning. The soul is there sometimes also called astral body and is something that man must build by producing suitable "higher hydrogens" for its raw material. This may then survive physical death. However, if the soul is half-built, it will be stuck in limbo and will neither dissolve nor will it be able to take a new human incarnation.

A soul can grow or shrink over an incarnation. It is not stationary or immutable. Engaging in ritual magic for commanding higher spiritual forces for one's earthly gain can for example damage one's soul. The soul has no necessary relation to intellectual capacity, psychic senses or physical prowess, but it would seem that for a soul to be incarnate the physical body's DNA needs to be somehow compatible with this. Also, based on the Cassiopaea material, the soul-DNA interaction can be a two-way street with DNA being on one hand a prerequisite and on the other hand being affected by the soul's presence.

In FOTCM discourse, the word "spirit" has no distinct meaning from soul.

Numerous other usages of the word soul exist. We cannot enumerate them all. Sometimes the word soul carries a connotation of emotion while the word spirit is more general. It is said that one cries from the bottom of one's soul but not "from the bottom of one's spirit."
źródło https://thecasswiki.net/index.php?title=Soul
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#15
Ja to rozumiem tak, że to nie może być takie prawdziwe "Ja" bo jest zmienną częścią całości. Dopiero tą całość można by nazwać "Ja", ale nie ma to już sensu bo nie ma przeciwstawnego do niego Nie-Ja. Ale może być 'ja' w podobnym sensie jak to jest przy ja-ego. Jakiś zbiór informacji czy też dążeń, które kształtuje się w czasie, mający wpływ na wynik efektu przyczynowo-skutkowego. Tylko, że ja umysłowe kształtuje się szybciej, choć w węższym zakresie, lub po prostu innym. A dusza, na przestrzeni wcieleń.
Ale niewykluczone, że w przypadku buddyzmu to po prostu potrzebny mit. Aby buddyści mieli więcej motywacji do dbania o karmę i mogli ukoić lęk przed śmiercią.
Dreamweaver - break your chains and make your move
Or you might just see a dreamweaver's fall
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#16
Mam tu na myśli JA w rozumieniu indywidualności. U podstaw przeżywania leży świadomość, która jest taka sama u każdego. Z kolei otaczanie jej przekonaniami wynikającymi ze struktur mózgu skutkuje stworzeniem indywidualnej osobowości, obracającej się wokół abstrakcyjnego tworu myślowego - Ja. Teoria karmy sugeruje, że ponad tą podstawową świadomością, ponad fizycznym istnieniem, funkcjonuje jeszcze jeden koncept, który ostatecznie jest wyraźnie indywidualizujący. Wydaje mi się to być ciężką hipokryzją w świetle pozostałych nauk.
Myślę, że jest tak jak w twoim podejrzeniu - ta dusza/karma jest tylko mitem dla mas.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1